<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Radosław Sikora, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<atom:link href="https://myslsuwerenna.pl/autor/radoslaw-sikora/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/radoslaw-sikora/</link>
	<description>Przegląd Spraw Publicznych</description>
	<lastBuildDate>Thu, 11 Jan 2024 02:10:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2020/09/cropped-logo-obrys1-32x32.png</url>
	<title>Radosław Sikora, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/radoslaw-sikora/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>O aprowizacji wojsk polskich w XVII wieku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-aprowizacji-wojsk-polskich-w-xvii-wieku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Jan 2024 15:57:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5774</guid>

					<description><![CDATA[<p>W XVII w. uważano, że jeśli z kampanii wojennej, w trakcie której nie stoczono żadnej bitwy, powróci połowa armii, która na nią wyruszyła, to jest to dobry wynik. Szokujące? Być może. Ale pogląd ten pokazuje, że odpowiednia logistyka miała większe znaczenie od taktyki wojsk. Pokazuje również, że nawet najlepsze starania nie zapobiegały stratom. Wojsko zawsze [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-aprowizacji-wojsk-polskich-w-xvii-wieku/">O aprowizacji wojsk polskich w XVII wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>W XVII w. uważano, że jeśli z kampanii wojennej, w trakcie której nie stoczono żadnej bitwy, powróci połowa armii, która na nią wyruszyła, to jest to dobry wynik. Szokujące? Być może. Ale pogląd ten pokazuje, że odpowiednia logistyka miała większe znaczenie od taktyki wojsk. Pokazuje również, że nawet najlepsze starania nie zapobiegały stratom.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wojsko zawsze i wszędzie musi najpierw jeść, by podtrzymać zdolność bojową, a dopiero później walczyć. Aprowizacja jest więc najważniejszym wyzwaniem, przed którym stoją&#8230; No właśnie: kto? We współczesnym świecie jest to zadanie odpowiednich struktur w wojsku. W dawnych czasach spadało na barki samych żołnierzy. I to jest podstawowa różnica pomiędzy współczesnym a dawnym wojskiem polskim. Czy to dobrze, czy źle?</p>
<p style="text-align: justify;">Rozpatrując wady i zalety danego rozwiązania, należy pamiętać, w jakich warunkach zostało ono zastosowane. W XVII w. w Europie były różne sposoby aprowizacji armii. Inne były dobre dla gęsto zaludnionych rolniczych terenów, gdzie można było utrzymać wojsko, żywiąc je na koszt miejscowej ludności, inne zaś dla rozległych, słabo zaludnionych obszarów wschodniej Europy, gdzie było za mało ludzkich siedzib, aby liczniejsze wojsko przez dłuższy czas mogło się wyżywić tym, co posiadali miejscowi. Przekonał się o tym Napoleon Bonaparte, wyprawiając się w 1812 r. przeciw Rosji. Co ciekawe, cesarz Francuzów zdawał sobie sprawę, że wojna na terytorium Rosji będzie się bardzo różnić od poprzednich. Znając losy wyprawy na to państwo króla szwedzkiego Karola XII (załamała się ona nie pod Połtawą w lipcu 1709 r., jak się powszechnie sądzi, ale pod Leśną w październiku 1708 r., gdzie Rosjanie zdobyli szwedzki tabor z zaopatrzeniem dla armii Karola XII), doceniał rolę logistyki i wyzwań, jakie stawiają bezkresne przestrzenie. Dlatego nakazał zwiększyć ilość batalionów transportowych z dotychczasowych 7 aż do 26. Osiem z nich posiadało po 600 lekkich i średnich wozów. Pozostałe 18 batalionów miało po 252 wozy czterokonne, o ładowności 1,5 tony każdy. Oprócz nich przygotowano 6 tys. zapasowych koni pociągowych<a href="#_ftn1" name="_ftnref1"><sup>1</sup></a>. Wozy batalionowe wraz z czterodniowym zapasem, jaki każdy żołnierz dźwigał w swoim tornistrze, zabezpieczały zapotrzebowanie ludzi na żywność na okres 24 dni.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatecznie zdało się to psu na budę, bo mimo iż na wojnę 1812 r. Wielka Armia była przygotowana znacznie lepiej niż do poprzednich kampanii (np. w latach 1805–1809 armia Napoleona zaczynała z 8–12-dniowymi rezerwami prowiantu), to nawet w najbardziej optymistycznej wersji wydarzeń jedzenie skończyłoby się na długo przed osiągnięciem Moskwy. Koniecznością stały się rekwizycje, a te prowadzono w sposób nieumiejętny. O ile idący przodem żołnierze mieli niemal wszystko, czego potrzebowali, o tyle ci, którzy szli za nimi, trafiali na zrabowane spichrza, wypasione pola i ludzi pochowanych w lasach. Wynikało to z irracjonalnego podejścia żołnierzy Wielkiej Armii do miejscowej ludności, którą potraktowano jako wrogą (a przecież zanim Bonaparte dotarł do starych granic Rosji, przechodził przez tereny dawnej Rzeczypospolitej, gdzie witano go jako wyzwoliciela spod okupacji; witano, dopóki nie zorientowano się, że przybywające wojsko traktuje ich gorzej niż rosyjskie) oraz ze złej organizacji rekwizycji i bezmyślności żołnierzy, którzy po przejściu i zrabowaniu danej okolicy często gęsto palili to, czego sami nie wzięli. Tak więc ci, którzy szli za nimi, trafiali na teren spustoszony, co nieuchronnie musiało kończyć się głodem, a co za tym idzie dezercjami. Efekt był taki, że do walnej bitwy pod Borodino (5–7 września) z 600 tys. żołnierzy, którzy pod koniec czerwca wkroczyli w granice Rosji, udało się zgromadzić zaledwie ok. 120 tys. Bitwę co prawda wygrano i wkroczono do Moskwy, ale nie mogąc się wyżywić w spalonej przez samych Rosjan dawnej stolicy (aktualną był Petersburg), nakazano odwrót na zachód. A co było później, to już wszyscy wiedzą. Tak się kończyły działania prowadzone nieodpowiednio pod względem logistycznym.</p>
<p style="text-align: justify;">Czy można było zrobić to lepiej? Tak! Pokazuje to np. wyprawa hetmana Stanisława Żółkiewskiego na Moskwę<a href="#_ftn2" name="_ftnref2"><sup>2</sup></a> (miasto to było wówczas stolicą państwa) w 1610 r., a także inne wyprawy wojsk polskich i litewskich.</p>
<p style="text-align: justify;">W czym tkwił sekret Polaków? Otóż podstawą wyżywienia ruszającego na wojnę żołnierza polskiego było to, co sam zabierał ze sobą na wozach. Objaśniał to polski inżynier wojskowy, Józef Naronowicz-Naroński, który w swoim dziele, ukończonym, jak sam podaje, 3 czerwca 1659 r., notował:</p>
<blockquote><p>               <strong><em>[&#8230;] wojsko polskie nie ma magister-prowianta, żeby wojsku wszytkiemu żywność obmyślał i oną opatrował, ale każdy towarzysz siebie, konie swoje i czeladź żywić, i zdobywać się na żywność musi. Zaczem luźnej czeladzi nad zamiar wszyscy chować muszą, a im kto więcej tej luźnej czeladzi chowa, tym więtszy pożytek i prędsze pożywienie miewa. Na przykład jeden towarzysz na trzy konie służąc nad dwóch czeladzi pocztowych trzech, czterech, pięciu, a drugi i dziesięciu chować musi, a przy tym tak wiele wozów, koni i ciurów, zaczym przestrzeństwa trojako więcej potrzeba niż na cudzoziemskiego rajtara. A to też pewna, że przy każdej chorągwi kozackiej lubo usarzkiej drugie tyle albo i dwójnasób więcej czeladzi luźnej będzie, którzy pod osobnym swoim znaczkiem z chorągiewki podczas potrzeby do boju się zejdą i gdzie będzie dziesięć tysięcy wojska polskiego, pewnie dwadzieścia tysięcy do boju albo i więcej względem luźnej czeladzi kłaść może.<a href="#_ftn3" name="_ftnref3"><sup>3</sup></a></em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Powyższe uwagi uzupełnię opisem innego inżyniera wojskowego. Tym razem był to Francuz w służbie polskiej, Philippe Dupont. Pisząc o wojnach Jana III Sobieskiego, odnotował:</p>
<blockquote><p><em><strong>To co opiszę, zapewne byłoby niewykonalne w krajach mniej obfitych we wszystko, co jest konieczne do życia. Owa obfitość w Polsce czyni sprawę [zaopatrzenia] nadzwyczaj łatwą i prostą. Gdy tam przebywałem dwa krzepkie woły kosztowały tylko czternaście, a co najwyżej piętnaście skudów. A za pięć lub sześć skudów miało się wóz, zamknięty i przykryty korą z drzewa, bez żadnych okuć, które były zbędne w tak łagodnych i pozbawionych bruku krajach. Wozy wypełniano wszelakiego rodzaju prowiantem. Kapitan [rotmistrz], któremu Rzeczpospolita dawała pieniądze na potrzeby zaopatrzenia, z doświadczenia wiedział, jaką ilość wozów potrzeba na daną wyprawę. Przygotowywano również zapasy wyłuszczonego jęczmienia dla koni. Gdy nadchodziła chwila korzystania z tych zapasów, podoficer lub sługa wydzielał żołnierzom racje na dwa lub trzy dni. Gdy wóz się opróżniał, to go palono. Natomiast woły zabijano a mięso również rozdzielano w racjach żywnościowych. W taki sposób armia redukowała stopniowo ową wielką ilość wozów, które podążały za nią od początku wyprawy. Zdarzało się, że bywały one zbawieniem dla wojsk: Podczas ataku przeważających sił wroga używano wozów jako zawsze będącego pod ręką obwarowania, które zwano taborem. W ten sposób broniono się skuteczniej niż spoza wałów. […] Po tym, co przytoczyłem, przestaje zadziwiać fakt, że wielka armia może przetrwać pięć miesięcy w kraju tak spustoszonym jak Mołdawia.</strong></em></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Liczba wozów towarzyszących kawalerii polskiej i litewskiej była olbrzymia. Średnio na jednego członka pocztu (towarzysza bądź czeladnika pocztowego) przypadał jeden, a czasem i dwa wozy. W piechocie było mniej wozów, bo tam na kilku żołnierzy przypadał jeden pojazd. Na przykład liczbę wozów towarzyszących polskiej armii, która w 1683 r. poszła na odsiecz Wiednia, oszacowano na co najmniej 32 tys., a liczbę koni aż na 400 tys.! A przecież ówczesnym wojskom Sobieskiego daleko było do tego, co widziały beresteckie pola w 1651 r. Jan Kazimierz w bitwie beresteckiej miał do swojej dyspozycji armię przeszło trzykrotnie liczniejszą! A ilość jej wozów, choć z niewątpliwą przesadą, szacowano aż na 0,5 mln! Gdy więc taka armia maszerowała w jednej kolumnie (co jednak nie zawsze było możliwe), to prezentowała się jak wielkie ruchome miasto. Na przykład 20 września 1651 r.:</p>
<blockquote><p><strong><em>Straszny i ogromny pokazał się być szyk wojsk naszych, bo i tabor opasany był od wojska. Szły wozy koronne w rzędów 74, a litewskie w rzędów 40 wielką równiną. Czoło wojska taką zajmowało linią jako z Warszawy do Woli najmniej, a wzdłuż ciągnęły się wozy milę srogą podolską wielkim porządkiem.<a href="#_ftn5" name="_ftnref5"><sup>5</sup></a></em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Zdaniem autora tej relacji, stolnika halickiego Andrzeja Miaskowskiego, front taboru polskiego zajmował przestrzeń ok. 2,7 km<a href="#_ftn6" name="_ftnref6"><sup>6</sup></a>, a jego długość wynosiła przeszło 10 km<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><sup>7</sup></a>. Wielkości zaiste imponujące, nie budzące jednak wątpliwości, gdyż można je zweryfikować. Jeśli bowiem połączona armia polsko-litewska składała się ze 114 rzędów wozów, to według norm odległości między rzędami w czasie pochodu taboru, zaprezentowanych przez Józefa Naronowicza-Narońskiego<a href="#_ftn8" name="_ftnref8"><sup>8</sup></a>, powinien on mieć przeszło 2400 m, co nieźle koresponduje z podaną przez Miaskowskiego wielkością. Zwłaszcza, że tabor „opasany był od wojska”, czyli otoczony maszerującymi na zewnątrz żołnierzami, którzy też zajmowali pewną przestrzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Tabor był podstawą utrzymania żołnierzy polskich w czasie działań wojennych. Od jego liczebności zależało być albo nie być wojaków. Dodatkowo, jak wspomniał cytowany już Dupont, pełnił on rolę obronną. Była to ruchoma forteca.</p>
<p style="text-align: justify;">Aby te masy wozów mogły się przemieszczać, potrzeba było mnóstwa koni i woźniców. Oprócz tych ostatnich byli także liczni luźni czeladnicy, których – podobnie jak woźniców – nie liczono do grona żołnierzy, ale pełnili oni niesamowicie ważną funkcję w wojsku. I tak przechodzimy do drugiego sposobu utrzymania wojska w należytej formie, czyli do picowania.</p>
<p style="text-align: justify;">Picownicy, to uzbrojona luźna czeladź, którą często organizowano w specjalne oddziały. Miały one nawet swoje sztandary, zwane znaczkami. Dowództwo nad takim oddziałem powierzano specjalnie odkomenderowanemu towarzyszowi, np. husarskiemu. Picowników rozsyłano na czaty. Jak daleko? Zależało to od wielu czynników. Na przykład w ostatniej fazie oblężenia Pskowa, czyli w styczniu 1582 r., picownicy sprowadzali żywność dla oblegających polskich i litewskich żołnierzy z odległości aż 350 km! Dzięki temu wojska Rzeczpospolitej wytrwały pod murami tego miasta ponad pięć miesięcy i to w trakcie jednej z najcięższych zim stulecia. Wytrwały aż do podpisania korzystnego dla nas rozejmu w Jamie Zapolskim.</p>
<p style="text-align: justify;">Tu warto dodać, że obecność luźnej czeladzi bardzo podnosiła faktyczną liczebność wojsk, ale że, jako już wspomniałem, czeladników tych nie liczono do grona żołnierzy, to na papierze armia polska była wielokrotnie mniejsza. Gdybyśmy dzisiaj chcieli analogicznie liczyć wojsko, to np. w siłach powietrznych liczono by samych tylko pilotów, bez tych ludzi, którzy stanowią niezbędne dla nich zaplecze, a które umożliwia im start w powietrze, wykonanie zadania bojowego i bezpieczne lądowanie. Jak widać, księgowymi sztuczkami można armię znacząco powiększyć, albo też pomniejszyć. Rzecz jasna tylko na papierze. A ponieważ różne kraje stosowały różne sposoby liczenia żołnierzy, to i nie dziw, że z porównywania takich liczb wychodzą historykom kuriozalne wnioski. Ale to już inne zagadnienie&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #993300;">O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec chciałbym zainteresowanym pogłębieniem swojej wiedzy polecić książki, w których rozwijam ledwie zasygnalizowane w tym artykule zagadnienia. Pierwszą jest <em>Husaria. Duma polskiego oręża</em>, gdzie na 40 stronach rozdziału <em>Zaplecze</em> wyjaśniam, jak ono funkcjonowało. Omawiam tam obóz, namioty, stajnie, wozy, kuchnie, aprowizację i skład przykładowego pocztu husarskiego. Drugą książką jest <em>Nie tylko husaria</em>, gdzie na stronach 15–57 wyjaśniam rolę i liczebność personelu pomocniczego w armiach i polskiej, i moskiewskiej, i osmańskiej. Pokazuję tam również, jak wspomniana powyżej kreatywna księgowość potrafi wypaczyć obraz wojen i bitew. O tym samym, ale w odniesieniu do armii tatarskiej, można przeczytać w ostatniej książce, którą tu polecę, czyli w <em>Niezwykłych bitwach i szarżach husarii</em> (wydanie z 2021 r.). W rozdziale poświęconym bitwie hodowskiej wyjaśniam, jak wyglądały i jak się żywiły armie tatarskie, oraz dlaczego jak najbardziej możliwe było to, że 40 tys. Tatarów zostało powstrzymanych przez 400 husarzy i pancernych.</p>
<p style="text-align: justify;"><sub><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 1-2(7-8)/2022.</em></sub></p>
<p style="text-align: justify;"><em><span style="font-size: 8pt;">Grafika: Bitwa pod Kłuszynem w malarskiej wizji Szymona Boguszowicza (ok. 1620)</span></em></p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1"><sup>1</sup></a>     M. van Creveld, <em>Żywiąc wojnę. Logistyka od Wallensteina do Pattona</em>, Warszawa 2013, s. 89.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2"><sup>2</sup></a>     R. Sikora, <em>Czego Napoleon mógłby się nauczyć od Żółkiewskiego?</em>, https://kresy.pl/kresopedia/czego-napoleon-moglby-sie-nauczyc-od-zolkiewskiego/, dostęp: 24 V 2022 r.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3"><sup>3</sup></a>     J. Naronowicz-Naroński, <em>Budownictwo wojenne</em>, opr. T. Nowak, Warszawa 1957, s. 163.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4"><sup>4</sup></a>     Tłum. K. Jagusiak. W oryginale: „Ce que je vais écrire, peut-être ne pourrait pas se pratiquer en d&#8217;autres pays, moins abondants en tout ce qui est nécessaire à la vie; c&#8217;est cette abondance, qui rend la chose très facile et très aisée en Pologne. De mon temps deus puissants bœufs ne coutaient que quatorze ou quinze écus au plus. On avait un chariot, fermé et couvert d&#8217;écorce d&#8217;arbres, sans aucunes ferrures, qui seraient inutiles dans des pays si doux et qui sont sans pavé, pour cinq ou six écus. On remplissait ces chariots de touts sortes de denrées. Un capitaine, payé par la république pour faire ses provisions, savait par expérience combien il avait besoin de chariots pour sa campagne. On faisait aussi provision d&#8217;orge mondé pour les chevaux. Lorsqu&#8217;on ne pouvait plus vivre que de ces provisions, un bas officier ou un domestique distribuait aux soldats leur portion pour deux ou trois jours; lorsqu&#8217;un chariot était vidé, on le brûlait. On tuait les bœufs et on en donnait aussi la viande par portions. De cette manière l&#8217;armée se déchargeait insensiblement de ce grand nombre de chariots, dont elle était suivie au commencement de la campagne. Il est quelque fois arrivé, qu&#8217;ils ont fait le salut des armées: lorsqu&#8217;on était pressé par des forces supérieures, ils servaient de retranchements, qu&#8217;on appelle tabor, et qui étaient toujours prêts, et à la faveur desquels on se défendait mieux que derrière un parapet. […] Par ce, que je viens de rapporter, on ne doit point s&#8217;étonner, qu&#8217;une grande armée ait pu subsister pendant cinq mois, dans un pays aussi désert que la Moldavie”. Zob. P. Dupont, <em>Mémoires pour servir à l’histoire de la vie et des actions de Jean Sobieski III du nom roi de Pologne</em>, [w:] <em>Biblioteka Ordynacji Krasińskich: Muzeum Konstantego Świdzińskiego</em>, t. VIII, opr. J. Janicki, Warszawa 1885, s. 241–242.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5"><sup>5</sup></a><em>     Wojna z Kozaki i Tatary</em>, [w:] <em>Starożytności historyczne polskie</em>, t. 1, opr. A. Grabowski, Kraków 1840, s. 304.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6"><sup>6</sup></a>     Świętosław Orzelski określa odległość z ówczesnej Warszawy do placu elekcyjnego na Woli na 3 staje (1 staja = 893 m), czyli ok. 2,7 km. Zob. Ś. Orzelski, <em>Elekcja Stefana Batorego 11 XI – 15 XII 1575</em>, [w:] <em>Elekcje królów Polski w Warszawie na Woli 1575–-1764</em>, red. M. Tarczyński, Warszawa 1997, s. 99.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7"><sup>7</sup></a>     Mila podolska to 10 460 m.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8"><sup>8 </sup></a>    J. Naronowicz-Naroński, <em>op.cit.</em>, s. 180–183.</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-aprowizacji-wojsk-polskich-w-xvii-wieku/">O aprowizacji wojsk polskich w XVII wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 11:22:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[1683]]></category>
		<category><![CDATA[bitwa pod wiedniem]]></category>
		<category><![CDATA[sikora]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5632</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Mój [mąż] się koniecznie wybiera na wojnę. Żadnym nie mogę go odwieść sposobem.”1 &#160; Pisała Anna ze Stanisławskich Zbąska o swoim trzecim mężu, podkomorzym lubelskim Janie Zbąskim, który w 1683 roku ruszył z Janem III Sobieskim oswobadzać Wiedeń. &#160; Motywacje szlachty polskiej &#160; W 1677 r. Anna po raz trzeci i ostatni stanęła na ślubnym [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/">O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p><strong><em>„Mój [mąż] się koniecznie wybiera na wojnę. Żadnym nie mogę go odwieść sposobem.”</em><sup><a href="#_ftn1" name="_ftnref1">1</a></sup></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pisała Anna ze Stanisławskich Zbąska o swoim trzecim mężu, podkomorzym lubelskim Janie Zbąskim, który w 1683 roku ruszył z Janem III Sobieskim oswobadzać Wiedeń.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Motywacje szlachty polskiej</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W 1677 r. Anna po raz trzeci i ostatni stanęła na ślubnym kobiercu. Była szczęśliwa, bo jej małżeństwo okazało się bardzo udane. Jednak, ku jej rozpaczy, pan podkomorzy lubelski miał tę samą „wadę” co jej ojciec (Michał Stanisławski) i drugi mąż (Jan Zbigniew Oleśnicki), którzy zmarli w wyniku trudów wojennych. Jako polski szlachcic, na pierwszym miejscu stawiał swój obowiązek służenia Bogu i ojczyźnie, więc gdy w 1683 roku Jan III Sobieski ruszył na odsiecz Wiednia, pociągnął za nim i pan Zbąski. Anna o jego motywacjach pisała tak:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Nie przyjmuje perswazyjej,</em></p>
<p><em>chciwy człek reputacyjej.</em></p>
<p><em>Darmo mu wspominać tego,</em></p>
<p><em>co było w młodości jego.</em></p>
<p><em>Odnawia się w nim ochota</em></p>
<p><em>i owa wrodzona cnota,</em></p>
<p><em>Zwłaszcza na bisurmanina,</em></p>
<p><em>tak wielkiego poganina.</em></p>
<p><em>Taż się w mojem [mężu] odezwała,</em></p>
<p><em>iże była nie ustała</em></p>
<p><em>Cnota, która mu radziła,</em></p>
<p><em>by na tym placu stawiła.</em></p>
<p><em>Nie słucha [mąż] mej perswazyjej,</em></p>
<p><em>nie chce dać miejsca racyjej.</em></p>
<p><em>Mówi: &lt;&lt;Za szczęście mieć będę,</em></p>
<p><em>choć i życia tam pozbędę,</em></p>
<p><em>Gdzie idzie o wiarę moję,</em></p>
<p><em>bo chcę za nią lać krew swoję!</em></p>
<p><em>A jeśli zaś Bóg pozwoli,</em></p>
<p><em>to i stamtąd mię wyzwoli.</em></p>
<p><em>Nad czym mam deliberować</em></p>
<p><em>i substancyjej [majątku] żałować?</em></p>
<p><em>Niech się i ta zruinuje,</em></p>
<p><em>ja się przecię wyprawuję!&gt;&gt;”<a href="#_ftn2" name="_ftnref2"><sup>2</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wyprawił się więc pan podkomorzy lubelski na wojnę, a pani Anna zapisała:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Większy coraz mam smutek, wspomniawszy sobie, żem dla wojska i ojca, i męża straciła – i o niego [trzeciego męża] się boję.”<sup><a href="#_ftn3" name="_ftnref3">3</a></sup></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_5638" aria-describedby="caption-attachment-5638" style="width: 433px" class="wp-caption aligncenter"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="size-full wp-image-5638" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-02-Anna-Zbaska.jpg" alt="" width="433" height="550" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-02-Anna-Zbaska.jpg 433w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-02-Anna-Zbaska-236x300.jpg 236w" sizes="(max-width: 433px) 100vw, 433px" /><figcaption id="caption-attachment-5638" class="wp-caption-text"><em>Siedemnastowieczny portret Anny ze Stanisławskich Zbąskiej. Jej mąż, podkomorzy lubelski Jan Zbąski, walczył pod Wiedniem. Źródło: Wikipedia.</em></figcaption></figure>
<p>Okazało się, że lęk Anny był uzasadniony. Co prawda odniesione pod Wiedniem zwycięstwo na trwałe wpisało się do panteonu sławy polskiego oręża, lecz nie oszczędzający się w batalii Zbąski został ranny w nogę. Z pozoru niegroźnie. Jednak po dłuższym czasie rana ta doprowadziła do jego śmierci.</p>
<blockquote><p><strong><em>Rycerze polscy, którzy uratowali Wiedeń przed nawałą islamską, byli ludźmi z krwi i kości. Mieli swoje rodziny i majątki. Te ostatnie pozwalały im korzystać z życia bez narażania się na rany, śmierć czy choćby tylko rozłąkę z bliskimi. A jednak tak liczne grono polskiej szlachty, ponosząc wielkie koszty, zaciągnęło się na ochotnika do armii i ruszyło bronić nawet nie swoich, lecz cudzych granic. Dlaczego? Co nimi kierowało? Temat ten od dawna mnie frapuje, tak jak i intrygują mnie motywacje ludzi różnych epok służących w wojsku. Te ostatnie były i są bardzo rozmaite. Na przykład w dobie armii tworzonych z poboru, szło się do wojska ze strachu przed konsekwencją odmowy. Państwo dysponowało odpowiednimi środkami przymusu. Ale, jako że „z niewolnika nie ma dobrego pracownika”, tak i z poborowego rzadko kiedy można było zrobić dobrego żołnierza. Lepszy był taki, który szedł do walki nie będąc do tego przymuszanym, czyli na ochotnika.</em></strong></p></blockquote>
<p>Motywacje ochotników bywały bardzo rozmaite. Można się o tym przekonać czytając np. wspomnienia Jerzego Konrada Maciejewskiego, który 21 listopada 1918 roku dobrowolnie zgłosił się do służby w szeregach I Warszawskiego Baonu Ochotniczego Oddziału Obrony Lwowa, czyli tej jednostki, którą wysłano na pomoc polskim obrońcom Lwowa. Jak pisał, gdy stawił się w koszarach:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Zastałem tam już czterech kandydatów do stanu wojskowego. Dwaj sztubacy z wyższych klas szkoły średniej, jeden Żyd, który zapisał się z biedy, oraz jeden czeladnik szewski, gorący socjalista, niemający pojęcia o socjalizmie – wstąpił do wojska jedynie dlatego, że fama głosiła, iż we Lwowie podczas walk ulicznych można sowicie się obłowić. Zresztą, takich ‘patriotów’ jak się później okazało, było znacznie więcej.”<a href="#_ftn4" name="_ftnref4"><sup>4</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie inaczej było w XVII w. Sam fakt wstąpienia do wojska na ochotnika nie oznaczał od razu, iż ktoś robił to z pobudek patriotycznych, czy ogólniej: ideologicznych lub etycznych. Pisałem o tym obszernie w książkach „Husaria pod Wiedniem 1683”<a href="#_ftn5" name="_ftnref5"><sup>5</sup></a> oraz „Husaria. Duma polskiego oręża”<a href="#_ftn6" name="_ftnref6"><sup>6</sup></a>, dokąd odsyłam wszystkich, którzy chcieliby pogłębić ten temat. Tutaj jedynie przywołam opinię rotmistrza husarskiego Jana Dobrogosta Krasińskiego, który wziął udział w kampanii wiedeńskiej. Stwierdził po niej, że żołnierz koronny „własną tych wieków substancją [majątkiem] służy”<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><sup>7</sup></a>. Dodał, że rycerstwo polskie na wyprawę 1683 roku „bez zapłaty, o swoim koszcie”, żądne sławy i przez wzgląd na miłość ojczyzny wyruszyło, „bo za to pewniejsza w niebie od Boga niż na ziemi od człowieka czeka każdego zapłata”<a href="#_ftn8" name="_ftnref8"><sup>8</sup></a>. Jak widać, pokrywa się to z motywacjami, które pchnęły na wojnę podkomorzego lubelskiego Jana Zbąskiego. Trzeba jednak pamiętać, że i Krasiński, i Zbąska pisali o elicie wojska polskiego – towarzystwie narodowego autoramentu. Nie można motywacji elity automatycznie rozciągać na innych żołnierzy, a tym bardziej na luźną czeladź. Zresztą, nawet w ramach samego towarzystwa można było spotkać ludzi służących z różnych pobudek&#8230;</p>
<p>Towarzystwo narodowego autoramentu, czyli petyhorskie, pancerne i kozackie (chodzi tu o lekką jazdę a nie o Kozaków Zaporoskich) a zwłaszcza husarskie, zawsze było wyżej cenione od reszty żołnierzy, a tym bardziej od ciurów, czyli luźnych czeladników. Jego morale najczęściej było wyższe, a pobudki do służby wojskowej wznioślejsze. Nie inaczej było pod Wiedniem. A że wysokie morale towarzystwa wpłynęło na niżej w hierarchii stojących wojaków, to 1 września 1683 roku porucznik roty husarskiej, Stanisław Potocki, do swojej matki pisał:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Wielka we wszystkich na tę woynę ochota.”<a href="#_ftn9" name="_ftnref9"><sup>9</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_5639" aria-describedby="caption-attachment-5639" style="width: 364px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" class="size-full wp-image-5639" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-03-Stanislaw-Potocki.jpg" alt="" width="364" height="741" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-03-Stanislaw-Potocki.jpg 364w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-03-Stanislaw-Potocki-147x300.jpg 147w" sizes="(max-width: 364px) 100vw, 364px" /><figcaption id="caption-attachment-5639" class="wp-caption-text"><em>Stanisław Potocki, porucznik roty husarskiej Andrzeja Potockiego. Zginął w bitwie pod Wiedniem. Portret z końca XVII w. Źródło: Wikipedia.</em></figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dzięki temu, 12 września 1683 roku:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>„<em>Polacy, którzy [&#8230;] tam [na góry wokół Wiednia] się wspięli, runęli [w dół] jak szaleni i bili się jak lwy.”</em><a href="#_ftn10" name="_ftnref10"><sup>10</sup></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>I po co to wszystko?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jak pisałem w książce „Husaria pod Wiedniem 1683”:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>„Towarzysze, nie szczędząc olbrzymich kosztów, które musieli ponieść, wyruszyli na odsiecz cesarskiej stolicy w od dawna niespotykanej liczbie. Tak w drodze pod Wiedeń, jak i na samym polu bitwy, husarze zachowali wzorową dyscyplinę. Zanim starli się z przeciwnikiem, przedarli się przez bardzo trudny, lesisty teren gór wiedeńskich. W samej bitwie poczynali sobie dzielnie. Jan III Sobieski był z nich bardziej niż zadowolony, skoro jeszcze 6 października 1683 roku, w liście do żony pisał ‘o naszych niektórych, nad wszystkie na świecie spodziewanie, trzeba by cudowne rzeczy pisać’<a href="#_ftn11" name="_ftnref11"><sup>11</sup></a>. Uznanie zdobyli sobie także w oczach sprzymierzeńców.”<a href="#_ftn12" name="_ftnref12"><sup>12</sup></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>                    <strong><em>Uznanie, uznaniem, ale wielu Polaków wciąż zadaje sobie pytanie, po co Sobieski w ogóle poszedł pod Wiedeń? Wątpliwości te nie są bynajmniej domeną naszych czasów. Jan III Sobieski  za swojego życia miał opozycję, która starała się zdyskredytować sens kampanii 1683 r. Już kilka miesięcy po bitwie zrobił to jej uczestnik, wspomniany wyżej Jan Dobrogost Krasiński<a href="#_ftn13" name="_ftnref13"><sup>13</sup></a>. Później było tylko gorzej, a gdy Austria wzięła udział w rozbiorach Polski, krytycy poczynań króla dostali wiatr w żagle. Już w latach 70. XVIII wieku szermowano trzymającymi się nieźle do dzisiaj argumentami, że nawet gdyby Turcy w 1683 r. zdobyli Wiedeń, to byli za słabi aby opanować cały kraj. Za słabi nawet by utrzymać miasto. Polska pomoc cesarzowi przyspieszyła więc upadek państwa słabego, a wzmocniła naszego przyszłego zaborcę.</em></strong></p></blockquote>
<p>Krytyka ta oparta jest jednak na z gruntu błędnych założeniach. Wojna toczona w latach 1683-1699 pokazała, że Imperium Osmańskie nie było tak słabe, jak kilka dekad później twierdzono. Najlepszym dowodem jest fakt, że koalicja państw chrześcijańskich (cesarstwo, Rzeczypospolita, Wenecja i państwo moskiewskie) potrzebowała aż kilkunastu lat, by ją wygrać. Jeszcze wymowniejszy jest wynik wojny rosyjsko-tureckiej z lat 1710-1713. W jej trakcie, mimo iż Rosja dopiero co pokazała swą potęgę, gromiąc wydawałoby się niezwyciężonych Szwedów Karola XII, to jednak uległa Imperium Osmańskiemu.</p>
<p>Ważne jest także, aby zrozumieć, że Jan III Sobieski zawarł sojusz antyturecki z cesarzem gdy nie wiadomo było jeszcze, kogo sułtan wybierze sobie na cel dla swych wojsk. Sytuacja w 1683 r. była dla Rzeczypospolitej alarmująca. W tym czasie, dzięki przyjęciu przez powstańców Imre Thökölyego zwierzchnictwa sułtana, tureckie wpływy sięgnęły tzw. Górnych Węgier, czyli Słowacji. A stamtąd był już tylko krok do Krakowa. Gdyby więc muzułmanie chcieli uderzyć na Polskę, to walki mogłyby się toczyć nie gdzieś daleko na Podolu (jak to miało miejsce w latach 1672-1676), lecz o polską stolicę<a href="#_ftn14" name="_ftnref14"><sup>14</sup></a>! To było śmiertelne zagrożenie dla naszego kraju. Tym większe, że wspomniana wojna 1672-1676 pokazała, że i owszem, potrafiliśmy obronić istnienie państwa, ale tylko kosztem poważnych strat terytorialnych.</p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_5640" aria-describedby="caption-attachment-5640" style="width: 529px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" class="size-full wp-image-5640" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-04-Krasinski.jpg" alt="" width="529" height="828" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-04-Krasinski.jpg 529w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-04-Krasinski-192x300.jpg 192w" sizes="(max-width: 529px) 100vw, 529px" /><figcaption id="caption-attachment-5640" class="wp-caption-text"><em>Epitafium poświęcone rotmistrzowi husarskiemu (jego chorągiew walczyła pod Wiedniem), Janowi Dobrogostowi Krasińskiemu. Wykonano je w pierwszych latach XVIII w. Źródło: Kościół pod wezwaniem św. Piotra z Alkantary i św. Antoniego Padewskiego w Węgrowie. Zdj. Radosław Sikora.</em></figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<p>Czy w chwili, gdy okazało się, że wojska osmańskie pójdą na cesarza, sensownym było nie dotrzymać zobowiązań sojuszniczych? Załóżmy, że Sobieski albo nie zmobilizowałby na czas armii, albo i zmobilizował, lecz nie dotarł z nią pod Wiedeń przed jego upadkiem. Co wówczas zobaczyłyby wszystkie panujące w Europie dwory? Słabość Rzeczpospolitej i jej króla! Notowania Polski jako sojusznika spadłyby na łeb na szyję. Sojusznik jest cenny o tyle, o ile jest silny i dotrzymuje swoich zobowiązań. Gdy tego nie robi, powstaje zasadne pytanie, po co w ogóle wiązać się z kimś takim. A antyturecki sojusz był dla Polaków równie istotny, co dla Austriaków. Bo na kampanii 1683 r. z pewnością by się nie skończyło. Jan III Sobieski doskonale rozumiał te wszystkie uwarunkowania, dlatego w liście do Mikołaja Sieniawskiego pisanym w lipcu 1683 r., bardzo trzeźwo stwierdził, iż „lepiej w cudzej ziemi, o cudzym chlebie, w asystencji wszystkich sił [sprzymierzonych] wojować, aniżeli samym się bronić o swoim chlebie, i kiedy nas jeszcze przyjaciele i sąsiedzi odstąpią”<sup><a href="#_ftn15" name="_ftnref15">15</a></sup>.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/niewykorzystany-triumf-kleska-powiedenskiej-polityki-zagranicznej-jana-iii-sobieskiego/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #993300;">Niewykorzystany triumf. Klęska powiedeńskiej polityki zagranicznej Jana III Sobieskiego</span></a></strong></p>
<p>Jako Polacy mamy dzisiaj problem, oczekując od Austrii wdzięczności za pomoc, jakiej jej udzieliliśmy w 1683 r. Nie jest to problem nowy. Kiedy doświadczono czarnej wręcz niewdzięczności w postaci udziału Austrii z rozbiorach Rzeczypospolitej, kwestia ta urosła niemal do pierwszoplanowej rangi. Również w XIX w. próbowano grać politycznie kartą wdzięczności, czego ciekawym świadectwem jest pamiętnik Juliana Ursyna Niemcewicza. Otóż, gdy po klęsce wojsk Napoleona w Rosji, Polacy błagali stacjonującego w Księstwie Warszawskim wodza Austriaków, ks. Karla Philippa Schwarzenberga, by swoją armią (liczyła ona około 25 tys. żołnierzy) bronił Warszawy przed nadciągającymi Rosjanami, to:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Użyto wszelkich pobudek, by skłonić rakuskiego wodza do odparcia Moskali od Warszawy, przypominając mu, iż to była jedyna pora wypłacenia się Austriaków z długu winnego Polszcze za ocalenie Wiednia. Na próżno [&#8230;]”<a href="#_ftn16" name="_ftnref16"><sup>16</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Austriacy zręcznie uniknęli walk, dzięki czemu Warszawa wkrótce wpadła w ręce Moskali.</p>
<p>O ile w grach politycznych sięganie po różne, nawet emocjonalne argumenty, ma jakiś tam sens (zwłaszcza, gdy próbujemy oddziaływać na jednostki i społeczeństwa, które łatwo poddają się emocjom), o tyle trzeba zdawać sobie sprawę, że w poważnej polityce wdzięczność nie jest żadną kartą przetargową. Państwa nie działają na zasadzie wypłacania się z rzeczywistych, czy rzekomych dobrodziejstw, jakich zaznały. W poważnej polityce liczy się gra interesów i siła sprawcza. W polskim interesie było, aby wziąć udział w odsieczy wiedeńskiej, dlatego Sobieski poszedł tam z wojskiem. Nie po to, żeby cesarz, papież, czy ktokolwiek inny był mu wdzięczny! A że polski król zdawał sobie przy tym sprawę z siły propagandy, to swoje działania zręcznie przykrywał walką o wiarę. Argument taki przynosił mu popularność i wśród samych Polaków, i wśród chrześcijan w Europie. W tamtych bowiem czasach ceniono monarchów i kraje broniące chrześcijaństwa przed islamem. Rycerstwo polskie mogło więc wierzyć, że faktycznie idzie na świętą wojnę, co bardzo pomogło w jego mobilizacji. Faktycznie jednak poszło walczyć w najbardziej żywotnym interesie swojego państwa, czego już nie musiało tak dobrze rozumieć. Dobrze by jednak było, aby po tylu stuleciach zrozumieli to w końcu Polacy.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: Martino Altomonte, Bitwa pod Wiedniem 1683 roku. Obraz z 1694 roku znajdujący się we Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki.</em></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1"><sup>1 </sup></a>Anna Stanisławska, <em>Transakcyja albo opisanie całego życia jednej sieroty przez żałosne treny od tejże samej pisane roku 1685</em>. Wyd. Ida Kotowa. Kraków 1935. s. 180.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2"><sup>2 </sup></a>Tamże, s. 179-180.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3"><sup>3 </sup></a>Tamże, s. 181.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4"><sup>4 </sup></a>Jerzy Konrad Maciejewski, <em>Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920</em>. Warszawa 2015. s. 112-113.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5"><sup>5 </sup></a>Radosław Sikora, <em>Husaria pod Wiedniem 1683</em>. Warszawa 2012. s. 169-201.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6"><sup>6 </sup></a>Radosław Sikora, <em>Husaria. Duma polskiego oręża</em>. Kraków 2019. s. 35-71.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7"><sup>7 </sup></a>Jan Dobrogost Krasiński, <em>Relatia seu Descriptia wojny pod Wiedniem, pod Strygoniem i dalszej campaniej A. 1683. prawdziwa przy obronie prawdy i honoru rycerstwa polskiego Relacja o przeszłej roku 1683 w Rakusiech i na Węgrzech campaniej</em>, oprac. O. Laskowski. „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 1930, t. 2, z. 1, s. 162.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8"><sup>8 </sup></a>Tamże.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9"><sup>9 </sup></a><em>Akta do dziejów króla Jana IIIgo sprawy roku 1683o, a osobliwie wyprawy wiedeńskiej wyjaśniające.</em> Opr. Franciszek Kluczycki. Kraków 1883. s. 332.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10"><sup>10 </sup></a>Tłumaczył Krzysztof Jagusiak. Za: Eugeniusz Sabaudzki (Eugène de Savoie), <em>Mémoires du prince Eugéne de Savoie</em>. Londyn 1811. s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11"><sup>11 </sup></a>Jan Sobieski, <em>Listy do Marysieńki.</em> Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1970. s. 553.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12"><sup>12 </sup></a>Sikora, <em>Husaria pod Wiedniem</em>, s 243.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13"><sup>13 </sup></a>Anna Czarniecka, <em>Nikt nie słucha mnie za życia. Jan III Sobieski w walca z opozycyjną propagandą (1684-1696)</em>. Warszawa 2009. s. 110-115.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14"><sup>14 </sup></a>Wyjaśnić tu trzeba, że to Kraków a nie miasto rezydencjonalne królów (Warszawa), był wciąż stolicą Polski.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15"><sup>15 </sup></a>Cytat za: Maria Kazimiera i Jan Sobiescy. <em>Listy z okresu odsieczy wiedeńskiej</em>. Warszawa 1983. s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16"><sup>16 </sup></a>Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, t. 2. Opr. Jan Dihm, Warszawa 1958. s. 277.</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/">O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.3)</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-3/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 20 Dec 2022 13:50:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[zabawy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5280</guid>

					<description><![CDATA[<p>Poprzednie części artykułu: O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1) O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.2) „Młodzież obojej płci zabawiała się różnymi igraszkami uczciwymi, a to w godziny wieczorne, najwięcej w dni uroczyste, aby w próżnowaniu nie nudziła. Te zaś igraszki działy się w obecności starszych, dozierających przystojności i z [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-3/">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.3)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 7</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: left;" align="JUSTIFY"><strong>Poprzednie części artykułu: </strong></p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY"><strong><a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-1/"><span style="color: #9c2922;">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1)</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY"><strong><a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-2/"><span style="color: #9c2922;">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.2)</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Młodzież obojej płci zabawiała się różnymi igraszkami uczciwymi, a to w godziny wieczorne, najwięcej w dni uroczyste, aby w próżnowaniu nie nudziła. Te zaś igraszki działy się w obecności starszych, dozierających przystojności i z młodocianych krotofili ukontentowanie dla siebie znajdujących, a czasem do takich igraszek między młodzież mięszających się. Te zaś igraszki były: ślepa babka, gdy jedna osoba z zawiązanymi oczami póty musiała biegać po izbie, póki drugiej z kompanii grających nie złapała; ci zaś wszyscy, którzy grali, rozpierszchnąwszy się po izbie, powinni byli jękiem odzywać się ślepej babce; ale jęknąwszy, co prędzej uchodzili w inne miejsce, przeto trudne było schwytanie; złapany lub złapana musiał znowu biegać po izbie z zawiązanymi oczami, póki innej nie złapał osoby.</span></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Druga igraszka zależała na pytaniach i odpowiedziach; na przykład pytanie wzięto: „Na co się słoma przyda?” &#8211; Każdy za koleją musiał odpowiedzieć, i to szło w kolej do kilku razy; więc kiedy się przebrało odpowiedzi coraz nowych, gdyż powiedzianych powtarzać nie wolno było, rosła trudność, zatem kto nie mógł wprędce odpowiedzieć, musiał dać fant, który po skończonej grze musiał wykupić jaką pokutą, od siedzącej wedle siebie osoby naznaczoną. Która iż bywała nakazywana w alegorycznych terminach, osobliwie między dworakami, niejednego nowicjusza lub nowicjuszkę wstydu i mozołu nabawiła, na przykład gdy kazano przynieść węgiel rozpalony w uchu, a to znaczyło ucho u klucza, albo pokazać pannie wstydliwy członek lub gołe kolano, co znaczyło oko, łokieć u ręki. Która zaś tego nie wiedziała, zabierała się do ucieczki od takiego dekretu; toż dopiero naśmiawszy się z niej dopowiedziano, co miała pokazać. Tymi i tym podobnymi zabawkami zbywali chwile wieczorne młodzi ludzie, gdy im zbywało na lepszej zabawie.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Tak opisywał zabawy młodzieży ksiądz Jędrzej Kitowicz. Opis ten dotyczy co prawda epoki panowania Augusta III Sasa (1733-1763), ale można go śmiało rozciągnąć i na inne lata. Na przykład o „babce” w XVII wieku pisał Wacław Potocki.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Gdy zieleń okrywała pola i łąki, młodzież płci obojga bawiła się w grę zwaną „zielone”. Już w XVII wieku pisali o niej Wespazjan Kochowski i Jan Andrzej Morsztyn<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a>. Chodziło w niej o to, aby umówiona para nosiła przy sobie świeży listek, gałązkę, czy trawkę. Jeśli przyłapano drugą osobę na jej braku, to płaciła ona umówioną wcześniej karę.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Istniały także inne gry. Na przykład „sitko”. Gra ta polegała na szybkiej zamianie miejsc („Jak dzieci zamieniają miejsca, grając w sitko”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a>).</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Kolejna gra, to „pliszki”. Jędrzej Kitowicz opisywał ją następująco:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Pliszki były cztery drewienka z rózgi brzozowej urznięte, rozpłatane na dwoje, na pół cala długie, grube jak pręt w miotle. Każda zatem pliszka miała jednę stronę płaską, drugą okrągłą; rzucali nimi z ręki na stół; kto urzucił do pary, dwie na jednę stronę wywrócone, ten wygrał; komu padły trzy jednę stroną, a czwarta inszą, ten przegrał; kto zaś urzucił wszystkie cztery na jednę stronę płaską lub okrągłą, ten brał stawkę dubeltową. Że te pliszki były łatwe do zrobienia i lada na czym można w nie grać było, dlatego były w częstym używaniu u pokojowców i tych wszystkich służalców, którzy musieli być na zawołaniu pańskim w przedpokoju.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Grywano także w „jaworowych ludzi”, chowanego, „żurawia” i „kota”. Ta ostatnia zabawa polegała na tym, że dzieci przekazywały sobie z rąk do rąk palącą się trzaskę, czy słomkę. Komu zgasła ona w ręku, ten przegrywał. Jak w XVII wieku pisał Wacław Potocki:</span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Tak więc kota grawają dzieci właśnie,</span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">I tego karzą, w czyich ręku słomka zgaśnie.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a></span></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Wspomnieć też w końcu należy o tańcach. Były one bardzo rozmaite, a zamiłowanie do nich bynajmniej nie wygasało po wyjściu z wieku dziecięcego. Polacy byli znani z tego że dużo i chętnie tańczą. Wśród dorosłych królował taniec polski, który dzisiaj znamy pod nazwą poloneza. Dzieci i młodzież również się go uczyły, tak jak i np. mazura, ale jeden taniec był zarezerwowany niemal wyłącznie dla nich. Był to taniec kozacki. Dawał on możliwość popisania się zręcznością i siłą. Pod koniec wieku XVIII „taniec ten przez stan wyższy udoskonalony, służył do okazania gracyi płci jednej, a zręczności płci drugiej”.<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a></span></strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"> Jak pisał urodzony w 1791 roku Kazimierz Brodziński, kozak stał się:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„[&#8230;] tańcem, w którym dzieci przyjemnie się wydają. Śmiałość i pewność chłopca i niepokryta pretensya, dziewczyny, nadają dzieciom szczególny powab w tym tańcu.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Podobnie pisał Fryderyk Schulz, który miał go okazję obserwować wtedy, gdy Brodziński dopiero raczkował, bo w latach 1791-1793:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„W menuecie i anglezie nie odznaczają się polscy tancerze, bo ich obojga nie lubią – ale osobliwsze karykaturalne kozackie tańce z wielką zręcznością i lekkością wykonywają. Najznośniej patrzeć, gdy dzieci tańcują kozaka. Zresztą uczą je wszelakich skoków bardzo wcześnie.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a></span></p>
<figure id="attachment_5281" aria-describedby="caption-attachment-5281" style="width: 816px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5281 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/09-Tanczacy-Kozak-1786.jpg" alt="" width="816" height="657" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/09-Tanczacy-Kozak-1786.jpg 816w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/09-Tanczacy-Kozak-1786-300x242.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/09-Tanczacy-Kozak-1786-768x618.jpg 768w" sizes="(max-width: 816px) 100vw, 816px" /><figcaption id="caption-attachment-5281" class="wp-caption-text"><em>Tańczący kozak zaporoski (1786 r.). Źródło: Афанасий Шафонский, Черниговского наместничества топографическое описание. 1786 р. (za: Сергій Шаменков, Образи козаків та мешканців Гетьманщини 1780 х років – історія циклу малюнків із рукопису О. Шафонського. „Стрій” №2, ч.1, 2020).</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Tańce mogły mieć też żartobliwy charakter. Charles Ogier, sekretarz francuskiego poselstwa do Polski, który w 1636 roku był świadkiem zabaw polskiej szlachty i gdańszczan, pisał:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„[&#8230;] mężczyzna (był nim Kazanowski) po kilku pląsach i obrotach wybiera sobie niewiastę (wybraną była Konstancja), czynią razem kilka poważnych i powolnych kroków, po czym mężczyzna stawia w środku swą niewiastę, która tam stoi nieruchomo, a sam dokoła niej tańcząc i śmieszne czyniąc ruchy do śmiechu ją pobudzić usiłuje. Górą są te niewiasty, które zachowują powagę i niby to surowość a śmiech przez dłuższy czas powstrzymują. Gdy się uśmiechną, mężczyzna – że to niby zwyciężył – chwyta niewiastę swą za rękę i razem tak pląsają w kilkakrotnych zwrotach i obrotach. Teraz ta sama niewiasta wybiera sobie inszego mężczyznę, którego chce do śmiechu pobudzić. Równocześnie koło tego, co tak pod spojrzeniem wszystkich stoi, zjawia się któryś ze swobodniej się poruszających dworzan ze świecą w lichtarzu, którą coraz to podsuwa do twarzy owej osoby na sztych wystawionej, aby tym prędzej śmiech jej wywołać; kto dowcipny, kto ogładzony, kto śmielej sobie poczynający, ten się do tej komedii najlepiej nadaje.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"> Ogier pisał o zabawie i dorosłych, i młodzieży. Zauważył też, iż w zabawie nie było podziałów na stan szlachecki i miejski:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Wielce to uciesznie było patrzeć, jak owe dziewczątka gdańskie i niewiasty, które doprawdy z rodu królewskiego zgoła nie pochodzą, bawiły się z owymi wojewodami, częstokroć ludźmi starszymi, i jak poufale się do nich odzywały, i jak ich głaskały. […] nie brakło i wielce przylepnej dziewczyny, która mnie wyprowadziła na środek [sali do opisanej powyżej zabawy].”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"> Ogierowi zawdzięczamy też opisy innych zabaw. Na przykład:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Potem drugą zabawę urządzono: rozściela się na ziemi kobierzec, kładzie na nim piórko, które zarówno mężczyźni jak niewiasty, nawzajem się do tego wybierający, wargami chwytając podnoszą, przy czym ręce mają na plecach związane.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"> Francuz, chyba jako pierwszy w naszej historii, wspomniał o znanej do dziś zabawie, którą nazywamy salonowcem, czy też dupniakiem:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Potem przyszła inna zabawa, w której na podołku jednego insi chowają głowę i zgadują, kto ich z tyłu uderza; przy tym wszystkim ciągła rozbrzmiewała muzyka śpiewaków i instrumentów.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></span></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-staropolskiej-grzecznosci-uwag-kilka/"><span style="color: #9c2922;">O staropolskiej grzeczności uwag kilka</span></a></strong></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"> Przejdźmy do podsumowania. W trzyczęściowym cyklu postarałem się zaprezentować najciekawsze i najbardziej popularne formy zabaw, jakimi umilano sobie czas w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Wyliczanka ta bynajmniej nie wyczerpuje tematu<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a>. Mam jednak nadzieję, że nawet po zapoznaniu się z tak ograniczonym tekstem, jego Czytelnik przekona się jak różnorodna i interesująca była rozrywka dzieci i młodzieży w XVI-XVII wieku.</span></p>
<figure id="attachment_5282" aria-describedby="caption-attachment-5282" style="width: 948px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5282 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/10-zabawy-Gdanszczan.jpg" alt="" width="948" height="705" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/10-zabawy-Gdanszczan.jpg 948w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/10-zabawy-Gdanszczan-300x223.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/10-zabawy-Gdanszczan-768x571.jpg 768w" sizes="(max-width: 948px) 100vw, 948px" /><figcaption id="caption-attachment-5282" class="wp-caption-text"><em>Zabawy i krotochwile młodzieży gdańskiej na początku XVII wieku. Źródło: Michael Heidenreich, Album amicorum.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><sub><em><i>Grafika: Zabawy i krotochwile młodzieży gdańskiej na początku XVII wieku. Źródło: Michael Heidenreich, Album amicorum.</i></em></sub></p>
<p align="JUSTIFY">_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>Jędrzej Kitowicz, <i>Opis obyczajów za panowania Augusta III.</i> Opr. Zbigniew Goliński. Warszawa 2003. s. 296.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Jan Stanisław Bystroń, <i>Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII</i>. t. II. Warszawa 1976. s. 213.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3 </a>Tamże.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a>Kitowicz, <i>Opis</i>, s. 296.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Cytat za: Dorota Żołądź-Strzelczyk, <i>Dziecko w dawnej Polsce</i>. Poznań 2006. s. 175.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Kazimierz Brodziński, <i>Wyjątek z pisma o tańcach przez Kazimierza Brodzińskiego</i>. „Melitele” 1829, nr 1, s. 101.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a>Tamże.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a>Fryderyk Schulz, <i>Podróże Inflantczyka z Rygi do Warszawy i po Polsce w latach 1791-1793</i>. Opr. Wacław Zawadzki. Warszawa 1956. s. 170.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Karol Ogier, <i><span lang="en-GB">Karola Ogiera dziennik podróży do Polski 1635–1636,</span></i><span lang="en-GB"> cz. 2. Tłum. Edwin Jędrkiewicz, Gdańsk 1953. s. 5.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Tamże.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11 </a>Tamże, s. 7.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Tamże, s. 13.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Zainteresowanych jego pogłębieniem odsyłam do książki Katarzyny Kabacińskiej („Zabawy i zabawki w osiemnastowiecznej Polsce” Poznań 2007), czy wiekowej już, ale wciąż zajmującej książki Łukasza Gołębiowskiego („Gry i zabawy różnych stanów, w kraju całym, lub niektórych tylko prowincyach […]”, Warszawa 1831). Ta ostatnia ma tę wielką zaletę, że jest dostępna za darmo w Internecie (np. pod linkiem: https://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/show-content/publication/edition/5463?id=5463 ).</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-3/">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.3)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.2)</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-2/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 19 Dec 2022 13:43:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita obojga narodów]]></category>
		<category><![CDATA[sarmacja]]></category>
		<category><![CDATA[zabawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5268</guid>

					<description><![CDATA[<p>Poprzednie części artykułu: O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1) „Na rekreacją wychodzili studenci hurmem z profesorami i dyrektorami, lecz niekoniecznie wszyscy; kto chciał, wolno mu było zabawiać się w osobnej małej kompanii. Zabawy na rekreacji zwyczajne były: piłka i palcat, których też zabaw studenci i między szkołami, nim się zaczęła lekcja szkolna, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-2/">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.2)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: left;" align="JUSTIFY"><strong>Poprzednie części artykułu: </strong></p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY"><strong><a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-1/"><span style="color: #9c2922;">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1)</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Na rekreacją wychodzili studenci hurmem z profesorami i dyrektorami, lecz niekoniecznie wszyscy; kto chciał, wolno mu było zabawiać się w osobnej małej kompanii. Zabawy na rekreacji zwyczajne były: piłka i palcat, których też zabaw studenci i między szkołami, nim się zaczęła lekcja szkolna, zażywali.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Piłka był to kłębek z wełny albo z pakuł, tęgo po wierszchu niciami osnuty, potem skórą obszyty albo też niciami różnego koloru w siatkę obszyty; niektórzy kładli w sam środek piłki chrzęstkę rybią lub cielęcą, dla lepszej sprężystości. Ta piłka używana była dwojako: raz do trafiania nią w rękę na ścianie wyciągnioną albo też do uderzania o ziemię a łapania jej na powietrzu; drugi raz podczas rekreacji w polu do wyrzucania jej na powietrze jak najdalej i uganiania się za nią całymi partiami. Pierwsza igraszka piłką uczyła trafności do celu ręcznym pociskiem. Znać jeszcze od owego czasu wprowadzony ten zwyczaj do szkół, kiedy na wojnach proców, kamieni i innych pocisków używano.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a></span></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Tak ksiądz Jędrzej Kitowicz opisywał jedną z najpopularniejszych zabaw uczniów w szkołach polskich w XVIII wieku. Zresztą piłką można się było bawić na różne sposoby. Inna zabawa, czyli tzw. palant, przypomina nieco dzisiejszy bejsbol (ang. baseball), choć trudno wyrokować czy i na ile współczesny bejsbol wywodzi się z palanta. W każdym razie:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Druga [zabawa z piłką] dawała gibkość ciału, szybkość w bieganiu i sprawność w ręku chwytaniem puki na powietrzu, która od jednego z lekka w miarę piersi podrzucona, a od drugiego kijem z boku na ukos silno uderzona, tak się w górę wysadzała, że jej na czas okiem dojrzeć nie można było. Więc wszyscy tej strony gracze, ku której taż piłka rzuconą była, z natężeniem oczów w górę i z gotowością rąk pilnowali na piłkę na dół się spuszczającą, gdzie im się ukaże. Skoro ją zoczyli, tam szybkością jak największą, jeden drugiego ubiegając, pędzili wszyscy na schwytanie piłki na powietrzu. Jeżeli bowiem nie schwytana od żadnej ręki upadła na ziemię, już była gra przegrana; która nie miała żadnych zakładów ani stawek, tylko same słowne chluby z wygranej albo śmiechy z przegranej. Takowa gra zwała się palant i zabawiali się nią wraz z dziećmi dyrektorowie i profesorowie dla agitacji.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><b> </b>Zabawy z piłką opisał również mieszkający w Polsce przez niemal trzy dekady (1628-1656) czeski pedagog Jan Amos Komeński:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„W Pilniku<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a> / 1 grają Piłę: 2 ktorą jeden biie / drugi łapa (chwyta) y na zad biie Pilnikiem: 3 a to jest Szlachecka gra dla rozruchania ciała. Piłę skorzaną 4 nadętą Rurką / na dworze Pięścią 5 odbijają.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></span></p>
<figure id="attachment_5270" aria-describedby="caption-attachment-5270" style="width: 807px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5270 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/04-pilka-Komenski.jpg" alt="" width="807" height="630" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/04-pilka-Komenski.jpg 807w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/04-pilka-Komenski-300x234.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/04-pilka-Komenski-768x600.jpg 768w" sizes="(max-width: 807px) 100vw, 807px" /><figcaption id="caption-attachment-5270" class="wp-caption-text"><em>Sposób gry piłką w XVII wieku. Źródło: Jan Amos Komeński, Joh. Amos Comenii Orbis sensualium pictus […]. Brzeg 1667.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><b> </b>Choć wspomniane dotąd zabawy można uznać za najbardziej popularne w dawnej Polsce, to łatwo się domyślić, że było ich znacznie więcej. Wspomniany już Komeński poświęcił im osobny rozdzialik. Pisał tam:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Gry Dziecińskie.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Chłopcy (chłopięta) grać zwykli aba Bikami: 1 Gałkami abo kulając Kulę 2 do Kręgli: 3 abo Krąg Pałką 4 bijąc przez Pierścień: 5 abo Cygę 6 Biczykiem 7 pędząc: (goniąc / obracając) abo z Rurey 8 y z Kusze 9 strzelając; abo na Kulach abo na Kolysce 11 kołysaiąc się y hustając.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Mamy tu więc grę polegającą na rzucaniu gałkami (na rys. nr 1). Przypomina to popularną we Francji grę pétanque (gra w bule).</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Mamy też grę w kręgle (na rys. kulą nr 2 rzuca się w kręgle nr 3). Na marginesie można dodać, że znano ją już w XVI wieku<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a>. Z kolei o grze zakonników (bernardynów z Pińska) w kręgle pisał osiemnastowieczny franciszkanin Karol Żera<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a>, a zasady gry opisał ks. Jędrzej Kitowicz<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Idąc dalej za Komeńskim, mamy chłopca, który uderzając pałką (nr 4) w jakąś piłeczkę, próbuje nią ucelować w pierścień (nr 5). Przypomina to nieco grę w golfa.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Komeński wspomina także znaną od co najmniej średniowiecza zabawę bąkiem („cygą” &#8211; na rys. nr 6), który podcinało się biczem (nr 7), aby wprawić go w ruch obrotowy.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Chłopcy bawili się także dmuchawkami (nr 8) oraz strzelaniem z kuszy (nr 9), chodzeniem na szczudłach (nr 10) i huśtaniem na huśtawkach (nr 11).</span></p>
<figure id="attachment_5271" aria-describedby="caption-attachment-5271" style="width: 749px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5271 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/05-zabawy-dzieci-Komenski.jpg" alt="" width="749" height="566" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/05-zabawy-dzieci-Komenski.jpg 749w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/05-zabawy-dzieci-Komenski-300x227.jpg 300w" sizes="(max-width: 749px) 100vw, 749px" /><figcaption id="caption-attachment-5271" class="wp-caption-text"><em>Zabawy chłopców w XVII wieku. Źródło: Jan Amos Komeński, Joh. Amos Comenii Orbis sensualium pictus […]. Norymberga 1679.</em></figcaption></figure>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Komeński opisał również zawody, w których brali udział chłopcy. Dowiadujemy się więc, że chłopcy rywalizowali w bieganiu, jeździe na łyżwach, lub sankach, a nawet w gonieniu do pierścienia, czyli rycerskiej zabawie polegającej na celowaniu przez jeźdźca kopią w zawieszony pierścień<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a>. Ponadto Jan Amos Komeński wymienił różnego typu rekwizyty służące do gier, czyli kości (grało się w nie próbując wyrzucić albo więcej punktów, albo też z góry zapisaną liczbę punktów)<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a>, warcaby, karty<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a> i szachy. Wszystkie je znamy do dzisiaj. </span></strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Wspomniał także:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Kamieniami gramy na stole długim Kamiennym 6 kędy sama sztuka panuje.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></span></p>
<figure id="attachment_5272" aria-describedby="caption-attachment-5272" style="width: 766px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5272 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/06-zabawy-dzieci-Komenski-kamienny-stol.jpg" alt="" width="766" height="573" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/06-zabawy-dzieci-Komenski-kamienny-stol.jpg 766w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/06-zabawy-dzieci-Komenski-kamienny-stol-300x224.jpg 300w" sizes="(max-width: 766px) 100vw, 766px" /><figcaption id="caption-attachment-5272" class="wp-caption-text"><em>Inne gry i zabawy chłopców w XVII wieku. W tym gra kamieniami na kamiennym stole (na rys. pod nr 6). Źródło: Jan Amos Komeński, Joh. Amos Comenii Orbis sensualium pictus […]. Norymberga 1679.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Opisy i ilustracje Jana Amosa Komeńskiego bynajmniej nie wyczerpują tematu. Zabawek dziecięcych i to tak dla chłopców, jak i dziewczynek, było całe multum. Niektóre z nich odkrywają archeolodzy. Wśród nich znajdują się grzechotki, łódeczki z kory, miniaturowe naczynia gliniane, drewniane łopatki, pozostałości wózeczków do zabawy (osie), miniaturowe prześliczki, drewniane mieczyki, nożyki, groty strzał, figurki zwierząt, gwizdki, fujarki, kijanki, sierpiki itd<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a>. Bawiono się również wiatrakami, małymi kołyskami, czy też drewnianymi aniołkami<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Z ikonografii przedstawiającej Gdańsk w drugiej połowie XVII wieku wynika, że tamtejsze dzieci bawiły się puszczając latawce.</span></p>
<figure id="attachment_5273" aria-describedby="caption-attachment-5273" style="width: 1218px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5273 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/07-latawiec-1687.jpg" alt="" width="1218" height="676" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/07-latawiec-1687.jpg 1218w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/07-latawiec-1687-300x167.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/07-latawiec-1687-1024x568.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/07-latawiec-1687-768x426.jpg 768w" sizes="(max-width: 1218px) 100vw, 1218px" /><figcaption id="caption-attachment-5273" class="wp-caption-text"><em>Dzieci gdańskie puszczające latawiec. Źródło: Georg Reinhold Curicke, Der Stadt Dantzig Historische Beschreibung&#8230;, Gdańsk 1687.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Musiała być to zabawa znana i stosunkowo popularna także w innych częściach Rzeczypospolitej, skoro nawet w słowniku języka polskiego z 1808 r. zapisano, iż latawiec jest to „orzeł na powietrzu lataiący, iakie dzieci puszczaią”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Dzieci bawiły się także ciągnąc się wzajemnie czy to na sankach (o czym już wyżej była mowa), czy też małymi wózkami, czy wręcz (u najbogatszych) miniaturowymi powozami. Świetną ilustracją tego ostatniego jest obraz przedstawiający rekreację rodziny Franciszka Ksawerego Branickiego. Na obrazie tym rodzice odpoczywają sobie pod drzewem, przyglądając się bawiącym dzieciom: dwóm synkom (Aleksandrowi i Władysławowi), którzy ciągną swą siostrę (Katarzynę) w malutkim powozie.</span></p>
<figure id="attachment_5274" aria-describedby="caption-attachment-5274" style="width: 722px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5274 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/08-powoz.jpg" alt="" width="722" height="700" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/08-powoz.jpg 722w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/08-powoz-300x291.jpg 300w" sizes="(max-width: 722px) 100vw, 722px" /><figcaption id="caption-attachment-5274" class="wp-caption-text"><em>Władysław i Aleksander Braniccy ciągną powozik ze swą siostrę Katarzyną. Fragment obrazu nieznanego malarza z ok. 1780 r. Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Kolejne zabawy znajdujemy we wspomnieniach urodzonego w 1755 roku Jana Nepomucena Kossakowskiego, który będąc już biskupem, z nostalgią sięgał pamięcią do szczęśliwych lat swojego dzieciństwa:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„[&#8230;] pierwsze dni życia mego pędziłem w samych pieszczotach i dziecinnych zabawkach. Najpierwsza była moja zabawka stroić ołtarzyki, łapać ptaki i robić dla nich klatki. […] Miałem przydanych sobie do usługi, czyli raczej do wspólnej swawoli, dwóch [wiejskich] chłopców; z nimi tedy grywałem w krąg, łapałem ptaszki, biegałem w pole i do lasu zbierać jagody i grzyby, uczyłem się pływać i jeździć konno. Kilka razy małom nie utonął w stawie, kilka razy spadłem z konia i ledwiem się nie zabił, wszystko to jednak niewstrzymało mojej swawoli.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc"><sup>16</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Tutaj warto wyjaśnić czym była gra w krąg, o której pisał Kossakowski. Choć przypisywano ją gminowi<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote17sym" name="sdfootnote17anc"><sup>17</sup></a>, to jak widać i o czym już pisałem, w zabawie nie było podziałów stanowych, więc szlacheckie dziecię również brało w niej udział. Zasady jej były następujące:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Gra ta, w której bierze udział po kilku chłopców lub starszych nawet parobczaków, w pewnej odległości naprzeciw siebie stojących , zasadza się na puszczaniu w ruch krążka, zwykle z drzewa bukowego, po równej ziemi. Grający zaopatrzeni są w pałki w celu odbijania krąga. Strona grę rozpoczynająca rzuca krąg po ziemi, gdy tymczasem strona przeciwna wyczekuje, rychłoli do niej się przytoczy. Wtedy jeden z ostatnich odbija go pałką, wprawiając go w ruch odwrotny. Nawracanie takie krąga nazywa się <i>odbitem</i>; gdy zaś krąg, silnie pałką odbity, z ziemi w górę podskoczy i wróci tą samą siłą w miejsce swego wyjścia, nazywa się to odbicie krąga <i>górką</i>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Odbity” i „górki” rachują sobie dokładnie strony, tak samo, jak stanowi wygraną lub przegraną. Górka znaczy [tyle co] trzy odbity. Tak górki, jak i odbity, mogą robić obie strony, tak samo, jak i rzuty krąga obie wykonują wśród gry. W razie nieodbicia krąga bowiem, strona przeciwna podnosi go i rzuca . Gdy krąg ustaje biedz w drodze, należy do tej strony, której najbliżej spoczął na ziemi. Zdarza się czasem , że krąg w połowie drogi traci siłę biegu; dla rozstrzygnięcia wtedy, do kogo należy, odmierzają strony drogę między nim, a swem stanowiskiem krokami. O grającym, który tak niezręcznie wypuścił krąg z reki, że ten natychmiast upadł swą płaszczyzną na ziemię, mówią, że <i>zrobiuł kackę</i>.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote18sym" name="sdfootnote18anc"><sup>18</sup></a></span></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-staropolskiej-grzecznosci-uwag-kilka/"><span style="color: #9c2922;">O staropolskiej grzeczności uwag kilka</span></a></strong></span></p>
<p><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Była także druga odmiana tej gry:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Prócz gry w krąga na odbity i górki, biją jeszcze krąga na wyganiace. Celem każdej grającej strony jest w tym razie, wygnać krągem stronę przeciwną jak najdalej z miejsca, zajętego w chwili rozpoczęcia tej rozrywki. Gdy krąga, wypuszczonego przez jedną stronę, nie powstrzyma w biegu strona przeciwna ani deską, ani górnicą, ani też płachtą, których używać jej wolno w tym celu, ani też nie odbije go pałką, lecz krąg poza nią przeleci, w tym razie strona ta musi się posunąć w miejsce, gdzie jego bieg ustaje. Gdy szczęście której stronie nie sprzyja, zdarza się często, że znaczny kawał drogi wyzenie ją strona przeciwna ze stanowiska, zajętego przy rozpoczęciu gry. Jeżeli się jeszcze odegra, to obie strony są zadowolone; gdy atoli tego nie dokaże, naraża się na docinki. Wypada zauważyć, że gdy która strona odbije krąg choćby i do strony przeciwnej, a nawet poza nią, pokonana w ten sposób musi się cofnąć w tył, bo zwycięzka zajmuje miejsce, w którem krąg ubezwładniony spoczął na ziemi.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote19sym" name="sdfootnote19anc"><sup>19</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><sub><em><i>Grafika: Władysław i Aleksander Braniccy ciągną powozik ze swą siostrę Katarzyną. Fragment obrazu nieznanego malarza z ok. 1780 r. Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie.</i></em></sub></p>
<p align="JUSTIFY">_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a><span style="color: #333333;">Jędrzej Kitowicz, <i>Opis obyczajów za panowania Augusta III.</i> Opr. Zbigniew Goliński. Warszawa 2003. s. 66-67.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote"><span style="color: #333333; font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #333333;" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Tamże, s. 67.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3 </a>Pilnik – miejsce przeznaczone do gry w piłkę.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a>Jan Amos Komeński, <i>Joh. Amos Comenii Orbis sensualium pictus, hoc est omnium fundameotalium [!] in mundo rerum et in vita actionum, pictura et nomenclatura Latino- Gallico- Germanico- Polonice = Die Sichtbare Welt, Das ist Aller vornehmsten Welt- Dinge, Lebens- Verrichtungen, Vorbildung und Benahmung, Latein- Frantzös- Teutsch und Polnisch</i>. Brzeg 1667. s. 349.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Tamże, s. 355, 357.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Pisał już o niej Mikołaj Rej w „Wizerunku własnym żywota człowieka poczciwego”.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a>Karol Żera, <i>Vorago rerum. Torba śmiechu. Groch z kapustą. A każdy pies z innej wsi..</i>.Warszawa 1980. s. 216.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a><span style="color: #333333;">„[&#8230;] kręgle: w te najwięcej po domach szynkownych bawili się Niemcy, Sasi, rzemieślnicy i żołnierze; dla czego szynkarze, którzy mieli kręgle w podwórzu przy szynkownym domu albo w ogrodzie, mieli większy odbyt [większy ruch w interesie] niż ci, którzy nie mieli placu do takiej zabawy. Czterech albo sześciu grali w partią na dwoje rozdzieleni, dwóch a dwóch lub trzech a trzech, rzucając kulą drewnianą do kręgli od mety na kilkanaście kroków długiej, za koleją jeden po drugim po trzy razy; która partia większą liczbę ubiła, ta wygrała i stawką się dzieliła; kto zaś za jednym razem wywrócił kulą wszystkie kręgle, jako też gdy samego króla wywrócił nie obaliwszy żadnego kręgla, już tym samym partia wygrana była. Obalony król z innym kręglem rachował się za dwa. Ci zaś, którym się nie dostało grać w kręgle, czynili jeden z drugim zakłady o grających, iż ten ubije dwa albo trzy, drugi trzymał, że nie ubije; który zgadł, ten brał pieniądze; takowe zakłady zwali wetowaniem. Stawiali na nie szóstaki, tynfy, a czasem i talary. Chłopcy, posługujący grającym stawianiem kręgli i odrzucaniem kuli do mety, brali po groszu za każdą partią, a czasem i po szóstaku od szczęśliwego gracza. Liczba służąca do wygranej była dwojaka: jedna zamierzona, druga nie zamierzona; jeżeli gra była umówiona do liczby zamierzonej, kto więcej ubił, przegrawał tym samym partią; jeżeli gra nie była umówiona do pewnej liczby, nic nie szkodziło ubić jak największą.”(Kitowicz, <i>Opis</i>, s. 297).</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Komeński, <i>Joh. Amos</i>, s. 353, 355.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Obszerniej o zasadach gry w kości pisał Jędrzej Kitowicz: „Kości były cztery sztuki na pół cala długie, na tyleż szerokie i na tyleż wysokie, czyli gruba, z kości wołowej wyrobione, z sześciu stron liczbami naznaczone, od jednej do trzech, a czwarta liczba krzyżyk, znacząca dziesięć, dwie zaś strony naprzeciw siebie były bez liczby. Kto rzucił większą liczbę, ten wziął stawkę; także komu padły wszystkie cztery kości stronami bez liczby albo samymi krzyżykami, ten za równo przegrał, jakby najmniejszą liczbę rzucił.” (<span style="color: #000000;">Kitowicz, </span><span style="color: #000000;"><i>Opis</i></span><span style="color: #000000;">, s. 297).</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11 </a>Bardzo obszernie o różnych grach karcianych: <span style="color: #000000;">Kitowicz, </span><span style="color: #000000;"><i>Opis</i></span><span style="color: #000000;">, s. 297-300.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Komeński, <i>Joh. Amos</i>, s. 351.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Dorota Żołądź-Strzelczyk, <i>Dziecko w dawnej Polsce</i>. Poznań 2006. s. 177-178.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14 </a>Tamże, s. 185-187.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15 </a>Samuel Bogusław Linde, <i>Słownik języka polskiego</i>. T. I, cz. II. Warszawa 1808. s. 1233.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16 </a>Jan Nepomucen Kossakowski, <i>Pamiętnik ks. Jana Nepomucena Kossakowskiego, biskupa wileńskiego (ur. 1755 † 1808)</i>. Wyd. Józef Weyssenhoff. „Biblioteka Warszawska” 1895, t. 2, s. 200-201.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote17">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote17anc" name="sdfootnote17sym">17 </a>Wyliczając „gry kmiotków i niższych stanów”, Łukasz Gołębiowski stwierdził „Krąg gra gminna, ale zabawna.” (Łukasz Gołębiowski, <i>Gry i zabawy różnych stanów, w kraju całym, lub niektórych tylko prowincyach</i> […]. Warszawa 1831. s. 63-64).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote18">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote18anc" name="sdfootnote18sym">18 </a>Jan Świętek, <i>Lud nadrabski (od Gdowa po Bochnię). Obraz etnograficzny</i>. Kraków 1893. s. 647.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote19">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote19anc" name="sdfootnote19sym">19 </a>Tamże. Ten właśnie wariant gry znał i opisał Łukasz Gołębiowski:</span></p>
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Chłopcy, każdy z kijem w ręku, dzielą się na dwie strony, jedna obierze sobie miejsce, oznacza je, i w nim krąg drewniany toczy, posuwając go kijem; druga zaś chce go koniecznie wytoczyć za metę, bo na tem jej wygrana zawisła. Gdy to uczynią, panami placu zostają, póki ich znowu przeciwnicy nie spędzą.” (Gołębiowski, Gry, s. 64)</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-2/">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.2)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1)</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-1/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 16 Dec 2022 14:19:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita obojga narodów]]></category>
		<category><![CDATA[sarmacja]]></category>
		<category><![CDATA[sarmatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[zabawa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5260</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Nasz Kazimierek bawił się przez cały dzień w króla, przygotowywał tron, wchodził nań i zasiadał w koronie, a wieczorem nie pytany przez nikogo rzekł: wolę być biskupem niż zwykłym księdzem. Na to odezwał się [Franciszek] Lipski: mnie zrobisz wtedy prałatem. On zaś: nie, bo zwykłeś zbytkować z dziewczynkami.”1 Tak to uwiecznił zabawę swojego synka Bazyli [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-1/">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">„<span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Nasz Kazimierek bawił się przez cały dzień w króla, przygotowywał tron, wchodził nań i zasiadał w koronie, a wieczorem nie pytany przez nikogo rzekł: <i>wolę być biskupem niż zwykłym księdzem</i>. Na to odezwał się [Franciszek] Lipski: <i>mnie zrobisz wtedy prałatem</i>.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">On zaś: <i>nie, bo zwykłeś zbytkować z dziewczynkami</i>.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Tak to uwiecznił zabawę swojego synka Bazyli Rudomicz 8 grudnia 1663 roku.</span></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Dzieci chyba wszystkich epok i kultur bawiły się w naśladowanie dorosłych. Nie miało znaczenia, z jakiego stanu pochodziły. Bo dziecię mogło bawić się w króla, czy biskupa, będąc – jak choćby w tym przypadku – zaledwie synem mieszczanina. Mogło też, będąc tylko córką włościan, marzyć o byciu księżniczką; o życiu w dostatku przy boku pięknego księcia. Nie bez powodu motyw ubogiej sieroty, z którą ożenił się książę, był tak popularny w bajkach&#8230;</span></strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Dzieci wcielały się w różne role. Dziewczynki bawiły się lalkami, udając iż są to ich dzieci. Wcielały się wówczas w role matek. Zabawę taką w 1625 roku opisał mieszczanin, Jan Brożek:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Pamiętam u przyjaciela mego jednego dwoje dziewczątek małych, we czterech lat jedno, drugie w piąci, które za piecem ubierały łątki [lalki], a zwały je dziećmi; gdy je już w szmaty uwinęły i sznurami uwiązały, sprzeczały się: <i>moje piękniejsze</i>; drugie zaś: <i>nie twoje, moje; oto oczki u niego piękniejsze, gębusia mała</i>. Usłyszawszy, przystąpię do tak sławnej kontrowersyjej, obaczę, rozwinę, aliści szczapy smolne; roześmiałem się i odszedłem rzekszy: <i>Ubierajcież, miłe dziatki</i>.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a></span></p>
<figure id="attachment_5261" aria-describedby="caption-attachment-5261" style="width: 786px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5261 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/01-dziecko-Stanislaw-Seweryn-Potocki-1788.jpg" alt="" width="786" height="625" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/01-dziecko-Stanislaw-Seweryn-Potocki-1788.jpg 786w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/01-dziecko-Stanislaw-Seweryn-Potocki-1788-300x239.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/01-dziecko-Stanislaw-Seweryn-Potocki-1788-768x611.jpg 768w" sizes="(max-width: 786px) 100vw, 786px" /><figcaption id="caption-attachment-5261" class="wp-caption-text"><em>Portret Stanisława Seweryna Potockiego na koniu na biegunach. Malował David Lépine w 1788 roku. Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Chłopcy, jak to chłopcy, bawili się w rycerzy i w wojnę. Jeśli pochodzili ze stanu szlacheckiego, to zabawa przestawała być li tylko rozrywką. Stawała się elementem ich wychowania. Przykładem nauka strzelania z broni palnej czy władania szablą. Ale bez względu na stan, z którego się wywodzili, chłopcy uwielbiali „jazdę na koniku”. Przy czym, zanim dziecko podrosło na tyle, by dosiąść prawdziwego konia, jego substytutem był czy to koń na biegunach (w najzamożniejszych rodzinach), czy też zwykły kij. Na przykład urodzony w 1780 r. Józef Rulikowski pisał „hercowałem na kijach zastępujących konie z mojemi rówiennikami [rówieśnikami]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a>. A był on szlacheckim dzieckiem&#8230;</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Były też „koniki” nieco bardziej zaawansowane technicznie. Wykonywano je z gliny, czy strugano z drewna. Do nich to mocowano kije. Taki właśnie „konik” leży przy dziecku na obrazie „Taniec śmierci”. Dziecię jest w samej koszuli, co wskazuje, że pochodziło ono z bardzo ubogiej rodziny. Mimo to ma zabawkę co się patrzy&#8230;</span></p>
<figure id="attachment_5262" aria-describedby="caption-attachment-5262" style="width: 629px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5262 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/02-dziecko-taniec-smierci.jpg" alt="" width="629" height="620" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/02-dziecko-taniec-smierci.jpg 629w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/02-dziecko-taniec-smierci-300x296.jpg 300w" sizes="(max-width: 629px) 100vw, 629px" /><figcaption id="caption-attachment-5262" class="wp-caption-text"><em>Dziecko z „konikiem”. Fragment obrazu „Taniec śmierci”, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1668 r. Źródło: Kościół św. Bernardyna ze Sieny w Krakowie. Zdj. Radosław Sikora.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Jako się rzekło, nieco starsze dzieci przesiadały się na prawdziwe konie. Podróżujący po Rzeczypospolitej w latach 1791-1793 Kurlandczyk, Fryderyk Schulz, pisał:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„[chłopcy] zupełną mają swobodę na świeżym powietrzu, z rękami, nogami i całym ciałem czynić co chcą, gdzie chłopcy w trzecim i czwartym roku na koniach jeżdżą, w czwartym i piątym sami się nimi puszczają [na przejażdżki w teren], a w dziesiątym i dwunastym najdziksze konie dosiadają i po mistrzowsku nimi władną. A że pierwsze wychowanie otrzymują w kraju po większej części, gdzie świeżego powietrza, przestrzeni i wszelkich zdrowie i czynność utrzymujących zajęć jest pod dostatkiem; że w tych latach nikt ani myśli kazać im siedzieć i nad nauką ślęczeć, naturalna rzecz, iż się w nich lepsza krew wyrabia, niżeli ją w spadku po ojcu i matce […] otrzymali, i że potem rozkwitają tak świeżo i dzielnie jak zwykle polska młodzież.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Skoro już jesteśmy przy zwierzętach, nie od rzeczy będzie wspomnieć, że dzieci bawiły się nie tylko z końmi. Na wyobrażeniach z epoki widać chłopców bawiących się z psami, co nie powinno dziwić, bo i dzisiaj są one nieodłącznym towarzyszem zabaw wielu dzieci.</span></p>
<figure id="attachment_5263" aria-describedby="caption-attachment-5263" style="width: 500px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5263 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/03-zabawa-z-psem.jpg" alt="" width="500" height="721" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/03-zabawa-z-psem.jpg 500w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/12/03-zabawa-z-psem-208x300.jpg 208w" sizes="(max-width: 500px) 100vw, 500px" /><figcaption id="caption-attachment-5263" class="wp-caption-text"><em>Dzieci bawiące się z psem. Fragment obrazu Martino Altomontego „Sejm elekcyjny 1697 roku”. Źródło: Zamek Królewski w Warszawie.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Zresztą, zabawy takie zalecano już w 1618 roku. Miały one ściśle określone zadanie. Myśliwym radzono:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„[&#8230;] trzeba żeby go psi słuchali: a to będzie, kiedy go będą miłować i wierzyć mu. Żeby go tedy miłowali, ma się [człowiek] doma między nimi [psami] bawić, głaskać, karmić nietylko u koryta, ale i z wacka [czyli woreczka; chodzi tu o karmienie z ręki] czemkolwiek na potkaniu; co najczęściej ma się z niemi pieścić, rozmaicie grać z niemi, sypiać między niemi i wszystkich sposobów szukać, żeby go psi miłowali.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Łowiectwo było ulubioną rozrywką polskich szlachciców. Trzymano więc po dworach całe sfory psów, tak że już w XVII wieku Stanisław Witkowski narzekał iż „więcej psów na dworze niźli kur, a niż gęsi, niż bydła w oborze”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a>. Nie dziw więc, że zwłaszcza szlacheckie dzieci bawiły się z psami. Z zabaw takich zresztą nigdy nie wyrastano. Wiemy na przykład, że w grudniu 1666 roku regimentarz Sebastian Machowski, dowodząc wojskiem koronnym na Ukrainie, miał przy sobie psa Kucynę, z którym się bawił w wolnych chwilach („O czym [nieprzyjacielu] gdy języcy Machowskiemu regimentarzowi w Brahiłowie będącemu i z pieskiem swoim Kucyną igrającemu [&#8230;]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a>).</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Bawiono się jednak nie tylko z końmi, czy psami. W roli towarzyszy zabaw pojawiały się także inne zwierzęta. Na przykład wspomniany już szlachcic Józef Rulikowski pisał:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Wymknąłem się zpod dozoru niańki za bramę [prowadzącą do dworu] i z chłopcami wiejskimi uganiałem się za cielętami po pastwisku [&#8230;]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Za tę ucieczkę spod opieki pilnującej go osoby, mało co Józio nie oberwał rózgą od babci, u której się wychowywał. Na szczęście od kary uratował go jej syn, czyli wuj Józia, który to:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„[&#8230;] wuj Antoni otrzymawszy wprzód odemnie słowo uczciwości szlacheckiej, że nigdy już nic podobnego nie dopuszczę się, wnosił za mną prośbę do matki swojej, od której otrzymałem przebaczenie.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Pozostając przy Józefie Rulikowskim warto dodać, że potwierdza on cytowanego uprzednio Schulza pisząc o całkowitej swobodzie zabawy na świeżym powietrzu, jaką cieszyli się chłopcy w Polsce. Józef wspominał:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Nie zważano co do mnie na żadne zmiany powietrza, wolno mi było babrać się w śniegu, wleść w kałużę, być na deszczu i upale, wędzić się w ostrym wietrze, tym sposobem żywa moja konstytucja wzmacniała się, [dzięki czemu] nie znałem nigdy żadnej słabości, prócz jednej febry, która mi się dawniej wracała, ale od lat pięćdziesięciu i tej nawet choroby nie doświadczałem.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a></span></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Zwróćmy też uwagę, iż choć Józef Rulikowski był szlachcicem, to bawił się z wiejskimi dziećmi. Nie on jeden. Normą było to, że dzieci bawiły się wspólnie, bez względu na różnice stanowe. Dlatego też <span lang="pl-PL">urodzony w 1764 r. szlachcic Wacław Borejko pisał:</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„<span lang="pl-PL">Do zabaw naszych dziecinnych na wsi, dobierano nam chłopców z wiekiem naszym zrównanych; wolne nam zostawiono igraszki, jakieśmy sobie wymyślili, a pod okiem naszego postrzegacza [opiekuna, nadzorcy zabaw] do wykonania pozwolone. – Nie było tam odznaki panicza; mógł Janek przewrócić go, jak współ-wiejskiego kolegę Pawełka; całowaliśmy się w twarze na przywitanie i pożegnanie; jednę tylko miał panicz prerogatywę, aby ich ugościł i nakarmił, w koło z niemi usiadłszy i z jednego naczynia jedząc. Tak nas przyzwyczajano do ludzkości, tak połączono naukę o miłości bliźniego z jej praktyką, i zaszczepiano przywiązanie ludu do swych panów przyszłych.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Skoro już jesteśmy przy wiejskich dzieciach, to warto przytoczyć spostrzeżenie fryzyjczyka, Ulryka Werduma, który podróżował po Rzeczypospolitej na początku lat 70. XVII w.:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„Dzieci [chłopskie] w Polsce biegają albo zupełnie nago, albo tylko w koszuli, aż dorosną tak, że na polu pracować mogą; wtedy dają im za całe ubranie sukmanę i parę butów. Aż do tego czasu skaczą przy piecu, który jest niejako ich zamkiem swobody, a wcale zręcznie wdrapują się na niego i z niego, choć są jeszcze bardzo małe i nie potykając się, prawie jeszcze chodzić nie umieją po równej ziemi.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Gdy już nieco podrosły i nauczyły się chodzić, dzieci takie bawiły się na świeżym powietrzu. Przy czym, tak jak w przypadku dzieci szlacheckich, rodzice zupełnie nie dbali o to, czy jest upał, czy mróz, deszcz czy śnieg. I to do tego stopnia, że Francuz, Gaspard de Tende, zapewniał „jak sam widziałem – ślizgały się po lodzie na gołych stopach.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a>. Zabawa na świeżym powietrzu hartowała dzieci, uodparniając na wszelkie warunki pogodowe.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Wróćmy jednak do zabaw chłopców w rycerzy i wojnę. Rycerzowi potrzebny był nie tylko konik, ale i szabelka, lub miecz. W zabawach używano ich substytutów w postaci np. drewnianych mieczy i szabel. Można je było kupić. Na przykład w 1634 r. kupiec świdnicki Kasper Helwik miał na składzie „szabelek dziecięcych drewnianych 56”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a>. Jednak do treningów używano czego innego – palcatów. Ćwiczono nimi już w wieku XVII<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a>, choć wydaje się, że największą popularnością cieszyły się w wieku XVIII. Z tego to przynajmniej stulecia pochodzą najliczniejsze wzmianki na ich temat. Na przykład ksiądz Jędrzej Kitowicz pisał:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">„<span lang="pl-PL">Drugą zabawą podczas rekreacji [czasu wolnego od nauki szkolnej] były kije, zwane palcatami, w które pojedynkowali studenci dwaj a dwaj [parami] z sobą. Ten sposób wielce był potrzebny dla stanu osobliwie szlacheckiego, jako wprawiający młódź do zręcznego w swoim czasie użycia szabli, którą nasi przodkowie na wojnach najwięcej dokazywali. Jakoż było się czemu przypatrzeć, kiedy się dwaj dobrali do palcatów, bili się aż do zmordowania, a tak sztucznie każdy się palcatem swoim układał, zastawiając się ze wszelkich stron a oraz wzajemnie adwersarza swoim przycięciem sięgając, że żaden żadnego ani w gębę, ani w głowę, ani po bokach nie mógł dosiągnąć. I tacy byli to już jak metrowie do wprawiania i uczenia drugich. Co się trafiało i między profesorami młodszymi, tak jezuitami, jak pijarami, że się w kije arcyprzednio bili. Te tedy palcaty u studentów były w najczęstszym używaniu nie tylko na rekreacjach, ale nawet i w samych szkołach, nim nastąpiła godzina lekcji. Jeżeli był który student bojaźliwy, że nie śmiał z drugim stanąć do palcata, musiał taki wiele wycierpieć prześladowania i urągania od całej szkoły, a nieraz i guzów po łbie albo dęgów po plecach naobrywać.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc"><sup>16</sup></a></span></span></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/"><span style="color: #9c2922;">Gdzie i kiedy z szablą?</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;">Ponieważ na temat palcatów obszernie pisałem już w innym artykule dostępnym w Internecie<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote17sym" name="sdfootnote17anc"><sup>17</sup></a>, nie będę tutaj rozwijał tego tematu. Zamiast tego wyjaśnię, jaką to – obok palcatów – zabawę miał na myśli Kitowicz, gdy pisał o dwóch najpopularniejszych sposobach rekreacji w szkołach. Ale o tym w drugiej części tego artykułu&#8230;</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #333333;"><sub><em><i>Grafika: David</i></em></sub></span><em><sub> Lépine</sub></em><span style="color: #333333;"><sub><em><i><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> &#8211; </span></i></em>Portret Stanisława Seweryna Potockiego na koniu na biegunach</sub></span></p>
<p align="JUSTIFY">_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>Bazyli Rudomicz, <i>Efemeros czyli Diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656-1672</i>. cz. 1. Tłum. Władysław Froch. Opr. Marian Lech Klementowski, Władysław Froch. Lublin 2002. s. 324.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Jan Brożek, <i>Gratis</i>. Wyd. Henryk Barycz. Kraków 1929. s. 93.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3 </a>Józef Rulikowski, <i>Urywek wspomnień Józefa Rulikowskiego wydany z obszerniejszego rękopismu. (1731-92)</i>. Opr. Julian Baroszewicz. Warszawa 1862. s. 102.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a>Fryderyk Schulz, <i>Podróże Inflantczyka z Rygi do Warszawy i po Polsce w latach 1791-1793</i>. Opr. Wacław Zawadzki. Warszawa 1956. s. 247.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Jan Ostroróg, <i>Myślistwo z ogary, Jana hrabie Ostroroga wojewody poznańskiego</i>. Wyd. Kazimierz Józef Turowski. Kraków 1859. s. 44.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Cytat za: Jan Stanisław Bystroń, <i>Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII</i>. t. II. Warszawa 1976. s. 234.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a>Mikołaj Jemiołowski, <i>Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648 – 1679)</i>. Opr. Jan Dzięgielewski. Warszawa 2000. s. 367-368.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a>Rulikowski, <i>Urywek</i>, s. 103.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Tamże.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Tamże, s. 104.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11 </a><i>Pamiętniki domowe</i>. Zebrane i wydane przez Michała Grabowskiego. Warszawa 1845. s. 15-16.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Ulryk Werdum, <i>Dziennik podróży 1670-1672</i>. Tłum. Dalia Urbonaitė. Opr. Dariusz Milewski. Wilanów 2012. s. 72.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Gaspard de Tende, <i>Relacja historyczna o Polsce</i>. Tłumaczenie i redakcja naukowa Tomasz Falkowski. Wilanów 2013. s. 236.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14 </a>Dorota Żołądź-Strzelczyk, <i>Dziecko w dawnej Polsce</i>. Poznań 2006. s. 187.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15 </a>Radosław Sikora, <i>Husaria. Duma polskiego oręża</i>. Kraków 2019. s. 130.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16 </a><span style="color: #333333;">Jędrzej Kitowicz, <i>Opis obyczajów za panowania Augusta III.</i> Opr. Zbigniew Goliński. Warszawa 2003. s. 67. </span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote17">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote17anc" name="sdfootnote17sym">17 </a>Radosław Sikora, <i>Palcaty – ulubiona zabawa młodzieży polskiej w XVII-XVIII w</i>. Artykuł dostępny pod linkiem: https://kresy.pl/kresopedia/palcaty-ulubiona-zabawa-mlodziezy-polskiej-w-xvii-xviii-w/</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-zabawach-dzieci-i-mlodziezy-w-dawnej-rzeczypospolitej-cz-1/">O zabawach dzieci i młodzieży w dawnej Rzeczypospolitej (cz.1)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O koszcie wystawienia pocztu husarskiego w 1616 roku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-koszcie-wystawienia-pocztu-husarskiego-w-1616-roku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 14 Dec 2022 16:25:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[husaria]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5245</guid>

					<description><![CDATA[<p>Najwcześniejszym (tak pełnym i tak detalicznym) inwentarzem towarzysza husarskiego, jaki do tej pory udało mi się odnaleźć, jest inwentarz Stanisława Rusinowskiego, towarzysza z roty husarskiej Jarosza Sienkiewicza. Pozwala on zapoznać się z tym, co w drugiej dekadzie XVII wieku zabierał ze sobą na wojnę husarz i ile go to wszystko kosztowało. Inwentarz ten, obok innych, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-koszcie-wystawienia-pocztu-husarskiego-w-1616-roku/">O koszcie wystawienia pocztu husarskiego w 1616 roku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY"><b> </b><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Najwcześniejszym (tak pełnym i tak detalicznym) inwentarzem towarzysza husarskiego, jaki do tej pory udało mi się odnaleźć, jest inwentarz Stanisława Rusinowskiego, towarzysza z roty husarskiej Jarosza Sienkiewicza. Pozwala on zapoznać się z tym, co w drugiej dekadzie XVII wieku zabierał ze sobą na wojnę husarz i ile go to wszystko kosztowało. Inwentarz ten, obok innych, co prawda nie tak szczegółowych, przedrukowałem już w książce „Wypisy źródłowe do dziejów husarii”. Wyjaśniłem tam, iż:</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">„15 grudnia 1616 roku, rotmistrz husarski Jarosz Sienkiewicz, wraz z wybranym towarzystwem ze swojej chorągwi, wnieśli skargę wpisaną do księgi grodzkiej miasta Nowogródek na bojara i naczelnika Hłuska, Wasyla Zboromirskiego, jak również na Grigorija Kliujwodę (bojara dereczyńskiego, urzędnika hłuskiego), a także na innych bojarów i mieszczan hłuskich oraz ludzi swawolnych przez nich przechowywanych (do dwustu Kozaków z rozbitego pułku Tupalskiego). Oskarżono ich o zdradziecką napaść, mord dwóch ludzi, zranienie dziewięciu kolejnych i częściową grabież taboru roty husarskiej, która to rota, stosując się do uniwersału hetmana Jana Karola Chodkiewicza, maszerowała pod Smoleńsk. Do napadu doszło na grobli oddalonej o dwa strzelania z łuku od litewskiego miasta Hłusk, 6 listopada 1616 roku. Na grobli i młynie tam wzniesionym urządzono zasadzkę, uderzając na ciągnięte wozy i uprowadzając część z nich. W wyniku ataku rotmistrz oraz niektórzy towarzysze husarscy stracili rzeczy i konie, których rejestr znalazł się w skardze.”<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a></span></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">W niniejszym artykule podejmę się zadania, którego w książce, z uwagi na jej charakter, nie podjąłem. Spróbuję mianowicie oszacować łączny koszt wystawienia pocztu Stanisława Rusinowskiego. Zacznijmy od tego, co znalazło się we wspomnianym inwentarzu.</span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Straty Stanisława Rusinowskiego, towarzysza z roty husarskiej Jarosza Sienkiewicza<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a>:</span></p>
<ul>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 parepa (podjezdek), na której jechał Rusinowki 50zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 koń jezdny (towarzyski do boju) 200zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">4 wozy z żywnością<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a> 55zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 wóz czterokonny, kryty 20zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">4 konie do tego wozu 100zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">3 zbroje polerowane z szyszakami<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a> 60zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">2 pary zarękawi 50zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 namiot turecki 50zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">6 sztuk broni palnej 50zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">4 olstra z aksamitnymi workami 8zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">2 koncerze 10zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">3 siodła husarskie<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a> 30zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">3 nagłówki (ogłowia) z uździeniczkami (kiełznami) 5zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 kord 4zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 nowy półszorek<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a> 8zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">2 puśliska 2zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">2 popręgi podszyte kirem<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a> 2zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 czerwona delia, podszyta futrem szlamowym<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a>, z czerwonymi pętlicami 40zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 czerwona, falendyszowa kurta, ze złotymi pętlicami i 30 złocistymi guzikami 20zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">60 guzów złocistych w cętki robionych 25zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">białe chusty 20zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 „czapka falendyszu czerwonego misiurka, w niej wyłogi spiskie” 6zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">6 łokci czerwonego falendyszu 18zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">3 łokcie lazurowego falendyszu 9zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">6 par butów safianowych z ostrogami 6zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">pościel, materace, kołdra, płotek, wały, poduszki atłasowe 50zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">3 welense 12zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">„szuflada z ładunkami, prochami, formami, ołowiem z bastrumentami i drobiazgami rozmaitymi żelaznymi” 20zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">korzenie (przyprawy) 10zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">3 kobierce tureckie 24zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 magierka preszburska 3zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">„stajenne rzeczy, koce, prześcieradła, deki<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a>, kulany<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a>, wyciągacze<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a>, popręgi, kantary, uździeniczki, rynkgorty<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a>, zgrzebła i insze drobne stajenne rzeczy” 20zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">15 łokci sukna brzezińskiego 4zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">rzeczy kuchenne 10zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">rzeczy czeladników (8 sukni<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a>, białe chusty, kożuchy, koce) 40zł</span></p>
</li>
</ul>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Łącznie 1041zł.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Poczet ten posiadał: 1 towarzysza, 8 czeladników (z tego 2 pocztowych i 6 luźnych), 5 wozów. Prawdopodobnie również 17 koni, z czego: 12 koni do wozów, 2 konie dla towarzysza (parepa i jezdny), 2 konie dla pocztowych, 1 koń dla luźnego.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Nie wszystkie z tych 17 koni zostały wycenione w rejestrze strat, jakie poniósł Stanisław Rusinowski. A to z tej prostej przyczyny, że nie wszystkie je utracił. Pełen wykaz koni, jakie musiał posiadać ten towarzysz, wraz z ich cenę, przedstawiam poniżej:</span></p>
<ul>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 koń jezdny 200zł<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a></span></p>
</li>
</ul>
<ul>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 parepa (podjezdek) na której jechał Rusinowski 50zł</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">2 konie pocztowych (zapewne były one łącznie warte 160-200zł)<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a></span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">1 koń dla luźnego (zapewne około 25zł<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc"><sup>16</sup></a>)</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">4 konie do wozu czterokonnego (100 zł)</span></p>
</li>
<li>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">zapewne 8 koni do 4 wozów z żywnością (200 zł)<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote17sym" name="sdfootnote17anc"><sup>17</sup></a></span></p>
</li>
</ul>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Czyli do wyliczonych wcześniej 1041zł, należałoby dodać około 385-425zł (2 konie pocztowych + 1 koń luźnego czeladnika + 8 koni do wozów). Nie jest to jednak koniec wydatków Rusinowskiego na swój poczet. Z napaści i grabieży uratowali się przecież ludzie i to co na sobie w tym momencie nosili. Wliczyć więc trzeba ubiory (buty, czapki, żupany lub kaftany, być może także delie) i broń (co najmniej szable) towarzysza oraz jego czeladzi. Trzeba też doliczyć rzędy końskie pocztowych i luźnego czeladnika. Trudno te ubiory, broń i rzędy precyzyjnie wycenić, ale orientacyjnie można przyjąć, że warte były około 100zł. Po zsumowaniu wszystkich pozycji otrzymamy łącznie ok. 1526-1566zł.</span></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Towarzysze i rotmistrzowie husarscy, zdając sobie sprawę, że nie mogą liczyć na regularne wypłacanie żołdu, brali na wojnę również własną gotówkę. Wozili ją albo na wozach, albo przy sobie. Przykładowo, rotmistrz Stanisława Rusinowskiego, czyli Jarosz Sienkiewicz, miał na wozie 1100 dukatów<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote18sym" name="sdfootnote18anc"><sup>18</sup></a>, czyli 2603zł<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote19sym" name="sdfootnote19anc"><sup>19</sup></a>. Z kolei towarzysz husarski z tej roty, Wojciech Zieliński, miał w trzosie 80 dukatów i 50zł inną monetą<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote20sym" name="sdfootnote20anc"><sup>20</sup></a>, co łącznie daje 236zł. Wiemy o tym, bo obaj stracili te pieniądze podczas ataku na ich oddział. W rejestrze strat Stanisława Rusinowskiego nie ma pozycji określającej jego straty w gotówce. Domyślać się więc można, że miał ją przy sobie i w ten sposób ocalił pieniądze z grabieży. </span></strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Tym niemniej należałoby je uwzględnić w wydatkach Rusinowskiego, które poniósł na cele wojenne, gdyż dzięki tym pieniądzom jego poczet mógł funkcjonować bez żołdu. Przyjmijmy, że tak jak jego kolega z tej samej roty, miał ze sobą około 250 zł. Teraz możemy podsumować wydatki Rusinowskiego na wystawienie pocztu. Otrzymujemy łączną kwotę około 1800zł. Dużo to, czy mało? W 1616 r. 1zł był warty 15,66 g srebra<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote21sym" name="sdfootnote21anc"><sup>21</sup></a>. Dlatego 1800zł w 1616 r., to 28 188 gramy srebra.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">Poczet Stanisława Rusinowskiego, warty około 28kg srebra, można uznać za skromny. Wiemy to dzięki zapiskom <span lang="fr-FR">Jerzego Ossolińskiego, który w 1617 r., ruszając po husarsku na kampanię moskiewską </span>„przysposobiwszy czeladź, rynsztunek i powóz, wszystko skromnie, bez kosztu wielkiego ojcowskiego” zmieścił się w kwocie 2 tys. zł<sup><a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote22sym" name="sdfootnote22anc">22</a></sup>, czyli 30,2 kg srebra<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote23sym" name="sdfootnote23anc"><sup>23</sup></a>. Dla porównania można podać, że wyprawa wojenna miasta Nowy Sącz w 1621 roku, kosztowała 400zł<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote24sym" name="sdfootnote24anc"><sup>24</sup></a> (3552 g srebra)<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote25sym" name="sdfootnote25anc"><sup>25</sup></a>. Za te pieniądze wystawiono trzykonny poczet lekkiej jazdy tzw. kozackiej (na jego czele stał mieszczanin, Stanisław Protwicz), wraz z trzema, czterokonnymi wozami wojennymi i czterema hajdukami (żołnierzami piechoty) oraz woźnicami i pachołkami. Całe miasto<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote26sym" name="sdfootnote26anc"><sup>26</sup></a>, wydało więc na ów poczet około ośmiokrotnie mniej (3552 g srebra) niż 5 lat wcześniej na wystawienie swojego pocztu wydał Stanisław Rusinowski (28 188 g srebra) – oszczędny towarzysz husarski! Oszczędny, gdyż byli bardziej rozrzutni. Zmarły w 1636 r. Marek Łahodowski miał poczet o wartości co najmniej 82 kg srebra<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote27sym" name="sdfootnote27anc"><sup>27</sup></a>, czyli około trzykrotnie droższy od pocztu Stanisława Rusinowskiego.</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000; font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"> Gwoli sprawiedliwości, wystawienie pocztu przez mieszczan nowosądeckich nie było ich jedynym wkładem w odparcie inwazji osmańskiej. Tak, jak inne miasta, nowosądeczanie musieli także zapłacić podatek zwany szosem. Jego wielkość określono na dwóch sejmach (listopadowo-grudniowym 1620 r. oraz sierpniowo-wrześniowym 1621 r.) na łącznie 10-krotność normalnej stawki. Co oznacza, że na przykład piekarze, barwierze, cyrulicy, kuśnierze i zdecydowana większość rzemieślników z Nowego Sącza, do 1 stycznia 1622 powinni byli zapłacić po 10zł<a class="sdfootnoteanc" style="color: #000000;" href="#sdfootnote28sym" name="sdfootnote28anc"><sup>28</sup></a>. Zresztą, tyle samo mieli zapłacić chłopi posiadający gospodarstwo jednołanowe, czyli około 17 hektarowe. Wróćmy jednak do husarzy.</span></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/"><span style="color: #9c2922;">Gdzie i kiedy z szablą?</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000; font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif;"> Towarzysze husarscy za wystawienie pocztów płacili z własnej kieszeni. Jak z wyżej przytoczonych danych widać, były to kwoty olbrzymie. Ale to właśnie im – szlachcicom polskim i litewskim – zarzuca się, że nie płacili podatków! Formalnie zarzut ten jest słuszny, bo faktycznie, jeśli tylko szlachcic posiadał chłopów, to nie płacił podatków bezpośrednio z własnej kieszeni. Podstawowym podatkiem było tzw. łanowe, czyli podatek od ziemi. Jeśli szlachcic nie miał chłopów, czyli sam orał i obsiewał swoje niwy, to osobiście płacił łanowe. Jeśli jednak na ziemi szlachcica pracował chłop pańszczyźniany, to właśnie on – jako użytkownik gruntu – opłacał ten podatek. Aby nie rujnować chłopów pańszczyźnianych, z których przecież i szlachcic czerpał dochód, sejmy starały się ograniczać wielkość uchwalanych podatków. Chroniąc swoich chłopów przed nadmiernym fiskalizmem (z czego wynikały stałe braki w skarbach polskim i litewskim), towarzysze husarscy, szlachcice Rzeczypospolitej, nie szczędzili jednak kosztów ponoszonych na obronę kraju. Tyle, że sumy, jakie w związku z tym wydawali, nie pojawiają się w rozliczeniach skarbowych. Stąd ów zarzut, że „egoistyczna szlachta nie płaciła podatków”. Zarzut, który może być postawiony tylko przez ignorantów, albo osoby o złej woli. Zarzut bezpodstawny, bo koszt obrony kraju spoczywał przede wszystkim na barkach szlachty polskiej i litewskiej!</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><sub><em><i>Grafika: domena publiczna</i></em></sub></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;">_______________________________</span></p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>Radosław Sikora, <i>Wypisy źródłowe do dziejów husarii</i>. Częstochowa 2020, s. 98.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Na podstawie: Sikora, <i>Wypisy</i>, s. 107-109.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3 </a>Najpewniej, tak jak wszystkie inne wozy z żywnością w tym rejestrze strat, były to wozy dwukonne.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a>Wnioskuję, że jedna z tych zbroi należała do samego Rusinowskiego, a dwie pozostałe do jego dwóch czeladników pocztowych.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Liczba siodeł husarskich potwierdza wcześniejsze przypuszczenie, że poczet ten składał się z 1 towarzysza i 2 czeladników pocztowych.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Półszorek – mniejsze szory na konie. Uprząż stosowana w transporcie lżejszym.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a>Kir – sukno grube, o skosmaconej powierzchni, gorszego gatunku.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a>Szlamy – szlamowe futro; futro wyprawione ze skór z brzuchów lub boków zwierząt. Najczęściej tańsze od grzbietowego.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Dek – deka; paradny ubiór koński, narzucany zwykle na siodło, używany przy prowadzeniu nie dosiadanego konia.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Kulany to turecka nazwa popręgów.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11 </a>Wyciągacz – wycięgacz; rzemień albo linka do pętania konia. „Ganię y ganić słusznie mogę Węgierskie owo koni iako dzikich niedźwiedzi w Angliey na poboczach y wicięgaczach rospinania / ktore więcey psuią / bestwią konie / niż cichości uczą. Bo zaiste za tym ustawnym wiązaniem nog / iako częste puchliny i chromoty przypadaią / tego kożdy doświadczy pilnuiąc / y zezna prawdę miłuiący. Lecz co naywiększa / że się szkapa ani ukłaść / ani przewrócić [s]nadnie nie może / tylko iako owo chłop w kłodzie / tak mizerne to zwierzątko w tych takich pętach kawęczeć musi.” (Krzysztof Dorohostajski, <i>Hippika o koniach</i>. Kraków [po 1647]. s. 34).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Rynkgort – ryngurt, ryngort, rynkort; pas rzemienny do podpinania siodła.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Stąd wniosek, że ogólna liczba czeladników (i pocztowych, i luźnych) wynosiła 8. Ponieważ 2 z nich było czeladnikami pocztowymi, to 6 musiało być czeladnikami luźnymi. Pięciu z nich powoziło wymienionymi w tym spisie wozami. Więc szósty jechał albo na podjezdku, albo na wozie, który ocalał z grabieży. Do dalszych obliczeń zakładam, że jechał na podjezdku.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14 </a>Wartość tego konia, określona w rejestrze strat, wpisuje się w znane z innych źródeł ceny koni towarzyskich z tego okresu. I tak, towarzysz roty husarskiej Adama Olizara Wołczkowicza, nieznany z imienia Drzewicki, w bitwie pod Kłuszynem 1610 r. jechał na koniu wartym 250zł. Z kolei jego czeladnik pocztowy ruszył do boju na koniu wartym 100zł. Kolejny towarzysz z tej samej roty, stracił dwa konie: jeden (z pewnością towarzyski) wart był 300zł, a drugi (dla pocztowego) 100zł. W rejestrze strat tej roty pojawiają się jeszcze trzy pozycje z cenami koni (Markiewicza 200zł, Grodeckiego 200zł oraz Moreowy 100zł). Nie podano jednak precyzyjnie, na których z nich jechali towarzysze, a na których pocztowi. Wartość koni pojawia się także w spisie strat roty husarskiej Marka Wilamowskiego. Towarzysz tej roty, nijaki Popławski, stracił konie za 150zł i 85zł. Na tym pierwszym zapewne sam jechał, a ten drugi służył jego czeladnikowi pocztowemu. Pojawiają się tam również konie Korytkowskiego (warty 250zł), Wysockiego (100zł) i Uszynskiego (80zł). (Radosław Sikora, <i>Kłuszyn 1610. Rozważania o bitwie</i>. Warszawa 2020, s. 123, 134). Przy czym w 1610 r., 1zł = 18,27 g srebra.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15 </a>Patrz poprzedni przypis.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16 </a>Przyjmuję, że koń na którym jechał luźny czeladnik kosztował tyle, co konie do wozów.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote17">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote17anc" name="sdfootnote17sym">17 </a>Analogicznie do cen koni wozowych w tym spisie.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote18">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote18anc" name="sdfootnote18sym">18 </a>Sikora, <i>Wypisy</i>, s. 104.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote19">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote19anc" name="sdfootnote19sym">19 </a>W 1616 r. 1 dukat = 71 groszy, czyli 1100 dukatów = 78 100 gr = 2603 zł i 10 gr (Stanisław Hoszowski, <i>Ceny we Lwowie w XVI i XVII w</i>. Lwów 1928, s. 156)</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote20">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote20anc" name="sdfootnote20sym">20 </a>Sikora, <i>Wypisy</i>, s. 110-111.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote21">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote21anc" name="sdfootnote21sym">21 </a>Hoszowski, <i>Ceny</i>, s. 156.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote22">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote22anc" name="sdfootnote22sym">22 </a>Jerzy Ossoliński, <i>Pamiętnik.</i> Oprac. Władysław Czapliński. Warszawa 1976, s. 46, 61, 82. </span></p>
</div>
<div id="sdfootnote23">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote23anc" name="sdfootnote23sym">23 </a>W 1617 r. 1 zł był równy 15,12 gramom srebra (Hoszowski, <i>Ceny</i>, s. 156).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote24">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote24anc" name="sdfootnote24sym">24 </a><i>Dyaryusz Jerzego Tymowskiego</i>, w: <i>Analekta Sandeckie do XVI i XVII wieku</i>, oprac. J. Sygański. Lwów 1905, s. 23-24; Radosław Sikora, <i>Husaria. Duma polskiego oręża</i>. Kraków 2019, s. 250-251.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote25">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote25anc" name="sdfootnote25sym">25 </a>W tym czasie 1 zł = 8,88 g srebra, czyli 400 zł to odpowiednik 3,552 kg srebra.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote26">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote26anc" name="sdfootnote26sym">26 </a>W latach 1651-1652 w obrębie murów miasta znajdowało się 224 domów, a na przedmieściach kolejne 143 (Jan Sygański, <i>Historya Nowego Sącza</i>. t. II. Lwów 1901, s. 1-2, 8). Do tego dochodziły zabudowania kościelne, plebańskie, klasztorne, szpitalne, zamku królewskiego i ratusza (Tamże, s. 2). Jan Sygański oszacował ludność Nowego Sącza na nie więcej niż 4-5 tys. (Tamże, s. 138).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote27">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote27anc" name="sdfootnote27sym">27 </a>Sikora, <i>Husaria. Duma</i>, s. 247. Był to poczet tzw. czterokonny, czyli oprócz towarzysza było również 3 czeladników pocztowych.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote28">
<p class="sdfootnote"><span style="font-size: 12pt; font-family: georgia, palatino, serif; color: #000000;"><a class="sdfootnotesym" style="color: #000000;" href="#sdfootnote28anc" name="sdfootnote28sym">28 </a><i>Volumina Constitutionum</i>. t. III, v.1 (1611-1626). Do druku przygotowali Stanisław Grodziski, Marcin Kwiecień, Anna Karabowicz. Warszawa 2010, s. 283, 314-315, 318. Nowy Sącz był miasteczkiem, gdzie obowiązywała połowa stawek dużych miast (np. Krakowa).</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-koszcie-wystawienia-pocztu-husarskiego-w-1616-roku/">O koszcie wystawienia pocztu husarskiego w 1616 roku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O staropolskiej grzeczności uwag kilka</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-staropolskiej-grzecznosci-uwag-kilka/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2022 13:40:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[grzeczność]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[maniery]]></category>
		<category><![CDATA[sarmatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[savoir-vivre]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5208</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Przed paru dniami było tu pięciu polskich szlachciców u jednej szlachcianki w gościnie. Kiedy się nie chcieli zachować w spokoju, porwała szlachcianka za szablę ze ściany, zadała nią wszystkim pięciu drągalom rany i wypędziła ich sama z domu. Byłaby ich niezawodnie i dalej ścigała, gdyby jeden z nich nie był jej z pistoletu ręki postrzelił.”1 [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-staropolskiej-grzecznosci-uwag-kilka/">O staropolskiej grzeczności uwag kilka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">„Przed paru dniami było tu pięciu polskich szlachciców u jednej szlachcianki w gościnie. Kiedy się nie chcieli zachować w spokoju, porwała szlachcianka za szablę ze ściany, zadała nią wszystkim pięciu drągalom rany i wypędziła ich sama z domu. Byłaby ich niezawodnie i dalej ścigała, gdyby jeden z nich nie był jej z pistoletu ręki postrzelił.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Zanotował Ulryk Werdum pod datą 23 listopada 1670, przy opisie okolic Rawy. Fragment ten pokazuje, że odpowiedni sposób zachowania się i traktowania innych ludzi był fundamentem dobrych obyczajów. Ceniono je sobie niezmiernie, a kto poza nie wykraczał, musiał liczyć się z gwałtowną reakcją.</p>
<p align="JUSTIFY">O dobre obyczaje dbano we wszystkich stanach – od najwyższego, do najniższego. Ten sam Werdum pisał:</p>
<p align="JUSTIFY">„W zwykłym życiu i towarzyskiej rozmowie używają tak dużo komplementów i pochlebstw, jak może żaden inny naród, a nie ma ulicznego żebraka w Polsce, który by był tak nędzny, żeby go dzieci jego nie zwały panem ojcem, a żonę jego panią matką.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">A że nie był osamotniony w swoich obserwacjach dowodzi Fryderyk Schulz, który przeszło 120 lat później zauważył:</p>
<p align="JUSTIFY">„[&#8230;] w Polsce często jedni drugich łaskawcami i dobrodziejami zowią. Ten sposób mówienia musiał się urodzić w wyższych klasach, ale zszedł teraz do najniższych i pociesznie słyszeć, gdy dwóch żebraków, mówiąc ze sobą, co trzecie słowo dobrodziejami się mianują.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">O tym, że Polacy byli niesłychanie grzeczni zaświadcza także Francuz. Jean François Regnard odwiedził Rzeczpospolitą w 1681 roku. Jak zauważył „Polacy wiele uprzejmości okazują i zawsze pierwsi czapki uchylają”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">Inną osobliwością Polski było powszechne nazywanie siebie „panami” i „paniami”:</p>
<p align="JUSTIFY">„Francuzi swoje <i>Seigneur</i> [dawny tytuł przysługujący posiadaczom ziemskim lub wysokim urzędnikom] aż do rewolucji [rozpoczętej w 1789 r.] zachowywali dla wybranych, w Polsce ma się inaczej. Panem jest każdy, co ma buty całe i, jak <i>monsieur</i>, tytuł ten dodaje się każdemu.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY">Jeśli rozmówcy byli szlachcicami nie sprawującymi urzędów, to mówili do siebie „Mój wielce Miłościwy Panie i Bracie”, albo przynajmniej „Panie Bracie”. Jeśli było się z niższego stanu, to zwracając się do stojącego wyżej w hierarchii należało użyć dodatkowych określeń:</p>
<p align="JUSTIFY">„Pospolici ludzie do wyższych od siebie mówią: wielmożny, jaśnie wielmożny, ekscelencjo itp.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Stąd właśnie określenie typu „Jaśnie Wielmożny Panie Wojewodo”. Tu wyjaśnić należy, że gdy ktoś sprawował urząd, to nie podawało się jego nazwiska, czy broń Boże imienia, lecz urząd właśnie. Ale nawet gdy ktoś nie dzierżył żadnego urzędu, to sam zwrot „panie”, był za mało prestiżowy. W 1681 r. po Rzeczypospolitej podróżował Francuz, Jean François Regnard. Zauważył on:</p>
<p align="JUSTIFY">„Polacy to naród dumny wielce, ze swoją szlachetnością się obnoszący, ale większość tej szlachty tak jest biedna, że do pracy na roli przymuszona. Kiedy takowy szlachcic w pole idzie, bierze ze sobą szablę, i ją na drzewie wiesza: jeśliby jaki przechodzień ośmielił się do niego <i>panie</i> miast <i>mości panie</i> zwrócić, nie omieszka mu on za to należytej kary wymierzyć.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Jako się rzekło, nazwanie kogoś „panem” czy „panią” nie wystarczało. I to nawet w rodzinie. W publicznej konwersacji między małżonkami należało okazywać sobie szczególny szacunek, co przekładało się na rozbudowane zwroty adresatywne. Na przykład Jan Chryzostom Pasek opisując historię, jaka w 1660 roku spotkała go w domu małżonki kasztelana zakroczymskiego Tomasza Olędzkiego, podał iż ten do swojej żony zwrócił się słowami „<span style="font-size: medium;">Jaśnie Wielmożna Mościa Pani i Dobroǳiejko</span>”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a>, choć po tym rozbudowanym, bardzo grzecznym wstępie, później dodał „<span style="font-size: medium;">albo to Waść muzyki nie masz, że niewesoło?</span>”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a>. Czyli nie było ani obowiązku, ani potrzeby powtarzania tej przydługiej formułki przez cały czas.</strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Szacunek okazywano nie tylko słowami, ale i gestami. Najlepiej to było widać przy powitaniach.</p>
<p align="JUSTIFY">„Ludzie z tego samego stanu obejmują się rękami i całują w szyję przy powitaniu; niżsi [stanem] obłapiają lub całują swych przełożonych w kolana lub nawet w same nogi i stopy. Kiedy prości ludzie witają duchownego, kładą mu głowę na piersi i całują je. Na Podolu i Ukrainie duchowny podaje drugiemu rękę, ten ją całuje i przyciska ją potem do czoła.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Nie szczędzili podobnych uwag cudzoziemcy, którzy zwiedzali Rzeczpospolitą w następnym, czyli osiemnastym stuleciu. Nawet ci, którzy za polskimi obyczajami nie przepadali. Na przykład Hubert Vautrin:</p>
<p align="JUSTIFY">„Zebrania towarzyskie otwiera swoista wymiana uprzejmości: mężczyźni równi kondycją całują się wzajemnie w ramię i traktują po bratersku, jeżeli zaś któryś z nich wyżej stoi w hierarchii społecznej, niższy stanem rzuca się do jego nóg, całuje stopy albo podejmuje pod kolana, bądź też pochyla się, zaznaczając tylko ten upokarzający gest i wypowiada formułkę 'Upadam do nóg.&#8217;”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Najobszerniejsze uwagi na ten temat poczynił Fryderyk Schulz:</p>
<p align="JUSTIFY">„Najwyżej postawieni w Rzeczypospolitej, którzy są sobie zupełnie równymi, nie witają się inaczej, jak [mówiąc] 'upadam do nóg&#8217;, kłaniają się jak najniżej i jeden drugiego usiłuje sięgnąć do kolan, tak że zgięci obaj stoją przeciw sobie, starając tę oznakę poszanowania oddać, a nie przyjąć, a w wyrazach pokornych i słodkich nawzajem przesadzić; aż wreszcie ten osobliwy pojedynek tym się kończy, iż ciągle walcząc, albo się w piersi lub w ramię ucałują. Świecki magnat łapie duchownego za prawą rękę, aby na niej poszanowania pełen pocałunek wycisnąć, duchowny broni się jak najmocniej, aby tego uniknąć; pierwszy twardo przy swoim stoi, całując rękę, a biskup go za to w czoło lub twarz, lub zresztą gdzie popadnie.</p>
<p align="JUSTIFY">Mniejsza szlachta chwyta możnych za nogi, za poły sukni, za ręce, zawsze jakby je całować chciała, tamci, z miną i manierami protektorów, zawsze się bronią podobnież. Znajomi, równi sobie ludzie, o tyle dopełniają tego wygodniej, iż oba schyleni idą ku sobie, ręce sobie zwolna na ramionach kładą i w małym oddaleniu od siebie, w szyję, ramiona i twarz całują. Toż samo czynią innych klas ludzie, chcąc się okazać grzecznymi, a często nawet i Niemcy żyjący w Warszawie. […] Chłop nie tylko powiada 'upadam do nóg&#8217;, ale w istocie wyciąga się cały u nóg pana, nie tylko mówi 'ściskam stopy&#8217;, ale je rzeczywiście całuje.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></p>
<figure id="attachment_5209" aria-describedby="caption-attachment-5209" style="width: 553px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5209 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/01-Jasna-Gora-m.jpg" alt="" width="553" height="524" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/01-Jasna-Gora-m.jpg 553w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/01-Jasna-Gora-m-300x284.jpg 300w" sizes="(max-width: 553px) 100vw, 553px" /><figcaption id="caption-attachment-5209" class="wp-caption-text">Powitanie równych sobie ludzi. Faza pierwsza, czyli zbliżanie się witających („oba schyleni idą ku sobie”). Fragment siedemnastowiecznego obrazu, przedstawiającego audiencję udzieloną przez króla Jana Kazimierza Wazę na Jasnej Górze w 1657 r.        <em>Źródło: Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Zdj. Radosław Sikora.</em></figcaption></figure>
<figure id="attachment_5210" aria-describedby="caption-attachment-5210" style="width: 443px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5210 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/02-Jasna-Gora-m.jpg" alt="" width="443" height="524" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/02-Jasna-Gora-m.jpg 443w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/02-Jasna-Gora-m-254x300.jpg 254w" sizes="(max-width: 443px) 100vw, 443px" /><figcaption id="caption-attachment-5210" class="wp-caption-text">Powitanie równych sobie ludzi. Faza druga, czyli obłapianie się witających („ręce sobie zwolna na ramionach kładą”). Fragment siedemnastowiecznego obrazu, przedstawiającego audiencję udzieloną przez króla Jana Kazimierza Wazę na Jasnej Górze w 1657 r.          <em>Źródło: Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Zdj. Radosław Sikora.</em></figcaption></figure>
<figure id="attachment_5211" aria-describedby="caption-attachment-5211" style="width: 420px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-5211 size-full" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/03-MN-Poznan-m.jpg" alt="" width="420" height="524" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/03-MN-Poznan-m.jpg 420w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2022/11/03-MN-Poznan-m-240x300.jpg 240w" sizes="(max-width: 420px) 100vw, 420px" /><figcaption id="caption-attachment-5211" class="wp-caption-text">Powitanie równych sobie ludzi. Faza trzecia, czyli całowanie się witających („i w małym oddaleniu od siebie, w szyję, ramiona i twarz całują”). Fragment obrazu Bernardo Bellotto „Elekcja Stanisława Augusta”, namalowanego w 1776 roku.                    <em>Źródło: Muzeum Narodowe w Poznaniu. Zdj. Radosław Sikora.</em></figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY">Szczególną rewerencję należało okazywać osobom starszym. Na przykład gdy w dom szlachcica zajechali goście, to:</p>
<p align="JUSTIFY">„[&#8230;] przywoływano synów [gospodarza], którzy w kontusikach i przy pałaszach stawili się na rozkaz pana ojca. Powitanie łaskawego sąsiada stosowało się do godności jego – stolnikowi, cześnikowi lub t.[ym] p.[odobnemu] ręce tylko ucałować było potrzeba; kasztelanowi, a broń Boże wojewodzie, plackiem [paść] do nóg. Uczono nas zawczasu pokory i poszanowania dla wieku i zasługi.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Na marginesie dodam, że szanować należało nie tylko osoby należące do tego samego stanu. Dzieci szlacheckie uczono poszanowania starszych ludzi nawet wtedy, gdy byli oni zaledwie domowymi sługami. Oczywiście obowiązywała tutaj wzajemność. Sługa taki powinien okazywać szlacheckiemu dziecku należny mu respekt:</p>
<p align="JUSTIFY">„Z ludźmi służącymi jak z jednej strony zabraniano wszelkiej poufałości i dyskursów, tak znowu z drugiej dziecię im rozkazywać nie miało prawa, a o wszystko prosić musiało grzecznie. […] Wracając do obejścia dzieci ze sługami, jeśli się trafiło, co i mnie zdarzyło się, połajać kogo lub wyrządzić mu jakiego psikusa, a zaszła w to skarga do wyższej instancyi [rodziców, czy dziadków] potrzeba było nie tylko przeprosić, ale i rózgi odebrać, w czem żadne instancye, łzy ani prośby nie pomogły. Nawzajem też słudzy, bez wyjątku, przy pańskim dziecku ani usiąść, ani w czapce na głowie stać nie mogli. Ten zwyczaj poszanowania dla dzieci oddalał od nich, nie dopuszczał zbytniej poufałości, w nas zaś wkorzeniało się poszanowanie szlacheckiego stanu i zbytnie może wyobrażenie o dostojności własnego pochodzenia.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Szczególne względy należały się nie tylko starszym, ale również kobietom i kapłanom:</p>
<p align="JUSTIFY">„Kobietę i księdza należy całować w rękę. Jest to zwyczaj znany jeszcze w starożytności, u Żydów, Greków, Rzymian i w całym imperium.</p>
<p align="JUSTIFY">Przyzwoitość zabrania kawalerowi całować twarz panny, ale zezwala na całowanie piersi.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Zwyczaj całowania dłoni kobiet zszedł na niższe stany i co ciekawe, trwał tam w najlepsze nawet wtedy, gdy sfrancuziały król Stanisław II August i jego otoczenie, odeszło od niego:</p>
<p align="JUSTIFY">„Dawniej nikt nie zbliżał się w wyższych sferach do kobiety bez najgłębszego ukłonu i najpokorniejszego ucałowania jej ręki; powtarzało się to ze wszystkimi przytomnymi [obecnymi] paniami; teraz [za panowania Stanisława Augusta, który gardził polskimi obyczajami] to z mody wyszło, ale w niższych klasach zwyczaj ten istnieje. Przychodzący całują w ręce wszystkie kobiety; gdy na ulicy spotkają je, ucałowanie ręki jest wstępem do rozmowy, a dosyć pociesznie patrzeć, gdy najbrudniejsze kobiety spotka to powitanie pokorne ze strony mężczyzn.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc"><sup>16</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">W swojej uniżoności wobec kobiet można było iść jeszcze dalej i podejmować je za nogi. Niektórzy nawet preferowali tę formę, gdyż dawało to możliwość znacznie bliższego, bardziej intymnego kontaktu:</p>
<p align="JUSTIFY">„W taki to sposób [podejmowania za nogi] ludzie najczęściej zwykli w Polsce się pozdrawiać i tako też kobiety szlachetnie urodzone się wita. Niejeden po trosze zuchwale obejmuje, boć poczuć lubi, co ma pod ręką.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote17sym" name="sdfootnote17anc"><sup>17</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Wydawać by się mogło, że przesadzając się w tak wielu grzecznościach Polacy byli niezwykle sztywni we wzajemnych relacjach. Nic bardziej mylnego! Po tych wstępnych ceremoniach, które miały okazać szacunek spotkanej osobie, zachowywano się już dość swobodnie:</p>
<p align="JUSTIFY">„W ogóle wszyscy tu są bardzo dla siebie grzeczni, ale bez przymusu i pedanterii; szczególniej w początku rozmowy i przy rozstaniu się z osobami, których albo się potrzebuje, lub domyśla, że kiedykolwiek potrzebować może. Osoby, których się nie potrzebuje – doznają takiego przyjęcia i szacunku, jakiego się od nich wymaga – to jest na stopie zupełnej równości są traktowane. Parafiańskie zabiegi o zajęcie pierwszego miejsca, drażliwość na sprzeciwianie się, obawa o to, czy kto przemówić zechce lub nie, usuwanie się trwożliwe od nieznajomych, oczekiwanie pierwszego powitania, pilnowanie właściwych tytułów każdemu należnych, dziecinne spieszczanie głosu, powstrzymywanie się od dowcipu, aby kogoś nie urazić, pokorne, uniżone obchodzenie się z kobietami, tysiąc innych podobnych względów, które świat wielki niemiecki umęczają – w warszawskim społeczeństwie nie są znane. Tu się mówi i śmieje, jak się nawykło; przekonanie swe wygłasza jawnie; sprzeciwia głośno, gdy inaczej myśli; weseli z rzeczy zabawnych; dowcipuje, ile chce; nie wstydzi u stołu gospodarzyć, pić, gdy się pragnie; okazywać zakochanym, zazdrosnym – słowem, każdy jest takim, jakim go natura stworzyła, i wszelki przymus wygnany.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote18sym" name="sdfootnote18anc"><sup>18</sup></a></p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/"><span style="color: #9c2922;">Gdzie i kiedy z szablą?</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Fryderykowi Schulzowi, który to pisał, Polska zdawała się być oazą swobody. Nic dziwnego, bo zachowanie Polaków porównywał do znanych mu na co dzień relacji między Niemcami. Jednak i w Rzeczypospolitej można było przekroczyć granicę dobrego wychowania, co winowajcę wykluczało z towarzystwa.</p>
<p align="JUSTIFY"><sub><em><i>Grafika: domena publiczna</i></em></sub></p>
<p align="JUSTIFY">_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>Ulryk Werdum, <i>Dziennik podróży 1670-1672</i>. Tłum. Dalia Urbonaitė. Opr. Dariusz Milewski. Wilanów 2012. s. 38.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Tamże, s. 67.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3 </a>Fryderyk Schulz, <i>Podróże Inflantczyka z Rygi do Warszawy i po Polsce w latach 1791-1793</i>. Opr. Wacław Zawadzki. Warszawa 1956. s. 253.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a><span lang="pl-PL">Jean-Fran</span><span lang="pl-PL">ç</span><span lang="pl-PL">ois Regnard, </span><span lang="pl-PL"><i>Podróż do Polski</i></span><span lang="pl-PL">. </span><span lang="pl-PL">W: Wiesław Mateusz Malinowski, Jerzy Styczyński, </span><span lang="pl-PL"><i>Polska i Polacy w literaturze francuskiej (XIV-XIX w.)</i></span><span lang="pl-PL">. Poznań 2016. </span>s. 73.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Schulz, <i>Podróże</i>, s. 253.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Tamże.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a><span lang="pl-PL">Regnard, </span><span lang="pl-PL"><i>Podróż</i></span><span lang="pl-PL">, </span>s. 73.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a>Pasek Jan Chryzostom, <i>Pamiętniki</i>. Opr. Roman Pollak. Warszawa 1987. s. 48.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Tamże.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Werdum, <i>Dziennik</i>, s. 68.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11 </a>Hubert Vautrin, <i>Obserwator w Polsce</i>. W: <span style="color: #000000;"><span lang="en-US"><i>Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców</i></span></span><span style="color: #000000;"><span lang="en-US">. Tłum. Halina Krahelska. Opr. Wacław Zawadzki. t. I. Warszawa 1963. </span></span>s. 787.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Schulz, <i>Podróże</i>, s. 250-251, 253.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Jan Duklan Ochocki, <i>Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego</i>. Warszawa 2019. s. 22.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14 </a>Tamże, s. 24.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15 </a>Vautrin, <i>Obserwator</i>, s. 787.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16 </a>Schulz, <i>Podróże</i>, s. 251-252.</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote17">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote17anc" name="sdfootnote17sym">17 </a><span lang="pl-PL">Regnard, </span><span lang="pl-PL"><i>Podróż</i></span><span lang="pl-PL">, s. 74.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote18">
<p class="sdfootnote"><span style="font-family: georgia, palatino, serif; font-size: 12pt;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote18anc" name="sdfootnote18sym">18 </a>Schulz, <i>Podróże</i>, s. 171-172.</span></p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-staropolskiej-grzecznosci-uwag-kilka/">O staropolskiej grzeczności uwag kilka</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O wpływie Żydów na gospodarkę Rzeczypospolitej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-wplywie-zydow-na-gospodarke-rzeczypospolitej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Nov 2022 16:42:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita obojga narodów]]></category>
		<category><![CDATA[żydzi]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5170</guid>

					<description><![CDATA[<p>W 1594 roku Izaak z Trok, znajdujących się w Wielkim Księstwie Litewskim, nie miał wątpliwości, że Rzeczpospolita była spokojną przystanią dla Żydów wypędzanych z innych krajów europejskich: „Jakoż na własne słyszeliśmy uszy, jak opowiadano i własnymi widzieliśmy oczami w dziełach autorów chrześcijańskich, iż w Anglii dopuszczano się w tych czasach wielkich okrucieństw; karzą srogą śmiercią [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-wplywie-zydow-na-gospodarke-rzeczypospolitej/">O wpływie Żydów na gospodarkę Rzeczypospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">W 1594 roku Izaak z Trok, znajdujących się w Wielkim Księstwie Litewskim, nie miał wątpliwości, że Rzeczpospolita była spokojną przystanią dla Żydów wypędzanych z innych krajów europejskich:</p>
<p align="JUSTIFY">„Jakoż na własne słyszeliśmy uszy, jak opowiadano i własnymi widzieliśmy oczami w dziełach autorów chrześcijańskich, iż w Anglii dopuszczano się w tych czasach wielkich okrucieństw; karzą srogą śmiercią wszystkich księży wiary papieskiej, wszystkich wyznawców i zwolenników tejże religii, a nawzajem tak samo postępują w Hiszpanii i we Francji, gdzie wyznawców nauki Marcina Lutra, tak okrutną śmiercią mordują, że każdemu, który o tym słyszy, włosy na głowie powstają. Lecz zdaje się, że to wszystko jest karą za ich grzechy, w[e] wspomnianych bowiem trzech państwach, przelewano wiele krwi Izraelitów, bez najmniejszej przyczyny i prześladowano niewinnych do tego stopnia, że ich wygnano z krajów, gdzie się urodzili i przemieszkiwali tak, że ani jeden Izraelita tam nie pozostał. Podobne postępowanie nigdy nie miało miejsca w tutejszym kraju (w Polsce), gdzie obecnie się znajdujemy. I owszem, tutaj pociągają do odpowiedzialności i surowo karzą tych, którzy im źle czynią lub szkodzą; tu nawet wspierają Żydów przychylnymi przywilejami, aby mogli mieszkać szczęśliwie i spokojnie. Królowie ziem tutejszych i ich dygnitarze (oby Bóg powiększył ich szczęście!) są miłośnikami wspaniałomyślności i prawości – toteż nie wyrządzają żadnego bezprawia lub krzywdy Żydom w ich krajach mieszkającym i dlatego też Bóg użyczył ziemi tej wielkiej potęgi i spokoju, tak dalece, że różniący się wiarą nie tchną ku sobie nienawiścią i nie wytępiają jedni drugich.”<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc">1</a></sup></p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY">Szczególnym miejscem dla Żydów była stolica Polski, Kraków. Traktowano go niemal jak stolicę Izraela. Na przykład w pierwszej połowie XVII w. Meir ben Jechiel Kadosz z Brodu pisał o:</p>
<p align="JUSTIFY">„[&#8230;] grodzie świętym i wspaniałym, mieście i matce, koronie świetności Izraela, w owem mieście ludnem, w naukę obfitującym, w gminie świętej Krakowie, stolicy, gdzie wszyscy są święci, a wpośród nich Wiekuisty.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Z kolei Jom Tow Lipmann Heller wspominał o przywódcach, starszyźnie i ławnikach:</p>
<p align="JUSTIFY">„[&#8230;] świętej, wspaniałej i możnej gminy Kraków – miasta i matki Izraela we wszystkich ziemiach zachodnich, którego imię znane jest i poważane także na ziemiach wschodnich [&#8230;]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Uwagi te, które wyszły spod piór żydowskich pisarzy, nie wyjaśniają jednak roli i znaczenia, jakie mieli Żydzi w Rzeczypospolitej, ani tego jak ich postrzegano i jakie były ich wzajemne relacja z innymi mieszkańcami tego kraju. Temat to bardzo obszerny, którego nie sposób omówić bez uciekania się do często, gęsto nadmiernej generalizacji. Nadmiernej, bo jak niemal zawsze i wszędzie, tak i w tym przypadku można znaleźć krańcowo różne przykłady. Widzimy to choćby w diariuszu profesora Akademii Zamojskiej, Bazylego Rudomicza, obejmującego lata 1656-1672, w którym często wspominał o Żydach z Zamościa i jego okolic. I chociaż w ogólności miał o nich wielce negatywną opinię, to 24 września 1662 roku zapisał:</p>
<p align="JUSTIFY">„Wyjechaliśmy z Zamościa do Płoskiego, gdzie zostaliśmy uprzejmie przyjęci przez Żyda Pszczółkę człowieka bardzo dobrego i grzecznego, choć innej wiary.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Pamiętając więc, że każda generalizacja jest krzywdząca; że świat nie jest czarno-biały, lecz pełen odcieni szarości, przejdźmy do próby naświetlenia jednego, bardzo szczególnego aspektu funkcjonowania Żydów w Rzeczypospolitej. Chodzi mianowicie o ich rolę w gospodarce kraju. Zapewne nie będzie zaskoczeniem fakt, że panowały w tej materii bardzo różne opinie. Na przykład urodzony w 1754 roku Żyd spod Nieświeża, Salomon Majmon, uważał:</p>
<p align="JUSTIFY">„Nie ma zapewne na świecie żadnego kraju, prócz Polski, w którym wolność religijna i nienawiść religijna spotykałyby się w tak równomiernym stopniu. Żydzi używają tu zupełnej wolności wyznawania swojej religii. Korzystają też ze wszystkich wolności obywatelskich, posiadają nawet własne sądownictwo. Wszelako, z drugiej strony, nienawiść religijna zachodzi tak daleko, że sama nazwa żyd jest w poniewierce, a wpływ owej zaszczepionej w czasach barbarzyństwa niechęci jeszcze nie przestał działać za moich czasów, t. j. około trzydziestu lat temu [czyli na początku lat 60. XVIII w.]. Ta przecie pozorna sprzeczność daje się zrozumieć, gdy się ma na uwadze, iż przyznana żydom wolność religijna i obywatelska wypływa nie z poszanowania dla powszechnych praw ludzkich, jak, z drugiej strony, nienawiść religijna i prześladowania nie są w żadnej mierze wynikami jakiej mądrej polityki, która to, co moralności i dobrobytowi państwa szkodzi, usunąć pragnie – lecz to i tamto jest jednakowo rezultatem panującej w tym kraju nieświadomości politycznej i lenistwa.”<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc">5</a></sup></p>
<p align="JUSTIFY">Z lenistwa polskich panów miało wynikać to, że Żydom nadano wolność:</p>
<p align="JUSTIFY">„[&#8230;] ponieważ żydzi, pomimo wszystkich swoich wad, są niemal jedynymi w tym kraju dającymi się zużytkować ludźmi – to naród polski [czyli szlachta] zniewolony był dla zadowolenia własnych potrzeb przyznać im wszelkie możliwe wolności”.<sup><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc">6</a></sup></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Zwróćmy uwagę na ten, powtarzający się zresztą do dzisiaj motyw. Zdaniem Żydów, byli oni potrzebni, a wręcz niezbędni polskiej i litewskiej szlachcie, gdyż to właśnie dzięki nim gospodarka w Rzeczypospolitej funkcjonowała. Przypisywali więc sobie (i robią to do dzisiaj) pozytywną rolę w historii Polski, a w szczególności pozytywny wpływ na polską gospodarkę. O ile jednak część szlachty podzielała tę opinię (dlatego właśnie sprowadzała do siebie Żydów), o tyle mamy również bardzo liczne źródła podkreślające zgubny wpływ żydowskiej działalności. </strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Na przykład z relacji Haugwitza i Procopa opisującej Polskę 1756 r. dowiadujemy się, że:</p>
<p align="JUSTIFY">„Prawie wszystkie karczmy po wsiach zajęte są przez Żydów; można niemal powiedzieć, że Żyd jest tu panem, ponieważ oddano mu w arendę nie tylko wyszynk piwa i wódki oraz gospodę, lecz dzierżawi on nadto wszystkie inne dochody gospodarcze, do czego pomagają mu ciągle i stale wypłacane szlachcicowi zaliczki. Żyd umie to sobie odbić co się zowie na chłopie pańszczyźnianym, łupiąc z niego skórę przy pomocy panów, łaknących nowych zaliczek; to wpędza ten udręczony lud w zniechęcenie i rozpacz, które usiłuje zagłuszać pijaństwem, tracąc w ten sposób resztki marnego mienia u Żyda na wódkę.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Dostrzegali to także niektórzy Polacy. Na przykład anonimowy autor traktatu z 1788 roku wskazywał na zgubny wpływ Żydów na włościan:</p>
<p align="JUSTIFY">„Żydzi także bardzo wiele wyniszczają chłopów. Mają oni osobliwsze swoje pochlebiające sposoby, którymi ubożą ludzi.<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a> Są oni na kształt owych szarlatanów, którzy w ich chorobach na to dają recepty, aby ich najdłużej lecząc gubili [przyprowadzali do zguby] nareszcie. Umieją oni dodawać melancholii, stawać się niby dobroczynnymi, miłosiernymi dla chłopów, ażeby ich łatwiej tym sposobem odzierać. Umieją oni także czynić z nimi zamiany, że na wpół darmo biorą od nich zboża. Mogą się tego domiarkować panowie, gdy im Żydzi tak wysokie płacą arendy, jakich dochodów nie wybierają panowie z propinacyi, gdy ją na siebie trzymają. Skądże ją Żyd wypłaci i wyżywi przy tym dwadzieścia lub trzydzieści próżnującej familii, jeżeli nie ze zdzierstwa poddanych?”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Z tych powodów, szlachta lokalnie próbowała walczyć ze zjawiskiem dzierżawienia karczem Żydom. Na przykład:</p>
<p align="JUSTIFY">„Województwo sieradzkie na sejmikach gospodarskich w roku 1786 uradziło sobie, aby na arendach i szynkach nie trzymać Żydów, a w roku 1787 obostrzyło tę radę pod karą 500 grzywien i sześciu niedziel [uwięzienia w] wieży, kto by się temu sprzeciwił. Godzien przykład do naśladowania od innych współwojewództw, które życzą sobie mieć lepszych poddanych.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Jednak Żydzi mieli negatywnie wpływać nie tylko na polską, czy litewską wieś. W tym samym 1788 roku, Michał Swinarski stanął w obronie mieszczan warszawskich. W swej „Ekspozycji praw miasta Warszawy&#8230;” obszernie wyjaśniał szkody, jakie przyniosłoby miastu zasiedlenie go przez Żydów. Stwierdza tam między innymi:</p>
<p align="JUSTIFY">„Miasto Warszawa powziąwszy wiadomość, iż Żydzi, którzy wszystkie miasta i miasteczka w Polszcze przez swe niezliczone podstępy zrujnowali i z sposobu do życia wyzuli, czuwając na zniszczenie miasta Warszawy pisma różne podają […] Co zaś do miast w Księstwie Mazowieckim będących, a w szczególności miasta Warszawy, to jako cale osobne dla siebie ma prawa i od zawarcia z Żydami paktów prawem niżej wyłuszczyć się mających jest wyjęte, przeto też jedno to miasto ocalało, w cudzoziemców, kupców i rzemieślników zaludniło się i prawdziwe skarbowi koronnemu pożytki, a krajowi wygody przynosi, kiedy inne miasta, do których Żydzi za paktami wcisnęli się, upadły […] Nie może być jaśniejszym tej prawdy dowodem, że Żydzi zgubą są miast, jak stan teraźniejszy tychże miast i miasteczek, do których Żydzi wcisnąć się potrafili. Ktokolwiek przejrzy rewizje miast i miasteczek w roku 1564 odbyte, ten łatwo pozna, jaka była onych ludność z kupców i rzemieślników składająca się, jaka z nich krajowi wygoda, jakie do skarbu proweniencje, jaka krajowych produktów konsumpcja. Wciśnieni do tych miast i miasteczek Żydzi przez swoją naturalna względem chrześcijan nienawiść potrafili jednych tysiącznymi podstępami wyniszczyć, a drugich rozpoić, odarli miasta z ozdób dawnych i ugołocili z ludności, a resztę z pozostałego ludu na rolników obrócili. Sposób zaś do tego zniszczenia jeszcze okrutniejszy: zaciągali Żydzi sum u osób stanu duchownego i świeckiego, te niby dla bezpieczeństwa zapisywali na kahałach, w rzeczy zaś samej dzielili się nimi i tych na zniszczenie mieszczan użyli, a tymczasem ile wierzycielów, tyle protektorów sobie zjednali. Utrzymują dotąd te systema i gdy dla przeładowanych kahałów i nie opłaconych prowizji nie mają już kredytu, zaciągają na swoje majątki, a te odłużywszy i substancją jakążkolwiek zebrawszy, onę dzieciom w skrytości oddają, sami zaś w ubogim stanie życie kończą. Taki jest prawie powszechny postępek Żydów i ten tylko jakiżkolwiek dla wierzycielów zostawuje fundusz, który w połowie dni swoich umiera. Tymi sposobami utrzymujący się lud tak mnogi w kraju, religią i wspołeczeństwem oddzielony, jakim sposobem może być krajowi użyteczny, gdy z niego żadnego wsparcia obiecywać sobie nie można, bo do agrokultury przywiązać się nie chce, do obrony kraju niezdatny, a będąc włóczęgą całego świata i nie mając nic, co by go do siedliska przywiązywało, za jakąkolwiek okazją gotów najszkaradniejsze popełniać zdrady.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Argumentacja Swinarskiego jest znacznie bardziej rozbudowana, ale nie ma sensu przytaczać jej tutaj w całości. Istotne w tym momencie jest to, że wbrew opiniom samych Żydów, pogląd o ich zbawiennej roli dla gospodarki Rzeczypospolitej jest mocno dyskusyjny. Znacznie więcej znajdujemy na ten temat opinii negatywnych, niż pozytywnych. Zwłaszcza cudzoziemcy nie zostawiali na Żydach suchej nitki, wytykając polskiej szlachcie krótkowzroczność. Jednym z przykładów jest Hubert Vautrin, który przybył do Polski pod koniec 1777 r. Pisał on:</p>
<p align="JUSTIFY">„Dziesiątą część ludności stanowią Żydzi; są niby olbrzymia pijawka, która przywarła swym wygłodniałym ciałem do wszystkich członków organizmu społecznego i wysysa zeń najczystszą krew, nie dając nic w zamian, pochłania ona w naturze lub w pieniądzach wszystko, co kraj wytwarza, proporcjonalnie do możności tego gatunku, gromadząc pieniądze, jedyne, co jej wolno posiadać, hamuje obieg gotówki, rujnuje obywateli lichwą.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Vautrin zdobył się co prawda na pozytywną uwagę pod ich adresem, jednak szybko wrócił do krytyki:</p>
<p align="JUSTIFY">„Jedynym pożytkiem, jaki przynoszą Żydzi, jest faktorstwo na rzecz cudzoziemskich kupców, przez których wywożą część gotówki za granicę. Rozmnażają się, przyczyniając się równocześnie do zmniejszenia liczby ludności tubylczej. Miasta [zaludniane przez Żydów] rosną, wsie zaś podupadają.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Wskazał przy tym na pozorne korzyści, jakie szlachta polska miała ze wspierania Żydów:</p>
<p align="JUSTIFY">„Dziedzic uważa, że zamożność jego wzrasta, gdyż powiększa swe dochody z pogłównego płaconego przez Żydów. W istocie zaś traci rolników, a państwo żołnierzy, rekrutujących się ze szlachty.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Zakończył zaś stwierdzeniem:</p>
<p align="JUSTIFY">„Żydzi są wyłącznymi wykonawcami wszelkich rzemiosł. Przywilej ten wpływa dodatnio na przyrost ludności żydowskiej, przynosi natomiast szkodę państwu.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Hubert Vautrin wrócił do charakterystyki Żydów w dalszej części swego dzieła, gdzie rozwinął i uzasadnił postawione wcześniej tezy. Ale my zatrzymamy się w tym miejscu, nie widząc potrzeby rozwijania tego zagadnienia.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/"><span style="color: #9c2922;">Gdzie i kiedy z szablą?</span> </a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Z powyższego przeglądu opinii wyłania się dość prosty schemat. Warstwa rządząca, dostrzegając dla siebie szybkie, bezpośrednie korzyści z popierania imigracji, sprowadzała Żydów i chroniła ich przed miejscowymi, którzy z powodu tej imigracji bardzo ucierpieli. Przy czym i imigranci, i rządzący w zasadzie prezentowali ten sam pogląd, że ich interes jest tożsamy z interesem całego kraju. Tymczasem większość jego mieszkańców oraz całe mnóstwo cudzoziemców, którzy przyjrzeli się temu z bliska, miało niezwykle krytyczny stosunek do tych imigrantów i ich potomków, którzy z czasem zadomowili się w Rzeczypospolitej. Ten krytyczny stosunek do Żydów wynikał nie tyle z różnic religijnych, co przede wszystkim z ich negatywnego wpływu na ekonomiczne położenie chłopów i mieszczan.</p>
<p align="JUSTIFY"><sub><em><i>Grafika: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Reception_of_Jews_in_Poland_by_Jan_Matejko_1889.png" data-rel="lightbox-image-0" data-rl_title="" data-rl_caption="" title="">Wikimedia Commons</a></i></em></sub></p>
<p align="JUSTIFY">_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>Izaak z Trok, <i>Chizuk emuna</i>. Cytat za: <i>Dzieje Żydów z Polsce XI-XVIII wiek. Wybór tekstów źródłowych</i>. Redakcja: Borzymińska, Ewa Świderska, Andrzej Żbikowski. Warszawa (brak roku wydania). s. 86-87.</p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Meir ben Jechiel Kadosz z Brodu, <i>Zwój pana Meira</i>. Tłum. i opr. Leszek Kwiatkowski. W: <i>Najstarsze pamiętniki Żydów krakowskich</i>. Warszawa 2019. s. 67.</p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a> Jom Tow Lipmann Heller, <i>Zwój nienawiści</i>. Tłum. i oprac. Agata Paluch. W: <i>Najstarsze pamiętniki Żydów krakowskich</i>. Warszawa 2019. s. 162.</p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a>Bazyli Rudomicz, <i>Efemeros czyli Diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656-1672</i>. cz. 1. Tłum. Władysław Froch. Opr. Marian Lech Klementowski, Władysław Froch. Lublin 2002. s. 277</p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Salomon Majmon, <i>Autobiografia</i>. Tłum. Leo Belmont. Warszawa 1913. s. 3-4.</p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Tamże, s. 4.</p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a><i>Relacje kupców Haugwitza i Procopa 1756</i>. W: <i>Czasy saskie. Wybór źródeł</i>. Opr. Józef FeldmanWrocław 2004. s. 61.</p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a>W przypisie zamieszczonym w tym miejscu, autor wyjaśnia „Im Żydzi są bogatsi, tam ludzie poddani są ubożsi. W Litwie bogatsi aniżeli w Koronie. Chłopi też są tam [w Litwie] ubożsi. Blisko miast, gdzie szynkują Żydzi, tam w pobliskich wioskach chłopi ubogimi są. Żydzi jednak zawsze znajdują [u panów] większe względy i, gdy mu winien chłop, każą go drzeć do ostatniego [grosza], aby mu oddać, a chłop połowy prawie nie przepije, ile zapłacić musi.” (<i>O poddanych polskich roku 1788</i>. W: <i>Materiały do dziejów Sejmu Czteroletniego</i>. t.1. Opr. Janusz Woliński, Jerzy Michalski, Emanuel Rostworowski. Wrocław 1955. s. 26)</p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Tamże.</p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Tamże, s. 58.</p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11 </a>Michał Swinarski, <i>Ekspozycja prawa miasta Warszawy względem Żydów oraz odpowiedź na żądaną przez nich w tymże mieście lokacją</i>. W: <i>Antologia publicystyki doby stanisławowskiej. </i>Opr. Zbigniew Goliński. Warszawa 1984. s. 205-206.</p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Hubert Vautrin, <i>Obserwator w Polsce</i>. W: <span style="color: #000000;"><span lang="en-US"><i>Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców</i></span></span><span style="color: #000000;"><span lang="en-US">. Tłum. Halina Krahelska. Opr. Wacław Zawadzki. t. I. Warszawa 1963. </span></span>s. 714.</p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Tamże.</p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14 </a>Tamże.</p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p class="sdfootnote"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15 </a>Tamże.</p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-wplywie-zydow-na-gospodarke-rzeczypospolitej/">O wpływie Żydów na gospodarkę Rzeczypospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gdzie i kiedy z szablą?</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2022 15:25:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<category><![CDATA[radosław sikora]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita obojga narodów]]></category>
		<category><![CDATA[szabla]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5149</guid>

					<description><![CDATA[<p>W drugiej połowie XVI wieku szabla stała się ulubioną bronią szlachcica polskiego. Już nie miecz, czy kord, jak to było wcześniej, ale szabla właśnie dostąpiła zaszczytu noszenia jej na co dzień przez stan rycerski. Broń, jak to broń, służyła przede wszystkim do walki. Już w książce „Husaria. Duma polskiego oręża” podałem dwa spektakularne przykłady wybitnych [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/">Gdzie i kiedy z szablą?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 8</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">W drugiej połowie XVI wieku szabla stała się ulubioną bronią szlachcica polskiego. Już nie miecz, czy kord, jak to było wcześniej, ale szabla właśnie dostąpiła zaszczytu noszenia jej na co dzień przez stan rycerski. Broń, jak to broń, służyła przede wszystkim do walki. Już w książce „Husaria. Duma polskiego oręża” podałem dwa spektakularne przykłady wybitnych umiejętności szermierczych Polaków. Pierwszy z nich dotyczy Gabriela Modliszewskiego, który w XVI wieku opisany jest jako: „Mąż wielki y szermierz niepospolity tak ręki był mierney że ścinał chłopcu pieniądz drobny z głowy włosa żadnego nie ruszył”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">Kolejnym znakomitym szermierzem był Wacław Jankowski. Jeszcze jako młodzieniec „w Kownie z Niemcy Knechty się zwadziwszy maiąc ich na się przez czterdzieści każdego z nich mężnie się im broniąc ranił”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">Artykuł ten nie jest jednak poświęcony umiejętnościom szermierczym Polaków, ani własnościom użytkowym szabel, czy ich najpiękniejszym, najdroższym egzemplarzom. Zainteresowanych tą tematyką odsyłam do mojej wcześniejszej pracy<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a>. Tym razem zajmę się innym, dość osobliwym aspektem użytkowania tej broni, czyli tym, gdzie i kiedy ją noszono, a kiedy odpasywano.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY">Podróżujący w 1681 r. po Rzeczypospolitej Francuz, Jean François Regnard, pisał: „Polacy to naród dumny wielce, ze swoją szlachetnością się obnoszący, ale większość tej szlachty tak jest biedna, że do pracy na roli przymuszona. Kiedy takowy szlachcic w pole idzie, bierze ze sobą szablę, i ją na drzewie wiesza: jeśliby jaki przechodzień ośmielił się do niego <i>panie</i> miast <i>mości panie</i> zwrócić, nie omieszka mu on za to należytej kary wymierzyć.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Obserwacje, które poczynił Regnard potwierdzają to, co zgodnie podają inne źródła. Szlachcic polski i szabla byli bardzo ściśle związani ze sobą. Broń ta była widomym znakiem, że ma się do czynienia ze szlachcicem. Wyróżniała go spośród innych stanów. Chłopi bowiem nie mogli jej nosić. To samo dotyczyło większości mieszczan (o wyjątkach od tej reguły piszę niżej). Nic więc dziwnego, że sytuacji w których szlachcic rozstawał się z szablą było niewiele. Ale i do takich dochodziło&#8230;</p>
<p align="JUSTIFY">Jan Duklan Ochocki, urodzony w latach 60. XVIII w. szlachcic, w swoich pamiętnikach opisujących ostatnie dekady XVIII w. pozostawił szereg wzmianek dotyczących zasad właściwego obchodzenia się z szablą. Była to broń, z którą nie rozstawał się od dzieciństwa („Miałem najwięcej nad lat siedm, gdym przy karabeli, którą zachowałem do dziś, dosiadał już konia [&#8230;]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a>). Ze wspomnień Ochockiego dowiadujemy się na przykład, że w gości udawano się będąc ubranym godnie, a nawet wspaniale, nosząc szablę (zwaną wówczas również pałaszem) przy boku. Po wejściu do bawialnego pokoju: „[&#8230;] gospodarz powstawszy, prosił o odpasanie pałasza, przyczem nie pominiono znowu długich grzeczności i wrzekomego oporu, ale w ostatku usilnem naleganiem pokonany gość, odejmował broń i w komitywie z gospodarzem składał ją w głównym kątku pokoju.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6 </sup></a>Podczas wakacji, czy świąt, gdy zjechali synowie gospodarza „przywoływano synów, którzy w kontusikach i przy pałaszach stawili się na rozkaz pana ojca”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">Niestety Duklan Ochocki nie sprecyzował, czy pan domu przyjmował gości będąc samemu przy szabli, czy też nie. Pisał tylko o szybkim ubraniu się w leżący pod ręką kontusz, bo „zwykle w domu w samym żupanie chadzał”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a>. Ów żupan obwiązany był pasem, lecz nie wiadomo, czy wisiała u niego broń. Zapewne nie, gdyż jak pisał Jędrzej Kitowicz o czasach nieco wcześniejszych „Szlachcic gdy wychodził z domu, przypasywał szablę do boku [&#8230;]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a>, czyli w domu chodził bez broni. W każdym razie, kontusz zakładano na ów przepasany żupan „co się zwało na opaszki”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">Wróćmy jednak do owych kurtuazyjnych sporów o odpasanie szabli. Z czego one wynikały? Nasz pamiętnikarz wyjaśnił to przy opisie wizyty młodzieńca starającego się o rękę panny: „Kiedy kawaler starać się zamyślał o pannę, musiał w dom jej rodziców przyjechać z poważnym przyjacielem, w assystencyi i paradzie. Obaj wchodzili przy pałaszach, dziewosłąb odpasywał szablę, ale pan młody uchybiłby domowi, gdyby ją na największe i najusilniejsze naleganie odpasał lub konie wyprządz dozwolił; musiał stać w podwórzu choćby dwadzieścia cztery z rzędu godziny.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Jak widać, noszenie szabli było oznaką szacunku okazywanego szlachcicowi, do którego zajechało się z wizytą. Dlatego gość powinien się bronić przed prośbami o odłożenie broni. Z drugiej zaś strony prośba gospodarza o jej odpasanie miała oznaczać, iż są z gościem w tak zażyłych, tak familiarnych stosunkach, że mogą sobie darować konwenanse. Mile widziany, szacowny gość, był więc upraszany o odłożenie broni, aby poczuł się tak swobodnie, jak u siebie w domu. </strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Nie ma się więc co dziwić, że gdy pewnego razu Jan Duklan Ochocki zajechał z wizytą do rodziców swojego przyjaciela, Antoniego Lipskiego, a gospodarz nie poprosił go o odpasanie broni, pamiętnikarz poczuł się niemile widziany:</p>
<p align="JUSTIFY">„Było naówczas zwyczajem, że się i do najbliższego i do najpoufalszego sąsiada przyjeżdżało zawsze przy pałaszu lub przy szpadzie, stosownie do ubioru [polskiego, lub cudzoziemskiego]; przyjechać bez oręża, było to uchybić domowi. Ale gospodarz winien był zaraz prosić gościa, aby odjął szablę czy szpadę; tymczasem podkomorzy [Tadeusz Lipski, ojciec Antoniego], choć i ja byłem przy pałaszu, i syn jego, ani słowem nam nie powiedział. Gdyśmy mieli iść do stołu, pani podkomorzyna poprosiła mnie o odjęcia pałasza, co też uczyniłem; ale syn siadł jeść przy szabli.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Jan Duklan Ochocki poczuł się tak urażony, że zamierzał przedwcześnie opuścić dom Lipskiego, ale po różnych perypetiach, pan podkomorzy zaczął go w końcu traktować z szacunkiem, więc sprawa rozeszła się po kościach. Nie tylko kawaler starający się o rękę panny musiał cały czas chodzić przy szabli. Jak wspomniano, robili to także synowie gospodarza. Także dworzanie: „Dworzanie ubierali się jak się im podobało, ale na pokoje występowali przy pałaszach i w ładownicach [&#8230;]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Tenże Duklan Ochocki, gdy w 1786 roku wstąpił na służbę do wojewody kijowskiego Józefa Gabriela Stempkowskiego, od samego rana pełnił swe obowiązki przy szabli. Dworzanom pozwalano je zdejmować dopiero w porze, „w której następowały tańce, co rzadko którego dnia chybiło [nie miało miejsca]”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a>. Zobowiązani do noszenia szabel byli również pokojowi, czyli „służba pałacowa jednakowo ubrana, zawsze przy pałaszach, stojąca za panem, panią i gośćmi z talerzami u stołu”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">W tym świetle oczywistym się stanie, że wszelkiego typu uroczyste ceremonie odprawiano przy szablach, czyli pałaszach. Na przykład podczas audiencji, której udzielił król Stanisław II August księciu Karolowi Radziwiłłowi w Warszawie, bardzo liczna asysta księcia, złożona ze szlachty litewskiej „całą salę marmurową [zamku królewskiego] zajęła”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote16sym" name="sdfootnote16anc"><sup>16</sup></a>. Przy czym każdy Litwin „miał pałasz z furdymentem i rękawice łosie za pasem”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote17sym" name="sdfootnote17anc"><sup>17</sup></a>.</p>
<p align="JUSTIFY">Nie inaczej jak przy szabli wchodzono do kościoła („każdy szlachcic, ani u sąsiada, ani w mieście, ani w kościele nie mógł się bez szabli pokazać”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote18sym" name="sdfootnote18anc"><sup>18</sup></a>). Nie dotyczyło to zresztą tylko szlachty, bo magistrat kilku miast Rzeczypospolitej również posiadał prawo chodzenia przy szabli, z którego chętnie korzystał. Jak pisał ksiądz Jędrzej Kitowicz o czasach Augusta III Sasa: „Trzcina zatem była podporą, ozdobą i orężem mieszczanina, gdyż przy szabli nie godziło się chodzić mieszczanom, wyjąwszy krakowskich i magistraty poznańskie i wileńskie z dawno służących przywilejów.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote19sym" name="sdfootnote19anc"><sup>19</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">W każdym razie, „w uroczyste […] dni wszyscy [szlachcice] szli do kościoła przy pałaszach”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote20sym" name="sdfootnote20anc"><sup>20</sup></a>. Co ciekawe, w tym samym kościele „hajduk trzymał przy panu pałasz, kiedy nie było wielkiego festu”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote21sym" name="sdfootnote21anc"><sup>21</sup></a>. Czyli gdy jakaś mniej uroczysta potrzeba zawiodła szlachcica do kościoła, szablę przy nim tylko niesiono. Tak czy siak, musiała być ona przy nim stale obecna, gdyż była znakiem rozpoznawczym szlachcica polskiego. A służyła mu również w innym celu&#8230;</p>
<p align="JUSTIFY">W latach 1676-1677 po Rzeczypospolitej podróżował Robert South, kapelan angielskiego ambasadora w Polsce. Dzięki temu poznał miasta i obyczaje mieszkańców kraju. I cóż to przykuło uwagę naszego podróżnika?</p>
<p align="JUSTIFY">W liście pisanym w Gdańsku, 16 grudnia 1677 roku zanotował, iż w katedrze gnieźnieńskiej zaobserwował, że gdy podczas Mszy Świętej czytano jakąkolwiek część Ewangelii, każdy mężczyzna wyciągał swą szablę do połowy z pochwy, aby zaświadczyć o swojej gotowości do obrony wiary chrześcijańskiej. Wyjaśnił przy tym, że jest to zwyczaj praktykowany w Polsce od czasów panowania króla Mieczysława (czyli księcia Mieszka I), pierwszego chrześcijańskiego władcy Polski.<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote22sym" name="sdfootnote22anc"><sup>22</sup></a> Jak się okazuje, praktyka ta nie była aż tak powszechna, jak sądził, ale potwierdzają ją również rodzime źródła. Wśród nich wspominany tu wielokrotnie Jan Duklan Ochocki: „Jeszcze w młodości mojej pamiętam zwyczaj gdzie niegdzie zachowywany, że w czasie śpiewania lub czytania Ewangelii przy mszy świętej, głowy nakrywano kołpakami<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote23sym" name="sdfootnote23anc"><sup>23</sup></a>, a pałasze do pół dobywano z pochew, dla okazania gotowości bronienia wiary katolickiej. Powoli zwyczaj ten stary ustawać począł; w roku 1786 pierwszy raz będąc w Warszawie, widziałem jeszcze starców obrządku tego dopełniających, ale to już były wyjątki tylko.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/wyksztalcenie-szlachcica-polskiego-doby-wiedenskiej-nurt-idealy-praktyka-edukacyjna-drugiej-polowy-xvii-wieku/"><span style="color: #9c2922;">Wykształcenie szlachcica polskiego doby „wiedeńskiej”. Nurt, ideały, praktyka edukacyjna drugiej połowy XVII wieku</span> </a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Falkowski, skarbik łucki, do śmierci [w 1789 r.] go nie zaniechał. Mam pod ręką cały ten proces drukowany, którego on był instygatorem. Najprzód w roku 1785 d. 17 grudnia w grodzie łuckim manifestacya W.[ielmożnego] Jerzego Falkowskiego przeciwko wszystkim generaliter [w ogólności] religii katolickiej odstępcom czytającym Woltera, opuszczającym obowiązki, wzgardzającym staremi zwyczajami, jako dobywaniem pałasza w czasie Ewangelii itp.”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote24sym" name="sdfootnote24anc"><sup>24</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY">Mamy więc kolejnego naocznego świadka, opisującego praktykę dobywania szabel w czasie Mszy Świętej podczas czytania Ewangelii<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote25sym" name="sdfootnote25anc"><sup>25</sup></a>. Powyższy, siłą rzeczy dość pobieżny przegląd, nie aspiruje bynajmniej do wyczerpania tematu. Myślę jednak, że nawet ten krótki tekst pokazuje, iż szabla nie była tylko bronią; nie miała tylko znaczenia bojowego. Był to także szczególny symbol; rekwizyt, z którym związane było wiele obyczajów i swoisty savoir-vivre.</p>
<p align="JUSTIFY"><sub><em><i>Grafika: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Leon_Kapli%C5%84ski_-_Miecznik_i_Wac%C5%82aw.jpg" data-rel="lightbox-image-0" data-rl_title="" data-rl_caption="" title="">Wikimedia Commons</a></i></em></sub></p>
<p align="JUSTIFY">_______________________________</p>
<div id="sdfootnote1">
<p><a href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1 </a>Bartosz Paprocki, Herby rycerztwa polskiego. Na pięcioro Xiąg rozdzielone. Przez Bartosza Paprockiego zebrane y wydane: Roku Panskiego 1584. Kraków 1584. s. 51.</p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p><a href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2 </a>Tamże, s. 250.</p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p><a href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3 </a>Radosław Sikora, <em>Husaria. Duma polskiego oręża</em>. Kraków 2019. s. 124-130.</p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p><a href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4 </a><span lang="pl-PL">Jean-Fran</span><span lang="pl-PL">ç</span><span lang="pl-PL">ois Regnard, </span><em><span lang="pl-PL">Podróż do Polski</span></em><span lang="pl-PL">. </span><span lang="pl-PL">W: Wiesław Mateusz Malinowski, Jerzy Styczyński, </span><em><span lang="pl-PL">Polska i Polacy w literaturze francuskiej (XIV-XIX w.)</span></em><span lang="pl-PL">. Poznań 2016. </span>s. 73.</p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p><a href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5 </a>Jan Duklan Ochocki, <em>Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego</em>. Warszawa 2019. s. 9.</p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p><a href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6 </a>Tamże, s. 22.</p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p><a href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7 </a>Tamże.</p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p><a href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8 </a>Tamże, s. 21.</p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p><a href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9 </a>Jędrzej Kitowicz, <em>Opis obyczajów za panowania Augusta III</em>. Opr. Zbigniew Goliński, Warszawa 2003. s. 249.</p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p><a href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10 </a>Ochocki, <em>Pamiętniki</em>, s. 21.</p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p><a href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11</a> Tamże, s. 27.</p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p><a href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12 </a>Tamże, s. 182.</p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p><a href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13 </a>Tamże, s. 45.</p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p><a href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14 </a>Tamże, s. 89.</p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p><a href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15 </a>Tamże, s. 46.</p>
</div>
<div id="sdfootnote16">
<p><a href="#sdfootnote16anc" name="sdfootnote16sym">16 </a>Tamże, s. 92.</p>
</div>
<div id="sdfootnote17">
<p><a href="#sdfootnote17anc" name="sdfootnote17sym">17 </a>Tamże. Podobnie też nosili się pokojowcy księcia Radziwiłła, usługując do wieczerzy (Tamże, s. 134).</p>
</div>
<div id="sdfootnote18">
<p><a href="#sdfootnote18anc" name="sdfootnote18sym">18 </a>Tamże, s. 60. Podobnie na s. 122 („Bez pałasza, kto był w kontuszu, nie tylko na ratuszu, w kościele, z wizytą, ale na ulicy pokazać się nie mógł [&#8230;]”).</p>
</div>
<div id="sdfootnote19">
<p><a href="#sdfootnote19anc" name="sdfootnote19sym">19 </a>Kitowicz, <em>Opis</em>, s. 249.</p>
</div>
<div id="sdfootnote20">
<p><a href="#sdfootnote20anc" name="sdfootnote20sym">20 </a>Ochocki, <em>Pamiętniki</em>, s. 47.</p>
</div>
<div id="sdfootnote21">
<p><a href="#sdfootnote21anc" name="sdfootnote21sym">21</a> Tamże.</p>
</div>
<div id="sdfootnote22">
<p><a href="#sdfootnote22anc" name="sdfootnote22sym">22 </a>„Amongst other Things worthy of Remark, I observ&#8217;d here, for I never thought it damnable Sin, (like our Sectarists in England, who call themselves by the soft Name of Protestant Dissenters) to be acquainted with their Ceremonies at saying Mass; that while any part of the Gospel was Reading, every Man drew his Sword half way out of its Scabbard, to testifie his Forwardness to defend the Christian Faith, which has been a Custom put in Practice throughout all Poland ever since the Reign of King Miecislaus, who was the first of that character in this Kingdom who embraced Christianity, in the Year of our Lord 964, and was the first Sovereign Prince of it, that renounced Paganisin.” (Robert South, <em>Posthumous Works Of the late Reverend Robert South</em>. Londyn 1717. s. 41).</p>
</div>
<div id="sdfootnote23">
<p><a href="#sdfootnote23anc" name="sdfootnote23sym">23 </a>O nakrywaniu głów kołpakami przy dobywaniu szabel pisał również Henryk Rzewuski: „Kiedy przyszło do słów: <em>cum jejunatis nolite fieri sicut Pharisaei</em>, wszyscyśmy do pół szabli z pochew wydobywali, głowy czapkami nakrywszy; a to na znak, iż gotowi jesteśmy orężem walczyć za Święte słowa Zbawiciela naszego.” (Rzewuski Henryk, <em>Pamiątki JPana Seweryna Soplicy cześnika parnawskiego</em>. t. II. Paryż 1839. s. 107). Jednak urodzonego w 1791 r. Rzewuskiego, anonimowo piszącego swe gawędy o czasach sprzed swoich narodzin, nie można traktować jako źródło z pierwszej ręki.</p>
</div>
<div id="sdfootnote24">
<p><a href="#sdfootnote24anc" name="sdfootnote24sym">24 </a>Jan Duklan Ochocki, <em>Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego</em>. Warszawa 2019. s. 60-61.</p>
</div>
<div id="sdfootnote25">
<p><a href="#sdfootnote25anc" name="sdfootnote25sym">25 </a>Inne przykłady dobywania szabel podczas Mszy Świetej w: Radosław Sikora, <em>Polskie nabożeństwo</em>. „Magna Polonia” 2022, nr 32, s. 50-52.</p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-i-kiedy-z-szabla/">Gdzie i kiedy z szablą?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
