<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>I Rzeczpospolita | Myśl Suwerenna</title>
	<atom:link href="https://myslsuwerenna.pl/kategoria/artykuly/i-rzeczpospolita/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://myslsuwerenna.pl/kategoria/artykuly/i-rzeczpospolita/</link>
	<description>Przegląd Spraw Publicznych</description>
	<lastBuildDate>Mon, 10 Feb 2025 11:13:06 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2020/09/cropped-logo-obrys1-32x32.png</url>
	<title>I Rzeczpospolita | Myśl Suwerenna</title>
	<link>https://myslsuwerenna.pl/kategoria/artykuly/i-rzeczpospolita/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Gdzie jest Ojczyzna Kresowiaka?</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/gdzie-jest-ojczyzna-kresowiaka/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Olgierd Dobrowolski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 10 Feb 2025 11:12:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=6229</guid>

					<description><![CDATA[<p>Gdzie jest Ojczyzna Kresowiaka? Aby odpowiedzieć na to pytanie, a raczej podjąć się takiej próby musimy najpierw odpowiedzieć  na szereg innych pytań. Przede wszystkim &#8211; czymże jest owa Ojczyzna? Czym są Kresy, gdzie się zaczynają i gdzie się kończą? Kim jest nowoczesny Kresowiak? Kiedy zaczyna nim być, a kiedy przestaje? A także &#8211; co sprawia, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-jest-ojczyzna-kresowiaka/">Gdzie jest Ojczyzna Kresowiaka?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><strong>Gdzie jest Ojczyzna Kresowiaka? Aby odpowiedzieć na to pytanie, a raczej podjąć się takiej próby musimy najpierw odpowiedzieć  na szereg innych pytań. Przede wszystkim &#8211; czymże jest owa Ojczyzna? Czym są Kresy, gdzie się zaczynają i gdzie się kończą? Kim jest nowoczesny Kresowiak? Kiedy zaczyna nim być, a kiedy przestaje? A także &#8211; co sprawia, jaki splot wydarzeń powoduje, że pojawić się mogło tytułowe pytanie? Zacznijmy od początku. </strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Polski </span><span style="font-weight: 400;">badacz </span><span style="font-weight: 400;">Stanisław Ossowski zaproponował własną teorię</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">dzięki </span><span style="font-weight: 400;">której możemy </span><span style="font-weight: 400;">wnieść jasność w </span><span style="font-weight: 400;">określenie </span><span style="font-weight: 400;">czyjejś Ojczyzny</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">szczególnie w przypadku zagmatwanych okoliczności</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">na które składają się zarówno miejsce urodzenia</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">jak </span><span style="font-weight: 400;">też </span><span style="font-weight: 400;">często mieszane pochodzenie oraz posiadane obywatelstwo</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Wedle </span><span style="font-weight: 400;">jego koncepcji</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">wyróżnić możemy </span><span style="font-weight: 400;">ojczyznę prywatną i ojczyznę ideologiczną. Idąc tym tropem, ojczyznę prywatną określa </span><span style="font-weight: 400;">miejsce urodzenia </span><span style="font-weight: 400;">lub </span><span style="font-weight: 400;">zamieszkiwania pojedynczego człowieka, natomiast ojczyzną ideologiczną byłoby wówczas wspólne terytorium narodowe</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Widzimy</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że w takiej klasyfikacji ojczyzna prywatna jawi się jako coś, </span><span style="font-weight: 400;">co </span><span style="font-weight: 400;">znamy pod bardziej rozpowszechnionym określeniem </span><span style="font-weight: 400;">„</span><span style="font-weight: 400;">małej Ojczyzny</span><span style="font-weight: 400;">&#8221; </span><span style="font-weight: 400;">Wciąż jednak takie podejście może nam jedynie pomóc </span><span style="font-weight: 400;">w </span><span style="font-weight: 400;">pojmowaniu skomplikowanych okoliczności historyczno-politycznych</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">w których </span><span style="font-weight: 400;">znaleźć się może każdy poszczególny Kresowiak</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">ale </span><span style="font-weight: 400;">jeszcze nie rozstrzygnąć tej kwestii ostatecznie</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">W </span><span style="font-weight: 400;">przytoczonej teorii bowiem ojczyznę prywatną możemy traktować </span><span style="font-weight: 400;">jako podzbiór ojczyzny ideologicznej</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Mamy do czynienia z mianownikiem „wspólne” </span><span style="font-weight: 400;">przy „terytorium narodowe</span><span style="font-weight: 400;">” </span><span style="font-weight: 400;">Łatwe </span><span style="font-weight: 400;">jest </span><span style="font-weight: 400;">zatem takie rozróżnienie oraz dość precyzyjne </span><span style="font-weight: 400;">rozgraniczenie w przypadku</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">gdy mamy do czynienia z pewnym obszarem, zamkniętym </span><span style="font-weight: 400;">ա </span><span style="font-weight: 400;">obrębie jednego państwa narodowego</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Wiemy jednak</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że granice państwa niekoniecznie pokrywają się z terytoriami</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">zamieszkałymi przez przedstawicieli </span><span style="font-weight: 400;">jednej </span><span style="font-weight: 400;">narodowości</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">A </span><span style="font-weight: 400;">nawet wręcz przeciwnie &#8211; regułą</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">nie </span><span style="font-weight: 400;">wyjątkiem</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">jest </span><span style="font-weight: 400;">takie wytyczenie granic państwowych</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które sprawia</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że zarówno poza obrębem państwa znajduje się pewna liczba osób, należących do tegoż narodu, jak i odwrotnie w państwie tym </span><span style="font-weight: 400;">zamieszkuje pewna liczba osób</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">będących przedstawicielami innego narodu</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Jako naród polski</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">odliczamy historię swojej państwowości </span><span style="font-weight: 400;">od </span><span style="font-weight: 400;">roku 966</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">kiedy to przyjęliśmy chrzest. </span><span style="font-weight: 400;">Od tamtej </span><span style="font-weight: 400;">pory nie tylko granice naszego państwa, </span><span style="font-weight: 400;">ale </span><span style="font-weight: 400;">także jego </span><span style="font-weight: 400;">forma, podobnie jak w większości państw na świecie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">wielokrotnie ulegały zmianom</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Przez </span><span style="font-weight: 400;">pewien czas i był to akurat </span><span style="font-weight: 400;">okres </span><span style="font-weight: 400;">naszej szczytowej potęgi &#8211; funkcjonowaliśmy </span><span style="font-weight: 400;">wspólnie z narodem litewskim</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">jako Rzeczpospolita Obojga Narodów. Toczyliśmy wojny </span><span style="font-weight: 400;">i co za tym idzie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">zyskiwaliśmy i traciliśmy terytoria, w zależności od okoliczności</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Niestety</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">zdarzyło się </span><span style="font-weight: 400;">nam jako państwu nawet zniknąć z mapy świata</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">i to na dość </span><span style="font-weight: 400;">długi </span><span style="font-weight: 400;">okres. Naród </span><span style="font-weight: 400;">jednak przetrwał. Odrodziliśmy się po </span><span style="font-weight: 400;">123 </span><span style="font-weight: 400;">latach zaborów jako II </span><span style="font-weight: 400;">Rzeczpospolita &#8211; mimo iż znacznie mniejsza, to wciąż jeszcze zachowująca charakter wielonarodowy</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">szczególnie na </span><span style="font-weight: 400;">Wschodzie. </span></span></p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-6239" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/0.jpg" alt="" width="1618" height="1287" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/0.jpg 1618w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/0-300x239.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/0-1024x815.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/0-768x611.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/0-1536x1222.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1618px) 100vw, 1618px" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Pomimo wspomnianych licznych zmian terytorialnych</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">na przestrzeni stuleci wyklarował się pewien obszar</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">który moglibyśmy określić mianem </span><span style="font-weight: 400;">centralnej</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">środkowej części państwa polskiego, </span><span style="font-weight: 400;">jak </span><span style="font-weight: 400;">też odpowiednio połaci najdalej się od niego znajdujących</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">często już przygranicznych</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">czyli – Kresów</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">W XVI </span><span style="font-weight: 400;">i XVII wieku nazwą </span><span style="font-weight: 400;">„</span><span style="font-weight: 400;">Kresy” </span><span style="font-weight: 400;">określano </span><span style="font-weight: 400;">wąski pas ziem pogranicznych w południowo-wschodniej części Rzeczypospolitej, która wówczas zajmowała </span><span style="font-weight: 400;">tereny </span><span style="font-weight: 400;">obecnej Ukrainy oraz częściowo Mołdawii i Rumunii</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Należy tu zwrócić uwagę na ciekawy fenomen</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Jak już wspomniano</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">pojęcie Kresów wywodzi się etymologicznie z jawnego wskazania na ich geograficznie oraz kulturowo przygraniczny charakter</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">W </span><span style="font-weight: 400;">związku z tym z biegiem czasu oraz stopniowym kurczeniem się terytorium </span><span style="font-weight: 400;">Polski </span><span style="font-weight: 400;">w jej </span><span style="font-weight: 400;">różnych </span><span style="font-weight: 400;">odmianach, nastąpił </span><span style="font-weight: 400;">podział Kresów na zewnętrzne oraz wewnętrzne</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-6240" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/1.jpg" alt="" width="1618" height="1229" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/1.jpg 1618w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/1-300x228.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/1-1024x778.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/1-768x583.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/1-1536x1167.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1618px) 100vw, 1618px" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">W ten </span><span style="font-weight: 400;">sposób po traktacie ryskim </span><span style="font-weight: 400;">z 1921 r</span><span style="font-weight: 400;">.</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">na mocy którego </span><span style="font-weight: 400;">ustalono </span><span style="font-weight: 400;">nową granicę wschodnią</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">pojawiło się </span><span style="font-weight: 400;">pojęcie </span><span style="font-weight: 400;">„</span><span style="font-weight: 400;">Kresów </span><span style="font-weight: 400;">Utraconych”</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">bądź </span><span style="font-weight: 400;">„</span><span style="font-weight: 400;">Kresów </span><span style="font-weight: 400;">Zewnętrznych&#8221; albo „Kresów Dalszych” – które jako ziemie dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">weszły w skład poszczególnych republik Związku Sowieckiego</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Ze względu na to takie miasta jak </span><span style="font-weight: 400;">Lwów i Wilno &#8211; będące niegdyś sercem polskości – okazały się być </span><span style="font-weight: 400;">„</span><span style="font-weight: 400;">Kresami Bliższymi”</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">bądź </span><span style="font-weight: 400;">też </span><span style="font-weight: 400;">po prostu „Kresami</span><span style="font-weight: 400;">&#8221; </span><span style="font-weight: 400;">Wpływ na to miało ich położenie na obszarze pomiędzy </span><span style="font-weight: 400;">ustanowioną po traktacie ryskim wschodnią granicą II Rzeczypospolitej </span><span style="font-weight: 400;">a linią </span><span style="font-weight: 400;">Curzona</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">która </span><span style="font-weight: 400;">w </span><span style="font-weight: 400;">1920 </span><span style="font-weight: 400;">r</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">była propozycją linii </span><span style="font-weight: 400;">demarkacyjnej </span><span style="font-weight: 400;">wojsk polskich i bolszewickich</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">przedłożoną przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych George&#8217;a Curzona</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Wciąż jednak ziemie </span><span style="font-weight: 400;">te pozostawały w granicach państwa polskiego</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Wówczas możemy </span><span style="font-weight: 400;">mówić zarówno </span><span style="font-weight: 400;">o </span><span style="font-weight: 400;">dość precyzyjnie określonych Kresach jak i o ludności kresowej </span><span style="font-weight: 400;">i znowuż powodów do wątpliwości w </span><span style="font-weight: 400;">zakresie </span><span style="font-weight: 400;">określenia własnej tożsamości raczej nie było</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Każdy </span><span style="font-weight: 400;">Polak, zamieszkujący </span><span style="font-weight: 400;">te </span><span style="font-weight: 400;">tereny, deklarując Kresy jako swoją ojczyznę prywatną</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">jednocześnie bez wahania mógł wskazać Polskę jako </span><span style="font-weight: 400;">całość</span><span style="font-weight: 400;">, powołując się na Ojczyznę w szerszym znaczeniu tego słowa</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Po </span><span style="font-weight: 400;">zakończeniu II wojny światowej zaś terytorium naszego państwa nie tylko się uszczupliło, lecz także uległo znacznemu przesunięciu na </span><span style="font-weight: 400;">w </span><span style="font-weight: 400;">kierunku zachodnim</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Dodatkowo</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">masowe akcje przesiedleńcze spowodowały </span><span style="font-weight: 400;">gwałtowną zmianę struktury ludności. </span><span style="font-weight: 400;">Było </span><span style="font-weight: 400;">to również naturalną – w </span><span style="font-weight: 400;">tamtych </span><span style="font-weight: 400;">warunkach </span><span style="font-weight: 400;">&#8211; konsekwencją kolejnych działań okupanta, </span><span style="font-weight: 400;">zmierzających </span><span style="font-weight: 400;">do odebrania i depolonizacji </span><span style="font-weight: 400;">ziem</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które odwiecznie należały do Polski</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">W </span><span style="font-weight: 400;">kontekście Kresowiaków miało to poważne konsekwencje</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które możemy </span><span style="font-weight: 400;">podzielić </span><span style="font-weight: 400;">na dwa główne kierunki</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p><img decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-6241" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/2.jpg" alt="" width="1606" height="1488" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/2.jpg 1606w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/2-300x278.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/2-1024x949.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/2-768x712.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/2-1536x1423.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1606px) 100vw, 1606px" /></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><strong>Kresowiacy u siebie &#8211; to znaczy w Polsce</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Skutkiem dokonanych przymusowych procesów przesiedleńczych (choć nie tylko, bo </span><span style="font-weight: 400;">w </span><span style="font-weight: 400;">grę </span><span style="font-weight: 400;">wchodził również samodzielny exodus z rodzimych terenów, spowodowany </span><span style="font-weight: 400;">wrogimi </span><span style="font-weight: 400;">wobec </span><span style="font-weight: 400;">ludności polskiej działaniami ukraińskich nacjonalistów oraz </span><span style="font-weight: 400;">definitywną utratą małej Ojczyzny na </span><span style="font-weight: 400;">rzecz </span><span style="font-weight: 400;">przypieczętowanej</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">zalegalizowanej na forum </span><span style="font-weight: 400;">międzynarodowym okupacji sowieckiej) jest obecnie znaczna koncentracja ludności </span><span style="font-weight: 400;">o pochodzeniu kresowym na przeciwległym końcu </span><span style="font-weight: 400;">Polski </span><span style="font-weight: 400;">– na samym jej zachodzie</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Najwięcej osób</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">deklarujących pochodzenie kresowe</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">znajdziemy w województwie </span><span style="font-weight: 400;">lubuskim</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">kolejne na tej liście – zachodnio-pomorskie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">dolnośląskie i opolskie</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Właśnie w </span><span style="font-weight: 400;">tym </span><span style="font-weight: 400;">momencie dochodzi </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">kolejnych komplikacji. </span><span style="font-weight: 400;">Wcześniej jako </span><span style="font-weight: 400;">Kresowiaka moglibyśmy </span><span style="font-weight: 400;">określić </span><span style="font-weight: 400;">osobę</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">która urodziła </span><span style="font-weight: 400;">się </span><span style="font-weight: 400;">i zapewne większą część życia spędziła na Kresach (abstrahując od tego</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">jakie konkretnie tereny w każdym </span><span style="font-weight: 400;">konkretnym przypadku uznamy za kresowe)</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">tudzież wychowana </span><span style="font-weight: 400;">została </span><span style="font-weight: 400;">w swoistej </span><span style="font-weight: 400;">mentalności</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">charakterystycznej dla tego regionu, oraz jest nosicielem tego szczególnego </span><span style="font-weight: 400;">podrodzaju kultury polskiej. Jednak po tak masowej, przymusowej bądź wymuszonej </span><span style="font-weight: 400;">przeprowadzce doszło do poważnych przemian</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">W </span><span style="font-weight: 400;">sytuacji, gdy pokolenie Kresowiaków zostało przemieszczone z powrotem&#8221; do Polski</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">okazało się</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że o </span><span style="font-weight: 400;">ile </span><span style="font-weight: 400;">oni sami są jeszcze przedstawicielami generacji</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">która przyszła na świat na Kresach, to ich dzieci, wnukowie </span><span style="font-weight: 400;">i kolejne pokolenia &#8211; już nie</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Rozumiemy </span><span style="font-weight: 400;">jednak, </span><span style="font-weight: 400;">że przecież nie da się uciąć (i całe </span><span style="font-weight: 400;">szczęście) za jednym zamachem tego ciągu</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">sprawiając, aby dzieci wychowane w tych rodzinach, żadnej więzi z Kresami nie czuli</span><span style="font-weight: 400;">. Wręcz </span><span style="font-weight: 400;">przeciwnie, rodzice chętnie przekazywali swoim potomkom wiedzę o ich korzeniach, troskliwie pielęgnowali pamięć o utraconej </span><span style="font-weight: 400;">małej </span><span style="font-weight: 400;">Ojczyźnie &#8211; i czynią to niezmiennie już od ponad 70 </span><span style="font-weight: 400;">lat</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Zatem oni również są nosicielami i kontynuatorami kultury i dziedzictwa kresowego</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Z drugiej strony, możemy wskazać na odwrotny przypadek. Potomkowie wspomnianych </span><span style="font-weight: 400;">już </span><span style="font-weight: 400;">przesiedlonych </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">Polski Kresowiaków nie mogą się pochwalić autentycznym </span><span style="font-weight: 400;">pochodzeniem z Kresów</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">bo poprzez tragedię swoich przodków zyskali szczęśliwą </span><span style="font-weight: 400;">możliwość od samego urodzenia funkcjonować ,,wśród swoich&#8221;, pod opieką tejże Ojczyzny</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">nie być narażonymi na jakąkolwiek dyskryminację pod względem narodowościowym</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">nie trwać w trybie ciągłej walki </span><span style="font-weight: 400;">o </span><span style="font-weight: 400;">przetrwanie i zachowanie tożsamości</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Ale </span><span style="font-weight: 400;">przecież </span><span style="font-weight: 400;">wymienione niedogodności </span><span style="font-weight: 400;">to </span><span style="font-weight: 400;">też </span><span style="font-weight: 400;">w pewnym sensie to</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">co </span><span style="font-weight: 400;">przez </span><span style="font-weight: 400;">dekady, a tak </span><span style="font-weight: 400;">naprawdę nawet stulecia (znowuż kłania się rozróżnienie Kresów na dalsze i bliższe)</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">kształtowało, </span><span style="font-weight: 400;">jeżeli </span><span style="font-weight: 400;">można tak to ująć</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">„prawdziwych&#8221; Kresowiaków i determinowało </span><span style="font-weight: 400;">specyficzny nabór ich cech</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które da się rozpoznać nawet obecnie</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-6244" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/3.jpg" alt="" width="1618" height="1497" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/3.jpg 1618w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/3-300x278.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/3-1024x947.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/3-768x711.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/3-1536x1421.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1618px) 100vw, 1618px" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Ale co w przypadku</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">jeśli wychowanie takiej osoby sprawia, iż niezależnie od wymienionych okoliczności czuje ona silną więź z tą „inną” małą Ojczyzną</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">której </span><span style="font-weight: 400;">być </span><span style="font-weight: 400;">może nigdy na oczy nie widział</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">i którą zna tylko z opowieści krewnych – </span><span style="font-weight: 400;">i </span><span style="font-weight: 400;">subiektywnie sam o sobie z </span><span style="font-weight: 400;">całą </span><span style="font-weight: 400;">stanowczością deklaruje</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że jest Kresowiakiem – któż może poddać to w wątpliwość i na podstawie jakich przesłanek</span><span style="font-weight: 400;">? </span></span></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-full wp-image-6243" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/4.jpg" alt="" width="1618" height="1866" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/4.jpg 1618w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/4-260x300.jpg 260w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/4-888x1024.jpg 888w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/4-768x886.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2025/02/4-1332x1536.jpg 1332w" sizes="(max-width: 1618px) 100vw, 1618px" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><strong>Kresowiacy u siebie &#8211; to znaczy na Kresach</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Tymczasem znaczna liczba Polaków bądź osób o polskim pochodzeniu, deklarujących </span><span style="font-weight: 400;">przynależność do narodu polskiego</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">wciąż jeszcze pozostaje na wschodzie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">na terenach</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które obecnie możemy nazywać Kresami z przystawką </span><span style="font-weight: 400;">„</span><span style="font-weight: 400;">byłe</span><span style="font-weight: 400;">” </span><span style="font-weight: 400;">Jest ich ponad milion</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">W zależności </span><span style="font-weight: 400;">od państwa oraz regionu ta liczba również się różni</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Różnią </span><span style="font-weight: 400;">się </span><span style="font-weight: 400;">też </span><span style="font-weight: 400;">warunki polityczne</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">w jakich Kresowiakom przychodzi funkcjonować w ich małych Ojczyznach</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Nieprzychylne wobec miejscowych Polaków działania ze strony </span><span style="font-weight: 400;">władz </span><span style="font-weight: 400;">państwowych</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które wcześniej były realizowane przez władze sowieckie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">a współcześnie w najgorszym swoim wydaniu mają miejsce na Białorusi</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">wyrażane w brutalnych represjach – </span><span style="font-weight: 400;">bądź </span><span style="font-weight: 400;">niekorzystne rozwiązania legislacyjne w zakresie prawa oświatowego i językowego</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">czemu muszą stawić czoła chociażby na Litwie </span><span style="font-weight: 400;">i </span><span style="font-weight: 400;">Ukrainie – mają dwojaki </span><span style="font-weight: 400;">efekt. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Z </span><span style="font-weight: 400;">jednej </span><span style="font-weight: 400;">strony można powiedzieć</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że pośrednio przyczyniają się w pewnym stopniu nawet do zahartowania Kresowiaków w ich walce o zachowanie tożsamości</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">o </span><span style="font-weight: 400;">prawo </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">swobodnego deklarowania i pielęgnowania własnej przynależności narodowej</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">podtrzymywania więzi ze swoją Ojczyzną ideologiczną &#8211; Polską</span><span style="font-weight: 400;">. W </span><span style="font-weight: 400;">takim przypadku </span><span style="font-weight: 400;">byłby to pozytywny przykład efektu odwrotnego od zamierzonego</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Z drugiej jednak strony, </span><span style="font-weight: 400;">należy </span><span style="font-weight: 400;">przyznać że często skutki takiej polityki asymilacyjnej </span><span style="font-weight: 400;">bądź wręcz antypolskiej </span><span style="font-weight: 400;">są </span><span style="font-weight: 400;">jak najbardziej zgodne </span><span style="font-weight: 400;">z </span><span style="font-weight: 400;">założeniami. Możemy przecież </span><span style="font-weight: 400;">wskazać osoby</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które spełniając wszelkie przesłanki obiektywne do bycia Kresowiakiem &#8211; osobiście nie czują w przyznaniu się do takiego statusu </span><span style="font-weight: 400;">żadnej </span><span style="font-weight: 400;">potrzeby</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">I podyktowane to może być również szeregiem najróżniejszych powodów</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Ktoś</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">pozostając przez dłuższy czas za wschodnią granicą Polski</span><span style="font-weight: 400;">, „</span><span style="font-weight: 400;">formalnie” będąc Kresowiakiem już tylko z racji bycia </span><span style="font-weight: 400;">zrodzonym w konkretnej </span><span style="font-weight: 400;">rodzinie</span><span style="font-weight: 400;">, lecz od urodzenia </span><span style="font-weight: 400;">posiadając </span><span style="font-weight: 400;">obywatelstwo innego </span><span style="font-weight: 400;">państwa</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">nie będzie czuł </span><span style="font-weight: 400;">tej </span><span style="font-weight: 400;">więzi prawie wcale</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Przy </span><span style="font-weight: 400;">tym absolutnie nie możemy bezwględnie obarczyć kogoś odpowiedzialnością za taki wybór</span><span style="font-weight: 400;">. Należy </span><span style="font-weight: 400;">bowiem pamiętać</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że niektórzy Polacy na Kresach przez długie </span><span style="font-weight: 400;">lata </span><span style="font-weight: 400;">byli zmuszeni do ukrywania i dławienia swojej polskości</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Chociażby dla bezpiecznego żywotu swoich dzieci, nie widząc perspektyw w innym zachowaniu</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">zrzekali </span><span style="font-weight: 400;">się polskości i zaprzestawali </span><span style="font-weight: 400;">jej </span><span style="font-weight: 400;">pielęgnowania i przekazywania </span><span style="font-weight: 400;">dalej</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Potem</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">nawet gdyby chcieli do niej powrócić, było już za późno. Nie </span><span style="font-weight: 400;">możemy </span><span style="font-weight: 400;">się zatem </span><span style="font-weight: 400;">dziwić</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że ich potomkowie czują </span><span style="font-weight: 400;">się </span><span style="font-weight: 400;">już totalnie zasymilowani</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">a zakładając rodziny z </span><span style="font-weight: 400;">– </span><span style="font-weight: 400;">również </span><span style="font-weight: 400;">przecież </span><span style="font-weight: 400;">rdzennymi mieszkańcami tych </span><span style="font-weight: 400;">ziem</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">lecz </span><span style="font-weight: 400;">przedstawicielami narodu tytularnego w danym państwie </span><span style="font-weight: 400;">– stają </span><span style="font-weight: 400;">się w jeszcze większym stopniu przywiązani </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">tego </span><span style="font-weight: 400;">państwa, którego </span><span style="font-weight: 400;">są </span><span style="font-weight: 400;">obywatelami</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Swoje dzieci oddają do miejscowych </span><span style="font-weight: 400;">szkół, </span><span style="font-weight: 400;">podczas gdy rzadkością jest dostępność placówek oświatowych </span><span style="font-weight: 400;">z </span><span style="font-weight: 400;">polskim </span><span style="font-weight: 400;">językiem </span><span style="font-weight: 400;">nauczania – i siłą rzeczy proces ten toczy się sam </span><span style="font-weight: 400;">z siebie. </span><span style="font-weight: 400;">Potrzebny jest już tylko czas</span><span style="font-weight: 400;">. W </span><span style="font-weight: 400;">takich przypadkach Polska traci swój urok jako </span><span style="font-weight: 400;">Macierz, </span><span style="font-weight: 400;">utracona </span><span style="font-weight: 400;">Ojczyzna </span><span style="font-weight: 400;">oddala </span><span style="font-weight: 400;">się</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">staje się </span><span style="font-weight: 400;">po </span><span style="font-weight: 400;">prostu jednym </span><span style="font-weight: 400;">z </span><span style="font-weight: 400;">sąsiadów. I </span><span style="font-weight: 400;">choć </span><span style="font-weight: 400;">ubolewać </span><span style="font-weight: 400;">należy </span><span style="font-weight: 400;">nad </span><span style="font-weight: 400;">utratą kolejnego potencjalnego członka naszego narodu</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">należy wykazać </span><span style="font-weight: 400;">się również wyrozumiałością</span><span style="font-weight: 400;">. Nie </span><span style="font-weight: 400;">chodzi tu przecież </span><span style="font-weight: 400;">o </span><span style="font-weight: 400;">zwykły konformizm</span><span style="font-weight: 400;">. Mając </span><span style="font-weight: 400;">ojczyznę prywatną w granicach ojczyzny ideologicznej</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">które się ze sobą pokrywają</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">wielu Kresowiaków mają namacalne przesłanki do takiego</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">a nie innego wyboru</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Nie mają wówczas problemów z identyfikacją i wskazaniem własnej tożsamości</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Stają się integralną częścią innego narodu i państwa, jemu też oferując swoje poczucie </span><span style="font-weight: 400;">patriotyzmu. Przestając być Kresowiakami, tym samym przestają być </span><span style="font-weight: 400;">Polakami. </span><span style="font-weight: 400;">Pojęcia te bowiem są nierozerwalnie związane ze sobą, a to pierwsze należy traktować jako podzbiór drugiego</span><span style="font-weight: 400;">.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><strong>Od autora &#8211; z perspektywy Kresowiaka</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Podsumowując</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">możemy ponownie powrócić </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">wątku identyfikacji potomków </span><span style="font-weight: 400;">Kresowiaków</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">którzy </span><span style="font-weight: 400;">przenieśli </span><span style="font-weight: 400;">się </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">Polski</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Może </span><span style="font-weight: 400;">to </span><span style="font-weight: 400;">być </span><span style="font-weight: 400;">dobrym punktem </span><span style="font-weight: 400;">odniesienia </span><span style="font-weight: 400;">w celu rozważenia kryteriów definicyjnych, </span><span style="font-weight: 400;">po </span><span style="font-weight: 400;">które możemy sięgnąć </span><span style="font-weight: 400;">w dyskusji o Kresowiakach</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Śmiem twierdzić</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">że w analizowanym przypadku jednym </span><span style="font-weight: 400;">z kluczowych czynników – </span><span style="font-weight: 400;">jak </span><span style="font-weight: 400;">też w kontekście innych pokrewnych zagadnień, np</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">przynależności narodowej, jaki powinien być brany pod uwagę – jest oświadczenie </span><span style="font-weight: 400;">woli samego zainteresowanego. </span><span style="font-weight: 400;">W ten </span><span style="font-weight: 400;">sposób subiektywnie wyrażona opinia osoby</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">która z własnej woli chce się przyznać </span><span style="font-weight: 400;">do </span><span style="font-weight: 400;">bycia Kresowiakiem </span><span style="font-weight: 400;">&#8211; </span><span style="font-weight: 400;">oczywiście</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">przy </span><span style="font-weight: 400;">zachowaniu jednak pewnej obiektywnie merytorycznej podstawy ku </span><span style="font-weight: 400;">temu </span><span style="font-weight: 400;">&#8211; jest </span><span style="font-weight: 400;">warta znacznie więcej niż przypadek</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">gdy mamy o wiele </span><span style="font-weight: 400;">lepiej </span><span style="font-weight: 400;">udokumentowany zbiór przesłanek, </span><span style="font-weight: 400;">ale </span><span style="font-weight: 400;">sam „zainteresowany” tak naprawdę</span><span style="font-weight: 400;">&#8230; </span><span style="font-weight: 400;">wcale nie </span><span style="font-weight: 400;">jest </span><span style="font-weight: 400;">zainteresowany</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Czy możemy </span><span style="font-weight: 400;">zatem </span><span style="font-weight: 400;">powiedzieć, że i odpowiedzi na pytanie które </span><span style="font-weight: 400;">padło </span><span style="font-weight: 400;">w tytule</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">nie </span><span style="font-weight: 400;">możemy udzielić grupowo, a każdemu osobnemu Kresowiakowi powinniśmy w tej materii udzielić odrębnego głosu? </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Dość banalnym i być może wyświechtanym stwierdzeniem byłoby powiedzenie o indywidualności losu każdego człowieka, oraz różnicach które musimy uwzględniać przy formułowaniu jakichkolwiek konkluzji. Jednakże w przypadku Kresowiaków </span><span style="font-weight: 400;">wydaje mi się, że tym bardziej musimy na to uważać, ponieważ specyfika tej społeczności </span><span style="font-weight: 400;">&#8211; która ma pewien twardy wspólny mianownik, ale jednocześnie jakże różne, odmienne i często nawet </span><span style="font-weight: 400;">sprzeczne </span><span style="font-weight: 400;">doświadczenia życiowe w kontekście funkcjonowania w składzie obcych państw i narodów &#8211; sprawia, że wyciąganie uniwersalnych wniosków jest obarczone dodatkowym ryzykiem zbyt </span><span style="font-weight: 400;">daleko </span><span style="font-weight: 400;">idącego uogólnienia</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Kresy </span><span style="font-weight: 400;">są </span><span style="font-weight: 400;">różne </span><span style="font-weight: 400;">&#8211; </span><span style="font-weight: 400;">wschodnie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">północno-wschodnie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">południowo-wschodnie</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">dalsze</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">bliższe</span><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Kresowiacy </span><span style="font-weight: 400;">są </span><span style="font-weight: 400;">różni </span><span style="font-weight: 400;">&#8211; </span><span style="font-weight: 400;">polsko-, białorusko-, litewsko-</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">łotewsko-, rosyjsko-, ukraińskojęzyczni </span><span style="font-weight: 400;">etc. </span><span style="font-weight: 400;">Starsi</span><b>, </b><span style="font-weight: 400;">młodsi</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">bardziej prawicowi albo lewicowi, konserwatywni lub liberalni, religijni bądź niewierzący etc. </span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: arial, helvetica, sans-serif;"><span style="font-weight: 400;">Co jest zatem naszym wspólnym mianownikiem</span><span style="font-weight: 400;">? </span><span style="font-weight: 400;">Urodziliśmy </span><span style="font-weight: 400;">się i </span><span style="font-weight: 400;">dorastaliśmy w najróżniejszych warunkach. </span><span style="font-weight: 400;">Niektórzy </span><span style="font-weight: 400;">jeszcze w Związku Sowieckim</span><span style="font-weight: 400;">, ale </span><span style="font-weight: 400;">w różnych </span><span style="font-weight: 400;">republikach</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">z </span><span style="font-weight: 400;">idącą </span><span style="font-weight: 400;">za </span><span style="font-weight: 400;">tym </span><span style="font-weight: 400;">miejscową specyfiką, inni &#8211; </span><span style="font-weight: 400;">już </span><span style="font-weight: 400;">po </span><span style="font-weight: 400;">jego rozpadzie </span><span style="font-weight: 400;">odpowiednio w tychże państwach jako niepodległych bytach</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">prowadzących odmienną politykę narodowościową. Co </span><span style="font-weight: 400;">nas łączy</span><span style="font-weight: 400;">? Otóż</span><span style="font-weight: 400;">, </span><span style="font-weight: 400;">łączy nas wspólna Ojczyzna. </span><span style="font-weight: 400;">A </span><span style="font-weight: 400;">Ojczyzną Kresowiaka </span><span style="font-weight: 400;">jest </span><span style="font-weight: 400;">Polska</span><span style="font-weight: 400;">. </span></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gdzie-jest-ojczyzna-kresowiaka/">Gdzie jest Ojczyzna Kresowiaka?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O aprowizacji wojsk polskich w XVII wieku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-aprowizacji-wojsk-polskich-w-xvii-wieku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Jan 2024 15:57:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5774</guid>

					<description><![CDATA[<p>W XVII w. uważano, że jeśli z kampanii wojennej, w trakcie której nie stoczono żadnej bitwy, powróci połowa armii, która na nią wyruszyła, to jest to dobry wynik. Szokujące? Być może. Ale pogląd ten pokazuje, że odpowiednia logistyka miała większe znaczenie od taktyki wojsk. Pokazuje również, że nawet najlepsze starania nie zapobiegały stratom. Wojsko zawsze [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-aprowizacji-wojsk-polskich-w-xvii-wieku/">O aprowizacji wojsk polskich w XVII wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 9</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>W XVII w. uważano, że jeśli z kampanii wojennej, w trakcie której nie stoczono żadnej bitwy, powróci połowa armii, która na nią wyruszyła, to jest to dobry wynik. Szokujące? Być może. Ale pogląd ten pokazuje, że odpowiednia logistyka miała większe znaczenie od taktyki wojsk. Pokazuje również, że nawet najlepsze starania nie zapobiegały stratom.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wojsko zawsze i wszędzie musi najpierw jeść, by podtrzymać zdolność bojową, a dopiero później walczyć. Aprowizacja jest więc najważniejszym wyzwaniem, przed którym stoją&#8230; No właśnie: kto? We współczesnym świecie jest to zadanie odpowiednich struktur w wojsku. W dawnych czasach spadało na barki samych żołnierzy. I to jest podstawowa różnica pomiędzy współczesnym a dawnym wojskiem polskim. Czy to dobrze, czy źle?</p>
<p style="text-align: justify;">Rozpatrując wady i zalety danego rozwiązania, należy pamiętać, w jakich warunkach zostało ono zastosowane. W XVII w. w Europie były różne sposoby aprowizacji armii. Inne były dobre dla gęsto zaludnionych rolniczych terenów, gdzie można było utrzymać wojsko, żywiąc je na koszt miejscowej ludności, inne zaś dla rozległych, słabo zaludnionych obszarów wschodniej Europy, gdzie było za mało ludzkich siedzib, aby liczniejsze wojsko przez dłuższy czas mogło się wyżywić tym, co posiadali miejscowi. Przekonał się o tym Napoleon Bonaparte, wyprawiając się w 1812 r. przeciw Rosji. Co ciekawe, cesarz Francuzów zdawał sobie sprawę, że wojna na terytorium Rosji będzie się bardzo różnić od poprzednich. Znając losy wyprawy na to państwo króla szwedzkiego Karola XII (załamała się ona nie pod Połtawą w lipcu 1709 r., jak się powszechnie sądzi, ale pod Leśną w październiku 1708 r., gdzie Rosjanie zdobyli szwedzki tabor z zaopatrzeniem dla armii Karola XII), doceniał rolę logistyki i wyzwań, jakie stawiają bezkresne przestrzenie. Dlatego nakazał zwiększyć ilość batalionów transportowych z dotychczasowych 7 aż do 26. Osiem z nich posiadało po 600 lekkich i średnich wozów. Pozostałe 18 batalionów miało po 252 wozy czterokonne, o ładowności 1,5 tony każdy. Oprócz nich przygotowano 6 tys. zapasowych koni pociągowych<a href="#_ftn1" name="_ftnref1"><sup>1</sup></a>. Wozy batalionowe wraz z czterodniowym zapasem, jaki każdy żołnierz dźwigał w swoim tornistrze, zabezpieczały zapotrzebowanie ludzi na żywność na okres 24 dni.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatecznie zdało się to psu na budę, bo mimo iż na wojnę 1812 r. Wielka Armia była przygotowana znacznie lepiej niż do poprzednich kampanii (np. w latach 1805–1809 armia Napoleona zaczynała z 8–12-dniowymi rezerwami prowiantu), to nawet w najbardziej optymistycznej wersji wydarzeń jedzenie skończyłoby się na długo przed osiągnięciem Moskwy. Koniecznością stały się rekwizycje, a te prowadzono w sposób nieumiejętny. O ile idący przodem żołnierze mieli niemal wszystko, czego potrzebowali, o tyle ci, którzy szli za nimi, trafiali na zrabowane spichrza, wypasione pola i ludzi pochowanych w lasach. Wynikało to z irracjonalnego podejścia żołnierzy Wielkiej Armii do miejscowej ludności, którą potraktowano jako wrogą (a przecież zanim Bonaparte dotarł do starych granic Rosji, przechodził przez tereny dawnej Rzeczypospolitej, gdzie witano go jako wyzwoliciela spod okupacji; witano, dopóki nie zorientowano się, że przybywające wojsko traktuje ich gorzej niż rosyjskie) oraz ze złej organizacji rekwizycji i bezmyślności żołnierzy, którzy po przejściu i zrabowaniu danej okolicy często gęsto palili to, czego sami nie wzięli. Tak więc ci, którzy szli za nimi, trafiali na teren spustoszony, co nieuchronnie musiało kończyć się głodem, a co za tym idzie dezercjami. Efekt był taki, że do walnej bitwy pod Borodino (5–7 września) z 600 tys. żołnierzy, którzy pod koniec czerwca wkroczyli w granice Rosji, udało się zgromadzić zaledwie ok. 120 tys. Bitwę co prawda wygrano i wkroczono do Moskwy, ale nie mogąc się wyżywić w spalonej przez samych Rosjan dawnej stolicy (aktualną był Petersburg), nakazano odwrót na zachód. A co było później, to już wszyscy wiedzą. Tak się kończyły działania prowadzone nieodpowiednio pod względem logistycznym.</p>
<p style="text-align: justify;">Czy można było zrobić to lepiej? Tak! Pokazuje to np. wyprawa hetmana Stanisława Żółkiewskiego na Moskwę<a href="#_ftn2" name="_ftnref2"><sup>2</sup></a> (miasto to było wówczas stolicą państwa) w 1610 r., a także inne wyprawy wojsk polskich i litewskich.</p>
<p style="text-align: justify;">W czym tkwił sekret Polaków? Otóż podstawą wyżywienia ruszającego na wojnę żołnierza polskiego było to, co sam zabierał ze sobą na wozach. Objaśniał to polski inżynier wojskowy, Józef Naronowicz-Naroński, który w swoim dziele, ukończonym, jak sam podaje, 3 czerwca 1659 r., notował:</p>
<blockquote><p>               <strong><em>[&#8230;] wojsko polskie nie ma magister-prowianta, żeby wojsku wszytkiemu żywność obmyślał i oną opatrował, ale każdy towarzysz siebie, konie swoje i czeladź żywić, i zdobywać się na żywność musi. Zaczem luźnej czeladzi nad zamiar wszyscy chować muszą, a im kto więcej tej luźnej czeladzi chowa, tym więtszy pożytek i prędsze pożywienie miewa. Na przykład jeden towarzysz na trzy konie służąc nad dwóch czeladzi pocztowych trzech, czterech, pięciu, a drugi i dziesięciu chować musi, a przy tym tak wiele wozów, koni i ciurów, zaczym przestrzeństwa trojako więcej potrzeba niż na cudzoziemskiego rajtara. A to też pewna, że przy każdej chorągwi kozackiej lubo usarzkiej drugie tyle albo i dwójnasób więcej czeladzi luźnej będzie, którzy pod osobnym swoim znaczkiem z chorągiewki podczas potrzeby do boju się zejdą i gdzie będzie dziesięć tysięcy wojska polskiego, pewnie dwadzieścia tysięcy do boju albo i więcej względem luźnej czeladzi kłaść może.<a href="#_ftn3" name="_ftnref3"><sup>3</sup></a></em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Powyższe uwagi uzupełnię opisem innego inżyniera wojskowego. Tym razem był to Francuz w służbie polskiej, Philippe Dupont. Pisząc o wojnach Jana III Sobieskiego, odnotował:</p>
<blockquote><p><em><strong>To co opiszę, zapewne byłoby niewykonalne w krajach mniej obfitych we wszystko, co jest konieczne do życia. Owa obfitość w Polsce czyni sprawę [zaopatrzenia] nadzwyczaj łatwą i prostą. Gdy tam przebywałem dwa krzepkie woły kosztowały tylko czternaście, a co najwyżej piętnaście skudów. A za pięć lub sześć skudów miało się wóz, zamknięty i przykryty korą z drzewa, bez żadnych okuć, które były zbędne w tak łagodnych i pozbawionych bruku krajach. Wozy wypełniano wszelakiego rodzaju prowiantem. Kapitan [rotmistrz], któremu Rzeczpospolita dawała pieniądze na potrzeby zaopatrzenia, z doświadczenia wiedział, jaką ilość wozów potrzeba na daną wyprawę. Przygotowywano również zapasy wyłuszczonego jęczmienia dla koni. Gdy nadchodziła chwila korzystania z tych zapasów, podoficer lub sługa wydzielał żołnierzom racje na dwa lub trzy dni. Gdy wóz się opróżniał, to go palono. Natomiast woły zabijano a mięso również rozdzielano w racjach żywnościowych. W taki sposób armia redukowała stopniowo ową wielką ilość wozów, które podążały za nią od początku wyprawy. Zdarzało się, że bywały one zbawieniem dla wojsk: Podczas ataku przeważających sił wroga używano wozów jako zawsze będącego pod ręką obwarowania, które zwano taborem. W ten sposób broniono się skuteczniej niż spoza wałów. […] Po tym, co przytoczyłem, przestaje zadziwiać fakt, że wielka armia może przetrwać pięć miesięcy w kraju tak spustoszonym jak Mołdawia.</strong></em></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Liczba wozów towarzyszących kawalerii polskiej i litewskiej była olbrzymia. Średnio na jednego członka pocztu (towarzysza bądź czeladnika pocztowego) przypadał jeden, a czasem i dwa wozy. W piechocie było mniej wozów, bo tam na kilku żołnierzy przypadał jeden pojazd. Na przykład liczbę wozów towarzyszących polskiej armii, która w 1683 r. poszła na odsiecz Wiednia, oszacowano na co najmniej 32 tys., a liczbę koni aż na 400 tys.! A przecież ówczesnym wojskom Sobieskiego daleko było do tego, co widziały beresteckie pola w 1651 r. Jan Kazimierz w bitwie beresteckiej miał do swojej dyspozycji armię przeszło trzykrotnie liczniejszą! A ilość jej wozów, choć z niewątpliwą przesadą, szacowano aż na 0,5 mln! Gdy więc taka armia maszerowała w jednej kolumnie (co jednak nie zawsze było możliwe), to prezentowała się jak wielkie ruchome miasto. Na przykład 20 września 1651 r.:</p>
<blockquote><p><strong><em>Straszny i ogromny pokazał się być szyk wojsk naszych, bo i tabor opasany był od wojska. Szły wozy koronne w rzędów 74, a litewskie w rzędów 40 wielką równiną. Czoło wojska taką zajmowało linią jako z Warszawy do Woli najmniej, a wzdłuż ciągnęły się wozy milę srogą podolską wielkim porządkiem.<a href="#_ftn5" name="_ftnref5"><sup>5</sup></a></em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Zdaniem autora tej relacji, stolnika halickiego Andrzeja Miaskowskiego, front taboru polskiego zajmował przestrzeń ok. 2,7 km<a href="#_ftn6" name="_ftnref6"><sup>6</sup></a>, a jego długość wynosiła przeszło 10 km<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><sup>7</sup></a>. Wielkości zaiste imponujące, nie budzące jednak wątpliwości, gdyż można je zweryfikować. Jeśli bowiem połączona armia polsko-litewska składała się ze 114 rzędów wozów, to według norm odległości między rzędami w czasie pochodu taboru, zaprezentowanych przez Józefa Naronowicza-Narońskiego<a href="#_ftn8" name="_ftnref8"><sup>8</sup></a>, powinien on mieć przeszło 2400 m, co nieźle koresponduje z podaną przez Miaskowskiego wielkością. Zwłaszcza, że tabor „opasany był od wojska”, czyli otoczony maszerującymi na zewnątrz żołnierzami, którzy też zajmowali pewną przestrzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Tabor był podstawą utrzymania żołnierzy polskich w czasie działań wojennych. Od jego liczebności zależało być albo nie być wojaków. Dodatkowo, jak wspomniał cytowany już Dupont, pełnił on rolę obronną. Była to ruchoma forteca.</p>
<p style="text-align: justify;">Aby te masy wozów mogły się przemieszczać, potrzeba było mnóstwa koni i woźniców. Oprócz tych ostatnich byli także liczni luźni czeladnicy, których – podobnie jak woźniców – nie liczono do grona żołnierzy, ale pełnili oni niesamowicie ważną funkcję w wojsku. I tak przechodzimy do drugiego sposobu utrzymania wojska w należytej formie, czyli do picowania.</p>
<p style="text-align: justify;">Picownicy, to uzbrojona luźna czeladź, którą często organizowano w specjalne oddziały. Miały one nawet swoje sztandary, zwane znaczkami. Dowództwo nad takim oddziałem powierzano specjalnie odkomenderowanemu towarzyszowi, np. husarskiemu. Picowników rozsyłano na czaty. Jak daleko? Zależało to od wielu czynników. Na przykład w ostatniej fazie oblężenia Pskowa, czyli w styczniu 1582 r., picownicy sprowadzali żywność dla oblegających polskich i litewskich żołnierzy z odległości aż 350 km! Dzięki temu wojska Rzeczpospolitej wytrwały pod murami tego miasta ponad pięć miesięcy i to w trakcie jednej z najcięższych zim stulecia. Wytrwały aż do podpisania korzystnego dla nas rozejmu w Jamie Zapolskim.</p>
<p style="text-align: justify;">Tu warto dodać, że obecność luźnej czeladzi bardzo podnosiła faktyczną liczebność wojsk, ale że, jako już wspomniałem, czeladników tych nie liczono do grona żołnierzy, to na papierze armia polska była wielokrotnie mniejsza. Gdybyśmy dzisiaj chcieli analogicznie liczyć wojsko, to np. w siłach powietrznych liczono by samych tylko pilotów, bez tych ludzi, którzy stanowią niezbędne dla nich zaplecze, a które umożliwia im start w powietrze, wykonanie zadania bojowego i bezpieczne lądowanie. Jak widać, księgowymi sztuczkami można armię znacząco powiększyć, albo też pomniejszyć. Rzecz jasna tylko na papierze. A ponieważ różne kraje stosowały różne sposoby liczenia żołnierzy, to i nie dziw, że z porównywania takich liczb wychodzą historykom kuriozalne wnioski. Ale to już inne zagadnienie&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #993300;">O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec chciałbym zainteresowanym pogłębieniem swojej wiedzy polecić książki, w których rozwijam ledwie zasygnalizowane w tym artykule zagadnienia. Pierwszą jest <em>Husaria. Duma polskiego oręża</em>, gdzie na 40 stronach rozdziału <em>Zaplecze</em> wyjaśniam, jak ono funkcjonowało. Omawiam tam obóz, namioty, stajnie, wozy, kuchnie, aprowizację i skład przykładowego pocztu husarskiego. Drugą książką jest <em>Nie tylko husaria</em>, gdzie na stronach 15–57 wyjaśniam rolę i liczebność personelu pomocniczego w armiach i polskiej, i moskiewskiej, i osmańskiej. Pokazuję tam również, jak wspomniana powyżej kreatywna księgowość potrafi wypaczyć obraz wojen i bitew. O tym samym, ale w odniesieniu do armii tatarskiej, można przeczytać w ostatniej książce, którą tu polecę, czyli w <em>Niezwykłych bitwach i szarżach husarii</em> (wydanie z 2021 r.). W rozdziale poświęconym bitwie hodowskiej wyjaśniam, jak wyglądały i jak się żywiły armie tatarskie, oraz dlaczego jak najbardziej możliwe było to, że 40 tys. Tatarów zostało powstrzymanych przez 400 husarzy i pancernych.</p>
<p style="text-align: justify;"><sub><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 1-2(7-8)/2022.</em></sub></p>
<p style="text-align: justify;"><em><span style="font-size: 8pt;">Grafika: Bitwa pod Kłuszynem w malarskiej wizji Szymona Boguszowicza (ok. 1620)</span></em></p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1"><sup>1</sup></a>     M. van Creveld, <em>Żywiąc wojnę. Logistyka od Wallensteina do Pattona</em>, Warszawa 2013, s. 89.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2"><sup>2</sup></a>     R. Sikora, <em>Czego Napoleon mógłby się nauczyć od Żółkiewskiego?</em>, https://kresy.pl/kresopedia/czego-napoleon-moglby-sie-nauczyc-od-zolkiewskiego/, dostęp: 24 V 2022 r.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3"><sup>3</sup></a>     J. Naronowicz-Naroński, <em>Budownictwo wojenne</em>, opr. T. Nowak, Warszawa 1957, s. 163.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4"><sup>4</sup></a>     Tłum. K. Jagusiak. W oryginale: „Ce que je vais écrire, peut-être ne pourrait pas se pratiquer en d&#8217;autres pays, moins abondants en tout ce qui est nécessaire à la vie; c&#8217;est cette abondance, qui rend la chose très facile et très aisée en Pologne. De mon temps deus puissants bœufs ne coutaient que quatorze ou quinze écus au plus. On avait un chariot, fermé et couvert d&#8217;écorce d&#8217;arbres, sans aucunes ferrures, qui seraient inutiles dans des pays si doux et qui sont sans pavé, pour cinq ou six écus. On remplissait ces chariots de touts sortes de denrées. Un capitaine, payé par la république pour faire ses provisions, savait par expérience combien il avait besoin de chariots pour sa campagne. On faisait aussi provision d&#8217;orge mondé pour les chevaux. Lorsqu&#8217;on ne pouvait plus vivre que de ces provisions, un bas officier ou un domestique distribuait aux soldats leur portion pour deux ou trois jours; lorsqu&#8217;un chariot était vidé, on le brûlait. On tuait les bœufs et on en donnait aussi la viande par portions. De cette manière l&#8217;armée se déchargeait insensiblement de ce grand nombre de chariots, dont elle était suivie au commencement de la campagne. Il est quelque fois arrivé, qu&#8217;ils ont fait le salut des armées: lorsqu&#8217;on était pressé par des forces supérieures, ils servaient de retranchements, qu&#8217;on appelle tabor, et qui étaient toujours prêts, et à la faveur desquels on se défendait mieux que derrière un parapet. […] Par ce, que je viens de rapporter, on ne doit point s&#8217;étonner, qu&#8217;une grande armée ait pu subsister pendant cinq mois, dans un pays aussi désert que la Moldavie”. Zob. P. Dupont, <em>Mémoires pour servir à l’histoire de la vie et des actions de Jean Sobieski III du nom roi de Pologne</em>, [w:] <em>Biblioteka Ordynacji Krasińskich: Muzeum Konstantego Świdzińskiego</em>, t. VIII, opr. J. Janicki, Warszawa 1885, s. 241–242.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5"><sup>5</sup></a><em>     Wojna z Kozaki i Tatary</em>, [w:] <em>Starożytności historyczne polskie</em>, t. 1, opr. A. Grabowski, Kraków 1840, s. 304.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6"><sup>6</sup></a>     Świętosław Orzelski określa odległość z ówczesnej Warszawy do placu elekcyjnego na Woli na 3 staje (1 staja = 893 m), czyli ok. 2,7 km. Zob. Ś. Orzelski, <em>Elekcja Stefana Batorego 11 XI – 15 XII 1575</em>, [w:] <em>Elekcje królów Polski w Warszawie na Woli 1575–-1764</em>, red. M. Tarczyński, Warszawa 1997, s. 99.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7"><sup>7</sup></a>     Mila podolska to 10 460 m.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8"><sup>8 </sup></a>    J. Naronowicz-Naroński, <em>op.cit.</em>, s. 180–183.</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-aprowizacji-wojsk-polskich-w-xvii-wieku/">O aprowizacji wojsk polskich w XVII wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 20:48:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[goździk]]></category>
		<category><![CDATA[order]]></category>
		<category><![CDATA[władysław IV waza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5706</guid>

					<description><![CDATA[<p>Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny spotkał los podobny do działalności Rady Nieustającej i panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli niesława połączona z zapomnieniem – w powszechnym mniemaniu próba jego ustanowienia stanowiła zagrożenie dla suwerenności Rzeczpospolitej, a spora liczba opracowań naukowych nie wystarczyła, by szersze zainteresowanie kulisami ustanowienia Orderu i towarzyszącego mu Zakonu zadomowiło się [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/">Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 5</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny spotkał los podobny do działalności Rady Nieustającej i panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli niesława połączona z zapomnieniem – w powszechnym mniemaniu próba jego ustanowienia stanowiła zagrożenie dla suwerenności Rzeczpospolitej, a spora liczba opracowań naukowych nie wystarczyła, by szersze zainteresowanie kulisami ustanowienia Orderu i towarzyszącego mu Zakonu zadomowiło się w publicystyce. Order padł ofiarą antyabsolutystycznej obsesji, która w wielu odsłonach powracała w niemal całym okresie trwania I Rzeczpospolitej. </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wprowadzenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jedną z podstawowych zasad funkcjonowania I Rzeczpospolitej była złota wolność szlachecka, która czyniła przedstawicieli stanu szlacheckiego pozornie równymi, pomimo kolosalnego rozdźwięku pomiędzy magnatami, a szlachtą zagrodową. Podczas gdy magnaci pławili się w luksusie, choć faktyczna obszerność ich fortun na ogół jest wyolbrzymiana, a staje się wręcz śmieszną w zestawieniu z majątkami współczesnych bogaczy, drobni szlachcice walczyli o przetrwanie, wiodąc egzystencję nieraz skromniejszą od zamożniejszych chłopów. Szlachta w Rzeczpospolitej była bardzo liczna i stanowiła około 10% społeczeństwa, podczas gdy w państwach Europy zachodniej liczba społecznej elity nie przekraczała na ogół 1-2%.</p>
<p style="text-align: justify;">Szlachecka równość powodowała, że jedyna legalna i powszechnie uznawana tytulatura książęca była przynależna wyłącznie potomkom litewsko-ruskich rodów kniaziowskich, które otrzymały gwarancje podczas Unii Lubelskiej. Nie uznawano natomiast tytulatury, która w różnych wariantach przyjęła się w wielu krajach, jak Anglia, Francja czy Hiszpania, a obejmowała tytuły barona, wicehrabiego, hrabiego, markiza oraz diuka (księcia). Podobnie rzecz miała się z orderami i zakonami orderowymi, których w Rzeczpospolitej, podobnie jak w Czechach, Portugalii czy Szkocji, nie nadawano. W pierwszych dwóch przypadkach wśród przyczyn takiego stanu rzeczy warto wymienić elekcyjność tronu, znaczne oddalenie od ważnych ośrodków kultury rycerskiej (peryferyjność) jak i brak pełnego wykształcenia stosunków wasalno-lennych.</p>
<blockquote><p><strong><em>Brak uznawania tytulatury i orderów nie przeszkadzał obywatelom Rzeczpospolitej w przyjmowaniu zaszczytów zagranicznych – z nadań papieża, cesarza bądź obcych monarchów. Dla przykładu już w 1547 r. Radziwiłłowie otrzymali od cesarza tytuł książąt na Ołyce, Nieświeżu, Bierżach i Dubiankach, a w 1473 r. Leszczyńskich podniesiono do rangi hrabiów cesarstwa rzymskiego. Podobnie było z obcymi orderamim jak Order Smoka, przyjęty przez Władysława Jagiełłę czy Order Złotego Runa, który nadano licznym polskim monarchom, w tym Zygmuntowi I, Zygmuntowi III Wazie, Władysławowi IV, Augustowi II i Augustowi III. Monarchowie otrzymując pochodzące od obcych władców zaszczyty, byli stawiani w kłopotliwej sytuacji – nie mogli bowiem odwdzięczyć się w porównywalny sposób, podczas gdy tradycja orderowa w innych krajach sięgała XIV wieku i była silnie ugruntowana, nawiązując do Okrągłego Stołu króla Artura (angielski Order Podwiązki) lub do zakonów rycerskich z czasów krucjat. </em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Order dla Rzeczpospolitej</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Koncepcja ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia NMP jawiła się jako rozwiązanie, które pozwoli włączyć kraj nad Wisłą do elitarnego grona posiadaczy zakonów orderowych. Jeśli wierzyć legendzie, podczas pobytu na Jasnej Górze, gdzie król Władysław IV, jako oddany czciciel NMP, bywał regularnie, kanclerz Jerzy Ossoliński podsunął mu pomysł, który trafił na podatny grunt. Europejska tradycja była w tym zakresie rozwinięta i dostarczała licznych inspiracji, jednak wybór Matki Bożej jako patronki odpowiadał zarówno preferencjom króla, jak i wpisywał się w ówczesną „modę”. Wcześniej, w 1624 r., papież Urban VIII namawiał króla Zygmunta III Wazę do utworzenia filii antytureckiego orderu Milicji Chrześcijańskiej Niepokalanego Poczęcia Karola II Gonzagi (księcia de Nevers). W podobnym okresie maryjny zakon powstał także w Austrii.</p>
<p style="text-align: justify;">Ambicją Władysława IV było utworzenie na terytorium Rzeczpospolitej dynastycznego lenna, jednak gdy zamysł ten okazał się niemożliwy do realizacji, król skłonił się ku utworzeniu własnego bractwa orderowego. Celem uniknięcia zarzutów o wprowadzenie <em>novum </em>władca ukazał swój plan jako próbę reaktywacji orderu ustanowionego jeszcze w czasach Władysława Łokietka. Dla Wazy ustanowienie orderu miało kilka korzyści – stworzyłby wokół siebie rodzaj dworskiej elity, stanowiącej silną podporę jego panowania, a zarazem narzędzie służące do radzenia sobie z wybujałymi ambicjami magnatów. Zamiary te były zamaskowane za patronatem Maryi, który pozwolił ukazywać zakon jako religijny, służący jedynie obronie wiary i dziełu szerzenia maryjnego kultu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Poselstwo Ossolińskiego i reakcje szlachty</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Po wybraniu króla Władysława IV, zgodnie ze zwyczajem, do papieża Urbana VIII wyprawiono w 1633 r. poselstwo któremu przewodził Jerzy Ossoliński. Kanclerz podjął staranne przygotowania i wyreżyserował barwny spektakl, który miał pomóc w uzyskaniu korzystnych rozstrzygnięć dla spraw, które powierzył mu Waza. Misja zakończyła się niemal całkowitym niepowodzeniem, jednak sprawa orderu uzyskała aprobatę biskupa Rzymu, wyrażoną w papieskiej bulli, a przy okazji Ossoliński pozyskał dla siebie dwa tytuły książęce (cesarski i papieski). Po powrocie kanclerz napotkał na ogromne niezadowolenie szlachty zazdrosnej o tytuły, a zarazem niepewnej nowej sytuacji po ewentualnym ustanowieniu orderu.</p>
<p style="text-align: justify;">Projekt odroczono na kilka lat, a gdy  król wznowił wysiłki, skupił wokół niego 13 kandydatów, którzy mieli stanowić pierwszy skład orderowej kawalerii. Na liście znaleźli się dwaj najważniejsi magnaci katoliccy, Stanisław Koniecpolski i Stanisław Lubomirski, jednak obaj manifestacyjnie odmówili. Nadanie orderu miało nastąpić przy okazji ukoronowania królowej Cecylii Renaty, jednak alarm podniesiony przez szlachtę i magnatów obawiających się zamachu na swoje wolności i nadmiernego wzrostu znaczenia monarchy, skłonił Władysława IV do skorygowania projektu statutu. Członkowie tworzonego gremium, pod wodzą Albrychta Radziwiłła, a pod nieobecność króla, spotkali się z królewiczem Kazimierzem celem przedyskutowania kwestii potencjalnie kontrowersyjnych, jednak kilkukrotne przekładanie terminu ustanowienia zakonu, które miało się pierwotnie odbyć w Święto Niepokalanego Poczęcia Maryi, dało przeciwnikom orderu czas na przegrupowanie i przygotowanie kontrakcji.</p>
<blockquote><p><strong><em>Do czasów współczesnych przetrwało wiele broszur, paszkwili i głosów polemicznych autorstwa przeciwników ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia NMP, którym przewodził Krzysztof Radziwiłł – autor szeroko rozpowszechnionego listu otwartego pod tytułem 18 Rationes przeciw Kawaleriej. W anonimowej broszurze nieznanego autorstwa zakon oskarżano o zamiar zaprowadzenia w Rzeczpospolitej katolickiego absolutyzmu na modłę hiszpańską. Nie pomogło wykreślenie ze Statutu ośmiu spośród 30 punktów, które szczególnie przeszkadzały szlachcie. Monarcha miał zostać Wielkim Mistrzem, a obok niego order miało otrzymać około 70 członków z Rzeczpospolitej, którzy musieli udowodnić szlacheckie pochodzenie. Dopuszczano także wyróżnienie orderem obcych monarchów, jednak ich liczba była limitowana. Cios sprawie orderu zadał Jan Kazimierz – monarszy syn, który chciał w ten sposób odegrać się za brak zgody na ożenek z damą dworu. Finalnie próby ustanowienia orderu zostały zaprzestane poprzez deklaracje złożoną przez Władysława IV na sejmie w 1638 r. – władca musiał zapewnić w imieniu własnym i swoich następców, że nie będzie podejmować prób tworzenia zakonów rycerskich.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Niewątpliwie ustanowienie orderu wraz z towarzyszącym mu zakonem pozwoliłoby monarsze z rodu Wazów na wzmocnienie władzy zgodnie z panującym wówczas w Europie trendem. Order utożsamiano z zamiarami Władysława IV, który chciał nałożyć cła na gdański port, co przełożyłoby się na zwiększenie dochodów i wzrost niezależności od Sejmu. Statut zakładał uiszczanie składek przez członków kapituły orderu – oficjalnie środki miały być przeznaczane na udzielanie wsparcia i wykupowanie chrześcijan z niewoli, ale komentatorzy szybko wysnuli teorię, że pieniądze będą przeznaczane na zakulisową realizację interesów władcy. Przeciwnicy przyrównywali order do innych zakonów znanych z Europy, które posiadały nieruchomości i zarządzały znaczącymi majątkami. Defraudacyjnego potencjału doszukiwano się w mechanizmie udzielania wsparcia zubożałym szlachcicom – brak określenia stanu majątku, który upoważniałby do otrzymania pomocy, jawił się jako wysoce niebezpieczny.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/wybrane-aspekty-systemu-polityczno-prawnego-i-rzeczpospolitej/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #800000;">Wybrane aspekty systemu polityczno-prawnego I Rzeczpospolitej<br />
</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, podobnie jak Rada Nieustająca, traktowany jest często zaledwie jako historyczna ciekawostka. Finalnie nie został on ustanowiony, a Rzeczpospolita swój order zyskała dopiero w kolejnym stuleciu w postaci Orderu Orła Białego, ale wywarł on pewien wpływ na historię kraju. Niezrealizowane insygnium Władysława IV możemy interpretować jako jedną z prób modernizacji Rzeczpospolitej, a zarazem walki z potężną bolączką w postaci słabości władzy monarszej. Nie dziwi przez to próba rekonstrukcji Orderu Niepokalanego Poczęcia, której w ramach Fundacji Order Jana III Sobieskiego, podjął się w 2019 r. poseł na Sejm, Tomasz Jaskóła – powrót do tego dziedzictwa to zarazem odkrywanie zapomnianych kart historii.</p>
<p><span style="font-size: 10.6667px;">Grafika: Wikimedia Commons</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/">Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Losy polskie w zaborze austriackim w latach 1816-1846</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/losy-polskie-w-zaborze-austriackim-w-latach-1816-1846/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor Rostkowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 17:16:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[kraków]]></category>
		<category><![CDATA[rabacja galicyjska]]></category>
		<category><![CDATA[rostkowski]]></category>
		<category><![CDATA[zabór austriacki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5684</guid>

					<description><![CDATA[<p>Utworzone na kongresie w Wiedniu Wolne Miasto Kraków, zwane w Polsce potocznie Rzeczpospolitą Krakowską obejmowało szczupły skrawek ziemi: miasto i część powiatu chrzanowskiego, łącznie 1164  km² z ludnością liczącą w 1815 roku 95 tysięcy. Utworzenie tego tworu quasi-państwowego było wynikiem sporów o Kraków pomiędzy Rosją i Austrią. Miało to być Wolne Miasto, uprzywilejowane gospodarczo, bo [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/losy-polskie-w-zaborze-austriackim-w-latach-1816-1846/">Losy polskie w zaborze austriackim w latach 1816-1846</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 5</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Utworzone na kongresie w Wiedniu Wolne Miasto Kraków, zwane w Polsce potocznie Rzeczpospolitą Krakowską obejmowało szczupły skrawek ziemi: miasto i część powiatu chrzanowskiego, łącznie 1164  <b>km²</b> z ludnością liczącą w 1815 roku 95 tysięcy. Utworzenie tego tworu quasi-państwowego było wynikiem sporów o Kraków pomiędzy Rosją i Austrią. Miało to być Wolne Miasto, uprzywilejowane gospodarczo, bo przywóz do Krakowa towarów z innych ziem uzależniono od decyzji organów władzy Wolnego Miasta, z Krakowa zaś miano wywozić towary bez ceł i przeszkód. Postanowienia te były przejściowo źródłem pomyślnego rozwoju gospodarczego Krakowa, gdy zaś miastu zagroziły cła nakładane i podwyższane w Królestwie Polskim, zdołano uzyskać skuteczną interwencję mocarstw na rzecz Krakowa. Drugim źródłem pomyślnego kształtowania się jego losów był raz jeszcze odnowiony najstarszy polski uniwersytet, który skupiał uczonych i młodzież z różnych stron kraju.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ustrój Wolnego Miasta Krakowa</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Ustrój Wolnego Miasta Krakowa ulegał parokrotnie zmianom. Coraz silniejszy stawał się nadzór rezydentów trzech mocarstw, sprawujących w Krakowie faktyczne zwierzchnictwo nad jego władzami i nad stosunkami w mieście. W ustroju społecznym obowiązywały zasady odziedziczone po ustroju Księstwa Warszawskiego, czyli wolności osobistej i równości wobec prawa i sądu, przy podobnym ograniczeniu Żydów. Korzystne zmiany zaszły w położeniu chłopów. Komisja Włościańska, działając w oparciu o rezydentów, a wbrew Senatowi i Zgromadzeniu Reprezentantów, przeprowadziła oczynszowanie, uregulowała stan posiadania chłopów, zapewniła im własność budynków, inwentarza i zasiewów, dokonując istotnego kroku na drodze do uwłaszczenia. Władzę ustawodawczą i kontrolującą stanowiło Zgromadzenie Reprezentantów złożone z 26 deputowanych gmin oraz przedstawicieli senatu, kapituły i Uniwersytetu (po 3) oraz 6 sędziów pokoju. W Zgromadzeniu doszło do głosu mieszczaństwo i duchowieństwo. Czynne prawo wyborcze oparto na cenzusie majątkowym i sprawowanej funkcji. W paru nowelizacjach konstytucji zmniejszono skład Zgromadzenia Reprezentantów do 20 członków z przewodniczącym mianowanym przez Senat. Zbierało się ono rzadko, głównie – poza niewielkim zakresem ustawodawstwa i uchwalaniem budżetu – dla wyboru członków Senatu i sędziów. Sprawy konstytucyjne i ważniejsze sprawy polityczno-administracyjne zostały wyłączone z jego kompetencji i skupione w rękach trzech rezydentów. Organ rządzący, to jest Senat, pochodził częściowo z wyborów, a po części z przedstawicieli kapituły krakowskiej i Uniwersytetu. W praktyce został on opanowany przez przedstawicieli miejscowej arystokracji. Ograniczenia ze strony państw zaborczych dotykały również sądownictwo. W szczególności zniesiono jawność postępowania przed sądami i przywrócono proces inkwizycyjny w sprawach karnych. Pomimo zacieśnienia swobód, zagwarantowanych w traktatach wiedeńskich i w konstytucji, Wolne Miasto Kraków stwarzało aż do 1846 roku sprzyjające warunki dla ruchu narodowego z trzech dzielnic.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rabacja galicyjska</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Prądy i wydarzenia Wiosny Ludów na ziemiach polskich tragicznie splotły się w jej przededniu z rewoltą chłopów w Galicji, skierowaną przeciw dworom, nadal broniącym feudalnego porządku. W nocy z 18 na 19 lutego rozpoczęła się krwawa rzeź ziemian nazywana w historiografii rabacją galicyjską. W latach 40. XIX wieku środowiska emigracji polskiej dążyły do przygotowania kolejnego zrywu niepodległościowego. Powstanie miało objąć wiosną 1846 roku Galicję, Wielkie Księstwo Poznańskie i Królestwo Polskie. Wskutek przecieków policja pruska i austriacka doskonale wiedziała o potajemnie snutych planach. O ile pruski zaborca ograniczył się do aresztowań spiskowców, to Austriacy przygotowali kontrofensywę. Wzniecenie powstania chłopskiego spowodowało paraliż polskiego zrywu niepodległościowego, ponieważ „panami” galicyjskich chłopów nie byli Austriacy, a Polacy. Cały XIX wiek to postępujący rozdźwięk między szlachtą a chłopską wsią. W tym czasie chłopi nie uważali Polski za swoją ojczyznę. Nie istniała żadna świadomość narodowa, wobec czego byli podatni na austriackie intrygi. Szybko uznali, że zamiast przeciw zaborcy, panowie polscy gotują się do wojny z chłopami. Kiedy zapadła oficjalna decyzja o wybuchu powstania, powiadomieni o tym chłopi ruszyli na bój przeciwko panom. W nocy z 18 na 19 lutego zaczęli napadać podążających na miejsca zbiórek powstańców w całej południowej Galicji &#8211; od Przemyśla aż po Kraków. Liczne gromady chłopskie, uzbrojone w piły, młoty i siekiery, krążyły od dworu do dworu, okrutnie rozprawiając się z niedawnymi prześladowcami. Ginęli niewinni ludzie, także kobiety i dzieci. Ofiarą chłopskiego gniewu padł też Kościół. Szacuje się, że śmierć poniosło ponad tysiąc osób, rannych było kilka razy więcej.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>„Polacy! Godzina powstania wybiła – cała rozszarpana Polska dźwiga się i zrasta”</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W Krakowie w lutym 1846 roku doszło do proklamowania powstania narodowego, które miało być wymierzone przeciw wszystkim trzem zaborcom. Walki zbrojnej pragnęły koła radykalne wśród studentów i części inteligencji, biedota miejska, górnicy z Jaworzna i leżącej w Galicji Wieliczki. Również chłopi oczynszowani i objęci siecią szkolną przychylniej niż w innych częściach kraju przyjmowali wezwania do insurekcji. Dnia 22 lutego ogłoszono w Krakowie powstanie Rządu Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, który ogłosił przygotowany wcześniej Manifest do Narodu Polskiego. Opracowany przez mieszkańca Poznania, autora traktatu <em>O ojczyźnie</em>, Karola Libelta, Manifest wzywał naród do powstania dla wywalczenia niepodległej i demokratycznej Polski, do likwidacji przywilejów stanowych i klasowych. Zapowiadał przyznanie każdemu prawa do ziemi „podług zasług i zdolności” oraz nadanie chłopom na własność gruntów przez nich użytkowanych bez odszkodowania na rzecz dziedziców. Ludności bezrolnej na wsi i innym uczestnikom powstania obiecano nadanie działek ziemi z dóbr narodowych, a ludziom ubogim i niezdolnym do pracy opiekę społeczną. Stwierdzenie powszechnego jakoby ruchu we wszystkich dzielnicach kraju nie odpowiadało rzeczywistości, lecz marzeniom organizatorów sprzysiężenia.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>„Jest nas dwadzieścia milionów, powstańmy wszyscy razem jak mąż jeden, a potęgi naszej żadna nie przemoże siła, będzie nam wolność, jakiej dotąd nie było na ziemi, wywalczymy sobie skład społeczeństwa, w którym każden podług zasług i zdolności z dóbr ziemskich będzie mógł użytkować, a przywilej żaden i pod żadnym kształtem mieć nie będzie miejsca”.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Jeden z senatorów krakowskich zapisał w pamiętnikach, że manifest ten „oburzał świat cywilizowany”. W istocie zasady te były wzorowane na postulatach tzw. Wielkiego Manifestu Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, działającego na emigracji we Francji, ale przewyższały go radykalizmem. Manifest krakowski zyskał uznanie w ówczesnych kołach rewolucyjnych w Europie. Odwoływano się do niego w dokumentach programowych rodzącego się ruchu socjalistycznego. Na zebraniu w Brukseli, zorganizowanym w drugą rocznicę powstania, Karol Marks powiedział: „Rewolucja Krakowska dała całej Europie piękny przykład, utożsamiając sprawę narodową ze sprawą demokracji i z wyzwoleniem klasy uciśnionej”. Manifest krakowski, jako jedyny dokument polski, wprowadzono do zbiorów dokumentów wydanego w Londynie przez państwa koalicji antyhitlerowskiej w czasie ostatniej wojny światowej, mającego przedstawić kulturalne dziedzictwo Europy.  Dokument ten miał świadczyć o polskim wkładzie do rozwoju doktryny demokratycznej i społecznie postępowej.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdy lud krakowski garną się do szeregów powstańców, politycy umiarkowani postarali się usunąć z Rządu Narodowego jego dwu członków radykałów i ogłosić dyktatorem trzeciego – Jana Tyssowskiego. Jednakże siły radykalne umocnił, przybyły do Krakowa 24 lutego na czele oddziału górników i rzemieślników, Edward Dembowski. Myśliciel i pisarz kierunku romantyczno-rewolucyjnego, objął urząd sekretarza dyktatora i zaczął narzucać mu swoje koncepcje. Zorganizował Klub Rewolucyjny. Inspirował i redagował prawa i odezwy mające na celu pogłębienie i rozszerzenie powstania. Publikowano je w „Dzienniku Rządowym Rzeczypospolitej Polskiej”. Ogłoszono natychmiastowe zniesienie pańszczyzny i obniżkę podatków. Zapowiedziano utworzenie warsztatów narodowych z dwukrotnie wyższą niż dotychczas płacą oraz nadanie ziemi po zwycięstwie wszystkim chłopom bezrolnym. Był to program zbliżony do idei Gromad Ludu Polskiego, czynnych na lewicy emigracyjnej we Francji i w Anglii. W jednym z dekretów Rząd Narodowy zniósł wszelkie tytuły wraz ze zwrotem „pan”, wprowadzając w to miejsce „obywatel”. Blisko 70 lat później nawiązały do tej tradycji Legiony. Narzędziem powstania miało być sprawne sądownictwo, ludność należało wciągnąć do obieralnych rad gminnych.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/krotkie-panowanie-henryka-walezego/"><span style="color: #800000;">Krótkie Panowanie Henryka Walezego</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Powstanie krakowskie trwało zaledwie 9 dni i upadło z braku większych sił niemal bez walki z najeźdźcą, jednakże stało się istotnym ogniwem polskich zmagań o niepodległość. Wkrótce weszło do Krakowa wojsko austriackie. Wbrew traktatom wiedeńskim zniesiono Wolne Miasto Kraków, narzucając jego terytorium nazwę Wielkiego Księstwa Krakowskiego. Miasto wraz z okręgiem włączono do Galicji.</p>
<p><span style="font-size: 10.6667px;">Grafika: Wikimedia Commons</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/losy-polskie-w-zaborze-austriackim-w-latach-1816-1846/">Losy polskie w zaborze austriackim w latach 1816-1846</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Trybunał Koronny &#8211; najwyższa instancja sądowa polskiej szlachty w czasach I Rzeczypospolitej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/trybunal-koronny-najwyzsza-instancja-sadowa-polskiej-szlachty-w-czasach-i-rzeczypospolitej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Szabłowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 13:55:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[koronny]]></category>
		<category><![CDATA[sąd]]></category>
		<category><![CDATA[sądownictwo]]></category>
		<category><![CDATA[trybunał]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5661</guid>

					<description><![CDATA[<p>W chwili powstawania Rzeczpospolitej Obojga Narodów polskie sądownictwo szlacheckiego borykało się z ogromnymi problemami. Ówczesny wymiar sprawiedliwości odznaczał się przewlekłością procesu sądowego, wielością instancji odwoławczych, niesprawnym systemem egzekucji wydanych orzeczeń, a w szczególności brakiem szlacheckiego sądu ostatniej instancji, który wyręczyłby króla w ostatecznym rozstrzygnięciu spraw. Wielokrotne próby przeprowadzenia zmian ziściły się dopiero, gdy na polskim [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/trybunal-koronny-najwyzsza-instancja-sadowa-polskiej-szlachty-w-czasach-i-rzeczypospolitej/">Trybunał Koronny &#8211; najwyższa instancja sądowa polskiej szlachty w czasach I Rzeczypospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 17</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>W chwili powstawania Rzeczpospolitej Obojga Narodów polskie sądownictwo szlacheckiego borykało się z ogromnymi problemami. Ówczesny wymiar sprawiedliwości odznaczał się przewlekłością procesu sądowego, wielością instancji odwoławczych, niesprawnym systemem egzekucji wydanych orzeczeń, a w szczególności brakiem szlacheckiego sądu ostatniej instancji, który wyręczyłby króla w ostatecznym rozstrzygnięciu spraw. Wielokrotne próby przeprowadzenia zmian ziściły się dopiero, gdy na polskim tronie zasiadł król Stefan Batory, który powołał do życia Trybunał Koronny (<em>Iudicium Ordinarium Generale Tribunalis Regni</em>).</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Analizując zasady funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości w I połowie XVI w., widzimy wyraźnie zagwarantowane prawo stron do odwołania się od wyroku każdego sądu i wniesienia swej sprawy przed sąd królewski. Istniały jednak w Polsce sądy orzekające bez udziału władcy (m.in. wiecowe, komisarskie), mające moc ostatecznego rozstrzygnięcia na długo przed powstaniem Trybunału. Upadek ich znaczenia rozpoczął się od praktyki zezwalania stronom na wybór sądu, który miał rozpatrywać ich sprawę oraz przez ścisłe wykorzystywanie przez króla jego prerogatyw. Coraz powszechniej zaczęto również stosować środki zaskarżenia wobec wyroków sądów, od których wcześniej nie było to możliwe. Szlachta w drodze remisji bądź mocji, wnosiła swoje sprawy przed oblicze króla, który przyzwalał na takie postępowanie. W latach 1504-1505 ograniczono kompetencje sądów komisarskich jako sądu najwyższej instancji do spraw granicznych, co zostało potwierdzone w konstytucji z 1523 r. Wspomniany akt prawny, wprowadził do polskiego procesu instytucję apelacji, co najbardziej uderzyło w sądy wiecowe, gdyż zagwarantowała szlachcie prawo wnoszenia tego środka zaskarżenia do sądu królewskiego. W 1532 r. zastosowanie apelacji objęło także orzeczenia zapadłe przed sądami ziemskimi i grodzkimi, a w drodze praktyki zaczęto apelować również od wyroków sądów komisarskich, których właściwość przedmiotowa, jak wcześniej wspomniano, została bardzo ograniczona.</p>
<blockquote><p><strong><em>Z chwilą wprowadzenia do polskiego procesu apelacji z możliwością odwoływania się od wyroków wydawanych przez dotychczasowe sądy najwyższe do sądu królewskiego, przybywało pracy władcy, który musiał rozpatrywać wciąż rosnącą liczbę odwołań. Obowiązki wobec poddanych w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości monarcha spełniał w swoim sądzie nadwornym lub w sądzie sejmowym. W skład pierwszej z wymienionej powyżej instytucji, oprócz króla, wchodził sąd ziemski terenu gdzie monarcha aktualnie przebywał oraz kilku senatorów w charakterze asesorów. Z prawnego punktu widzenia dla ważności wyroków wydawanych przez ten sąd w imieniu króla, panujący nie musiał uczestniczyć w pracach tego organu, konieczne jednak było, aby posiedzenia odbywały się na dworze monarszym. W sądzie sejmowym natomiast zasiadał król oraz zwykle cała izba senatorska.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Początkowo nie było ścisłego rozgraniczenia właściwości sądów królewskich. Jednak z czasem na skutek działań sądów nadwornych, odsyłających bardziej skomplikowane sprawy do sądu sejmowego, a także pod naciskiem szlachty, która bardziej respektowała wyroki sądu sejmowego, doszło do podziału kompetencji. Do właściwości sądu sejmowego jako jedynej i ostatecznej instancji, należały sprawy dotyczące m.in. zbrodni obrazy majestatu; zdrady stanu; sprawy kryminalne szlachty osiadłej zagrożone karą śmierci, konfiskaty majątku lub infamii czy też gwałty na sejmach i sejmikach. Sądowi nadwornemu pozostała zaś reszta spraw królewskich mniejszej wagi np. sądzenie podejrzanych o fałszowanie monety czy nadużycia celne. Po wprowadzeniu apelacji sąd sejmowy rozpatrywał również odwołania od wyroków wydanych przez niższe instancje, przede wszystkim sądów wiecowych i ziemskich. Szlachta próbowała poddać ocenie sądu sejmowego wyroki wydane przez wszystkie sądy, włącznie z orzeczeniami sądów nadwornych. W praktyce, ze względu na krótki okres kadencji sądu sejmowego, władcy wiele spraw rozpatrywali w swoim sądzie nadwornym, co powodowało liczne protesty zainteresowanych.</p>
<p style="text-align: justify;">Odebranie sądom grodzkim, wiecowym i komisarskim mocy ostatecznego wyrokowania ugodziło w konsekwencji w samą szlachtę występującą przed tymi sądami. Z jednej strony po wprowadzeniu apelacji, jako środka odwoławczego, stworzono stronom możliwość bardziej skutecznego dochodzenia swoich praw. Z drugiej zaś strony, nie wprowadzając żadnych ograniczeń w tym prawie, ani co do ilości apelacji, ani co do wartości przedmiotu sporu bądź rodzaju przestępstwa odwoływano się od wyroków w najdrobniejszych sprawach, powodując narastanie zaległości w sądach królewskich. Jedynie na podstawie statutów z 1543 i 1557 r. zabroniono wnoszenia środka zaskarżenia od tzw. wyroków przedstanowczych, rozstrzygających tylko formalne kwestie procesowe, chyba że przesądzały o wyniku całej sprawy lub o zysku czy stracie jednej ze stron oraz zarzutu niewłaściwości sądu.</p>
<p style="text-align: justify;">W wyniku braku jasnych zasad dotyczących toku instancji, w połowie XVI w. doszło do powstania nawet czteroinstancyjnego sądownictwa. Przejście przez wszystkie możliwe szczeble procedury sądowej narażało strony na dużą stratę czasu oraz ogromne koszty, zanim sprawa znalazła swój prawomocny koniec. W związku z tym szlachta starała się pomijać pośrednie instancje i po pierwszym niekorzystnym rozstrzygnięciu, odwoływała się bezpośrednio do sądu królewskiego. Ten rodzaj apelacji, zwanej <em>per saltum</em>, usankcjonowała konstytucja z 1532 r., ale tylko w ściśle określonych sytuacjach. Można było odwołać się od wyroku sądu niższej instancji wprost do sądu sejmowego tylko wtedy, gdy najbliższy sejm miał się zebrać wcześniej od wiecu. Wcześniej apelacja taka była dozwolona tylko w razie, gdyby sądy wiecowe nie doszły do skutku. Pomimo tych zastrzeżeń, zarówno przed wprowadzeniem ograniczonego prawa do apelacji <em>per saltum</em>, jak i po, strony używały wszelkich możliwych sposobów, by wnosić swoje sprawy wprost do sądu królewskiego, licząc na szybsze rozstrzygnięcie w swojej sprawy.</p>
<p style="text-align: justify;">Kłopoty z bieżącym rozpatrywaniem sporów szlachty pojawiły się za czasów rządów króla Zygmunta I, by swoje apogeum osiągnąć za panowania jego następcy. Już w pierwszych latach rządów króla Zygmunt II Augusta odnotowano, iż było wiele spraw zalegających od 20 a nawet 40 lat. Dla stron sporu była to niewątpliwie prawdziwa gehenna (oczywiście z wyjątkiem tych, którym nie zależało na szybkim zakończeniu procesu). Zainteresowani najczęściej nie znali terminu rozpatrywania swojej sprawy. Sądy niższej instancji uwzględniając apelację wyznaczały jedynie dzień, w którym najwcześniej spór mógł trafić na wokandę. Biorąc pod uwagę fakt, że na jeden termin zapisywano wiele spraw, szanse na rozpatrzenie ich w wyznaczonym terminie były nikłe. Również sądy królewskie, podawały tylko dzień, w którym władca rozpocznie swoje sądy. Problem stanowiło także miejsce odbywania sądów. Strony mogły zostać wezwane do najodleglejszego zakątka państwa (aktualne miejsce pobytu władcy lub zwołania sejmu).</p>
<p style="text-align: justify;">Niektórzy zamiast tracić czas i pieniądze przekazywali swoje sprawy zastępcom procesowym, aby w ich imieniu pilnowali terminów oraz reprezentowali ich podczas rozprawy. Adwokaci zaś, by zwiększyć swoje zyski, wyszukiwali luki w prawie i zbyt długimi mowami przedłużali rozprawy, zabierając sądom cenny czas. Nie pomagały tu żadne zakazy, próby reformy mające skrócić czas oczekiwania oraz obniżyć koszty pobytu.</p>
<p style="text-align: justify;">Przez cały okres panowania króla Zygmunta I oraz Zygmunta II Augusta, mimo wielu projektów nie doszło do gruntownej reformy w wymiarze sprawiedliwości. W 1553 r. zdecydowano, że remisje zaległych spraw wniesione w drodze apelacji <em>per saltum</em> do sądów królewskich zostaną rozpatrzone przez wiece. Remisje od sądów wiecowych, bez zakazu apelacji od ich wyroków, nie rozwiązały problemu zaległych spraw. Większość spraw po kilku miesiącach wróciła do sądów królewskich.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1563 r. po trudnych negocjacjach udało się przeforsować ordynację powołującą tymczasowe sądy najwyższe (<em>ultimae instantiae</em>), od których orzeczeń nie przysługiwał środek zaskarżenia. Nowo powstałe sądy ostatniej instancji od samego początku borykały się z problemami, do których najczęściej przyczyniała się niechęć środowisk zainteresowanych niepowodzeniem całego przedsięwzięcia. Niewątpliwie do grona niezadowolonych zaliczali się możnowładcy, którym zależało na kompromitacji sądów zdominowanych przez sędziów pochodzących z warstwy szlacheckiej. Sukces całego przedsięwzięcia mógłby przekonać szlachtę, iż potrafi on sama bez udziału senatorów sprawować sądownictwo apelacyjne. Również wśród szlachty nie brakowało takich, którzy obawiali się by król zachęcony sukcesem nowych sądów nie próbował pozbyć się obowiązku orzekania spraw szlacheckich, który był uznawany za nobilitujący przywilej. To wszystko spowodowało, że w niektórych województwach próba powołania tymczasowych sądów najwyższych zakończyła się fiaskiem. Tam gdzie jednak doszły one do skutku, efektywnie zmniejszyły liczbę zaległych spraw.</p>
<p style="text-align: justify;">W późniejszych latach nie udało się konkretnie zreformować wymiaru sprawiedliwości Korony. Śmierć ostatniego władcy z dynastii Jagiellonów nie doprowadziła jednak do porzucenia inicjatywy utworzenia sądu najwyższego. Idea utworzenia jednego sądu centralnego zdobyła sobie dużą popularność po doświadczeniach z sądami działającymi w 1553 i 1563 r., które od początku miały problemy z zapewnieniem sobie odpowiedniej powagi, a w rezultacie były w dużym stopniu uzależnione od lokalnych możnowładców. Liczono na to, że instytucje centralne będą bardziej niezależne, zapewniając należyty prestiż niezbędny do skutecznego rozstrzygania spraw w ostatniej instancji.</p>
<p style="text-align: justify;">Należy w tym miejscu wspomnieć, że w chwili debatowania nad powyżej wspomnianym projektem zniecierpliwiona szlachta w kilku województwach, postanowiła powołać odrębne sądy ostatniej instancji, obejmujące swoją jurysdykcją pojedyncze województwa. Sądy te z nieznaną organizacją zatwierdził przed koronacją król Henryk Walezy w artykułach henrykowskich pozwalając jednocześnie na tworzenie takich instytucji w innych województwach, które z uwagi na dalszy brak utworzenia centralnego sądu dały podstawy do utworzenia sądów wojewódzkich w 1574 r. Pomimo rozbudowanych kompetencji, szerszych nawet niż sądy z 1563 r., nie udało im się zdobyć dobrej renomy. Powodami takiego stanu rzeczy była m.in. postawa sędziów zaniedbujących swoje obowiązki, a także opieszałość starostów w wykonywaniu egzekucji wyroków sądów wojewódzkich. Pomimo tych problemów sądy wojewódzkie przetrwały jednak aż do powstania Trybunału Koronnego.</p>
<p style="text-align: justify;">Próba poruszenia kwestii reformy na sejmie elekcyjnym, na którym wybrano na króla Stefana Batorego, nie przyniosła rezultatu. Wkrótce jednak 18 stycznia 1576 r. miał odbyć się zjazd szlachty w Andrzejowie, który reformatorzy zamierzali wykorzystać do rozpropagowania swojej wizji sądownictwa najwyższego. Mimo że nie można było co prawda przeprowadzić tutaj reformy, to pomysł utworzenia centralnego sądu najwyższego poparli wszyscy zgromadzeni, podejmując uchwałę zobowiązującą nowego króla do wyznaczenia terminu sejmu, którego przedmiotem będzie reforma sądownictwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Sejm koronacyjny, zwołany wiosną 1576 r., przyniósł jednak szlachcie kolejne rozczarowanie. Król Stefan Batory mimo, że musiał zgodzić się na sądy wojewódzkie, z uwagi na istnienie ich w artykułach henrykowskich, to liczył na to, że uda mu się odzyskać pełną kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości. W zamian za poparcie idei utworzenia centralnego sądu najwyższego, kontrolowanego przez szlachtę, Batory chciał odzyskać część uprawnień, które zostały przed jego panowaniem przekazane sądom wojewódzkim. Ustalono jedynie, że kwestią reformy sądownictwa ma się zająć sejm pod koniec 1576 r., który zwołany w Toruniu ostatecznie zakończył się fiaskiem, z uwagi na brak porozumienia między izbą poselską, senatem i królem.</p>
<blockquote><p><strong><em>Z czasem jednak król, uświadamiając sobie jak bardzo trudna jest sytuacja wymiaru sprawiedliwości w państwie, był gotowy pójść na ustępstwa. Zwołując sejm do Warszawy w 1578 r. wzywał w swoim uniwersale do poszukiwania kompromisu w sprawie kompetencji przyszłego sądu najwyższej instancji. Po burzliwych obradach konstytucja sejmowa powołująca Trybunał Koronny została uchwalona 3 marca 1578 r. Na mocy tego aktu powołano jedną instytucję, ale o dwóch kadencjach. Podczas pierwszej – wielkopolskiej (z Kujawami i Mazowszem) siedzibą sądu był Piotrków, zaś obrady rozpoczynały się od poniedziałku po św. Marcinie tj. 11 listopada aż do Niedzieli Palmowej. Natomiast podczas drugiej – małopolskiej (z Rusią, Podolem i Podlasiem) siedziba znajdowała się w Lublinie i sądzono wówczas w okresie od poniedziałku po pierwszej niedzieli po Wielkanocy aż do wyczerpania wszystkich spraw wniesionych w danym roku, co zwykle trwało do św. Bartłomieja tj. 24 sierpnia. Jednak już po pierwszych kilku latach funkcjonowania Trybunału okazało się, iż nie jest on w stanie, pracując w krótkich kadencjach, rozpatrzyć wszystkich napływających do jego kancelarii spraw. Problem pogłębiał się wraz ze wzrostem właściwości szlacheckiego sądu najwyższego, wobec tego sejm w okresie funkcjonowaniu Trybunału przedłużał systematycznie czas jego pracy.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Wprowadzone przez konstytucję z 1578 r. rozwiązania na samym początku doskonale się sprawdziły. Szlachta miała swój najwyższy sąd, o którego składzie sama decydowała, zaś król pozbył się uciążliwego obowiązku rozpatrywania kontroli nad sądownictwem szlacheckim. Trybunał pracując na bieżąco rozpatrywał napływające odwołania. Nie może więc dziwić fakt, iż pozostałe prowincje Rzeczypospolitej bacznie obserwujące nową instytucję, wkrótce postanowiły również u siebie zastosować podobne rozwiązanie. W 1581 r. został utworzony Trybunał Litewski, jako najwyższy sąd apelacyjny dla szlachty litewskiej, zaś jego struktura oraz kompetencje wzorowane były na Trybunale Koronnym. W 1589 r. pod jurysdykcją Trybunału Koronnego znalazły się Prusy Królewskie. Z uwagi na problemy w funkcjonowaniu Trybunału Łuckiego do 1590 r. także wszystkie województwa ruskie podporządkowały się Trybunałowi Koronnemu. Do ważnych zmian organizacyjnych doszło na sejmie konwokacyjnym w 1764 r., kiedy to w celu usprawnienia wymiaru sprawiedliwości w Rzeczypospolitej uchwalono powołanie dwóch Trybunałów, rozdzielając Trybunał Wielkopolski od Małopolskiego. Ten pierwszy miał się zbierać w Piotrkowie, Poznaniu i Bydgoszczy, drugi zaś w Lublinie i we Lwowie. Ostatecznie powyższa reforma, po czterech latach została wycofana w skutek czego powrócono do poprzedniej organizacji Trybunału.</p>
<p style="text-align: justify;">Konstytucja sejmowa z 1578 r. przekazywała Trybunałowi kompetencje w zakresie:</p>
<ol style="text-align: justify;">
<li>postępowania odwoławczego we wszystkich sprawach cywilnych zakończonych w pierwszej instancji wyrokiem sądu ziemskiego, grodzkiego, podkomorskiego, komisarskiego lub wiecowego;</li>
<li>postępowania odwoławczego w sprawach karnych, odnoszących się do tzw. czterech artykułów starościńskich, tj. napadu na drodze publicznej, najazdu na dom, gwałtu i podpalenia, o ile sądem pierwszej instancji był sąd grodzki;</li>
<li>postępowania w I instancji w sprawach nadużyć oraz zaniedbań dokonanych przez starostów i urzędników grodzkich przy wykonywaniu swoich obowiązków w zakresie wymiaru sprawiedliwości;</li>
<li>postępowania w I instancji w sprawach naruszenia bezpieczeństwa publicznego a także w przypadku gdy sprawcę ujęto na gorącym uczynku przestępstwa bądź sprawa dotyczyła grzywien lub kosztów sądowych zasądzonych od jednej ze stron dla drugiej;</li>
<li>postępowania w I instancji w sprawach deputatów (oskarżonych o przekupstwo, zatajenie skazania, sprzeniewierzenie się ordynacji sądowej, niezłożenie przysięgi sędziowskiej wstępnej lub końcowej, ale także o dopuszczenie się jakichkolwiek działań o charakterze przestępnym), starostów, urzędników grodzkich i wszystkich urzędników administracyjnych Trybunału;.</li>
<li>postępowania odwoławczego, gdy stroną było duchowieństwo, o ile środek odwoławczy wnoszony był od wyroku sądu laickiego (grodzkiego, ziemskiego lub podkomorskiego), dodatkowo ograniczonego koniecznością powołania się na przepis ustawy istniejącej lub przygotowywanej, wskazujący na właściwość Trybunału.</li>
</ol>
<p style="text-align: justify;">Z czasem zakres uprawnień Trybunału Koronnego systematycznie ulegał zwiększeniu. Nadmierne rozbudowane, kompetencje szlacheckiego sądu apelacyjnego spowodowały, że w XVII w. coraz częściej pojawiały się kłopoty z bieżącym rozpatrywaniem spraw. Mimo to nie zważając na narastające zaległości, szlachta domagała się aby poddawać jurysdykcji Trybunału kolejne rodzaje spraw. W wyniku działalności ustawodawczej sejmów zakres właściwości rzeczowej Trybunału w XVIII w. ciągle się rozszerzał, w konsekwencji obejmując niemal całość spraw cywilnych i karnych. Wyjątek stanowiły sprawy najcięższych przestępstw z obrazą majestatu królewskiego na czele, które zarezerwowane były dla sądu sejmowego.</p>
<p style="text-align: justify;">W Trybunale Koronnym zasiadali sędziowie (deputaci), którzy byli wybierani co roku na sejmikach deputackich po jednym lub dwóch przedstawicielach z każdego województwa oraz deputaci duchowni wybierani przez kapituły katedralne (początkowo 6 przedstawicieli). Czynne i bierne prawo wyborcze na sejmiku posiadała dorosła osoba stanu szlacheckiego, stale zamieszkująca w danym województwie. Ordynacja Trybunału Koronnego nie określała minimalnego wieku sędziów trybunalskich ani osób ich wybierających. Ogólne zasady dotyczące wieku mówiły, że mężczyzna osiąga pełną zdolność do działań prawnych w 24 roku życia. Ostatecznie w późniejszych latach wiek uprawniający do skorzystania z biernego prawa wyborczego wynosił 23 lata (1668-1793), a następnie 24 lata (1793-1794), natomiast w zakresie czynnego prawa wyborczego szlachcic musiał mieć ukończone 18 lat, co wprowadziła konstytucja sejmowa z 1768 r. Dodatkowo, wobec deputatów świeckich wprowadzono zasadę 4-letniej karencji w przypadku chęci ponownego sprawowania funkcji. Na czele składu sędziowskiego stał marszałek, a deputatom duchownym przewodniczył wyznaczany z ich grona prezydent. W sprawach osób świeckich sądzili sędziowie szlacheccy, jeśli natomiast jedną ze stron sporu był duchowny, orzekał skład złożony w połowie z deputatów świeckich, a w połowie z duchownych. Za wykonywanie swej funkcji deputaci nie pobierali żadnego wynagrodzenia, z wyjątkiem symbolicznej kwoty 15 groszy od zapadłego wyroku. Jeśli chodzi o wymagane kwalifikacje, oczekiwano, by osoba taka była „godną, bogobojną, cnotliwą, prawa i zwyczajów onego kraju umiejętną, osiadłą”. Brak wykształcenia prawniczego nie stanowił więc żadnej przeszkody w karierze sędziego Trybunału.</p>
<p style="text-align: justify;">Kadencję Trybunału rozpoczynała reasumpcja, czyli uroczyste otwarcie działalności trybunalskiej. Pierwszego dnia dokonywano sprawdzenia dokumentów i złożenia przysięgi. Drugi dzień był przeznaczony na dokonanie wyboru marszałka, który odbywał się w sposób tajny. Trzeciego dnia dokonywano przeniesienia obrazu Matki Boskiej z kościoła do kaplicy ratusza będącego siedzibą Trybunału. Następnie deputaci z ziemiaństwem sieradzkim sporządzali ordynację na podstawie regestu. Po czym zwykle czwartego dnia przystępowano do sądów. Posiedzenia sądowe odbywały się w dwóch sesjach w ciągu dnia w godzinach 7-11 i 14-18 z możliwością ich przedłużenia.</p>
<p style="text-align: justify;">Proces w trybie zwykłym rozpoczynał się od wniesienia pozwu (apelacji) przez powoda do sądu. Oprócz trybu zwykłego, znano również tryb uprzywilejowany np. sprawy dotyczące wojska czy zbrodni dokonanych w miejscu sądu. Całej rozprawie towarzyszył ścisły formalizm podkreślający doniosłość sądu. Przejawiał się on m.in. w postaci możliwości odbycia rozprawy w czasie wyznaczonym w regestrze, uczestnictwa w niej wyłącznie przez zainteresowanego, dwóch przyjaciół oraz prokuratora w ciszy i powadze.</p>
<p style="text-align: justify;">Naradę i głosowanie w sprawach szlachty przeprowadzano wśród wszystkich sędziów świeckich, a w przypadku rozstrzygania sprawy duchownego brali w niej udział wszyscy deputaci duchowni i 6 świeckich. Regułą było, iż głosowanie jest trzykrotne chyba, że osiągnięto jednomyślność w poprzednich głosowaniach. W przypadku gdy po trzykrotnym głosowaniu nie udało się osiągnąć konsensusu, sprawę przekazywano na najbliższe posiedzenie sądu sejmowego.</p>
<p style="text-align: justify;">Ogłoszenie stronom wyroku następowało dosyć szybko. W zależności od rodzaju sprawy, werdykt sędziowski odczytywano zaraz po zakończeniu głosowania, albo nazajutrz, rzadziej w ciągu 2-3 dni. Szybciej ogłaszano wyroki w sprawach karnych, dłużej zaś trwało przedstawienie rozstrzygnięcia w sprawach cywilnych. W 1726 r. ustawowo nałożono na sędziów obowiązek czytania i publikowania dekretów w ciągu 3 dni. Wyroki sporządzano na piśmie, w języku łacińskim pod którym podpisywało się 2 lub 3 deputatów (w rozpatrywania sprawy w składzie <em>iudicium mixtum</em> &#8211; 4 deputatów – 2 świeckich i 2 duchownych) opatrzonym pieczęcią ziemi sieradzkiej lub lubelskiej. Wyroki Trybunału były ostateczne i uzyskiwały prawomocność natychmiast po ich wydaniu. Wykonanie wyroku było podstawowym obowiązkiem właściwego miejscowo starosty grodzkiego.</p>
<p style="text-align: justify;">Zamknięcie kadencji nazywano <em>limita</em> Trybunału. Nie miało ono tak dostojnego wydźwięku jak otwarcie. Istotną zmianę w tej materii wprowadzono w 1726 r., kiedy do zakończenia prac Trybunału włączono złożenie przysięgi przez deputatów, mówiącej o tym, iż wydawali oni wyroki zgodnie z przysięgą zaprzysiężenia i nie pozwolili się przekupić przez strony lub zainteresowanych.</p>
<p style="text-align: justify;">Wpływające do Trybunału sprawy były odnotowywane w regestach. Przed każdą reasumpcją, umieszczając je według kolejności zgłoszenia i w takim porządku później miały być przez Trybunał wywoływane i rozpatrywane. W konstytucji z 1578 r. przewidziano tylko regestry wojewódzkie, które miały być tworzone według norm kryterium właściwości terytorialnej. Niedługo później utworzono odrębny rejestr <em>mixti fori</em> prowadzono dla spraw rozpatrywanych przez sąd <em>iudicium mixtum</em>. Podobnie już w pierwszych latach działalności tego sądu zaistniała potrzeba utworzenia odrębnego regestru taktowego, do którego wpisywano sprawy o naruszenie bezpieczeństwa Trybunału. Wkrótce wyodrębnił się też regestr <em>causarum oficii</em>, do którego miały być wpisywane sprawy przeciwko urzędnikom zaniedbującym swoje obowiązki, którego istnienie potwierdziła konstytucja 1589 r. W 1611 r. sejm utworzył regestry <em>expulsionis</em> i <em>exemptionis,</em> czyli o gwałtowne wybicie z dóbr, naruszenie przywilejów oraz wykup majątków. Każde województwo miało odrębny regest, Trybunał miał przywoływać wpisy z danego województwa aż do rozpatrzenia wszystkich spraw w nim zawartych. Kolejność sądzenia regestrów próbowano uzależnić od systemu starszeństwa województw. Dzięki takim rozwiązaniom, każdy znając kolejność sądzenia regestrów mógł obliczyć sobie w przybliżeniu czas wywołania swojej sprawy i przybyć do miasta trybunalskiego w odpowiednim momencie bez potrzeby ciągłego przebywania na miejscu, co sprawiło, iż strony ponosiły mniejsze koszty. Wraz ze wzrostem liczby regestrów trybunalskich, obserwowanym szczególnie w XVII w., pojawił się wśród nich podział na: zwykłe i uprzywilejowane. Do regestów zwykłych należały: wojewódzkie, remisyjny, żołnierski, <em>fisci</em>, <em>oficii</em>, ordynacji zamojskiej, <em>compositi iudici</em>, <em>paritatis votorum</em>. Do regestów uprzywilejowanych należały: ekspulsywny, taktowy, <em>directi mandati</em>, ariański. Przy tak wielkiej liczbie regestrów, coraz trudniej było utrzymać w nich porządek. Strony wykorzystywały regestry uprzywilejowane, wpisując bezprawnie do nich swoje sprawy, aby przyspieszyć ich rozpatrywanie. Zabiegi takie powodowały wzrost korupcji i zaległości w rozpatrywaniu regestrów zwykłych, szczególnie wojewódzkich, z których sprawy w połowie XVII w., przywoływano dopiero po kilku latach od wpisania.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/proby-kodyfikacji-prawa-polskiego-w-i-rzeczypospolitej/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #993300;">Próby kodyfikacji prawa polskiego w I Rzeczypospolitej<br />
</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Należy również wspomnieć o ordynacji trybunalskiej, która była jednym z najważniejszych dokumentów, regulujących działalność Trybunału w danej kadencji. Zawierała ona zalecenia dla palestry, dotyczące ich pracy i zachowania w sądzie, dopuszczalnej liczby patronów występujących w jednym procesie, czasu wystąpień i uczciwości wobec petentów. Zamieszczano tam tez zalecenia dla władz miasta Piotrkowa i Lublina, aby starały się zapewnić porządek, bezpieczeństwo i wszelkie wygody deputatom, ich służbie oraz petentom przybywającym do Trybunału. W ordynacji zapisywano wysokość pensji płaconych pracownikom personelu pomocniczego i zwykłym sługom trybunalskim. Umieszczono tam listy aktualnie urzędujących deputatów, z wyszczególnieniem kapituł i województw lub ziem przez nich reprezentowanych, a niekiedy też spisy adwokatów uprawniony do występowania przed Trybunałem. Ordynacja trybunalska była swego rodzaju wewnętrznym regulaminem pracy szlacheckiego sądu najwyższego. Najważniejszą część ordynacji stanowiły ustalenia dotyczące porządku sądzenia regestrów. Tutaj umieszczano zapisy dotyczące kolejności ich przywoływania, czasu przyznanego na rozpatrywanie spraw w nich umieszczonych z dokładnym podaniem terminu rozpoczęcia i zakończenia każdego z nich. Ordynacje układano oddzielnie dla Wielkopolski i Małopolski, w pierwszych dniach urzędowania Trybunału danej kadencji. W jej opracowaniu uczestniczyli wszyscy deputaci wraz z miejscowym sądem ziemskim pod przewodnictwem marszałka. Po skomponowaniu ordynację podpisywał marszałek, następnie jeden z deputatów lub sędzia ziemski odczytywał ją w izbie sądowej, a potem woźny publikował ją zgromadzonej w budynku sądu szlachcie. Publikacja polegała na ponownym odczytaniu i wywieszeniu na drzwiach izby sądowej. Ordynacje składały się z 2 części: pierwszej w której zapisywano postanowienia odnośnie do zasad pracy Trybunału, wynagrodzeń dla personel pomocniczego, tutaj umieszczano listy sędziów i adwokatów oraz drugiej gdzie mieścił się porządek przywoływania poszczególnych regestrów. Ordynacje opracowywano na całą kadencję Trybunału. Ustawa tworząca Trybunał nie przewidywała konieczności opracowywania przez sędziów takiego regulaminu prac sądu, dlatego nie określono zakresu uregulowań zawartych w ordynacjach. Deputaci wprowadzając w drodze praktyki zwyczaj ich uchwalania przez sąd najwyższy, uzurpowali sobie władzę prawodawcza w mieście trybunalskich. W swoich uchwałach nie ograniczali się tylko do spraw związanych z organizacją i funkcjonowaniem sądu ale próbowały rozciągnąć swą władze na wszystkich mieszkańców miasta.</p>
<p style="text-align: justify;">Należy mieć na uwadze, że właściwość Trybunału Koronnego określona w konstytucji z 1578 r. była stosunkowo skromna. Kiedy okazało się, iż radzi on sobie o wiele lepiej z rozpatrywaniem spraw niż sądy królewskie, rozpoczął się szybki proces przekazywaniu mu kolejnych kompetencji. W konsekwencji dużego wzrostu właściwości szlacheckiego sądu najwyższego doszło do jego przeciążenia i narastania zaległości, które odsyłano na następną kadencję. Próbując ratować sytuację sejm wydłużał kadencje a nawet wprowadził przejściowo w 1676 r. ustawiczną prace dwóch kompletów sędziowskich.</p>
<p style="text-align: justify;">W przeciwieństwie do sądów najwyższych państw Europy Zachodniej, Trybunał Koronny nie został podzielony na wyspecjalizowane wydziały. Taka organizacja uniemożliwiała rozpatrywanie kilku spraw jednocześnie. Należy jednak podkreślić, że współcześni zdecydowanie bronili taką strukturę Trybunału. Ich zdaniem wyroki były wydawane w imieniu Rzeczypospolitej, a nie większej lub mniejszej grupy sędziów. Również zarzuty dotyczące powolności mają swoje uzasadnienie dopiero, jeśli chodzi o epokę saską oraz czasy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Od chwili powstania Trybunał Koronny przez 100 lat wykazywał się ogromną, jak na tamte czasy sprawnością. Codziennie przez 6 dni w tygodniu orzekał w licznych toczących się przed jego obliczem procesach. W połowie XVII w. Trybunał rozpatrywał każdego dnia od 3 do 5 spraw. Wiek później rozpatrywana była średnio jedna sprawa dziennie przy znacznym wzroście ich wpływu. Czas oczekiwania na rozpatrzenie zwykłej apelacji wynosił w połowie XVII w. maksymalnie 7 lat. Sprawy karne oraz umieszczane w regestrach uprzywilejowanych rozpatrywano na bieżąco. Jednak z czasem te zaległości rosły. Przyczyniła się do tego również zasada funkcjonowania Trybunału nakazująca mu przerywać prace po śmierci króla, a wznawiać ją dopiero po koronacji jego następcy. Dodatkowo liczne wojny które przetoczyły się w tym okresie przez Rzeczpospolitą, rokosze czy zarazy powodowały przerwy w pracach sądu. W XVIII w. do narastania zaległości przyczyniały się także same strony i ich pełnomocnicy zajmujący swoim oratorstwem czas oraz uwagę sędziów przez wiele godzin a czasem i dni. Jedną z przyczyn zagęszczenia spraw w Trybunale była również praktyka traktowania ich jak sądów I instancji. Sprawy tzw. gołych pozwów coraz częściej pojawiały się na wokandach. Szlachta i magnaci uważając Trybunał za swój główny i jedyny sąd często pomijali instancje niższe. Inną przyczyną tak ogromnej ilości wpisów była praktyka umieszczania jednej sprawy w kilku regestrach, co miało przyczynić się do szybszego rozpatrzenia sprawy lub pozwolić na wybór najbardziej dogodnego dla strony terminu.</p>
<blockquote><p><strong><em>Wiele słów krytyki pada także pod adresem szlacheckiego postępowania egzekucyjnego. Postepowanie to oparte na zasadzie dobrowolnego wykonania wyroku sądu, miało na celu przekonanie strony przegranej, by sama poddała się egzekucji. Tradycja polskiego wymiaru sprawiedliwości pozwalająca stronom na kompromisowe rozwiązywanie konfliktów sprawdzała się w okresie sprawnego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Dopóki sądy działały sprawnie a wyroki Trybunału Koronnego były ostateczne nie było większych problemów z egzekucją orzeczeń. Kiedy jednak sejmy zaczęły znosić prawomocne wyroki szlacheckiego sądu najwyższego pojawiła się nadzieja na zmianę niekorzystnego dla strony dekretu. Z czasem podobną praktykę zaczął stosować sam Trybunał, kasując wyroki z poprzednich kadencji. Dopiero od tej pory zaczęły się poważne problemy z egzekucją dekretów trybunalskich.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Prawdziwy problem stworzyła sobie szlachta wprowadzając kadencyjność funkcji trybunalskich z jednoczesnym zakazem reelekcji przed upływem 4 lat od zakończenia kadencji. Niewątpliwie intencje twórców były jak najbardziej słuszne, chodziło bowiem o większa kontrolę nad deputatami, którzy pełniąc swoje obowiązki przez dosyć krótki okres, teoretycznie powinni starać się dobrze wywiązywać z powierzonych zadań, jednak dla uczciwie pracujących sędziów była to pewna forma kary. Również brak wymogów dotyczących posiadania wykształcenia prawniczego sędziów stanowiła przeszkodę w rozpatrywaniu skomplikowanych spraw. Dodatkowy problem stwarzał brak stałych dochodów sędziów trybunalskich. Opłaty w Polsce były bardzo niskie i wraz ze wzrostem liczby sędziów przy jednoczesnym spadku wartości pieniądza ich dochody ciągle malały. Szlachta zaś sprzeciwiała się podwyższaniu opłat sądowych. Z drugiej zaś strony ogromna władza sędziów i szerokie możliwości nielegalnych dochodów zachęcały do ubiegania się o mandat osoby skorumpowane.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując, powstanie Trybunału Koronnego było wydarzeniem epokowym w dziejach polskiego wymiaru sprawiedliwości. Powstała instytucja przez następne 200 lat należała do najważniejszych organów w państwie oraz stanowiła filar ówczesnego wymiaru sprawiedliwości. Patrząc na kształt szlacheckiego sądu najwyższego należy uznać, że Trybunał Koronny, pomimo swoich problemów oraz wad, był ogromnym osiągnięciem polskiej myśli politycznej stworzonym w wyniku dojrzałego kompromisu zawartego między królem, senatem a szlachtą.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: polona.pl</em></span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/trybunal-koronny-najwyzsza-instancja-sadowa-polskiej-szlachty-w-czasach-i-rzeczypospolitej/">Trybunał Koronny &#8211; najwyższa instancja sądowa polskiej szlachty w czasach I Rzeczypospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Śmierć i podatki: o przywileju koszyckim z 1374 roku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/smierc-i-podatki-o-przywileju-koszyckim-z-1374-roku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Dariusz Rybacki]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 12:19:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[1374]]></category>
		<category><![CDATA[koszyckie]]></category>
		<category><![CDATA[ludwik]]></category>
		<category><![CDATA[przywieleje]]></category>
		<category><![CDATA[rybacki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5656</guid>

					<description><![CDATA[<p>W dniu 17 września 1374 roku w Koszycach dochodzący pięćdziesiątki Ludwik Andegaweński, od kilku lat król Polski, następca Kazimierza Wielkiego, wydał polskiej szlachcie pierwszy w dziejach przywilej generalny, odtąd nazywany przywilejem koszyckim. W rodzimej historiografii wydarzenie to zazwyczaj przedstawiane było (i wciąż jest) jednoznacznie negatywnie. Poczet wielkich badaczy krytykujących decyzję Ludwika otwiera Tadeusz Czacki, pisząc: [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/smierc-i-podatki-o-przywileju-koszyckim-z-1374-roku/">Śmierć i podatki: o przywileju koszyckim z 1374 roku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 11</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>W dniu 17 września 1374 roku w Koszycach dochodzący pięćdziesiątki Ludwik Andegaweński, od kilku lat król Polski, następca Kazimierza Wielkiego, wydał polskiej szlachcie pierwszy w dziejach przywilej generalny, odtąd nazywany przywilejem koszyckim. W rodzimej historiografii wydarzenie to zazwyczaj przedstawiane było (i wciąż jest) jednoznacznie negatywnie. Poczet wielkich badaczy krytykujących decyzję Ludwika otwiera Tadeusz Czacki, pisząc: „Naród ofiarowując koronę jego córkom (Ludwika Węgierskiego) smutny odebrał przywilej, nie dawać prawie podatku i w swoich tylko granicach bronić kraju”<a href="#_ftn1" name="_ftnref1"><sup>1</sup></a>. Hołdującemu oświeceniowym prądom współtwórcy Konstytucji 3 Maja nie powinniśmy się specjalnie dziwić. W jego czasach poszukiwanie źródeł upadku Rzeczpospolitej w staropolskim parlamentaryzmie, którego zdegenerowaną XVIII-wieczną odsłonę Czacki i jemu współcześni widzieli na własne oczy, było zrozumiałe. Za tezą postawioną w dobie oświecenia podążyli mediewiści XX-wieczni: m.in. Aleksander Gieysztor (1916-1999), Jerzy Wyrozumski (1930-2018) czy Andrzej Wyrobisz (1931-2018). Ostatni z wymienionych historyków pisał w pracy z 1980 roku: „Pakt koszycki oznaczał poważne ograniczenie władzy monarszej, a ugruntowanie preponderancji [tj. przewagi – przyp. DR] szlachty w państwie. W niedalekiej już przyszłości miało to zachwiać równowagę stanów w Polsce i na kilka stuleci oddać władzę w ręce szlachty z uszczerbkiem przede wszystkim dla miast, czego skutki &#8211; jak wiadomo &#8211; nie były dla kraju korzystne”<a href="#_ftn2" name="_ftnref2"><sup>2</sup></a>. Tego typu oceny przez dziesięciolecia przenikały do programów szkolnych, literatury popularnonaukowej, a co za tym idzie: szerokiej świadomości społecznej. Nie można odmówić im częściowej racji. Faktem bowiem jest, że staropolski parlamentaryzm ostatecznie uległ erozji i nie zdołał oprzeć się wyzwaniom schyłku XVII i XVIII wieku. Częściowej jednak, bowiem sam Wyrobisz zwrócił uwagę w przytaczanym cytacie, że szlachta „rządziła krajem” kilkaset lat, w międzyczasie na półtora wieku (od początku XVI do połowy XVII wieku) czyniąc zeń najważniejsze państwo Europy Środkowo-Wschodniej: silne gospodarczo, politycznie i społecznie. Stwierdzenie o rzekomych szkodach, jakie miały ponieść w wyniku demokracji szlacheckiej miasta, wywołują uśmiech, gdy patrzy się na wspaniałe gmachy w portowych Gdańsku i Elblągu, ale i dziesiątkach miast nadwiślanych: pełnych bezcennych kamienic, świątyń, budynków użyteczności publicznej. Nie oznacza to oczywiście, że badacze utrwalający negatywny wizerunek szlacheckich przywilejów, z tym koszyckim na czele, byli w błędzie, a niniejszy artykuł jest próbą wybielania tematu. Jego teza jest nieco inna: most przerzucany między 1374 a 1795 rokiem jest stanowczo zbyt długi, a polska historiografia zazwyczaj skupia się na jego początku i końcu, mniej zaś na tym, co po drodze. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie paktu koszyckiego, a całego pakietu swobód otrzymanych przez szlachtę między XIV a XVI wiekiem tworzących de facto kształt ustrojowy państwa w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Prawa koszyckie z 1374 roku są jednak dobrym przykładem do analizy <em>pars pro toto</em>.</strong></p>
<figure id="attachment_5634" aria-describedby="caption-attachment-5634" style="width: 2560px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-5634" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-scaled.jpg" alt="" width="2560" height="2144" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-scaled.jpg 2560w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-300x251.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-1024x858.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-768x643.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-1536x1286.jpg 1536w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przywilej-koszycki-rekopis-z-Biblioteki-Ksiazat-Czartoryskich-1374-rok-2048x1715.jpg 2048w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /><figcaption id="caption-attachment-5634" class="wp-caption-text"><em>Przywilej koszycki, rękopis z Biblioteki Książąt Czartoryskich, 1374 rok</em></figcaption></figure>
<p style="text-align: justify;">Zatem co powodowało Ludwikiem, skądinąd zręcznym politykiem i dyplomatą, choć bardziej zainteresowanym Koroną Świętego Stefana, a nie Koroną Królestwa Polskiego, że pozwolił w 1374 roku na – używając języka owej tradycyjnej historiografii – tak znaczne uszczuplenie swojej monarszej władzy? Aby zrozumieć jego motywacje, należy cofnąć się do czasów, w których żył i panował ostatni z Piastów na polskim tronie: Kazimierz zwany przez potomnych Wielkim. Jego polityka zagraniczna opierała się w dużej mierze na sojuszu z francuską dynastią Andegawenów rządzącą pobliskimi Węgrami. Nie była to relacja równego z równym: Buda była wówczas stolicą kulturalno-polityczną całego regionu, Kraków dopiero aspirował do tego miana. Kazimierz, zacieśniając więzi polityczne z silniejszym partnerem, jeszcze w czasie panowania ojca Ludwika, Karola Roberta, deklarował chęć przekazania praw do objęcia tronu polskiego, gdyby on sam zmarł, nie pozostawiając po sobie męskiego potomka. Robił to dla doraźnych korzyści: chcąc uzyskać pomoc Andegawenów w wojnie z Luksemburgami o Śląsk, później w wojnach polsko-litewskich. Początkowo obietnica ta niewiele kosztowała: po raz pierwszy Kazimierz złożył ją jako stosunkowo młody człowiek, wierząc zapewne w swoje możliwości w zakresie przedłużenia własnej linii dynastycznej. Fortuna, jak wiadomo, bywa jednak kapryśna. Kazimierz ostatecznie okazał się ostatnim Piastem na polskim tronie. Andegawenowie zadbali zaś o to, aby zabezpieczyć swoje prawa i w 1355 roku w Budzie Ludwik, wówczas już król, wydał małopolskim możnowładcom tzw. przywilej budziński, swojego rodzaju preludium dla tego koszyckiego. Małopolanie, pełniący wiodącą rolę polityczną w Koronie, zadeklarowali, że zgodzą się na zaakceptowanie męskiego potomka Andegawena, gdyby Kazimierz rzeczywiście nie pozostawił po sobie spadkobiercy.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY">
<p style="text-align: justify;">Ostatni Piast na polskim tronie zmarł w 1370 roku. U schyłku życia próbował jeszcze odwrócić los polskiej korony, usynawiając księcia Kaźka Słupskiego, wyznaczając tym samym pomorskiego księcia na swojego następcę. Niewiele to jednak dało. Testament Kazimierza anulowano, a po jego śmierci królem polskim, zgodnie z układem o przeżycie, został Ludwik Węgierski. Także i jego los potraktował okrutnie, nie obdarzając męskim potomkiem. Z drugą żoną, Elżbietą Bośniaczką, doczekał się trzech córek, co bardzo komplikowało sprawy sukcesji w Królestwie Polskim. To właśnie chęć zabezpieczenia interesów dynastycznych popchnęła Ludwika do szukania porozumienia z polskimi możnowładcami. Ostatecznie udało im się wypracować kompromis: w zamian za wydany w 1374 roku przywilej generalny dla szlachty Wielkopolski i Małopolski, ta miała zgodzić się, aby na tronie ich kraju zasiadł nie syn (tego nie było), a jedna z Ludwikowych córek: pierwotnie miała to być najstarsza Katarzyna, ostatecznie padło na młodszą – Jadwigę. Sam zaś przywilej, pozornie będący egoistycznym aktem zabezpieczającym w pierwszej kolejności interesy samego Ludwika i jego rodu, miał położyć podwaliny pod szlachecką demokrację – ostatecznie wykrystalizowaną jednak dopiero w wieku XVI.</p>
<figure id="attachment_5633" aria-describedby="caption-attachment-5633" style="width: 2560px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-5633" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-scaled.jpg" alt="" width="2560" height="2031" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-scaled.jpg 2560w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-300x238.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-1024x812.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-768x609.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-1536x1219.jpg 1536w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Przedstawienie-panstwa-polskiego-w-Statucie-Jana-Laskiego-1506-rok-2048x1625.jpg 2048w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /><figcaption id="caption-attachment-5633" class="wp-caption-text"><em>Przedstawienie państwa polskiego w Statucie Jana Łaskiego, 1506 rok</em></figcaption></figure>
<p style="text-align: justify;">Czym „przekupił” swoich poddanych Ludwik? Ustępstwa wydają się znaczne. Spośród kilku nowych praw za najważniejsze uznaje się to, które dotyczyło zmiany systemu podatkowego. Jeden z założycieli Stanów Zjednoczonych, Benjamin Franklin, powiedział podobno, że w życiu pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki. Ten trafny bon mot idealnie obrazuje kulisy wydania przywileju koszyckiego: pewny niechybnej śmierci Ludwik w pierwszej kolejności zaproponował możnowładcom korzystną dla nich reformę podatkową. Jak można przeczytać w wielu opracowaniach: odtąd szlachta nie miała płacić podatku w wysokości 12 groszy od łanu kmiecego, a… zaledwie 2 grosze. Powierzchowne spojrzenie na sprawę niechybnie prowadzi do wniosków identycznych z tymi formułowanymi przez Tadeusza Czackiego. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Jak wskazują badania przede wszystkim Jacka Matuszewskiego, ustępstwo ze strony Ludwika wcale nie było tak znaczne, jak zwykło się przyjmować. Opodatkowanie szlachty rzeczywiście się zmniejszało, jednak od tej pory… miało być stałe, a nie pobierane okazyjnie, w zależności od królewskiego kaprysu. Sprawę doskonale podsumował Robert Frost: „przed rokiem 1374 nie było żadnego stałego podatku gruntowego, a tym, co martwiło szlachtę był arbitralny sposób nakładania poradlnego przez monarchów. Chociaż jest prawdą, że okazjonalnie odnoszono je do 12, a nawet 24 groszy, to jego pobór był sporadyczny i nieprzewidywalny. Ponieważ przed rokiem 1374 poradlne nie było pobierane co roku, średnio dawało to równowartość dwóch groszy rocznie. W Koszycach Ludwik ustanowił zatem zasadę, która była dogodna dla obu stron: poradlne miało być pobierane stale, co pozwalało na odpowiednie zasilenie skarbu królewskiego, właściciele ziemscy zaś mieli od tej pory do czynienia ze stałym i przewidywalnym obciążeniem”<a href="#_ftn3" name="_ftnref3"><sup>3</sup></a>. Jeszcze dobitniej pisał Oswald Balzer: „W przywileju koszyckim z 1374 r. (…) znalazła się ostateczna ogólna sankcja wytworzonego poprzednio stanu rzeczy. Ustępstwo Ludwika, choć pozornie na rozmiar najszerszy zakrojone, przedstawiało w uwzględnieniu stosunków rzeczywistych bardzo już tylko podrzędne znaczenie. Można nawet zapytać, czy przez zręczne pokierowanie sprawą nie udało mu się tu nawet uzyskać pewnego nieoczekiwanego sukcesu”<a href="#_ftn4" name="_ftnref4"><sup>4</sup></a>. Owym sukcesem opisywanym przez Balzera miało być wprowadzenie pewnego i stałego opodatkowania szlachty: czegoś, o czym wielu średniowiecznych europejskich monarchów mogło jedynie pomarzyć. Nieprawdą jest również, jakoby podatek w momencie wprowadzania przywileju był wyjątkowo niski: według wyliczeń wspomnianego już Matuszewskiego<a href="#_ftn5" name="_ftnref5"><sup>5</sup></a> owe dwa grosze stanowiły mniej więcej piętnaście procent przeciętnego dochodu posiadacza ziemi: w chwili pisania tych słów niższy próg podatku dochodowego w XXI-wiecznej Polsce wynosi dwanaście procent. Konia z rzędem temu, kto współcześnie znajdzie osobę uznającą się za opodatkowaną zbyt nisko! Należy więc zgodzić się z Oswaldem Balzerem i docenić umiejętności negocjacyjne Ludwika, który w zamian za utrwalenie istniejącego stanu rzeczy wynegocjował korzystny dla siebie kontrakt sukcesyjny ze szlachtą. Często zapomina się też, że ustalenia dokonane w Koszycach przetrwały ponad pół wieku. W tym czasie kolejni królowie zmuszeni byli do pobierania dodatkowych podatków nadzwyczajnych tylko dwukrotnie: w 1404 i 1441 roku. Już samo to pozwala dojść do wniosku, że przez relatywnie długi czas układ zawarty między szlachtą a Ludwikiem zwyczajnie działał. Naturalnie osobną kwestią pozostaje podatność dokonanej przez Ludwika reformy podatkowej na postępującą już od przełomu XIV i XV wieku inflację. Mniej więcej w czasach Władysława Warneńczyka, a po nim Kazimierza Jagiellończyka podatek ustanowiony w 1374 roku rzeczywiście przestał odpowiadać potrzebom państwowym. Na poważne reformy skarbowe żadnemu z monarchów nie wystarczyło jednak energii: co silniejsi, jak wspomniany Kazimierz Jagiellończyk, ale i Zygmunt Stary, ograniczali się do regularnego wymuszania na szlachcie podatków nadzwyczajnych: w XVI wieku tego typu pobory organizowano niemal co roku, tworząc tym samym kolejny podatek quasi-stały. Jak widać Tadeusz Czacki, a za nim wielu innych historyków, do reformy podatkowej Ludwika Andegaweńskiego podchodzili zbyt surowo: oceniając ją z pozycji swojego czasu, uznając za jeden z jej skutków kryzys skarbowości XVI-XVIII-wiecznej Rzeczpospolitej Obojga Narodów.</p>
<blockquote><p><strong><em>Zupełnie pomijano także jeszcze jeden interesujący i pozytywny wymiar przywileju koszyckiego. Po raz pierwszy w dziejach, choć w tym wypadku należy splątać z opisywanym paktem także wydarzenia w Budzie z 1355 roku, szlachta wystąpiła w negocjacjach z władcą w roli zintegrowanej wspólnoty politycznej: samoświadomej i w pełni podmiotowej. Początków kształtowania się owej wspólnoty należy doszukiwać się już w okresie rozbicia dzielnicowego kraju. Choć ten utrzymujący się przez niemal dwa wieki stan terytorialny ostatecznie nie zdołał znacząco osłabić „polskiej” tożsamości (określenie niezbyt ścisłe, choć dobrze obrazuje istotę sprawy), to znacznie wzmocnił przywiązanie szlachty do instytucji lokalnych, dzielnicowych, jednocześnie odzwyczajając ją od istnienia silnej władzy centralnej. W czasach Władysława Łokietka, a już na pewno Kazimierza Wielkiego, ostatecznie wykrystalizowała się idea, którą tak opisuje Susan Reynolds w swoim studium dotyczącym wprawdzie średniowiecznego systemu społecznego Europy Zachodniej, ale i współgrającym z duchem przemian zachodzących na terenie ówczesnej Polski: „Królestwo nigdy nie było postrzegane wyłącznie jako terytorium, które akurat jest pod panowaniem danego króla. Obejmowało i odpowiadało &lt;&lt;ludowi&gt;&gt; (gens, natio, populis), który uważano za naturalną, dziedziczną wspólnotę tradycji, zwyczaju, prawa i pochodzenia”<a href="#_ftn6" name="_ftnref6"><sup>6</sup></a>. Na terenie naszego kraju owa idea zamknięta została w haśle „Corona Regni Poloniae”, czyli „Korony Królestwa Polskiego”. Początkowo hasło to było narzędziem w rękach dwóch ostatnich królów polskich z dynastii Piastów służącym do utrzymywania spójności terytorialnej, wciąż chwiejnej po okresie rozbicia dzielnicowego. Z czasem jednak koncepcję tę przejęła i znacznie rozwinęła sama szlachta, która właśnie w ten sposób zaczęła określać swoją tożsamość państwową. Była to, za Robertem Frostem, „koncepcja (…) wspólnoty politycznej stojącej ponad różnymi &lt;&lt;ziemiami&gt;&gt;, które ją współtworzyły (…). O ile monarcha był uważany za część wspólnoty państwowej i czynnik niezbędny dla sprawnego funkcjonowania królestwa, to wspólnota państwowa była już w pełni zdolna do prowadzenia własnych spraw bez udziału monarchy (…)”<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><sup>7</sup></a>. W Corona Regni Poloniae godność królewska już w czasach Ludwika Andegaweńskiego była ledwie elementem większej układanki, a relacja monarchy z szlacheckimi poddanymi coraz częściej opierała się na negocjacji i szukaniu kompromisu. Wspólnotę polityczną tworzył nie sam król, ani nie sami poddani, a kombinacja tych dwóch podmiotów. Z upływem wieków i rozwojem polskiej idei parlamentarnej owi poddani (naturalnie chodzi wyłącznie o przedstawicieli szlachty) dodatkowo podzielili się na arystokrację i masę szlachecką wypowiadającą się w ramach systemu przedstawicielskiego. To jednak dopiero druga połowa XV i XVI wieku.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">O stopniu zaawansowania opisywanego zjawiska u schyłku XIV wieku świadczą inne zapisy przywileju koszyckiego: przede wszystkim zobowiązania Andegawena do zachowania integralności terytorialnej Korony oraz obsadzania urzędów wyłącznie Polakami. I te swobody często przedstawia się jako kaganiec dla władzy monarszej. Tymczasem można je odbierać także jako zapowiedź umacniania się polskiej państwowości: szlachta nie godziła się wszak na to, aby terytorium stanowiące jej wspólne dziedzictwo kulturowe stało się przedmiotem rozgrywek dynastycznych potężnego i, bądź co bądź, postrzeganego jako obcy rodu andegaweńskiego. Ile w tym chęci zabezpieczania rozumianego szeroko prywatnego interesu, a ile swojego rodzaju protopaństwowego patriotyzmu, to już temat na osobną rozprawę. Z całą pewnością jednak przywilej koszycki stał się symbolem ważnej zmiany w procesie formowania państwowości w dawnej domenie piastowskiej. Monarchia patrymonialna ustąpiła monarchii stanowej, a ta w kolejnych wiekach miała ewoluować w stronę demokracji szlacheckiej. Z punktu widzenia człowieka żyjącego w państwie XXI wieku: demokracji zaskakująco wysublimowanej i nowoczesnej, choć naturalnie obejmującej swoim zasięgiem tylko wyższe stany społeczne.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/wojowniczy-kardynal-i-jego-dziedzictwo/" target="_blank" rel="noopener">Wojowniczy kardynał i jego dziedzictwo</a></strong></p>
<figure id="attachment_5635" aria-describedby="caption-attachment-5635" style="width: 2560px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-5635" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r.jpg" alt="" width="2560" height="1976" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r.jpg 2560w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r-300x232.jpg 300w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r-1024x790.jpg 1024w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r-768x593.jpg 768w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r-1536x1186.jpg 1536w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Rybacki-Rycina-z-dziela-Jana-Herburta-_Statuta-y-Przywileie-Koronne_-1570-r-2048x1581.jpg 2048w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /><figcaption id="caption-attachment-5635" class="wp-caption-text"><em>Rycina z dzieła Jana Herburta Statuta y Przywileie Koronne, 1570 r.</em></figcaption></figure>
<p style="text-align: justify;">Przywilej koszycki jest więc dobrym przykładem na to, jak wieloma stereotypami i przekłamaniami obrosła zarówno droga prowadząca do powstania dawnej I Rzeczpospolitej, jak i system, za pomocą którego tym państwem zarządzano. Zwyczajowo postrzega się go wyłącznie z perspektywy upadku kraju u schyłku XVIII wieku, winą za ten stan obarczając dziesiątki pokoleń szlachty, nawet tej odpowiedzialnej za doprowadzenie kraju do rangi kluczowego bytu państwowego naszej części kontynentu. Charakterystyczne jest przy tym – dość typowe dla wspólnot z traumą postkolonialną, a tak nazwać można kolektywne doświadczenia narodu polskiego związane najpierw okresem zaborów, potem okupacją drugowojenną i niemal półwieczem rządów komunistycznych – zapatrzenie w rozwiązania obce i przyjmowanie ich za wzór do naśladowania. Tymczasem, przytaczając słowa Edwarda Opalińskiego, „Podkreślano [w literaturze politycznej XVI wieku – przyp. DR], że Rzeczpospolitą, która jest najwyższym dobrem, tworzą wszyscy jej mieszkańcy, uwypuklano rolę prawa jako regulatora życia społecznego i politycznego. Te ogólne rozważania nie odbiegały w niczym od koncepcji, jakie były współcześnie prezentowane w Europie Zachodniej (…) Jednak w Europie Zachodniej dominowało przekonanie, że władza suwerena, wynikająca z umowy społecznej, należna jest monarsze, a nie obywatelom”<a href="#_ftn8" name="_ftnref8"><sup>8</sup></a>. Owa ideologiczna furtka dała państwom zachodnioeuropejskim szansę rozwoju koncepcji absolutystycznych, do których tak chętnie wzdycha, choć raczej nieświadomie, wielu współczesnych badaczy czy po prostu osób zainteresowanych historią. Tymczasem jeżeli mielibyśmy, zgodnie z opisywanym już wyżej zwyczajem, przerzucić własny długi most, to ostatecznie w Europie XXI wieku zatriumfował model ustroju demokratycznego, w wielu punktach bardzo zbieżny z tym, co najpierw wypracowali, a później utracili nasi przodkowie żyjący w dobie staropolskiej.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: Sejmik przed kościołem na rysunku Jana Piotra Norblina, koniec XVIII wieku</em></span></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref1" name="_ftn1"><sup>1</sup></a> J. S. Matuszewski, Przywileje i polityka podatkowa Ludwika Węgierskiego w Polsce, Łódź 1983, s. 8.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref2" name="_ftn2"><sup>2</sup></a> A. Wyrobisz, Ludwik Węgierski [w:] Poczet królów i książąt polskich, Warszawa 1980, s. 267.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref3" name="_ftn3"><sup>3</sup></a> R. Frost, Oksfordzka historia Unii Polsko-Litewskiej. Powstanie i rozwój 1385-1569, Poznań 2018, s. 117-118.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref4" name="_ftn4"><sup>4</sup></a> O. Balzer, Narzaz w systemie danin książęcych pierwotnej Polski, Lwów 1928, s. 565.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref5" name="_ftn5"><sup>5</sup></a> J. S. Matuszewski, Przywileje i polityka podatkowa Ludwika Węgierskiego w Polsce, Łódź 1983, s. 99.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref6" name="_ftn6"><sup>6</sup></a> S. Reynolds, Kingdoms and Communities in Western Europe 900-1300, Oxford 1997, s. 250.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref7" name="_ftn7"><sup>7</sup></a> R. Frost, Oksfordzka historia Unii Polsko-Litewskiej. Powstanie i rozwój 1385-1569, Poznań 2018, s. 50.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref8" name="_ftn8"><sup>8</sup> </a>E. Opaliński, Kultura polityczna szlachty polskiej, Warszawa 1995, s. 23.</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/smierc-i-podatki-o-przywileju-koszyckim-z-1374-roku/">Śmierć i podatki: o przywileju koszyckim z 1374 roku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Radosław Sikora]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 11:22:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[1683]]></category>
		<category><![CDATA[bitwa pod wiedniem]]></category>
		<category><![CDATA[sikora]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5632</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Mój [mąż] się koniecznie wybiera na wojnę. Żadnym nie mogę go odwieść sposobem.”1 &#160; Pisała Anna ze Stanisławskich Zbąska o swoim trzecim mężu, podkomorzym lubelskim Janie Zbąskim, który w 1683 roku ruszył z Janem III Sobieskim oswobadzać Wiedeń. &#160; Motywacje szlachty polskiej &#160; W 1677 r. Anna po raz trzeci i ostatni stanęła na ślubnym [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/">O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p><strong><em>„Mój [mąż] się koniecznie wybiera na wojnę. Żadnym nie mogę go odwieść sposobem.”</em><sup><a href="#_ftn1" name="_ftnref1">1</a></sup></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pisała Anna ze Stanisławskich Zbąska o swoim trzecim mężu, podkomorzym lubelskim Janie Zbąskim, który w 1683 roku ruszył z Janem III Sobieskim oswobadzać Wiedeń.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Motywacje szlachty polskiej</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W 1677 r. Anna po raz trzeci i ostatni stanęła na ślubnym kobiercu. Była szczęśliwa, bo jej małżeństwo okazało się bardzo udane. Jednak, ku jej rozpaczy, pan podkomorzy lubelski miał tę samą „wadę” co jej ojciec (Michał Stanisławski) i drugi mąż (Jan Zbigniew Oleśnicki), którzy zmarli w wyniku trudów wojennych. Jako polski szlachcic, na pierwszym miejscu stawiał swój obowiązek służenia Bogu i ojczyźnie, więc gdy w 1683 roku Jan III Sobieski ruszył na odsiecz Wiednia, pociągnął za nim i pan Zbąski. Anna o jego motywacjach pisała tak:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Nie przyjmuje perswazyjej,</em></p>
<p><em>chciwy człek reputacyjej.</em></p>
<p><em>Darmo mu wspominać tego,</em></p>
<p><em>co było w młodości jego.</em></p>
<p><em>Odnawia się w nim ochota</em></p>
<p><em>i owa wrodzona cnota,</em></p>
<p><em>Zwłaszcza na bisurmanina,</em></p>
<p><em>tak wielkiego poganina.</em></p>
<p><em>Taż się w mojem [mężu] odezwała,</em></p>
<p><em>iże była nie ustała</em></p>
<p><em>Cnota, która mu radziła,</em></p>
<p><em>by na tym placu stawiła.</em></p>
<p><em>Nie słucha [mąż] mej perswazyjej,</em></p>
<p><em>nie chce dać miejsca racyjej.</em></p>
<p><em>Mówi: &lt;&lt;Za szczęście mieć będę,</em></p>
<p><em>choć i życia tam pozbędę,</em></p>
<p><em>Gdzie idzie o wiarę moję,</em></p>
<p><em>bo chcę za nią lać krew swoję!</em></p>
<p><em>A jeśli zaś Bóg pozwoli,</em></p>
<p><em>to i stamtąd mię wyzwoli.</em></p>
<p><em>Nad czym mam deliberować</em></p>
<p><em>i substancyjej [majątku] żałować?</em></p>
<p><em>Niech się i ta zruinuje,</em></p>
<p><em>ja się przecię wyprawuję!&gt;&gt;”<a href="#_ftn2" name="_ftnref2"><sup>2</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wyprawił się więc pan podkomorzy lubelski na wojnę, a pani Anna zapisała:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Większy coraz mam smutek, wspomniawszy sobie, żem dla wojska i ojca, i męża straciła – i o niego [trzeciego męża] się boję.”<sup><a href="#_ftn3" name="_ftnref3">3</a></sup></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_5638" aria-describedby="caption-attachment-5638" style="width: 433px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-5638" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-02-Anna-Zbaska.jpg" alt="" width="433" height="550" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-02-Anna-Zbaska.jpg 433w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-02-Anna-Zbaska-236x300.jpg 236w" sizes="(max-width: 433px) 100vw, 433px" /><figcaption id="caption-attachment-5638" class="wp-caption-text"><em>Siedemnastowieczny portret Anny ze Stanisławskich Zbąskiej. Jej mąż, podkomorzy lubelski Jan Zbąski, walczył pod Wiedniem. Źródło: Wikipedia.</em></figcaption></figure>
<p>Okazało się, że lęk Anny był uzasadniony. Co prawda odniesione pod Wiedniem zwycięstwo na trwałe wpisało się do panteonu sławy polskiego oręża, lecz nie oszczędzający się w batalii Zbąski został ranny w nogę. Z pozoru niegroźnie. Jednak po dłuższym czasie rana ta doprowadziła do jego śmierci.</p>
<blockquote><p><strong><em>Rycerze polscy, którzy uratowali Wiedeń przed nawałą islamską, byli ludźmi z krwi i kości. Mieli swoje rodziny i majątki. Te ostatnie pozwalały im korzystać z życia bez narażania się na rany, śmierć czy choćby tylko rozłąkę z bliskimi. A jednak tak liczne grono polskiej szlachty, ponosząc wielkie koszty, zaciągnęło się na ochotnika do armii i ruszyło bronić nawet nie swoich, lecz cudzych granic. Dlaczego? Co nimi kierowało? Temat ten od dawna mnie frapuje, tak jak i intrygują mnie motywacje ludzi różnych epok służących w wojsku. Te ostatnie były i są bardzo rozmaite. Na przykład w dobie armii tworzonych z poboru, szło się do wojska ze strachu przed konsekwencją odmowy. Państwo dysponowało odpowiednimi środkami przymusu. Ale, jako że „z niewolnika nie ma dobrego pracownika”, tak i z poborowego rzadko kiedy można było zrobić dobrego żołnierza. Lepszy był taki, który szedł do walki nie będąc do tego przymuszanym, czyli na ochotnika.</em></strong></p></blockquote>
<p>Motywacje ochotników bywały bardzo rozmaite. Można się o tym przekonać czytając np. wspomnienia Jerzego Konrada Maciejewskiego, który 21 listopada 1918 roku dobrowolnie zgłosił się do służby w szeregach I Warszawskiego Baonu Ochotniczego Oddziału Obrony Lwowa, czyli tej jednostki, którą wysłano na pomoc polskim obrońcom Lwowa. Jak pisał, gdy stawił się w koszarach:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Zastałem tam już czterech kandydatów do stanu wojskowego. Dwaj sztubacy z wyższych klas szkoły średniej, jeden Żyd, który zapisał się z biedy, oraz jeden czeladnik szewski, gorący socjalista, niemający pojęcia o socjalizmie – wstąpił do wojska jedynie dlatego, że fama głosiła, iż we Lwowie podczas walk ulicznych można sowicie się obłowić. Zresztą, takich ‘patriotów’ jak się później okazało, było znacznie więcej.”<a href="#_ftn4" name="_ftnref4"><sup>4</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie inaczej było w XVII w. Sam fakt wstąpienia do wojska na ochotnika nie oznaczał od razu, iż ktoś robił to z pobudek patriotycznych, czy ogólniej: ideologicznych lub etycznych. Pisałem o tym obszernie w książkach „Husaria pod Wiedniem 1683”<a href="#_ftn5" name="_ftnref5"><sup>5</sup></a> oraz „Husaria. Duma polskiego oręża”<a href="#_ftn6" name="_ftnref6"><sup>6</sup></a>, dokąd odsyłam wszystkich, którzy chcieliby pogłębić ten temat. Tutaj jedynie przywołam opinię rotmistrza husarskiego Jana Dobrogosta Krasińskiego, który wziął udział w kampanii wiedeńskiej. Stwierdził po niej, że żołnierz koronny „własną tych wieków substancją [majątkiem] służy”<a href="#_ftn7" name="_ftnref7"><sup>7</sup></a>. Dodał, że rycerstwo polskie na wyprawę 1683 roku „bez zapłaty, o swoim koszcie”, żądne sławy i przez wzgląd na miłość ojczyzny wyruszyło, „bo za to pewniejsza w niebie od Boga niż na ziemi od człowieka czeka każdego zapłata”<a href="#_ftn8" name="_ftnref8"><sup>8</sup></a>. Jak widać, pokrywa się to z motywacjami, które pchnęły na wojnę podkomorzego lubelskiego Jana Zbąskiego. Trzeba jednak pamiętać, że i Krasiński, i Zbąska pisali o elicie wojska polskiego – towarzystwie narodowego autoramentu. Nie można motywacji elity automatycznie rozciągać na innych żołnierzy, a tym bardziej na luźną czeladź. Zresztą, nawet w ramach samego towarzystwa można było spotkać ludzi służących z różnych pobudek&#8230;</p>
<p>Towarzystwo narodowego autoramentu, czyli petyhorskie, pancerne i kozackie (chodzi tu o lekką jazdę a nie o Kozaków Zaporoskich) a zwłaszcza husarskie, zawsze było wyżej cenione od reszty żołnierzy, a tym bardziej od ciurów, czyli luźnych czeladników. Jego morale najczęściej było wyższe, a pobudki do służby wojskowej wznioślejsze. Nie inaczej było pod Wiedniem. A że wysokie morale towarzystwa wpłynęło na niżej w hierarchii stojących wojaków, to 1 września 1683 roku porucznik roty husarskiej, Stanisław Potocki, do swojej matki pisał:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Wielka we wszystkich na tę woynę ochota.”<a href="#_ftn9" name="_ftnref9"><sup>9</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_5639" aria-describedby="caption-attachment-5639" style="width: 364px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-5639" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-03-Stanislaw-Potocki.jpg" alt="" width="364" height="741" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-03-Stanislaw-Potocki.jpg 364w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-03-Stanislaw-Potocki-147x300.jpg 147w" sizes="(max-width: 364px) 100vw, 364px" /><figcaption id="caption-attachment-5639" class="wp-caption-text"><em>Stanisław Potocki, porucznik roty husarskiej Andrzeja Potockiego. Zginął w bitwie pod Wiedniem. Portret z końca XVII w. Źródło: Wikipedia.</em></figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dzięki temu, 12 września 1683 roku:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>„<em>Polacy, którzy [&#8230;] tam [na góry wokół Wiednia] się wspięli, runęli [w dół] jak szaleni i bili się jak lwy.”</em><a href="#_ftn10" name="_ftnref10"><sup>10</sup></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>I po co to wszystko?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jak pisałem w książce „Husaria pod Wiedniem 1683”:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>„Towarzysze, nie szczędząc olbrzymich kosztów, które musieli ponieść, wyruszyli na odsiecz cesarskiej stolicy w od dawna niespotykanej liczbie. Tak w drodze pod Wiedeń, jak i na samym polu bitwy, husarze zachowali wzorową dyscyplinę. Zanim starli się z przeciwnikiem, przedarli się przez bardzo trudny, lesisty teren gór wiedeńskich. W samej bitwie poczynali sobie dzielnie. Jan III Sobieski był z nich bardziej niż zadowolony, skoro jeszcze 6 października 1683 roku, w liście do żony pisał ‘o naszych niektórych, nad wszystkie na świecie spodziewanie, trzeba by cudowne rzeczy pisać’<a href="#_ftn11" name="_ftnref11"><sup>11</sup></a>. Uznanie zdobyli sobie także w oczach sprzymierzeńców.”<a href="#_ftn12" name="_ftnref12"><sup>12</sup></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>                    <strong><em>Uznanie, uznaniem, ale wielu Polaków wciąż zadaje sobie pytanie, po co Sobieski w ogóle poszedł pod Wiedeń? Wątpliwości te nie są bynajmniej domeną naszych czasów. Jan III Sobieski  za swojego życia miał opozycję, która starała się zdyskredytować sens kampanii 1683 r. Już kilka miesięcy po bitwie zrobił to jej uczestnik, wspomniany wyżej Jan Dobrogost Krasiński<a href="#_ftn13" name="_ftnref13"><sup>13</sup></a>. Później było tylko gorzej, a gdy Austria wzięła udział w rozbiorach Polski, krytycy poczynań króla dostali wiatr w żagle. Już w latach 70. XVIII wieku szermowano trzymającymi się nieźle do dzisiaj argumentami, że nawet gdyby Turcy w 1683 r. zdobyli Wiedeń, to byli za słabi aby opanować cały kraj. Za słabi nawet by utrzymać miasto. Polska pomoc cesarzowi przyspieszyła więc upadek państwa słabego, a wzmocniła naszego przyszłego zaborcę.</em></strong></p></blockquote>
<p>Krytyka ta oparta jest jednak na z gruntu błędnych założeniach. Wojna toczona w latach 1683-1699 pokazała, że Imperium Osmańskie nie było tak słabe, jak kilka dekad później twierdzono. Najlepszym dowodem jest fakt, że koalicja państw chrześcijańskich (cesarstwo, Rzeczypospolita, Wenecja i państwo moskiewskie) potrzebowała aż kilkunastu lat, by ją wygrać. Jeszcze wymowniejszy jest wynik wojny rosyjsko-tureckiej z lat 1710-1713. W jej trakcie, mimo iż Rosja dopiero co pokazała swą potęgę, gromiąc wydawałoby się niezwyciężonych Szwedów Karola XII, to jednak uległa Imperium Osmańskiemu.</p>
<p>Ważne jest także, aby zrozumieć, że Jan III Sobieski zawarł sojusz antyturecki z cesarzem gdy nie wiadomo było jeszcze, kogo sułtan wybierze sobie na cel dla swych wojsk. Sytuacja w 1683 r. była dla Rzeczypospolitej alarmująca. W tym czasie, dzięki przyjęciu przez powstańców Imre Thökölyego zwierzchnictwa sułtana, tureckie wpływy sięgnęły tzw. Górnych Węgier, czyli Słowacji. A stamtąd był już tylko krok do Krakowa. Gdyby więc muzułmanie chcieli uderzyć na Polskę, to walki mogłyby się toczyć nie gdzieś daleko na Podolu (jak to miało miejsce w latach 1672-1676), lecz o polską stolicę<a href="#_ftn14" name="_ftnref14"><sup>14</sup></a>! To było śmiertelne zagrożenie dla naszego kraju. Tym większe, że wspomniana wojna 1672-1676 pokazała, że i owszem, potrafiliśmy obronić istnienie państwa, ale tylko kosztem poważnych strat terytorialnych.</p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_5640" aria-describedby="caption-attachment-5640" style="width: 529px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-5640" src="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-04-Krasinski.jpg" alt="" width="529" height="828" srcset="https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-04-Krasinski.jpg 529w, https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2023/12/Sikora-04-Krasinski-192x300.jpg 192w" sizes="(max-width: 529px) 100vw, 529px" /><figcaption id="caption-attachment-5640" class="wp-caption-text"><em>Epitafium poświęcone rotmistrzowi husarskiemu (jego chorągiew walczyła pod Wiedniem), Janowi Dobrogostowi Krasińskiemu. Wykonano je w pierwszych latach XVIII w. Źródło: Kościół pod wezwaniem św. Piotra z Alkantary i św. Antoniego Padewskiego w Węgrowie. Zdj. Radosław Sikora.</em></figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<p>Czy w chwili, gdy okazało się, że wojska osmańskie pójdą na cesarza, sensownym było nie dotrzymać zobowiązań sojuszniczych? Załóżmy, że Sobieski albo nie zmobilizowałby na czas armii, albo i zmobilizował, lecz nie dotarł z nią pod Wiedeń przed jego upadkiem. Co wówczas zobaczyłyby wszystkie panujące w Europie dwory? Słabość Rzeczpospolitej i jej króla! Notowania Polski jako sojusznika spadłyby na łeb na szyję. Sojusznik jest cenny o tyle, o ile jest silny i dotrzymuje swoich zobowiązań. Gdy tego nie robi, powstaje zasadne pytanie, po co w ogóle wiązać się z kimś takim. A antyturecki sojusz był dla Polaków równie istotny, co dla Austriaków. Bo na kampanii 1683 r. z pewnością by się nie skończyło. Jan III Sobieski doskonale rozumiał te wszystkie uwarunkowania, dlatego w liście do Mikołaja Sieniawskiego pisanym w lipcu 1683 r., bardzo trzeźwo stwierdził, iż „lepiej w cudzej ziemi, o cudzym chlebie, w asystencji wszystkich sił [sprzymierzonych] wojować, aniżeli samym się bronić o swoim chlebie, i kiedy nas jeszcze przyjaciele i sąsiedzi odstąpią”<sup><a href="#_ftn15" name="_ftnref15">15</a></sup>.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/niewykorzystany-triumf-kleska-powiedenskiej-polityki-zagranicznej-jana-iii-sobieskiego/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #993300;">Niewykorzystany triumf. Klęska powiedeńskiej polityki zagranicznej Jana III Sobieskiego</span></a></strong></p>
<p>Jako Polacy mamy dzisiaj problem, oczekując od Austrii wdzięczności za pomoc, jakiej jej udzieliliśmy w 1683 r. Nie jest to problem nowy. Kiedy doświadczono czarnej wręcz niewdzięczności w postaci udziału Austrii z rozbiorach Rzeczypospolitej, kwestia ta urosła niemal do pierwszoplanowej rangi. Również w XIX w. próbowano grać politycznie kartą wdzięczności, czego ciekawym świadectwem jest pamiętnik Juliana Ursyna Niemcewicza. Otóż, gdy po klęsce wojsk Napoleona w Rosji, Polacy błagali stacjonującego w Księstwie Warszawskim wodza Austriaków, ks. Karla Philippa Schwarzenberga, by swoją armią (liczyła ona około 25 tys. żołnierzy) bronił Warszawy przed nadciągającymi Rosjanami, to:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>„Użyto wszelkich pobudek, by skłonić rakuskiego wodza do odparcia Moskali od Warszawy, przypominając mu, iż to była jedyna pora wypłacenia się Austriaków z długu winnego Polszcze za ocalenie Wiednia. Na próżno [&#8230;]”<a href="#_ftn16" name="_ftnref16"><sup>16</sup></a></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Austriacy zręcznie uniknęli walk, dzięki czemu Warszawa wkrótce wpadła w ręce Moskali.</p>
<p>O ile w grach politycznych sięganie po różne, nawet emocjonalne argumenty, ma jakiś tam sens (zwłaszcza, gdy próbujemy oddziaływać na jednostki i społeczeństwa, które łatwo poddają się emocjom), o tyle trzeba zdawać sobie sprawę, że w poważnej polityce wdzięczność nie jest żadną kartą przetargową. Państwa nie działają na zasadzie wypłacania się z rzeczywistych, czy rzekomych dobrodziejstw, jakich zaznały. W poważnej polityce liczy się gra interesów i siła sprawcza. W polskim interesie było, aby wziąć udział w odsieczy wiedeńskiej, dlatego Sobieski poszedł tam z wojskiem. Nie po to, żeby cesarz, papież, czy ktokolwiek inny był mu wdzięczny! A że polski król zdawał sobie przy tym sprawę z siły propagandy, to swoje działania zręcznie przykrywał walką o wiarę. Argument taki przynosił mu popularność i wśród samych Polaków, i wśród chrześcijan w Europie. W tamtych bowiem czasach ceniono monarchów i kraje broniące chrześcijaństwa przed islamem. Rycerstwo polskie mogło więc wierzyć, że faktycznie idzie na świętą wojnę, co bardzo pomogło w jego mobilizacji. Faktycznie jednak poszło walczyć w najbardziej żywotnym interesie swojego państwa, czego już nie musiało tak dobrze rozumieć. Dobrze by jednak było, aby po tylu stuleciach zrozumieli to w końcu Polacy.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: Martino Altomonte, Bitwa pod Wiedniem 1683 roku. Obraz z 1694 roku znajdujący się we Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki.</em></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1"><sup>1 </sup></a>Anna Stanisławska, <em>Transakcyja albo opisanie całego życia jednej sieroty przez żałosne treny od tejże samej pisane roku 1685</em>. Wyd. Ida Kotowa. Kraków 1935. s. 180.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2"><sup>2 </sup></a>Tamże, s. 179-180.</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3"><sup>3 </sup></a>Tamże, s. 181.</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4"><sup>4 </sup></a>Jerzy Konrad Maciejewski, <em>Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920</em>. Warszawa 2015. s. 112-113.</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5"><sup>5 </sup></a>Radosław Sikora, <em>Husaria pod Wiedniem 1683</em>. Warszawa 2012. s. 169-201.</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6"><sup>6 </sup></a>Radosław Sikora, <em>Husaria. Duma polskiego oręża</em>. Kraków 2019. s. 35-71.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7"><sup>7 </sup></a>Jan Dobrogost Krasiński, <em>Relatia seu Descriptia wojny pod Wiedniem, pod Strygoniem i dalszej campaniej A. 1683. prawdziwa przy obronie prawdy i honoru rycerstwa polskiego Relacja o przeszłej roku 1683 w Rakusiech i na Węgrzech campaniej</em>, oprac. O. Laskowski. „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 1930, t. 2, z. 1, s. 162.</p>
<p><a href="#_ftnref8" name="_ftn8"><sup>8 </sup></a>Tamże.</p>
<p><a href="#_ftnref9" name="_ftn9"><sup>9 </sup></a><em>Akta do dziejów króla Jana IIIgo sprawy roku 1683o, a osobliwie wyprawy wiedeńskiej wyjaśniające.</em> Opr. Franciszek Kluczycki. Kraków 1883. s. 332.</p>
<p><a href="#_ftnref10" name="_ftn10"><sup>10 </sup></a>Tłumaczył Krzysztof Jagusiak. Za: Eugeniusz Sabaudzki (Eugène de Savoie), <em>Mémoires du prince Eugéne de Savoie</em>. Londyn 1811. s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref11" name="_ftn11"><sup>11 </sup></a>Jan Sobieski, <em>Listy do Marysieńki.</em> Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1970. s. 553.</p>
<p><a href="#_ftnref12" name="_ftn12"><sup>12 </sup></a>Sikora, <em>Husaria pod Wiedniem</em>, s 243.</p>
<p><a href="#_ftnref13" name="_ftn13"><sup>13 </sup></a>Anna Czarniecka, <em>Nikt nie słucha mnie za życia. Jan III Sobieski w walca z opozycyjną propagandą (1684-1696)</em>. Warszawa 2009. s. 110-115.</p>
<p><a href="#_ftnref14" name="_ftn14"><sup>14 </sup></a>Wyjaśnić tu trzeba, że to Kraków a nie miasto rezydencjonalne królów (Warszawa), był wciąż stolicą Polski.</p>
<p><a href="#_ftnref15" name="_ftn15"><sup>15 </sup></a>Cytat za: Maria Kazimiera i Jan Sobiescy. <em>Listy z okresu odsieczy wiedeńskiej</em>. Warszawa 1983. s. 12.</p>
<p><a href="#_ftnref16" name="_ftn16"><sup>16 </sup></a>Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, t. 2. Opr. Jan Dihm, Warszawa 1958. s. 277.</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/o-rycerstwie-polskim-walczacym-pod-wiedniem-i-sensie-odsieczy/">O rycerstwie polskim walczącym pod Wiedniem i sensie odsieczy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Od drużyny do pospolitego ruszenia, czyli organizacja sił zbrojnych w średniowiecznej Polsce</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/od-druzyny-do-pospolitego-ruszenia-czyli-organizacja-sil-zbrojnych-w-sredniowiecznej-polsce/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz Lubicz-Łapiński]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 02 Sep 2023 10:00:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5496</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zabezpieczenie przed zagrożeniem zewnętrznym, a jednocześnie możliwość ekspansji i podboju, było jedną z podstaw tworzenia i funkcjonowania różnych form państwowych na przestrzeni tysiącleci. Od sprawnej organizacji skutecznej grupy wojowników zależało istnienie pierwszych grup społecznych, plemion, narodów, które pojawiały się i znikały na arenie dziejów świata. Nie inaczej było w przypadku ziem polskich, gdzie powstające na [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/od-druzyny-do-pospolitego-ruszenia-czyli-organizacja-sil-zbrojnych-w-sredniowiecznej-polsce/">Od drużyny do pospolitego ruszenia, czyli organizacja sił zbrojnych w średniowiecznej Polsce</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 6</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Zabezpieczenie przed zagrożeniem zewnętrznym, a jednocześnie możliwość ekspansji i podboju, było jedną z podstaw tworzenia i funkcjonowania różnych form państwowych na przestrzeni tysiącleci. Od sprawnej organizacji skutecznej grupy wojowników zależało istnienie pierwszych grup społecznych, plemion, narodów, które pojawiały się i znikały na arenie dziejów świata. Nie inaczej było w przypadku ziem polskich, gdzie powstające na gruncie organizujących się grup Słowian państwo stanęło przed potrzebą podboju i konsolidacji sąsiednich ziem, a następnie ich utrzymania i obrony przed zewnętrzną interwencją.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pospolite ruszenie w czasach plemiennych</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Słowianie zamieszkujący Europę Środkową i Wschodnią w okresie przedpaństwowym organizowali się wokół niewielkich grup rodowych zamieszkujących określone terytorium. Ustrój plemienny, jaki panował u naszych przodków w okresie schyłku antyku i wczesnego średniowiecza, cechował się wytworzeniem się wspólnoty ziemi, silnej organizacji rodowej oraz ustroju demokracji wojennej. W okresie ekspansji Słowian organizacja wojskowa, podobnie jak u plemion germańskich czy bałtyjskich, opierała się na ogóle mężczyzn zdolnych do noszenia broni, organizujących się na czas wypraw wojennych. Pospolite ruszenie było podstawą sił zbrojnych pierwszych plemion Barbaricum, a z racji osiadłego trybu życia w słowiańsko-germańskim świecie dominowała przede wszystkim piechota. Siła zbrojna zwoływana była jedynie na czas wojny, a po zakończeniu działań członkowie wyprawy wracali do swych zajęć. Siła bojowa tak zwoływanego pospolitego ruszenia zależała więc od częstotliwości wypraw wojennych, wielkości danego organizmu plemiennego, co w przypadku różnic cywilizacyjnych doby antyku mogło być kluczowe w skuteczności ścierających się wojsk. Organizowanie podbojów nowych ziem doprowadziło z czasem do wykształcenia się funkcji naczelnych wodzów, która w miarę sukcesów w kolejnych wyprawach przekształciła się w dziedziczną funkcję naczelników poszczególnych plemion.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wykształcenie się i funkcjonowanie drużyny książęcej IX–XII w.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wraz z coraz większą częstotliwością wypraw wojennych w najbliższym otoczeniu księcia-naczelnika wykształciły się przyboczne oddziały – stałe drużyny wojowników, będące na utrzymaniu władcy. Członkowie drużyn rekrutowali się z najbliższego otoczenia księcia, stanowiąc stałe i gotowe do walk zaplecze. Uczestnicząc w wojnach, stawali się stopniowo wojskową elitą, a korzystając z podziału łupów, z czasem stawali się zaczątkiem kształtującej się grupy możnych. Rozwój drużyny książęcej musiał nastąpić na ziemiach polskich wraz z pierwszymi podbojami plemiennymi Polan w IX w. i umacnianiem się dziedzicznej władzy książęcej. Kolejne podboje terytorialne i rozszerzanie się państwa wymagało nie tylko zdobycia nowego obszaru, ale także utrzymania go w postaci stacjonujących kontyngentów wojskowych, co w przypadku pospolitego ruszenia nie byłoby możliwe. Pierwsze potwierdzone wzmianki o organizacji drużyny książęcej znamy z relacji arabskiego podróżnika Ibrahima ibn Jakuba ok. 965 r., w której wspomina, że Mieszko, książę Polan, nakłada na swój lud specjalny podatek, który służy do utrzymania i wyposażenia swoich pancernych wojów. Źródło wspomina także wyposażenie drużyn w broń, odzież i konie, co świadczy o coraz większej roli formacji konnych w wojskach państwa piastowskiego. Tak funkcjonująca drużyna książęca przetrwała do XI w., kiedy młoda monarchia przeżyła pierwszy kryzys i upadek. Pierwotna drużyna księcia uległa decentralizacji i przeszła w dużej mierze pod władanie możnych zarządców grodów, przy władcy pozostając jedynie w formie straży przybocznej. Wydaje się, że do okresu Bolesława Krzywoustego funkcjonowały trzy grupy wojów: oddział nadworny księcia, oddziały palatyńskie stacjonujące w poszczególnych okręgach grodowych oraz oddziały terytorialne, które podlegały poszczególnym możnym w mniejszych okręgach ziemskich. Stopniowo system drużynny ulega przekształceniu w pospolite ruszenie oparte na własności rycerskiej.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pospolite ruszenie rycerzy XII–XV.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W okresie wczesnopiastowskim dziedziczna własność prywatna, znana z okresu późniejszego, nie istniała. Cała władza i państwo należało do zwierzchniego księcia, który mógł czynić nadania beneficjów, jednak nie miały one charakteru trwałego. Potrzeba szybkiej mobilizacji i długotrwałe kampanie wojenne w okresie panowania Bolesława Krzywoustego doprowadziły do sięgnięcia do rezerw demograficznych kraju, podnosząc na nowo potrzebę szerszego wykorzystania pospolitego ruszenia. Ponadto na ziemie polskie docierał funkcjonujący w Europie Zachodniej wzorzec systemu feudalnego opartego na prawie do ziemi i powinnościach wojskowych z nimi związanych (<em>ius militarne</em>), dlatego też niewykluczone, że pod presją oddolną, wraz z postępującymi zwycięstwami w kampaniach pomorskich czy niemieckich, książę rozpoczął proces tworzenia rycerskiej własności feudalnej. W ten sposób wykształcił się system rekrutacji rycerstwa walczącego konno, w którym ciężar zaopatrzenia wojennego przeniesiono na samego obdarowanego nadziałem ziemi. Uzbrojenie zależało od zamożności rycerza i stanowiło wystawienie konnego zbrojnego, wraz z pachołkiem, mieczem i kopią, na każde wezwanie księcia. Ta forma utrzymania sił zbrojnych doczekała się rozkwitu szczególnie w okresie rozbicia dzielnicowego, stanowiąc podstawę działań militarnych każdego udzielnego księcia. Z czasem podziały feudalne doprowadziły do wytworzenia się systemu społecznego oraz jego ram prawnych, co skutkowało trwałym podziałem stanowym i wykształceniem się warstwy rycerzy, niezależnie od stopnia ich zamożności.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Z pospolitego ruszenia rycerzy korzystał zarówno Władysław Łokietek, walcząc z Państwem Krzyżackim, jak i w swych wyprawach na Ruś Kazimierz Wielki, jednak rola rycerstwa rosła coraz bardziej podczas panowania kolejnych monarchów. Od okresu Ludwika Andegaweńskiego zaznacza się okres coraz większych ustępstw i przywilejów na rzecz rycerstwa, który związany był nie tylko z poparciem działań militarnych, jak to było do tej pory, ale także i politycznych. Konsolidacja i uprzywilejowanie stanu rycerskiego szły jednak w parze z początkiem końca epoki rycerstwa.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pospolite ruszenie jako relikt szlachecki XVI–XVIII w.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zmiany w systemie wojskowym, szczególnie nowe techniki walki, połączone z brakiem karności, a jednocześnie coraz większym uprzywilejowaniem wojsk pospolitego ruszenia, doprowadziły w połowie XV w. do potrzeby zmiany modelu wojsk Królestwa Polskiego. Pospolite ruszenie, o ile przyczyniło się do wielkiego zwycięstwa nad Zakonem Krzyżackim w wojnie z lat 1409–1411, uległo jednak załamaniu w kolejnej wojnie z Zakonem w 1454 r. W okresie wojny trzynastoletniej w znacznej mierze siły uzupełniono wojskami zaciężnymi, które stopniowo zaczęły wspomagać starą formację rycerską. Kolejną dużą klęską armii feudalnej była wyprawa mołdawska 1497 r., w której zebrane w ziemiach koronnych chorągwie ziemskie dokonywały na trasie swojego przechodu plądrowania i grabieży, by ostatecznie dokonać nieudanego oblężenia Suczawy i ponieść klęskę pod Koźminem w lasach bukowińskich. Zachowane rejestry pospolitego ruszenia z tej wyprawy dla wschodniego Mazowsza, podległego wówczas Koronie, nie pozostawiają większych złudzeń co do jakości tak zbieranego wojska. Dokument wspomina rzesze ubogiej szlachty wyruszającej na wyprawę nienależycie wyposażoną, niejednokrotnie pieszo i w złym uzbrojeniu, z dopiskiem <em>pauper</em> lub <em>debilis</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">Pomimo powolnych i nieuchronnych zmian w wojskowości Korony Polskiej na dawnych zasadach nadal organizowano w XVI w. siły wojenne Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz lennego Mazowsza. Rejestry popisów ziemskich z lat 1528 oraz okresu wojen o Inflanty z lat 1565 i 1567 wymieniają tysiące rodzin z terenu Podlasia i ziem litewskich zobowiązanych do posług wojennych. Z opisu stawających na pospolite ruszenie, szczególnie dzięki najliczniejszemu spisowi z jesieni 1567 r. pod Mołodecznem, dowiadujemy się o typowym uzbrojeniu drobnego szlachcica wybierającego się na wojnę. Stawiennictwo piesze było rzadkością, jednak zdarzały się przypadki przybycia na miejsce koncentracji pieszo lub na wspólnych koniach. W uzbrojeniu podstawową bronią była rohatyna jako broń drzewcowa oraz kordy i miecze. Metalowe zbroje odnotowywane były sporadycznie, zdecydowanie przeważającym uzbrojeniem ochronnym był przeszywany kaftan. Średniowieczny obowiązek posługi wojskowej stał się dużym ciężarem dla coraz uboższej szlachty, dlatego też okres panowania ostatniego Jagiellona był schyłkiem epoki skutecznego zwoływania „wici”.</p>
<p style="text-align: justify;">W połowie XVI w. utworzono ostatecznie stałą formację wojsk najemnych, tzw. reformę kwarcianą, przeznaczając kwartę, czyli czwartą część pochodzącą z dochodów królewszczyzn, na rzecz utrzymania wojska. Kolejne reformy króla Stefana Batorego tworzące Piechotę Wybraniecką zepchnęły coraz bardziej archaiczną formację pospolitego ruszenia do roli oddziałów pomocniczych. Zaznaczyć należy, że pomimo kolejnych reform wojskowych w XVII i XVIII w., wprowadzających wojska autoramentu cudzoziemskiego i narodowego, do końca epoki przedrozbiorowej nie zrezygnowano z pospolitego ruszenia, które pozostało stałym obowiązkiem warstwy uprzywilejowanej, swoistą rezerwą, po którą sięgano w obliczu zagrażającego niebezpieczeństwa. Do masowej, a jednocześnie kryzysowej, koncentracji wojsk pospolitego ruszenia doszło w obliczu wojen z Turcją w latach 1620–1621. Po wojska tego zaciągu sięgnięto również w połowie XVII w., w wojnie z Chmielnickim, gdzie „pospoliciaki” w ogromnej liczbie 30–40 tys. wzięli udział w jednej z największych bitew lądowych tej epoki – pod Beresteczkiem, przyczyniając się do zwycięstwa nad Kozakami.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Zmierzchem formacji pospolitego ruszenia szlachty była wojna ze Szwecją z lat 1655–1660, gdzie zbierane naprędce oddziały powiatowe i wojewódzkie, bez wsparcia wojsk zaciężnych, zajętych wojną na wschodzie, nie miały szans z wyszkoloną i obeznaną w sztuce wojennej szwedzką armią Karola Gustawa.</em></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Epilog</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wraz z odejściem od zbierania armii pospolitego ruszenia na rzecz armii zaciężnej zakończyły się także przywileje podatkowe dla szlachty. Nowe podatki uchwalane na rzecz wojska i wiecznie pustego skarbu, w postaci pogłównego czy też wprowadzonego w XVIII w. na nowo podatku podymnego oraz „ofiary dziesiątego grosza”, miały zdjąć obowiązek służby wojennej ze szlachty, nakładając w zamian za to obowiązek fiskalny. Reformy doby stanisławowskiej stopniowo zmieniały oblicze polskiego społeczeństwa, jednak nie miały szans ostatecznie zreformować wojskowości, z powodu kłopotów finansowych i zagrożenia zewnętrznego.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/sarmacki-rodowod-polakow-mit-czy-rzeczywistosc/"><span style="color: #993300;">Sarmacki rodowód Polaków. Mit czy rzeczywistość?</span></a> </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Skala wojen XVIII w. oraz zwiększenie liczebności armii doprowadziły do całkowitego zreformowania wojskowości nowożytnej przez wprowadzenie finalnie na przełomie XVIII i XIX w. obowiązku powszechnego poboru. Na ziemiach polskich system ten ustanowiły dopiero państwa zaborcze w pierwszych dekadach XIX w., kończąc ostatecznie wojskowość o tradycjach zakorzenionych w epoce feudalnej.</p>
<p style="text-align: justify;">Należy jednak pamiętać, iż mimo oficjalnego zakończenia funkcjonowania archaicznej formacji wojskowej oddolny system zbierania się zdolnych do noszenia broni i chętnych do walki mężczyzn, na wzór pospolitego ruszenia, był podstawą organizacji sił zbrojnych w powstaniach narodowych.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 1-2(7-8)/2022.</em></span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: Wikimedia Commons</em></span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/od-druzyny-do-pospolitego-ruszenia-czyli-organizacja-sil-zbrojnych-w-sredniowiecznej-polsce/">Od drużyny do pospolitego ruszenia, czyli organizacja sił zbrojnych w średniowiecznej Polsce</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Unia brzeska &#8211; o katolicyzmie na Kresach I Rzeczpospolitej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/unia-brzeska-o-katolicyzmie-na-kresach-i-rzeczpospolitej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Redakcja]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2023 15:13:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Nagrania]]></category>
		<category><![CDATA[grekokatolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[unia brzeska]]></category>
		<category><![CDATA[unici]]></category>
		<category><![CDATA[unityzm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5389</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/unia-brzeska-o-katolicyzmie-na-kresach-i-rzeczpospolitej/">Unia brzeska &#8211; o katolicyzmie na Kresach I Rzeczpospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> &lt; 1</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: center;"><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/KFlgWQKErZc" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/unia-brzeska-o-katolicyzmie-na-kresach-i-rzeczpospolitej/">Unia brzeska &#8211; o katolicyzmie na Kresach I Rzeczpospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ustrój I Rzeczpospolitej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/ustroj-i-rzeczpospolitej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Redakcja]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2023 15:57:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Nagrania]]></category>
		<category><![CDATA[adam wielomski]]></category>
		<category><![CDATA[monarchia]]></category>
		<category><![CDATA[republika]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[ustrój]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5374</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/ustroj-i-rzeczpospolitej/">Ustrój I Rzeczpospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> &lt; 1</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: center;"><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/hLYOx_eMS-A" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/ustroj-i-rzeczpospolitej/">Ustrój I Rzeczpospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
