<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Michał Wlazło, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<atom:link href="https://myslsuwerenna.pl/autor/michal-wlazlo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/michal-wlazlo/</link>
	<description>Przegląd Spraw Publicznych</description>
	<lastBuildDate>Sat, 20 Jan 2024 03:29:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2020/09/cropped-logo-obrys1-32x32.png</url>
	<title>Michał Wlazło, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/michal-wlazlo/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>O potrzebie eko-aktywizmu</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-potrzebie-eko-aktywizmu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Wlazło]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 20 Jan 2024 01:30:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Region]]></category>
		<category><![CDATA[aktywizm]]></category>
		<category><![CDATA[ekologia]]></category>
		<category><![CDATA[wlazło]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5851</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jedną z największych tajemnic współczesnych ideologicznych sporów jest dla mnie brak ogólnego konsensusu dotyczącego ochrony przyrody. Pewne środowiska &#8211; szczególnie z prawicowo-liberalnej strony sceny politycznej &#8211; obrały sobie za dogmat obronę &#8222;prawa do ignorancji&#8221;. Liberalne świętości takie jak „własność” czy „wolność” nie mogą według nich zostać naruszone przez takie drobnostki jak środowisko czy klimat. Jeżeli [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-potrzebie-eko-aktywizmu/">O potrzebie eko-aktywizmu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 7</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Jedną z największych tajemnic współczesnych ideologicznych sporów jest dla mnie brak ogólnego konsensusu dotyczącego ochrony przyrody. Pewne środowiska &#8211; szczególnie z prawicowo-liberalnej strony sceny politycznej &#8211; obrały sobie za dogmat obronę &#8222;prawa do ignorancji&#8221;. Liberalne świętości takie jak „własność” czy „wolność” nie mogą według nich zostać naruszone przez takie drobnostki jak środowisko czy klimat. Jeżeli kogoś stać na to, aby jeździć sportowym albo terenowym samochodem, który zużywa trzydzieści litrów benzyny na sto kilometrów &#8211; to ma prawo nim jeździć. Osoby, którym to przeszkadza to nienawistnicy, zawistnicy i zazdrośni hejterzy, którym w życiu nie wyszło. Jeżeli ktoś od 30 lat pali w piecu węglem to czemu ma myśleć o zmianie tego stanu tylko dlatego, że jacyś aktywiści naczytali się „modnych dyrdymałów” o stanie jakości powietrza? Jeżeli ktoś posiada kawałek dwustuletniego lasu to dlaczego ktoś inny narusza jego święte ekonomiczne prawo przerobienia tego lasu na papier i składane samodzielnie meble z popularnego meblo-marketu z klopsikami? Do czego doprowadziło takie myślenie można było się przekonać ostatniego lata, kiedy to właśnie wspomniana &#8222;święta ignorancja&#8221; spowodowała jedną z największych katastrof ekologicznych w Europie w ostatnich latach. </strong></p>
<p style="text-align: justify;">26 lipca bieżącego (2022 &#8211; red,) roku na Odrze w okolicach Jazu Lipki, między Oławą a Brzegiem, lokalni wędkarze zauważyli śnięte ryby. Przez kilka następnych tygodni wyłowiono z tej rzeki kilkadziesiąt ton martwych ryb, ptactwa oraz innych zwierząt wodnych, zniszczony został cały ekosystem, ucierpieli także okoliczni rolnicy, przedsiębiorcy, czworonogi oraz ich właściciele, którzy w tych dniach udawali się wspólnie nad rzekę. Od momentu zgłoszenia problemu odpowiednim służbom do podjęcia jakichkolwiek działań ze strony państwa minęły ponad dwa tygodnie. Gdyby ich reakcja nastąpiła szybciej udałoby się ograniczyć straty w ekosystemie i uniknąć międzynarodowej afery, bo Odra jest rzeką graniczną, a wina za katastrofę leżała zdecydowanie po stronie polskiej. Lata zaniedbań na każdym szczeblu, brak właściwego monitoringu, brak właściwie opracowanych procedur reagowania w sytuacjach kryzysowych to były główne czynniki, które doprowadziły do tej ekologicznej katastrofy. Najprawdopodobniej właśnie niewłaściwie kontrolowane zrzuty wody o podwyższonym zasoleniu i nielegalne ujścia ścieków w połączeniu z  wysoką temperaturą i niskim poziomem wody w rzece spowodowały namnożenie toksycznych &#8222;złotych alg&#8221;, które wielokrotnie już powodowały podobne sytuacje w różnych krajach świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednym z &#8222;trucicieli&#8221; miało być oławskie przedsiębiorstwo, które &#8211; jak później dokopali się internauci i dziennikarze &#8211; żyło przez wiele lat w wyjątkowo dobrej komitywie z miejskimi władzami, które mimo licznych, wykazujących nieprawidłowości, kontroli miały przymykać oko na nielegalne zrzuty toksycznych substancji. Bardzo szybko na miejscu pojawili się &#8222;aktywiści&#8221;, którzy de facto byli przybudówką lokalnych struktur chwilowo opozycyjnej we władzach miejskich partii. Zorganizowali kilka konferencji, wrzucili na swój profil Facebooka kilka zdjęć brudnej wody i podpięli się pod ogólne oburzenie tak, aby wyborcy mieli wrażenie, że cokolwiek z tego oburzenia dzieje się dzięki nim. Jednocześnie w przyjętej narracji notorycznie próbowali zatuszować fakt, że przez wiele lat za sytuacje były odpowiedzialne również współrządzące wtedy miastem struktury partii, którą reprezentują. Kiedy sytuacja się trochę uspokoiła, skoncentrowali się na innych istotnych sprawach, jak np. czy zmarły na białaczkę, pochodzący z Oławy koszykarz Adam Wójcik zasłużył na mural większy czy mniejszy, niż ten na cześć Zenka Martyniuka w Białymstoku.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Niestety podobne problemy dotyczą tak naprawdę większości rzek w Polsce. Ignorancja i przymykanie oczu na zatruwanie jednego z najcenniejszych skarbów, jakie posiadamy &#8211; czystej wody łączy absolutnie każdą opcję polityczną w naszym kraju. Rzeki zatruwał popularny w środowisku polityków i celebrytów Hotel Arłamów, zarządzane przez gminy oczyszczalnie ścieków w podkarpackiej Dukli czypodlaskim Michałowie, tysiące nielegalnych odpływów z podhalańskich pensjonatów, zakładów produkcyjnych w Wielkopolsce, albo domków letniskowych bogatych warszawiaków pobudowanych bezpośrednio przy liniach brzegowych mazurskich jezior. Czasami, kiedy sytuacja zaczyna być na tyle zauważalna, że rzeka zaczyna wyrzucać na brzeg śnięte ryby, sprawą zainteresują się lokalne media, lokalni politycy wydadzą oświadczenie, że zajmują się tą sprawą, kilka osób wyrazi oburzenie w mediach społecznościowych, po czym mija trochę czasu i wszystko wraca do &#8222;normy&#8221;, a ścieki wracają do rzeki.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Niestety ten powtarzający się schemat bardzo ciężko złamać bez sensownych lokalnych inicjatyw. Dzięki determinacji członków jednej z takich inicjatyw pojawiła się spora szansa na kompleksowe rozwiązanie problemów z jakością wody w Jasiołce. Jest to malownicza, niespełna 80-kilometrowa, rzeka wypływająca ze źródeł w Beskidzie Niskim, a kończąca swój bieg w Jaśle, gdzie wpada do Wisłoka. Zaniepokojeni pogarszającą się jakością wody mieszkańcy i lokalni członkowie Polskiego Związku Wędkarskiego postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i pod przewodnictwem Mateusza Ociasa, dukielskiego artysty i społecznika, sami zaczęli kontrolować jakość wody w rzece. Zbierali próbki z różnych miejsc i wysyłali je do laboratorium. Ujawnili sprawę niedziałającej poprawnie oczyszczalni ścieków oraz zorganizowali monitoring nielegalnych odpływów ścieków bytowych wypływających z szamb z okolicznych domów. Nawiązali też współpracę z WWF w ramach ich programu „Strażnicy Rzek”. Nagłaśniając sprawę w mediach i prezentując konkretne dane udało się Mateuszowi Ociasowi poruszyć urzędniczą i sądową machinę i wygląda na to, że w niedługim czasie mieszkańcy Beskidu Niskiego i odwiedzający go turyści znowu będą mogli się cieszyć krystalicznie czystą wodą, ponieważ zainicjowane w Dukli działania spowodowały wzmożenie kontroli służb i zwiększenie świadomości mieszkańców całego regionu.</p>
<p style="text-align: justify;">Ochrona rzek to jest tylko jeden z przykładów potrzebnych lokalnych inicjatyw proekologicznych. Na mapie Polski możemy znaleźć dziesiątki, jak nie setki bardziej lub mniej wartościowych akcji. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze, która prowadzi działalność na rzecz ochrony regionu Puszczy Karpackiej, będącej drugim po Puszczy Białowieskiej najcenniejszym polskim ekosystemem leśnym, obejmującym obszar Podgórza Przemyskiego, Bieszczad i Beskidu Niskiego ze szczególnym uwzględnieniem projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. Zwiększenie świadomości społeczeństwa jest skuteczną zaporą przeciw projektom mogącym zaszkodzić pierwotnym ekosystemom tych terenów, które – miejmy nadzieję – otrzymają kiedyś pełną ochronę prawną.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Warto jednak podkreślić, że każda sensowna lokalna proekologiczna akcja jest ogromną wartością. Szczególnie zaś takie, które polegają na bezpośrednim kontakcie z naturą. Organizowane przez wiele stowarzyszeń cykliczne akcje sprzątania lasów, monitorowanie czystości rzek czy akcje plewienia inwazyjnych gatunków chwastów nie tylko przyczyniają się do ochrony ekosystemów, ale pozwalają zmierzyć się z jedną najbardziej niezaspokojonych potrzeb współczesnych ludzi – bliskiego kontaktu z przyrodą. Oddzielenie eko-aktywizmu od działań „terenowych” naraża ideę ochrony przyrody na śmieszność i kończy się często na obrzucaniu wybitnych dzieł kultury zupą pomidorową albo blokowaniu ruchu ulicznego, utrudniając życie zupełnie losowym i niekoniecznie winnym degradacji środowiska ludziom. Tym bardziej, że takie terenowe akcje mają najlepszy wpływ nie tylko na same środowisko, ale na samego aktywistę właśnie.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Szereg badań naukowych pokazuje zbawienny wpływ bliskości przyrody na człowieka. Ludzie żyjący w otoczeniu drzew są szczęśliwsi, lepiej radzą sobie ze stresem, lękami, rzadziej chorują na depresję, są bardziej kreatywni i lepiej wykonują swoją pracę. Im więcej przyrody w bezpośrednim otoczeniu, tym jej pozytywne oddziaływanie jest mocniejsze. Jednak już kilka drzew za oknem, zamiast betonowego parkingu albo garaży ma ogromny wpływ na samopoczucie. Mimo tego, środowiska naukowe coraz głośniej o tym mówią, że spędzamy coraz mniej czasu w otoczeniu przyrody. W najgorszej sytuacji są dzieci. Czas spędzany przez nie na zabawie na świeżym powietrzu spada z każdym rokiem – odwrotnie proporcjonalnie do uwagi, którą poświęcają grom komputerowym czy mediom społecznościowym. Nastolatkowie mają problemy z określeniem gatunków drzew, które rosną w okolicy, nie potrafią odróżnić gatunków ptaków i nie wiedzą jakie duże zwierzęta można spotkać w pobliskich lasach. Bardzo trudno zwrócić ich uwagę na problem wymierającej w Polsce populacji kraski, kiedy nie są w stanie nazwać pospolitej sroki czy odróżnić samca od samicy kaczki krzyżówki. Ekolodzy krzyczą, że wielkie wymieranie dzieje się na naszych oczach, ale tak naprawdę, jako społeczeństwo, przestaliśmy to dostrzegać.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie zwracamy na to uwagi, bo degradacja środowiska naturalnego to nie są tylko wyrzucane przez rzeki na brzeg śnięte ryby, albo ogołocone przez kwaśne deszcze martwe pnie sosen, o których uczą się w szkole dzieci omawiając katastrofę ekologiczną w Górach Izerskich. Niestety to także pięknie kwitnąca nawłoć kanadyjska, która opanowała w ostatnich latach ogromne tereny przyleśne w całej już Polsce. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska na swojej stronie poświęconej inwazyjnym gatunkom zamieściła mapę występowania tej rośliny – według niej uchroniło się, poza pasmami górskimi, kilka białych plam na Podlasiu. Niestety wygląda na to, że mapa jest nie aktualna. Kilka miesięcy temu osobiście sprawdziłem, że tych wolnych od nawłoci stref już nie ma. Ta sprowadzona w celach ozdoby ogródków działkowych roślina nie tylko wyjaławia glebę i wypiera rodzime gatunki traw i bylin, ale niszczy cały ekosystem. Różnorodność owadów zapylaczy takich jak dzikie pszczoły czy motyle spada na porośniętych przez nią terenach o 90 procent. Dotknięte jej obecnością są także gniazdujące na ziemi ptaki. Zaburzony zostaje cały łańcuch pokarmowy. Mimo, że na alarm biją naukowcy, pszczelarze i wiele lokalnych inicjatyw ekologicznych roślina ta jest ciągle popularną ozdobą ogródków działkowych.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/wlazlo-repartycyjno-alimentacyjny-system-emerytalny-jako-alternatywa-wzgledem-zus-owskiej-piramidy-finansowej/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #9c2922;">Repartycyjno-alimentacyjny system emerytalny jako alternatywa względem ZUS-owskiej piramidy finansowej<br />
</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Roczne koszty plewienia tej rośliny z terenów parków narodowych i rezerwatów przyrody sięgają milionów złotych. Natomiast do tej pory nie została zorganizowana żadna masowa akcja pozbywania się jej z ekosystemów pól i łąk, a im dłużej zwlekamy to tym trudniej będzie przywrócić je do pierwotnego stanu. Postęp technologiczny, kult PKB, globalizacja i ignorancja może pozbawić przyszłe pokolenia tego luksusu, który (chociaż w ograniczonym zakresie) mamy jeszcze my –obcowania z dziką, pierwotną przyrodą, taką samą jaką znali nasi ojcowie czy dziadkowie.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy Józef Mackiewicz, ukuł termin „patriotyzm pejzażu” i głosił postulat ochrony dziedzictwa, które zostawili nam nasi przodkowie. Nie myślał tu wyłącznie o kulturze, architekturze i obyczajach, ale także o otaczającej nas przyrodzie. Nie będzie Polski bez polskich brzóz i polskich sosen, które zgodnie z prognozami zawartymi w modelach zmieniającego się klimatu mogą z naszego kraju zniknąć. Dlatego najwyższy czas, żeby przegonić tego liberalnego złotego bożka i stanąć po stronie eko-aktywizmu zanim będzie za późno. To jest nasz patriotyczny obowiązek.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 4(10)/2022.</span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Grafika: pixabay.com</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-potrzebie-eko-aktywizmu/">O potrzebie eko-aktywizmu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Cyfrowe technologie w służbie Ukrainy</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/cyfrowe-technologie-w-sluzbie-ukrainy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Wlazło]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 09 Sep 2023 10:00:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Region]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5532</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przez kilka ostatnich miesięcy mogliśmy śledzić w mediach informacje o dostarczanym Ukrainie uzbrojeniu, aby mogła ona skutecznie odpierać inwazję rosyjskiego najeźdźcy. Polska pod tym względem pozytywnie się wyróżnia i jest liderem w kwestii udzielanej pomocy – zarówno wojskowej, jak i humanitarnej. Jednak to nie tylko dostarczane przez sojuszników czołgi i systemy obrony przeciwlotniczej mogą zapewnić [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/cyfrowe-technologie-w-sluzbie-ukrainy/">Cyfrowe technologie w służbie Ukrainy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Przez kilka ostatnich miesięcy mogliśmy śledzić w mediach informacje o dostarczanym Ukrainie uzbrojeniu, aby mogła ona skutecznie odpierać inwazję rosyjskiego najeźdźcy. Polska pod tym względem pozytywnie się wyróżnia i jest liderem w kwestii udzielanej pomocy – zarówno wojskowej, jak i humanitarnej. Jednak to nie tylko dostarczane przez sojuszników czołgi i systemy obrony przeciwlotniczej mogą zapewnić naszym sąsiadom przewagę nad okupantem. Kluczem może okazać się tu cywilna technologia, której skuteczne wykorzystanie okazuje się być równie istotne co siła ognia dział artyleryjskich.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wielu specjalistów od techniki wojennej zwraca uwagę, że jest to pierwszy pełnoskalowy konflikt na terenie Europy od czasów II wojny światowej (co podobno wiąże się z zafascynowaniem Wladimira Putina tym okresem) i  jednocześnie pierwszy hybrydowy konflikt na taką skalę. Warto jednak zauważyć, że o ile taktyka wojenna Rosjan może i jest z poprzedniej epoki, to z drugiej strony nowoczesne (także cywilne) technologie wykorzystywane są w tym konflikcie w nieznanym wcześniej historii stopniu. Dzięki wsparciu specjalistów z całego świata, a także własnej wysoko wykwalifikowanej kadrze, strona ukraińska całkowicie zdominowała to pole, skutecznie wspierając swoje oddziały w walce, zapewniając logistykę cywilom czy odpierając próby rosyjskiej dezinformacji.</p>
<p style="text-align: justify;">Postaram się przybliżyć tutaj, jaką rolę pełnią podczas tej wojny nowoczesne cywilne technologie. Nie chcę tutaj co prawda umniejszać roli na przykład przerabianych na potrzeby wojskowe cywilnych dronów czy improwizowanych linii produkcyjnych kamizelek kuloodpornych z płyt Hardox, czy wszystkich niezwykle użytecznych rzeczy, jakie wychodzą dzisiaj spod ukraińskich drukarek 3D, jednak skupię się na technologiach cyfrowych, które są nie tylko „ciekawostką”, ale pokazują prawdziwą transformację technologiczną, jaką przeszła Ukraina w ostatnich latach. Przede wszystkim szkoląc kadry, które na co dzień pracowały w branży IT, a w chwili kryzysu stały się bardzo skutecznym zapleczem dla wspomagania działań wojennych, logistycznych czy informacyjnych.</p>
<p style="text-align: justify;">Niewątpliwie najważniejszą kwestią, która zapewniła Ukrainie wsparcie całego zachodniego świata, a także znacząco zwiększa skuteczność działań wojskowych, było zapewnienie stabilnego podłączenia do sieci Internet na terenach, na których toczą się walki. Ogromnym wsparciem w zapewnieniu dostępu do globalnej sieci w najbardziej niedostępnych punktach okazało się przekazanie Ukrainie przez Elona Muska tysięcy terminali Starlink. Ten kontrowersyjny miliarder na bezpośrednią prośbę ukraińskiego rządu w trybie natychmiastowym przekazał pięć tysięcy urządzeń pozwalających na dostęp do Internetu z dowolnego miejsca na Ziemi. Warto wspomnieć, że swoją cegiełkę dołożył tutaj też Polski Koncern Naftowy Orlen, finansując zakup i dostarczając na Ukrainę kolejną partię takich terminali. Satelitarny szerokopasmowy Internet dociera wszędzie, a jedynym warunkiem działania jest wystawienie go w miejsce o dobrej widoczności nieba. „Uzbrojone&#8221; w takie urządzenie oddziały frontowe są w stanie błyskawicznie wezwać wsparcie lub podać koordynaty do ostrzału artyleryjskiego. Nigdy wcześniej w historii konfliktów zbrojnych komunikacja nie była tak sprawna.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em><strong>Jednak do trudno dostępnych miejsc docierał nie tylko Starlink. W Kijowie, Charkowie i innych dużych miastach już w pierwszych dniach wojny Obrona Terytorialna, z pomocą specjalistów z lokalnych firm IT, instalowała hotspoty w bunkrach, schronach i stacjach metra. Znacząco podniosło to komfort życia ukrywających się tam cywilów, którzy dostali możliwość skontaktowania się z rodziną i przyjaciółmi, byli na bieżąco z informacjami o zagrożeniach czy mogli zgłosić zapotrzebowanie na niezbędne leki. Bardzo szybko powstały też aplikacje, dzięki którym Ukraińcy mogli sprawdzić zaopatrzenie sklepów, dostępność leków w aptekach czy paliwa na stacjach benzynowych. Takiego komfortu nie mieli na przykład Syryjczycy podczas walk zbrojnych toczących się na ich terytorium. Ukraińcy pokazali tutaj niesamowitą solidarność i sprawność w działaniach wymagających wysokich, technicznych kompetencji.</strong></em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Bardzo ciekawym wątkiem są również media społecznościowe, którymi strona ukraińska operuje wyjątkowo sprawnie, co nie powinno nikogo specjalnie dziwić, zważywszy na fakt, że prezydent tego kraju wywodzi się z showbiznesu. Dzięki sprawnej komunikacji ukraińskich liderów, a także profesjonalnym kampaniom informacyjnym skierowanym do mieszkańców państw zachodnich udało się bardzo szybko zdobyć serca i uznanie światowej opinii publicznej. Twitter, Instagram czy TikTok zostały całkowicie zdominowany przez proukraińskie treści. Niewątpliwie znacznie to ułatwiło przekonanie ludzi na całym świecie do zaangażowania się w pomoc humanitarną dla ofiar tej wojny, a także pozwoliło liderom na skuteczniejsze wywieranie nacisku politycznego na zachodnie rządy, na przykład w kwestii próśb o dostawy broni i amunicji. Przy okazji udało się obalić mit o ogromnym wpływie, jaki na kształtowanie zachodniej opinii publicznej miały „rosyjskie farmy trolli&#8221;. Skala tego zjawiska i jego wpływu na rzeczywistość okazała się – wbrew temu, czym straszyły nas liberalne media i politycy – marginalna.</p>
<p style="text-align: justify;">Niestety rozpowszechnianie filmików z bohaterskimi żołnierzami czy wzruszające historie o uratowanym z płomieni piesku nie są jedynymi działaniami, jakie mają za zadanie ukraińscy specjaliści od komunikacji. Przede wszystkim zbierają jednak dowody o dokonywanych przez okupantów zbrodniach wojennych. Tysiące zgłoszeń napływa z każdego zakątka kraju, w którym choć na chwilę stanął but rosyjskiego żołnierza. Inwazja jest prowadzona w sposób wyjątkowo brutalny, ale to właśnie ogrom relacji i materiałów, jakie strona ukraińska pokazuje światu, pozwala im uwiarygodnić swoje stanowisko. Gdyby nie one, to bardzo łatwo byłoby Rosjanom przekonać przynajmniej część zachodniej opinii publicznej, że masakra w Buczy, Borodziance czy Irpieniu była mistyfikacją, albo prowokacją Batalionu Azov.</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście takie ordynarne próby dezinformacji cały czas się pojawiają. Aktywność Rosjan w Internecie jest równie wysoka co sympatyków strony ukraińskiej, ale ich działania są nieporównywalnie mniej skuteczne – przynajmniej wśród europejskich i amerykańskich odbiorców, którzy potrafią samodzielnie zweryfikować wiarygodność takich informacji. Analiza kanałów na komunikatorze Telegram pokazała, że istnieje tam co najmniej kilkadziesiąt polskojęzycznych stron i czatów, w których kolportowana jest rosyjska dezinformacja. Większość z nich nie osiąga poziomu nawet 200 obserwujących, z czego ogromną częścią mogą być po prostu fejkowe, stworzone w celach propagandowych konta. Niestety od mieszkańców Zachodu dużo bardziej podatni na takie działania są mieszkańcy Afryki, Ameryki Południowej czy Azji. Kierując swój przekaz w tamtą stronę, Rosjanie bardzo często posługują się kartą „rasizmu”, przedstawiając Ukraińców jako ideowych spadkobierców nazizmu, czy próbują zrzucić odpowiedzialność za konflikt na NATO (którego czołowe kraje przez wzgląd na liczne interwencje militarne w różnych częściach świata nie są darzone zbyt dużą sympatią). Tam też znacznie częściej możemy się spotkać z prorosyjskimi opiniami, które nie tylko usprawiedliwiają rosyjską inwazję na Ukrainę, ale jawnie jej kibicują, traktując ją jako wojnę pomiędzy próbującym zdominować całą Ziemię Zachodem a resztą „wolnego świata”.</p>
<p style="text-align: justify;">Zapewnienie stabilnego dostępu do Internetu w rejonach walk, wsparcie logistyczne cywili za pomocą mobilnych aplikacji i skuteczna działalność w social mediach to nie są jedyne sukcesy strony ukraińskiej w wykorzystaniu nowoczesnych technologii podczas wojny. Powszechne jest wykorzystywanie również zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Przede wszystkim widzimy tutaj wyraźnie trzy główne obszary: monitorowanie ruchu telekomunikacyjnego w celu śledzenia gdzie pojawiają się rosyjskie oddziały, wykorzystywanie nowoczesnych systemów przewidywania i odpierania cyberataków na infrastrukturę sieciową i niespotykane do tej pory w Europie tak szerokie zastosowanie systemów rozpoznawania twarzy. Oczywiście nie są to jedyne obszary, gdzie uczenie maszynowe mogłoby znaleźć zastosowanie (i pewnie znajduje), ale skoro weszły do oficjalnych medialnych przekazów, to strona ukraińska musi być z nich wyjątkowo dumna i warto się nad nimi pochylić, i o ile wykorzystywanie danych telekomunikacyjnych do śledzenia ruchów wroga wydaje się dość oczywiste, to dwa pozostałe zastosowania zaawansowanych systemów uczenia maszynowego mogą być nieco bardziej interesujące.</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim warto zauważyć, że Ukraina podjęła współpracę z najlepszymi amerykańskimi firmami zajmującymi się cyberbezpieczeństwem. Nie byłoby to możliwe, gdyby sama nie posiadała odpowiednio wykwalifikowanej kadry pracowników IT, którzy potrafili szybko zintegrować nowoczesne systemy z własną infrastrukturą sieciową. Od wojny w Donbasie i zajęciu Krymu przez Rosjan w 2014 roku sektor telekomunikacji i technologii informacyjnych na Ukrainie przeszedł niesamowitą transformację, stając się najprężniej rozwijającym się sektorem nowych technologii na świecie. Ukraińskie software-housy dostają kontrakty na całym świecie, a specjaliści z tego kraju są bardzo cenieni. Ta transformacja była mocno wspierana przez wszystkie ukraińskie rządy. Podobnie jak zabezpieczanie systemów pod kątem cyberbezpieczeństwa, trwała wiele lat. Rosyjska inwazja znacznie przyspieszyła ten proces, jednak nie udałoby się tego dokonać bez wcześniejszych przygotowań. Udało się dzięki temu uniknąć takich spektakularnych wpadek, jak na przykład na Białorusi, gdzie hakerzy z grupy Anonymous w ramach akcji odwetowych skutecznie zablokowali tam internetowy system sprzedaży biletów kolejowych, dzięki czemu skutecznie sparaliżowali ruch pociągów w tym kraju na dłuższy czas. Udało się też uniknąć poważnych wycieków poufnych i tajnych informacji, jakie dotknęły armię rosyjską i białoruską. Jest to szczególnie istotne w kontekście naszego kraju, który (podobnie jak wiele innych krajów Europy) czasami na kwestię zabezpieczenia kluczowej infrastruktury i procesów przymyka oko – czego chyba najbardziej jaskrawym przykładem był wyciek maili z poczty ministra Dworczyka (którego najprawdopodobniej dokonały właśnie białoruskie służby). Mamy tutaj ewidentnie lekcję do odrobienia i powinniśmy się uczyć od naszych wschodnich sąsiadów.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym ciekawym zagadnieniem jest szerokie zastosowanie systemów do rozpoznawania twarzy. Nie jest to nowe czy wyjątkowo trudne zagadnienie – uczenie komputera rozpoznawania poszczególnych osób za pomocą ich cech biometrycznych pozostaje w kanonie najczęściej wybieranych tematów prac dyplomowych przez studentów informatyki czy robotyki od kilkunastu lat. Dużo bardziej kontrowersyjne jest jego masowe użycie. To właśnie systemy rozpoznawania twarzy są silnikiem chińskiego oka Wielkiego Brata – systemu social scoringu. Kamery monitorują tam każdy ruch, a ich działania – zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i w Internecie – są oceniane, przez co można uzyskać bonusy lub kary. Próby zaimplementowania takich rozwiązań mają także miejsce na przykład w Moskwie czy bogatych państwach arabskich. Nic dziwnego, że ludzie Zachodu patrzą na takie systemy niechętnie (zupełnie zresztą słusznie). Jednak użycie takiego systemu w warunkach wojennych wydaje się nieco bardziej usprawiedliwione.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Zdjęcia, które ludzie wrzucają na swoje social media, są doskonałą bazą danych dla takich systemów. W taki właśnie sposób byli identyfikowani polegli w walkach Rosjanie czy zbrodniarze wojenni z Buczy. Jednak to nie jest ich jedyne zastosowanie. Za pomocą miejskich kamer Ukraina może rozpoznawać i wyszukiwać potencjalne grupy dywersji czy identyfikować szpiegów. Jeżeli wierzyć przekazom medialnym, to kilka razy technologia ta okazała się w we wspomnianych przypadkach wyjątkowo skuteczna. Oczywiście niesie to za sobą pewne zagrożenia, np. system może się pomylić i błędnie oskarżyć niewinną osobę o szpiegostwo, ale powinno to działać raczej jako narzędzie wspomagające tradycyjny wywiad, a nie go całkowicie zastępować.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Otwartą kwestią jest to, jak wojna na Ukrainie zmieni podejście społeczeństwa i rządzących do technologii. Wydaje się, że nawet po zwycięstwie Ukrainy (w które wszyscy całym sercem wierzymy) jej rządzący nie będą chcieli porzucić rozwiązań, które miały zastosowanie podczas wojny. Co gorsza, implementację takich rozwiązań głośno postulują liderzy głównych frakcji w Parlamencie Europejskim. Projekt likwidacji anonimowości w sieci i zakazu używania komunikatorów z szyfrowanymi połączeniami już jest tam dyskutowany. W planach są również oparte na sztucznej inteligencji boty, mające przeczesywać cały Internet, włącznie z prywatnymi rozmowami, i systemowo wyszukiwać źródła dezinformacji czy oznaczać podejrzane rozmowy. Wchodzimy tutaj na bardzo niebezpieczną ścieżkę, która może nas doprowadzić tylnymi drzwiami do europejskiej wersji chińskiego systemu social scoringu.</p>
<p style="text-align: justify;">Bardzo ważny w nadchodzącej dyskusji na temat bezpieczeństwa i prywatności w Internecie będzie postulat postawienia grubej czerwonej linii pomiędzy czasem wojny a czasem pokoju i skupienie uwagi na defensywnych systemach ochrony kluczowej infrastruktury – takiej jak strony organów państwowych, systemy do obsługi opieki zdrowotnej, energetyki czy transportu zbiorowego. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni oddać swoją prywatność w ręce polityków, w imię walki z – niezbyt, jak się okazuje, skuteczną – rosyjską czy chińską dezinformacją. Oczywiście nie twierdzę, że nie powinniśmy nawet w czasach pokoju monitorować potencjalnie niebezpiecznych grup – związanych zarówno ze skrajnymi ruchami politycznymi, jak i społecznościami imigranckimi, wokół których bardzo często skupione są organizacje przestępcze. Nie powinno się to jednak odbywać za pomocą całkowitego pozbawienia prywatności całego społeczeństwa, jak to obecnie postuluje wielu europejskich polityków.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <span style="color: #993300;"><a style="color: #993300;" href="https://myslsuwerenna.pl/dzialania-wojsk-podczas-wojny-na-ukrainie-w-aspektach-dowodzenia-lacznosci-i-rozpoznania/">Działania wojsk podczas wojny na Ukrainie w aspektach dowodzenia, łączności i rozpoznania</a>  </span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wojna na Ukrainie pokazała nam też, jak ważne jest posiadanie własnego przemysłu technologicznego i silnego sektora IT. Tysiące wykwalifikowanych specjalistów przestawiło swoje codzienne obowiązki na tryb wojenny. Programiści pomagali zapewnić logistykę cywilom, zabezpieczali kluczową infrastrukturę internetową państwa czy wspomagali oddziały wojskowe, elektronicy przerabiali cywilne drony i komunikatory radiowe, tak aby mogły być bardziej skuteczne w walce wojskowej, specjaliści od sieci komputerowych doprowadzali łączność ze światem wszędzie tam, gdzie ukrywali się cywile i gdzie była taka możliwość, a wiele zakładów zajmujących się obróbką-skrawaniem przestawiło swoje linie produkcyjne na kamizelki kuloodporne. Kapitał ludzki to jeden z najdroższych skarbów Ukrainy i po wojnie przyszły rząd będzie musiał zrobić wszystko, aby zatrzymać go w kraju, bo tylko to pozwoli na sprawną odbudowę. Nam zaś, jako sąsiadom i przyjaciołom Ukrainy, pozostaje życzyć jej szybkiego odrodzenia jako silne, sprawne i nowoczesne państwo. Jej przyspieszona transformacja technologiczna pokazuje, że ma ona wszelkie predyspozycje, aby takim być.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 8pt;"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 1-2(7-8)/2022.</em></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: Shutterstock</em></span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/cyfrowe-technologie-w-sluzbie-ukrainy/">Cyfrowe technologie w służbie Ukrainy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Repartycyjno-alimentacyjny system emerytalny jako alternatywa względem ZUS-owskiej piramidy finansowej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/wlazlo-repartycyjno-alimentacyjny-system-emerytalny-jako-alternatywa-wzgledem-zus-owskiej-piramidy-finansowej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Wlazło]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Feb 2022 12:50:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[dzietność]]></category>
		<category><![CDATA[emerytura]]></category>
		<category><![CDATA[michał]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[partycypacyjno-alimentacyjny]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[system]]></category>
		<category><![CDATA[wlazło]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=3786</guid>

					<description><![CDATA[<p>Polacy, którzy dzisiaj wchodzą na rynek pracy, w chwili przejścia na emeryturę będą żyli w kraju o zupełnie innej strukturze demograficznej (a może i etnicznej) niż dzisiejsza Polska. Według różnych prognoz mieszkańców Polski ma być od 5 do 10 milionów mniej niż dzisiaj. Katastroficzne wizje studziły jednak w swojej publikacji „Prognoza ludności dla Polski na [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wlazlo-repartycyjno-alimentacyjny-system-emerytalny-jako-alternatywa-wzgledem-zus-owskiej-piramidy-finansowej/">Repartycyjno-alimentacyjny system emerytalny jako alternatywa względem ZUS-owskiej piramidy finansowej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">Polacy, którzy dzisiaj wchodzą na rynek pracy, w chwili przejścia na emeryturę będą żyli w kraju o zupełnie innej strukturze demograficznej (a może i etnicznej) niż dzisiejsza Polska. Według różnych prognoz mieszkańców Polski ma być od 5 do 10 milionów mniej niż dzisiaj. Katastroficzne wizje studziły jednak w swojej publikacji „Prognoza ludności dla Polski na podstawie ekonometrycznej prognozy strumieni migracyjnych” dr Marta Anacka i dr Anna Janicka z Uniwestytetu Warszawskiego, wskazując błędy w założeniach modeli GUS-u czy ONZ-tu, a także niedoszacowania przez nich roli migracji. Zgodnie z ich prognozami w 2060 roku aż 14 procent mieszkańców Polski będą stanowili imigranci. Najbardziej śmiałym w tej kwestii jest jednak zrealizowany w ramach projektu „Agenda Polska” raport WEI i ZPP, którego autorzy próbują udowodnić, że dzięki odpowiednim reformom prorodzinnym oraz polityce migracyjnej w 2050 roku w Polsce może żyć nawet 50 milionów ludzi.</p>
<p align="JUSTIFY">To jak pokolenie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków spędzi jesień swojego życia będzie zależało głównie od czynników demograficznych. Cały system emerytalny w Polsce opiera się na tak zwanej „umowie międzypokoleniowej”. Składki, które dzisiaj są wpłacane do kasy ZUS zostają od razu utylizowane na wypłaty dla dzisiejszych emerytów (oraz utrzymanie rozdmuchanej administracji). Kluczowy jest tutaj stosunek ilości osób wpłacających do kasy ZUS-u do pobierających z niego świadczenia. Obecnie na 100 osób pracujących przypada około 40 emerytów i już ich składki nie wystarczają na pokrycie zobowiązań emerytalnych – Fundusz Ubezpieczeń Społecznych wymaga regularnego subsydiowania z kasy państwa. Pesymistyczne prognozy zakładają, że (przy zachowaniu obecnego wieku emerytalnego) w 2060 roku na każdego pracującego będzie przypadać jedna osoba pobierająca składki. Wszystko to jednak będzie zależeć od tego jakie decyzje podejmiemy w najbliższych latach. Popularna w różnych konserwatywno-liberalnych (czy po prostu okołokorwinowskich) środowiskach wizja głodowych emerytur od których może uchronić nas tylko trzymanie złota w skarpecie wcale nie musi się ziścić. Warto jednak zastanowić się jakie mamy alternatywy i jakie są ich społeczne koszty. Sprowadzanie imigrantów z odległych nam kultur zmusi nas do rozwiązywania całego wachlarza problemów, z którymi mierzą się kraje, które takie multikulturalne eksperymenty już przeprowadziły. Natomiast demograficzny drenaż bliskich nam etnicznie i kulturowo Ukrainy i Białorusi również nie gwarantuje nam uniknięcia napięć na tle etnicznym, a w dodatku znacznie osłabi naszych sąsiadów, co również nie byłoby w naszym interesie. Istotny jest tu też fakt, że sprowadzający się tu imigranci ze wschodu statystycznie mają jeszcze mniej dzieci niż Polacy, a jednocześnie sami nabywają praw do przyszłej emerytury. Najlepszym, ale równocześnie najtrudniejszym ze sposobów na powstrzymanie trendu spadku ludności Polski jest przekonanie Polek i Polaków do posiadania większej ilości potomstwa, bo to przyszłe pokolenia są naszą najlepszą inwestycją w rozwój i dobrobyt naszego kraju.</p>
<p align="JUSTIFY">Szereg zmian kulturowych i cywilizacyjnych – nie tylko w Polsce – zepchnęło potrzebę posiadania dzieci na dalszy plan wśród życiowych priorytetów młodych ludzi. Zmniejsza się również liczba zawieranych w Polsce małżeństw, rośnie statystyczny wiek małżonków oraz urodzenia pierwszego dziecka. Systematycznie rośnie za to odsetek dzieci urodzonych poza małżeństwami i co za tym idzie kobiet samotnie wychowujących dzieci. Obecnie w pozamałżeńskich związkach rodzi się co czwarte dziecko co daje dwukrotny wzrost tego współczynnika w przeciągu ostatnich dwudziestu lat. Podobnie rośnie liczba rozwodów – na każde małżeństwo przypada już jeden rozwód. Wszystkie te trendy przybliżają nas niestety do tych najgorszych prognoz, w których Polska jesieni naszego życia będzie albo wyludniona albo niepolska. Wymowny w tym wszystkim jest fakt, że o ile jeszcze dziesięć lat temu młode kobiety twierdziły, że odkładają macierzyństwo na rzecz kariery i samorealizacji dzisiaj coraz powszechniejszym jest odkładanie, a nawet rezygnacja z posiadania rodziny z powodu przywiązania do konsumpcjonistycznego stylu życia napędzanego przez media społecznościowe. Obowiązki związane z wychowaniem dzieci przegrywają z ofertą Netflixa i tanich linii lotniczych.</p>
<p align="JUSTIFY">Należy jednak zwrócić uwagę, że praktycznie wszystkie statystyki i analizy pochodzą z czasów „przedkowidowych”. Ostatnie dwa lata podważyły wiele z założeń, które przyjęli ich autorzy. Chyba najbardziej jaskrawym przykładem jest tutaj zmiana oczekiwanej długości życia. Wydawało się rozsądne przyjmować, że wraz z postępem medycznym i poprawą jakości życia będzie ona rosła w takich krajach jak Polska do poziomów dzisiejszej Islandii, Włoch czy Izraela, a nawet dalej – długość życia, którą dziś mogą osiągnąć wyjątkowo zdrowi szczęśliwcy miała być w zasięgu ręki każdego. Tymczasem trend uległ wyraźnemu odwróceniu – w USA w 2020 roku spadła ona w stosunku do 2019 o 1.5 roku, cofając ten wskaźnik prawie o 20 lat. W Polsce te wartości wynoszą odpowiednio 1.3 roku oraz 12 lat. Zakładanie, że szybko wróci ona do poprzednich poziomów mogłoby być nad wyraz optymistyczne. Zapaść ochrony zdrowia, kryzys klimatyczny, zmiany nawyków żywieniowych i coraz większe rozwarstwienie społeczeństw mogą wpłynąć negatywnie na dalsze kształtowanie tego trendu.</p>
<p align="JUSTIFY">Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że problemy, z którymi będziemy musieli się mierzyć w najbliższych latach mogą jeszcze raz przemodelować system wartości przynajmniej części młodych ludzi. W czasach niepewności i pogłębiającego się kryzysu ludzie mają tendencję do poszukiwania bezpiecznej przystani jaką często jest rodzina. Już dziś możemy obserwować trend powrotów z dużych miast do rodzinnych miejscowości. Nie bez znaczenia jest tu też popularyzacja pracy zdalnej, która pozwala łączyć wielkomiejską pensję i możliwości rozwoju zawodowego z małomiasteczkowymi kosztami życia. Być może niespodziewany renesans tradycyjnej rodziny, który uratowałby los przyszłych emerytów jeszcze jest przed nami, ale z pewnością warto byłoby mu pomóc na przykład premiując posiadanie dzieci nie tylko doraźnie – w postaci np. karty dużej rodziny czy programu 500 plus, ale poprzez powiązania liczby z dzieci z wysokością przyszłej emerytury. Skrajnie niesprawiedliwym byłoby pełne obarczanie przyszłych emerytów, którzy wychowali dwójkę lub trójkę potomstwa konsekwencjami społecznymi decyzji ludzi, którzy postanowili zrezygnować z posiadania dzieci na rzecz okrążania świata tanimi liniami i kompulsywnego oglądania seriali (oczywiście dokonuję tutaj pewnej amplifikacji, bo zdaję sobie sprawę, że motywacje ogromnej części osób są znacznie bardziej skomplikowane niż prosty wybór między oglądaniem seriali, a przedłużeniem gatunku).</p>
<p align="JUSTIFY">Jednym z rozwiązań, które w sprawiedliwy sposób premiuje posiadanie i wychowanie dzieci byłby system repartycyjno-alimentacyjny zaproponowany niegdyś przez Centrum Analiz Stowarzyszenia KoLiber, przy okazji raportu „Demografia, a system emerytalny”, którego miałem okazję być współautorem. Była to całościowa analiza ówczesnego systemu emerytalnego, tło historyczne, zestawienie z innymi krajami, prognozy dotyczące utrzymania systemu, a także wspomniana propozycja reformy, której głównym autorem był Marek Kułakowski. Samo Centrum Analiz KoLibra miało być pierwszym niezależnym młodym think tankiem, który miał wprowadzić ferment w polskiej myśli społeczno-politycznej (tak przynajmniej wtedy wierzyliśmy. Prawda jest jednak taka, że byliśmy tylko grupą studentów kierunków ścisłych i ekonomicznych, sam raport mimo bardzo pozytywnego odbioru w różnorakich kręgach zniechęcił nas do dalszej działalności tego typu – z wyjątkiem Marka, który na swoich barkach, z nowymi ludźmi wypuścił jeszcze kilka dobrych analiz i raportów pod szyldem tego instytutu). Pojawiliśmy się wtedy w kilku większych i mniejszych mediach, raport trafił na obrady senackiej komisji, a kilka lat później co jakiś czas odkopywały go różne inne instytuty albo studenci, którzy cytowali go w swoich pracach dyplomowych.</p>
<p align="JUSTIFY">Od tego czasu przedstawione wykresy i wyliczenia znacznie się zdezaktualizowały a sam system emerytalny zdążył ewoluować w jeszcze mniej odpornym na czynniki demograficzne kierunku – wspólnymi siłami obu rządzących obozów politycznych udało się skutecznie rozmontować powszechny filar kapitałowy jakim były Otwarte Fundusze Emerytalne. Najbardziej przerażający w tym wszystkim był jednak fakt, że reformę emerytalną, którą wprowadził w 1999 roku rząd Jerzego Buzka rozmontował później ten sam obóz polityczny (pod nieco odświeżonym logiem). Podkopało to jakiekolwiek resztki zaufania jakim społeczeństwo darzyło polski aparat państwowy. Reforma, która powstała jako strategiczny, wielopokoleniowy projekt przetrwała półtorej dekady.</p>
<p align="JUSTIFY">O ile więc cała praca analityczno-opisowa dzisiaj może mieć już tylko i wyłącznie wartość historyczną (i to chyba tylko dla badacza niszowych organizacji politycznych w Trzeciej Rzeczpospolitej), to sama propozycja reformy systemu emerytalnego wydaje się ciągle warta uwagi, chociaż jako przyczynek do dyskusji o tym jak ważne dla naszego systemu emerytalnego są kwestie demograficzne.</p>
<p align="JUSTIFY">System repartycyjno-alimentacyjny miałby się opierać na trzech filarach. Pierwszym z nich byłaby tak zwana „emerytura obywatelska”. Niegdyś usilnie forsował tę ideę Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Wynosiłaby ona jakąś minimalną, niezbędną do przeżycia kwotę, a prawo do niej nabywałby każdy obywatel zamieszkały na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej po osiągnięciu określonego wieku. Nie różnicowałaby ona ze względu na lata pracy, odprowadzane składki, staż pracy, płeć czy pełnioną funkcje publiczną. Znacząco uprościłoby to kwestie administracyjne, pozwoliło zlikwidować sztuczny podział między składkami ubezpieczeniowymi a podatkami trafiającymi do budżetu państwa. Taki system funkcjonuje jako podstawowy filar systemu emerytalnego w Kanadzie. Współczynnik jest tam obliczany na podstawie tego ile lat swojego dorosłego życia spędził w tym kraju. Ponieważ lata pracy i zarobki nie wpływają na jego wysokość można otrzymywać emeryturę nie przepracowując w życiu ani jednego dnia. W 2013 roku kanadyjski system został nieco zmodyfikowany aby zachęcić ludzi do dłuższego pozostania aktywnymi zawodowo. Odsuwając moment rozpoczęcia wypłaty środków emerytalnych, można zwiększyć podstawę świadczenia nawet o 36% (przechodząc na emeryturę w wieku 70 zamiast 65 lat).</p>
<p align="JUSTIFY">To co wyróżnia propozycję tego systemu od jakiegokolwiek innego obecnego systemu emerytalnego w krajach zachodu, a jednocześnie zbliża go do pierwotnych systemów opieki nad najstarszą częścią społeczeństwa jest filar alimentacyjny. Miałby on polegać na doliczaniu do emerytury dodatku opartego na sumie średniomiesięcznej pensji z ostatnich pięciu lat wszystkich wychowanych dzieci. Takie ustawienie systemu promowałoby nie tylko posiadanie dzieci, ale staranne uczestniczenie w ich wychowaniu i inwestowanie w ich rozwój i edukację. Rodzice w rodzinach wielodzietnych mieliby przekonanie, że ich trud jest doceniany również przez państwo, a ich dzieci będą przede wszystkim pracowały na ich własne emerytury. Natomiast ich dzieci miałyby poczucie, że swoimi podatkami faktycznie wypełniają kontrakt międzypokoleniowy względem swoich rodziców. Pojawić się tutaj może szereg kontrowersji dotyczących tak zwanych warunków brzegowych. Przede wszystkim należałoby się zastanowić nad limitami – wypłacanie kosmicznej emerytury rodzicom prezesa korporacji albo banku nie miałoby dużego sensu w kontekście tego systemu. Podobnie rzecz się ma z rodzicami dzieci niepełnosprawnych, którzy musieliby zostać uwzględnieni w systemie za pomocą dodatkowych współczynników. Bardzo niesprawiedliwe by było również wypłacanie takiego dodatku rodzicom, którzy nie uczestniczyli czynnie w wychowaniu swojego potomstwa – np. ojcom dzieci wychowywanych przez samotne matki. Pozostaje tutaj kwestia jeszcze tej grupy osób, które z różnych przyczyn nie mogą zostać rodzicami. Na pomoc tej grupie przychodzi filar trzeci.</p>
<p align="JUSTIFY">Takim rozwiązaniem byłby filar kapitałowy. Tutaj mogą nam przyjść z pomocą różne fundusze inwestycyjne albo indywidualne konta lub programy emerytalne. Ludzie mieliby pełną dowolność jak w nieopodatkowany sposób odkładać i inwestować pieniądze na własne zabezpieczenie emerytalne. W zależności od upodobań mogliby oprzeć się o różne instytucje finansowe lub samodzielnie inwestować na przykład w akcje przedsiębiorstw czy obligacje. Jedynym warunkiem byłaby możliwość odmrożenia tych pieniędzy dopiero po ukończeniu wieku emerytalnego lub w wypadku innych bardzo poważnych losowych okoliczności takich jak poważna choroba czy wypadek powodujący kalectwo i trwałą lub częściową niezdolność do pracy. Środki odkładane w taki sposób nie byłyby obciążone żadnymi podatkami, a po śmierci właściciela – w przeciwieństwie do składek ZUS – mogłyby zostać odziedziczone przez jego spadkobierców. Dodatkowym uzupełnieniem takiego filaru mogłyby być na przykład istniejące już Pracownicze Plany Kapitałowe.</p>
<p align="JUSTIFY">Ze względu na ten trzeci, pozostawiający ogromną dowolność wyboru filar, taki system można by było więc nazwać „repartycyjno-alimentacyjno-kapitałowym”. Do głównych zalet można by zaliczyć nie tylko znaczne ograniczenie całej administracji związanej z obsługą emerytur i składek emerytalnych czy usunięcie sztucznego podziału między podatkami a składkami na ubezpieczenia społeczne (które tak naprawdę nie są nigdzie składane, a wykorzystywane na wypłaty bieżących zobowiązań), ale przede wszystkim zwiększenie poczucia odpowiedzialności w społeczeństwie za swoją własną przyszłość. Ludzie w ogromnej większości nie zdają sobie sprawy jak działa system emerytalny i dlaczego ten międzypokoleniowy kontrakt nie ma prawa się utrzymać jeżeli płacąc na emerytury swoich rodziców liczymy, że naszymi emeryturami zajmą się dzieci naszych sąsiadów. Będzie ich po prostu za mało.</p>
<p align="JUSTIFY">Oczywiście strasznie naiwne byłoby założenie, że egoistyczna troska o swoją własną przyszłość skłoni ludzi do posiadania potomstwa. Takie głosy różne liberalne (i „konserwatywno”-liberalne) środowiska podnosiły przy okazji wprowadzenia programu 500+. Nie spowodował on sytuacji, w której „patologia” zaczęła rodzić dzieci dla pieniędzy. Co prawda poprawił on warunki życiowe wielu polskich rodzin, nie spełnił jednak swojej zakładanej demograficznej funkcji. W dalszym ciągu ogromna część młodego pokolenia wstrzymuje się z tą decyzją przede wszystkim ze względów ekonomicznych i odkłada rodzicielstwo na moment, w którym będą czuli się na tyle pewnie żeby być w stanie zapewnić mu godne warunki życia i rozwoju. Urodzenie i wychowanie dziecka wiąże się z ogromnymi kosztami i wyrzeczeniami (przede wszystkim dla kobiety, której kariera zawodowa praktycznie zatrzymuje się na kilka lat). To do tej grupy przede wszystkim powinniśmy dotrzeć. Reforma systemu emerytalnego to jest zdecydowanie za mało. W Polsce na trudności w urodzeniu i wychowaniu dziecka natrafiamy już od samego początku – od bardzo słabej opieki prenatalnej, która zmusza przyszłe matki do korzystania z prywatnej opieki ginekologicznej (bardzo często u ordynatora oddziału ginekologicznego w szpitalu, w którym planuje się rodzić), poprzez sam poród gdzie standardem jest konieczność zapłacenia do kieszeni położnej żeby otoczyła ciężarną i dziecko odpowiednią opieką, następnie przez brak miejsc w publicznych żłobkach i przedszkolach, nieprzystosowanej infrastrukturze miejskiej, aż po moment, w którym, jeżeli chcemy zatrzymać dziecko w Polsce, posyłamy je do najgorszych europejskich uniwersytetów, bo właśnie takie miejsce nasze uczelnie zajmują w światowych rankingach. Jakby tego było mało, posiadanie dzieci stało się w dzisiejszych czasach bardzo często stygmatyzowane i przestało być odbierane jako coś normalnego. Dla wielu osób posiadanie dzieci na studiach albo w pracy przed awansowaniem na pozycję chociaż korporacyjnego team leadera jest równoznaczne z jakąś życiową porażką, albo co najmniej uciążliwą przeszkodą, do której należy się odnosić w najlepszym razie ze zrozumieniem. W gorszym wypadku młode, aktywne zawodowo matki bardzo często są odbierane przez swoich współpracowników jako osoby roszczeniowe i żerujące na reszcie zespołu ze względu na częstotliwość brania chorobowego czy opieki nad dzieckiem. Mimo zapewnień większości firm o „inkluzywności” i wsparciu dla kobiet, kultura pracy w Polsce pod tym względem ciągle pozostawia bardzo wiele do życzenia, szczególnie w miejscach w których dominują „młode i dynamiczne zespoły”.</p>
<p align="JUSTIFY">To jest cały łańcuch problemów, z którymi musimy się zmierzyć jeżeli chcemy powstrzymać owe negatywne trendy demograficzne i społeczne i niestety wymaga walki na bardzo wielu frontach. Tylko przywrócenie wśród ludzi poczucia, że nie są wyobcowanymi jednostkami samodzielnie próbującymi przetrwać w dżungli nowoczesnego świata, ale mogą mieć mocne oparcie w rodzinie i społeczeństwie i na nowo poczuć się częścią wspomnianej przez wybitnego amerykańskiego konserwatywnego myśliciela Russella Kirka wiecznej procesji pokoleń, pozwoli nam zapewnić stabilną i dobrą przyszłość naszemu Państwu, Narodowi i nam samym.</p>
<p lang="pl-PL" align="JUSTIFY"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 4(6)/2021.</em></p>
<p><em>[Grafika: pixabay.com]</em></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wlazlo-repartycyjno-alimentacyjny-system-emerytalny-jako-alternatywa-wzgledem-zus-owskiej-piramidy-finansowej/">Repartycyjno-alimentacyjny system emerytalny jako alternatywa względem ZUS-owskiej piramidy finansowej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
