<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jan Posadzy, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<atom:link href="https://myslsuwerenna.pl/autor/jan-posadzy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/jan-posadzy/</link>
	<description>Przegląd Spraw Publicznych</description>
	<lastBuildDate>Sat, 20 Jan 2024 04:28:28 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2020/09/cropped-logo-obrys1-32x32.png</url>
	<title>Jan Posadzy, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/jan-posadzy/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Profesor Tolkien, czyli człowiek tutejszy. Tolkienowskie rozumienie lokalnej tożsamości wspólnotowej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/profesor-tolkien-czyli-czlowiek-tutejszy-tolkienowskie-rozumienie-lokalnej-tozsamosci-wspolnotowej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 23 Jan 2024 04:15:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[posadzy]]></category>
		<category><![CDATA[tolkien]]></category>
		<category><![CDATA[wspólnota]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5877</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wśród osób zainteresowanych twórczością J.R.R. Tolkiena, zwłaszcza tych lokujących swój światopogląd po prawej, względnie katolickiej lub konserwatywnej stronie barometru politycznego, pada często pytanie o poglądy prywatne (polityczne) samego Profesora. Usiłuje się odpowiedzieć na to słusznie poszukując wskazówek w epistolografii tolkienowskiej oraz na kartach książek pisarza, w których w znacznej mierze są one zawarte. Wszak, jak [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/profesor-tolkien-czyli-czlowiek-tutejszy-tolkienowskie-rozumienie-lokalnej-tozsamosci-wspolnotowej/">Profesor Tolkien, czyli człowiek tutejszy. Tolkienowskie rozumienie lokalnej tożsamości wspólnotowej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 5</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Wśród osób zainteresowanych twórczością J.R.R. Tolkiena, zwłaszcza tych lokujących swój światopogląd po prawej, względnie katolickiej lub konserwatywnej stronie barometru politycznego, pada często pytanie o poglądy prywatne (polityczne) samego Profesora. Usiłuje się odpowiedzieć na to słusznie poszukując wskazówek w epistolografii tolkienowskiej oraz na kartach książek pisarza, w których w znacznej mierze są one zawarte. Wszak, jak sam Tolkien powiedział, „<em>był właściwie</em> <em>hobbitem we wszystkim oprócz wzrostu”</em>.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
Czy można zatem określić, zgodnie z wyżej opisanym stanowiskiem, Profesora Johna jako politycznie mikropaństwowego, proagrarnego, trochę luddystycznego duchowego monarchistę (jak wynikałoby z dokładnego opisu hobbitów i Shire we <em>Władcy Pierścieni</em>)? Pewnie tak. Zwłaszcza, że jak sam stwierdził w słynnym liście do syna Christophera z 23 listopada 1943 roku, jego<em> „poglądy polityczne skłaniają się coraz mocniej w kierunku filozoficznie rozumianej anarchii lub niekonstytucyjnej monarchii”</em> (list ten do dziś pozostaje ważnym dokumentem dla wszystkich anarchomonarchistów). Tamże utrzymywał, iż „<em>aresztowałby każdego, kto używa słowa państwo (w jakimkolwiek innym sensie niż dla opisania nieożywionej rzeczywistości Anglii i jej mieszkańców, rzeczy pozbawionej władzy, praw lub woli); a po umożliwieniu sprostowania, straciłby go, jeżeli pozostawałby on uparcie przy swoim”!</em></p>
<p style="text-align: justify;">O ustroju ojczyzny hobbitów – Shire wiemy z <em>Władcy Pierścieni </em>tyle, że kraj podzielony był na cztery Ćwiartki (Zachodnia jeszcze na dwie części: Buckland i Westmarch), istniała historyczna i czysto reprezentacyjna funkcja arystokratyczna Thaina, w Michel Delving (stolicy) urzędował wybierany na wiecu Burmistrz, a po kraju krążyli Szeryfowie i pocztowi. Znajdujemy tam także wzmiankę o tym, że w hobbitach silna i żywa jest pamięć o dawnych królach Dużych Ludzi, którym Shire składa hołd i zawdzięcza wszystkie swoje prawa i wolności, a których to królów i królestw od dawna już nie ma. I to w rzeczywistości całość hobbickiej anarchodemokracji paraplemiennej z którą autor się utożsamiał. W mentalności Małego Ludu przebija także przywiązanie do własnej Ćwiartki Shire (oraz podejrzliwość względem mieszkańców Bucklandu, podzielana przez większość hobbitów), analogiczne do tego rozumienie Anglii – jako zjednoczonej tradycyjnej heptarchii – nie obce było Tolkienowi.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">
<strong><em>Jednocześnie Profesor otwarcie wspierał Francisco Franco i obóz nacjonalistyczny w czasie hiszpańskiej wojny domowej (1936-1939), zatem sympatyzował z opcją bardzo centralistyczną i propaństwową. Oczywiście czynnikiem decydującym było opowiedzenie się po stronie cywilizacji wobec inwazji antycywilizacji komunistycznej i oburzenie Tolkiena na republikańskie zbrodnie poczynione na katolikach, duchownych i obiektach sakralnych w Hiszpanii, zatem wymiar ustrojowy czy polityczny był tu mniej istotny. J.R.R. otwarcie potępiał zarówno narodowy socjalizm niemiecki, jak i komunizm. Do końca życia pozostał gorliwym katolikiem i mimo reform posoborowych starał się uczęszczać na Mszę Święte sprawowane w tradycyjnej formie, albo ostentacyjnie i głośno odpowiadał na wezwania liturgiczne po łacinie, ignorując resztę wspólnoty akceptującej język angielski w liturgii.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">
Ostatecznie, jakkolwiek ciężko jednoznacznie opisać poglądy polityczne Tolkiena (najwłaściwiej byłoby stwierdzić, że był człowiekiem niepolitycznym, apolitycznym albo wręcz antypolitycznym), to jedno pozostaje jasne: był patriotą i to lokalnym. W czym także upodabniał się do hobbita.</p>
<p style="text-align: justify;">Tolkien pogardzał imperializmem, gdy mówił lub pisał o patriotyzmie, to zawsze o Anglii, nigdy o Wielkiej Brytanii. Ujął to nawet dosłownie w liście 53. (także adresowanym do syna z 9 grudnia 1943 roku): „<em>Ponieważ kocham Anglię (nie Wielką Brytanię i na pewno nie Brytyjską Wspólnotę Narodów, wrr!)”. </em></p>
<p style="text-align: justify;">Dwa lata później pojawił się list 100. (adresat ten sam, 29 maja 1945), uzupełniający odczucia Profesora związane z imperialistyczną polityką wielkich mocarstw: „<em>Nie wiem o brytyjskim ani amerykańskim imperializmie na Dalekim Wschodzie nic co nie napełniałoby mnie żalem lub odrazą…”</em></p>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ Tolkien był przede wszystkim lingwistą, wielką wagę przykładał do lokalności języka i jego ochrony przed uleganiem zewnętrznym dewiacjom. Wiele mówiącym na temat tego zagadnienia jest inny fragment wspominanego już listu ojcowskiego o numerze 53:<br />
<em>„Hmm, cóż! Zastanawia mnie (jeżeli przetrwamy tę wojnę) czy znajdzie się jakaś nisza, choćby cierpiętnicza, pozostawiona dla reakcjonistycznych wsteczników jak ja (i ty). Tym większe jawią się sprawy, im mniejsza i nudniejsza lub bardziej płaska jest Ziemia. Wszystko staje się jednym, przeklętym, prowincjonalnym przedmieściem. Kiedy już zaprowadzą amerykańskie standardy sanitarne, pogadanki motywacyjne, feminizm i masową produkcję na całym wschodzie: bliskim, środkowym i dalekim, w Z.S.R.S., w Dalszej Dali i Wewnętrznym Mumbolandzie, w Gondwanie, Lhasie i w wioskach najmroczniejszego Berkshire, jakże szczęśliwi się staniemy. W każdym razie ograniczy to podróżowanie. Nie będzie bowiem dokąd jechać. Za to ludzie będą (według mnie) szybciej pracować. Collie Knox twierdzi, że ósma część populacji świata porozumiewa się po ‘angielsku’, co czyni ją najliczniejszą grupą językową. Jeśli taka jest prawda – cholerna szkoda, powiadam. Niech klątwa wieży Babel spadnie na ich języki tak, by mogli mówić tylko ‘baa baa’. Znaczyłoby to zresztą to samo. Myślę, że powinienem odmówić komunikowania się w jakimkolwiek inny narzeczu niż staromercjański (Old Mercian)”.</em></p>
<p style="text-align: justify;">Z kilku przytoczonych powyżej fragmentów układa nam się obraz człowieka zafascynowanego mozaiką kulturową i językową Ziemi, tradycjonalisty, antyindustrialisty, antyglobalisty i lokalnego patrioty, który z przerażeniem patrzy na powolną śmierć jego świata. Profesor zapytany o pochodzenie, zapewne odparłby, iż jest Anglikiem z Oxfordshire, tutejszym. Choć Tolkien urodził się w „brytyjskiej kolonii” (Bloemfontein, RPA), osiadł w Oxfordzie i związał się z tym miejscem całym sobą. Najdonioślejszym jego wspomnieniem z życia poza Anglią (z dzieciństwa) było dla niego niebezpieczne ukąszenie przez jadowitego pająka południowoafrykańskiego. Nie pozostało to zresztą bez konsekwencji w postaci przerażających, negatywnych postaci pajęczych występujących na kartach <em>Silmarillionu, Hobbita </em>i <em>Władcy Pierścieni.</em></p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Obawy J.R.R. Tolkiena, związane z totalitarną władzą, mechanizacją, degeneracją przemysłową środowiska naturalnego, ale również dotyczące centralizacji, nachalnej „urawniłowki” kulturowej oraz kolonizacji mentalnej i cywilizacyjnej dokonywanej przez cichych imperialistów (po wojnie zwłaszcza USA i Z.S.R.S) zostały wyraźnie zaznaczone w fabule Władcy Pierścieni. Również przedmiotowe dla niniejszych rozważań zabijanie lokalności, języka i różnorodności na rzecz globalnego porządku czy emisja silnych modernistycznych, obstrukcyjnych prądów ideowych, niszczących tradycję, to cechy wyróżniające siły ciemności próbujące przejąć kontrolę nad Śródziemiem w czasie Wojny o Pierścień. Zwłaszcza symptomatyczne jest tu określenie zdrajcy – Sarumana Białego – przydomkiem Sarumana Wielu Barw, co niejako proroczo przewiduje działanie sił antycywilizacji obecnych w dzisiejszym świecie.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">W październiku 1988 roku ukazał się w Vanguardzie artykuł Steve’a Brady’ego, pt. <em>J.R.R. TOLKIEN: An inspiration to Nationalists. </em>Warto przytoczyć zawartą w nim następującą myśl:<br />
<em>“Ale być może najgłębszym odczuciem J.R.R. Tolkiena, jedynym, które, jak zobaczymy, inspirowało większość jego pisarstwa, był prosty, serdeczny patriotyzm. Był to raczej angielski, a nie brytyjski nacjonalizm; w rzeczywistości był zakorzeniony jeszcze bardziej lokalnie, bo w jego rodzinnym domu w West Midlands”.</em></p>
<p style="text-align: justify;">Jest to stwierdzenie syntetycznie oddające „tutejszość” Tolkiena i jego zapatrywania na tożsamość zbiorową, która występuje na poziomie niższym nawet niż narodowy. W omawianym artykule autor rozpoznaje także liczne powiązania ideowe Profesora z myślą dystrybucjonistyczną, zwłaszcza wychodzącą spod piór G.K. Chestertona i H. Belloca.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/ognisko-bardzo-osobiste-tolkienistyczno-dystrybutystyczne-rozwazania-o-paleniu-fajkowego-ziela/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #9c2922;">Ognisko bardzo osobiste. Tolkienistyczno-dystrybutystyczne rozważania o paleniu fajkowego ziela<br />
</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec, warto wspomnieć o arcyciekawej inicjatywie polskiego badacza-tolkienisty Ryszarda „Galadhorna” Derdzińskiego, który z sukcesami dochodzi pruskich korzeni przodków Profesora Tolkiena w ramach projektu Tolkien Ancestry. Pan Derdziński jest także m.in. redaktorem tolkienowskiego portalu Elendilion.pl oraz związanego z nim czasopisma Simbelmynë. Wymienione podmioty są godne polecenia jako rzetelne i prowadzone z pasją źródła wiedzy dla osób chcących zagłębić się w tolkienistykę.</p>
<p style="text-align: justify;">Tolkien powiedział kiedyś do grupy Holendrów, którzy akurat fetowali jego osiągnięcia:</p>
<p style="text-align: justify;"><em>„Spoglądam na Wschód, Zachód, Północ, Południe i nie dostrzegam Saurona. Widzę jednak, że Saruman ma wielu następców. My, hobbici, nie mamy przeciwko nim żadnej magicznej broni. Jednakże, moi drodzy hobbici, wznoszę ten oto toast: za hobbitów. Oby przetrzymali sarumanowe nasienie i ponownie ujrzeli wiosnę rozkwitającą na drzewach.”</em></p>
<p style="text-align: justify;">I tego wypada życzyć sobie, jak i wszystkim PT Czytelnikom poczuwającym się do jedności z powyższym wezwaniem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 8pt;"><em>Wszelkie cytaty zawarte w tekście stanowią własne tłumaczenie autora z języka angielskiego.</em></span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 4(10)/2022.</span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Grafika: Creative Commons CC BY 3.0</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/profesor-tolkien-czyli-czlowiek-tutejszy-tolkienowskie-rozumienie-lokalnej-tozsamosci-wspolnotowej/">Profesor Tolkien, czyli człowiek tutejszy. Tolkienowskie rozumienie lokalnej tożsamości wspólnotowej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wolny właściciel, czyli wolny strzelec? Obronność w społeczeństwie dystrybucjonistycznym</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/wolny-wlasciciel-czyli-wolny-strzelec-obronnosc-w-spoleczenstwie-dystrybucjonistycznym/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Sep 2023 12:42:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Region]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5578</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie całkiem stosownie jest mówić o wolnym strzelcu, mając na myśli żołnierza – obrońcę ojczyzny w ramach zorganizowanych sił zbrojnych państwa. Kwestia obronności jest bowiem jednym z tych zagadnień, które wywołują u dystrybucjonisty poczucie konieczności rezygnacji z bezkompromisowego przestrzegania zasady subsydiarności i samowystarczalności w większości sfer życia. Tutaj porządek w całości dominuje wolność. Na czas [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wolny-wlasciciel-czyli-wolny-strzelec-obronnosc-w-spoleczenstwie-dystrybucjonistycznym/">Wolny właściciel, czyli wolny strzelec? Obronność w społeczeństwie dystrybucjonistycznym</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Nie całkiem stosownie jest mówić o wolnym strzelcu, mając na myśli żołnierza – obrońcę ojczyzny w ramach zorganizowanych sił zbrojnych państwa. Kwestia obronności jest bowiem jednym z tych zagadnień, które wywołują u dystrybucjonisty poczucie konieczności rezygnacji z bezkompromisowego przestrzegania zasady subsydiarności i samowystarczalności w większości sfer życia. Tutaj porządek w całości dominuje wolność. Na czas wojny czy stanu nadzwyczajnego nawet obywatele Republiki Rzymskiej wybierali dyktatora, który jednoosobowo, żelazną ręką mógł pokierować wysiłkiem państwa w okolicznościach wymagających wykluczenia gadaniny, zwłoki, niezdecydowania i jałowych debat z administracji państwowej, tak bardzo irytujących w warunkach demokracji centralnych. Hasło „wolny strzelec” należy zatem w ujęciu dystrybucjonistycznym traktować dosłownie.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy pisane są te słowa, Europa już trzeci miesiąc jest świadkiem regularnej wojny kinetycznej (przede wszystkim) rozgrywającej się na jej terytorium. Mimo makabrycznego rozlewu krwi i niezliczonych tragedii związanych z tym konfliktem wciąż nie widać jego końca. Jesteśmy jednak w stanie już teraz wyciągnąć z obserwowanych wydarzeń kilka wniosków dotyczących kwestii militarnych. Do najważniejszych spostrzeżeń należy zaliczyć niemal truizmy, jak na przykład: „morale nie tylko armii, ale i całego społeczeństwa jest w stanie przenosić góry”, „kto rządzi w powietrzu, ten dominuje także na lądzie”, albo: „przerwanie łańcuchów dostaw przeciwnika radykalnie go osłabia”. Okazało się jednak, że wojna ta zweryfikowała pogląd o zapomnianym już niemal komponencie sił zbrojnych. Najważniejszą rolę, oprócz lotnictwa i artylerii, odgrywa bowiem w wojnie rosyjsko-ukraińskiej mobilna, uzbrojona w drony, rozmaitą broń przeciwpancerną i przeciwlotniczą, znająca teren i mająca niezwykle wysokie morale piechota. Ta szara (no, może raczej zielona) piechota, także pod postacią obrony terytorialnej.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em><strong>Jednocześnie, jak wynika z obserwacji wydarzeń na wschodzie, najdramatyczniejsze zniszczenia i straty wśród ludności cywilnej mają miejsce w miastach. Silnie zurbanizowane aglomeracje, cechujące się małymi przestrzeniami oddzielającymi wielorodzinne bloki mieszkalne, stanowią śmiertelną pułapkę dla zamieszkujących je ludzi, gdy ich ostrzału dokonuje się za pomocą artylerii, lotnictwa czy tak niesławnych obecnie bomb kasetowych lub wyrzutni rakiet Grad. Dodatkowo blok mieszkalny, posiadający mało wejść i wyjść w przełożeniu na liczbę mieszkańców (podział na klatki schodowe), rychło stać się może więzieniem dla tysięcy osób, nawet przy niewielkiej liczbie napastników. Wreszcie mieszkania, nawet te o całkiem pokaźnym metrażu i wyposażone w piwnice czy grządki warzywne na balkonach, nie są w stanie na długo stanowić zaplecza prowiantowego czy zapewnić dostępu do ciepła i wody ich mieszkańcom. Podobnie rzecz się ma z energią elektryczną, kanalizacją, miejscem do składowania większych zapasów – w miastach mało kto posiada niezależny od dostawcy komunalnego dostęp do tych rzeczy. Ludzi z oblężonego czy zdobytego miasta czekają zatem nie tylko niebezpieczeństwa spowodowane bezpośrednim okrucieństwem najeźdźcy, ale także pragnienie, głód, zimno, brak dachu nad głową.</strong></em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">W tym miejscu jako rozwiązanie przedstawić należy dystrybucjonistyczną alternatywę dla „chowu klatkowego” ludzi w blokach. Mowa o zrealizowanej, żartobliwie wyrażanej w upraszczającym sloganie zasadzie: „każdemu dwa akry ziemi i krowę”. Nie wdając się w nadmierne szczegóły, chodzi o taką organizację mieszkaniową społeczeństwa, w której większa jego część żyje w małych, samorządnych i możliwie samowystarczalnych skupiskach rodzin niewielkich właścicieli ziemskich, zamieszkujących własne domy. Każdy, kto posiada nawet niedużą działkę i planuje pobudowanie na niej domu, dostrzeże ogrom możliwości związanych z samowystarczalnością domostwa przy wykorzystaniu warunków naturalnych i technologii. Począwszy od dostępu do wody, mając możliwość jej pobierania ze studni głębinowych wydrążonych w granicach naszej własności lub dzięki zmiękczaniu deszczówki zbieranej do specjalnych zbiorników (nie wspominając już o korzystaniu z naturalnych zbiorników wodnych), przez wytwarzanie energii elektrycznej na własny użytek (fotowoltaika, siła wiatru, biomasa, nawet własne agregaty prądotwórcze), aż po możliwości ogrzania się: w najprostszej formie – za pomocą palenia drewnem w kominku, a w bardziej zaawansowanej technologicznie – wykorzystania energii geotermalnej, widzimy niekwestionowaną przewagę domu nad mieszkaniem w bloku pod względem autonomii medialnej.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym atutem wolnostojącego domostwa w kontekście odporności na sytuacje kryzysowe jest przestrzeń. Zarówno ta powstała pomiędzy poszczególnymi budynkami, rozumiana jako cały obszar zamieszkany przez daną społeczność, jak i powierzchnia składowa w budynku i innych pomieszczeniach znajdujących się na ziemi danej rodziny. Spadająca bomba czy pocisk artyleryjski, który spowodowałby w bloku mieszkalnym prawdziwą katastrofę, zabijając i raniąc wiele osób oraz niszcząc dobytek kilkunastu rodzin, w przypadku domu wolnostojącego dokona szkód w zdecydowanie mniejszym zakresie. Chcąc zastraszyć społeczeństwo liczbą zabitych cywilów, napastnik może osiągnąć to mniejszym nakładem amunicji i siły, obierając na cel blok mieszkalny, niż musiałby poświęcić, dokonując ataku na osiedle rozproszonych domostw. Ponadto areszt domowy mieszkańców aglomeracji dystrybucjonistycznej wiązałby się z koniecznością oddelegowania do każdego z budynków przynajmniej jednego zbrojnego strażnika, którego to problemu agresorowi oszczędza blokowisko.</p>
<p style="text-align: justify;">Wreszcie oblężenie osiedla domów jednorodzinnych, położonych na dużym obszarze, niedających się zmęczyć odcięciem dostępu do dostaw zewnętrznych mediów eksploatacyjnych i żywności, nastręcza nie lada trudności i jest wielokrotnie bardziej kosztowne, niż miałoby to miejsce w aglomeracji silnie urbanizowanej.</p>
<p style="text-align: justify;">Chcielibyśmy zakładać wolę strony atakującej osiągnięcia sukcesu militarnego przy możliwie najmniejszych stratach wśród ludności cywilnej. Każde inne rozwiązanie jest nieracjonalne, nie można bowiem liczyć na długotrwałe posłuszeństwo społeczeństwa podbitego w wyniku ludobójczej wojny totalnej. Jak się jednak niestety okazuje, zakładanie racjonalności stron konfliktu bywa jedynie pobożnym życzeniem. Bandyckie decyzje podejmowane przez agresywną stronę rosyjską w konflikcie ukraińskim, oficjalnie nazywanym przez napastników operacją wyzwoleńczą, są tego najlepszym przykładem.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em><strong>Co zaś się tyczy wspomnianego na początku, wyjątkowo skutecznego w obronnej wojnie ukraińskiej, komponentu sił zbrojnych w postaci piechoty i jednostek obrony terytorialnej, w społeczeństwie dystrybucjonistycznym mogłyby one prawdziwie wznieść się na wyżyny swej skuteczności. Uczynienie z „drugiej armii na świecie” w oczach postronnego obsewatora „drugiej armii na Ukrainie” piechota ukraińska zawdzięcza nie tylko zwycięstwu w wojnie informacyjnej. Na niezwykłe rezultaty operacyjne tej formacji składają się cztery zaobserwowane elementy: wieloletnie zaprawienie w boju, który od dłuższego czasu toczył się w tzw. Donbasie, niespodziewane żelazne morale żołnierzy, duża mobilność i znajomość terenu przez pododdziały, wyspecjalizowany i nowoczesny sprzęt wojskowy.</strong></em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Korzyść (z trudem można tak nazwać podobną sytuację, lecz w przedmiotowym kontekście okazała się ona faktycznie dla doświadczenia żołnierzy bezcenną) z posiadania na terytorium własnego państwa toczącej się od wielu lat wojny hybrydowej pomiędzy wojskiem państwowym a separatystycznymi siłami zbrojnymi jest nie do zaplanowania i stanowi specyfikę wspominanego konfliktu wschodnioeuropejskiego. Doświadczenie bojowe lub quasi-bojowe i nawyki strzeleckie czy obronne nabyć można jednak także w inny sposób. Jako entuzjasta broni palnej nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie poświęcił kilku zdań tematowi upowszechnienia jej posiadania w społeczeństwie, zwłaszcza tak katastrofalnie rozbrojonym jak polskie. Nie chodzi o nawoływanie do legalizacji sprzedaży broni bez ograniczeń każdemu, kogo stać na nabycie jej w osiedlowym supermarkecie. Obecnie uzyskać pozwolenie na broń palną w jednej z dostępnych kategorii jest naprawdę dość łatwo. Nie jest to może proces tani ani błyskawiczny, lecz z czystym sumieniem można stwierdzić, że jeśli ktoś chce posiadać broń, ten może. Oczywiście, można utyskiwać na brak ustawowych terminów obowiązujących Komendy Wojewódzkie Policji w rozpatrywaniu wniosków, rozmaite dziwactwa proceduralne, ale nie jest to tak naprawdę problem, z którego wynika rozbrojenie polskiego społeczeństwa. Polacy najzwyczajniej broni mieć nie chcą, z różnych powodów. Nie możemy pozbyć się przywiązania do świętej zasady, iż „broń zabija”, która ma dokładnie tyle sensu co stwierdzenie, iż „długopisy popełniają błędy ortograficzne”. Podobnie z trudem słucha się ostrzeżeń, jakoby Polacy, mając dostęp do broni, natychmiast mieli się wystrzelać. Ciekawe, że pomimo obecności w polskich domach około 500 000 sztuk broni czarnoprochowej, dostępnej w sklepie z takim samym trudem jak alkohol lub papierosy, do zdarzeń z jej użyciem dochodzi bardzo rzadko. Komu tak naprawdę zależy na tym, by stan rozbrojenia trwał w najlepsze? Oczywiście przestępcom. Bo czy człowiek, który za nic ma prawa zabraniające kraść, napadać, zabijać, przejmie się zakazem posiadania broni palnej bez zezwolenia? Ostatecznie cierpi na tym nie kto inny, jak ofiara, obywatel stosujący się do przepisów. Może warto zatem zapoznać się z „Ustawą z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji” i wziąć kwestię bezpieczeństwa własnego i najbliższej rodziny w swoje ręce. Oczywiście zamiast tego możemy zadzwonić w sytuacji zagrożenia po policję, fakt. Wyrzućmy zatem także gaśnicę, ten sam numer telefonu 112 połączy nas z najbliższą jednostką straży pożarnej. Kończąc ten nieco przydługi wtręt, należy postulować zainteresowanie się społeczeństwa kwestiami obronności. We wspólnym interesie całego narodu. Być może jakimś impulsem w tym kierunku będzie zwiększona liczba zgłoszeń do Wojsk Obrony Terytorialnej, które to wojska, jak pokazuje historia dziejąca się na naszych oczach, mogą być i dla Polaków bezcennym komponentem Sił Zbrojnych RP w sytuacji kryzysowej.</p>
<p style="text-align: justify;">Morale, czyli „gotowość do wypełniania obowiązków, znoszenia trudów i niebezpieczeństw oraz poczucie odpowiedzialności i wiara w sukces” (definicja za „Słownikiem języka polskiego PWN”) jest imponderabilium sensu stricto. Nie jest jednak tak, że nie da się ustalić czynników wpływających pozytywnie na taką postawę. Rozdział 10, wersety 10–14 Ewangelii wg Św Jana<a href="#_ftn1" name="_ftnref1"><sup>1</sup></a> ukazują w pełni, dlaczego wolny właściciel w społeczeństwie dystrybucjonistycznym jest jednostką o potencjalnie bardzo wysokim morale i woli obrony państwa. Któż bowiem silniej i trwalej stanie do walki z napastnikiem: proletariusz, najmujący się za ułamek owoców własnej pracy, pogrążony w wynajmie, kredycie i będący na łaskach opiekuńczej korporacji i państwa centralnego, czy wolny właściciel, znający odpowiedzialność nierozerwalnie związaną z posiadaniem własności, ponoszący wszystkie ciężary i korzystający z całego efektu własnej działalności gospodarczej? Komu bardziej zależeć będzie na obronie własnego otoczenia: jednostce, rozpływającej się w zindywidualizowanym roju milionów innych ludzkich wysp, uległej masowej machinie ujednolicenia, czy rodzinie – integralnej części organicznej społeczności, związanej z innymi oraz z zamieszkiwanym obszarem więzami solidarności i lokalnych tradycji? Nie bez znaczenia jest też duchowość ludności. Dystrybucjonizm, jako idea i doktryna katolicka, wynikająca wprost z Katolickiej Nauki Społecznej, jest do zrealizowania także w społeczeństwach niekatolickich, lecz najlepiej się sprawdzi wśród członków Kościoła. A jeżeli człowiek ma silne oparcie w religii, która na dodatek rozpoznaje kategorię wojny sprawiedliwej, może łatwiej znosić trudy wojen i stanów nadzwyczajnych.</p>
<p style="text-align: justify;">Podobnie jak z morale rzecz się ma z rozpoznaniem lokalnego terytorium. Dystrybucjonizm zakłada silne zżycie z wszelkimi formami lokalności, także terytorialną. Grupy obronne, znające na wskroś okolicę, w ramach której prowadzą działania zbrojne, mają zdecydowaną przewagę w rozpoznaniu nad najeźdźcą, liczyć mogą na wsparcie ludności cywilnej, z wyprzedzeniem planować mogą zasadzki i wykorzystywać uwarunkowania naturalne do wymanewrowania nieprzyjaciela. Jako że ręczne wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych i przeciwpancernych, jak na przykład popularne na froncie toczącej się wojny systemy NLAW czy Javelin, wymagają częstej wymiany pocisków i stałych dostaw amunicji, korzystanie ze stacjonarnych kryjówek terenowych staje się bezcenne. Pomijając już możliwość eksploatacji przydomowych składów, taką kryjówką na amunicję może być niemal wszystko. Nieprzyjaciel zauważy tylko paśnik leśny, przystanek autobusowy PKS, skrzynię na piasek do posypywania oblodzeń czy większe kosze na śmieci, dla obrońców zaś będą to zasobniki śmiercionośnych i bardzo skutecznych środków walki z pojazdami opancerzonymi i powietrznymi. W takich miejscach przechowywać można również drony, które odgrywają niebagatelną rolę w konflikcie ukraińskim. Zdecydowanie łatwiej jest ćwiczyć sterowanie takim sprzętem na otwartych przestrzeniach rozproszonej aglomeracji niż w zurbanizowanej zabudowie blokowej miast.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatnim elementem wspomnianego sukcesu piechoty ukraińskiej jest dostęp do nowoczesnego sprzętu i broni. Przemysł zbrojeniowy nie jest najlepszym przedmiotem do zastosowania na nim zasad gospodarczości dystrybucjonistycznej. Ta gałąź przemysłu powinna spoczywać w rękach Skarbu Państwa. Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre komponenty i materiały mogą być wytwarzane w prywatnych zakładach, kooperatywach i spółdzielniach dystrybucjonistycznych. I skoro odbiorcą danego sprzętu mają być jednostki broniące danego terytorium, to produkcja elementów tego wyposażenia w miejscu zastosowania, przez lokalnych wytwórców, będzie wyłącznie z korzyścią dla samego produktu. Ponadto oparcie się o wytwórczość rodzimą zamiast importu części pozwala uniknąć szeregu niedogodności, także związanych z działaniem obcej agentury na terytorium naszego państwa. Samowystarczalność w zakresie zbrojeń jest wartością samą w sobie. Niebagatelne znaczenie w tym kontekście ma publiczna debata na temat technologii i sztuki wojennej.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/ognisko-bardzo-osobiste-tolkienistyczno-dystrybutystyczne-rozwazania-o-paleniu-fajkowego-ziela/"><span style="font-size: 12pt; color: #993300;">Ognisko bardzo osobiste. Tolkienistyczno-dystrybutystyczne rozważania o paleniu fajkowego ziela</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Tekst ów jest zbiorem przemyśleń dystrybucjonisty, który trochę interesuje się wojskowością, nie odwrotnie. Okoliczności, równie straszne, co ciekawe, które zaistniały 24 lutego 2022 roku, być może staną się zaczynem dla poważnej, ogólnonarodowej dyskusji nad stanem państwa w zakresie obronności i wyzwań związanych z trudnościami wojny. Każdy głos się liczy, nawet dystrybucjonistyczny. Pośród morza tez i propozycji znaleźć się bowiem może kilka zbawiennych. Każdy rozsądny człowiek pragnie pokoju i w suplikacji modli się o oddalenie klęsk żywiołowych, głodu i wojny. Skrajną głupotą byłoby jednak wierzyć, że okres próby nigdy nie nastąpi, a świat współczesny na zawsze oddalił od siebie widmo kinetycznego konfliktu zbrojnego. Zresztą dziś już nikt chyba w to nie wierzy. Należy zatem przygotowywać się do wyzwań, przede wszystkim w czasie pokoju, kiedy jest to jeszcze możliwe. Kto wie, może dystrybucjonizm okaże się remedium na bolączki świata, nie tylko te dotyczące obronności.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 1-2(7-8)/2022.</em></span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: pixabay.com</em></span></p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">1 </a><strong>„</strong>Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.”</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wolny-wlasciciel-czyli-wolny-strzelec-obronnosc-w-spoleczenstwie-dystrybucjonistycznym/">Wolny właściciel, czyli wolny strzelec? Obronność w społeczeństwie dystrybucjonistycznym</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czerwone i czarne sztandary nad Europą. Wojciecha Dembołęckiego nieprawdziwy przekaz dokonań elearskich</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/czerwone-i-czarne-sztandary-nad-europa-wojciecha-demboleckiego-nieprawdziwy-przekaz-dokonan-elearskich/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 24 Oct 2022 14:53:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[lisowczycy]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[neosarmatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[sarmatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5096</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rzeczpospolita Obojga Narodów w pierwszej połowie XVII wieku mogła poszczycić się unikatowością na wielu płaszczyznach w kontekście Europy i świata. Niepowtarzalny był jej ustrój, monarchia mieszana, i wynikający z niego nurt myśli politycznej reprezentowany przez Stanisława Orzechowskiego, Piotra Skargę, czy Wawrzyńca Goślickiego, których dziełami literackimi zachwycała się cała Europa. Jedyna w swoim rodzaju była sztuka [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/czerwone-i-czarne-sztandary-nad-europa-wojciecha-demboleckiego-nieprawdziwy-przekaz-dokonan-elearskich/">Czerwone i czarne sztandary nad Europą. Wojciecha Dembołęckiego nieprawdziwy przekaz dokonań elearskich</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p class="body-text-indent" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Rzeczpospolita Obojga Narodów w pierwszej połowie XVII wieku mogła poszczycić się unikatowością na wielu płaszczyznach w kontekście Europy i świata. Niepowtarzalny był jej ustrój, monarchia mieszana, i wynikający z niego nurt myśli politycznej reprezentowany przez Stanisława Orzechowskiego, Piotra Skargę, czy Wawrzyńca Goślickiego, których dziełami literackimi zachwycała się cała Europa. Jedyna w swoim rodzaju była sztuka i architektura polska tamtego okresu, nie ma bowiem odpowiedników zagranicznych dla polskich portretów trumiennych, lub niespotykanego nigdzie indziej stylu barokowego, opartego na czarnym marmurze. Także i charakter sił zbrojnych państwa, które nazywamy I Rzeczpospolitą, w XVII stuleciu był specyficzny. Któż nie słyszał o skrzydlatej husarii, pancernej pięści Polski, dokonującej tak wielkich czynów pod Orszą, Byczyną, Kircholmem, Kłuszynem, Chocimiem i wreszcie pod Wiedniem 1683 roku? Konny charakter polskiej wojskowości sprzyjał rozwojowi podobnych formacji. W ten trend wpisywali się elearzy polscy, zwani także lisowczykami.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Zaczynem do utworzenia jednej z najlepszych, a zarazem najbardziej bestialskiej formacji wojskowej w Rzeczypospolitej był fatalny stan jej skarbca. W początkach XVII wieku, a dokładnie w 1604 roku wojska polskie odnosiły sukcesy w wojnach w Inflantach, kiedy jednak przyszło płacić żołnierzom za służbę, pojawiły się problemy. Szlachta nie kwapiąca się łożyć podatków na utrzymanie armii, stałe pustki skarbca królewskiego – były to powszednie problemy ówczesnej Polski. Żołnierze, kiedy nie otrzymywali żołdu a konfederacje nie przynosiły rezultatu, zaczynali tworzyć tzw. „kupy swawolne”. Nieopłaceni, oszukani, żądni zemsty wojacy stanowili wówczas wielkie zagrożenie dla kraju. Nie mogąc wymusić zapłaty za walkę, sami ją odbierali, grabiąc, plądrując, a przy okazji gwałcąc i mordując. Właśnie z takiej „kupy swawolnej” powstała jedna z najbardziej znanych formacji lekkiej jazdy – lisowczycy. Oddziały kawalerii polskiej typu kozackiego o charakterze utrzymującego się z łupów wojska najemnego sformowane w 1614 roku, pierwotnie jako konfederacja żołnierska pod wodzą pochodzącego z Prus Królewskich pułkownika Aleksandra Józefa Lisowskiego herbu Jeż<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a>, któremu zawdzięczają swą nazwę. Zawiązki lisowczyków powstały już w czasie służby Lisowskiego u Dymitra II Samozwańca w latach 1607–1611. Sami siebie lisowczycy chętniej nazywali elearami, co usiłuje wyjaśniać w swych pamiętnikach Wojciech Dembołęcki jako pochodzące od hebrajskiego „Elohym” (powołani przez Boga), lub wywodzi od węgierskiego „elu iaro” (idący wprzód), pozostaje to jednak nadal niejasnością. W obszerny sposób historię elearów polskich przedstawił Henryk Wisner w książce „Lisowczycy”, w oparciu o które to dzieło syntetycznie przybliżono ich dzieje<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a>.</span></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p class="body-text-indent" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Liczący dwa tysiące szabel oddział lisowczyków brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej w latach 1609–1618. Od śmierci Lisowskiego w 1616 r. dowodzeni byli przez pułkownika Stanisława Czaplińskiego, następnie w 1619 r. ich dowódcą został Walenty Rogowski. W czasie wypraw moskiewskich przeprowadzili szereg operacji zaczepnych na terytorium Carstwa Rosyjskiego, np. w grudniu 1617 r. pod Kaługą rozbili wojska rosyjskie kniazia Dymitra Pożarskiego. Ich łupiestwo spowodowało obłożenie lisowczyków klątwą, która jednak po pewnym czasie została zdjęta. W 1619 r. stacjonujący w okolicach Kowna elearzy oddani zostali przez króla Zygmunta III Wazę do dyspozycji cesarza Ferdynanda II, zagrożonego w oblężonym przez księcia siedmiogrodzkiego Gábora Bethlena Wiedniu. Wspomagały ich oddziały zaciągnięte w Polsce przez Adama Lipskiego oraz Jerzego Hommonaia –węgierskiego magnata, wroga Bethlena. 8–10 tysięcy lisowczyków pod dowództwem Walentego Rogowskiego pokonało w dniach 22–23 listopada wojska Jerzego I Rakoczego w bitwie pod Humiennem i Zavadą. Zdobyto 17 chorągwi węgierskich. Na placu poległo ok. 3 tys. żołnierzy Rakoczego, reszta poszła w rozsypkę. Droga na Księstwo Siedmiogrodu stanęła otworem. Lisowczycy nie zdobyli wprawdzie nawet Koszyc, jednak zmusiło to Gábora Bethlena do odstąpienia od oblegania Wiednia i powrotu do zagrożonego kraju. Na wieść o zbliżaniu się Rakoczego z nową, piętnastotysięczną armią, część pułku z Rogowskim postanowiła wrócić do Polski (zatrzymali się na Słowacji, dając się we znaki jej mieszkańcom). Pozostali towarzysze pod wodzą Jarosza Kleczkowskiego zdecydowali się na przejście na służbę cesarską, w której pozostali przez kilka następnych lat. Po śmierci Kleczkowskiego, w roku 1620 pod Krems, ich pułkownikiem został Stanisław Rusinowski. W 1621 roku cesarz wypłacił zaległy żołd i zwolnił od służby uciążliwych z powodu grabieży lisowczyków (aż do czasów wojen napoleońskich w Królestwie Niemieckim matki straszyły swe dzieci polskimi kozakami). Część towarzyszy przeszła na służbę księcia bawarskiego Maksymiliana, inni wrócili do Polski. Chorągiew pułkownika Rusinowskiego walczyła z Turkami pod Chocimiem w 1621 r. (podczas tej bitwy zginął ich dowódca). Po wojnie z Turcją Zygmunt III Waza ponownie wysłał lisowczyków na służbę do cesarza Ferdynanda. Tym razem dowodził nimi Stanisław Strojnowski i Idzi Kalinowski. Brali udział w bitwach pod Glatz, Habelswerd i Mansfeld. Podczas wojny ze Szwecją w latach 1626–1629 walczyli na terenie Prus Królewskich. Pod dowództwem Pawła Niszczyckiego i Jana Gromadzkiego wzięli udział w wyprawie Ferdynanda II przeciwko Królestwu Francji, gdzie walczyli w Pikardii aż do odwołania przez Sejm. Ostatnim pułkownikiem lisowczyków był Mikołaj Moczarski. Po powrocie do kraju dali się we znaki ludności cywilnej. Splądrowali i puścili z dymem Radomsko. Zostali potępieni w uchwałach sejmowych i rozwiązani około 1635 roku. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Szczególnie odznaczyli się w trakcie kampanii moskiewskiej w 1610 r. oraz w walkach przeciwko Turkom w latach 1620–1621. Zasięg ich działań obejmował tereny od Renu po Morze Białe. Zagończycy elearscy mieli to szczęście, że ich historia przetrwała do dnia dzisiejszego, spisana w barwny i emocjonalny sposób przez Wojciecha Dembołęckiego. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Był to franciszkanin, który w latach 1621-1622 walczył w oddziałach lisowczyków (zaciągniętych na żołd cesarza Ferdynanda) na Węgrzech, sprawując posługę kapelana<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a>. Duch sarmacki, oczytanie i niewątpliwie lekkie pióro zakonnika pozwoliły mu stworzyć frapujące dzieło pt. „<i>Pamiętniki o lissowczykach, czyli przewagi elearów polskich</i>”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a>. </span></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><strong>Praca powstawała pomiędzy rokiem 1819 a 1623 i dotyczyła w szczególności dziejów wyprawy elearów do Niemiec i Węgier pod rozkazami cesarskimi, choć sprawozdanie obejmuje także wcześniejsze wydarzenia opisywane z drugiej ręki. W pracach Dembołęckiego (który posługiwał się także pseudonimem Nikodem Niebylski) widać przywiązanie do spraw etymologii, paremiologii, osobliwości leksykalnych, neologizmów. Znał prawdopodobnie 10 języków obcych. Słynął z przesadnej megalomanii narodowej, której kwintesencją stało się przekonanie, iż ponoć &#8211; jak dowodził &#8211;</strong> <i>Adam i Ewa w raju po&#8230; polsku rozmawiali</i>, <strong>co miało być wyrazem uprzywilejowania narodu polskiego. Wspomniane „Pamiętniki…” stanowią bardzo szczegółową relację z wyprawy lisowczyków pod rozkazy Ferdynanda II, ale niestety nieprawdziwą, albo nie do końca prawdziwą. Otóż Wojciech Dębołęcki, bardzo uwypuklając heroiczne czyny zagończyków, jednocześnie łagodzi, umniejsza lub w ogóle pomija zbrodnie, których ci się dopuszczali, szczególnie na ziemiach Rzeczypospolitej. Dziejopis wystawił swym kompanom pomnik literacki, na który jednak nie do końca zasłużyli…</strong></span></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Jak już wspomniano, Wojciech Dembołęcki nie był świadkiem wszystkich opisywanych przez siebie w „Pamiętnikach…” zdarzeń, część z nich zrelacjonowali mu inni. Te fragmenty charakteryzuje to, że franciszkanin nie unika tak bardzo opowiadania o krzywdach, wyrządzanych przez swoich późniejszych kompanów ludności cywilnej, jak w dalszych częściach pracy. Tak, na przykład w rozdziale X, opisuje Dembołęcki zdobycie miasteczka Prohacice (po wielkim zwycięstwie pod Horną), które żołnierze cesarscy, w tym lisowczycy, <i>dla postrachu drugim w pień od największego do najmniejszego, żadnej płci nie odpuszczając, wyrżnęli</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a>. W tym opisie brakuje jednak oskarżenia wprost. Podobnie z resztą jak we fragmencie opowiadającym o pokonaniu podjazdów nieprzyjaciela pod Sławinem, <i>gdzie zapędziwszy niedobitków, po przedmieściach gdzie ich kwatery były, konie i wszystko co ich było wybrawszy […] przedmieście zapalili</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a>. Naturalnie, nie sami niemieccy żołnierze mieszkali w tej okolicy, ale o krzywdach chłopskich narrator nie wspomina. Później opowiada, że porwano stamtąd kilka koni i stado bydła, ale nie sposób ustalić, do kogo ono należało. Wreszcie na innym miejscu opowieści znajdujemy opis zdobycia miasta Laba przez sześć chorągwi pułkownika Stanisława Rusinowskiego<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a>, którego obsada liczyła 500 Węgrów i 1000 piechoty niemieckiej, a w którym to <i>Rusinowski całą piechotę i miasto wysiekł</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a>. I znów trudno orzec, czy lisowczycy wymordowali nieprzyjaciela, czy zgładzili także ludność miejską…</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Koniec rozdziału XV zawiera oświadczenie autora, że wszystko co do tej pory spisano opiera się na relacjach wiarygodnych świadków i odtąd Dembołęcki opisuje swoje własne przeżycia<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a>. Opierając się na tej części „Pamiętników…” warto zwrócić uwagę na osiem najbardziej jaskrawych dowodów na poparcie hipotezy o fałszywym obrazie formacji płynącym z <i>Pamiętników</i>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">W rozdziale XIX znajduje się rozprawka, zatytułowana przez autora w opisie <i>Dlaczego w dyaryuszach głucho o Elearach</i>. Zawiera się w niej opis męstwa elearskiego, które zostało zauważone przez Chodkiewicza, Lubomirskiego, czy samego królewicza Władysława i usprawiedliwienie dla braku większej ilości pochwalnych dzieł na cześć lisowczyków. Franciszkanin twierdzi, że autorzy dotychczasowych prac poświęconych tematyce jego kompanów nie piszą o nich w sposób przychylny powodowani zazdrością dla ich sławy, albo niedostateczną wiedzą wynikającą z tchórzostwa. Wprost pisze, że <i>wszyscy ci, którzy źle o elearach mówili z jam nie wychodząc, nie dobrze dojrzeli co się przed obozem działo</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a>. Dość to nieprzychylne w stosunku do innych stanowisko zakonnika, oddające jego ślepą stronniczość w stosunku do „zagończyków”.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">W kolejnym rozdziale (XX) następuje opowieść o powrocie wszystkich wojsk z Włoch i zawiązaniu konfederacji przeciw królowi w celu dochodzenia żołdu. Dembołęcki wspomina o tym, że lisowczycy pieniądze otrzymali, co jest półprawdą, bowiem była to najprawdopodobniej jakaś nagroda za osłanianie tyłów armii, bowiem z racji charakteru swej formacji elearzy żołdu nie pobierali. Dalej zakonnik opisuje przyłączanie się coraz większych grup żołnierskich do konfederacji i jednocześnie wychwala wierność lisowczyków, którzy pozostali przy królu. Trudno się temu dziwić, bowiem przecież tylko z rozkazu królewskiego działać mogli, a i w dochodzeniu żołdu, który im nie przysługiwał, interesu nie mieli. </span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Następnie warto przyjrzeć się zapisom rozdziału XXIV<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a>, którym Dembołęcki nadał podtytuł <i>szemranie Szlązaków na Eleary</i>. Wojska lisowskie powołane na kolejną wyprawę na ziemie Cesarstwa musiały przejść przez Śląsk. Ślązacy mając w pamięci dotychczasowe niechlubne czyny elearów zaczęli szemrać przeciw cesarzowi za to, że pozwala harcownikom przechodzić przez ich tereny. Dembołęcki pisze, że w owym czasie w kościołach czytana była Ewangelia dotycząca „zagubionej owcy” i lisowczycy, widząc siebie jako tych sprawiedliwych pośród grzeszników, kierowani Bożą Wolą odpuszczali Ślązakom napady i łagodnie się z nimi obchodzili. Niestety nie sposób się z tym zgodzić, bowiem szlak elearski przez Śląsk spłynął krwią mieszkańców jego wsi i miasteczek<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Już kilka stron dalej, w rozdziale XXVI<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a> następuje opis zachowania wojska cesarskiego, w którym służyli lisowczycy, stacjonującego w okolicy miasta Mittwald, na szlaku praskim. Niedługo wcześniej elearzy przepędzili dragonów niemieckich i pomogli zdobyć obóz buntowników chłopskich pod Hebelswerd, którzy w popłochu rozbiegli się po lasach. Żołnierze cesarscy prowadzili częste patrole o charakterze rabunkowym po okolicy, korzystając z nieobecności wieśniaków i uprowadzili wiele zwierząt i innego majątku ruchomego. Dembołęcki porównuje w tym miejscu ich zachowanie z tym, co mówiło się powszechnie o elearach. Zadaje retoryczne pytanie Ślązakom i innym narzekającym na Polaków ludziom, czy gorsi są od żołnierzy cesarskich, którzy nie tylko żywność<i>, ale nawet okna, listwy, łoża, kolebki, stoły, ławy, a daleko więcej cyny, miedzi, żelaza i t. d. wozami</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a><i> </i>do miast wywozili i sprzedawali. O lisowskich występkach pisze z kolei w bardzo łagodnym tonie, ograniczając je do zaspokojenia głodu cudzym kosztem. Jeżeli rzeczywiście elearzy polscy nie byli tacy źli, jak się o nich mówiło, jaki cel miałoby to usprawiedliwienie?</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Jako wtrącenie, i jednocześnie kontrargument przeciwko postawionej tezie o zakłamywaniu faktów przez Dembołęckiego, dla sprawiedliwości warto opowiedzieć o zawartości rozdziału XXXI. Opisywana jest tam droga lisowczyków z miejscowości Wimpfen do Księstwa Badeńskiego. Żołnierzom nie chciano po drodze udzielić stacji i każda miejscowość zamykała przed nimi bramę. Dowódca lisowczyków (Stanisław Stroynowski), zrozumiawszy, że nie są mile widziani zarządził marsz całego wojska na przełaj przez pola uprawne, omijając trakt i miejscowości. Lisowczykom bardzo się to nie spodobało i kiedy natknęli się na ośmiusetosobowy oddział nieprzyjaciela, natychmiast znalazło się wielu ochotników na podjazd. Niestety dla elearów, wroga nie udało się pobić. Wsparta przez czeladź grupa jednak wróciła i wyrżnęła przeciwników, oraz w rewanżu za pierwotne niepowodzenie popaliła wiele wsi <i>z kilku miejsc opłakane Jeruzalem uczyniwszy</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Zastanawiać może to, jak wielkie były zniszczenie wtedy dokonane, skoro Dembołęcki nawet nie próbuje ich ukrywać, choć oczywiście nie drąży tematu.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Zgodnym już z duchem swej misji sposobem, franciszkanin omawia, w rozdziale XXXIV, sposób, w jaki lisowczycy dowiedli swej niewinności przed arcyksięciem Leopoldem<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc"><sup>16</sup></a>. Oto okazało się, że w okolicy stacjonowania elearów dochodzi do wielu podpaleń, za które ludzie tychże obwiniali i domagali się odszkodowania od arcyksięcia. Leopold wyznaczył nagrodę 50 talarów za każdego, złapanego na gorącym uczynku podpalacza. Dembołęcki stwierdza, że <i>nasi przez kilka dni takich wodząc, sami się oczyścili</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote17sym" name="sdfootnote17anc"><sup>17</sup></a>. Nie da się zaprzeczyć, to bardzo wygodne i pomysłowe tłumaczenie.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Autor „Pamiętników…” często powoływał się na boskie pochodzenie lisowczyków twierdząc wręcz, że ich zwycięstwa spowodowane są Boską opieką. Jednak w rozdziale XXXVI Dembołęcki przeszedł samego siebie przy opisie zdobycia warownego miasteczka Lampsheim, którego mieszkańcy zostali przez lisowczyków okrutnie zmasakrowani, pisząc, iż <i>wpadłszy, wielki im krzyż (bo się to w dzień ś. Krzyża działo) zadali</i><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote18sym" name="sdfootnote18anc"><sup>18</sup></a>. Może się to wydawać stwierdzeniem dość mocnym i typowym dla epoki, ale w kontekście faktycznych wydarzeń i dotychczasowej retoryki zakonnika jest wręcz groteskowe.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Ostatnim, i zarazem chyba najlepiej oddającym stosunek Dembołęckiego do prawdy historycznej, fragmentem, który warto przytoczyć jest rozdział XL. Właściwie w całości poświęcony jest on przemarszowi lisowczyków z Czech, przez Śląsk, do rzeki Odry. Według autora była to droga naznaczona niesłusznymi zaczepkami i nieprzyjemnościami, których doświadczali ze strony Ślązaków. W pewnym momencie ludność okolicznych ziem chciała nawet wydać bitwę elearom. Jak pisze franciszkanin, tymi zaczepkami lisowczycy nie dali się sprowokować i w spokoju przeszli przez Śląsk. Może rzeczywiście w czasie tej wędrówki elearzy nie kroczyli ścieżką usłaną różami, ale wiemy, że za sobą pozostawili szlak zgliszcz, krwi i popiołów<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote19sym" name="sdfootnote19anc"><sup>19</sup></a>.</span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/poddany-i-obywatel-szlachcica-polskiego-przygotowanie-do-sejmikowania-studium-przypadku/"><span style="color: #9c2922;">Poddany i obywatel. Szlachcica polskiego przygotowanie do sejmikowania. Studium przypadku</span> </a></strong></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">Wojciecha Dembołęckiego <i>„Pamiętniki o lissowczykach, czyli przewagi elearów polskich</i>” stanowią ważne źródło historyczne do dziejów Rzeczypospolitej I połowy XVII stulecia i są pomnikiem literackim wystawionym jednej z najlepszych polskich formacji wojskowych – elearom, zwanym także lisowczykami. Sam autor, choć posiadający świetne wykształcenie i kierujący się najlepszymi intencjami, chcąc w jak najkorzystniejszym świetle przedstawić swoich duchowych podopiecznych, zrobił to kosztem wartości, która dla dziejopisa, historyka i kapłana powinna być najważniejsza. Tą wartością jest prawda.</span></p>
<p><sub><em>Grafika: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lisowczycy_1.PNG" data-rel="lightbox-image-0" data-rl_title="" data-rl_caption="" title="">Wikimedia Commons</a></em></sub></p>
<p>_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>PSB, T.17, „Aleksander Józef Lisowski”</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2</a> Henryk Wisner, „Lisowczycy. Łupieżcy Europy”, Bellona, Warszawa 2013</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a> Wielka encyklopedia PWN. T.7</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4</a> „Pamiętniki o lissowczykach, czyli przewagi elearów polskich. 1619 -1623. Z wiadomością o życiu i pismach autora i z dodatkami”, Wydanie Kazimierza Józefa Turowskiego, Kraków 1859</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5</a> Dembołęcki, „Pamięniki…”, s. 30</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6</a> s.34</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7</a> Wymieniony z imienia i nazwiska.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8</a> s.36</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9</a> s.42</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10</a> s.50</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11</a> W pewnej chwili lisowczycy dopominali się faktycznie wypłacenia żołdu, ale im odmówiono.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12</a> Wisner, „Lisowczycy” – rozdział Biała Góra</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13</a> ss.70-72</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14</a> s.71</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15</a> s.90</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16</a> Leopold V, arcyksiążę Tyrolu i Austrii Przedniej (1619 -1632)</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote17">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote17anc" name="sdfootnote17sym">17</a> s.97</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote18">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote18anc" name="sdfootnote18sym">18</a> s.105</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote19">
<p><span style="font-size: 10pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote19anc" name="sdfootnote19sym">19</a> Wisner, „Lisowczycy”</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/czerwone-i-czarne-sztandary-nad-europa-wojciecha-demboleckiego-nieprawdziwy-przekaz-dokonan-elearskich/">Czerwone i czarne sztandary nad Europą. Wojciecha Dembołęckiego nieprawdziwy przekaz dokonań elearskich</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ognisko bardzo osobiste. Tolkienistyczno-dystrybutystyczne rozważania o paleniu fajkowego ziela</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/ognisko-bardzo-osobiste-tolkienistyczno-dystrybutystyczne-rozwazania-o-paleniu-fajkowego-ziela/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Aug 2022 15:03:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[dystrybucjonizm]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[tolkien]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=4962</guid>

					<description><![CDATA[<p>Но я не думал ни о чем, но я не думал ни о чем, я только трубочку курил c турецким горьким табачком.1 Tak zaśpiewałby żołnierz radziecki, powtarzając słowa popularnej w ZSRR piosenki. I ja się jemu wcale nie dziwię. Fajeczka bowiem służyć może uwolnieniu się od nadmiaru myśli, zwłaszcza tych niepożądanych. Ale to nie jest [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/ognisko-bardzo-osobiste-tolkienistyczno-dystrybutystyczne-rozwazania-o-paleniu-fajkowego-ziela/">Ognisko bardzo osobiste. Tolkienistyczno-dystrybutystyczne rozważania o paleniu fajkowego ziela</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 7</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><em>Но я не думал ни о чем, но я не думал ни о чем, я только трубочку курил c турецким горьким табачком.</em><span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1 </sup></a></span>Tak zaśpiewałby żołnierz radziecki, powtarzając słowa popularnej w ZSRR piosenki. I ja się jemu wcale nie dziwię. Fajeczka bowiem służyć może uwolnieniu się od nadmiaru myśli, zwłaszcza tych niepożądanych. Ale to nie jest jej jedyna funkcja. Palenie fajki sprawdza się również, na przykład, w potrzebie pobudzenia mózgu do wytężonej pracy. Pykać fajeczkę można w samotności lub pospołu, na dobry i zły humor, wobec miękkości domowego fotela i w okopach Wielkiej Wojny. Nie chcę powtórzyć truizmu, iż fajka jest zawsze dobrym pomysłem. Każdy człowiek świadomy czytając poprzednie zdanie natychmiast chwyciłby się za głowę, wszak palenie tytoniu jest oczywiście szkodliwe dla zdrowia i nazywanie tej czynności dobrym pomysłem jest wyjątkowo niewychowawcze. Myślę jednak, że świadomość działa i w drugą stronę a zatem każdy potrafi posłużyć się rozumem w celu podjęcia takich czy innych decyzji w życiu i bierze pod uwagę ich konsekwencje.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">Gdyby miłośnik pisarstwa J.R.R. Tolkiena otrzymywał złotówkę za każdym razem gdy na stronach Hobbita lub Władcy Pierścieni przeczyta wzmiankę o paleniu fajki czy o zielu do tego służącym, wówczas tolkieniści zajmowaliby pierwsze miejsca na listach najbogatszych ludzi na świecie. Śmiało można rzec, iż dzieje Śródziemia spowite są oparami dymu. Prawdopodobnie wynika to z zamiłowania do palenia fajki samego Profesora<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a></span><a href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"></a>. Znamy anegdotę z tym związaną: podczas wywiadu, którego udzielił w roku 1966, powiedzieć miał, iż “Every morning I wake up and think: good, another 24 hours&#8217; pipe-smoking.” Zresztą, drugi punkt prologu do <em>Władcy Pierścieni</em> nosi tytuł „Concerning Pipe-weed<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a></span>” i możemy się z niego dowiedzieć jak istotnym jest tytoń dla najcharakterystyczniejszej rasy Wolnych Ludów w Śródziemiu – hobbitów. Na marginesie, profesor Tolkien sam czuł się prawdziwie hobbitem<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></span>. Może ja też nim trochę jestem? Zwłaszcza, że Shire jest idylliczną krainą szczęśliwości dla każdego dystrybutysty.</p>
<p style="text-align: justify;">Najważniesze dzieło Tolkiena, <em>Władca Pierścieni</em>, oprócz tego, że jest książką wojenną i religijną (zdanie samego autora) stanowi, razem z <em>Hobbitem</em>, przykład literatury podróżniczej. Obaj Bagginsowie, Bilbo i Frodo, mają do pokonania poważny szlak nie tylko w wymiarze moralnym i duchowym ale i tym fizycznym. Obydwaj, obdarzeni barwną kompanią, pokonują leśne ostępy, przedzierają się przez góry i doliny, przekraczają rzeki i jeziora i obozują w każdych możliwych warunkach. A obozowanie nierozłącznie wiąże się z paleniem ognisk. Każdy kto lubi wyściubić nos za próg własnego domu i wyruszyć choć na chwilę w dzicz, wie jak cudownie jest usiąść przy ciepłym, pachnącym i strzelającym ogniu (zwłaszcza z fajką). Dobre ognisko angażuje bowiem wszystkie zmysły. Rozróżniamy dotykiem twardą i suchą korę od miękkiej i wilgotnej, wiemy która sprawi nam kłopot przy rozniecaniu płomienia. Czujemy woń runa leśnego, świeżość igliwia i niezapomniany zapach żywicy, czasem wedrze się do naszych nozdrzy drażniący siwy dym. Podziwiamy zapadający wśród drzew zmrok i ciemniejące barwy zieleni, brązów i szarości by w pewnej chwili rozświetlić ciemności błyskiem pomarańczowych, tańczących iskier. Słyszymy śpiew ptaków, szum koron drzew i pęknięcia gałęzi pod stopami, czasem odezwie się jakiś dziki zwierz. Pod wieczór słychać zaś głębokie buczenie ognia i syk parujących bierwion, od czasu do czasu pęknie od żaru szyszka i przebudzi wszystkich obozowiczów z błogiego letargu. Rano z dobrze zabezpieczonego popiołu wyciągnąć możemy przepyszne pieczone ziemniaki, które z nadzieją nadciągającego śniadania umieściliśmy w dogasającym ognisku (każdy hobbit pamięta z wyprzedzeniam o posiłku).</p>
<p style="text-align: justify;">I tak samo jest z fajką. Kiedy chcemy rozpocząć rytuał palenia, musimy się doń odpowiednio przygotować i nastroić. Mam czasem skojarzenie sakralne, kiedy myślę o paleniu fajki i całym związanym z tym anturażu, przyrównując ją do kadzielnicy kościelnej. Porównywanie fajeczki do ołtarza byłoby już przesadą i nadużyciem, ale czyż starotestamentowe ołtarze nie służyły do składania ofiar całopalnych na woń miłą Panu Bogu? No bo przecież pierwsze uchwycenie w palce rzeźbionej główki ma na celu sprawdzenie jej temperatury, czy fajka zdążyła „odpocząć” od ostatniego użytkowania, oraz czystości. Niczym ministrant szykujący przyrząd do Mszy Świętej, musimy nasz przedmiot oczyścić z nadmiaru nagaru, wymienić filtr węglowy, sprawdzić dociśnięcie ustnika do cybucha i przygotować ubijak do tytoniu. Sięgamy po fajkowe ziele, które fabrycznie najczęściej pakowane jest w paczki wyściełane od wewnątrz srebrną lub złotą folią, znowu dość liturgiczne barwy. Każdy gatunek tytoniu ma własne wymagania co do sposobu ubicia go w główce fajki. Jedne lubią gęste zbicie, inne smakują najlepiej palone luźno, wystając trochę ponad krawędź. Niektóre tytonie warto nawet zwijać w małe, kulkowate kłębki i tak układać w fajce. Wreszcie, gdy „sprzęt jest załadowany” można sięgnąć po zapałki. Tak, zawsze odpalamy drewnem, bądźmy poważni. Wyobrażamy sobie postać podpalającą sześć ołtarzowych świec liturgicznych przed Mszą Świętą solenną<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a></span>. Specyficzny szelest drewienek w kartonowym pudełku poprzedza syk płonącej siarkowej główki. Przykładamy ognik do fajki i wtedy w powietrze wzbija się pierwsza chmurka dymu. Smak wypełnia jamę ustną, delikatny szelest żarzącego się tytoniu łaskocze uszy i nozdrza a pod przymkniętymi powiekami i na granicy marzeń słyszymy:<em> „Incensum istud a te benedictum ascendat ad te, Domine: et descendat super nos misericordia tua</em><span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a></span><a href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"></a>.” I od tej chwili trwamy sam na sam z naszym bardzo osobistym ogniskiem. Możemy śmiało, w zaciszu własnego domu, siąść przy ogniu i myśleć o wszystkim, cośmy widzieli. O kwiatach na łące, o motylach i letnich upałach, które przeminęły<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a></span><a href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"></a>. Aż w końcu drewno zaczyna delikatnie parzyć w dłonie i czujemy, że czas misterium się skończył. Ponad wielkim, żeliwnym naczyniem uderzamy kilkakrotnie nadgarstkiem w główkę fajki i obserwujemy opadające resztki popiołu. „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie jest wcale przesadą tak jednoznacznie religijne skojarzenie związane z paleniem fajeczki. Tym bardziej dla dystrybucjonisty. Gilbert Keith Chesterton i Hilaire Belloc, „ojcowie założyciele” myśli dytrybutystycznej, jak przystało na angielskich dżentelmenów, nie ustępowali Profesorowi w spożyciu fajkowego tytoniu. Szara eminencja dystrybutyzmu<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a></span>, papież Leon XIII, co prawda gustował w tabace, ale nie wiemy czy nie zdarzyła mu się przygoda fajkowa.</p>
<blockquote><p><strong>Widzimy wprost, że fajka – katolicka to rzecz. Także w wymiarze materialnym. Dystrybucjonista spojrzy na przedmiotowe narzędzie na własny sposób. Wyobrazi sobie wprawionego rzemieślnika, który z pietyzmem przemienia nic nie znaczący kawałek drewna w piękną fajkę, umieszczając w produkcie część samego siebie. Zresztą budulcem nie musi być drzewo. Przepiękne fajki produkuje się także z gliny, pianki morskiej, kamienia, szkła i najrozmaitszych innych materiałów. Posiadałem kiedyś taką piankową fajeczkę z ustnikiem z bursztynu, bardzo marynarska robota. I niezwykle artystyczna. </strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">A ziele? Dotyka istoty pracy z ziemią. Maleńkie ziarenka zasiane na płytkiej tacuszce w połowie kwietnia dorastają w ciągu tygodnia do wysokości 1-2 centymetrów i pikowane są do doniczek. Około 10 czerwca roślinki, które teraz mają wysokość 8-10 centymetrów i posiadają 6-8 liści, umieszcza się w ziemi. Już po tygodniu hodowca spulchnia glebę wokół dobrze rosnących sadzonek i odrzuca słabe okazy. Następnie sytuacja się powtarza. Około 15 lipca 30-centymetrowe krzaczki tytoniu zaczynają wyścig ku słońcu. Od końca lipca, aż do września, trwają zbiory owoców ziemi i ludzkiej pracy. To nie koniec jednak. Teraz liście należy poprawnie osuszyć, dbając o odpowiednią wilgotność powietrza<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a></span><a href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"></a>. Lato się kończy, przychodzą deszcze, można wykorzystać naturę i suszyć tytoń pod wiatą na świeżym powietrzu. Tak przygotowane liście poddać należy fermentacji. Wesoły gospodarz (być może imieniem Hamfast<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a></span>) delikatnie rozkłada na stole tytoń i przygotowuje ciepłą wodę z dużą łyżką miodu. Gromadka dzieci, może przyszłych hodowców, przygląda się jak ojciec skrapla liście, układa je jeden na drugim i zwija w rulony po kilka sztuk. Takie zawiniątka zabezpiecza papierem do pieczenia i wkłada do pieca, ogrzanego do temperatury 65 stopni Celsjusza, na trzy i pół godziny. Całą operację powtarza czterokrotnie. Wreszcie sfermentowany tytoń kroi się w cieniutkie paski i spakowawszy zawozi, np. pod adres Northmoor Road 20 w Oxfordzie<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></span>. W tytoniu widać i czuć dystrybucjonistyczne wartości ziemi, pracy i czasu. Połączone z szacunkiem do przyrody i środowiska naturalnego.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/fredegar-bolger-hobbit-ktory-pozostal-chestertonowskie-poczucie-patriotyzmu-wsrod-ludu-shire/"><span style="color: #9c2922;">Fredegar Bolger. Hobbit, który pozostał. Chestertonowskie poczucie patriotyzmu wśród ludu Shire</span> </a></strong></span></p>
<p style="text-align: justify;">Palenie fajki to coś więcej niż pospieszne rozpalanie śmierdzącego papierosa na przystanku autobusowym w nerwowym oczekiwaniu na transport publiczny. Każdy element rytuału palacza jest ważny, do każdego można dopasować nieskończoną gamę skojarzeń, wzniosłych i trywialnych. Paląc fajkę jednoczyć się możemy z naszymi bohaterami, tak rzeczywistymi jak i fikcyjnymi, we wspólnocie fajczarzy. Nie musimy, myśląc o fajce, wyobrażać sobie potężnej, dymiącej główki, wystającej spod sumiastych wąsów i gęstej brody starego wilka morskiego. Choć i to skojarzenie może miłośnik Tolkiena przyjąć z uśmiechem. Czyż najsłynniejsi fajczarze wśród hobbitów, Frodo i Bilbo Bagginsowie, nie odbyli koniec końców wyprawy morskiej „na skraj świata”? Nie wierzę żeby w czasie jej trwania nad elfickim okrętem nie uniosły się z dwóch bardzo osobistych ognisk wesołe kłęby Starego Toby’ego<span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></span><a href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"></a>. No proszę, zacząłem te rozważania odniesieniem do Armii Czerwonej, poprzez literaturę fantastyczną Tolkiena i skojarzenia z ars celebrandi Kościoła Katolickiego dotarłem do dystrybucjonizmu, po czym wróciłem do Profesora. <em>Tam i z powrotem.</em></p>
<p><sub><em>Grafika: Creative Commons CC BY 3.0</em></sub></p>
<p>_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1</a> Fragment piosenki rosyjskiej pt. Когда мы были на войне (pol. Kiedy byliśmy na wojnie). Tłumaczyć go można następująco: „Ja nie myślałem o niczym, ja nie myślałem o niczym, ja tylko paliłem fajeczkę z tureckim gorzkim tytoniem.”</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2</a> Tak „w towarzystwie” mówi się o Tolkienie.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a> Pol. „Co się tyczy fajkowego ziela.”</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4</a><span lang="en-US"> “I am in fact a Hobbit (in all but size).” </span>Z listu nr 213 do Deborah Webster (1958).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5</a> Najpiękniejszy z trzech modeli Mszy Świętej w nadzwyczajnej formie Rytu Rzymskiego. Charakteryzuje się, m.in. sześcioma płonącymi świecami, pełną asystą liturgiczną i okadzeniem ołtarza.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6</a> Formuła okadzenia wypowiadana przez kapłana w czasie Ofiarowania: To kadzidło, któreś pobłogosławił, niech się wzniesie ku Tobie, Panie, a na nas niech zstąpi miłosierdzie Twoje.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7</a> Początek wierszo-piosenki “I Sit Beside the Fire and Think” śpiewanej prez Bilba Bagginsa w Rivendell 24 gudnia 3018 roku Trzeciej Ery, na dzień przed wyruszeniem z Imladris Drużyny Pierścienia.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8</a> Leon XIII jest autorem encykliki <i>Rerum Novarum</i>, która wraz z <i>Quadragesimo Anno</i>, stanowiła fundament Katolickiego Nauczania Społecznego, będącego podstawą dystrybucjonizmu.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9</a> Min. 70%</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10</a> Hamfast Gamgee, mistrz zielarski i ogrodniczy w Shire, bohater powieści Władca Pierścieni.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11</a> Oksfordzki adres J.R.R. Tolkiena</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12</a> <i>Old Toby </i>to nazwane imieniem Tobolda Hornblowera ziele fajkowe, szczególnie cenione przez hobbitów w Shire.</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/ognisko-bardzo-osobiste-tolkienistyczno-dystrybutystyczne-rozwazania-o-paleniu-fajkowego-ziela/">Ognisko bardzo osobiste. Tolkienistyczno-dystrybutystyczne rozważania o paleniu fajkowego ziela</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Poddany i obywatel. Szlachcica polskiego przygotowanie do sejmikowania. Studium przypadku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/poddany-i-obywatel-szlachcica-polskiego-przygotowanie-do-sejmikowania-studium-przypadku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 Jul 2022 14:50:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[narodów]]></category>
		<category><![CDATA[obojga]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[sejmik]]></category>
		<category><![CDATA[sejmiki]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[szlachta]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=4941</guid>

					<description><![CDATA[<p>Król Polski Jan III zmarł w Wilanowie 17 czerwca 1696 roku. Pozostawił losy Rzeczpospolitej Obojga Narodów w rękach jej klasy władczej – szlachty. Funkcjonujący wówczas ustrój monarchii mieszanej, w wyidealizowany sposób przedstawiony światu przez Wawrzyńca Goślickiego w dziele „De optimo senatore libri duo” w 1568 roku, stawiał stan szlachecki w pozycji uprzywilejowanej w państwie polsko-litewskim. [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/poddany-i-obywatel-szlachcica-polskiego-przygotowanie-do-sejmikowania-studium-przypadku/">Poddany i obywatel. Szlachcica polskiego przygotowanie do sejmikowania. Studium przypadku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 20</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">Król Polski Jan III zmarł w Wilanowie 17 czerwca 1696 roku. Pozostawił losy Rzeczpospolitej Obojga Narodów w rękach jej klasy władczej – szlachty. Funkcjonujący wówczas ustrój monarchii mieszanej, w wyidealizowany sposób przedstawiony światu przez Wawrzyńca Goślickiego w dziele „De optimo senatore libri duo” w 1568 roku, stawiał stan szlachecki w pozycji uprzywilejowanej w państwie polsko-litewskim. Każdy szlachcic bowiem był potencjalnym posłem sejmowym, czy też sejmikowym. Czy polski „pan brat” przygotowany był jednak rzeczywiście do sprawowania władzy? A może popularny stereotyp o „głupim slachciurze”, pieniaczu i gburze, który swoją ignorancją i głupotą zaprowadził I Rzeczpospolitą do zguby ma odzwierciedlenie w rzeczywistości?</p>
<p align="JUSTIFY">Kwestia republikańskich zgromadzeń w postaci sejmików szlacheckich, a zwłaszcza jednego z nich, jest podstawą źródłową dla niniejszego opracowania. Na podstawie akt sejmiku przedkonwokacyjnego, który zebrał się w Środzie (Wielkopolskiej) dnia 27 lipca 1696 roku, postaram się przedstawić erudycję polskiego szlachcica uczestniczącego czynnie w życiu sejmikowym w II połowie XVII stulecia. Wziąwszy pod uwagę miejsce odbycia się przedmiotowego sejmiku, oczywiste jest położenie większego nacisku na wielkopolski aspekt badań. Zgromadzenie, o którym mowa, pozostawiło po sobie wspaniały materiał źródłowy, który opracowany przez Profesora Michała Zwierzykowskiego w książce pt. „Akta sejmikowe województw poznańskiego i kaliskiego. Lata 1696-1732”, posłużył za podstawę do badania zagadnienia.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY">Samorząd sejmikowy Rzeczypospolitej szlacheckiej nie stworzył prawie żadnych trwałych elementów organizacyjnych, jak na przykład stała siedziba, aparat urzędniczy, czy archiwa sejmikowe. Skutkowało to chaosem dokumentacyjnym, objawiającym się niekiedy jeszcze w czasie trwania sejmiku. Dokumenty, po utracie przez nie ważności, rozmywały się w stosach innych materiałów kancelaryjnych, nierzadko trafiając także w prywatne ręce. Sprawia to, że poszukiwanie i badanie takiej dyplomatyki nastręcza badaczowi wiele problemów. Całość dokumentacji sejmikowej można podzielić na cztery grupy. W pierwszej znajdują się dokumenty, które docierały na sejmik z zewnątrz (uniwersały, instrukcje królewskie, listy wierzytelne, listy korespondencyjne, inne dokumenty informacyjne na żądanie sejmiku), w drugiej te przez zgromadzenie wytworzone (lauda, instrukcje sejmowe lub poselskie, z rzadka teksty mów sejmikowych, rozmaite kontrakty, korespondencja wychodząca). Trzecią grupę tworzy dokumentacja powstała już po sejmiku, często na jego polecenie (manifesty, protestacje, sprawozdania z delegacji). Czwarta grupa zawiera w sobie dokumentację nie będącą stricte sejmikową, ale posiadającą dużą wartość poznawczą o nim. Chodzi tu głównie o prywatną korespondencję, informacje gazetowe czy zawartość dzienników prywatnych. Mając na uwadze specyfikę regionu wielkopolskiego należy w tym miejscu wspomnieć o Komisji Skarbowej Poznańskiej – organie wykonawczym sejmiku o rozbudowanych strukturach i kompetencjach. Posiadając własne archiwum, pieczęć i personel kancelaryjny, Komisja stworzyła wiele dokumentów o dużej wartości poznawczej.</p>
<p align="JUSTIFY">Sejmik przedkonwokacyjny w Środzie z 27 lipca 1696r., będący przedmiotem badań niniejszego opracowania, pozostawił po sobie akta sejmikowe w postaci szesnastu dokumentów (wiemy, że nie jest to całość dokumentacji, niektórych nie odnaleziono). Składają się na nie uniwersał zwołujący sejmik, pięć listów, trzy mowy, laudum, instrukcja, fragment protestacji, odpowiedź na poselstwo oraz trzy teksty informacyjne pochodzące ze źródeł nie związanych z sejmikiem. Ponieważ powyższe zestawienie składa się z różnorodnych elementów, których autorami są członkowie stanu szlacheckiego i duchowieństwa, pochodzący zarówno spośród szlachty średniej, jak i senatorowie, czy nawet książęta, uważam owo zestawienie za reprezentatywne przy badaniu erudycji wielkopolskiej szlachty sejmującej. Ponieważ niektóre dokumenty są sporządzone kolegialnie (np. laudum), lub nie znamy ich sporządcy, będą one badane wspólnie z pominięciem autora. Każdy inny dokument, wchodzący w skład szesnastu wymienionych wcześniej, opracowany zostanie oddzielnie. Osobno przedstawię rys autora tekstu i zanalizuję sam dokument pod względem treści.</p>
<p align="JUSTIFY">Nie ma tu niestety na to miejsca ani nie jest przedmiotem niniejszego tekstu omówienie ogólnego zarysu ideałów edukacyjnych doby końca XVII stulecia, oraz dostępnych szlachcie możliwości kształcenia się. Czytelnik zainteresowany tym zagadnieniem powinien sięgnąć po „Ideały edukacyjne doby staropolskiej. Stanowe modele i potrzeby edukacyjne szesnastego i siedemnastego wieku” autorstwa Doroty Żołądź. Badaczka powołuje się oczywiście na wiele innych publikacji i autorów, ale jej synteza w sposób kompletny i zwięzły prezentuje przedmiotowe zagadnienia.</p>
<p align="JUSTIFY"><b>Wybrani przedstawiciele polskiej szlachty sejmującej i akta sejmikowe</b></p>
<p align="JUSTIFY">Zgodnie z zapowiedzią we wstępie, omówione zostaną poszczególne osoby będące autorami tekstów źródłowych dotyczących sejmiku przedkonwokacyjnego w Środzie z 27 lipca 1696 roku. W miarę możliwości zaprezentowana i oceniona zostanie ścieżka wykształcenia danych postaci. Pod uwagę zostanie wzięta także treść samych akt sejmikowych.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>1. Uniwersał prymasa Michała Radziejowskiego, zwołujący sejmiki przedkonwokacyjne (Warszawa, 27.06.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>2. List prymasa Michała Radziejowskiego do sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego (Warszawa, 10.07.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Michał Stefan Radziejowski (1645-1707) herbu Junosza, był synem podkanclerzego Hieronima Radziejowskiego i Eufrozyny Tarnowskiej. W pierwszym okresie życia został de facto sierotą, jego ojciec został bowiem wygnany z kraju a matka zmarła. Michała wraz z rodzeństwem stryj Mikołaj oddał na dwór królewski, gdzie wychowywał się pod opieką królowej Ludwiki Marii, żony króla Władysława IV, później Jana Kazimierza. Radziejowski kształcił się w kolegiach jezuickich w Rawie i Paryżu, studiował też w Pradze i Rzymie, gdzie przyjął święcenia kapłańskie. U boku hetmana, a następnie króla Jana III zdobywał kolejne szczeble kariery kościelnej i politycznej. Nominowany na kardynała 02.09.1686 r. Król mianował Radziejowskiego arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski 21.05.1687 r., nominacja została zatwierdzona przez papieża 17.05.1688 r. Po śmierci króla 17.06.1696 r., postanowił opowiedzieć się za kandydaturą najstarszego syna zmarłego monarchy, Jakuba Sobieskiego.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Jak łatwo można zauważyć Michał Radziejowski odebrał bardzo dobre wykształcenie zarówno szkolne, jak i pozaszkolne. Pochodzenie senatorskie, a co za tym idzie, majątek z pewnością ułatwił przyszłemu prymasowi edukację od początku życia. Choć pozbawiony możliwości kształcenia domowego, Michał wyrastał w otoczeniu dworu królewskiego Wazów. Następnie uczył się w szkołach jezuickich w Polsce i Francji, jeżeli dodamy do tego późniejsze studia za granicą, ukazuje nam się pokaźny szlak peregrynacyjny. Nie bez znaczenia jest fakt współpracy z hetmanem Janem Sobieskim, gdyż musiała ona zawierać pewne elementy służby wojskowej i publicznej, zwłaszcza po elekcji Sobieskiego na króla Polski.</strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">O klasycznym wykształceniu Michała Radziejowskiego świadczą także omawiane, sporządzone przez niego na sejmik średzki teksty. W uniwersale pisze na temat Jana III, że w trakcie wojny „postradali: iam subiugandae Domitorem Agamemnonae Troiae”. Porównanie króla Polskiego do „zdobywcy Troi” musiało wziąć się ze znajomości literatury klasycznej. Dalej prymas nawołuje szlachtę, aby porzuciła wzajemne niesnaski na czas sejmiku „przykładem Spartańskiej Rzeczypospolitej, która utraciwszy walecznego ad Thermopylas wodza, zgodą zobopólną publicum vulnus uleczyła”. Tu z kolei zauważamy znajomość historii antycznej, choć pewnie w typowej dla epoki, zmitologizowanej wersji. Zarówno uniwersał jak i list prymasa do sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego pełne są łacińskich wtrąceń i zwrotów, co nie jest niezwykłe w kontekście staropolskiego języka wyższych sfer, ale także dowodzi znajomości tego języka przez autora. W zbiorze akt sejmikowych sejmiku średzkiego z 27.07.1696 r. znajduje się jeszcze fragment listu Michała Radziejowskiego do biskupa płockiego Andrzeja Chryzostoma Załuskiego, ale jest on bardzo krótki, więc nie zostanie wzięty pod uwagę.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>3. List Stanisława Herakliusza Lubomirskiego marszałka wielkiego koronnego i Hieronima Augustyna Lubomirskiego podskarbiego wielkiego koronnego na sejmiki przedkonwokacyjne (Warszawa, 10.07.1969 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Stanisław Herakliusz Lubomirski (1642-1702) herbu Szreniawa. Urodzony jako syn Jerzego Sebastiana Lubomirskiego i Konstancji z Ligęzów, był bratem Hieronima Augustyna oraz jeszcze dwójki rodzeństwa. W latach 1660-1662 peregrynował pod opieką poety Sebastiana Cefalego, odwiedzając Francję, Hiszpanię, Włochy i Austrię. W 1667 roku posłował na sejm, natomiast w latach 1676-1702 sprawował urząd marszałka wielkiego koronnego. Współcześni mu nazywali go &#8222;mądrym marszałkiem&#8221; i &#8222;polskim Salomonem&#8221;. Znany jako mecenas sztuki ufundował klasztor Bernardynów w Warszawie, był właścicielem Łazienek i Puław. Polska zawdzięcza mu sprowadzenie znanego architekta – Tylmana z Gameren.</p>
<p align="JUSTIFY">Augustyn Lubomirski (ok. 1647-1706) herbu Szreniawa. Młodszy brat Stanisława Herakliusza. Początkowo uczył się w domu. W 1658 r. rozpoczął naukę w szkole pijarów w Rzeszowie. Od 1660 r. piastował godność opata komendatoryjnego benedyktynów w Tyńcu. W roku 1663 rozpoczął naukę na włoskim uniwersytecie w Padwie, poświęcił się zwłaszcza językom obcym. Wstąpił do zakonu Joannitów, następnie przebywał w klasztorze tynieckim. W 1668 podróżował do Rzymu, fundował pijarskie kolegium w Rzeszowie. Wkrótce potem poświęcił się służbie wojskowej. W jej czasie przebywał m. in. w Mołdawii, Austrii, Czechach, na Węgrzech. Posłował wielokrotnie na sejm polski. W roku 1692 otrzymał urząd podskarbiego wielkiego koronnego, w roku 1695 starostwo ryczywolskie, a także bohusławskie i kozienickie.</p>
<p align="JUSTIFY">Obaj bracia Lubomirscy wywodzili się z potężnego magnackiego rodu polskiego. Obaj też z czasem dostąpili godności senatorskich, Stanisław marszałka w.k. a Hieronim podskarbiego w.k. Tak jeden jak i drugi odbyli zagraniczne podróże edukacyjne, odwiedzając po kilka krajów Europy. Hieronim poszerzył jeszcze owo zagraniczne doświadczenie służąc w wojsku poza granicami Rzeczypospolitej. Od razu warto zauważyć zatem kształcącą służbę wojskową, a także aktywność polityczną braci Lubomirskich. Nie bez znaczenia dla edukacji Stanisława jest z pewnością towarzystwo poety Sebastiana Cefalego podczas peregrynacji, prawdopodobnie wpłynęło ono później na literackie i kulturalne zainteresowania magnata. Biorąc pod uwagę oczywiste wykształcenie klasyczne, piastowane urzędy i pozycję braci można śmiało przypuszczać, że Lubomirscy regularnie podtrzymywali tradycję samokształcenia się. Twierdzę, że Stanisław Herakliusz i Hieronim Augustyn byli ludźmi bardzo dobrze wykształconymi.</p>
<p align="JUSTIFY">Tekst listu Lubomirskich, skierowanego na sejmiki przedkonwokacyjne (na temat majątku po zmarłym królu), w mojej ocenie nie zawiera żadnych rzucających się w oczy dowodów ponadprzeciętnego wykształcenia autorów. Oczywiście pełno w nim łacińskiej terminologii i dyplomatycznych zwrotów, ale ze względu na swój oficjalny charakter wydaje się to naturalne.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>4. List królowej wdowy Marii Kazimiery Sobieskiej na sejmiki przedkonwokacyjne (Warszawa, 12.07.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Maria Kazimiera Franciszka d’Arquien de la Grange (1641-1716) urodziła się w Nevers, jako córka Henryka d’Arquien i Franciszki de la Chatre . Od najmłodszych lat przebywała w otoczeniu Marii Gonzagi de Nevers, (królowej Polski Ludwiki Marii), która sprowadziła ją do Polski w 1652 r. (albo 1653). Podobno w roku 1648 królowa odesłała Marysieńkę do Nevres, gdzie miała kształcić się w szkole sióstr urszulanek by następnie służyć u hrabiny Maligny dla nabrania ogłady towarzyskiej. Maria Kazimiera całe życie lepiej mówiła po francusku niż po polsku, choć jego większość spędziła w Rzeczypospolitej. Nie ulega wątpliwości, że całe dzieciństwo przebywała pod opieką obcych. W roku 1658 wyszła za Jana Zamoyskiego, było to elementem planów politycznych królowej. Od 1659 r. Maria Kazimiera nawiązała bliższe kontakty z Janem Sobieskim, by w roku 1661 zwieńczyć je ślubami miłości w kościele Karmelitów. Marysieńka pozostawała pod wpływem otoczenia dworskiego i magnackiego. Niedługo po śmierci Zamoyskiego Maria Kazimiera wyszła za Jana Sobieskiego (lipiec 1665). Po śmierci królowej Ludwiki Marii, Marysieńka wyjechała w roku 1667 do Paryża, gdzie urodziła syna Jakuba. Wielokrotnie odwiedzała jeszcze rodzinną Francję. W 1674 r. faktem stała się elekcja Jana Sobieskiego i Maria została królową Polski. Była zaangażowana w działalność kościoła katolickiego i chętnie włączała się w procesy fundacyjne, ale nie miała w sobie fanatyzmu. Przywiązywała wielką wagę do etykiety, jednak nie była z nią należycie obeznana. Lubiła muzykę (grała na klawicymbale) i interesowała się malarstwem batalistycznym oraz portretowym, choć mecenasem sztuki się nie stała. Wykazywała duży zmysł gospodarczy i ekonomiczny, ale trudno doszukiwać się wykształcenia królowej w tej materii.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Najważniejszą kwestią, którą należy wziąć pod uwagę przy analizowaniu postaci Marii Kazimiery jest jej płeć. Etos wykształcenia i modele wychowania zgodne z nurtem epoki dotyczyły mężczyzn. Marysieńce, o ile wiadomo, udało się jednak zrealizować niektóre jego elementy. Nauka w szkole klasztornej sióstr urszulanek i służba u ciotki – hrabiny z pewnością stanowiły solidną podstawę edukacyjną Marii. Fakt, że znamy jej korespondencję potwierdza, iż radziła sobie z piórem. Nigdy nie opanowała należycie języka polskiego, ale z pewnością rozumiała treść listów, które otrzymywała w języku znad Wisły. Może to świadczyć także o niewielkim zainteresowaniu Marysieńki nauką języków obcych w ogóle. </strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Nie ma wątpliwości, że w Janowi III nie dorastała intelektualnie do pięt, ale wieloletnie obycie dworskie i gospodarzenie najpierw w dobrach Zamoyskiego, później Sobieskiego musiało pozostawić po sobie konkretne umiejętności i doświadczenie. Prawdopodobnie Maria Kazimiera była też osobą inteligentną i bystrą, co potwierdza prowadzona przez całe życie na wielu frontach gra polityczna i dynastyczna, z której wyszła zwycięsko. Jasności umysłu królowej dowodzi też łatwość w posługiwaniu się subtelnym kodem w korespondencji z Sobieskim i fakt, że nigdy nie dała się złapać.</p>
<p align="JUSTIFY">W liście, który królowa wdowa wystosowała na sejmiki przedkonwokacyjne nie występuje żadne wtrącenie, czy zwrot łaciński. Może to świadczyć o braku znajomości języka klasycznego, a co za tym idzie, humanistycznego wykształcenia. List jest sporządzony po polsku, może więc chciała Marysieńka przypodobać się szlachcie ostentacyjną polszczyzną. Była jednak już wówczas uważana za najbardziej polską z zagranicznych królowych, więc to mało prawdopodobne. Tekst jest raczej prosty w treści i dość krótki, nie doszukałem się w nim więcej potwierdzeń erudycji królowej, lub jej braku.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>5. List królewiczów Sobieskich na sejmiki przedkonwokacyjne (Warszawa, 12.07.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Jakub Ludwik Sobieski (1667-1737) herbu Janina urodził się w Paryżu. Jego matka – Maria Kazimiera Sobieska wyjechała do Francji celem ratowania zdrowia, starała się wówczas także wystarać na dworze Burbonów o poparcie w Rzeczypospolitej stronnictwa profrancuskiego. Rodzicami chrzestnymi Jakuba zostali król Francji Ludwik XIV i królowa Anglii Henryka Maria, na cześć których otrzymał imiona Ludwik i Henryk. Trzecie imię odziedziczył po dziadku Jakubie Sobieskim. Po powrocie do Polski ojciec – Jan Sobieski, zmienił imię syna na Jakub Ludwik. Zajęty prowadzeniem wojen ojciec nie mógł bezpośrednio zajmować się synem, ten więc całe dzieciństwo spędził pod opieką matki (Jan pisał jednak do syna piękne listy). Po elekcji ojca w 1674 r. królewicz Jakub wszedł w tryby snutych przez rodziców planów dynastycznych, kariera urzędnicza została dla niego, jako królewicza, zamknięta. Towarzyszył także Janowi III w wyprawach wojennych i zastępował go w czasie rad senatu (w imieniu króla przyjmował na przykład posłów z zagranicy). Brał Jakub Ludwik czynny udział w największych zwycięstwach króla w 1683 r. pod Wiedniem i sam prowadził w roku 1687 wyprawę na Kamieniec Podolski.</p>
<p align="JUSTIFY">Aleksander Benedykt Sobieski (1677-1714) herbu Janina urodzony w Gdańsku był młodszym bratem Jakuba Ludwika. Ojcem chrzestnym chłopca został papież Innocenty XI. Matka chciała zacząć kształcić syna od szóstego roku życia, ale ani Aleksander, ani jego ojciec się nie zgodzili. Nieco później więc, wraz z młodszym bratem Konstantym rozpoczęli staranną edukację. W Krakowie, pod kierunkiem Marcina Winklera chłopcy uczyli się retoryki. Od 1685 r. wpływowy jezuita Maurycy Vota zajął się nauką Sobieskich, przekazał chłopcom podstawy historii, polityki i geografii na podstawie poszczególnych państw Europy. Następnie preceptorem Aleksandra Benedykta i Konstantego Władysława został Remigian Suszycki, prawnik i filozof. Podobno sposób nauczania Suszyckiego był surowy i nie animował uczniów do aktywności ponadprogramowej. Następnie, za sprawą Françoisa Charlesa Hocquarta i kawalera de Neufmaison chłopcy nauczyli się teorii wojskowej i inżynierii. Edukacji dopełniło pielęgnowanie umiejętności tańca oraz francuskiej i włoskiej sztuki konwersacji. Król Jan III, podobnie jak jego ojciec, sporządził dla młodszych synów instrukcję wychowawczą. Zawierała ona pełen wykaz obowiązkowych zajęć, zakres umiejętności do przyswojenia czy listę lektur. Ostatnim elementem edukacji królewicza Aleksandra był jego udział w wyprawie mołdawskiej w roku 1691. Do końca życia pozostał miłośnikiem sztuki, zwłaszcza teatru.</p>
<p align="JUSTIFY">Konstanty Władysław Sobieski (1680-1726) herbu Janina urodzony w Warszawie był najmłodszym synem króla Jana III i królowej Marii Kazimiery, oraz bratem królewiczów Jakuba i Aleksandra. W wieku lat pięciu (1685 r.) jego ojciec wydał instrukcję edukacyjną, która zdeterminowała jego wychowanie. Kształcił się wraz z bratem Aleksandrem Benedyktem, co zostało już opisane wcześniej. Konstanty uczył się języka francuskiego wraz z siostrą, Teresą Kunegundą od sekretarza królewicza Jakuba – Francuza . Niestety ów pedagog nie spełnił swojej roli należycie i rodzeństwo nigdy nie posiadło umiejętności swobodnego porozumiewania się w rodzimym języku ich matki, do czego przyznali się dopiero w dorosłości. Zarówno Aleksander Benedykt jak i Konstanty Władysław odbyli na przełomie lat 1696/1697 podróż do Francji, którą można uznać za peregrynację, ale nastąpiło to już właściwie w wieku dorosłym.</p>
<p align="JUSTIFY">Jak łatwo zauważyć cała trójka królewiczów Sobieskich otrzymała wykształcenie, ale dwóch najmłodszych wyraźnie przewyższa pod tym względem najstarszego Jakuba Ludwika. Być może było tak za sprawą trudnego dla obojga rodziców okresu młodości ich pierworodnego. Jakuba nie objęła także właściwie instrukcja edukacyjna Jana III. Wychowanie dworskie, wyjazdy zagraniczne oraz zwłaszcza praktyka wojskowa i polityczna z pewnością pozwoliły najstarszemu z braci Sobieskich czuć się intelektualnie swobodnie w towarzystwie stanem sobie równych. Obaj najmłodsi królewicze mieli za to wszelkie instrumenty aby błyszczeć wykształceniem w dowolnym miejscu. Posiedli rozległą wiedzę z wielu dziedzin, popartą praktyką i wyłożoną w sformalizowany sposób. Nie odebrali jednak nauk w żadnej instytucji. Wziąwszy pod uwagę późniejszą peregrynację, można uznać, że przeszli wszystkie możliwe formy wykształcenia pozaszkolnego. W tej beczce miodu znajduje się jednak łyżka dziegciu. Wspomniany surowy charakter wykładów sprawił, że chłopcy nigdy nie wyrobili w sobie silnego charakteru i woli inicjatywy naukowej. Aleksander Benedykt nie sporządzał dziennika wypraw z wyjazdu do Mołdawii, co było tradycją Sobieskich. Najmłodszy Konstanty Władysław nie posiadł w młodości języka francuskiego i później sam nie wykazał woli dokształcenia się. Jakub Ludwik nie udźwignął porażki w walce o tron Polski i zmarł jako dość zgorzkniały człowiek, co również nie dowodzi mocy jego charakteru. Pomimo tych niedoskonałości bracia Sobiescy są jednymi z najświatlejszych postaci w omawianym zestawieniu.</p>
<p align="JUSTIFY">List królewiczów na sejmiki przedkonwokacyjne jest dość typowy. Język polski przeplata się z łaciną i obfituje w zwroty formalne i grzecznościowe. Pisząc o śmierci swojego ojca Sobiescy zwracają uwagę, że żałoba, którą odbywają jest „cięższa i grubsza nad cymmeryjskie cienie”. Jest to zapewne odwołanie do elegii XV Jana Kochanowskiego pt. „Do Pawła”, królewicze musieli więc być zaznajomieni z rodzimą poezją polską.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>6. List Stanisława Jana Jabłonowskiego kasztelana krakowskiego, hetmana wielkiego koronnego na sejmiki przedkonwokacyjne (Lwów, 14.07.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Stanisław Jan Jabłonowski (1634-1702) herbu Prus III urodził się w Łuczy, był synem miecznika koronnego Jana Stanisława Jabłonowskiego i Anny Ostroróg. Był hetmanem wielkim koronnym od 1682 roku, dziesięć lat później został także kasztelanem krakowskim. Po śmierci Jana III starał się o rękę Marii Kazimiery i tron polski. Odbył studia w Akademii Krakowskiej, później także w Paryżu, gdzie zgłębiał wiedzę z dziedziny fortyfikacji i inżynierii wojennej. Od czasów króla Jana Kazimierza brał czynny udział we wszystkich wojnach jakie prowadziła Rzeczpospolita. Zasłynął jako jeden z najwybitniejszych wodzów polskich.</p>
<p align="JUSTIFY">Szlachetne pochodzenie zarówno po mieczu jak i po kądzieli każe przypuszczać, że hetman Jabłonowski odebrał przynajmniej podstawowe wykształcenie w okresie wczesnej młodości. Dowodzi tego także fakt odbycia studiów na najlepszej polskiej wszechnicy, a później także peregrynacja do Francji. Późniejsza kariera senatorska (wojewoda ruski od 1664 r. i kasztelan krakowski od 1692 r.), następnie wojskowa (hetman p.k. od 1676 r. i hetman w.k. od 1683 r.) i wielkie sukcesy w czasie jej trwania świadczą o tym, że Stanisław Jan Jabłonowski był postacią nieprzeciętną. Uważam, że można zaliczyć go do grona wykształconej szlachty sejmującej.</p>
<p align="JUSTIFY">List Jabłonowskiego do szlachty zebranej na sejmikach przedkonwokacyjnych posiada wszystkie cechy typowe dla tego typu dyplomatyki. Łacina tradycyjnie uzupełnia język polski, adresat zbiorowy określony jest zawsze kwiecistym zwrotem grzecznościowym. Ten akurat dokument dotyczy spraw wojska i jego zaopatrzenia, więc autor skupia się na zagadnieniach militarnych. Zmarłego króla określa obrońcą ojczyzny, podkreśla jego zwycięstwa i zaznacza, że dla chrześcijaństwa Jan III był „antemurale suum”. Jabłonowski zwraca uwagę szlachty na potrzeby wojska stacjonującego na Wołoszczyźnie i Podolu, określając jego położenie jako „Herculeum labor”. Od razu rzuca się w oczy znajomość hetmana popularnego mitu antycznego o pracach Heraklesa. Warta zauważenia jest też szczegółowość z jaką określa Jabłonowski potrzeby armii i okoliczności w jakich się znalazła. Dowodzi to nabytej rzetelnej wiedzy militarnej i doświadczenia.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>7. Mowa Stanisława Leszczyńskiego starosty odolanowskiego przy obejmowaniu funkcji marszałka sejmiku w Środzie (27.07.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>8. Mowa Stanisława Leszczyńskiego starosty odolanowskiego, posła sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego do królowej (Warszawa, 08.09.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>9. Mowa Stanisława Leszczyńskiego starosty odolanowskiego, posła sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego do Stanisława Jana Jabłonowskiego kasztelana krakowskiego, hetmana wielkiego koronnego (b.d. i m.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Stanisław Bogusław Leszczyński (1677-1766) herbu Wieniawa urodził się we Lwowie jako syn Rafała Leszczyńskiego i Anny Jabłonowskiej, stał się ostatnim męskim potomkiem i spadkobiercą jednego z najświetniejszych rodów wielkopolskich. Podróżowanie po Europie i dobre wykształcenie były wśród przodków Stanisława tradycją. Kluczową rolę w edukacji młodego Leszczyńskiego odgrywał zatem jego ojciec Rafał, we współpracy z dziadkiem Stanisławem Jabłonowskim. Oni to wprowadzali chłopca w świat polityki, uczyli gospodarki i kultury. Preferowali wychowanie twarde, bez służby i wygód. Rafał Leszczyński pokazał synowi działalność polityczną w praktyce. Młody magnat całe życie był bardzo związany z dobrze wykształconą matką, która także z pewnością miała na niego duży wpływ. Stanisław Leszczyński przeszedł skrupulatne wychowanie domowe z udziałem zagranicznych preceptorów i jezuitów. Później uczęszczał do protestanckiego gimnazjum w Lesznie. Znał łacinę, włoski, niemiecki, nieco słabiej francuski. Zwieńczeniem nauki młodzieńca była podróż edukacyjna, którą odbył w latach 1695/1696, odwiedzając Czechy, Włochy i Francję. Zapoznawał się ze sztuką i kulturą, świetnie znał się na architekturze i inżynierii.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>W roku 1698 Leszczyński pojął za żonę Katarzynę z Opalińskich, która miała wydać w przyszłości na świat królową Francji. Stanisław był człowiekiem nawet nie tyle świetnie wykształconym, co wręcz oświeconym. Nie bez powodu sam zasiadał na tronie polskim, córkę wydał za jednego z największych władców Europy a w literaturze określany jest często mianem wynalazcy. Wychowanie przez jezuitów i nauka w protestanckiej szkole uczyniły zeń bardzo świadomego religijnie i tolerancyjnego człowieka. Opieka utalentowanej i wyedukowanej rodziny sprawiły, że posiadł rozległą wiedzę i spore kompetencje organizacyjne, polityczne, artystyczne i zarządcze. Był mecenasem sztuki i niezwykłym myślicielem politycznym, autorem ważnych dzieł o tej tematyce („Elementum meum libertas”). Jak świetnym był organizatorem i władcą świadczy stosunek do niego ludności Lotaryngii, którą posiadł i gdzie nosił przydomek króla – dobrodzieja.</strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Pierwsza z mów Stanisława Leszczyńskiego ma charakter dziękczynny i sporządzona jest mieszaniną języka polskiego i łaciny. Wszystkie zwroty i formuły są zachowane. Mowę kończy zdanie „Operi victoria finis”, które pochodzi z poematu „Metamorfozy” Publiusza Owidiusza Naso [księga VI, werset 82]. Może to przypadek, ale znając wykształcenie Stanisława można przypuszczać, że znał literaturę klasyczną na tyle dobrze, że wtrącał cytaty z niej w trakcie rozmowy. Świadczy o tym także tekst drugiej z omawianych mów. Zakończenie drugiego dokumentu, skierowanego do Stanisława Jana Jabłonowskiego, mającego ton pochwalny, brzmi: „Uczyń o co prosiemy, ultorem videant servatoremque quirites”. Łacińska formuła weń zawarta pochodzi dosłownie z panegiryku do Stylichona pióra rzymskiego poety Klaudiana Klaudiusza [In primum Consulatum Fl. Stilichonis Lib. II, werset 391]. Pierwszy cytat, opisujący wynik zmagań bogini Ateny, użyty jest zasadnie i prawidłowo. Także fragment drugi, w którym Leszczyński słowami Klaudiana mówi o „mścicielu i zbawicielu obywateli” pasuje do narracji. Pod względem języka oba teksty są podobne, w drugim jednak znacznie przeważa polszczyzna. Trzeci tekst jest mową kondolencyjną skierowaną do królowej wdowy i napisany jest w całości po polsku. Może być to dowód na wspomniany brak znajomości łaciny przez Marię Kazimierę. Leszczyński gwarantuje królowej swoją i szlachty życzliwość, wywodząc ją od czasów mitycznego Lecha, którego uważa za założyciela państwa Polskiego. Nie dziwi znajomość przez Stanisława jednej z fundamentalnych legend polskich. Przypuszczalnie zastosował odniesienie do niej w mowie do Marysieńki ze względu na jej powszechność, trudniejszych alegorii królowa mogłaby wszak nie wychwycić.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>10. Odpowiedź Andrzeja Chryzostoma Załuskiego biskupa płockiego na poselstwo z sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego do królowej (Warszawa, 08.09.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Andrzej Chryzostom Załuski (ok. 1650-1711) herbu Junosza urodził się na Warmii, syn Aleksandra Załuskiego i Katarzyny z Olszowskich. Przez matkę był siostrzeńcem prymasa Andrzeja Olszowskiego. Andrzej odbył studia w Wiedniu (świeckie), Louvain, Paryżu i Rzymie (duchowne), skupił się na filozofii, historii i prawie. Wiele podróżował po Europie. W 1673 r., po święceniach niższych, został kanonikiem krakowskim (kapłan od roku 1674). Po śmierci króla Michała odbył poselstwo do Hiszpanii i Portugalii (1674–1675), później także do Francji z informacją o elekcji Jana III. Został także sekretarzem wielkim koronnym królowej Marii Kazimiery (1676-1687). Od roku 1692 był biskupem płockim.</p>
<p align="JUSTIFY">O biskupie Załuskim można śmiało powiedzieć, że był człowiekiem wykształconym. Pokrewieństwo z prymasem zapewne pomogło mu to odebrać staranne wykształcenie formalne. Studia zagraniczne prawdopodobnie poprzedziła formacja w domu. Bliskość rodu Sobieskich, później dworu królewskiego i zaufanie jakim darzyła Załuskiego para królewska świadczą o tym, że był człowiekiem nieprzeciętnym. Awans w strukturze kościelnej i otrzymane biskupstwo także dowodzą sprawności umysłowej biskupa. Zdecydowanie zaliczam go do osób wykształconych bardzo dobrze.</p>
<p align="JUSTIFY">Odpowiedź na poselstwo sejmiku autorstwa biskupa Andrzeja Załuskiego dotyczy w znacznej mierze królowej wdowy i jej żałoby po śmierci męża. Sporządzono ją po polsku z drobnymi tylko wtrąceniami łacińskimi, dużo ich mniej niż w przypadku listu innego omawianego tu duchownego – prymasa Michała Radziejowskiego. Pismo nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym i nie znajduję w nim żadnych specyficznych oznak wyjątkowej erudycji autora.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>11. Fragment protestacji Jana Skrzetuskiego przeciw Damianowi Garczyńskiemu, mówiący o tumulcie podczas sejmiku przedkonwokacyjnego województw poznańskiego i kaliskiego w Środzie (27.07.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Skrzetuski i Damian Garczyński są dla autora postaciami niestety niemal anonimowymi. Jedyne, co udało się odnaleźć na ich temat to fakt, że byli z sobą skłóceni i uczestniczyli w długotrwałym sporze sądowym przeciwko sobie. Towarzysze Garczyńskiego doprowadzili z tego powodu do tumultu w czasie sejmiku średzkiego, zastępując pod bronią drogę do koła sejmikowego Skrzetuskiemu i uniemożliwiając mu czynne uczestnictwo w obradach.</p>
<p align="JUSTIFY">Treść omawianego fragmentu protestacji jest spisana w całości po łacinie. Będąc pismem formalnym nie jest to niczym niezwykłym, ale dowodzi, że zarówno autor, jak i adresat powinni ów język znać w piśmie. Możliwe też, że korzystano z pomocy tłumaczy. Analizy treści, ze względu na brak kompetencji językowych na wymaganym poziomie, nie podejmę się.</p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>12. Laudum sejmiku przedkonwokacyjnego województw poznańskiego i kaliskiego w Środzie 27 lipca 1696 r.</b></i></p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>13. Instrukcja dana posłom sejmowym z sejmiku przedkonwokacyjnego województw poznańskiego i kaliskiego w Środzie 27 lipca 1696 r.</b></i></p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>14. Informacje o sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego w Środzie 27 lipca 1696 r.</b></i></p>
<p align="JUSTIFY"><i><b>15. Informacja o audiencji posłów sejmiku województw poznańskiego i kaliskiego u królowej wdowy Marii Kazimiery w anonimowym liście z Warszawy (Warszawa, 11.09.1696 r.).</b></i></p>
<p align="JUSTIFY">Laudum sejmikowe, stanowiąc w zasadzie najważniejszy dokument wydany przez zgromadzenie średzkie, obejmuje i ustala cały szereg spraw poruszonych podczas obrad. Zawiązano konfederację wojewódzką, podjęto decyzję co do sposobu uczestniczenia w elekcji. Jednocześnie zakazano tworzenia fakcji i wysuwania Polaków jako kandydatów do tronu. Opisano kwestię współpracy między województwami i przedstawiono składy sądów kapturowych. Uchwalono także limitowanie obrad do dnia 26 września 1969 roku. Tekst Jest spisany po polsku z licznymi wstawkami łacińskimi. Zwroty takie jak „sub poena peculatus”, czy „iuxta usitata praxim” są typowe dla języka prawniczego, więc ich występowanie w uchwale sejmiku, obok innych terminów łacińskich, nie jest rzeczą niezwykłą. Dokument podpisał Stanisław Leszczyński jako marszałek sejmiku, ale wiadomo, że treść ustalana była kolegialnie.</p>
<p align="JUSTIFY">Skoro sejmik ustalił w laudum uczestnictwo szlachty w sejmie konwokacyjnym, należało wydać wybranym posłom stosowną instrukcję, co oczywiście uczyniono. Delegowani mieli na przykład zabiegać u prymasa o załagodzenie konfliktów na Litwie, czy pomiędzy hetmanami. Do ich zadań należało też dopilnowanie uzgodnionych terminów trwania sejmu i nadzorowanie zawiązywania się konfederacji. Naturalnie posłowie otrzymali wytyczne w zakresie prezentacji szeregu wielkopolskich postulatów sejmowych. Rozległy dokument znów sygnowany jest przez marszałka Leszczyńskiego i obowiązuje tu podobna zasada jak w przypadku laudum. Ciekawy jest jednak bardzo poetycki początek, w którym mowa o śmierci króla Jana III. W pewnym momencie do opisu królewskich cnót dołącza świetnie pasujący do kontekstu cytat: „Narrem justitiam? <span lang="en-US">Resplendet gloria Martis. Armati referam vires? Plus egit inermis.” Jest to fragment panegiryku Klaudiana Klaudiusza [De consulatu Stilichonis Lib. </span>I, werset 15]. Ów twórca a także ten sam zbiór literatury klasycznej pojawił się już przy opisie mów Stanisława Leszczyńskiego, świadczyć to może o jego osobistym wkładzie w tekst instrukcji poselskiej i potwierdza erudycję przyszłego króla.</p>
<p align="JUSTIFY">Ostatnie dwa pisma poddane analizie w niniejszej pracy są zbiorami suchych faktów. Pierwszy z nich, nazwany informacjami o sejmiku średzkim, zawiera wypunktowane sprawozdanie z przebiegu obrad w Środzie dnia 27 lipca 1696 roku. Anonimowy autor pisząc po polsku z wtrąceniami łacińskimi nie odnosi się osobiście do zdarzeń przez siebie relacjonowanych. Drugi dokument stanowi krótką informację o audiencji posłów przedmiotowego sejmiku u królowej Marii Kazimiery. Mowa w nim o składanej na ręce królowej, ustami Stanisława Leszczyńskiego, kondolencji sejmiku wielkopolskiego. Zaznaczono, że odpowiedział poselstwu biskup Andrzej Chryzostom Załuski, którego sylwetka była już omówiona wcześniej. Żaden z tekstów nie wyróżnia się pod względem zawartości mogącej świadczyć o ponadprzeciętnej erudycji autora.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/wyksztalcenie-szlachcica-polskiego-doby-wiedenskiej-nurt-idealy-praktyka-edukacyjna-drugiej-polowy-xvii-wieku/"><span style="color: #9c2922;">Wykształcenie szlachcica polskiego doby „wiedeńskiej”. Nurt, ideały, praktyka edukacyjna drugiej połowy XVII wieku</span> </a></strong></span></p>
<p align="JUSTIFY">Rzeczą naturalną jest, że zastosowane w przedmiotowym omówieniu ograniczenie źródłowe od początku niosło z sobą mankament niekompletności wyników badań. Zanalizowano akta jednego sejmiku, więc do omówienia była ograniczona liczba dokumentów i osób w obradach uczestniczących. Przedmiotowy sejmik skupiał szlachtę województwa poznańskiego a na region wielkopolski składało się jeszcze pominięte województwo kaliskie. Nie została pod uwagę wzięta cała grupa posłów szlacheckich biorących udział w średzkich obradach, którzy nie pozostawili po sobie żadnych dokumentów lub zabrakło ich w podanym zestawieniu. Ci, którzy zostali zanalizowani pochodzili za to z różnych grup szlachty polskiej (duchowni, politycy, książęta, dwór królewski, żołnierze i inni), co stanowi z pewnością atut opracowania. Na podstawie podanych źródeł i w oparciu o wymienione czynniki można wnioskować, że wielkopolska szlachta sejmująca, biorąca udział w sejmiku przedkonwokacyjnym w Środzie 27 lipca 1696 roku była bardzo dobrze przygotowana swego zadania. Każda z omówionych w opracowaniu osób miała przynajmniej podstawowe wykształcenie klasyczne a większość z nich była wyuczona wręcz znakomicie. Prawie każda z opisanych postaci piastowała także ważne i prestiżowe stanowisko lub była osobą ponadprzeciętnie poważaną w Rzeczypospolitej. Drugim wynikiem niniejszej pracy jest stwierdzenie, że polska szlachta w II połowie XVII wieku miała do dyspozycji cały wachlarz dość powszechnie dostępnych możliwości wychowawczych i edukacyjnych dla młodzieży i dorosłych. Począwszy od wychowania w domu przez preceptorów, poprzez rozmaite szkoły w kraju i za granicą a na peregrynacji edukacyjnej skończywszy młody szlachcic mógł zdobyć kompletną wiedzę i doświadczenie niezbędne w przyszłej działalności publicznej czy wojskowej. Kwestia ważności kształcenia młodzieży podnoszona przez elitę epoki i obowiązujący niepisany edukacyjny przymus towarzyski świadczą o tym, że powszechny stereotyp niewykształconego, „ciemnego” polskiego szlachcica jest mocną przesadą.</p>
<p align="JUSTIFY"><sub><em>Grafika: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Norblin_Sejmik_in_the_church.png" data-rel="lightbox-image-0" data-rl_title="" data-rl_caption="" title="">Wikimedia Commons</a></em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/poddany-i-obywatel-szlachcica-polskiego-przygotowanie-do-sejmikowania-studium-przypadku/">Poddany i obywatel. Szlachcica polskiego przygotowanie do sejmikowania. Studium przypadku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Płomień Zachodu. Tolkienistyczne rozważania o tradycji zaklętej w mieczu</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/plomien-zachodu-tolkienistyczne-rozwazania-o-tradycji-zakletej-w-mieczu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Jul 2022 15:24:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[anduril]]></category>
		<category><![CDATA[cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[miecz]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[narsil]]></category>
		<category><![CDATA[pierścieni]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[tolkien]]></category>
		<category><![CDATA[władca]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=4929</guid>

					<description><![CDATA[<p>“Z popiołów strzelą znów ogniska I mrok rozświetlą błyskawice. Złamany miecz swą moc odzyska, Król tułacz wróci na stolicę.” ― J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni &#160; Niewiele artefaktów fanowskich, związanych z tolkienowskim uniwersum Ardy, budzi takie zainteresowanie jak miecz Aragorna. Jest to nie tylko świetnie oddany przez Petera Jacksona w filmie przedmiot, który idealnie prezentowałby się [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/plomien-zachodu-tolkienistyczne-rozwazania-o-tradycji-zakletej-w-mieczu/">Płomień Zachodu. Tolkienistyczne rozważania o tradycji zaklętej w mieczu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 5</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: right;">“Z popiołów strzelą znów ogniska<br />
I mrok rozświetlą błyskawice.<br />
Złamany miecz swą moc odzyska,<br />
Król tułacz wróci na stolicę.”</p>
<p style="text-align: right;">― J.R.R. Tolkien, <em>Władca Pierścieni</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">Niewiele artefaktów fanowskich, związanych z tolkienowskim uniwersum Ardy, budzi takie zainteresowanie jak miecz Aragorna. Jest to nie tylko świetnie oddany przez Petera Jacksona w filmie przedmiot, który idealnie prezentowałby się na ścianie niejednego entuzjasty broni białej, ale zaiste potężna skarbnica skojarzeń, alegorii i idei. W końcu Andúril, bo o nim mowa, oznacza w języku quenya (obok sindarinu jeden z dwóch języków elfów w Śródziemiu) „Płomień Zachodu”, pojawia się w tomie trzecim sześcioksięgu Władca Pierścieni, pt. „Powrót Króla”, stanowi atrybut potomka i spadkobiercy królewskiej dynastii Elendila, będącego zresztą poniekąd nadczłowiekiem, pochodzi z czasów starożytnych i otaczany jest prawdziwą czcią. Czy to nie wystarczy by każdy konserwatysta rzucił się nań z pożądaniem? A to dopiero mała część zachowawczo-rojalistycznych skojarzeń związanych z „mieczem Númenoru” (znowu, w tłumaczeniu – Ziemia Zachodnia).</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">Andúril wykuty został ze szczątków Narsila. Ten drugi (a właściwie pierwszy) był mieczem stworzonym w starożytnej Pierwszej Erze Śródziemia przez pewnego krasnoluda i w końcu stał się mieczem książąt Andúnië (ród Elendila) z wspomnianego już Númenoru a następnia królów, którzy z tej dynastii wyszli w Śródziemiu. Nie ma sensu opowiadać tutaj historii owego królestwa i wyspy, na której leżało, warto jedynie wspomnieć, że zniknęło ono z powierzchni ziemi wskutek grzechów jego mieszkańców – Edainów, ludzi wybranych – i za morzem, na wschodzie, ostatni wierni Prawu Númenorejczycy szukać musieli swej ziemi obiecanej, gdzie ostatecznie założyli dwa kolejne królestwa – Arnor i znany już powszechnie Gondor. W końcu północne królestwo upadło a południowe, mimo, że początkowo mniej istotne, przejęło obowiązki depozytariusza tradycji Númenoru. Może tyle wystarczy, historia świata Ardy jest zaprawdę frapująca, ale lepiej zagłębić się w nią za pośrednictwem <em><i>Silmarillionu</i></em> autorstwa samego Tolkiena. Nam trzeba wiedzieć, że przez cały ten burzliwy czas towarzyszył ludziom Narsil, czyli miecz króla. Mieczem królewskim samego Númenoru był Aranrúth, który nie przetrwał jego upadku.</p>
<p style="text-align: justify;">Nota bene, uważny czytelnik z pewnością zauważył w losach Númenoru i jego ludu niemal fotograficzne podobieństwo do wydarzeń biblijnych. Oto dzieje Narodu Wybranego i historia jego wyjścia z Egiptu przez Morze Czerwone, na wschód, gdzie powstają królestwa Izraela i Judy, z których to drugie okazuje się przetrwać próbę czasu. Ciekawe, że tak samo jak u Izraelitów, tak i od Númenorejczyków wyjść miał zapowiadany w przepowiedniach Wybraniec, który w końcu odnowił Królestwo.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fakt, że Narsil oraz wykuty z jego szczątków Andúril posiadają własne imiona nie powinien dziwić. Przecież legendy arturiańskie rozpromowały w całym świecie Excalibura, miecz zatopiony w kamieniu, którego skuteczne dobycie możliwe było wyłącznie dla prawdziwego króla. Albo czyż konający heroicznie w obronie Krzyża i korony Roland nie ściskał w swych rycerskich dłoniach Durandala? Tolkien dodatkowo „łacińsko” nacechował jego miecze, wszak Płomień Zachodu (Anduril) i Czerwono-Biały Płomień (Narsil, można tak to przetłumaczyć, z oczywistych względów ta translacja mi się podoba) natychmiast kierują nasze myśli ku królestwu karolingów i Stolicy Apostolskiej, bo to właśnie tego bronił Roland i to rozumiemy pod pojęciem Zachodu.</strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Głównym antagonistą Władcy Pierścieni jest oczywiście Sauron, o którym możemy powiedzieć wprost, iż to pierwszy sługa samego szatana. W starciu z tym Panem Ciemności siły światła (Zachodu), odnoszą zwycięstwo a miecz Narsil, mimo zadania wrogowi ostatecznego ciosu, ulega zniszczeniu w zetknięciu ze złem, zaś jego właściciel, król Elendil, umiera. Po tych wydarzeniach jesteśmy, jako czytelnicy, świadkami postępującej degeneracji następcy tronu. Oczywiście, głównym jej powodem jest pierścień, będący symbolem zła, ale dlaczego mamy nie podkreślić, że król nie ma już miecza. Odłamki popękanego ostrza przechowali elfowie. Najstarsza i najmądrzejsza z ras uznała, że relikt tak wspaniałej tradycji Númenorejczyków wart jest zachowania i pielęgnacji, mimo, że sam miecz nie jest w stanie spełniać już swojej podstawowej funkcji. Ciekawostką jest fakt, że broń złożono w Rivendell, gdzie przebywali także ostatni przedstawiciele Gwaith-i-Mírdain (Bractwa Jubilerów), mistrzów kowalskich, którzy odpowiedzialni byli za stworzenie Pierścieni Władzy (trzy dla elfów, siedem dla krasnoludów, i tak dalej&#8230;). Ulegli wówczas podszeptom tego samego Saurona, który mógł dzięki temu zrealizować swój plan związany z Jedynym Pierścieniem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ci sami więc elficcy (ñoldorscy, ale nazwy szczepów elfów nie są teraz istotne) kowale, którzy pośrednio pomogli złu dojść ongiś do władzy, okazali się niezbędni dla ponownego zwycięstwa sił dobra. To oni bowiem dokonali przekucia szczątków Narsila w Andúrila, miecz Aragorna Elessara. Płomień Zachodu jest zatem produktem pozornie zupełnie nowym. Faktycznie jednak materiał, z którego powstał, nosi znamię dziejów potęgi, upadku i odrodzenia wielkiej cywilizacji Zachodu. Tradycja metod wyrobu, której użyto w celu wykucia Andúrila, pochodzi z czasów początku historii rasy ludzkiej a jego wykonawcy decydowali mocą owoców ich pracy już nieraz o dziejach świata. Jakże prezentuje się miecz króla wobec takiej refleksji?</p>
<p style="text-align: justify;">Na pewno znakomicie. Dużo istotniejsza jest jednak nauka, która płynie z powyższego opisu. Jest to nauka pełna nadziei. Tolkien, jako autor arcykatolicki, co niestety coraz częściej świat stara się podważyć, także musiał mieć tego świadomość. Mamy przed oczami historię naszej Cywilizacji Zachodu. Widzimy, że Vexilla Regis, zarówno te Chrystusowe jak i ludzkie, są w świecie wyszydzone. Kościoły zamienia się w dyskoteki, klasztory w hotele a te resztki monarchii, które pozostają jeszcze w europejskiej doczesności, są tylko mglistą namiastką dawnej chwały, najczęściej pozostając pod zarządem bezbożnych, gnuśnych, liberalnych plutokratów. Orkowie liberalizmu wyleźli ze swych jam, modernistyczny Isengard podnosi łeb a bluźnierstwa proletarystyczno-konsumpcjonistycznego Mordoru okrywają mrokiem Ziemię. Ale jest nadzieja. Dopóki mamy żelazo tradycji, naszą wiarę, której jesteśmy gotowi bronić i narzędzia porządku, dzięki którym możemy tworzyć, damy radę wykuć Płomień Zachodu. Durandal nie musi dłużej bronić wąwozu Roncevaux, został obroniony, Excalibur nie tkwi dłużej w głazie, król zasiadł już w Camelocie. Nadal walczą jednak inni. Święty Michał, Święty Jerzy, Święty Marcin&#8230; żołnierze Chrystusa Króla na nieustającej wojnie ze Smokiem, który ciągle nie rozumie, że przegrał, potrzebują oręża w walce o nasze dusze. I tylko my sami możemy im go dostarczyć. Za każdym razem, kiedy wypowiadamy słowa <em><i>Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio</i></em>, słyszmy w podświadomości trzask młota kowalskiego spadającego na rozgrzaną stal. Kiedy tylko odepchniemy od siebie pokusę grzechu, usłyszmy triumfalny syk metalu zanurzanego w wodzie hartującej. Klękając przy konfesjonale niech dobiega nas trzeszczenie osełki ostrzącej błyszczącą klingę. A gdy na kolanach przyjmujemy Najświętrzy Sakrament możemy być pewni, że śmiertelny cios Bożego miecza przeszywa serce diabła.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/fredegar-bolger-hobbit-ktory-pozostal-chestertonowskie-poczucie-patriotyzmu-wsrod-ludu-shire/"><span style="color: #9c2922;">Fredegar Bolger. Hobbit, który pozostał. Chestertonowskie poczucie patriotyzmu wśród ludu Shire</span> </a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Głowica, trzon, jelec, taszka, głownia. Są to najpopularniejsze elementy budowy miecza długiego, zapewne z takich składał się Andúril, Płomień Zachodu. Jakkolwiek miecz to fikcyjny, podobnie jak bohater – król – uzdrowiciel, który go dzierżył, to niesie z sobą całkiem prawdziwą mądrość. Nie ma wątpliwości, że Aragorn, podniósłszy swą broń skierowaną sztychem ku dołowi, trzymałby w królewskich dłoniach już nie miecz, a krzyż.</p>
<p style="text-align: justify;">Pomimo trudności, stańmy dziś jak Gandalf na polach Cormallen, unieśmy broń i zawołajmy: „Stand, Men of the West!”\</p>
<p><sub><em>Grafika: pixabay.com</em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/plomien-zachodu-tolkienistyczne-rozwazania-o-tradycji-zakletej-w-mieczu/">Płomień Zachodu. Tolkienistyczne rozważania o tradycji zaklętej w mieczu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wykształcenie szlachcica polskiego doby „wiedeńskiej”. Nurt, ideały, praktyka edukacyjna drugiej połowy XVII wieku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/wyksztalcenie-szlachcica-polskiego-doby-wiedenskiej-nurt-idealy-praktyka-edukacyjna-drugiej-polowy-xvii-wieku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Jul 2022 12:14:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[narodów]]></category>
		<category><![CDATA[obojga]]></category>
		<category><![CDATA[oświata]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<category><![CDATA[przedrozbiorowa]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[szlachta]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=4899</guid>

					<description><![CDATA[<p>Renesansowy spór o prymat postawy życiowej Omawiany okres XVII stulecia wciąż wpisywał się kulturowo w trwający od renesansu spór o prymat jednej z trzech wyróżnianych postaw życiowych: vita voluptaria, vita activa i vita contemplativa. O ile vita voluptaria, czyli postawa próżniacza, charakteryzująca się skupieniem człowieka na uciechach życia i prostych zabawach nie znajdowała powszechnego społecznego [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wyksztalcenie-szlachcica-polskiego-doby-wiedenskiej-nurt-idealy-praktyka-edukacyjna-drugiej-polowy-xvii-wieku/">Wykształcenie szlachcica polskiego doby „wiedeńskiej”. Nurt, ideały, praktyka edukacyjna drugiej połowy XVII wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 15</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong><b>Renesansowy spór o prymat postawy życiowej</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Omawiany okres XVII stulecia wciąż wpisywał się kulturowo w trwający od renesansu spór o prymat jednej z trzech wyróżnianych postaw życiowych: <em>vita voluptaria</em>, <em>vita activa</em> i <em>vita contemplativa</em>. O ile <em>vita voluptaria</em>, czyli postawa próżniacza, charakteryzująca się skupieniem człowieka na uciechach życia i prostych zabawach nie znajdowała powszechnego społecznego poparcia, o tyle dwie pozostałe rywalizowały o pierwszeństwo.</p>
<p style="text-align: justify;">Życie zaangażowane, aktywne, było szczególnie cenione w świecie, gdzie dominował duch humanizmu włoskiego, pod którego silnym wpływem znajdowała się Rzeczpospolita. Polscy uczeni kierowali się zatem głównie tą doktryną przy swoich rozważaniach. Na początku XVI w. Jan ze Stobnicy w komentarzu do „Wprowadzenia w filozofię moralną” Leonarda Bruniego Aretina wyróżniał życie bezczynne lub kontemplacyjno-aktywne, promując tę drugą postawę. Kontemplację oraz aktywność rozumiał jako dwa źródła szczęścia człowieka. Podobnie Stanisław Iłowski (także szesnastowieczny autor) w „Pochwale prawoznawstwa” stwierdzał, że jedynie przez działanie można zrealizować powołanie. Wyżej stawiał zatem aktywność nad kontemplację.</p>
<p style="text-align: justify;">Wybór odpowiedniej drogi życiowej był także częstym motywem ówczesnej literatury moralizatorskiej oraz dramatu. Bardzo często symbolicznie towarzyszyła temu problemowi mitologia klasyczna, oraz odniesienia do antyku i jego klasyków. Na przykład humanista niemiecki Jakub Locher zawarł w „Sądzie Parysa królewica trojańskiego” (1542) kwestię wyboru pomiędzy wartościami intelektualnymi, materialnymi i zmysłowymi. Jak sam tytuł wskazuje przewijał się tu częsty motyw „sądu Parysa”, którego decyzja o podążeniu ścieżką „życia rozkosznego” kończy się śmiercią. Postać brata Hektora pojawia się również w „Tragedii o Polskim Scylurusie i trzech synach koronnych Ojczyzny Polskiej, Żołnierzu, Rozkośniku i Filozofie, których imię Herkules, Parys, Dyjogenes” z 1604r. Cenna jest tu występująca kategoria „Herkulesa na rozdrożu”. Obserwujemy dylemat pomiędzy dzielnością i męstwem a szczęściem i wygodą. Przy wyborze pierwszej opcji, życia twardego i pracowitego, człowieka czekać mają sława i zaszczyty. Mikołaj Rej (XVI w.) w „Zwierzyńcu” na przykładzie niefortunnego wyboru Parysa, zasygnalizował powszechność negatywnej postawy wśród współczesnej mu młodzieży, która przedkłada uciechy życia nad „zacność i rozum”. Wreszcie Stanisław Orzechowski (XVI w.) w mowie po śmierci Jana Tarnowskiego, pt. „Żywot i śmierć Jana Tarnowskiego”, użył porównania postaci zmarłego do Heraklesa, który postanowił podążać drogą cnoty.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">Nieco inne podejście do kwestii priorytetów życiowych przedstawiał świat nauki. Szkoły pijarskie i jezuickie dość jednoznacznie opowiadały się po stronie życia kontemplacyjnego. Szkoły różnowiercze, np. Elbląska, proponowały współpracę aktywności i kontemplacji, objawiając tym samym swoją pragmatyczną mieszczańskość. W scenariuszach wystawianych w niej sztuk teatralnych wykorzystywano ciekawy motyw „sporu Merkurego z Palladą”. Ważność edukacji również była zagadnieniem często poruszanym w okresie trwania Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Podkreślił ją, jako pierwszy tak mocno, bardzo poczytny i podziwiany także za granicą Andrzej Frycz Modrzewski (XVI w.). Rolę edukacji postawił na trzecim miejscu pod względem ważności, zaraz po organizacji wewnętrznej państwa i obronności oraz religii. Współczesny mu Szymon Marycki był zdecydowanym orędownikiem kształcenia szkolnego, podkreślał, podobnie jak Modrzewski, rolę wiedzy dla państwa i jego mieszkańców. Obaj uwypuklali także wagę rozwoju intelektualnego każdego ze stanów, nie tylko panującego.</p>
<p style="text-align: justify;">Istniało w omawianym okresie coś takiego jak towarzyski przymus edukacyjny, mimo braku administracyjnego nakazu szkolnego. Minimum erudycji było bezwzględnie wymagane od osób aspirujących do stanowisk i tytułów. Za podstawę brano wykształcenie klasyczne zdobywane metodą szkolną, rozszerzone o uczestnictwo w innych formach kształcenia, o których dalej. Wynikało to z silnego zaakcentowania problemu w poczytnych wypowiedziach autorytetów społecznych. Przykładowo Stanisław Zaborowski w swoim „Traktacie o naturze praw i dóbr królewskich” z 1507 r. za najważniejsze środki do naprawy ojczyzny uważał reformę wojska i skarbu, ale pisał też, że: „nie należy zaniedbywać popierania nauk, lecz przeciwnie – trzeba się o nie troszczyć z największą pilnością, wiedza bowiem dodaje blasku całemu królestwu”. Mówił też o potrzebie zakładania i wspierania materialnego szkół przez panujących. Zupełnie podobnie wypowiadał się Wawrzyniec Korwin (XVI w.), humanista związany z Akademią Krakowską, której udział w „nagłaśnianiu” problemu kształcenia jest niezwykle istotny. Współczesny mu i pochodzący z tego samego środowiska Piotr Illicino domagał się nawet wprowadzenia powszechnego przymusu szkolnego dla młodzieży. O potrzebie kształcenia i korzystnym tego wpływie na stan państwa wypowiadało się często środowisko wszechnicy krakowskiej, wpływając znacząco na kształtowanie się opinii publicznej na ten temat.</p>
<p style="text-align: justify;">Głoszenie potrzeby kształcenia młodzieży wynika nie tylko z jego doniosłej roli, ale występuje także jako forma obrony przed atakami jego przeciwników – zwolenników czynu, których można opisać mianem polityków. Stąd, np. Stanisław Koszucki (XVI w.) w dedykacji do „Ksiąg o wychowaniu i o ćwiczeniu każdego przełożonego” wyraźnie zaznaczył, że człowiek czynnie staje się odpowiednio użyteczny dla państwa dopiero podparłszy się nauką i ustawicznym ćwiczeniem. Podobnie Jakub Sobieski, ojciec króla Jana III, pisał, że w Polsce wyżej ceni się wykształconego „chudego pachołka”, niż nieuczonego pana. Jest to oczywiście przesadą, ale pokazuję wagę kwestii edukacji dla Sobieskiego. Chciał on zamiłowanie do nauki przekazać swoim synom, podobnie zresztą jak Piotr Myszkowski (XVI – XVII w.). Cała jego rodzina wyznawała zasadę, że w celu lepszego służenia ojczyźnie, należy zaopatrzyć się w niezbędną wiedzę. Na podstawie obserwowanych wypowiedzi można wysnuć wniosek, że wśród szlachty faktycznie funkcjonowała potrzeba kształcenia i przywiązywanie dużej wagi do erudycji, wbrew powszechnej opinii na ten temat.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><b>Edukacja szkolna</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wspomniano o występowaniu różnych form kształcenia dostępnych poddanym króla polskiego w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale także, jak się okaże poza jej granicami. Wyróżnia się w zasadzie dychotomiczny podział kręgów edukacyjnych doby staropolskiej na szkolny i pozaszkolny. Wspominany już renesansowy spór o wychowaniu młodzieży znalazł swoje odbicie także w kontekście miejsc jej kształcenia – czy ma to być szkoła, czy dom. Prąd renesansowy przyniósł z sobą nową formę szkoły, zwaną humanistyczną. Warto w tym miejscu przybliżyć charakter nurtu humanistycznego. Średniowieczne artes liberales zastąpiły studia humaniora, których propagatorami byli nowołacińscy mówcy, poeci i nauczyciele – znawcy języków i literatury klasycznej. Ci humaniści (zwani tak od XVII w.) tworzyli ponadnarodową wspólnotę opartą na literaturze i antyku, dialog klasycznie wykształconych ludzi. Ów gramatyczno-retoryczny i językowo-literacki kierunek wykształcenia był zatem zasadniczy.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Nauka na podstawie starożytności miała miejsce zarówno w państwach katolickich, jak i protestanckich. Wędrowni mówcy i poeci obejmowali katedry wymowy i poezji przy starych wydziałach sztuk, także wychowankowie zhumanizowanych uniwersytetów kierowali szlacheckimi szkołami średnimi, gimnazjami, czy liceami mieszczańskimi. Również jezuicki program nauki (</strong><em>Ratio studiorum</em><strong> z 1599 r.) zakładał lekturę dzieł dostarczających wzorów wymowy i poezji, nawet pochodzenia pogańskiego. Zresztą często odwoływano się do mowy św. Bazylego (IV w.) do młodzieży o pozytywnych aspektach czytania klasyków niechrześcijańskich, skutecznie rozgrzeszało to ich propagatorów.</strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Modelem i wzorem na długie lata wyznaczającym kierunek działania szkolnictwa katolickiego w Europie były kolegia jezuickie, warto więc przyjrzeć im się bliżej. Szkolno-wychowawcza misja Towarzystwa Jezusowego rozpoczęła się już w połowie XVI stulecia od razu zaznaczając swój nowatorski charakter. Ostateczna forma szkolnictwa jezuickiego została opracowana przez generała Klaudiusza Akwawiwę w roku 1584 w „Ratio Studiorum” (opublikowanej w 1599 r.) i obowiązywała aż do kasaty zakonu w roku 1773. Działalność Jezuitów nie ograniczała się tylko do rozwiniętego systemu szkolnego, ale polegała także na szeroko zakrojonych misjach ludowych, które przyczyniały się do wychowania i edukacji całych rzesz społecznych. Szkoły znajdowały się przy każdym jezuickim konwencie, dołączone do nich były konwikty dla studentów, przeważnie pochodzenia szlacheckiego i mieszczańskiego (przyjmowano także innowierców). Jezuici dbali o zdrowie fizyczne i psychiczne uczniów, ich placówki były nowoczesne, przestronne, widne i wygodne, zaopatrzano je w boiska na świeżym powietrzu. Kolegia miały, jak już wspomniano, charakter humanistyczny. Czas nauki obejmował 5 lub 6 klas (6-7 lat) gimnazjum, następnie trzyletnie studia filozoficzne i na koniec czteroletni kurs teologii. Podstawę stanowiło gruntowne wyuczenie klasycznej łaciny, w drugiej kolejności greki. Okres szkoły średniej kończyło przygotowanie retoryczne. Filozofia zawierała w sobie matematykę, etykę i arystotelesowską metafizykę. W niewielkim stopniu nauczano też mitologii, historii i geografii, choć te przedmioty nabrały znaczenia dopiero w wieku XVIII. Nie uczono religii, choć obowiązkowy był kurs katechizmu a później dogmatyki katolickiej. Duże znaczenie w formacji młodzieży miały dla jezuitów teatr szkolny i sodalicje mariańskie. Choć w omawianym okresie drugiej połowy wieku siedemnastego szkoły Jezuitów przeżywały swoisty kryzys, nadal stanowiły podstawę szkolnictwa katolickiego w Europie i Polsce. Do najważniejszych ośrodków szkolnictwa jezuickiego w Rzeczypospolitej zaliczają się Wilno, Lwów, Poznań, Warszawa i Sandomierz.</p>
<p style="text-align: justify;">Wspomniany językowy kierunek wykształcenia padał często ofiarą krytyki, szczególnie ze strony szlachty polskiej, określany jako nieużyteczny. Znów zaczęto nawiązywać do przygotowywania młodego człowieka do życia aktywnego, praktycznego, poszukując innych dróg edukacji, pozaszkolnych. Należały do nich: wychowanie domowe, kształcenie na dworach, edukacja w czasie podróży zagranicznych, udział w instytucjach demokracji szlacheckiej, czy samokształcenie. Pozaszkolne kręgi edukacyjne omówione zostaną później. Przez cały okres staropolski toczyła się więc polemika między zwolennikami kształcenia szkolnego – filozofami, a przeciwnikami humanistycznego profilu edukacji – politykami. Mikołaj Rej (XVI w.), niechętny programowi szkolnemu, zauważał jednak, że nauka może „umoralniać człowieka”. Twierdził, że uczenie gramatyki niewiele wnosi, docenił za to ważność umiejętności czytania i dobrodziejstwa płynące ze znajomości literatury. Podnosił też problem wpływu towarzystwa, któremu mogą ulec chłopcy przebywając wśród „sprośnych chłopiąt szkolnych”. Będący zwolennikiem zakonu jezuitów Jan Ostroróg (XVI – XVII w.) krytykował ich placówki oświatowe. Zarzucał szkołom jezuickim, że podstawą ich działania jest wychowanie religijne, nie naukowe. Twierdził także, iż poziom kształcenia dostosowywany był do „słabo uzdolnionych”. Według niego w szkole traciło się wiele lat na pogłębianie książkowej wiedzy, która nie była poparta praktyką.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/polak-anglik-dwa-bratanki-trzech-mezczyzn-dwa-swiaty-jedna-sprawa/"><span style="color: #9c2922;">Polak, Anglik, dwa bratanki? Trzech mężczyzn, dwa światy, jedna sprawa</span> </a></strong></span></p>
<p style="text-align: justify;">Nie było jednak tak, że żadna szkoła nie przygotowywała młodzieży do życia. Na przykład Gdańskie Gimnazjum Akademickie łączyło w swym programie wiedzę humanistyczną z szeregiem wiadomości i umiejętności fachowych, związanych z morzem i pracą w „morskich” zawodach. Oprócz łaciny i poezji przygotowywało do pracy jako nawigator, czy konstruktor okrętów. Był to jednak przypadek odosobniony, szkoły ówczesne miały kształcić przede wszystkim mówców. Andrzej Frycz Modrzewski (XVI w.) określał szkołę mianem „twórczyni i jakby rodzicielki najlepszych praw”. Uważał, że te właśnie instytucje dostarczają Rzeczypospolitej ludzi wykształconych, niezbędnych do sprawnego funkcjonowania państwa. Mieszczanin Andrzej Patrycy Nidecki (XVI w.) głosił pogląd, że wykształcenie szkolne powinno być podstawą do zdobywania stanowisk państwowych. Krytykował swobodne podejście Polaków do tego zagadnienia.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze szkoły w Polsce, podobnie jak w całej Europie, zakładano przy katedrach, kolegiatach i klasztorach już w XII – XIV w., obliczone przede wszystkim na własny użytek wewnętrzny placówki zakładały też zakony, zwłaszcza żebracze, jak franciszkanie i dominikanie. Najwcześniejsze oficjalne dokumenty zajmujące się szkolnictwem na ziemiach polskich pochodzą z 1285 r. i 1287 r. (łęczyckie synody prowincjonalne Jakuba Świnki). Także synody biskupów krakowskich Nankera z 1320 r. i Piotra Wysza z 1408 r. poruszały kwestie istotne dla polskiej myśli szkolnej. Razem z ustabilizowaniem się sieci parafialnej w XIII – XIV w. pojawiało się też szkolnictwo parafialne. Gwałtowne przyśpieszenie procesu rozwoju szkolnictwa nastąpiło po odnowieniu Akademii Krakowskiej w 1400 r. W Kościele masowo zwiększało się zapotrzebowanie na świecką służbę liturgiczną, pojawił się zwyczaj angażowania chłopców jako ministrantów i śpiewaków. Wymagało to przynajmniej elementarnego wykształcenia, oznaczało więc aktywność szkolnictwa parafialnego. Szkoły parafialne występowały we wszystkich miastach, ale wiele z nich obecnych było także na wsi. Już w XV w. w Polsce etnicznej było 577 szkół parafialnych, 18 klasztornych, 30 kolegiackich i 17 katedralnych. Na podstawie danych poznańskich ksiąg konsystorskich Józef Nowacki ustalił, że w pierwszej połowie XVI w. na około 380 parafii wielkopolskiej części diecezji poznańskiej szkoły występowały w 120 z nich, w tym 55 w miastach. Eugeniusz Wiśniowski twierdzi, że w tym samym okresie w 6 archidiakonatach (bez kamieńskiego) archidiecezji gnieźnieńskiej szkoły istniały w 91% parafii (miało je 546 na 600).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><b>Wychowanie domowe</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Szkolnictwo nie stanowiło, jak już wspomniano, jedynej dostępnej formy kształcenia w Polsce drugiej połowy XVII stulecia. Przykładem odmiennej koncepcji nauczania młodego człowieka, jest wychowanie domowe, znane już od czasów antycznych. Ta metoda wychowawcza mogła być realizowana za sprawą specyficznej grupy nauczycieli domowych – preceptorów. Choć zwolennicy kształcenia domowego byli mniej liczni niż orędownicy wychowania publicznego, bronili swych preferencji w tym aspekcie argumentując je względami religijnymi, dumą rodową (czynnik szczególnie istotny w życiu ówczesnych rodzin szlacheckich i magnackich), a zwłaszcza nikłym zaufaniem do szkolnictwa krajowego. Nie znaczy to jednak, że rozpocząwszy kształcenie domowe, młody człowiek kończył na nim swą edukację. Następnym etapem mogła być nauka szkolna, podróż zagraniczna, czy studia akademickie lub służba na dworze któregoś z wielkich panów.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mikołaj Rej (XVI w.), będący zwolennikiem domowej formy nauczania, wskazywał na korzyści płynące z dobrego wpływu rodziców na młodzież. Objawiało się to niekiedy w postaci instrukcji rodzicielskich, w których zawierano obowiązki młodego człowieka względem Boga, ojczyzny, stanu i rodu, stanowiących ciekawe źródło historyczne. Według niego, kształcenie pozaszkolne chroniło także dziecko przed zgubnym wpływem rówieśników (o czym była już mowa wcześniej). </strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Nie bez znaczenia była także możliwości przemyślanego wyboru preceptora. Daniel Naborowski (XVI-XVII w.) również zwracał szczególną uwagę na odpowiednie przygotowanie nauczyciela prywatnego. Podkreślał swój brak zaufania do szkół, wytykając nauczycielom brak kompetencji i słabe wykształcenie. Oprócz wymienionych, do najczęstszych argumentów przeciwko modelowi szkolnemu należał podnoszony nieustannie zauważalny brak użyteczności wiedzy opartej na kształceniu językowo – literackim. Wychowanie domowe miało jednak także zagorzałych krytyków, jak choćby Erazm Gliczner (XVI w.). Według niego, nauka domowa z wykorzystaniem jednego nauczyciela może poskutkować w przyszłości brakiem umiejętności społecznych i nieprzygotowaniem do aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym. Uważał także, że polityka i dbanie o kwestie państwowe wymaga przygotowania od początku życia, a pozostawanie w zaciszu domowym, bez kontaktu z ludźmi, w tym przeszkadza. Nie mniej krytycznie do domowego modelu nauczania odnosił się Sebastian Petrycy z Pilzna (XVI-XVII w.). Twierdził, że skoro umiejętności przyszłe ucznia mają służyć dobru wspólnemu i publicznemu, także nauczanie ich powinno odbywać się wspólnie z innymi. Nie uważał jednak żeby należało całkowicie zarzucać wychowanie domowe na rzecz szkoły, ale nauka w domu powinna uzupełniać tę pobieraną w szkole.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><b>Wychowanie dworskie</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Kolejną, po wychowaniu domowym, pozaszkolną formą kształcenia młodzieży było wychowanie dworskie. Pobyt młodzieży na dworach pozwalał nabrać ogłady, wyrobić sobie dobre znajomości i stanowił zaczyn do przyszłej kariery oraz służby publicznej. Takie właśnie wykształcenie (oprócz domowego) odebrał na przykład słynny Jan Tarnowski (XV-XVI w.), którego dwór później zasłynął jako ośrodek kultury. W porównaniu z modelem średniowiecznym, renesansowy dwór przynosił pewne zmiany. Przestał być „szkołą rycerską” o charakterze często militarnym, na rzecz ośrodka kulturalno – artystycznego, niekiedy z elementami politycznymi. Te właśnie aspekty czyniły z wychowania dworskiego idealne poszerzenie wiedzy szkolnej, poprzez obserwację i uczestnictwo w rozmaitych instytucjach oraz styczność z ludźmi na dworze przebywającymi. Jak wszędzie jednak, także na dworach można było spotkać się z ich krytyką, jako „szkołą” próżności i lekkich obyczajów. Andrzej Frycz Modrzewski (XVI w.) dostrzegał wszystkie wymienione pozytywne aspekty wychowania dworskiego, ale i jego wady nie umknęły uwadze myśliciela. Szczególnie potępiał próżność, zawiść i nieżyczliwość występujące wśród dworzan, wystąpił z pomysłem poddania wychowania dworskiego kontroli państwa celem ich ograniczenia. Zgodnie ze swymi poglądami Modrzewski postulował udostępnienie tego modelu kształcenia innym grupom społecznym, nie tylko szlachcie. Jednym głosem niejako o edukacji na dworze wypowiadali się Piotr Illicino (XVI w.) i Erazm Gliczner (XVI w.) twierdząc, że rodzice nie powinni posyłać dzieci na służbę do dworu bez wcześniejszego przygotowania. Argumentowali to tym, że bez wiedzy nie dość, że się panu danego dworu na nic nie przydadzą, to jeszcze staną się podatni na negatywne wpływy dworskiego otoczenia. Dla Andrzeja Maksymiliana Fredry (XVII w.) dwory stanowiły elitarne zakłady kształcące przyszłe wybitne jednostki życia publicznego. Miały być kuźnią ducha rycerskiego, sprawności politycznej i fizycznej a także wykwintnych obyczajów. Podobnie pozytywnie wypowiadał się o dworze Jakub Kazimierz Haur (XVII w.), który podkreślał przewagę takiego wychowania nad posyłaniem dzieci w podróże zagraniczne.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><b>Praktyka społeczno-polityczna</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wziąwszy pod uwagę funkcję obywatelską, jaką spełniała szlachta polska, dodatkową ciekawość autora wzbudziła kolejna forma kształcenia pozaszkolnego, którą jest praktyka społeczno-polityczna. Okazuje się, że aktywność społeczna przedmiotowej II połowy XVII wieku sprowadza się głównie do szlacheckiej aktywności politycznej, rozumianej jako udział w sejmach, sejmikach, zjazdach, dyskusjach wyznaniowych a także służbie wojskowej. Pamiętając o przytaczanych wcześniej częstych zarzutach nieużyteczności wobec wiedzy szkolnej, służbę społeczno-polityczną i praktyczne umiejętności do niej potrzebne przeciwstawić można konwencjonalnym instytucjom szkolnym. Dla Jana Chryzostoma Paska (XVII w.) udział w sejmie młodego szlachcica stanowił doskonałą szkołę życia politycznego. Oczywiście i on powoływał się na braki w wiedzy szkolnej w tym zakresie. Wielkim zwolennikiem użytecznego aspektu kształcenia był Andrzej Maksymilian Fredro (XVII w.), według którego po odbyciu szkoły należało przez dwie kadencje posłować na sejm lub odbyć dwuletnią służbę wojskową na kresach, aby skutecznie sprawować służbę państwową, co wprost wyraził we wniosku do sejmu w 1666 r. Społeczeństwo staropolskie wysoko ceniło służbę wojskową jako jedną z metod wychowawczych. Wybór tejże drogi polecali Mikołaj Rej (XVI w.), czy Jakub Kazimierz Haur (XVII w.) dostrzegając w niej wiele korzyści wychowawczych z pielęgnowaniem ”ducha rycerskiego” i „formowaniem grzeczności” na czele. Dla Krzysztofa Opalińskiego (XVII w.) służba w wojsku stanowiła wręcz prawdziwą szkołę wychowania obywatelskiego. Dodatkowo podkreślał wartość obcowania wówczas z doświadczonym towarzyszem. Wielokrotnie przeciwstawiał wychowanie wojskowe szkodliwym podróżom zagranicznym.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><b>Podróż naukowa</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Znany od dawnych czasów i uważany za niezwykle modny i powszechny w drugiej połowie szesnastego wieku model zagranicznych podróży naukowych, ze względu na swą popularność cieszył się licznymi opiniami na swój temat. Miał on wśród szlachty zarówno zwolenników jak i przeciwników. Ruch peregrynacyjny w Polsce nie był jednak bynajmniej unikatowy, podróżowała bowiem młodzież całej Europy. Oprócz snobizmu i typowej dla doby renesansu zwiększonej ruchliwości ludzkiej, powodem wysyłania za granicę młodzieży szlacheckiej był wzgląd na przyszłą karierę polityczną. Peregrynacja umożliwiała poznanie prawa, polityki czy dzieł wybitnych artystów zagranicznych, których znajomością można było pochwalić się w towarzystwie. Pogłębianie zdolności językowych miało wielkie znaczenie w kontekście przyszłej służby dyplomatycznej, stanowiło także wartość dodaną przy kontaktach z polskim królem, który przecież często był obcokrajowcem. Nie bez znaczenia była też z pewnością kwestia wyznaniowa oraz wieść o świetnie rozwijających się zagranicznych szkołach. Tutaj warto zauważyć, że edukacja w trakcie podróży zagranicznej mogła mieć charakter zarówno szkolny jak i pozaszkolny, ten drugi był jednak częstszym motywem wyjazdu. Najpopularniejszym kierunkiem peregrynacji młodzieży szlacheckiej były z pewnością Włochy, dużym zainteresowaniem cieszyły się uniwersytety w Padwie, Bolonii i Rzymie. Ruch reformacyjny sprawił, że większą popularność zyskały Niemcy, także Szwajcaria i Francja. Najważniejszymi przedmiotami, na które kładziono nacisk w czasie nauki za granicą, były historia i filozofia. Następnie dużą wagę przywiązywano do nauki wymowy, na dalszym planie leżała znajomość prawa i matematyki. Nieodłącznym elementem edukacji zagranicznej była wspomniana już nauka języków obcych. Za najodpowiedniejszy wiek do wyjazdu uznawano okres 12 – 14 lat. Młody człowiek najczęściej wyruszał w podróż ze służbą i towarzystwem preceptorów, którzy wtórowali mu na przykład w czasie wykładów i służyli radą. Koszta wyjazdów wahały się w zależności o miejsca przeznaczenia, ale z pewnością stanowiły niemałą część domowego budżetu szlachcica.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Podróże wprowadzały Polskę w kontakty intelektualne z przedstawicielami myśli europejskiej, umożliwiały poznanie nowych trendów kulturalnych, politycznych ale także i modowych czy obyczajowych. </strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Mimo wielu wypowiedzi na ten temat okres staropolski nie doczekał się jednolitego modelu wychowawczego, najlepszej trasy podróży czy zakresu wiedzy, którą należało zdobyć w czasie peregrynacji. Stanisław Orzechowski (XVI w.) zalecał podróże twierdząc, że człowiek mądry musi poznać świat. Podobnie Mikołaj Rej (XVI w.) orędował za wyjazdami, ale z naciskiem na zachowanie ostrożności w przyswajaniu obyczajów i zasięganie rady ludzi roztropnych. Także Andrzej Frycz Modrzewski (XVI w.) zachęcał do podróży, jednak zwracał uwagę na ukierunkowanie młodzieży tak, aby wynosiła z nich jak najwięcej wiedzy pożytecznej dla niej samej oraz ojczyzny. Jan Zamoyski (XVI w.) uważał, że podróż zagraniczna powinna być uwieńczeniem i uzupełnieniem edukacji w kraju, co wyraził w testamencie zajmując takie stanowisko wobec swego syna. Negatywnie do wyjazdów edukacyjnych odnosił się Szymon Szymonowic (XVI-XVII w.). Uważał je za niebezpieczne, bo odciągają od spraw ojczyzny, co może skutkować jej zubożeniem. Także Sebastian Petrycy z Pilzna (XVI-XVII w.) negatywnie oceniał kwestię peregrynacji. Szczególnie krytycznie wyrażał się o negatywnym wpływie towarzystwa Francuzów oraz nauce języka niemieckiego, który uważał za zbędny. Twierdził też, że wartość mają tylko podróże poselskie, czy handlowe a wojaże naukowe są w rzeczywistości dla zabawy. Trudny do określenia jest stosunek do peregrynacji Andrzeja Maksymiliana Fredry (XVII w.). Dla niego podróż zagraniczna stanowiła ukoronowanie studiów. Podróż otrząsała z rodzimej zaściankowości i gnuśności. Przyznawał peregrynacjom liczne walory kształcące, ale przestrzegał też przed niebezpieczeństwami. Uważał, że mogą one „zmiękczać” obyczaje i stanowić pomost dla niepożądanych nowości cudzoziemskich w Polsce. Zły wpływ innych narodów zauważał też Jakub Sobieski (XVII w.), który był raczej zwolennikiem wypraw zagranicznych. Stanisław Herakliusz Lubomirski (XVII w.) wysyłając swych synów w podróż zalecał im poznawanie i naśladowanie ludzi wielkich, ale przestrzegał przed nieodpowiednimi kontaktami. Liczne były też głosy kpiące z zagranicznej mody i negujące wartość peregrynacji. Taki pogląd płynął na przykład z satyr Wacława Potockiego (XVII w.) i Krzysztofa Opalińskiego (XVII w.).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><b>Pozostałe kręgi edukacyjne</b></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Poza wymienionymi, mniej lub bardziej zinstytucjonalizowanymi formami kształcenia występującymi w okresie staropolskim, wyróżnić należy istnienie odmiennej metody zdobywania wiedzy, jaką było samokształcenie. Nie było ono związane z konkretnym miejscem czy instytucją kształcącą, najczęściej kojarzono je z samodzielną lekturą. Zalecano czytanie tak młodzieży, jak i dorosłym. Lektura miała dostarczać wiedzy z różnych dziedzin, podtrzymywać kontakt ze słowem pisanym i wreszcie urozmaicać czas wolny, szczególnie jako rozrywka na stare lata. Zwracano uwagę na czytanie dzieł historycznych, dotyczących ekonomii i gospodarki. Wiedza tak zdobyta mogła przyczynić się do lepszego zarządzania majątkami szlacheckimi i poprawić jakość gospodarowania. Lektura filozoficzna pozwalała na relaks po pracy i nabranie ogłady. Książki przynosiły też wiedzę o świecie bez konieczności odbywania długich podróży. Naturalnie czytanie pomagało w pogłębieniu wiedzy religijnej i umożliwiało zbliżenie do Boga. Niejednokrotnie podkreślano konieczność utrzymywania przez każdego dobrego gospodarza odpowiednio wyposażonej biblioteczki. Samokształcenie odgrywało prawdopodobnie dużo większą rolę niż wynikałoby to z przekazów. Prawdopodobnie zwyczajnie nie widziano konieczności powszechnego zwracania uwagi na wartość poszerzania wiedzy we własnym zakresie.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-dystrybucjonizm-sredniowieczna-idea-przyszlosci/"><span style="color: #9c2922;">Dystrybucjonizm – średniowieczna idea przyszłości</span> </a></strong></span></p>
<p style="text-align: justify;">Omówione wyżej formy nauczania nie są jedynymi dostępnymi człowiekowi w okresie staropolskim. Istnieją wszak sposoby zdobywania wiedzy charakterystyczne dla danych grup zawodowych, jak rzemieślnicy czy kupcy. Zakres tematyczny opracowania ogranicza jednak dobór dróg kształcenia ze względu na stanową specyfikę szlachecką, nie zostaną zatem omówione także mieszczańskie (i plebejskie) modele kształcenia. Skoncentrowano się tu na metodach zdobywania wykształcenia humanistycznego, które rozumiemy jako ogólne.</p>
<p><sub><em>Grafika: domena publiczna</em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wyksztalcenie-szlachcica-polskiego-doby-wiedenskiej-nurt-idealy-praktyka-edukacyjna-drugiej-polowy-xvii-wieku/">Wykształcenie szlachcica polskiego doby „wiedeńskiej”. Nurt, ideały, praktyka edukacyjna drugiej połowy XVII wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Fredegar Bolger. Hobbit, który pozostał. Chestertonowskie poczucie patriotyzmu wśród ludu Shire</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/fredegar-bolger-hobbit-ktory-pozostal-chestertonowskie-poczucie-patriotyzmu-wsrod-ludu-shire/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2022 11:37:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[chesterton]]></category>
		<category><![CDATA[hobbit]]></category>
		<category><![CDATA[kosmopolityzm]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[nacjonalizm]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[shire]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[tolkien]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=4767</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Grubas” Bolger jest hobbitem równie wybitnym, co całkowicie niedocenionym. Pseudonim, którym obdarzyli go jego ziomkowie, wynikający z czcigodnego wśród ludu Shire umiłowania jedzenia, należy rozpatrywać wcale nie pejoratywnie. Warto przypomnieć, że Gilbert Keith Chesterton, o którym w dalszej części będzie mowa, charakteryzował się zupełnie podobnymi walorami. Co wiemy o tytułowym bohaterze niniejszej refleksji? Syn Rozamundy [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/fredegar-bolger-hobbit-ktory-pozostal-chestertonowskie-poczucie-patriotyzmu-wsrod-ludu-shire/">Fredegar Bolger. Hobbit, który pozostał. Chestertonowskie poczucie patriotyzmu wśród ludu Shire</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 8</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Grubas” Bolger jest hobbitem równie wybitnym, co całkowicie niedocenionym. Pseudonim, którym obdarzyli go jego ziomkowie, wynikający z czcigodnego wśród ludu Shire umiłowania jedzenia, należy rozpatrywać wcale nie pejoratywnie. Warto przypomnieć, że Gilbert Keith Chesterton, o którym w dalszej części będzie mowa, charakteryzował się zupełnie podobnymi walorami. Co wiemy o tytułowym bohaterze niniejszej refleksji?</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Syn Rozamundy z Tooków posiadał wszelkie cechy „książęcego” rodu jego matki, a jednak nie został rycerzem Gondoru, jak jego przyjaciel – Peregrin Took. Siostra Fredegara – Estella – wyszła za Meriadoka Brandybucka (także wysokiego rodu), ale Grubas nigdy nie dostąpił wyniesienia do godności rohańskiego nobila, co stało się udziałem jego szwagra<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a>. Pozostawał Fredegar w bliskiej zażyłości z Frodem Bagginsem oraz Samem Gamgeem i był wtajemniczony w doniosły plan ukrycia Jedynego Pierścienia i jego wyprawy na wschód, mimo to, nie zdobył lauru chwały związanego ze zniszczeniem „broni nieprzyjaciela”. Bolger pozostał bowiem w Shire, dając przykład hobbickiego patriotyzmu i stając się Obrońcą Shire.</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"> Wielka historia Śródziemia (związana z pierścieniem i jego powiernikiem) zakończyła się dla Bolgera we wrześniu roku 3018 Trzeciej Ery z jego własnego wyboru. Jako członek grupy spiskowej, zorganizowanej wokół wyprawy Bagginsa do Rivendell, osiadł w miejscowości Ustronie<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a> (oryg. Crickhollow – tłum. Maria Skibniewska) by swoją osobą imitować Froda pod jego nieobecność. Dom, którego miał strzec, duży, pozostający na uboczu, otoczony drzewami i zielenią, nie był norą (jak na przykład Bag End), ale urządzony został wedle wszelkich hobbickich tradycji i zwyczajów. Niestety Grubas nie długo mógł się nim cieszyć. Już 30 września, czyli w tydzień po przyjeździe i cztery dni po wyruszeniu pierścienia w kierunku Starego Lasu, zmuszony był salwować się ucieczką z powodu napaści Nazgûli, które polowały na Bagginsa. To był pierwszy raz, kiedy ten otyły, poczciwy hobbit dał dowód poświęcenia i męstwa w obronie przyjaciół i ojczyzny. Pomimo własnego przerażenia i siły Upiorów Pierścienia, Bolger zdołał znaleźć w sobie na tyle odwagi by nie ukryć się w jakimś bezpiecznym miejscu i przeczekać zagrożenie, ale natychmiast zaalarmował sąsiedztwo i postawił na nogi cały okoliczny ludek. Prawda o podmianie Bagginsa wyszła na jaw, lecz solidarność hobbitów zdołała przegnać Upiory z Ustroni. Na tym właściwie kończą się pierwsze książkowe informacje dotyczące Fredegara Bolgera. Na kolejne Tolkien każe czytelnikowi czekać aż do szóstej i ostatniej księgi Władcy pierścieni.</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Jak wiadomo, bohaterowie wracający po Wojnie o Pierścień do Shire, zastali swą ojczyznę okupowaną przez niejakiego Sharkeya (w istocie był nim Saruman Wielu Barw) oraz jego bandę dużych ludzi i półorków. Figurantem na stanowisku władcy Shire był wówczas Lotho Sackville-Baggins. Wprowadził on skandaliczne rządy kapitalistycznego/komunistycznego rozrabiaki, wykupywał ziemie, urządzenia gospodarcze, zagarniał młyny i więził nieposłusznych uzurpatorskiej władzy hobbitów, w tym burmistrza. Rozpoczął również wojnę celną i przejął handel w kraju. Ciekawostką jest, że matka Lotha – Lobelia – powszechnie uznawana za uosobienie „niegodziwego krewnego” i podłości, zdecydowała się ostatecznie stanąć w obronie jej zielonej ojczyzny i za tę postawę wtrącona została do lochu.</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">W tym samym więzieniu, w którym przetrzymywano panią Sackville-Baggins, znalazł się nasz Fredegar Bolger, którego jednak teraz nie sposób było nazwać Grubasem. Wychudły i poturbowany hobbit walnie przyczynił się do sukcesu kampanii wyzwoleńczej zwanej Oczyszczaniem Shire. Grubas dowodził oddziałem partyzanckich bojowników hobbickich przez okres okupacji, wspierał lokalną społeczność. Pojmany i uwięziony w Michel Delving, niestety nie stanął do boju w Bitwie nad Wodą (3 listopada 3019 TE), gdzie ostatecznie rozbito okupacyjne siły nieprzyjaciół Shire. Fredegar Bolger – żołnierz wyklęty Shire – doczekał wyzwolenia i zniszczenia „tęczowego wroga”.</span></p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong> Mały, lecz mężny ludek hobbitów dał przykład niezłomnego patriotyzmu i solidarności lokalnej. Każdy hobbit wie, że wszystkie dawne prawa i zwyczaje jego kraju są schedą po królach nieistniejącego już Arnoru, w skład którego to królestwa (ostatecznie Arthedainu) ziemie Shire wchodziły przed wiekami. Mimo tego duchowego monarchizmu hobbici żyli w pięknej, lokalnej anarchodemokracji, której gotowi byli bronić za cenę krwi. Kochali Shire i siebie nawzajem, jak rodzina. A tak właśnie patriotyzm pojmował Gilbert Keith Chesterton.</strong></span></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Dla angielskiego pisarza ojczyznę kochać należy tak, jak się kocha rodzinę. Nie dla tego, że posiada ona jakieś nadzwyczajne wartości i zalety, tak jakbyśmy mieli przestać ją kochać, gdyby te wartości i zalety straciła. Kochamy ojczyznę, bo jest ojczyzną. To jest kwestia czystego uczucia, nie wiary, że przedmiot naszej miłości niezdolny jest do popełnienia błędów.</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Chesterton pisze we wstępie do eseju „The Patriotic Idea”, zatytułowanym „A Defence of Patriotism”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a> co następuje:</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><span lang="en-US"><i>To one who loves his fatherland, for instance, our boasted indifference to the ethics of a national war is mere mysterious gibberism. It is like telling a man that a boy has committed murder, but that he need not mind because it is only his son. Here clearly the word ‘love’ is used unmeaningly. It is the essence of love to be sensitive, it is a part of its doom; and anyone who objects to the one must certainly get rid of the other. This sensitiveness, rising sometimes to an almost morbid sensitiveness, was the mark of all great lovers like Dante and all great patriots like Chatham. ‘My country, right or wrong,’ is a thing that no patriot would think of saying except in a desperate case. It is like saying, ‘My mother, drunk or sober.’ No doubt if a decent man’s mother took to drink he would share her troubles to the last; but to talk as if he would be in a state of gay indifference as to whether his mother took to drink or not is certainly not the language of men who know the great mystery. </i></span></span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><span lang="en-US"><i>(Tym, którzy kochają swoją ojczyznę, nasza chełpliwa obojętność wobec etyki wojny narodowej jest zaledwie tajemniczym bełkotem. To tak, jakby powiedzieć mężczyźnie, że chłopiec dopuścił się morderstwa, ale to bez znaczenia, bo to jego syn. Tutaj jasno słowo &#8222;miłość&#8221; pozostaje bez znaczenia. Istotą miłości jest być wrażliwym, to jej przeznaczenie, a ktokolwiek sprzeciwia się jednemu, musi się też sprzeciwiać drugiemu. Ta wrażliwość, przechodząca niekiedy do niemal chorobliwej wrażliwości, była cechą wszystkich wielkich kochanków, takich jak Dante, i wszystkich wielkich patriotów, takich jak Chatham. „Mój kraj, dobry czy zły”, to coś, czego żaden patriota nie śmiałby powiedzieć, chyba że w rozpaczliwej sprawie. To tak, jakby powiedzieć: „Moja matka, pijana lub trzeźwa”. Bez wątpienia, gdyby matka porządnego mężczyzny zaczęła pić, dzieliłby jej troski do końca, ale mówienie o tym tak, jakby był w stanie niefrasobliwej obojętności na to, czy jego matka piła, czy nie, z pewnością nie jest językiem ludzi, którzy znają wielką tajemnicę. &#8211; tłum. red.)</i></span></span></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Dla przedmiotowego autora wielkim niebezpieczeństwem jawił się kosmopolityzm, który znamy dziś pod nazwą globalizmu, górujący nad konkretną ojczyzną. Żywo sprzeciwiał się poglądowi, iż narzucenie angielskiej władzy olbrzymim terytoriom na całym świecie w ramach Brytyjskiego Imperium, byłoby konieczne dla „chwały Anglii”. Był przeciwnikiem wojny burskiej, jak mawiał, właśnie dlatego, że był patriotą.</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">W ciągu dalszym „The Patriotic Idea” czytamy:</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><span lang="en-US"><i>This important and growing sect, together with many modern intellectuals of various schools, directly impugn the idea of patriotism as interfering with the larger sentiment of the love of humanity. To them the particular is always the enemy of the general. To them every nation is the rival of mankind. To them, in not a few instances, every man is the rival of mankind. And they bear a dim and not wholly agreeable resemblance to a certain kind of people who go about saying that nobody should go to church, since God is omnipresent, and not to be found in churches… (Ta ważna i rozwijająca się sekta, wraz z wieloma nowoczesnymi intelektualistami różnych szkół, bezpośrednio kwestionuje ideę patriotyzmu jako ingerującą w większe uczucie miłości do ludzkości. Dla nich konkret jest zawsze wrogiem ogółu. Dla nich każdy naród jest rywalem ludzkości. Dla nich w nielicznych przypadkach każdy człowiek jest rywalem ludzkości. I mają niewyraźne i niezbyt akceptowalne podobieństwo do pewnego rodzaju ludzi, którzy mówią, że nikt nie powinien chodzić do kościoła, ponieważ Bóg jest wszechobecny i nie można go znaleźć w kościołach…  &#8211; tłum. red.)</i></span></span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><span lang="en-US"><i>If you ask them whether they love humanity, they will say, doubtless sincerely, that they do. But if you ask them, touching any of the classes that go to make up humanity, you will find that they hate them all. They hate kings, they hate priests, they hate soldiers, they hate sailors. They distrust men of science, they denounce the middle classes, they despair of working men, but they adore humanity. Only they always speak of humanity as if it were a curious foreign nation. They are dividing themselves more and more from men to exalt the strange race of mankind. They are ceasing to be human in the effort to be humane. (<span class="JLqJ4b ChMk0b" data-language-for-alternatives="pl" data-language-to-translate-into="en" data-phrase-index="0" data-number-of-phrases="7"><span class="Q4iAWc">Jeśli zapytasz ich, czy kochają ludzkość, powiedzą bez wątpienia szczerze, że kochają.</span></span> <span class="JLqJ4b ChMk0b" data-language-for-alternatives="pl" data-language-to-translate-into="en" data-phrase-index="1" data-number-of-phrases="7"><span class="Q4iAWc">Ale jeśli zapytasz ich, pytając o którąkolwiek z klas, które tworzą ludzkość, przekonasz się, że nienawidzą ich wszystkich.</span></span> <span class="JLqJ4b ChMk0b" data-language-for-alternatives="pl" data-language-to-translate-into="en" data-phrase-index="2" data-number-of-phrases="7"><span class="Q4iAWc">Nienawidzą królów, nienawidzą kapłanów, nienawidzą żołnierzy, nienawidzą marynarzy.</span></span> <span class="JLqJ4b ChMk0b" data-language-for-alternatives="pl" data-language-to-translate-into="en" data-phrase-index="3" data-number-of-phrases="7"><span class="Q4iAWc">Nie ufają naukowcom, potępiają klasę średnią, rozpaczają nad robotnikami, ale uwielbiają ludzkość.</span></span> <span class="JLqJ4b ChMk0b" data-language-for-alternatives="pl" data-language-to-translate-into="en" data-phrase-index="4" data-number-of-phrases="7"><span class="Q4iAWc">Zawsze mówią o ludzkości jak o dziwnym, obcym narodzie.</span></span> Coraz bardziej i bardziej oddzielają się od ludzi, aby egzaltować się osobliwą rasą ludzką. Porzucają bycie ludźmi na rzecz bycia ludzkimi &#8211; tłum. red.)</i></span></span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Podkreśla Chesterton swoje rozumienie patriotyzmu, nacjonalizmu, które odzwierciedla się również w poglądach ludzi nie będących nacjonalistami, ale postrzegających społeczeństwa subsydiarnie i lokalnie:</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><span lang="en-US"><i>The fundamental spiritual advantage of patriotism and such sentiments is this: that by means of it all things are loved adequately, because all things are loved individually. Cosmopolitanism gives us one country, and it is good; nationalism gives us a hundred countries, and every one of them is the best. Cosmopolitanism offers a positive, patriotism a chorus of superlatives. Patriotism begins the praise of the world at the nearest thing, instead of beginning it at the most distant, and thus it insures what is, perhaps, the most essential of all earthly considerations, that nothing upon earth shall go without its due appreciation. (Fundamentalną duchową zaletą patriotyzmu i podobnych uczuć jest to, że dzięki nim wszystko kochane jest w odpowiedni sposób, ponieważ wszystko kochane jest osobno. Kosmopolityzm daje nam jeden kraj, to dobrze, nacjonalizm daje nam sto krajów, a każdy z nich jest najlepszy. Kosmopolityzm oferuje pozytyw, patriotyzm chór superlatywów. Patriotyzm chwali świat rozpoczynając od tego, co najbliższe, zamiast od tego, co najdalsze, w ten sposób zapewniając, że tym, co, być może, najbardziej istotne ze wszystkich ziemskich rzeczy jest to, że nic na ziemi nie powinno pozostać bez należytego docenienia. &#8211; tłum. red.)</i></span></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/polak-anglik-dwa-bratanki-trzech-mezczyzn-dwa-swiaty-jedna-sprawa/"><span style="color: #9c2922;">Polak, Anglik, dwa bratanki? Trzech mężczyzn, dwa światy, jedna sprawa</span> </a></strong></span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Zatem miłość, lojalność, wierność i idące z nimi w parze lokalność, solidarność, subsydiarność, to elementy ściśle łączące patriotyzm tolkienowskich hobbitów, reprezentowanych przez Grubasa Bolgera z patriotyzmem grubasa Chestertona. Anarchomonarchista J.R.R. Tolkien z pewnością znał pióro Gilberta Keitha i musiał mieć jakiekolwiek pojęcie o jego poglądach. Czy to z powodów łączącego ich wyznania katolickiego (którego obaj byli krzewicielami, każdy na swój sposób i każdy z odnotowanymi efektami w postaci nawróceń), czy też w związku z wspólnym umiłowaniem fajki i przyrody, w końcu nawet wobec charakterystycznej dla obu niechęci do władzy jako takiej, ci wielcy angielscy pisarze mogą i powinni być umieszczani we wzajemnej bliskości w domowych biblioteczkach. A Fredegar Bolger, gruby hobbit wyklęty z Shire, gdyby w ogóle miał pojęcie o takich rzeczach, zgodziłby się z myślą Chestertona zamieszczoną w Ortodoksji<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a>:</span></p>
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><span lang="en-US"><i>People first paid honour to a spot and afterwards gained glory for it. Men did not love Rome because she was great. She was great because they had loved her. (Ludzie najpierw oddawali cześć miejscu, a dopiero potem dążyli do jego chwały. Ludzie nie kochali Rzymu za to, że był wielki. Był wielki, ponieważ go kochali. &#8211; tłum. red.)</i></span></span></p>
<p><span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><sub><em>Grafika: pixabay.com</em></sub></span></p>
<p><span style="font-family: georgia, palatino, serif;">_______________________________</span></p>
<div id="sdfootnote1" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: small; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1</a> Po staropolsku zwanego swakiem.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: small; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2</a> Jerzy Łoziński, we własnym przekładzie Władcy Pierścieni, postanowił z sobie tylko znanych powodów nadać temu miejscu nazwę Kruczy Dół.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3" style="text-align: justify;">
<p><span style="font-size: small; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a> Pierwsza publikacja w 1904r.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: small; font-family: georgia, palatino, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4</a><span lang="en-US"> Rozdział V. The Flag of the World</span></span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/fredegar-bolger-hobbit-ktory-pozostal-chestertonowskie-poczucie-patriotyzmu-wsrod-ludu-shire/">Fredegar Bolger. Hobbit, który pozostał. Chestertonowskie poczucie patriotyzmu wśród ludu Shire</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O przestrzeń i niebo. Hobbita rozważania o modelowaniu zabudowy miejskiej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/posadzy-o-przestrzen-i-niebo-hobbita-rozwazania-o-modelowaniu-zabudowy-miejskiej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 28 Apr 2022 13:43:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[architektura]]></category>
		<category><![CDATA[estetyka]]></category>
		<category><![CDATA[hobbit]]></category>
		<category><![CDATA[miast]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[piękno]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[tolkien]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl//posadzy-o-przestrzen-i-niebo-hobbita-rozwazania-o-modelowaniu-zabudowy-miejskiej/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kiedyś postanowiłem uruchomić bloga na jednym z portali społecznościowych. Trwa sobie on do dziś i niezmiennie stara się prezentować mój punkt widzenia na temat różnych spraw, opisanych z perspektywy przedstawiciela tolkienowskiej rasy hobbitów, żyjącego w świecie realnym. Ujęło mnie już dawno temu to, że sam J.R.R. Tolkien pisał o sobie, iż w istocie jest hobbitem [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-o-przestrzen-i-niebo-hobbita-rozwazania-o-modelowaniu-zabudowy-miejskiej/">O przestrzeń i niebo. Hobbita rozważania o modelowaniu zabudowy miejskiej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 8</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">Kiedyś postanowiłem uruchomić bloga na jednym z portali społecznościowych. Trwa sobie on do dziś i niezmiennie stara się prezentować mój punkt widzenia na temat różnych spraw, opisanych z perspektywy przedstawiciela tolkienowskiej rasy hobbitów, żyjącego w świecie realnym. Ujęło mnie już dawno temu to, że sam J.R.R. Tolkien pisał o sobie, iż w istocie jest hobbitem we wszystkim prócz wzrostu. Jak wiadomo, Shire – ojczyzna hobbitów w Śródziemiu – zielona, spokojna, rolnicza kraina będąca literackim ideałem dystrybucjonizmu (idei społeczno-gospodarczej ale także głęboko religijnej, która zdeterminowała moje osobiste życie) – jest po części odzwierciedleniem marzeń o idealnym świecie samego autora Władcy Pierścieni. I niezwykle przyjemnie nam wyobrazić sobie zielone wzgórza i szemrzące strumykami doliny, bujające się kłosy zbóż i pękate dynie w przydomowych ogrodach warzywnych czy śmiech karczmarza pozdrawiającego właśnie listonosza śpieszącego z wiadomością do młyna. Nabiera to wartości, zwłaszcza gdy nas samych otacza betonowa dżungla osiedla mieszkalnego w pozbawionym zieleni, ciszy i czystego powietrza mieście.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Jak to jest z tym planowaniem przestrzeni? Właściwie należałoby najpierw zapytać czym jest przestrzeń. Moje pierwsze, hobbicie skojarzenie z tym terminem to pewien ogrom, pustka, swoboda ruchów. Przestrzeń to także wymierna, spora ilość powietrza, jakiś spokój, może nawet cisza. Wydaje się, że takie proste i subiektywne skojarzenia są intuicyjnie słuszne ale oczywiście rozmijają się z podręcznikowymi definicjami, zwłaszcza w dziedzinie urbanistyki. Teraz szczęśliwie udało mi się przenieść na wieś i skosztować bytowania, o którym zawsze marzyłem ale przez całe niemal życie byłem jednym z prawie miliona mieszkańców rodzinnego miasta.</strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Jeszcze przed zmianą otoczenia, kilka lat temu, miałem okazję złożyć wizytę Stanom Zjednoczonym i spędzić kilkanaście dni w dwóch znanych miastach amerykańskich – Chicago i Nowym Jorku. To będzie dobry przykład dla przedstawienia pewnej obserwacji. Znowu subiektywne skojarzenie: Ameryka to dla mnie w pierwszej kolejności obraz kowboja wypasającego bydło na prerii. No cóż, ten mit założycielski Stanów Zjednoczonych, czyli heroiczna opowieść o pionierach, wolnych gospodarzach, którzy biorą w posiadanie dziką ziemię i panują nad nią w myśl ewangelicznych zasad Księgi Rodzaju, jest urzekający dla dystrybucjonisty. Oparcie o własność, wspólnotowość, solidaryzm, etos pracy, szacunek do Boga i jego stworzenia, niewielki udział państwa w działalności ludzkiej dzięki stosowaniu zasady subsydiarności. Tak zresztą było, nawet długo. Niestety w pewnym momencie pojawił się wróg – liberalizm, a wraz z nim jego dzieci: indywidualizm i materializm. „Ja i moje” weszło w buty „my i nasze”, więzi ludzkie zastępowano kolejnymi przepisami prawa stanowionego, wspólnotowa samorządność zaczęła ulegać rządom centralnym. Dzieci indywidualizmu poczęły z czasem własne potomstwo, zrodził się kapitalizm, który u swego zarania, kiedy opowiadali o nim Smith czy Ricardo, nie był przecież jeszcze potworem, którego znamy dziś. Ale uległ z czasem dewiacjom, stał się zaprzeczeniem samego siebie tak, że nie wiadomo czy nadal można go nazywać kapitalizmem. G. K. Chesterton, jeden z ojców dystrybucjonizmu, preferował zresztą nazywanie omawianego zjawiska mianem „proletaryzmu’, bowiem jest ono o wiele trafniejsze. Kapitalizm (proletaryzm) to dla dystrybucjonisty nic innego jak stan, w którym zdecydowana większość ziemi i kapitału jest własnością zdecydowanej mniejszości społeczeństwa. Pozostała, większa część ludu, własności pozbawiona, musi najmować się u posiadaczy, by w zamian za swoją pracę otrzymywać wynagrodzenie zaś dojście do własności jest bardzo trudne. Takie zjawisko nazywamy także państwem niewolniczym, bo państwo w proletaryzmie jest silne i wspiera właśnie posiadaczy; opisano to w znakomitej książce pod tym samym tytułem, autorstwa Hilaire Belloca (innego luminarza dystrybucjonizmu), do której z przyjemnością odsyłam. W pewnym momencie taki stan musiał wywołać reakcję i opór, dając początek socjalizmowi, który jednak również zakorzeniony w materializmie, nie mógł stanowić skutecznego remedium na kapitalizm. Wreszcie wizja państwa federacyjnego, agrarnego, wspólnotowego, subsydiarnego została wyeliminowana przez centralistycznego molocha, wielki kapitał i potężną bankowość. Południe przegrało bowiem Wojnę Secesyjną.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>⇒ CZYTAJ RÓWNIEŻ: <span style="color: #9c2922;"><a style="color: #9c2922;" href="https://myslsuwerenna.pl/polak-anglik-dwa-bratanki-trzech-mezczyzn-dwa-swiaty-jedna-sprawa/">Posadzy: Polak, Anglik, dwa bratanki? Trzech mężczyzn, dwa światy, jedna sprawa</a></span><a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-dystrybucjonizm-sredniowieczna-idea-przyszlosci/"> <span style="color: #000000;">⇐</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">To oczywiście potężne uproszczenie i stężenie skrótów myślowych ale ufam w erudycję PT Czytelników i liczę na pewne zrozumienie. Tak czy inaczej, przyszło mi oglądać Stany Zjednoczone w formie biegunowo odległej od moich o nich wyobrażeń. Na dodatek nie było mi dane poznać pięknych jezior i gór Colorado czy prerii Arizony ale Wielkie Jabłko, stanowiące epicentrum wszystkiego co najgorsze w dystrybucjonistycznych wyobrażeniach o kapitalizmie. Hobbicki instynkt również nie potrafił sobie poradzić z zastanym otoczeniem. Oto wszędzie wokół otaczała mnie stal, beton i szkło. Uszy nie rejestrowały niczego ponad jazgot aut, kakofonię dziwnych rodzajów muzyki, zdenerwowane krzyki ludzi i hałas maszyn reperujących i powiększających ten cementowy świat. Oto stanąłem pośród Isengardu, w szczytowym momencie władzy Sarumana Wielu Barw. Najgorsze jednak było to, że nie można było w Nowym Jorku doświadczyć tego za czym tęsknić powinna dusza każdego chrześcijanina: tam nie widać nieba!</p>
<p align="JUSTIFY">I teraz trzeba powrócić do pierwotnego pytania o planowanie przestrzeni. Czy to tak ma wyglądać siedziba ludzka liberalnego świata? Po raz trzeci pozwolę sobie na własną interpretację, tym razem chodzi o zjawisko urbanizacji. Skoro już powstała ta kapitalistyczna machina, wielki kapitał wykupił lub zdławił niemogących konkurować ceną właścicieli mniejszych zakładów, nie bez pomocy państwa oczywiście („rynek zweryfikował”, ciekawe dlaczego to stwierdzenie ma na prawicy taką siłę?) a super-przedsiębiorstwa osadziły się w miastach, pojawiło się silne zapotrzebowanie na ręce do pracy. Kto mógł utrzymać się z roli, ten miał szczęście ale rzesze bezrolnych wyrobników wiejskich, wszelkiej maści partaczy pozbawionych zajęcia ciągnęły do miasta, by nająć się u tych, którzy mieli wszystkie czynniki produkcji, poza pracą. W tym momencie zauważyć trzeba epokową rolę postępu, industrializacji i rewolucji przemysłowej. Wszystko stało się szybsze, wydajniejsze, większe, mocniejsze. Moja osobista refleksja na temat postępu jest taka, że sam w sobie jest czymś wcale pożytecznym i dobrym. Przecież trudno uskarżać się na zbawienne działanie niektórych dzisiejszych lekarstw czy pluć w antymodernistycznym uniesieniu na pampersy i wracać do stosowania pranych pieluch tetrowych. Wszystko zależy od okoliczności społecznych w jakich postęp się dokonuje. Pech chciał, że dokonał się w proletaryzmie (kapitalizmie), jeszcze go wzmacniając.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>We współczesnej metropolii amerykańskiej hobbit nie znajdzie zatem pocieszenia ani ukojenia tęsknoty za naturą. Może jedynie w Central Parku, ale tam nikt poza bezdomnymi nie mieszka. W Nowym Jorku nie widać nieba. Jeżeli zaś w końcu przebije się ono przez opary dymu, nadal na jego firmamencie pojawią się zakłócacze. A to iglica wieżowca, a to samolot, balon czy inna motolotnia reklamowa. Słońce z trudem wdziera się w zakamarki betonowych tytanów. Zresztą po co miałoby to robić, skoro tam nic nie rośnie, ludzie zaś wolą sycić oczy światłem sztucznym, emitowanym przez ekrany ich smartfonów. Nocą gwiazd nie widać, „miasto, które nie zasypia” promieniuje własnym blaskiem neonów i LEDów. A mrowie ludzkie dumne jest z roju, który tworzy. </strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Tylko, że pomimo masy ludzi, nie ma tam prawdziwej wspólnoty. Jest indywidualizm, ziemia nie jednoczy wolnych właścicieli, którzy solidarnie żyją ze sobą, zamiast obok siebie. W Shire mały ludek rozmawia ze sobą, radzi, rozważa. Grupki o wspólnych interesach i obarczone podobnymi trudnościami dyskutują nad rozwiązaniem problemów przestrzennych. I solidarnie się nimi zajmują. W świecie liberalnych dużych ludzi decyduje plutokracja. Nowa elita, wyhodowana na gruncie dolara, kształtuje pod siebie otoczenie, w którym przebywa. To nie jest demokracja, którą tak ochoczo niosą na lufach swych karabinów całemu światu Amerykanie, bo demokracja nie może być ustrojem. Nie da się w sposób demokratyczny rządzić państwem, to działa rzeczywiście doskonale wyłącznie w małych wspólnotach i na niewielkim terytorium.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY">Dość już tej Ameryki, przecież można, z uwzględnieniem kwestii skali, przełożyć wspomniane zjawiska na Londyn, Paryż, Bangkok, Szanghaj, Sydney, Tokio ale i oczywiście na Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Łódź czy Poznań. Czy poznaniak jest żywo zainteresowany planowaniem przestrzeni w jego dzielnicy? Czy władze Mokotowa w ogóle chcą pytać mieszkańców o zdanie na temat likwidacji jakiegoś skweru? Kto decyduje czy Wrocławiowi potrzebna jest kolejna galeria handlowa? Jak można oprzeć się przewadze deweloperów z gdańskiego Brzeźna? Jestem przekonany, że te kwestie nie spędzają nam dziś snu z powiek, niestety. Miasta, nawet w Polsce wpadają w pułapkę samowolnej działalności deweloperów i dużych przedsiębiorstw handlowych czy produkcyjnych, które z pewnością nie podzielają hobbiciego rozumienia pojęcia przestrzeni.</p>
<p align="JUSTIFY">Otacza nas wspomniany już Isengard. Władzę przejął także wymieniony Saruman Wielu Barw. Dlaczego ten przydomek jest tak trafny? Lewica liberalna dawno już uzurpowała sobie monopol na ekologię i dbanie o środowisko naturalne (ciekawe, monopol i uzurpacja – zjawiska wstrętne dla dystrybucjonisty o monarchistycznych ciągotach). Uczciwie przyznajmy, sfery to poważnie odpuszczone tak po konserwatywnej jak i prawicowej stronie, dopiero w ostatnich kilku latach zauważyć można wzrost zainteresowania nimi. Ciekawe, że niektórzy co bardziej zacietrzewieni potrafią odnajdywać wątki lewackie we fragmentach wypowiedzi Ojca Świętego Franciszka, który budzi niekiedy kontrowersje i pytania ale nie w sprawie przedmiotowej. Co do ochrony natury jest w Kościele zgoda i ciągłość nauczania, a Franciszek po prostu przywiązał do tego tematu większą wagę. Nie byłbym sobą gdybym nie powołał się w tym miejscu na G. K. Chestertona, który był mistykiem przyrody. Jego myśl doskonale wyjaśnia, że natura jako stworzenie Boże, zasługuje na pełen szacunek i ochronę ze strony człowieka. Ten zaś, czyniąc sobie ziemię poddaną, ma rzeczywiście rozumieć, że poddaństwo to system wzajemnych powiązań, praw i obowiązków a nie jednostronny stosunek niewolniczy czy nawet rzeczowy, wykorzystywania aż do zużycia. Lewica nie pojmuje przyrody w taki sposób. Pogańsko przydaje zjawiskom naturalnym indywidualistycznie boskiego charakteru, nie rozumie ich jako dzieła Pana, związanego z człowiekiem ale od niego odrębnego. Dlatego też nie w smak lewakom wizja właściciela ziemskiego, nawet w przysłowiowej wersji „trzy akry i krowa na rodzinę”. Lewica najchętniej pozamykałaby ludzi w małych mieszkankach i kontrolowała ich życie. Z lubością powypuszczaliby wszystkie kurczęta z ferm, demolując i tak daleki od naturalnego ekosystem (zgodzę się, że bardzo często zwierzęta te żyją w skandalicznych warunkach) i rozpoczęli chów klatkowy ludzi. Czym innym jest mieszkanie o powierzchni 30 metrów kwadratowych w wielotysięcznym bloku na zamkniętym osiedlu? Nie jest przypadkiem, że wielki kapitał deweloperski jest żywo zainteresowany właśnie wizją mieszkaniową lewicy. Dla biznesu to czysty zysk i możliwość ekspansji.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>⇒ CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-dystrybucjonizm-sredniowieczna-idea-przyszlosci/"><span style="color: #9c2922;">Posadzy: Dystrybucjonizm &#8211; średniowieczna idea przyszłości</span> <span style="color: #000000;">⇐</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Jestem przekonany, że nie takiego zagęszczania infrastruktury miejskiej życzyłby sobie Profesor Tolkien, siadając z fajką na zielonych błoniach Oxfordu. My również, przeżywszy nawet najpiękniejszą celebrację Mszy Świętej Wszechczasów, wyszedłszy z kościoła do betonowego lasu, nie jesteśmy w stanie docenić całości Stworzenia. Być może, że z dociekań prostego człowieka o hobbickiej mentalności i zamiłowaniu do idyllicznej wsi, przebija potężna naiwność i niepoprawny idealizm. Na koniec znów powołam się na Chestertona. W „Irlandzkich Impresjach” ten mieszczuch przecież rozpływa się nad widokiem przydomowego, miejskiego ogródka warzywnego. Dla niego to właśnie jest oznaką prawdziwej cywilizacji. Prawdopodobnie model kooperacji sąsiedzkiej, zwanej po angielsku „foodscaping”, w którym ludzie konsultują ze sobą zapotrzebowanie na płody ziemi i wytwarzają naturalną żywność w zdrowym środowisku, na własne potrzeby jest nie do zrealizowania. Tylko, że wystarczy odrobina z tych rewolucyjnych wizji by żyć w zdrowym, przyjaznym i lepszym mieście. Potrzeba nam zainteresowania przestrzenią we własnym środowisku i okolicy. Warto walczyć o niebo, w każdym tego słowa znaczeniu.</p>
<p lang="pl-PL" align="JUSTIFY"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 3(5)/2021.</em></p>
<p><em>[Grafika: pixabay.com]</em></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-o-przestrzen-i-niebo-hobbita-rozwazania-o-modelowaniu-zabudowy-miejskiej/">O przestrzeń i niebo. Hobbita rozważania o modelowaniu zabudowy miejskiej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dystrybucjonizm &#8211; średniowieczna idea przyszłości</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/posadzy-dystrybucjonizm-sredniowieczna-idea-przyszlosci/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jan Posadzy]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 07 Mar 2022 11:04:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[belloc]]></category>
		<category><![CDATA[chesterton]]></category>
		<category><![CDATA[dystrybucjonizm]]></category>
		<category><![CDATA[ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[kapitalizm]]></category>
		<category><![CDATA[katolicka]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[nauka]]></category>
		<category><![CDATA[socjalizm]]></category>
		<category><![CDATA[społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[własność]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=3856</guid>

					<description><![CDATA[<p>Długi Wiek XIX1 zostanie zapamiętany w dziejach ludzkości jako czas wielkich rewolucji. Niektóre z nich, jak na przykład Rewolucja Francuska, burzliwe dążenia niepodległościowe w Ameryce Łacińskiej, Risorgimento, unifikacja Niemiec2 czy Wiosna Ludów, niosły na swych sztandarach zburzenie dotychczasowego ładu, na którym opierał się tradycyjny świat ancien régime’u i wprowadzenie nowych prądów myślowych, politycznych, światopoglądowych czy [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-dystrybucjonizm-sredniowieczna-idea-przyszlosci/">Dystrybucjonizm &#8211; średniowieczna idea przyszłości</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 15</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;">Długi Wiek XIX<sup><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc">1</a></span></sup> zostanie zapamiętany w dziejach ludzkości jako czas wielkich rewolucji. Niektóre z nich, jak na przykład Rewolucja Francuska, burzliwe dążenia niepodległościowe w Ameryce Łacińskiej, <em>Risorgimento</em>, unifikacja Niemiec<sup><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc">2</a></span></sup> czy Wiosna Ludów, niosły na swych sztandarach zburzenie dotychczasowego ładu, na którym opierał się tradycyjny świat ancien régime’u i wprowadzenie nowych prądów myślowych, politycznych, światopoglądowych czy gospodarczych. Czasami jednak rewolucja przybierała inny kształt. Zgodnie ze swym źródłosłowem (łac. <em>revolutio</em> – powrót, toczenie się w tył) rewolucje takie jak wojny karlistowskie w Hiszpanii, Wojna Secesyjna (w przypadku „południa”) czy nawet polskie irredenty, bo przecież na początku chodziło w nich o wskrzeszenie Rzeczypospolitej sprzed zaborów, wznosiły żagiew tradycji.</p>
<p style="text-align: justify;">Równolegle do zmian zachodzących na politycznej mapie świata, przemieniały się ludzkie umysły. Oto bowiem ludzkość weszła w rewolucję przemysłową. Technologia, w każdej niemal dziedzinie, osiągnęła to, co jeszcze niedawno było niewyobrażalne i zdawała się przekraczać własne granice zaraz po ich postawieniu. Nauka, dostępna dotąd jedynie dla garstki, otworzyła drzwi do nowych dziedzin, które stały się natychmiast samodzielnymi dyscyplinami i zaczęły być masowo uprawiane przez każdego kto tylko zechciał się nimi zainteresować. W związku z niesłychaną dotychczas industrializacją i postępem technicznym odkryto na nowo ekonomię. Zaczęto na poważnie interesować się pojęciami pracy, własności; zauważono powtórnie, że dobra naturalne posiadają wymierny stopień rzadkości; dostrzeżono, iż potrzeby ludzkie są nieograniczone. Coraz częściej sięgano po prace Adama Smitha czy Dawida Ricardo. W związku z narastającym rozwarstwieniem ekonomicznym i urbanizacją pojawiło się zjawisko proletaryzacji. Wreszcie, w konsekwencji tych wydarzeń w roku 1848 ogłoszony został Manifest Komunistyczny, stanowiący zaczyn dla jeszcze radykalniejszych ruchów rewolucyjnych.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">W XIX stuleciu stało się też coś nieoczekiwanego i niezwykle brzemiennego w skutki. Jak pisze Warren H. Carroll<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc">3</a></sup>, nastąpiło całkowicie niespodziewane odrodzenie duchowości chrześcijańskiej, zwłaszcza katolickiej. Jeszcze w poprzednim XVIII stuleciu wiara żywa była na wsi, wśród ubogich mieszczan, także w niektórych kaplicach królewskich pałaców i w domach artystów. Ci, którzy stanowili o politycznym i intelektualnym kształcie Europy, czyli arystokracja, szlachta, ciało obywatelskie miast, rozpływali się w oświeceniowych trendach wolnomyślicielskich. Pogrążeni w plutokracji, erotyzmie, alkoholu i coraz bardziej perwersyjnych rozrywkach nobile zmierzali ku zagładzie Porządku Bożego (wydaje mi się, że na tym tle mocno odstawała Rzeczpospolita u kresu jej istnienia. Katolicyzm kwitł tu także w dworkach, na sejmach i sejmikach. Być może był to jeden z czynników wpływających na wyrok śmierci, który na Polskę wówczas wydano). A jednak, trend ów się w XIX w. odwrócił. To właśnie Kościół Katolicki opracował model gospodarczo-społeczny zdolny poradzić sobie z nowymi warunkami życia, w które z impetem weszła ludzkość. Za cezurę powstania Katolickiej Nauki Społecznej (KNS) przyjmujemy ogłoszenie przez papieża Leona XIII encykliki <em>Rerum novarum</em> 15 maja 1891 roku. I gdybyśmy stwierdzili, że w tym momencie pojawił się dystrybucjonizm to byłaby to odpowiedź prawidłowa na pewno w dużej mierze. Niestety nie jest to takie proste.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czym jest dystrybucjonizm?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dystrybucjonizm to, w ujęciu gospodarczym, katolicka doktryna głosząca konieczność istnienia rozproszonej własności czynników produkcji (w klasycznym ujęciu: ziemi, pracy i kapitału), należących na sprawiedliwych zasadach do rodzin wolnych ludzi, żyjących w zgodzie z zasadami lokalności, subsydiarności i solidarności. Widać na pierwszy rzut oka, że w dystrybucjonizmie wyróżnia się pięć pojęć dlań fundamentalnych. Są to: własność, sprawiedliwość, lokalność, subsydiarność i solidarność. Szczegółowym omówieniem tych elementów zajmiemy się w dalszej części. Warto teraz pokrótce przedstawić kontekst, w jakim dystrybucjonizm powstał i jego twórców.</p>
<p style="text-align: justify;">Aidan Mackey w przedmowie do polskiego wydania <em>Eseju o przywróceniu własności</em><sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc">4</a></sup> pisze co następuje:<em> „Niektórzy twierdzą, że termin „dystrybucjonizm” jest mało trafny, ale jest on niemniej właściwy aniżeli „konserwatyzm”, czy „socjalizm” i, w przeciwieństwie do tych dwóch ostatnich, jasno i precyzyjnie opisuje swoje cele. Wszelkie wątpliwości z nim związane wynikają z prostego faktu, że jest on od wieków pewną normą a dla norm nie zwykło się tworzyć terminów. I tak, na przykład, funkcjonuje określenie „kanibal” odnoszące się do osoby żywiącej się ludzkim mięsem, nie wymyślono natomiast osobnej nazwy dla człowieka, który tego nie robi”.</em></p>
<p style="text-align: justify;">Dystrybucjonizm jest zatem rewolucyjną (znów, w znaczeniu powrotu do pierwocin, do normalności) doktryną ekonomii heterodoksyjnej, mającą na celu przywrócenie społecznego ładu gospodarczego utraconego w średniowieczu. Hilaire Belloc, jeden z ojców-założycieli dystrybutyzmu<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc">5</a></sup>, w swojej fundamentalnej dla przedmiotowej idei książce, pt.<em> Państwo niewolnicze</em><sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc">6</a></sup>, pisał o niewolnictwie jako zjawisku tradycyjnym dla rasy ludzkiej. W jego narracji chrześcijaństwo było fenomenem, który doprowadził w średniowieczu do zmiany położenia najgorzej sytuowanych osób, nadając im godność i podstawowe prawa tak, że przestały być one tylko <em>instrumentum vocale</em>. U Belloca czytamy o tym, że na przestrzeni kilkuset lat, poddani lokalnych władców przeszli z pozycji niewolniczych do poziomu kmieci a ostatecznie utrwaliła się warstwa wolnych gospodarzy, związanych z okolicą i ziemią, którą uprawiali. W Polsce to zjawisko znamy pod nazwą smerdów, powszechnych w okresie przedłokietkowym. Zatem najliczniejsza grupa społeczna, wolni gospodarze, związani z ich osiedlem, wioską (łac. <em>vicus</em>), poddani lokalnemu panu na zasadach wzajemnych praw i obowiązków (w żadnym wypadku nie może być mowy o zdegenerowanym i jednostronnym systemie poddańczym znanym z późniejszych epok nowożytnych), samowystarczalni i samorządni, to idealne społeczeństwo dystrybucjonistyczne. Pewien mediewizm przebłyskuje również w – silnie akcentowanej w tej doktrynie – woli przywrócenia systemu cechowego we współczesnym społeczeństwie. Niestety – to dalsza część narracji Belloca – niewolnictwo zaczęło powracać do Christianitas, już pod inną nazwą i w odmienionej formie.</p>
<p style="text-align: justify;">Dystrybutyzm posiada dwie Nemezis na płaszczyźnie gospodarczej: kapitalizm i socjalizm. Pojęcie kapitalizmu przeszło bardzo długą drogę i zaczęto tym mianem nazywać tak wiele zjawisk, że straciło całą precyzję znaczeniową. Dlatego, by opisać system gospodarki własnościowej, w którym bardzo wielka część środków produkcji (ziemi i kapitału) jest w posiadaniu bardzo małej grupy ludzi, Gilbert Keith Chesterton, drugi z ojców-założycieli dystrybutyzmu, wymyślił pojęcie <em>proletaryzmu</em>. Chodzi zatem o sytuację gdy całe, pozbawione własności masy społeczne zmuszone są do sprzedaży własnej pracy nielicznym kapitalistom (właścicielom ziemi i kapitału), uzupełniając tym samym szeregi proletariatu. Ci zaś pracodawcy, mogąc decydować o wynagrodzeniu zatrudnionych, stają się panami ich życia (i niekiedy śmierci), bowiem pracownicy nie posiadają (!) żadnych możliwości odrzucenia warunków zaproponowanych przez właścicieli a alternatywą jest śmierć głodowa. I w tym właśnie zarówno H. Belloc jak i G.K. Chesterton dostrzegali grozę nowego niewolnictwa. Możemy zauważyć, że owo zniewolenie stało się wysublimowane. Nie chodzi obecnie o samo tylko wykorzystywanie proletariatu w zamian za wynagrodzenie w żaden sposób nie licujące z faktyczną wartością owoców jego pracy. Proletaryzm uzależnia proletariusza od kapitalisty, paradoksalnie zniechęcając go do zdobycia własności i wybicia się na niezależność. Oto przecież liczne programy socjalne w korporacjach, dodatki medyczne, zapewnienie opieki nad potomstwem i cała masa innych benefitów sprawiają, że pracownik czuje się „u pana” dobrze i za nic nie zechce oddać komfortu zapewnionego mu przez opiekuńczą korporację. Nawet nie zdaje sobie przy tym sprawy jak bardzo jest wykorzystywany. A taka moc, tak duża przewaga ekonomiczna nielicznych, skutkuje nie tylko możliwością manipulowania społeczeństwem, ale i polityką państwa. Śmiertelnym wrogiem dystrybutyzmu są zatem, zrodzone z proletaryzmu: plutokracja i jej monopole.</p>
<p style="text-align: justify;">Socjalizm, z którym wiązano pierwotnie duże nadzieje (wielu dystrybucjonistów wywodziło się z ruchu fabiańskiego w Wielkiej Brytanii), okazał się nie dawać żadnej odpowiedzi na postępujący proletaryzm. Bo, czy zamiana garstki potężnych posiadaczy na garstkę urzędników państwowego molocha w czymkolwiek zmienia sytuację własnościową ludu? Poza tym, socjalizm jest nierozerwalnie związany z centralizacją i etatyzacją życia społecznego, co jest dla dystrybucjonisty nie do pomyślenia. W skrócie, w myśleniu dystrybutystycznym, proletaryzm i socjalizm (z czasem, jak widać, i tak padający łupem hiperbogaczy) prowadzą do tego samego zniewolenia mas, uwłaczającego godności człowieka. Nie należy jednak uważać, że programy socjalne są dla omawianej doktryny czymś z gruntu złym. Wręcz przeciwnie. O tym jednak należy wspomnieć przy okazji omawiania państwa, jego roli i kształtu, wobec idei i doktryny dystrybucjonizmu.</p>
<p style="text-align: justify;">Poznaliśmy zatem Chestertona i Belloca, nierozerwalny duet zwany nawet czasem „Chesterbellociem”, którzy uważani są za podstawowych ideologów ruchu. Obaj działali na podstawie i w ramach ustaleń Katolickiej Nauki Społecznej. Osobiście nie mam wobec tego oporów by za protodystrybucjonistę uznać samego papieża Leona XIII. Równie wielkie znaczenie dla rozwoju idei jak <em>Rerum novarum</em>, miała także encyklika <em>Quadragesimo anno</em><sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc">7</a></sup><span style="color: #202122;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: small;">,</span></span></span> zatem należy wymienić w tym miejscu ojca świętego Piusa XI. Do znakomitych osobistości, ważnych dla omawianej doktryny, należą także ojciec Vincent McNabb<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc">8</a></sup> czy Arthur J. Penty<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc">9,</a></sup> ale również postacie zupełnie współczesne. Jako, że wspomniano już dwóch papieży związanych z KNS, nie sposób nie powiedzieć w tym miejscu o św. Janie Pawle II<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc">10</a></sup>, z powodu jego olbrzymiego wkładu w ponowne odkrycie wartości pracy w rozumieniu katolickim i godności człowieka w jej kontekście. Niedawno ukazała się książka, pt. <em>Za wielcy by upaść</em><sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc">11</a></sup>, której autorem jest profesor emeritus University of Texas &#8211; John C. Médaille, będąca współczesnym podręcznikiem do dystrybucjonizmu w ujęciu amerykańskim. Na rynku rodzimym pojawiła się także pozycja, pt. <em>Poszukiwanie modelu dystrybucjonizmu</em><sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc">12</a></sup> Wojciecha Czarnieckiego, która porusza przedmiotowe kwestie z punktu widzenia skłaniającego się ku austriackiej szkole ekonomii.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak łatwo się domyślić, dystrybucjonizm jest ideą angielską (nie brytyjską, to ważne rozróżnienie), ukształtowaną ostatecznie w okresie międzywojennym. Błędem byłoby jednak myśleć, że podobne pomysły nie pojawiały się w przeszłości. Ciekawostką jest, że propozycje upowszechnienia własności w społeczeństwie i oparcia na tym ładu gospodarczego znajdujemy często u rewolucjonistów francuskich. Maximilien de Robespierre czy Jacques-Nicolas Billaud-Varenne należeli do zapalonych entuzjastów tej koncepcji. Hilaire Belloc napisał znakomitą monografię Rewolucji<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc">13</a></sup>, sportretował biograficznie osoby Robespierra czy Dantona i należał do radykalnych zwolenników trójkolorowego przewrotu, chcących go „ochrzcić” po chrześcijańsku. Jest to jeden z elementów składających się na wielobarwność i złożoność – myślę, że także na kontrowersyjność – osoby Hilaire Belloca, bo potrafił przy tym pozostawać gorliwym katolikiem i obrońcą Christianitas, entuzjastą monarchii<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc">14</a></sup> czy miłośnikiem osoby&#8230; Benito Mussoliniego<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc">15</a></sup>. Moim osobistym zdaniem stosunek dystrybucjonistów do Rewolucji Francuskiej można opisać jako dziejową sprawiedliwość jaka spotkała gnuśną, zepsutą do szpiku kości, bezbożną i okrutną arystokrację francuską. W drugiej połowie wieku XVIII piękne zasady współpracy i system wzajemnych powiązań, praw oraz obowiązków, jakie łączyły strony systemu feudalnego, nie funkcjonuje już w żadnej mierze. Nie można zatem mówić o obronie tradycji gospodarczej w kontekście kontrrewolucyjnym. Inną sprawą jest podniesienie przez rewolucjonistów ręki na Krzyż i Koronę (znowu, Hilaire Belloc wyraża tezę o naturalnym sojuszu ludu z królem przeciwko możnowładztwu, opartą o przykład zmian własnościowych ziemi i wzrostu władzy arystokracji w Anglii od czasów Henryka VIII). Potworne zbrodnie przeciwko chrześcijaństwu i dynastii Burbonów nie znajdują absolutnie żadnego usprawiedliwienia i przez to przesłaniają sprawiedliwe hasła własnościowe rewolucjonistów. Zresztą, nie można także całej szlachty francuskiej uznać za niegodziwą. Region Bocage, zwłaszcza zaś będąca ojczyzną kontrrewolucji słynna Wandea, która wchodziła w jego skład, posiadały w czasie powstania antyrewolucyjnego wielu przywódców pochodzących ze stanu wyższego. Była to jednak zwykle drobna szlachta, w niczym nie przypominająca ociekających krwawym złotem, tłustych arystokratów paryskich. Niezgodna w żadnej mierze z dystrybucjonizmem jest również rewolucyjna centralizacja państwa francuskiego, zabijająca wszelkie regionalizmy, miejscowe specyfiki prawne, indywidualizmy lokalne. Jaką cenę płaciło się za próbę wyjścia spod tego „totalitaryzmu demokracji” pokazują dobitnie dzieje Lyonu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fundamenty dystrybucjonizmu</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Podstawą gospodarczą dla doktryny i idei dystrybucjonizmu, do czego odnosi się jego nazwa, jest własność. Własność stanowi prawo święte, lecz nie absolutne. Na jej podstawie rodziny, które składają się na społeczeństwo, powinny mieć niezależność utrzymania. Dlatego dystrybutyzm propaguje małe i średnie gospodarstwa w rolnictwie, zamiast latyfundiów. W handlu celuje w wielość mniejszych, rodzinnych sklepów i przedsiębiorstw handlowych, obsługujących region, z którego pochodzą, minimalizując wpływ potężnych sieci handlowych. Zakłady produkcyjne także powinny, w myśl dystrybucjonizmu, stanowić własność indywidualną i łączyć się w spółdzielnie i kooperatywy w przypadku wzmożonych potrzeb produkcyjnych. Podobnie wielkie zakłady, których nie sposób podzielić, powinny być w całości własnością ich pracowników. Ma się tu jednak na myśli rzeczywistą własność i wymierny udział w zyskach, związany z odpowiedzialnością, także za ewentualną stratę. Do przyjęcia jest sytuacja, w której prezes takiej spółki zarabia ośmiokrotność średniego w niej wynagrodzenia, ale znane z naszej codzienności przypadki wynagradzania CEO pięćsetkrotnością średnich zarobków są już skandaliczne. Naturalnie, przedsiębiorstwa państwowe, związane ze strategicznymi sektorami gospodarki, muszą podlegać innym zasadom.</p>
<p style="text-align: justify;">Na tym powinna także polegać rola państwa jako strażnika własności, by nie doprowadzać do nadmiernego jej przyrostu w jednych rękach. Może to robić, na przykład za pomocą skutecznej polityki fiskalnej, celując oczywiście w progi dużo wyższe niż te znane z gospodarek socjalistycznych. Nie chodzi też w dystrybucjonizmie o to, żeby każdy miał po równo ale tyle ile jest mu potrzebne dla niezależności oraz spokojnego i komfortowego życia (zgodnie z nie tak trudnymi do dostrzeżenia zasadami przyzwoitości).</p>
<p style="text-align: justify;">Pojęcie sprawiedliwości w dystrybucjonizmie jest bardzo ważne. Istnieje nawet osobny termin brzmiący po angielsku distributive justice dotyczący sprawiedliwej alokacji dóbr. Nie chodzi jednak tylko o to, że niesprawiedliwość zasadza się w fakcie, że niewielu posiada większość kapitału i ziemi i przez to wykorzystuje wielu, którzy nie posiadają nic lub bardzo mało. To jest oczywistość. Dystrybutyzm zwraca szczególną uwagę na kwestię dobra wspólnego. Wszelki indywidualizm, wynikający z liberalizmu, musi ustąpić miejsca zasadzie, że na krzywdzie sąsiada długotrwałego sukcesu osiągnąć się nie da. Jego dobro jest nierozerwalnie sprzężone z naszym. Jest to jeden z powodów, dla którego o dystrybucjonizmie nie można mówić w kategoriach libertariańskich. Nie ma w nim miejsca na powiedzenia takie jak „wolność mojej pięści jest ograniczona wyłącznie wolnością cudzego nosa”. Skoro w interesie wspólnym jest (a oczywiście jest) by niektóre branże gospodarki, np. usługi seksualne, pornografia, produkcja i dystrybucja narkotyków, „usługi” polegające na zabijaniu dzieci nienarodzonych i inne, były zabronione, czy możemy wówczas mówić o wolnym rynku? Dystrybucjonizm hołduje w tym zakresie hasłu: maksimum wolności w nieprzekraczalnych granicach porządku i na sztywnym kręgosłupie moralnym. Dlatego lepiej mówić o wolnym handlu (bo rzeczywiście przesadny interwencjonizm państwowy nie jest przez dystrybutystów pochwalany) niż o wolnym rynku.</p>
<p style="text-align: justify;">Lokalność, związana silnie z subsydiarnością, to wartość wynikająca ze specyfiki rozproszonej własności dystrybutystycznej. Małe przedsiębiorstwa, gospodarstwa, zakłady mogą i powinny funkcjonować w ramach i dla lokalnej społeczności. Uwzględniając potrzeby i specyfikę sąsiedztwa najefektywniej można budować więzi konsumenckie i reagować na popyt. Nie oznacza to oczywiście zakazów w przekraczaniu granic w biznesie ale o organiczne jego wplecenie w życie ludzkie. Nadto wyjątkowo istotna jest tu kwestia ekologiczna. Przemysł funkcjonujący na miejscu najlepiej rozezna zagrożenia i szanse związane z eksploatacją środowiska. Produkcja żywności w rejonie, w którym jest konsumowana, korzystnie wpływa na zdrowie ludzkie. Bakterie i inne mikroelementy są wówczas z sobą kompatybilne i nie ma mowy o chaosie w ludzkim organizmie. Lokalny biznes dużo mocniej będzie także broniony przed upadkiem przez lokalną społeczność i jest dla niej wiarygodny. W końcu jednym z zagrożeń XXI wieku jest globalizacja, a lokalność staje się jej naturalnym przeciwieństwem. Dystrybutyzm preferuje „tutejszych” nad „obywateli świata”.</p>
<p style="text-align: justify;">Subsydiarność jest politycznym odzwierciedleniem lokalności. Wbrew trendom globalizacyjnym dystrybucjonizm patrzy na społeczeństwo oddolnie. Pierwszym jego składnikiem jest rodzina. Każdy przejaw działalności społecznej, politycznej i gospodarczej musi być zatem budowany wokół rodziny i dla niej. Naturalnie jedna rodzina nie jest w pełni samowystarczalna i potrzebuje szerszego kontekstu dla prawidłowego funkcjonowania. Dlatego państwo, które dystrybucjonista będzie rozumiał przede wszystkim jako samorząd lokalny, działa na zasadzie pomocniczości. Każda organizacja wyższego rzędu uzasadnia swoje istnienie wyłącznie koniecznym wsparciem, jakiego potrzebuje od niej organizacja poziomu niższego. Oznacza to nie tylko przeniesienie ogromnej większości funkcji państwa z poziomu centralnego na poziom lokalny, ale i zwiększenie odpowiedzialności społeczności miejscowej za własne sprawy i nieporównywalnie większą skuteczność władzy niż w przypadku centralnie sterowanego państwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Osobno należy w tym miejscu omówić kwestię demokracji i jej miejsce w dystrybucjonizmie. Cytując Wojciecha Czarnieckiego:<em> „Demokracja ze swej istoty może być tylko lokalna, bo tylko na tym poziomie potrafimy ustalić rzeczywiste poglądy większości, ocenić kandydata oraz realność jego programu</em><sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc">16</a></sup><em>.”</em></p>
<p style="text-align: justify;">Dodatkowo takie przedstawienie sprawy odpowiada średniowiecznym odwołaniom idei dystrybucjonistycznej. Tylko ludzie o podobnych problemach, potrzebach i zamieszkujący ten sam, niewielki obszar są w stanie skutecznie decydować o sprawach bieżących. Lokalność demokracji minimalizuje ryzyko korupcji i bezkarność polityków – wszyscy się znają. Nikt nie jest anonimowy w naturalny sposób, nie na zasadach inwigilacji. Ludzie mają większą kontrolę nad pieniędzmi, które wydatkują z kasy wspólnej, prawo stanowione jest skuteczniejsze bo odpowiada lokalnym potrzebom. Nawet sama kwestia różnicy w przepisach w poszczególnych częściach całego kraju, wynikająca z omawianego rozproszenia administracyjnego, nie jest wcale niepożądana. Różne modele prawne, obowiązujące w kraju, powodują ciągłą „rywalizację” ustawodawczą i chęć dążenia do jak najlepszych warunków życia dla lokalnych społeczności. Nie należy zapominać o aspekcie tradycyjnym. W niektórych obszarach obowiązują prawa na zasadzie zwyczaju, które nie mogą zaistnieć gdzie indziej, a ich pielęgnacja leży w interesie osób im podlegających od pokoleń. Państwo centralistyczne zabija te lokalności w imię jednolitych zasad i samo wykorzenia piękno różnic kulturowych wewnątrz organizmu narodowego.</p>
<p style="text-align: justify;">Wreszcie solidarność, czyli uzupełnienie wertykalnie operującej subsydiarności o wymiar horyzontalny. Solidarność łączy nas z dobrem wspólnym i w imię chrześcijańskiego miłosierdzia skłania do działalności dla dobra wszystkich. Skoro chodzi nam o wspólnotowość i bliskie relacje międzyludzkie, to nie sposób zrealizować tych postulatów bez solidarności. Szczególnie wymiernym testem dla solidarności jest preferencyjna opcja dla ubogich. Kierując się nią, badamy zawsze to, jak nasze postępowanie wpływa na bliźnich najgorzej sytuowanych. Jeżeli skutki są negatywne, oznacza to, że z solidarnością zrywamy. Dobrowolność miłosierdzia jest nieporównywalnie skuteczniejsza od przymusowości państwa opiekuńczego w socjalizmie.</p>
<p style="text-align: justify;">Przejawem solidarności jest nie tylko zwracanie uwagi na bliźnich, którzy nas otaczają ale i na pokolenia mające dopiero nadejść. Dla nich dystrybucjonizm chce pozostawić środowisko czyste a gospodarkę niezepsutą. Dlatego też dystrybutysta z niechęcią spogląda na konsumpcjonizm, zwłaszcza na podsycający go sektor bankowości komercyjnej. Ponadto lichwa, napędzanie inflacji przez bankowy system rezerw cząstkowych i wychowywanie społeczeństwa do życia ponad stan są przez omawianą ideę mocno napiętnowane.</p>
<p style="text-align: justify;">Czy to oznacza, że państwo w dystrybucjonizmie ma być słabe? Oczywiście nie. Jego funkcje muszą być faktycznie przeniesione na niższe, skuteczniejsze poziomy ale i sam rząd centralny, w ramach swych ubogich kompetencji, musi być silny. Bez państwa nie da się utrzymać ładu dystrybucjonistycznego, opanować monopoli i bronić wolnych rodzin przed proletaryzacją. W tym kontekście należy omówić jeszcze jedną kwestię – przywrócenie systemu cechowego, zwanego także gildyjnym. Sednem kwestii gildyjnej jest by ludzie wykonujący tę samą aktywność gospodarczą, w kooperacji posuniętej do granic nieznanym dzisiejszym związkom zawodowym, podlegali ochronie ekonomicznej wolności (własności) i otrzymywali wsparcie w szerokim zakresie różnych aspektów życia każdego członka cechu. Kolejny to już mediewizm dystrybucjonizmu. Taki cech, np. rzemiosł nie tylko stał na straży cen i jakości produkowanych w okolicy dóbr, kontrolował edukację czeladników i rozstrzygał spory między przedsiębiorcami w ramach jednej branży. Organizacje te mogły dodatkowo animować życie kulturalne i duchowe swoich członków, zajmowały się pomocą dla wdów, sierot, obsługiwały kwestie pogrzebu czy wesela, nawet pomagały w budowie domu lub zakładu pracy. Innymi słowy, gildia to naturalne i tradycyjne zastąpienie roli państwa opiekuńczego w kwestiach socjalnych, zgodne z najlepszymi zasadami subsydiarności i solidarności.</p>
<blockquote><p><strong>Czytaj również: <a href="https://myslsuwerenna.pl/polak-anglik-dwa-bratanki-trzech-mezczyzn-dwa-swiaty-jedna-sprawa/">Posadzy: Polak, Anglik, dwa bratanki? Trzech mężczyzn, dwa światy, jedna sprawa</a></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Dystrybucjonizm, obok takich systemów jak korporacjonizm, ordoliberalizm czy solidaryzm narodowy, stanowi spójny system społeczno-ekonomiczny wpisujący się w zbiór doktryn gospodarczych tzw. III drogi, zrywając z duopolem pochodnych kapitalizmu i socjalizmu. Doktryna sięga korzeniami do czasów przednowożytych ale daje odpowiedzi na problemy bardzo współczesne. Nie jest też dystrybutyzm pomysłem czysto akademickim. Po pierwsze istniał w średniowieczu przez kilkaset lat, budując fundamenty naszej cywilizacji. Po wtóre i dziś spotykamy jego elementy, mierzalne i bardzo brzemienne w skutki na świecie. We Włoszech funkcjonuje dystrybutystyczny region Emilia-Romania, w którym upowszechnione są kooperatywy, własność jest stosunkowo mocno rozproszona, a poziom życia z tego wynikający pozostaje wysoki. W Hiszpanii działa od lat dystrybucjonistyczne przedsiębiorstwo Mondragon, którego pracownicy-współwłaściciele mają realny wpływ na funkcjonowanie organizacji i cieszą się dobrym poziomem wynagrodzenia za pracę. Na dalekiej Formozie istnieje zbudowany rękami rządu Kuomintangu i rozkazem Douglasa MacArthura dystrybutyzm tajwański. Program „Ziemia dla rolnika” upowszechnił tam własność gruntu, a lokalność i specyfika przedsiębiorczości stale zadziwia specjalistów monitorujących globalne trendy gospodarcze. Gdyby ktoś chciał szukać literackich obrazów dystrybutyzmu, wystarczy, że sięgnie po prozę J.R.R. Tolkiena. Niczym innym niż wzorowym społeczeństwem dystrybucjonistycznym są Hobbici zasiedlający zieloną krainę Shire w Śródziemiu. Na pierwszych stronach sześcioksiągu <em>Władca Pierścieni</em>, natrafiając na opis tego małego ludu, stykamy się wprost z deskrypcją ludności od pokoleń żyjących na zasadach określonych przez „Chesterbelloca” i KNS.</p>
<p style="text-align: justify;">W tym trudnym okresie obostrzeń i lockdown’ów, który fundują nam rządy na świecie, dystrybucjonizm może stanowić autentyczną „pigułkę antypandemiczną”. Dla skonsolidowanych, samowystarczalnych i solidarnych społeczności żadne restrykcje nie są tak obciążające, jak w przypadku centralistycznych i indywidualistycznych molochów. Kłopoty zaś związane z pandemicznym zamieszaniem z zatrudnieniem, obecne w proletarystycznych gospodarkach, nie trafiają wcale do wolnych rodzin opierających swą niezależność na własności. W końcu, jak powiedział Gilbert Keith Chesterton:<em> „To nie jest tak, że nie dostrzegają rozwiązania, ale że w ogóle nie widzą problemu!”</em></p>
<p lang="pl-PL" align="JUSTIFY"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 4(6)/2021.</em></p>
<p><em>[Grafika: <i>Die Putzmacherinnen</i>; Autor: Johann Hamza]</em></p>
<p>_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1</a>. W historiografii przyjmuje się różne cezury w kontekście tego pojęcia. Tu Długi Wiek XIX należy rozumieć jako epokę rozpoczynającą się w roku 1789 i kończącą wraz z wybuchem Wielkiej Wojny w roku 1914.</p>
</div>
<div id="sdfootnote2" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2</a>. Niekiedy mówi się o Cesarstwie Niemieckim w kategoriach tradycjonalistycznych, niesłusznie moim zdaniem. Faktyczne zburzenie modelu rzeszy, wspólnoty suwerennych podmiotów politycznych pod bardziej duchowym niż politycznym przywództwem korony cesarskiej było rewolucyjnym zerwaniem z tradycją.</p>
</div>
<div id="sdfootnote3" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a>. Gilotyna i Krzyż, Warren H. Carroll, Wydawnictwo Wektory 2006.</p>
</div>
<div id="sdfootnote4" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4</a>. <em>Esej o przywróceniu własności</em> (oryg. <em>An Essay on the Restoration of Property</em>, 1936), Hilaire Belloc, Instytut Norwida 2013.</p>
</div>
<div id="sdfootnote5" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5</a>. Inny wariant nazwy omawianej idei.</p>
</div>
<div id="sdfootnote6" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><i>. </i></span></span><em>Państwo niewolnicze</em> (oryg. <em>The Servile State</em>, 1912), Hilaire Belloc, Chesterton Polska 2017.</p>
</div>
<div id="sdfootnote7" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">. </span></span>Wydana w 40. rocznicę <em>Rerum novarum</em> w roku 1931.</p>
</div>
<div id="sdfootnote8" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">. </span></span>Dominikanin irlandzkiego pochodzenia, żył w latach 1868 – 1943.</p>
</div>
<div id="sdfootnote9" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">. Ż</span></span>yjący w latach 1875 – 1937 angieski architekt i pisarz. Propagator socjalizmu gildyjnego, z czasem przeniósł się na pozycje dystrybucjonistyczne. Skupiał się na kwestii przywrócenia ustroju cechowego.</p>
</div>
<div id="sdfootnote10" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10</a>. Zwłaszcza ze względu na encykliki <em>Centesimus annus</em> (1991) i <em>Laborem exercens</em> (1981).</p>
</div>
<div id="sdfootnote11" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><i>. </i></span></span><em>Za wielcy by upaść</em>, John C. Medaille, Wydawnictwo Wektory 2017.</p>
</div>
<div id="sdfootnote12" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><i>. </i></span></span><em>Poszukiwanie modelu dystrybucjonizmu,</em> Wojciech Czarniecki, Chesterton Polska 2015.</p>
</div>
<div id="sdfootnote13" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><i>. </i></span></span><em>Rewolucja Francuska</em> (oryg. <em>The French Revolution</em>, 1911), Hilaire Belloc, Chesterton Polska 2018.</p>
</div>
<div id="sdfootnote14" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">. </span></span>Takie zdanie wyraża na przykład w <em>Eseju o przywrócenu własności</em>.</p>
</div>
<div id="sdfootnote15" style="text-align: justify;">
<p align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;">. </span></span>Komplementy pod adresem Duce znajdujemy w książce pt. <em>The Cruise of the „Nona”</em>, Londyn 1955 (1925).</p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p style="text-align: justify;" align="LEFT"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16</a><span style="color: #000000;"><span style="font-size: small;"><i>. </i></span></span><em>Poszukiwanie modelu dystrybucjonizmu</em>, Wojciech Czarniecki, Chesterton Polska 2015.</p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/posadzy-dystrybucjonizm-sredniowieczna-idea-przyszlosci/">Dystrybucjonizm &#8211; średniowieczna idea przyszłości</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
