loader image

Myśl Suwerenna

Od wojny do stabilizacji. Perspektywy dla Syrii po ponad dekadzie wojny domowej

🕔 Artykuł przeczytasz w 12 min.

Trwająca nieprzerwanie od 11 lat, acz ze zmiennym natężeniem, wojna w Syrii wpłynęła nie tylko na życie Syryjczyków, ale również na stabilność całego regionu Bliskiego Wschodu oraz bezpieczeństwo Europejczyków. Protesty przeciwko sytuacji społeczno-ekonomicznej w Syrii przerodziły się w wojnę domową, która z czasem zamieniła się w wojnę zastępczą toczoną przez regionalne i światowe mocarstwa.

Jedenaście lat po tym jak Syryjczycy po raz pierwszy demonstrowali przeciwko czterdziestoletnim rządom rodziny Assadów, setki tysięcy Syryjczyków zostało zabitych, a około dwunastu milionów ludzi – ponad połowa przedwojennej populacji kraju – została zmuszona do migracji. Kraj pogrążył się w wojnie domowej, która z czasem przestała być konfliktem czysto wewnętrznym stajać się areną starcia pomiędzy lokalnymi i światowymi potęgami. Dość szybko sunniccy dżihadyści dążący do wprowadzenia teokracji zepchnęli na dalszy plan pozostałe siły opozycyjne. Początkowo pokojowe protesty, które wybuchły w 2011 roku pod hasłami reform i demokratyzacji kraju dość szybko zostały zdominowane przez radykalnych islamistów. W kraju zaczęły organizować się liczne niewielkie ugrupowania rebelianckie otrzymujące wsparcie ze Stanów Zjednoczonych oraz państw Zatoki Arabskiej. Do Syrii zaczęły napływać setki sunnickich ochotników z krajów Zatoki, Afryki Północnej, ale również z Europy dzięki kampanii rekrutacyjnej uruchomionej za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Coraz silniejsze uzależnienie syryjskich rebeliantów od finansowania oraz dostaw broni z Arabii Saudyjskiej oraz Kataru przyspieszyło ich radykalizację w wyniku czego umiarkowane grupy zaczęły tracić na znaczeniu. Do końca 2012 roku większość „umiarkowanych” grup rebelianckich upada na skutek niezdyscyplinowania, szerzącej się korupcji i nieskuteczności w walce, kontrolę nad ruchem rebelianckim przejmują islamiści. Cała syryjska opozycja została zdominowana przez Państwo Islamskie, Jabhat al-Nusre oraz inne grupy dżihadystyczne. Zresztą sama rebelia miała co najwyżej charakter dżihadystyczny. Przyznała to również w 2012 roku ówczesna Sekretarz Stanu USA, Hillary Clinton, która powiedziała w wywiadzie dla CBS: „Wiemy, że Al-Kaida wspiera opozycję w Syrii”. W żaden sposób nie zatrzymało to programu wsparcia kierowanego do syryjskich rebeliantów.  Do dnia dzisiejszego Jabhat al-Nusra, znana już pod zmienioną nazwą, stanowi największą i najsilniejszą grupę rebeliancką w Syrii będąc jednocześnie do pewnego etapu oficjalną filią Al-Kaidy o czym mówił sam założyciel.

Po przerodzeniu się początkowo pokojowych demonstracji w zbrojne starcia na ulicach syryjskich miast poszczególne państwa regionu i świata rozpoczynały lub wzmacniały swoje wsparcie dla jednej ze stron konfliktu. Siły opozycyjne, głównie ugrupowania dżihadystyczne, otrzymywały płynące szerokim strumieniem wsparcie ze strony państw Zatoki Perskiej, przede wszystkim Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przewódcy tych państw nie podjęli jednak na żadnym etapie wojny decyzji o szerszym zaangażowaniu się w ten konflikt poprzez choćby interwencję wojskową. Po stronie opozycyjnej stanęła również Turcja, która nie ograniczyła się jedynie do wsparcia finansowego czy zbrojeniowego, ale z czasem podjęła się kilku kolejnych operacji lądowych na terytorium Syrii uderzając tak w Państwo Islamskie jak i Kurdów czy wojska syryjskie. Opozycję wsparły wreszcie Stany Zjednoczone, część państw Europy zachodniej i w mniejszym stopniu Izrael. Wsparcie to było jednak z czasem wygaszane i ograniczane do działań szkoleniowych, których beneficjentami były te ugrupowania, które później często wchodziły w skład tzw. Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Te z kolei zdominowane były przez oddziały kurdyjskie, które mogły cieszyć się poparciem Stanów Zjednoczonych i niektórych państw europejskich, a także w późniejszym czasie częściowo Rosji oraz Assada. Ten ostatni był wspierany zaś przez libański Hezbollah, Iran oraz Rosję, która w 2015 roku rozpoczęła interwencję wojskową w Syrii umożliwiając armii syryjskiej odzyskanie niemal całej zachodniej i centralnej Syrii.

Syria stoi w obliczu kolejnych lat niestabilności i umiarkowanego chaosu. Pomimo tego, że szeroko zakrojone operacje wojskowe zakończyły się wraz z początkiem roku 2020, kiedy to podpisano porozumienie pomiędzy Turcją, a Rosją co do zawieszenia operacji armii syryjskiej w prowincji Idlib pozostającej pod kontrolą dżihadystów z Hayat Tahrir al-Sham. Zanim jednak do tego doszło syryjska armia w wyniku kolejnych operacji zdołała przywrócić pod kontrolą Damaszku rozległe obszary państwa ograniczając panowanie organizacji dżihadystycznych do północnej części prowincji Idlib. Wraz z tymi sukcesami nadzieje na zmianę reżimu politycznego w Syrii w dużej mierze wygasły, a rozmowy pokojowe były każdorazowo bezowocne. Rząd odzyskał kontrolę nad większością kraju, a władza Assada wydaje się w tym momencie bezdyskusyjna i stabilna. Pomimo tego Syria stoi w obliczu trwających zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych. Tureckie wojska nadal stacjonują w północnej części kraju, Syria północno-wschodnia pozostaje pod kontrolą sił kurdyjskich, które co prawda w ostatnim czasie zbliżyły się do Damaszku ze względu na tureckie zagrożenie to nadal nie zdecydowały się na unifikację i ponowne podporządkowanie tych obszarów władzy centralnej. W samej Syrii nieprzerwanie trwa tymczasem kryzys gospodarczy spowodowany z jednej strony latami wyniszczającej wojny, z drugiej polityką zachodnich sankcji, a z trzeciej problemami żywnościowymi i energetycznymi, które dotknęły Syrii zwłaszcza w ostatnich miesiącach.

Rozwój wojny domowej w Syrii uzależnił zarówno siły pro jak i antyreżimowe od zewnętrznych sponsorów. W miarę jak poszczególne mocarstwa zwiększały swoje zaangażowanie, Syria stała się polem bitwy, na którym toczyła się geopolityczna rywalizacja w regionie. Doprowadzenie do wycofania się obcych wojsk z Syrii stanowi jedno z największych wyzwań stojących przed władzą w Damaszku.

Szanse są stabilizację

Wojna na trwałe zmieniła życie Syryjczyków nie tylko w wymiarze osobistych strat mieszkańców, ale też doprowadzając do trwałego podziału państwa. Obecnie jest ono podzielone na cztery obszary będące pod kontrolą innych sił, które nie wchodzą ze sobą w głębokie konflikty, ale brak również perspektyw na ścisłą współpracę i szanse na porozumienie. Większą część państwa, ze stolicą i niemal wszystkimi większymi miastami, kontroluje syryjski prezydent Bashar al-Assad Leżąca na północy prowincja Idlib znajduje się w większości w panowaniu dżihadystów z Hayat Tahrir al-Sham. Na zachód od Idlib znajduje się wąski pas przygraniczny będący pod okupacja turecką. Na tym obszarze działają kontrolowane przez Ankarę grupy rebelianckie tworzące Narodową Armię Syryjską. Wschodnia Syria pozostaje zaś pod kontrolą współpracujących i w znacznej części zależnych od USA Syryjskich Sił Demokratycznych. W kraju trwa głęboki kryzys gospodarczy wzmocniony sankcjami nałożonymi przez Stany Zjednoczone, a sytuacja humanitarna bliska jest katastrofy. Syrię opuściło kilka milionów uchodźców, a znaczna część mieszkańców zmuszona jest do życia jako przesiedleńcy wewnętrzni ze względu na zniszczenia wojenne. Syria rozdarta jest pomiędzy wysiłkami Assada w celu normalizacji stosunków z państwami regionu, a jego bliskimi relacjami z Iranem, które to utrudniają. Każdy z tych czynników z osobna wpływa na perspektywy stabilizacji kraju.

Jeżeli chodzi o kwestię istnienia co najmniej czterech ośrodków zbrojno-politycznych na terenie Syrii, które egzystują we wzajemnej wrogości to wydaje się, że ten podział będzie trwał tak długo, jak długo nie będzie siły lub politycznego rozwiązania, które mogłyby ponownie zjednoczyć kraj. Finalnie więc Assad musiałby zyskać tak dużą przewagę zbrojną nad wszystkimi swoimi przeciwnikami, a w tym samym czasie ci musieliby stracić parasole ochronne ze strony swoich państwowych protektorów, że armia byłaby w stanie przeprowadzić skuteczne operacje ofensywne. Perspektywa politycznego pojednania wymagałaby ustępstw ze strony Damaszku, a to jest całkowicie wykluczone biorąc pod uwagę fakt, że Assad nie był zainteresowany kompromisami, gdy był dużo słabszy i większa część kraju pozostawała poza jego kontrolą, więc tym bardziej nie podejmie się negocjacji po wygraniu wojny. Wobec tego jedyną szansą na zakończenie istniejących podziałów, ponowne zjednoczone państwa byłoby rozwiązanie militarne, ale to jest wykluczone ze względu na istniejące zależności międzypaństwowe. USA blokują operację przeciwko SDF we wschodniej Syrii, a Turcja nie pozwala na działania przeciwko HTS w Idlib czy NSA w północnym Aleppo. Oznacza to, że działania zbrojne musiałyby być poprzedzone porozumieniami politycznymi na linii Turcja-Rosja-Iran-USA przy pozostawaniu Syrii jako takiej w charakterze biernego partnera Rosji i Iranu.

Ponad dekada wojny doprowadziła do poważnego i bezprecedensowego kryzysu gospodarczego. Szkody szacuje się na ponad 300 miliardów dolarów, ze spadkiem PKB o około 40 procent i dramatycznym wzrostem inflacji. W czasie wojny polityka gospodarcza państwa skoncentrowana była na utrzymaniu struktur państwa i aparatu władzy oraz utrzymaniu sprawności bojowej armii. Dochody z ropy naftowej i podatków stały się marginalne, a nieudane zarządzanie gospodarką spowodowało niemal całkowite jej załamanie. Brak politycznego rozwiązania i porozumienia między różnymi grupami w sprawie przyszłości Syrii oraz uchwalona przez administrację USA ustawa Cezara to istotne bariery w handlu, inwestycjach i odbudowie. W ostatnich miesiącach Stany Zjednoczone wydają się jednak ograniczać wymiar sankcji nakładanych na Syrię oraz jej partnerów handlowych. Zarówno Jordania jak i Zjednoczone Emiraty Arabskie miały wynegocjować możliwość prowadzenia handlu z Syrią bez ryzyka objęcia ich gospodarek oraz firm amerykańskimi sankcjami.

Po wybuchu wojny większość krajów w tym kraje arabskie, zerwała stosunki dyplomatyczne z Syrią, ale perspektywy zmian są widoczne. W 2018 roku Zjednoczone Emiraty Arabskie stały się pierwszym państwem arabskim, które odnowiło swoje więzi z Damaszkiem, a stosunki między Damaszkiem a Kairem zostały wznowione wkrótce potem. W lipcu 2021 r. król Jordanii Abdullah rozmawiał z Assadem, następnie Bahrajn otworzył ambasadę w syryjskiej stolicy, co nie mogło się odbyć bez przyzwolenia ze strony Rijadu, a ostatecznie prezydent Assad odwiedził Zjednoczone Emiraty Arabskie. U podstaw wysiłków na rzecz przywrócenia Syrii do świata arabskiego leży chęć zwalczania irańskich wpływów i zbudowania osi przeciwko Iranowi, a także Turcji.

Wydaje się więc, że kolejne miesiące mogą przynieść ograniczone inwestycje państw trzecich na terenie Syrii ze strony stabilnych państw regionu zamiast ze strony naturalnych sojuszników Syrii, którzy sami borykają się z poważnymi problemami gospodarczymi. Ograniczenie wpływów gospodarczych, a co za tym idzie politycznych Rosji i Iranu w Syrii mogą skłonić USA do zezwolenie kolejnym państwom regionu na prowadzenie wymiany handlowej i inwestowanie w Syrii.  Z czasem zagraniczne inwestycje pozwolą ożywić skostniałą krajową gospodarkę, co może doprowadzić do przynajmniej ograniczenie głębokich problemów budżetowych państwa.

Inną kwestią powiązaną z sytuacją gospodarczą Syrii jest kryzys humanitarny. Szacuje się, że dziewięćdziesiąt procent ludności żyje poniżej granicy ubóstwa, a 11 milionów Syryjczyków potrzebuje pomocy humanitarnej z powodu poważnego braku żywności i wody. System opieki zdrowotnej niemal całkowicie się załamał, a pomoc oferowana przez ONZ zaspokaja tylko 46 procent potrzeb. Pogarszająca się sytuacja stawia Stany Zjednoczone i kraje zachodnie, które nadal sprzeciwiają się władzy Assada, przed dylematem – jak ograniczyć jego pozycję bez jednoczesnego drastycznego pogarszania perspektyw życiowych zwykłych Syryjczyków. Wydaje się, że również z tego powodu Waszyngton dał zielone światło do normalizacji stosunków z Damaszkiem szeregowi państw regionu Bliskiego Wschodu.

Osobnym problemem wpływającym na perspektywę stabilizacji Syrii jest kwestia uchodźców zewnętrznych i wewnętrznych. Syrię opuściło niemal 7 milionów mieszkańców, którzy znaleźli schronienie w Jordanii, Libanie, Turcji, Iraku, Egipcie i Europie. Bardzo powolna asymilacja syryjskich uchodźców w krajach przyjmujących, zwłaszcza w Jordanii, Turcji i Libanie, wpłynęła na równowagę demograficzną tych krajów, a co za tym idzie, ich sytuację gospodarczą, polityczną, społeczną i bezpieczeństwa. Efektem jest coraz większa niechęć autochtonicznej ludności wobec Syryjczyków i gotowość części z tych państw lub niektórych ruchów politycznych do ich repatriacji czy nawet deportacji. Utrzymujący się od ponad 2 lat okres względnej stabilności poziomu bezpieczeństwa na terenach kontrolowanych przez syryjską armię skłania część z uchodźców do powrotu. Nadal są to jednak bardzo niewielkie liczny, a kolejne apele przedstawicieli władzy i towarzyszące im amnestie ze strony syryjskiego prezydenta póki co nie skłaniają uchodźców do masowego powrotu. Jednak biorąc pod uwagę właśnie rosnący poziom bezpieczeństwa w Syrii ze względu na utrzymujące się porozumienia co do zawieszenia walk, a  także społeczną niechęć do dalszego utrzymywania uchodźców jest coraz bardziej prawdopodobnym, że rządy państw ościennych będą podejmować decyzje o przynajmniej częściowej repatriacji. Kwestia uchodźców z Syrii jest choćby jednym z kluczowych punktów sporu politycznego w Turcji, którą w przyszłym roku czekają wybory zarówno parlamentarne jak i prezydenckie.

Obecnie palącym pytaniem, które dominuje w analizach konfliktu syryjskiego, jest to jak zakończyć wojnę w sensie militarnym. Kiedy jednak tak się stanie, a jak pisałem wyżej jest to jeden z prawdopodobnych scenariuszy, staniemy przed pytaniem, jak ponownie zjednoczyć Syrię i samych Syryjczyków, aby zapobiec ponownemu pojawieniu się przemocy. Zaostrzenie linii sekciarskich i etnicznych, które miało miejsce podczas konfliktu stworzą przeszkodę dla trwałego uspokojenia sytuacji społeczno-politycznej w kraju. Ewentualne reformy demokratyczne są zaś niemożliwe ze względu na sprzeciw zwycięscy wojny, Bashara al-Assada. Syryjczycy z uwagi na trwający od ponad 10 lat chaos i brutalność patrzą z nostalgią na lata spokoju, które ściśle powiązane były z okresem autorytaryzmu Hafeza al-Assada i pierwszych lat rządów jego syna.  Stąd  kontynuacja mentalnych i politycznych nawyków zakorzenionych w wielu pokoleniach autorytaryzmu nie tylko przetrwała, ale zyskuje drugi oddech. Paradoksalnie może więc się okazać, że syryjskie społeczeństwo w sposób podobny jak wcześniej libański potraktuje zakończony okres wojny jako temat tabu i będzie starało się odbudowywać swoje życie jednocząc się przy tym wokół władzy autorytarnej, która będzie się kojarzyć ze stabilnością.

Jednocześnie Damaszek stara się potwierdzić swoją władzę za pomocą przedwojennych autokratycznych instrumentów czy służb bezpieczeństwa wewnętrznego. Obywatele Syrii są zobowiązani do uzyskania zgody na wiele zwykłych czynności, takich jak zakup nieruchomości, założenie firmy, uzyskanie waluty obcej i przemieszczanie się z jednej części kraju do drugiej. Naruszenia mogą być kierowane do zwykłego systemu sądowego lub do sądów “antyterrorystycznych”, gdzie decyzje znajdują się pod kontrolą służb bezpieczeństwa.

Kluczowe stanowiska w aparacie państwowym, zwłaszcza wojskowym, zajmują nadal głównie alawici, członkowie synkretycznej sekty powiązanej z szyizmem, do której należy prezydent Assad. Ale szyici i alawici są stosunkowo nieliczni, więc władza opiera się również na sieci głównie sunnickich biznesmenów, którzy są nagradzani za lojalność kontraktami państwowymi. Przeprowadzane wybory służą do potwierdzenia władzy, a nie do rywalizacji politycznej. Celem jest uzyskanie formalnej legitymizacji do pełnienia władzy, a nie jej faktyczne zdobycie, aczkolwiek pamiętać należy, że poparcia dla Assada pozostaje dość znaczne gdyż jednoczą się wokół niego Syryjczycy zmęczeni ponad dekadą wojny. Opozycja w kraju praktycznie nie istnieje i nie może prowadzić swojej działalności. Większość przeciwników władzy została albo czasowo osadzona w więzieniach lub przymuszona do emigracji .

Skomplikowana mozaika różnych ośrodków kontrolujących wybrane części Syrii budzi uzasadnione wątpliwości, czy kraj ten można ponownie zjednoczyć. Turcy okupują część pasa przygranicznego dążąc do turkizacji tego obszaru i osiedlenia w miejsce ludności kurdyjskiej uchodźców przebywających w Turcji. Ostatnie tygodnie dają jednak uzasadnione nadzieje na uzyskanie porozumienia pomiędzy Ankarą i Damaszkiem, co mogłoby prowadzić do zerwania współpracy pomiędzy Turcją, a dżihadystami w północnej Syrii. Teoretycznie więc Turcy mogliby oddać okupowane obszary Damaszkowi, ale ludność tych obszarów w swojej masie pała szczerą niechęcią do władzy Assada. Widoczne jest to zwłaszcza w Idlib, gdzie Assad wysłał swoich przeciwników z innych części Syrii. Trudno więc sobie wyobrazić gotowość do akceptacji powrotu do władzy Damaszku.

W przeciwieństwie do swoich irackich rodaków, syryjscy Kurdowie nie dążyli do niepodległości, ale raczej do autonomii w ramach państwa syryjskiego, ale ich oddolne, egalitarne rządy są niezgodne z autokracją Assada sprawowaną przez uprzywilejowaną grupę współwyznawców, choć z dużym poparciem sunnitów. Assad używał w przeszłości sił powiązanych z PYD do nękania Turcji, ale aby powrócić do tej roli, Kurdowie chcieliby w zamian większej autonomii, niż Assad byłby skłonny im dać.

Jeśli zjednoczenie pod rządami Assada wydaje się niewykonalne, formalny rozpad Syrii wygląda niemal równie nieprawdopodobnie. Assad obiecał odzyskać każdy centymetr kraju. Niemożliwym jest by, że części Syrii kontrolowane przez dżihadsytów w prowincjach Idlib i Aleppo mogłyby przetrwać jako niepodległe państwo. Istnieją one wyłącznie dzięki protekcji tureckiej. Żaden z sąsiadów Syrii nie byłby zainteresowany trwałym rozpadem kraju na kilka osobnych organizmów państwowych. Turcja z obawy przed separatyzmem kurdyjskim na jej południowej granicy, Irak z powodu precedensu, który mógłby ustanowiłby iracki Kurdystan, Liban z obawy przed wchłonięciem przez alawicko-szyicką Syrię, a Jordania ma dość wewnętrznych kłopotów by cieszyć się z ewentualnego pogorszenia własnego poziomu bezpieczeństwa. Nawet Izrael, który atakuje dostawy broni do Hezbollahu przechodzące przez Syrię, nie chciałby ryzykować ekstremistycznego państwa sunnickiego lub szyickiego w pobliżu swoich granic. Stąd też wsparcie Izraela dla rebeliantów było bardzo ograniczone, podobnie jak ataki na cele związane z władzą Assada.

Podobnie pozaregionalne mocarstwa nie będą zainteresowane rozpadem Syrii. Rosja i Iran chciałyby powrotu do stabilnej sytuacji z niepodzielna władzą Assada uzależnionego od ich pomocy. Europejczycy obawiają się nowej fali uchodźców, która pojawiłaby się wraz z rozpadem Syrii. Chińczycy oczekują stabilności, która pozwoliłaby na prowadzenie ewentualnych inwestycji. Dla Stanów Zjednoczonych obecna sytuacja jest wystarczająco komfortowa, stosunkowo tanim kosztem kontrolują oni wschodnią Syrię i tamtejsze zasoby surowców energetycznych blokując jednocześnie drogę łączącą Iran z Libanem przez Syrię.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Prześladowania chrześcijan na Bliskim Wschodzie

O ile więc klimat polityczny nie ulegnie znaczącej zmianie, choćby w wyniku normalizacji na linii Damaszek-Ankara, w najbliższych miesiącach nie powinniśmy w Syrii spodziewać się zmian i obecna sytuacja rozbicia państwa pomiędzy czterech głównych aktorów będzie się dalej utrzymywać. Amerykanie, Rosjanie, Izraelczycy i Irańczycy wydają się akceptują obecny impas, a Assad systematycznie normalizuje stosunki z kolejnymi państwami regionu wracając do pozycji, którą utracił w roku 2011.

W ostatnich Syria zaczyna spadać z międzynarodowej agendy. Chociaż Rosja i Turcja pozostają aktywnie zaangażowane, zainteresowanie innych podmiotów, w tym przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, słabnie, co stanowi poważną zmianę w stosunku do wcześniejszych etapów konfliktu, kiedy Syria służyła jako zastępcze pole bitwy zarówno dla lokalnych, jak i globalnych mocarstw. Moskwa nie wydaje się zainteresowana rezygnacją ze swoich wpływów lub nawet ich osłabienia, choć nie jest jasne, jak duży wpływ Kreml ma na Assada. Administracja Bidena zgodnie z oczekiwaniami nie wydaje się zainteresowana ponownym zaangażowaniem się w wojnę w Syrii akceptując fakt nikłego wpływu na rozwój wypadków i zadowalając się ograniczona kontrolą nad wschodnią Syrią.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 3(9)/2022.

Grafika: pixabay.com

Skip to content