<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Tomasz Goździk, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<atom:link href="https://myslsuwerenna.pl/autor/tomasz-gozdzik/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/tomasz-gozdzik/</link>
	<description>Przegląd Spraw Publicznych</description>
	<lastBuildDate>Sat, 10 Feb 2024 22:26:34 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://myslsuwerenna.pl/wp-content/uploads/2020/09/cropped-logo-obrys1-32x32.png</url>
	<title>Tomasz Goździk, Autor w serwisie Myśl Suwerenna</title>
	<link>https://myslsuwerenna.pl/autor/tomasz-gozdzik/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Rola arcyksięcia Wilhelma Habsburga w procesie kreowania tożsamości ukraińskiej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/rola-arcyksiecia-wilhelma-habsburga-w-procesie-kreowania-tozsamosci-ukrainskiej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 14 Feb 2024 05:00:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[austro-węgry]]></category>
		<category><![CDATA[goździk]]></category>
		<category><![CDATA[habsburg]]></category>
		<category><![CDATA[monarchia]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[wilhelm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5928</guid>

					<description><![CDATA[<p>Polska odzyskała niepodległość i powróciła na mapy Europy nieco ponad 100 lat temu, w burzliwym czasie wojen, dyplomatycznych gier i politycznych przekształceń. Na chwilę powróciła jako Królestwo Polskie by szybko, zgodnie z ówczesną modą, przyjąć formę republikańską. Monarchia nie doczekała się króla, ale nie umniejsza to powagi gorączkowym przygotowaniom, jakie podejmowano przed i podczas I [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/rola-arcyksiecia-wilhelma-habsburga-w-procesie-kreowania-tozsamosci-ukrainskiej/">Rola arcyksięcia Wilhelma Habsburga w procesie kreowania tożsamości ukraińskiej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 18</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Polska odzyskała niepodległość i powróciła na mapy Europy nieco ponad 100 lat temu, w burzliwym czasie wojen, dyplomatycznych gier i politycznych przekształceń. Na chwilę powróciła jako Królestwo Polskie by szybko, zgodnie z ówczesną modą, przyjąć formę republikańską. Monarchia nie doczekała się króla, ale nie umniejsza to powagi gorączkowym przygotowaniom, jakie podejmowano przed i podczas I Wojny Światowej. Spośród szerokiej gamy kandydatów i typowanych rodzin szczególe miejsce zajmuje polska gałąź rodu Habsburgów, której członkowie bliscy byli sięgnięcia po kilka europejskich koron. Choć, jak wiemy z historii, monarchiczne dążenia w Polsce, na Ukrainie i w krajach bałkańskich nie zakończyły się pomyślnie dla przedstawicieli rodu, zdążyli oni, zwłaszcza w dwóch pierwszych przypadkach, wrosnąć w narodową tkankę, pozostawiając niezatarty ślad. Działalność arcyksięcia Karola Stefana, który nieomal zasiadł na polskim tronie jako Stefan II (uwzględniając Batorego) to temat na inną opowieść, zaś w poniższym tekście przybliżone zostaną losy „Habsburga ukraińskiego” w osobie syna wspomnianego, arcyksięcia Wilhelma.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Historia Ukrainy, choć kraj ten znajduje się dziś w bezpośrednim sąsiedztwie Polski, pozostaje wciąż bardzo słabo znana, a to daje pole do popisu propagandystom i ideologom, tworzących z okruchów prawdy narrację na potrzeby własnych celów. Początki ukraińskiej państwowości to bardzo szeroki temat, a w zależności od przyjętego podejścia można się jej doszukiwać w starożytności, średniowiecznych podbojach skandynawskich Waregów, w kozackich wojażach lub w instytucjach powołanych do życia na początku XX wieku. W obliczu konfliktów XXI-wiecznych państwowość Ukrainy bywa całkowicie kwestionowana, a kraj sprowadzany do roli „ziem okrainnych” (inaczej: peryferii) Rosji. Nie jest to miejsce ani czas na roztrząsanie tej kwestii. Pozostaje zaś faktem, że młody Wilhelm Habsburg zaczynał się interesować Ukrainą w okresie, kiedy Ukraińcy, nie posiadający zbiorowej tożsamości, nie pierwszy i nie ostatni raz w historii zaczęli przejawiać nastroje niepodległościowe.</p>
<p style="text-align: justify;">Ukrainę, choć istniała wcześniej w różnych znaczeniach tego słowa, trzeba było poskładać z różnych elementów, a wręcz stworzyć od nowa, w oparciu o zachowaną tkankę historyczną. W odpowiedzi na to wyzwanie powstały dwa projekty o charakterze monarchistycznym, które w poszukiwaniu tożsamości sięgnęły po wzorce zakorzenione w dziejach ukraińskich ziem. Pierwszym był hetmanat Pawło Skoropadskiego powołany do życia przez zaborców, który choć był tworem efemerycznym, pozostawił po sobie spuściznę w postaci emigracyjnych organizacji monarchistycznych. Za drugim z nich stał arcyksiążę Wilhelm Habsburg – postać bardzo barwna, awanturnik, który sporą część życia poświęcił na realizację marzenia o potężnej i niepodległej Ukrainie pod swoim panowaniem. Wilhelm, znany później jako Wasyl Wyszywany bądź książę Wasyl, był ostatnim jak dotąd Habsburgiem, który dołożył swoją cegiełkę do 800-letniego gmachu monarchii obejmującej swym zasięgiem organizmy o zróżnicowanej strukturze. Dynastia, chcąc podtrzymywać trwanie i przeprowadzać ekspansję, musiała doprowadzić do perfekcji mechanizm adaptacji, posługując się stosunkowo prostą metodą – w nowych państwach nie wywracała stosunków społecznych do góry nogami, a zamiast tego wzmacniała narodowe poczucie „historyczne”, niezależnie od faktycznego stopnia ich zakorzenienia w historii. Ta elastyczność sprawdzała się z grubsza od Włoch aż po Hiszpanię do II połowy XIX wieku, kiedy intronizacja cesarza Maksymiliana I na tron Meksyku zakończyła się jego egzekucją. Niewątpliwie scenę tą, uwiecznioną na obrazie republikanina, Edouarda Manet, miał z tyłu głowy arcyksiążę Karol Stefan, biorąc udział w polskiej „grze o tron”. Był człowiekiem świadomym zmian zachodzących w otaczającym go świecie, naocznym świadkiem zmiany reguł kierujących światem polityki.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Krótka historia Ukrainy </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Obszar, w granicach którego usytuowana jest dzisiejsza Ukraina, stanowił niegdyś teren transferowy dla różnych ludów koczowniczych, a w okolicy V-VI wieku osiedliły się na nim plemiona słowiańskie. W wieku IX wschodni Słowianie założyli Ruś Kijowską, która w XII wieku stanowiła już potężny ośrodek państwowy pod rządami, wareskiej (potocznie: wikińskiej) dynastii Rurykowiczów. Ich stolica, początkowo usytuowana w Nowogrodzie, została z czasem przeniesiona do Kijowa. W połowie XII stulecia państwo zaczęło dzielić się na dzielnice, a centrum kraju i jego wschodnia część znalazły się pod panowaniem mongolskiego chanatu Złotej Ordy. W tym samym czasie na zachodzie wykształciła się dzielnica znana jako Księstwo Halicko-Wołyńskie, od 1253 r. zwane po łacinie Regnum Russiae. Później obszar dzisiejszej Ukrainy stał się areną działań Wielkiego Księstwa Litewskiego, Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, Chanatu Krymskiego oraz Królestwa Polskiego. Po zjednoczeniu Polski i Litwy więzami unii lubelskiej z 1569 r. większość omawianych terenów znalazła się w administracyjnych granicach Rzeczpospolitej Obojga Narodów.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1667 r., w pokłosiu wojen z Rosją i powstania Chmielnickiego, Ukrainę podzielono między monarchię polską i rosyjską, z grubsza wyznaczając granicę na Dnieprze. Stan ten utrzymał się do I rozbioru Polski, po którym większość Ukrainy znalazła się pod władaniem carów Rosji, a fragment obejmujący Ruś Czerwoną, Zakarpacie i Bukowinę wszedł pod panowanie Austriackie. Wiek XIX upłynął pod znakiem prób wypracowania ukraińskiej tożsamości, a sposobność zastosowania koncepcji w praktyce nadarzyła się na początku XX wieku, gdy Europa pogrążyła się w I Wojnie Światowej, a cesarstwo Romanowów upadło. W 1917 r. Ukraińska Centralna Rada proklamowała powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej. Siły bolszewickie rozpędziły demokratycznie wybraną Konstytuantę, a wówczas Rada ogłosiła niepodległość nowego tworu politycznego. Niepowodzenie Państw Centralnych poskutkowało utworzeniem w austriackiej Galicji Wschodniej Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, wkrótce przyłączonej do Polski. Kolejna korekta granic nastąpiła po wojnie polsko-bolszewickiej, kiedy ziemie na wschód od Zbrucza włączono do Ukrainy Sowieckiej (od 1922 r. części ZSRR). Do czasu ogłoszenia niepodległości w 1991 r. terytorium Ukrainy zostało znacznie powiększone: w 1945 r. o Galicję Wschodnią i Wołyń zachodni, odebrane Polsce, północną Bukowinę i południowo- wschodnią Besarabię, należące wcześniej do Rumunii oraz czechosłowackie Zakarpacie, a w 1954 r. także o Półwysep Krymski.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Narodziny arcyksięcia Wilhelma Habsburga  </strong></p>
<p style="text-align: justify;">Arcyksiążę Wilhelm Habsburg, nazwany tak na cześć cesarza Wilhelma II, swojego ojca chrzestnego, urodził się w 1895 r. w Puli, na terenie dzisiejszej Chorwacji, podobnie jak pozostałe dzieci arcyksiążęcej pary, Karola Stefana i Marii Teresy. Pragnieniem jego ojca ta gałąź rodu, zwana później żywiecką, miała zostać spolonizowana. Sam doskonale władał językiem polskim, dwie córki wydał za polskich książąt z rodów Radziwiłłów i Czartoryskich, a swe rezydencje ozdabiał obrazami, których realizację zlecał wiodącym artystom polskim. Kulminacja wysiłków Karola Stefana nastąpiła w 1907 r., kiedy oficjalnie ogłosił polskość swojej rodziny. Na wczesnym etapie rozwoju bracia Wilhelm i Leon otrzymali staranną edukację prywatną, do której ich ojciec przywiązywał dużą wagę. Ogromne znaczenie odgrywały języki, niemiecki, francuski, włoski, angielski i polski, którego Wilhelma uczono od najmłodszych lat. Dopełnienie procesu edukacyjnego stanowiły liczne podróże obejmujące swym zasięgiem Europę wraz z Rosją i północną część Afryki.</p>
<blockquote><p><strong><em>Jak na ród Habsburgów przystało, zarówno Karol Stefan jak i jego synowie mieli do odegrania określone przez cesarza role. W monarchii prześcigano się w koncepcjach, zastanawiając się nad przyszłością krajów koronnych i innych elementów wchodzących w jej skład. Arycksiążę wierzył, że narody chwiejącej się monarchii habsburskiej zyskają niepodległość, a nowe państwa staną się krajami koronnymi habsburskiego imperium. Starał się wychowywać synów w taki sposób, by w przyszłości mogli z powodzeniem reprezentować cesarza w podporządkowanych sobie krainach, nosząc tytuł regenta, księcia bądź króla. Proces edukacji Wilhelma miał go przygotować do przyszłej roli króla Polski, jednak historia miała się potoczyć nieco inaczej, a kiedy kwestię polską zagospodarował Karol Stefan, jego najmłodszy syn zaczął skłaniać się ku kuszącej alternatywie.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Należy przy tym pamiętać, że w łonie monarchii habsburskiej funkcjonowały zarówno narody szlacheckie jak Polacy i Węgrzy, których sugestywny opis zawarł Stanisław Koźmian w zbiorze <em>Podróże i polityka</em>, a także narody chłopskie jak Ukraińcy. Roszczenia tych pierwszych starano się zaspokoić nim całkowicie wyrwą się spod zależności – jak w przypadku projektu intronizacji arcyksięcia Karola Stefana, zaś w tych drugich planowano „oczarować masy w momencie, kiedy wkraczały one do polityki” (Snyder, s. 40). Cesarz liczył na to, że narody chłopskie wejdą w epokę demokratyczną z tradycyjnie zakorzenioną lojalnością, której najbardziej jaskrawy przykład stanowił Tyrol. Spory między państwami rozgrywano w taki sposób, by odsunąć niezadowolenie od Wiednia.</p>
<p style="text-align: justify;">W latach 1913-1915 Leon i Wilhelm przebywali w akademii w Wiener-Neustadt, gdzie zgodnie z zaleceniami traktowano ich bez taryfy ulgowej. Odpowiednio przygotowani bracia trafili na front wschodni, gdzie walczyli z Rosjanami. Podczas gdy Leon szybko zdobywał wojenne wyróżnienia za odwagę, Wilhelm koncentrował uwagę na urokach ziem ukraińskich. Skąd u niego takie zainteresowania? Nie ma pewności, jednak możemy pochylić się nad kilkoma wskazówkami. W 1908 r. arcyksiążę Karol Stefan wraz z rodziną osiadł w podkrakowskim Żywcu, gdzie odziedziczył pokaźny majątek, obejmujący także słynny browar. Pod jego zarządem teren rozkwitał i przynosił znaczące dochody, maksymalizowane za sprawą modernizacji i wprowadzanych usprawnień. W wieku około 14 lat Wilhelm w swoich notatkach zanotował, że wówczas po raz pierwszy zetknął się z Ukraińcami, nazywanymi inaczej Rusinami, i wierzył, że Ukraińcy, „którzy tak niedaleko od Żywca żyją, są naprawdę zbójnickim plemieniem. To mnie bardzo ciekawiło i przyciągało moją uwagę” (Zięba, s. 13). Być może wtedy zaczęła mu świtać w głowie koncepcja okiełznania „dzikich rozbójników” i oddania ich pod władzę cesarza.</p>
<p style="text-align: justify;">Obraz Ukraińców, jaki wyrobił sobie Wilhelm będąc młodym chłopcem, nie odbiega znacząco od wyobrażenia ówczesnych elit habsburskich, które dużą wagę przywiązywały do rozgraniczenia między tym co szlacheckie, a tym co pospolite, odnosząc to także do kwestii narodów. W opowieściach o dzikości Ukraińców przodował Olgierd książę Czartoryski, szwagier Wilhelma, którego później obwiniał o zapatrywania nacjonalistyczne (A. A. Zięba, <em>Arcyksiążę Wilhelm Habsburg – Żywczanin w poszukiwaniu tożsamości</em>, s. 13). Niektórzy badacze uważają, że w okolicy żywieckiego pałacu Wilhelm mógł spotykać grupy ludności władające ukraińskimi dialektami i od nich, podobnie jak matka, nauczył się pierwszych słów w języku ukraińskim. A. Tracz i K. Błecha, autorzy <em>Ostatniego króla polski</em> (Żywiec, 2012), jako rodowici mieszkańcy tych ziem powątpiewają w szanse na spotkanie młodego arcyksięcia z członkami „dzikiego plemienia”. Powołując się na dane z początku XX wieku wskazują, że Ukraińcy na tych terenach stanowili nie więcej niż 5% ludności (s. 247). Nie dość, że dni Habsburga były wypełnione po brzegi różnymi zajęciami, to jeszcze nie mógł on swobodnie poruszać się po okolicy, a strzegli go nieustannie obecni opiekunowie.</p>
<p style="text-align: justify;">Większą zasadność mają inspiracje literackie – Wilhelm czytywał między innymi poezje Słowackiego i powieści Sienkiewicza, w tym <em>Ogniem i mieczem</em> gdzie oś fabularną stanowi ucieczka Chmielnickiego na Sicz (o której będzie mowa) celem organizacji kozackiego powstania wespół z tatarami. Sam twierdził jednak, że znacznie większe wrażenie wywarła na nim klasyka literatury włoskiej z Dantem na czele. Ciekawy epizod miał się wydarzyć około roku 1912 kiedy Wilhelm, przestudiowawszy mapy Galicji, wsiadł incognito do wagonu II klasy zmierzającego do Worochty w Karpatach, skąd pieszo zawędrował na tereny zamieszkiwane przez Hucułów. Odnalazł swoich Ukraińców, zakosztował ich gościnności i jadła, poznał nowe pieśni i słowa, jednak zamiast sienkiewiczowskich kozaków napotkał spokojnych, przyjaznych i nadspodziewanie cywilizowanych ludzi. Do rodzinnego pałacu miał powrócić jako „inny człowiek” (T. Snyder, Czerwony książę, s. 93). To wtedy miał zmienić swoje myślenie i zapragnąć stanąć na czele ludu pozbawionego własnego władcy, oddając ich pod zwierzchnictwo cesarza, jednak autorzy <em>Ostatniego króla Polski </em>nie dają wiary tej historii. Ucieczka spod czujnego oka opiekunów stanowiłaby ogromną przeszkodę, a wybryk młody Wilhelm najpewniej przypłaciłby karą. Zamiast tego niedługo później cesarz powierzył mu pierwsze zadania na wschodnich krańcach habsburskiego imperium. Choć Wilhelm pozostawił pamiętniki, ich lektura więcej kwestii gmatwa niż wyjaśnia, bowiem autor pisał je najpewniej z myślą o czytelnikach ukraińskich, pomijając bądź przerabiając elementy niepożądane. Zwracają na to uwagę zarówno Snyder, jak i Tracz i Błecha, a Zięba zauważa ponadto, że zbyt dosłowna interpretacja zapisków zaowocowała w ukraińskim piśmiennictwie licznymi mitami na temat tej postaci (Zięba, s. 12).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Między Polską a Ukrainą </strong></p>
<blockquote><p><strong><em>Jak już wspomniano od najmłodszych lat Wilhelm był uczony języka polskiego bowiem zamierzano go osadzić na polskim tronie. Karol Stefan pragnął pragnął by Polska została na powrót zjednoczona i zyskała status trzeciego kraju koronnego, a celem poprawienia austriacko-niemieckich relacji podejmował ożywione, osobiste zabiegi dyplomatyczne (które nadal oczekują na uwagę badaczy). Wilhelm tymczasem był rozbity pomiędzy trzema siłami: wewnętrznej chęci zbliżenia do Ukrainy, lojalności wobec ojca oraz lojalności wobec cesarza i dynastii. Jego pozycja była chwiejna do czasu aż jego siostry wyszły za księcia Radziwiłła i Czartoryskiego. Obaj zięciowie Karola Stefana byli brani pod uwagę jako ewentualni monarchowie, jednak dwór wiedeński w 1916 r. to Olgierda wskazywał jako regenta, bowiem uchodził za bardziej prohabsburskiego (Hieronim Radziwiłł miał dobra w Niemczech i był powiązany z tamtejszymi kręgami politycznymi). Niedługo później do tronu zbliżył się sam Karol Stefan, co być może skłoniło Wilhelma do znalezienia sobie własnej ścieżki życiowej i własnego tronu do obsadzenia. </em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Sytuacja w Europie tymczasem zaogniała się i nieuchronnie nadchodził konflikt nacjonalizmów polskiego i ukraińskiego – obydwie strony rościły sobie bowiem prawa do tych samych ziem. Wilhelm wraz z doradcami martwił się, że stronie polskiej przypadnie cały obszar Galicji, wraz z jej częścią zamieszkiwaną przez Ukraińców. Nie licząc niepewnej przygody z 1912 r. na terytorium Ukrainy po raz pierwszy znalazł się latem w 1915 r. by zameldować się w pułku ułanów. W grudniu sytuacja zdrowotna zmusiła go do 4-miesięcznego pobytu w Wiedniu i uzdrowiskowym Baden, gdzie Wilhelm był z honorami podejmowany w najznamienitszych domach i gromadził cenne znajomości wśród ścisłej elity monarchii. Być może podczas tego pobytu Kazimierz Gużkowski, pochodzący z polski ukrainofil, zaznajomił arcyksięcia z poglądami Wacława Lipińskiego, innego Polaka, ziemianina z majątkiem na terenach ukraińskich, który podjął wysiłki na rzecz krzewienia tożsamości ukraińskiej (Zięba, s. 16). Arcyksiążę doszedł wówczas do przekonania, że Ukrainy nie wystarczy tylko zbrojnie wyzwolić, ale jest to także kwestia „inicjatywy i taktu” (Snyder, s. 119). Rozmyślał o utworzeniu z ziem Bukowiny i wschodniej Galicji „księstwa Ukrainy”, co prawdopodobnie aprobował Karol Stefan, który sam miał stanąć na czele Królestwa Polskiego z pozostałą częścią Galicji w swoich granicach. Taki kompromis rodzinny mógłby pogodzić interesy Polski, Ukrainy, a także rodu Habsburgów.</p>
<p style="text-align: justify;">Do realizacji zamierzeń Wilhelma był niezbędny upadek cesarstwa rosyjskiego, który ziścił się we wrześniu 1917 r., ale wcześniej jeszcze, w listopadzie 1916 r., sytuację zmieniła śmierć sędziwego Franciszka Józefa I. Ten ostatni na ogół patrzył przychylnie na wschodnie projekty Wilhelma, jednak w oczach arcyksięcia był zbyt propolski. Być może arcyksiążę nadużywał przychylności na dworze i prosił o zbyt wiele jak wtedy, kiedy wstawił się za ukraińskim przyjacielem i spotkał się z oschłą i obojętną reakcją. W zaufanych, ukraińskich kręgach Wilhelm miał nazywać cesarza „starym durniem” (Zięba, s. 15-16). Tron objął cesarz Karol, a ukraińscy politycy szybko dostrzegli szansę, traktując Wilhelma jako pośrednika, podejmującego w ich imieniu pertraktacje z dworem. Na ich prośbę arcyksiążę wręczył monarsze „petycję w sprawie utworzenia ukraińskiego kraju koronnego w obrębie monarchii habsburskiej” (Snyder, s. 120). Odbyte spotkania dobrze rokowały, a Ukraińcy mieli nadzieję, że wschodnia Galicja pozostanie częścią terytorium Ukrainy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Narodziny Wasyla Wyszywanego </strong></p>
<p style="text-align: justify;">2 lutego 1917 r. cesarz zjadł z Wilhelmem obiad, podczas którego podkreślił znaczenie kwestii ukraińskiej, która odgrywała także ważną rolę w programie hrabiego Czernina, nowego Ministra Spraw Zagranicznych. Kiedy w kwietniu arcyksiążę powracał na front, był zdeterminowany do działania na rzecz Ukrainy – otwartym pozostaje pytanie, na ile była to jego własna droga, a na ile uległ on inspiracjom cesarza i jego otoczenia (Tracz, Błecha, s. 255). Pozycja Wilhelma jako „ukraińskiego Habsburga” została jeszcze umocniona w lipcu 1917 r., kiedy cesarz poprosił go o wspólną podróż po Galicji, poprzez którą władca chciał pokazać zainteresowanie sprawami Ukraińców. Na dworcu miał on usłyszeć: „Wiesz, drogi Wilhelmie, zabrałem cię ze sobą, żeby Ukraińcy mieli wiadomą oznakę mojego zainteresowania krajem i ludźmi” (Snyder, s. 102). Kolejnym ważnym zadaniem było spotkanie we Lwowie z metropolitą Andrijem Szeptyckim, z którym Wilhelm korespondował prawdopodobnie od 1914 r. (Zięba, s. 14). We wrześniu 1917 r. arcyksiążę przybył na miejsce i zjednał sobie tłum, wplatając do niemieckiej przemowy fragmenty w języku ukraińskim. Ze wszystkimi bardziej znaczącymi gośćmi osobiście zamienił kilka słów, a od tradycyjnej ukraińskiej koszuli którą miał na sobie okrzyknięto go mianem „Wyszywanyj”. Szeptycki pragnął wyzwolenia Ukrainy i wyboru jej władcy, toteż szybko rozwinął współpracę z obiecującym arcyksięciem. Poniekąd metropolita był w tym okresie jednym z najgorliwszych monarchistów orientacji habsburskiej na Ukrainie. Duchowny był też dla Wilhelma kimś w rodzaju mentora.</p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem pogarszająca się sytuacja na froncie i rosnące zapotrzebowanie żołnierzy ośmieliło Ukraińców do wysunięcia monarchii dwóch żądań: domagali się gwarancji, że część obszarów zachodnich, uznawanych za polskie, znajdzie się w granicach ich państwa oraz uznania odrębności ukraińskiej prowincji monarchii habsburskiej. Obydwa, z uwagi na okoliczności, zaaprobowano i podpisano tzw. pokój chlebowy, w którego tajnym protokole uwzględniono utworzenie ukraińskiego kraju koronnego. Pokój ten, zawdzięczający nazwę milionowi ton zboża, które Ukraińska Republika Ludowa miała dostarczyć państwom centralnym, w Polsce znany jest jako traktat brzeski z 9 lutego 1918 r., a bywa określany także mianem „czwartego rozbioru” z uwagi na projekt wcielenia części Podlasia i Chełmszczyzny do powstającej Ukrainy. Dostarczenie zboża w takiej ilości było nierealne między innymi z uwagi na niedostatki infrastrukturalne. Rezultat stanowił jednak dla Wilhelma niebywały sukces i przyczynił się on do utworzenia niepodległej URL na wschodzie, a także ukraińskiego kraju koronnego pod berłem Habsburgów. Wówczas arcyksiążę ostatecznie porzucił sprawę tronu Polski skłaniając się ku Ukrainie. W swoich zapiskach stwierdził, że podpisanie pokoju chlebowego było dla niego „jako dla Ukraińca, a naprawdę czuję się Ukraińcem, jednym z najpiękniejszych dni w moim życiu” (Snyder, s. 130).</p>
<p style="text-align: justify;">Po traktacie brzeskim strona niemiecka skoncentrowała się na pozyskiwaniu zboża, podczas gdy strona austriacka podchodziła do sprawy taktycznie i dążyła do ugruntowania ukraińskiej tożsamości i tamtejszego nacjonalizmu, kręcąc przysłowiowy bicz na Niemców jako przyszłych wrogów. Po stronie Niemców pozostało jednak zwierzchnictwo nad armią, które wkrótce wykorzystali do obalenia demokratycznie wybranych władz URL i zastąpienia ich własnym rządem. Władzę objęła dyktatura wojskowa nazywana hetmanatem Skoropadzkiego. Odpowiedzią cesarza Karola było sformowanie Grupy Bojowej Arcyksięcia Wilhelma, składającej się z około 4000 żołnierzy, na czele której miał stanąć sam Wilhelm. Habsburski władca upoważniał też arcyksięcia do szerzej zakrojonych działań: „Jego Wysokość był bardzo łaskawy i wyznaczył mi zadanie na Ukrainie nie tylko wojskowe, ale także polityczne, i w związku z tym przyznał mi nieograniczoną swobodę działania, świadczącą o jego zaufaniu” (Snyder, s. 136).</p>
<p style="text-align: justify;">Wilhelm pozostawał głuchy na przestrogi ojca i Olgierda Czartoryskiego, którzy wraz z innymi członkami rodziny starali się odwieść go od większego zaangażowania w sprawy Ukrainy, wietrząc podstęp. Karol Stefan nie chciał, by jego syn został marionetką – jemu także w 1918 r. godność nakazała odrzucić koronę Królestwa Polskiego, gdy miał pewność, że zamiast panować suwerennie i służyć Polakom, będzie figurantem zaborców. W kwietniu 1918 r. ukraiński Habsburg objął powierzone mu oddziały w okolicy Chersonia. Idealizował ich obraz nie zważając na nieodpowiedni wiek, problemy ze wzrokiem i inne niedogodności. Wspólnie udali się do miejsca o znaczeniu symbolicznym – kozackiej fortecy, znanej pod nazwą Siczy. Historycznie sicz stanowiła rodzaj ufortyfikowanego obozu, zakładanego przez kozaków od XVI wieku nad Dnieprem. W niej obradowała Rada Kozacka, która w obliczu wojny, powstania bądź ważnej wyprawy wybierała atamana (hetmana), który zyskiwał na ten czas potężną władzę. W czasach pokoju władzę sprawował ataman koszowy, a jego organem doradczym była elitarna Starszyzna kozacka. Sicz kojarzyła się z wolnością i dla chłopów stanowiła jedyną alternatywę przed podleganiem Polakom lub Tatarom. Żołnierze Legionu Ukraińskiego, z Wasylem Wyszywanym na czele, świadomie przyjmowali nazwę Ukraińskich Strzelców Siczowych. Kozacka sicz prawdopodobnie stanowiła także inspirację dla pustynnych ludów zamieszkujących planetę Arrakis w <em>Diunie </em>Herberta, również rozmiłowanych w swej wolności. Wilhelm dużo pisał do Szeptyckiego, a na podstawie tych listów można założyć, że skrupulatnie wypełniał rozkazy cesarza Karola (Tracz, Błecha, s. 264).</p>
<p style="text-align: justify;">Faktycznie w armii Wilhelma zdecydowanie dominowali mieszkańcy Galicji, którzy nie mieli nic wspólnego z historycznymi kozakami, jednak kozacka i siczowa symbolika była wysoce użyteczna w procesie kreowania nowego państwa i nowej tożsamości. W siczy zamierzał „tworzyć” Ukraińców i ukrainizować zróżnicowanych ludzi, których łączyła głównie wspólna mowa. Odcinał się od marionetkowego, choć także czerpiącego inspiracje z historii ziem ukraińskich hetmanatu Niemców i „robił to samo, co inni budowniczowie narodów we wszystkich miejscach i czasach: posługiwał się czynem, propagandą prasową i historyczną romantyką” (Snyder, s. 139). Stworzył sprawną machinę, która zapewniała nieprzerywany dopływ zwolenników. Pisano liczne sztuki teatralne dla miejscowej ludności, wystawiane nawet w stajniach. Staraniami Szeptyckiego kościół grekokatolicki zyskał rangę narodowego kościoła Ukrainy, a ambicje duchownego obejmowały także Ukraińców zamieszkujących terytorium Rosji. W Wilhelmie rozpoznano typ rewolucyjnego przywódcy, jakiego oczekiwano na ziemiach ukraińskich. Wiele zyskał w oczach swoich zwolenników, kiedy poparł zachowanie ziem, które chłopi nieco wcześniej odebrali miejscowym posiadaczom i szlachcie, także polskiej. Stał się lokalną legendą, a jego renoma skłaniała ludzi do przeprowadzania się na niewielki obszar, który znajdował się pod zwierzchnictwem Wasyla Wyszywanego. Sprawie coraz bardziej przyglądała się habsburska administracja w Kijowie i służby wywiadowcze. Wilhelm stawał się niebezpieczny, zyskał wielu nowych żołnierzy, kiedy Korpus Zaporoski wyrwał się spod kurateli niemieckiej, a lokalnie nazywano go księciem Wasylem i powszechnie postrzegano jako przyszłego króla.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Między wschodem a zachodem </strong></p>
<p style="text-align: justify;">W maju 1918 r. Wilhelm, korzystając z zaproszenia Zaporożców, wraz z towarzyszami przybył do siczy na przyjęcie. Podczas spotkania między Ukraińcami zachodnimi, a wschodnimi, którzy znacznie różnili się wyglądem, kandydat na tron przemawiał po ukraińsku, wykazując się głęboką znajomością ich spraw, zmartwień i potrzeb. Także drugie spotkanie, podczas którego Zaporożcy dawali pokaz sprawności w jeździe konnej, ugruntowało pozycję Wilhelma. Pewnego razu Ukraińcy posadzili go na tronie wywiezionym z jednego z krymskich pałaców, a przy innej okazji wręczono mu burkę, która w ukraińskiej tradycji stanowi odzienie przywódców. Mówiono także o jego rychłej koronacji (Snyder, s. 143). Zaproponowano mu obalenie Skoropadskiego i objęcie władania nad całą Ukrainą w postaci monarchii z elementami demokratycznymi. Poproszony o wytyczne cesarz Karol odpowiedział, że arcyksiążę ma kontynuować swój ukraiński kurs, ale w takiej formie, która nie zirytuje Niemców i nie zagrozi dostawą zboża. Wówczas Wilhelm mógł zacząć podejrzewać, że jest tylko pionem na szachownicy, która znajduje się zupełnie poza jego kontrolą, o czym Karol Stefan przekonał się już wcześniej.</p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem sytuacja na habsburskich terenach Ukrainy, wyjąwszy sektor Wilhelma, coraz bardziej wymykała się spod kontroli, a pomiędzy cesarsko-królewskimi wojskami i ludnością lokalną narastał konflikt. Wyszło także na jaw, że dostarczono zaledwie 10% zboża, jakie URL zobligowała się dostarczyć państwom centralnym. W odpowiedzi na to spalono tajny protokół do traktatu brzeskiego, na mocy którego miał zostać wydzielony ukraiński kraj koronny. Okupanci odpowiadali na radykalizację nastrojów ogniem, a coraz ciekawszą alternatywę dla ukraińskich chłopów stanowili bolszewicy i anarchiści. Wilhelm stał się czynnikiem niewygodnym, de facto stając w konflikcie habsbursko-ukraińskim po stronie ukraińskiej. Dyplomaci cesarza Austrii domagali się odwołania księcia Wasyla z Ukrainy, a stronę niemiecką coraz bardziej niepokoiły wieści o spisku, mającym na celu obalenie Skoropadskiego i wyniesienie Wilhelma na tron. W siczy ulokowano szpiegów, którzy w raportach potwierdzali ogromną popularność kandydata na tron. Obawy dotarły także do samego hetmana, którego starano się uspokoić, redukując liczbę jednostek Wilhelma do pierwotnych czterech tysięcy. Cesarz Karol pozostawał nieugięty – wezwał Wilhelma do Wiednia, gdzie lekceważąco wręczył mu plik donosów i podtrzymał jego misję, a następnie wysłał arcyksięcia na spotkanie z cesarzem Wilhelmem II (Tracz, Błecha, s. 265). Zjawił się w belgijskim Spa feralnego 8 sierpnia 1918 r., kiedy zmasowany atak z  użyciem czołgów doprowadził do śmierci dziesiątek tysięcy Niemców i utraty znacznego obszaru. Wkrótce winą mieli zostać obarczeni Habsburgowie, a tymczasem Wilhelm powracał na Ukrainę z aprobatą dotyczącą dalszego dowództwa na Ukrainie, udzieloną przez cesarza niemieckiego, którego dni były już policzone.</p>
<p style="text-align: justify;">Arcyksiążę Karol Stefan wiedział już, że los tronu Polski i Ukrainy jest przesądzony. Tymczasem Wilhelm wracał do swej wymarzonej krainy, napotykając na każdym kroku trudności tworzone przez dyplomatów austriackich i niemieckich – zgodnie uważali oni, że jeżeli dojdzie do obalenia Skropadskiego to rozpęta się jeszcze większy chaos. Po dotarciu na ziemie ukraińskie Wilhelm pragnął udać się do Kijowa celem wyjaśnienia swoich intencji, ale krok ten interpretowano jako chęć przeprowadzenia zamachu stanu. We wrześniu 1918 r. utracił gwarancję zabezpieczenia jego życia, opuścił Ukrainę wraz ze swoją świtą i udał się na Bukowinę, a gdy miesiąc później, zmożony chorobą leżał w łóżku, Woodrow Wilson ustosunkował się do habsburskiego projektu rozbicia monarchii na państwa narodowe pod berłem cesarza, wyrażając aprobatę dla całkowitego demontażu monarchii. Wilhelm wstał z łóżka, by odprowadzić żołnierzy na pociąg do Lwowa, gdzie mieli wesprzeć sprawę świeżo proklamowanej Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Niedoszły król miał już nigdy nie ujrzeć swojej armii, a jego sprawa została pogrzebana wraz z 800-letnim panowaniem dynastii Habsburgów. Republikańskie władze we Lwowie, za pośrednictwem prezydenta, poinformowały Wilhelma, że nie jest już potrzebny – w jednej chwili odebrano mu to, nad czym pracował przez lata. Kiedy wojsko polskie wkraczało do Lwowa, niedoszły monarcha ukrywał się w klasztorze wśród mnichów. Efemeryczny hetmanat został obalony przez oficerów.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie </strong></p>
<blockquote><p><strong><em>Wilhelm nie porzucił ukraińskich dążeń, postanowił wykorzystać popularność, którą cieszył się jeszcze niedawno, i nawiązał rozmowy ze Skropadskim. W styczniu 1921 r. zawarli porozumienie, na mocy którego Skoropadzki miał rządzić na wschodzie kraju i w jego środkowej części, Galicja wschodnia miała zyskać autonomię, a Wilhelm miał panować nad całym krajem jako król. Projekt zyskał częściową aprobatę Niemiec. Arcyksiążę zerwał relacje z niemieckim hetmanem już kilka miesięcy później, niesłusznie posądzając go o potajemną współpracę z Polską, a także zarzucając mu zbyt dużą „demokratyczność” wizji monarchicznej (Snyder, s. 183). Monarchistyczne projekty i pogłoski pojawiały się przez cały 1921 r. Strona niemiecka pragnęła silnej Ukrainy jako tarczy przed bolszewizmem, a podział ukraińskich ziem po wojnie polsko-bolszewickiej w oczach Wilhelma odbyła się z krzywdą dla URL i niedoszły władca próbował wykorzystać tą okoliczność do odbudowania swojej pozycji. Nadzieje wiązano z restauracją monarchii w krajach habsburskich, ale impuls, który miał wyjść z wciąż monarchistycznie nastawionych Węgier został zaprzepaszczony przez sabotaż admirała Horthy’ego. W kwietniu 1922 r. umęczony cesarz Karol, później błogosławiony, dokonał żywota na portugalskiej Maderze.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #9c2922;">Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny<br />
</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wcześniej jednak Wilhelm założył własną gazetę z wizerunkiem chłopa dzierżącego sierp i młot i hasłem: „Ukraińcy wszystkich ziem, łączcie się!”, z pełną premedytacją parafrazując Marksa i Engelsa (Snyder, s. 187). Przez całe dorosłe życie nie krył swoich sympatii socjalistycznych. Książę Wasyl podróżował po Europie pozyskując wpływowych protektorów, gromadząc środki i składając obietnice o zróżnicowanym stopniu wykonalności. Jesienią 1921 r. w otoczeniu gen. Ludendorffa mówiono o spisku, w którym wojskowy miał stanąć na czele 2-milionowych sił inwazyjnych, skierowanych na bolszewicką Rosję. Pokłosie miało stanowić między innymi powstanie państwa ukraińskiego, na czele którego Ludenforff widział Wilhelma Habsburga (Snyder, s. 189). Potencjalny król zaangażował się więc w pozyskiwanie żołnierzy, choć operacja na taką skale nie uszła uwadze wywiadom nie wyłączając polskiego. Wilhelm został jednak bez środków, zamknął gazetę, a na początku 1922 r. zakończył sojusz z Niemcami i swoją karierę polityczną. Podczas II Wojny Światowej sympatyzował z nazistami, a później rozczarowany skłonił się ku proukraińskiemu ruchowi oporu. Werbował agentów i organizował ośrodki oporu na terenach okupowanych przez III Rzeszę. Pod koniec wojny zdążył jeszcze odzyskać polityczny zapał – wspierał ukraińskich nacjonalistów, udzielił poparcia austriackiej republice i wstąpił tam do Partii Ludowej. W 1947 r. pojmało go GRU i przetransportowało z Wiednia do Kijowa, gdzie wkrótce zmarł na gruźlicę. Zamiast pałacu, śmierć dosięgnęła go w łukianiwskim więzieniu.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 4(10)/2022.</span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Grafika: Wikimedia Commons</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/rola-arcyksiecia-wilhelma-habsburga-w-procesie-kreowania-tozsamosci-ukrainskiej/">Rola arcyksięcia Wilhelma Habsburga w procesie kreowania tożsamości ukraińskiej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Od Edo przez Meiji aż do Showa, czyli modernizacja po japońsku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/od-edo-przez-meiji-az-do-showa-czyli-modernizacja-po-japonsku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Jan 2024 15:42:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[cesarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[edo]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[goździk]]></category>
		<category><![CDATA[japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Meiji]]></category>
		<category><![CDATA[monarchia]]></category>
		<category><![CDATA[showa]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5780</guid>

					<description><![CDATA[<p>Japonia stanowi przedziwny przypadek – niewiele możemy dziś wskazać krajów, które pozostają silniej zakorzenione w swojej przeszłości, a zarazem z większym pędem brną ku przyszłości. O ile podstawowa wiedza w zakresie historii, kultury czy obyczajowości danego kraju bywa bardzo pomocna w jego poznaniu, tak w przypadku Nipponu merytoryczne przygotowanie może nam jedynie podsunąć pewne wskazówki. [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/od-edo-przez-meiji-az-do-showa-czyli-modernizacja-po-japonsku/">Od Edo przez Meiji aż do Showa, czyli modernizacja po japońsku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 20</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Japonia stanowi przedziwny przypadek – niewiele możemy dziś wskazać krajów, które pozostają silniej zakorzenione w swojej przeszłości, a zarazem z większym pędem brną ku przyszłości. O ile podstawowa wiedza w zakresie historii, kultury czy obyczajowości danego kraju bywa bardzo pomocna w jego poznaniu, tak w przypadku Nipponu merytoryczne przygotowanie może nam jedynie podsunąć pewne wskazówki. Mamy bowiem do czynienia z organizmem państwowym zupełnie niepodobnym do naszych realiów, wypełnionym ceremoniałem i niuansami, odmiennym na skutek wieków polityki izolacjonizmu. Nim Japonia stała się nowoczesnym cesarstwem, ornamentalną monarchią na wzór europejski, znalazła swój początek mrokach VII wieku p.n.e., gdy tron objęli pierwsi spośród <em>tenshi</em> (synów niebios). Choć od czasów półmitycznych na Chryzantemowym Tronie zasiadło dotychczas 126 cesarzy, składając się na najstarszą dynastię panującą w dziejach, japońska specyfika zwyczajowo, aż do II połowy XIX wieku, ograniczała władzę cesarza do funkcji ceremonialnych, podczas gdy realne kompetencje przejmowały inne podmioty. Jednym z nich był siogunat rodu Tokugawa, wojskowa dyktatura, która trwała w latach 1603-1868, znana w historii pod nazwą epoki Edo. Po niej nastąpiła epoka Meiji, od której nazwę bierze ustrojowa restauracja, skończona w 1912 r. Dla porządku warto dopisać kolejne elementy periodyzacji dziejów kraju: w 1926 r. rozpoczęła się epoka Showa, od 1989 epoka Hensei, a w 2019 r. rozpoczęła się trwająca nadal epoka Reiwa.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Japonia przed restauracją Meiji</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W połowie XV wieku, na skutek wojny <em>Onin,</em> w Japonii wyłoniły się lokalne potęgi militarne. Gubernatorzy sioguna (naczelnego wodza, generała) zyskiwali coraz większą władzę w podległych sobie prowincjach, tworząc nową klasę władców – <em>daymio </em>(w Europie odpowiednik stanowi „pan feudalny”). <em>Daymio</em> wywodzili się od samurajów i już w XVI stuleciu zdobyli potężną władzę w swych małych państewkach, formalnie podtrzymując zobowiązania wasalne wobec sioguna. <em>Daymio </em>prowadzili ze sobą wojny o terytoria i wpływy, a okres ich nasilenia został uwieczniony w historii jako <em>segoku</em>, czyli „kraj pogrążony w wojnie”. Konflikty wyniszczyły niektórych lokalnych władców innych umacniając w potędze, a społecznym skutkiem było wzmacnianie samorządności bowiem obrona przed zagrożeniami leżała w gestii miast i wsi. Dużą rolę odgrywały kontakty z Europą, a zwłaszcza import tamtejszych rozwiązań technologicznych, jak muszkiety i działa. Koszty sprowadzania zaawansowanej broni były ogromne, a wyposażeni w nią przedstawiciele najważniejszych rodów doprowadzili do stopniowego zastępowania drewnianych zamków twierdzami z kamienia, zdolnymi do obrony przed ciężkimi pociskami.</p>
<p style="text-align: justify;">Wiek XVI to także epoka „trzech zjednoczycieli”, Nobunagi, Hideyoshiego oraz Ieyasu – władców, którzy wysławili się wydawaniem edyktów regulujących system miar, prawo dostępu do broni, prawo do użycia przemocy i inne. Potężni <em>daymio</em> pragnęli spacyfikować podległe sobie ziemie, monopolizując prawo do używania przemocy. Samurajom wyznaczono rolę wymierzających sprawiedliwość rozjemców, a deklaracja zapewnienia zwykłej ludności bezpieczeństwa i ochrony przed zagrożeniami legitymizowała system.</p>
<p style="text-align: justify;">Na początku XVII wieku roku rozpoczęła się epoka Edo, a wkrótce po władzę sięgnął siogun z rodu Tokugawa. Historycy nazywają ten okres mianem <em>bakuhanu</em>, a pojęcie to bierze się od <em>bakufu </em>(siogunatu) oraz systemu hanów, czyli podległych siogunom ziemskich panów, stojących na czele feudalnych lenn – <em>daimyo.</em> Cesarz, nie po raz pierwszy w historii, stał się de facto sługą wojskowej dyktatury, która odebrała mu niemal wszystkie kompetencje praktyczne i pozostawiła w roli żywego bóstwa, mistrza ceremonii i rytuałów. Podobnie jak w przypadku dwóch wcześniejszych siogunatów, nie brano pod uwagi zniesienia urzędu cesarza, który był zbyt głęboko osadzony w świadomości mieszkańców kraju. Kilkukrotnie próby poszerzenia wpływów, podejmowane przez cesarzy, nie przyniosły skutku.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Sytuacja Japonii pod rządami siogunatu Tokugawy &#8211; izolacjonizm</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Japonia wkraczała w wiek XVII w pozornie korzystnej sytuacji gospodarczej – rozwój rzemiosła i handlu pozwolił na wykształcenie w połowie wieku dwóch półmilionowych ośrodków miejskich, Kioto i Osaki. Poprzez podboje i konfiskaty ród Tokugawa zwiększał zasobność w ziemie i potencjał ludnościowy, dystansując inne klany – klan Maeda, drugi pod względem potencjału, czerpał przeszło sześciokrotnie niższy dochód, a terytoria kontrolowane w pełni przez siogunów Tokugawa stanowiły ok. ¼ powierzchni kraju.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla zabezpieczenia swej władzy siogunat scentralizował administrację, wprowadził system kontroli, a także wydał szczegółowe rozporządzenia dotyczące poszczególnych grup i klas społecznych. Kraj funkcjonował w klasycznym modelu, zbliżonym do feudalnej Europy, choć z większą rolą czynnika biurokratycznego. Silna struktura miała dwojaki skutek – wewnętrznie w Japonii panował spokój, który umożliwiał rozwój kultury i sztuki, rozbudowę miast, doskonalenie rzemiosł. W tym samym czasie cierpiała gospodarka – z pozoru wzrastała zamożność i dostatek, ale faktycznie kraj pozbawiony dostępu do nowinek technologicznych i rozwiązań przyspieszających prace tkwił w dotkliwym zapóźnieniu. Z czasem zaczęło to wzmagać niepokoje ludności chłopskiej, które nasiliły się zwłaszcza w II połowie XVIII wieku. Główną przyczynę konfliktów i rozruchów stanowiła spekulacja cenami ryżu, która skutkowała ubóstwem i głodem. Zdeterminowani buntownicy atakowali magazyny żywności, jednak samurajowie radzili sobie z takimi zagrożeniami.</p>
<p style="text-align: justify;">Z czasem jednak buntownicze nastroje słabły,  ograniczeni do funkcji wojskowych samurajowie mieli coraz mniej obowiązków, a ich szeregi zaczęły się zmniejszać. Tymczasem do kraju zaczęli napływać misjonarze, głównie hiszpańscy i portugalscy jezuici, których szybko zaczęto postrzegać jako zagrożenie. P. Theroux zauważył, że ówcześni mieszkańcy wysp japońskich wykazywali znaczne skłonności ku chrześcijaństwu, co przekładało się na masowe nawrócenia i gotowość na męczeństwo. Prześladowania obrazowo ukazał Martin Scorsese w filmie „Milczenie” z 2006 r., w którym dwaj misjonarze przybywają do Japonii by odnaleźć zaginionego przed laty menora, przy okazji nawracając tubylców i udzielając im sakramentów.</p>
<p style="text-align: justify;">Reakcją siogunatu było wprowadzenie w 1639 r. polityki <em>sakoku </em>czyli izolacji kraju, zamknięcia jego granic dla przybyszów jak i poddanych Tokugawy oraz radykalnego ograniczenia handlu, na który przyzwolenie miało jedynie kilka faktorii chińskich i holenderska Dejima. Ta ostatnia była sztuczną wyspą usypaną z polecenia sioguna, która stała się faktorią Holenderskiej Kampanii Wschodnioindyjskiej w zamian za pomoc w stłumieniu powstania z lat 1637-1638. Wcześniej wyspa miała służyć handlowi z Portugalczykami, ale decyzję zmieniono bowiem krajanie Vasco da Gamy i Magellana mieli ambicje misyjne, podczas gdy Holendrzy kierowali się zyskiem, a do tego, jako protestanci, uchodzili za mniej niebezpiecznych (nota bene siogunat miał ogromny problem ze zrozumieniem różnicy między katolikami a protestantami).</p>
<p style="text-align: justify;">Z czego wynikała wrogość rodu Tokugawa wobec chrześcijan, a zwłaszcza katolików? Lojalność względem pana, której wymagał siogunat, leżała w oczywistej sprzeczności z lojalnością wobec Boga reprezentowanego przez misjonarzy. Głosiciele słowa Bożego zyskiwali wpływy, które niepokoiły lokalne władze; ich przekaz był egalitarny, a to naruszyło uświęconą zwyczajem strukturę społeczną. Siogunat miał ponadto w pamięci boje z armiami mnichów, którzy, zwłaszcza w okresie „trzech zjednoczycieli”, stawiali zaciekły opór kiedy próbowano im narzucać własną wolę.</p>
<p style="text-align: justify;">Najczęściej nawracali się chłopi (być może poszukujący siły w ciężkim życiu), a także roninowie – „samotne wilki”, samurajowie, którzy zostali pozbawieni pana. Obawy siogunatu okazały się częściowo słuszne – w latach 1637-1638 siły dwu wspomnianych wyżej klas stanowiły awangardę powstania na półwyspie Shimabara. U podstaw zrywu leżało podniesienie podatków dla chrześcijan i nasilenie ich prześladowań co skłoniło 27 tysięcy osób do zbrojnego oporu. Buntowników stracono, a aparat represji i antykatolicką obsesję, która zapanowała po tych wydarzeniach, można przyrównać do walki z „papistami” w stuartowskiej Anglii, także w wieku XVII.</p>
<p style="text-align: justify;">Choć samurajowie pod rządami rodu Tokugawa ulegali stopniowej deklasacji, w zmniejszającym się gronie doprowadzili do wykrystalizowania się swojego etosu, który miał im zapewnić przetrwanie. Podczas izolacjonizmu wykształcił się także etos <em>chonin</em>, czyli japońskiego mieszczaństwa.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Japonia spogląda ku światu</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Przez całą epokę Edo europejskie potęgi nie ustawały w wysiłkach na rzecz nawiązania relacji handlowych z Japonią. Kraj stanowił rynek zbytu, jego zapóźnienie technologiczne oznaczało perspektywę rychłego zapotrzebowania na technologiczne rozwiązania Starego Świata, a ponadto dysponował pożądanymi dobrami jak jedwab, laka czy papier. Intensyfikacja prób zbliżenia nastąpiła w I połowie XIX wieku, gdy prym wiedli w nich Wielka Brytania i Rosja, a później także Stany Zjednoczone. Siogunat pozostawał jednak nieugięty, a dopiero wewnętrzne zmiany skłoniły jego decydentów do przemyślenia swojego położenia.</p>
<blockquote><p><em><strong>Społeczeństwo się przeobrażało – ubożejący chłopi coraz częściej przenosili się do miast, gdzie poszukiwali zatrudnienia w charakterze taniej siły roboczej. Najczęściej trafiali do manufaktur pozostających pod kontrolą najpotężniejszych panów i wysokiej arystokracji. Rosnącą grupę mieszkańców miast stanowili „przebranżowieni” samurajowie, parający się odtąd handlem i drobnym wytwórstwem. Tracili klasowe przywileje i prestiż, ale nie porzucali swojej dumy – na miarę swoich możliwości nadal pracowali na dobre imię swoich rodów, pielęgnując przy tym nienawiść do rodu Tokugawa. </strong></em></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Przełom w relacjach Japonii z europejskimi potęgami nastąpił w latach 50. XIX wieku za sprawą Amerykanów. Do Kraju Kwitnącej Wiśni wysłano ekspedycję Jamesa Glynna, która odniosła negocjacyjne fiasko w Nagasaki, a po powrocie, w sprawozdaniu przed Kongresem, zaleciła porzucenie dyplomacji na rzecz argumentów siłowych. Zgodnie ze wskazaniem w 1853 r. do Japonii popłynęła ekspedycja wojskowa pod dowództwem komandora Perry’ego, który zuchwale nakazał swojej załodze zejście na ląd pod czujnym okiem trzymających dystans tubylców. Był to zaledwie mały pokaz siły i posiadanego uzbrojenia. Rok późnej do kraju skierowano kolejną ekspedycję Perry’ego, który tym razem stał na czele 9 jednostek pływających, wyposażonych w działa i jednostki lądowe.</p>
<p style="text-align: justify;">Siogunat coraz bardziej zdawał sobie sprawę z własnej słabości i bezsilności wobec nowoczesnej broni. Uległ, wyrażając zgodę na podpisanie traktatu Japońsko-Amerykańskiego w Kanagawie. Na jego mocy Amerykanie uzyskali dostęp do portów w Shimoda i Hakodate, a ponadto zainstalowali swojego konsula w pierwszym z wymienionych miast. Wkrótce także inne państwa podpisały podobne umowy handlowe korzystne dla przybyszów, podczas gdy Japonia traciła wpływ na taryfy importowe, a także wpływ na poczynania Europejczyków, którzy na wyspach niejako stali ponad prawem.</p>
<p style="text-align: justify;">Warto odnotować, że Perry nie miał zbyt dużej wiedzy na temat istniejącego w Nipponie systemu władzy. Oczekiwał pertraktacji z samym cesarzem, podówczas Komeiem, bądź jego reprezentantem, jednak finalnie zasiadł do stołu z przedstawicielem sioguna. Cesarz pozostał odizolowany, a ród Tokugawa mierzył się z coraz większym problemem. W obliczu tego Zwierzchnik Rady Starszych klanu zdobył się na decyzję bez precedensu – rozesłał do wszystkich <em>daymio </em>list z zapytaniem o stosunek do kontynuowania polityki izolacjonizmu. Oczekiwano, że sposób ten zapewni legitymizację (jak wizerunkowe referenda, których wynik jest przesądzony z góry), ale okazało się, że część spośród najważniejszych dygnitarzy popiera otwarcie kraju i jego portów na cudzoziemców.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla siogunatu umowy międzynarodowe były grą na czas i odwlekaniem nieuniknionego. Wraz z europejskimi statkami do Japonii przybyło świadectwo rozwoju i zaawansowania. Mieszkańcy kraju, dotąd kształtowani poprzez propagandę i nie znający zewnętrznego świata byli zszokowani, że ludy spoza ich ziem nie są dzikie i nieokrzesane. Nowoczesne jednostki pływające, broń i sprzęt podkopywały pozycję rodu Tokugawa, który coraz częściej obwiniano o japoński anachronizm. W obliczu zwiększonej ilości wizyt statków pod banderą Wielkiej Brytanii, Francji oraz Rosji, zaniepokojony siogunat postanowił, przy pomocy Holendrów, zbudować nowoczesną flotę, zdolną do konkurowani z wiodącymi potęgami. To z kolei wymagała znaczących ustępstw władzy, która stopniowo luzowała ucisk – hanowie mogli odtąd budować wysokotonażowe okręty i wzmacniać swój potencjał militarny. Siła hanów rosła wprost proporcjonalnie do potencjału siogunatu. Legitymizacja wojskowego absolutyzmu rodu Tokugawa powoli upadała, a okazji na zwiększenie nie przegapił dwór cesarski, który coraz pewniej przesuwał ciężar polityki i wykrawał własny kawałek tortu. Upowszechniły się hasła o czci dla cesarza i obaleniu siogunatu. Zapach nowej epoki unosił się w powietrzu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Schyłek władzy siogunatu Tokugawa</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Siogunowie, choć podtrzymywali feudalne mechanizmy w czasach, kiedy w Europie wprowadzano konstytucje, ograniczano władzę monarchii, arystokracji i Kościoła, nie byli oderwani od rzeczywistości. Niemal przez całą epokę Edo poszukiwano rozwiązań, które zniwelują technologiczne zapóźnienie, np. w 1720 roku zezwolono na import europejskich książek. Anachronizm rodu Tokugawa nie był jego jedynym problemem. Miasto Edo, dzisiejsze Tokio, dwukrotnie zostało niemal doszczętnie zniszczone przez pożar. W 1657 r. w ciągu zaledwie trzech dni życie straciło około 100 tysięcy osób (zaledwie 9 lat później słynny pożar niemal zrównał z ziemią szekspirowski Londyn). Na lata 1833-1837 przypadła klęska głodu, której siogunat nie potrafił stawić czoła w oparciu o japońskie uprawy.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1837 frustracja popchnęła urzędnika Heihachiro do wszczęcia powstania, które władza zwalczyła z ogromnym trudem. Struktura kraju była zdecentralizowana i koncentrowała się na relacjach między siogunatem, a lokalnymi <em>daymio. </em>Próby modernizacji tego systemu nie przynosiły pożądanych efektów bowiem panowie obawiali się szkody dla własnych interesów. Klan Tokugawa nie był także w stanie podnieść podatków na tyle, by wpływy mogły pokryć koszt zbudowania nowoczesnej armii. Wielu władców przekonało się na własnej skórze, że podnoszenie podatków zawsze stwarza widmo buntu, o czym własną głową przekonał się król Karol I Stuart. Zawiodły próby  reform i modernizacji kraju przeprowadzone przez Yoshinobu Tokugawę, który swoje pomysły czerpał z doświadczeń posła wysłanego do Holandii.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1864 r. han Choshu wystąpił przeciwko siogunatowi i podjął próbę zajęcia dworu cesarskiego. Bunt został stłumiony, ale wkrótce władzę hana obalili samurajowie z Choshu wsparci przez siły hana Satsumy. Po odparciu wojsk siogunatu rebelia przyciągała kolejnych zwolenników, podczas gdy władza klanu Tokugawa słabła. Rebelianci mieli przewagę w wyszkoleniu – przygotowywali się od dawna, podczas gdy samurajowie, za sprawą braku walki, często zatracali bitewny kunszt i ducha walki. Pojawiły się dwie konkurujące ze sobą ideologie odnoszące się do systemu władzy. Pierwsza, nazywana <em>sonno-joi </em>(czcić cesarza, wypędzić barbarzyńców), zakładała obalenie rządów siogunatu i przywrócenie pełni władzy cesarskiej. Bohaterem jej zwolenników został Takayama Hikokuru, samuraj i historyk, który odkrywszy w 1793 r., że siogunat uzurpuje prerogatywy cesarskie popełnił honorowe samobójstwo. Druga, znana pod nazwą <em>kobu gattai</em>, zakładała współpracy między siogunatem, panami feudalnymi (han, daymio) oraz cesarzem. Zbliżenie chciano uzyskać wydając siostrę cesarza za sioguna.</p>
<p style="text-align: justify;">W roku 1867 wybuchła wojna <em>boshin</em> (wojna roku smoka), toczona między zwolennikami cesarza, a siłami lojalnymi wobec siogunatu. Kiedy wśród wysokiej arystokracji pojawił się wyraźny rozdźwięk, siogun Yoshinobu Tokugawa abdykował, licząc na to, że w zmienionym systemie członkowie jego klanu pozostaną państwową elitą. Cesarz zadecydował jednak o całkowitej likwidacji klanu, a wtedy jego zwierzchnik postanowił zająć monarszy dwór w Kioto (cesarskiej stolicy nim przeniesiono ją do Tokio). Niechętni nowinkom zwolennicy sioguna szybko ulegli zmodernizowanym siłom cesarstwa. Yoshinobu ze swoimi poplecznikami i grupą francuskich doradców poddał się i uciekł by na Hokkaido założyć efemeryczną Republikę Ezo. Jej funkcjonowanie oparto na amerykańskim modelu republikańskim, jednak nie pozwoliło to wydłużyć zaledwie 5-miesięcznego bytu quasipaństwowego. Jedyny prezydent tego tworu, Takeaki Enomoto w petycji do dworu cesarskiego domagał się możliwości kultywowania tradycji siogunatu na terenie wyspy Ezo (dziś Hokkaido), ale spotkała go odmowa.</p>
<p style="text-align: justify;">Cesarz stał się niepodzielnym władcą, cudzoziemcy pozostali w kraju, a zwolennicy rodu Tokugawa zostali ułaskawieni – wielu z ich przedstawicieli odbudowało swą pozycję, obejmując atrakcyjne stanowiska w czasach Restauracji. Dynastia istnieje do dnia dzisiejszego – praprawnuk ostatniego sioguna zamieszkuje Tokio i trudni się działalnością biznesową. Rodzina raz w roku spotyka się w świątyni w Shinto, gdzie znajduje się grób Ieyasu Tokugawy, pierwszego sioguna. Jak podkreśla w swej wypowiedzi dla „Los Angeles Times” z 1990 r., pewne cechy dawnego japońskiego społeczeństwa, jak lojalność czy hierarchia, przetrwały, a ciągłość nigdy nie została przerwana.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Restauracja Meiji</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Epoka Meiji to czas panowania cesarza Matsuhito, którzy zasiadał na tronie od 1868 do 1912 r. Termin ten tłumaczy się jako „erę światłych rządów”, co oddaje ogrom przemian na polu kulturowym, społecznym, politycznym oraz gospodarczym, a ponadto podkreśla zakończenie „nieoświeconego” siogunatu. W tym okresie Japonia, naznaczona dwuipółwieczną izolacją, uległa szybkiej modernizacji i upodobnieniu do wzorców zachodnich. W opracowaniach okres Meiji często bywa określany mianem rewolucji, jednak była to rewolucja nietypowa za sprawą odgórnego źródła – przewodzili jej samurajowie, a więc stara elita, klasa najbardziej pokrzywdzona przez klan Tokugawa.</p>
<p style="text-align: justify;">Restauracja Meiji nie była jednym wydarzeniem, a skomplikowanym układem procesów i przekształceń, w których możemy dostrzec trzy główne fazy. W pierwszej przewodnią tendencję stanowiła europeizacja i czerpanie wzorców ze Starego Kontynentu i ze Stanów Zjednoczonych. Choć nadal wierzono w mentalną wyższość Japończyków nad innymi ludami, co późnej wyewoluowało w japoński nacjonalizm, to obce wzorce kopiowano bardzo chętnie i bezrefleksyjnie. Nastąpił odwrót od tradycyjnej kultury, porzucenie niektórych rzemiosł i sztuk, zapanowała moda na europejskie zachowania i stroje. Nawet cesarz Mutsuhito w 1888 roku po raz pierwszy publicznie wystąpił w mundurze na wzór europejski, zamiast szaty noszonej przez władców przez ponad 1000 lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Po początkowej fazie zachłyśnięcia nowinkami możemy wyróżnić fazę drugą, modernizacyjną. Nadal korzystano ze zdobyczy postępu, ale należało zmierzyć się z zapotrzebowaniem na tożsamość, która nie była Japończykom potrzebna w dobie kontrolującego wszystko siogunatu. Rozumiano, że nadmierne zapatrzenie w obce rozwiązania doprowadzi do stopniowego wynarodowienia. Tymczasem nowopowstały naród zaczął kierować myśli ku rozwiązaniom rodzimym. Ukształtowany system balansował pomiędzy adaptacją postępowych rozwiązań, a zachowaniem własnej tożsamości i niezależności. Celem przyłączenia Japonii do czołówki światowych mocarstw z Europy i Stanów Zjednoczonych sprowadzono zastępy specjalistów w swoich dziedzinach, amerykańskich rolników, angielskich ekspertów od kolei, włoskich artystów czy Francuzów wyspecjalizowanych w rzemiośle wojennym. Bardzo szybko wykorzeniano ostatnie zabytki feudalizmu – już w II połowie XIX wieku kobietom, niegdyś strażniczkom domowego ogniska, zezwolono na „wyprawy studenckie” do Europy (prekursora wymian studenckich Erasmus?).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Między tradycją a nowoczesnością</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Już sam termin „restauracja” wymaga doprecyzowania. Japońskie słowo <em>ishin </em>składa się z dwóch znaków oznaczających „kontynuację”, a także „odnowę”. W języku polskim nie występuje termin, który pozwoliłby precyzyjnie oddać to znaczenie, choć „restauracja” (bądź „odnowa”) częściowo rekompensuje ten brak. Zgodnie z przyjętą w Polsce praktyką, pojęcie restauracji odnosi się do odnowienia władzy cesarskiej, co pasuje do wydarzeń w Japonii, choć nie oddaje jej wszystkich aspektów.</p>
<blockquote><p><strong><em>Myśliciele dobry japońskiej rewolucji mieli świadomość tendencji do szybkiego adaptowania obcych rozwiązań kulturowych (jak w przypadku chrześcijaństwa na początku ostatniego siogunatu). Możemy wyróżnić dwa nurty: pierwszy, popularny zwłaszcza na początku Meiji zakładał, że Japonia powinna odsunąć się od własnych tradycji i kultury na rzecz postępowej kultury państw Zachodu. Posuwano się nawet do postulatów zakazu nauczania języka japońskiego, promowania małżeństw mieszanych – dyskusje toczono w tzw. Klubach (nota bene miejscach typowych dla rewolucyjnych przekształceń jak w przypadku klubów Palaise Royal podczas rewolucji francuskiej). Pojawił się przełomowe prace, w tym 9-tomowe dzieło Fukuzawy Yukichi, w którym zawarł obszerbe spostrzeżenia z misji dyplomatycznej w Europie. Na szczególną uwagę zasługują trzy tomy, w których autor podjął się wyzwania zaadaptowania na potrzeby japońskie terminów, które w kraju samurajów były zupełnie nieznane. Duży nacisk kładziono na znaczenie edukacji.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Drugi nurt stanowił niejako odpowiedź na pomysły radykalnych reformatorów, którzy swoją działalnością ujednolicili wszelkie relikty doby feudalnej tworząc eklektyczną mieszankę różnych klas społecznych, tradycji i obyczajów charakterystycznych dla samurajów, mieszczan, arystokracji i innych. Początek XX wieku przyniósł renesans wyklętego dziedzictwa siogunatu Tokugawa i wcześniejszych epok. Z plastycznej masy feudalnego dziedzictwa formowano nowe konstrukcje, nie zawsze odpowiadające pierwotnym założeniom. W ten sposób wywindowano rangę gejsz – niegdyś zaledwie artystek bawiących towarzystwo tańcem i rozmową, później żywych nośników tradycji, którymi pozostają do dziś (promocja tradycji i kultury przez rząd Japonii w ostatnich latach zaowocowała rosnącą liczebnością gejsz, zwłaszcza w Kioto).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>„Nowe” cesarstwo</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W 1868 cesarz Japonii zyskał władzę, jakiej nie posiadła od 1192, a więc w okresie, w którym praktyczne aspekty władzy realizowali siogunowie. Choć przez kilkaset lat władca działał głównie na płaszczyźnie ceremonialnej, jego boski status nigdy nie został zakwestionowany, a podkreślono go w Konstytucji Meiji z 1889 r. Dopiero w 1945 r. uznano cesarza za zwykłego człowieka, a decyzję tą przypieczętowała śmierć ostatniego cesarza-boga w 1989 r. Wówczas kwestia pozycji monarchy przestała być tabu, a badacze ochoczo zaczęli ją podejmować.</p>
<p style="text-align: justify;">Odtworzenie faktycznej władzy cesarza wymagało zaznajomienia się z sytuacją innych monarchii. Japońscy uczeni zostali oddelegowani do analizowania europejskich systemów prawnych, a za najbardziej odpowiednią uznano konstytucję Prus z 1850 r. Jej przewaga polegała na największym wyeksponowaniu roli monarchy – niemiecka monarchia stawiała opór liberalizacyjnej tendencji i podtrzymywała rozwiązania oświeconego absolutyzmu. Choć konstytucja ta mogła najlepiej posłużyć zabezpieczeniu tradycji, niemieccy eksperci ostrzegali Japończyków, że bezmyślne kopiowanie rozwiązań obcych zakończy się katastrofą (możemy tu dostrzec echa „konstytucji naturalnej” de Maistre czy Monteskiusza, wynikającej z charakteru i uwarunkowań narodu, a nie z arbitralnych decyzji prawodawców).  W efekcie powstało rozwiązanie odrębne, choć wykazujące podobieństwa do znanych wcześniej uregulowań. Cesarz-bóg, 122. władca zasiadający na Chryzantemowym Tronie (Mutsuhito) stanowił czynnik stały, na którym można było oprzeć nowoczesne państwo. Dlatego w konstytucji Meiji cesarzowi poświęcono rozdział pierwszy (w konstytucji Prus – rozdział III, a w wieku innych ustawach tego okresu dalsze pozycje).</p>
<p style="text-align: justify;">W treści konstytucji Meiji dobitnie podkreślono monarsze kompetencje i zakres jego władzy. Cesarz był głową narodu, przed którą indywidualnie odpowiadał każdy minister, który był zarazem doradcą władcy. Wszelkie ważne dokumenty wymagały zarówno podpisu cesarza jak i stosownego ministra, co skłaniało przedstawicieli aparatu państwowego do ostrożności, a przede wszystkim czyniło ich odpowiedzialnymi za swoje czyny. Cesarz stał na czele administracji, miał prawo łaski, a także obsadzał kluczowe stanowiska wedle własnego uznania. Stał także na czele sił zbrojnych, co było kluczowe w kraju budującym silną armię. Także władza ustawodawcza leżała w gestii monarchy – wprawdzie, zgodnie z zasadą trójpodziału władzy, kompetencje w tej materii brały się ze zgody parlamentu, to jednak wprowadzenie jakiegokolwiek prawa w życie było uzależnione od woli władcy. Ogólnie rzecz biorąc w oparciu o konstytucję Meiji z 1889 r. cesarz miał szeroki zakres władzy, choć z prawnego punktu widzenia dokument ten czerpał silne inspiracje z dorobku konstytucjonalizmu europejskiego. Należy ponadto odróżnić założenia teoretyczne od faktycznego wykonywania władzy – w historii wielokrotnie konstytucja stanowiła raczej wskazówkę niż ustrojowy fundament.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Samurajowie – kłopotliwa spuścizna</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Na początku siogunatu samurajowie wciąż odgrywali znaczącą rolę, spełniając funkcje sądownicze, a także typowe dla swej klasy funkcje wojskowe. Z czasem, częściowo za sprawą braku większych konfliktów i zapotrzebowania na wojowników, ich rola malała, a stan liczebny spadał – niektórzy w sytuacjach bez wyjścia musieli porzucić klasową dumę i podjąć prace innego rodzaju. Uderzano także w ich tradycje – zdelegalizowano <em>seppuku,</em> rytualne samobójstwo, zakazano noszenia miecza oraz walki z jego użyciem. Co ciekawe, choć historia katany sięga VIII wieku n.e., ich produkcję, nazewnictwo i uregulowania kodeksowe pochodzą z epoki Edo. Miecz stanowił dla samuraja swego rodzaju indywidualną relikwię, atrybut, bez którego nie mógł on funkcjonować w sposób niezakłócony.</p>
<p style="text-align: justify;">Samurajowie przetrwali trudną przeprawę przez siogunat Tokugawy, ale w nowych realiach ich pozycja wcale nie była lepsza. Lenna, które nadal posiadali, zostały im skonfiskowane za wypłatą niewielkiego odszkodowania (Kido Takayoshi przewodził grupie szlachciców, którzy zwrócili swe ziemie do domeny cesarskiej, dekonstruując hanat), wraz z wprowadzeniem armii zawodowej w 1873 r. utracili status wojskowy, a edykt wydany trzy lata później zakazał im posiadania samurajskiego miecza (do posiadania jakiejkolwiek broni upoważniono jedynie armię i policję). Szczególnie trudną do przełknięcia pigułką była zmiana podejścia do prowadzenia walki. Samurajowie, którzy odnaleźli się w nowej armii, wcześniej byli uczeni o poświęceniu i honorze, które nadają życiu sens. W nowych realiach kładziono zaś nacisk na przeżycie – pod względem etycznym wartość zupełnie nową dla dawnej klasy wojowników. W tej materii za spadkobierców samurajów możemy uznać żołnierzy kamikaze, którzy jeszcze w latach 40. wyruszali w samobójcze misje poprzedzone odczytaniem bushido i hakiu napisanych przez zmarłych pilotów. Spadając na cel krzyczeli „Banzai” (niech cesarz żyje 10 tys. lat).</p>
<p style="text-align: justify;">W społeczeństwie japońskim, zmuszonym do szybkiego przejścia od feudalnych reliktów do nowoczesnych rozwiązań, przedstawiciele zdeklasowanych warstw, a zwłaszcza samurajowie, wybierali zróżnicowane ścieżki. Część z nich zaadaptowała się w nowej rzeczywistości, podejmując prace w różnych sektorach i dbając o dobre imię swych rodów w nowych realiach. Niektórzy zupełnie nie radzili sobie ze zmianami – pozbawieni możliwości wykonywania tradycyjnych funkcji popadali w uzależnienie od rekompensujących pensji wypłacanych przez państwo. Ich wysokość stopniowo malała, aż w końcu pensje zlikwidowano po wypłacie przymusowego, jednorazowego odszkodowania. Zostali pognębieni zarówno pod względem ekonomicznym jak i kulturowym.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Cesarze nowej epoki</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W 1868 na cesarskim tronie zasiadał 16-letni Matsuhito, który jeszcze w tym samym roku ogłosił Przysięgę Cesarską w pięciu artykułach. Był to ogólny zarys kierunku, w jakim kraj miał podążać pod jego rządami. Zakładał uwzględnienie opinii publicznej, wpływ społeczeństwa na kształtowanie państwa, sprawiedliwość i praworządność, powszechny dostęp do wiedzy, a także walkę z zacofaniem. Stolica została przeniesiona do Tokio, a rozwiązania feudalne stopniowo modernizowano lub znoszono. Miejsce lokalnych domen zajęły prefektury podległe cesarskiemu rządowi, poprawiono pozycję chłopów, armię oparto na poborze, a poziom wykształcenia miało wywindować upowszechnione szkolnictwo. Niektóre zmiany spotykały się ze społecznym oporem – powyżej omówiono przypadek samurajów, ale nie oni jedni stracili prestiżową rolę. Częściowo starano się rekompensować nagły zanik wyróżnień i przywilejów poprzez nadawanie nowych tytułów arystokratycznych na wzór europejski.</p>
<p style="text-align: justify;">Ustrój, w oparciu o Konstytucję Meiji z 1889 r., zyskał w toku dyskusji formę monarchii konstytucyjnej z silną rolą cesarza. Ten ostatni był zwierzchnikiem innych organów, zatwierdzał ustawy Parlamentu, mianował i odwoływał najważniejszych urzędników i dowódców, decydował o wojnie i pokoju, a także posiadał przywilej nadawania tytułów, wyróżnień i prawo łaski. W odrębnym dokumencie uregulowane zostały kwestie monarszego dworu wraz z zasadami sukcesji, przynależnością do rodziny cesarskiej i kwestiami honorowymi. Cesarz został określony jako święty i nienaruszalny, zgodnie z wielowiekowym podejściem.</p>
<p style="text-align: justify;">Matsuhito wysławił się dwoma znaczącymi sukcesami militarnymi. Zwycięstwo nad Chinami z 1895 r. zapewniło krajowi zdobycze terytorialne, a pokonanie Rosji w 1905 r. skompromitowało ten kraj i zapoczątkowało proces, który miał w niedalekiej przyszłości doprowadzić do wybuchu rewolucji październikowej i  obalenia władzy Romanowych. Wielbiony cesarz odszedł na wieczny spoczynek w 1912, sprowadzając na kraj żałobę. Jego następcą na Chryzantemowym Tronie został Yoshihito, 123. cesarz, który zasiadał na nim do śmierci w 1926 r. (od 1921 r. de facto pod regencją  syna Hirohito). Był słabym i chorowitym człowiekiem, który przez całe życie zmagał się z powikłaniami choroby przebytej w dzieciństwie. Edukację odbywał w prestiżowym Gakushuin, gdzie ujawnione zostały poważne problemy dydaktyczne, przez co nauczanie kontynuowano przy pomocy prywatnych nauczycieli. Był pierwszym w historii kraju księciem i następcą tronu, który złożył zagraniczną wizytę (w Korei). Za jego sprawą na dworze wprowadzono monogamię. Po śmierci w wieku zaledwie 47 lat „chorowity cesarz, jak go nazywano, został tako pierwszy władca Japonii pochowany w Tokio.</p>
<p style="text-align: justify;">Jego następcą został syn Hirohito, który na tronie zasiadał przez rekordowe 62 lata i 13 dni. Jako pierwszy władca Japonii odbył podróż do Europy, co wywołało niezadowolenie doradców, którzy uważali, że święty cesarz, inny od wszystkich pozostałych władców świata, nie powinien podróżować do obcych krajów. Podczas II Wojny Światowej Hirohito sprzeciwiał się paktowi z III Rzeszą i militaryzacji gospodarki, jednak nie miał on realnego wpływu na wydarzenia. Po kapitulacji Japonii w 1945 r. formalnie pozostał władcą z prerogatywami ceremonialno-reprezentacyjnymi, ale utracił status istoty boskiej, kończąc tradycję sięgającą VII wieku p.n.e. Jego radiowa przemowa wygłoszona 15 sierpnia była dla Japończyków niezwykłym przeżyciem bowiem większość z nich nigdy wcześniej nie słyszała głosu cesarza.  Ocena jego poczynania podczas II WŚ bywa zróżnicowana – niektórzy historycy obwiniają go o konflikt ze Stanami Zjednoczonymi i Anglią, zaś inni uważają, że to on ów konflikt zakończył możliwie najwcześniej, czyli jeszcze w 1945 r. W czasie trwania konfliktu uważano go za zbrodniarza wojennego sądząc przy tym, że osądzanie wówczas jeszcze boskiej osoby miałoby negatywne skutki. Resztę życia upłynęło mu na spokojnym wypełnianiu obowiązków głowy państwa, a wolny czas umilał sobie prowadząc badania w zakresie biologii morskiej.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kwestia religijna w Meiji</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Chrześcijaństwo zostało zalegalizowane, a do kraju ponownie przybyli misjonarze. Siogunat nigdy nie zdołał całkowicie wytępić wyznawców Chrystusa, a po dwóch i pół wieku prześladowań w Japonii nadal funkcjonowało ok. 50-60 tys. <em>kakure-kirishitan</em>. Nie można ich jednak prosto zakwalifikować jako katolików bowiem odseparowani od papieża i hierarchii modyfikowali swoje wierzenia, usuwając niezrozumiałe elementy kultu bądź dodając nowe. Także wiara przekazana im przez misjonarzy w XVII wieku nie była ortodoksyjna – stosowano zabiegi znane z Ameryki Południowej, gdzie nową religię wdrażano adaptując na jej potrzeby elementy wcześniejszych kultów, wierzeń i obrzędów, podobnie jak to czyniono w chrystianizowanej Europie, a także wśród plemion Nowego Świata. Niektórzy chrześcijanie zaczęli uczęszczać na zwyczajne msze podczas gdy inni kontynuowali praktykowanie własnej quasichrześcijańskiej religii. Na centralną postać chrześcijaństwa epoki Meiji wyrósł Uchimura Kanzo – potomek samurajskiej rodziny, który po podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie zbierał doświadczenie pedagogiczne, w Japonii założył ruch Chrześcijaństwo bez kościoła, „kościół” dla wszystkich tych, którzy nie mają swojej świątyni, sierociniec dla zagubionych dusz.</p>
<p style="text-align: justify;">Początkowo pojawiła się znana w Japonii obawa o skokowy wzrost ilości konwersji, a co z tym idzie – zaburzenie społecznej hierarchii oraz umniejszenie roli cesarza. Okazało się jednak, że chrześcijaństwo po 250 latach nie było już tak zachęcające dla Japończyków, a jego wyznawcy pozostali nieliczni. Stan ten utrzymał się do dnia dzisiejszego, gdy katolicy stanowią mniej niż 1% społeczeństwa, a posługę pełnią zwłaszcza cudzoziemscy zakonnicy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Echa feudalnej Japonii</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Choć współczesna Japonia znajduje się w awangardzie postępu i słynie z nowoczesnych technologii, robotyzacji i automatyzacji, społeczeństwo wciąż posiada silne zakorzenienie w historii i tradycji. Po II Wojnie Światowej nadal podnoszono głosy sprzeciwu w kwestii kierunku, w jakim zmierza nowoczesna Japonia. Być może najbardziej jaskrawym przejawem tęsknoty za silną pozycją cesarza było rytualne samobójstwo zwane seppuku, popełnione w 1970 r. przez Yukio Mishimę. Ten słynny poeta i dramaturg, nazywany czasami „ostatnim samurajem”, nim przebił swą klatkę piersiową mieczem wygłosił słynną mowę utrzymaną w duchu bushido. Przedstawicielem przeminionej Japonii był także Hiro Onoda, który dwa lata później został znaleziony na filipińskiej wyspie, gdzie, nigdy nie odwołany z rozkazów, wciąż je wypełniał nie będąc świadomym zakończenia konfliktu sprzed 30 lat.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/monarchia-europejska-wczoraj-i-dzis/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #9c2922;">Monarchia europejska wczoraj i dziś</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Ideały doby feudalnej częściowo przejęła także japońska mafia, znana potocznie jako Yakuza. Członkowie organizacji, działającej pół-oficjalnie postrzegają ściąganie haraczu z „chronionych” przez siebie interesów jako odbiór feudalnego podatku, a swój kodeks etyczny wzorują na bushido. We współczesnej Japonii potężne wpływy ma także Nippon Kaigi (Konferencja Japońska). Jest to ultrakonserwatywna organizacja ustosunkowana monarchistycznie i militarystycznie, składająca się z 40 tysięcy członków, w tym  członków monarszego dworu i kluczowych person współczesnego życia w kraju. Należał do niej także były premier Shinzo Abe, który zginął w zamachu 8 lipca 2022 roku.</p>
<p style="text-align: justify;">Współczesna Japonia pod symbolicznymi rządami 126 cesarza pozostaje krajem kontrastów, rozdźwięku między tradycją i postępem. Kurs polityczny nastawiony jest na tożsamość, tradycję i kulturę, a ród panujący jest silnie osadzony na tronie. Kraj, dziś blisko 130-milionowy, posiada ogromny rezerwuar, z którego może czerpać budując państwo przyszłości. Dostarcza dowód, że stare i nowe może funkcjonować w symbiozie, dopełniając się i wzajemnie napędzając. Japonia przetrwa tak długo, jak przetrwa jej dziedzictwo.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 3(9)/2022.</span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;">Grafika: Wikimedia Commonsm</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/od-edo-przez-meiji-az-do-showa-czyli-modernizacja-po-japonsku/">Od Edo przez Meiji aż do Showa, czyli modernizacja po japońsku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2023 20:48:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[goździk]]></category>
		<category><![CDATA[order]]></category>
		<category><![CDATA[władysław IV waza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5706</guid>

					<description><![CDATA[<p>Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny spotkał los podobny do działalności Rady Nieustającej i panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli niesława połączona z zapomnieniem – w powszechnym mniemaniu próba jego ustanowienia stanowiła zagrożenie dla suwerenności Rzeczpospolitej, a spora liczba opracowań naukowych nie wystarczyła, by szersze zainteresowanie kulisami ustanowienia Orderu i towarzyszącego mu Zakonu zadomowiło się [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/">Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 5</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;"><strong>Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny spotkał los podobny do działalności Rady Nieustającej i panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli niesława połączona z zapomnieniem – w powszechnym mniemaniu próba jego ustanowienia stanowiła zagrożenie dla suwerenności Rzeczpospolitej, a spora liczba opracowań naukowych nie wystarczyła, by szersze zainteresowanie kulisami ustanowienia Orderu i towarzyszącego mu Zakonu zadomowiło się w publicystyce. Order padł ofiarą antyabsolutystycznej obsesji, która w wielu odsłonach powracała w niemal całym okresie trwania I Rzeczpospolitej. </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wprowadzenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jedną z podstawowych zasad funkcjonowania I Rzeczpospolitej była złota wolność szlachecka, która czyniła przedstawicieli stanu szlacheckiego pozornie równymi, pomimo kolosalnego rozdźwięku pomiędzy magnatami, a szlachtą zagrodową. Podczas gdy magnaci pławili się w luksusie, choć faktyczna obszerność ich fortun na ogół jest wyolbrzymiana, a staje się wręcz śmieszną w zestawieniu z majątkami współczesnych bogaczy, drobni szlachcice walczyli o przetrwanie, wiodąc egzystencję nieraz skromniejszą od zamożniejszych chłopów. Szlachta w Rzeczpospolitej była bardzo liczna i stanowiła około 10% społeczeństwa, podczas gdy w państwach Europy zachodniej liczba społecznej elity nie przekraczała na ogół 1-2%.</p>
<p style="text-align: justify;">Szlachecka równość powodowała, że jedyna legalna i powszechnie uznawana tytulatura książęca była przynależna wyłącznie potomkom litewsko-ruskich rodów kniaziowskich, które otrzymały gwarancje podczas Unii Lubelskiej. Nie uznawano natomiast tytulatury, która w różnych wariantach przyjęła się w wielu krajach, jak Anglia, Francja czy Hiszpania, a obejmowała tytuły barona, wicehrabiego, hrabiego, markiza oraz diuka (księcia). Podobnie rzecz miała się z orderami i zakonami orderowymi, których w Rzeczpospolitej, podobnie jak w Czechach, Portugalii czy Szkocji, nie nadawano. W pierwszych dwóch przypadkach wśród przyczyn takiego stanu rzeczy warto wymienić elekcyjność tronu, znaczne oddalenie od ważnych ośrodków kultury rycerskiej (peryferyjność) jak i brak pełnego wykształcenia stosunków wasalno-lennych.</p>
<blockquote><p><strong><em>Brak uznawania tytulatury i orderów nie przeszkadzał obywatelom Rzeczpospolitej w przyjmowaniu zaszczytów zagranicznych – z nadań papieża, cesarza bądź obcych monarchów. Dla przykładu już w 1547 r. Radziwiłłowie otrzymali od cesarza tytuł książąt na Ołyce, Nieświeżu, Bierżach i Dubiankach, a w 1473 r. Leszczyńskich podniesiono do rangi hrabiów cesarstwa rzymskiego. Podobnie było z obcymi orderamim jak Order Smoka, przyjęty przez Władysława Jagiełłę czy Order Złotego Runa, który nadano licznym polskim monarchom, w tym Zygmuntowi I, Zygmuntowi III Wazie, Władysławowi IV, Augustowi II i Augustowi III. Monarchowie otrzymując pochodzące od obcych władców zaszczyty, byli stawiani w kłopotliwej sytuacji – nie mogli bowiem odwdzięczyć się w porównywalny sposób, podczas gdy tradycja orderowa w innych krajach sięgała XIV wieku i była silnie ugruntowana, nawiązując do Okrągłego Stołu króla Artura (angielski Order Podwiązki) lub do zakonów rycerskich z czasów krucjat. </em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Order dla Rzeczpospolitej</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Koncepcja ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia NMP jawiła się jako rozwiązanie, które pozwoli włączyć kraj nad Wisłą do elitarnego grona posiadaczy zakonów orderowych. Jeśli wierzyć legendzie, podczas pobytu na Jasnej Górze, gdzie król Władysław IV, jako oddany czciciel NMP, bywał regularnie, kanclerz Jerzy Ossoliński podsunął mu pomysł, który trafił na podatny grunt. Europejska tradycja była w tym zakresie rozwinięta i dostarczała licznych inspiracji, jednak wybór Matki Bożej jako patronki odpowiadał zarówno preferencjom króla, jak i wpisywał się w ówczesną „modę”. Wcześniej, w 1624 r., papież Urban VIII namawiał króla Zygmunta III Wazę do utworzenia filii antytureckiego orderu Milicji Chrześcijańskiej Niepokalanego Poczęcia Karola II Gonzagi (księcia de Nevers). W podobnym okresie maryjny zakon powstał także w Austrii.</p>
<p style="text-align: justify;">Ambicją Władysława IV było utworzenie na terytorium Rzeczpospolitej dynastycznego lenna, jednak gdy zamysł ten okazał się niemożliwy do realizacji, król skłonił się ku utworzeniu własnego bractwa orderowego. Celem uniknięcia zarzutów o wprowadzenie <em>novum </em>władca ukazał swój plan jako próbę reaktywacji orderu ustanowionego jeszcze w czasach Władysława Łokietka. Dla Wazy ustanowienie orderu miało kilka korzyści – stworzyłby wokół siebie rodzaj dworskiej elity, stanowiącej silną podporę jego panowania, a zarazem narzędzie służące do radzenia sobie z wybujałymi ambicjami magnatów. Zamiary te były zamaskowane za patronatem Maryi, który pozwolił ukazywać zakon jako religijny, służący jedynie obronie wiary i dziełu szerzenia maryjnego kultu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Poselstwo Ossolińskiego i reakcje szlachty</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Po wybraniu króla Władysława IV, zgodnie ze zwyczajem, do papieża Urbana VIII wyprawiono w 1633 r. poselstwo któremu przewodził Jerzy Ossoliński. Kanclerz podjął staranne przygotowania i wyreżyserował barwny spektakl, który miał pomóc w uzyskaniu korzystnych rozstrzygnięć dla spraw, które powierzył mu Waza. Misja zakończyła się niemal całkowitym niepowodzeniem, jednak sprawa orderu uzyskała aprobatę biskupa Rzymu, wyrażoną w papieskiej bulli, a przy okazji Ossoliński pozyskał dla siebie dwa tytuły książęce (cesarski i papieski). Po powrocie kanclerz napotkał na ogromne niezadowolenie szlachty zazdrosnej o tytuły, a zarazem niepewnej nowej sytuacji po ewentualnym ustanowieniu orderu.</p>
<p style="text-align: justify;">Projekt odroczono na kilka lat, a gdy  król wznowił wysiłki, skupił wokół niego 13 kandydatów, którzy mieli stanowić pierwszy skład orderowej kawalerii. Na liście znaleźli się dwaj najważniejsi magnaci katoliccy, Stanisław Koniecpolski i Stanisław Lubomirski, jednak obaj manifestacyjnie odmówili. Nadanie orderu miało nastąpić przy okazji ukoronowania królowej Cecylii Renaty, jednak alarm podniesiony przez szlachtę i magnatów obawiających się zamachu na swoje wolności i nadmiernego wzrostu znaczenia monarchy, skłonił Władysława IV do skorygowania projektu statutu. Członkowie tworzonego gremium, pod wodzą Albrychta Radziwiłła, a pod nieobecność króla, spotkali się z królewiczem Kazimierzem celem przedyskutowania kwestii potencjalnie kontrowersyjnych, jednak kilkukrotne przekładanie terminu ustanowienia zakonu, które miało się pierwotnie odbyć w Święto Niepokalanego Poczęcia Maryi, dało przeciwnikom orderu czas na przegrupowanie i przygotowanie kontrakcji.</p>
<blockquote><p><strong><em>Do czasów współczesnych przetrwało wiele broszur, paszkwili i głosów polemicznych autorstwa przeciwników ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia NMP, którym przewodził Krzysztof Radziwiłł – autor szeroko rozpowszechnionego listu otwartego pod tytułem 18 Rationes przeciw Kawaleriej. W anonimowej broszurze nieznanego autorstwa zakon oskarżano o zamiar zaprowadzenia w Rzeczpospolitej katolickiego absolutyzmu na modłę hiszpańską. Nie pomogło wykreślenie ze Statutu ośmiu spośród 30 punktów, które szczególnie przeszkadzały szlachcie. Monarcha miał zostać Wielkim Mistrzem, a obok niego order miało otrzymać około 70 członków z Rzeczpospolitej, którzy musieli udowodnić szlacheckie pochodzenie. Dopuszczano także wyróżnienie orderem obcych monarchów, jednak ich liczba była limitowana. Cios sprawie orderu zadał Jan Kazimierz – monarszy syn, który chciał w ten sposób odegrać się za brak zgody na ożenek z damą dworu. Finalnie próby ustanowienia orderu zostały zaprzestane poprzez deklaracje złożoną przez Władysława IV na sejmie w 1638 r. – władca musiał zapewnić w imieniu własnym i swoich następców, że nie będzie podejmować prób tworzenia zakonów rycerskich.</em></strong></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Niewątpliwie ustanowienie orderu wraz z towarzyszącym mu zakonem pozwoliłoby monarsze z rodu Wazów na wzmocnienie władzy zgodnie z panującym wówczas w Europie trendem. Order utożsamiano z zamiarami Władysława IV, który chciał nałożyć cła na gdański port, co przełożyłoby się na zwiększenie dochodów i wzrost niezależności od Sejmu. Statut zakładał uiszczanie składek przez członków kapituły orderu – oficjalnie środki miały być przeznaczane na udzielanie wsparcia i wykupowanie chrześcijan z niewoli, ale komentatorzy szybko wysnuli teorię, że pieniądze będą przeznaczane na zakulisową realizację interesów władcy. Przeciwnicy przyrównywali order do innych zakonów znanych z Europy, które posiadały nieruchomości i zarządzały znaczącymi majątkami. Defraudacyjnego potencjału doszukiwano się w mechanizmie udzielania wsparcia zubożałym szlachcicom – brak określenia stanu majątku, który upoważniałby do otrzymania pomocy, jawił się jako wysoce niebezpieczny.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/wybrane-aspekty-systemu-polityczno-prawnego-i-rzeczpospolitej/" target="_blank" rel="noopener"><span style="color: #800000;">Wybrane aspekty systemu polityczno-prawnego I Rzeczpospolitej<br />
</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, podobnie jak Rada Nieustająca, traktowany jest często zaledwie jako historyczna ciekawostka. Finalnie nie został on ustanowiony, a Rzeczpospolita swój order zyskała dopiero w kolejnym stuleciu w postaci Orderu Orła Białego, ale wywarł on pewien wpływ na historię kraju. Niezrealizowane insygnium Władysława IV możemy interpretować jako jedną z prób modernizacji Rzeczpospolitej, a zarazem walki z potężną bolączką w postaci słabości władzy monarszej. Nie dziwi przez to próba rekonstrukcji Orderu Niepokalanego Poczęcia, której w ramach Fundacji Order Jana III Sobieskiego, podjął się w 2019 r. poseł na Sejm, Tomasz Jaskóła – powrót do tego dziedzictwa to zarazem odkrywanie zapomnianych kart historii.</p>
<p><span style="font-size: 10.6667px;">Grafika: Wikimedia Commons</span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/krol-wladyslaw-iv-waza-i-proba-ustanowienia-orderu-niepokalanego-poczecia-najswietszej-maryi-panny/">Król Władysław IV Waza i próba ustanowienia Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Żuawi papiescy – krzyżowcy XIX wieku</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/zuawi-papiescy-krzyzowcy-xix-wieku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Jul 2023 16:04:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5444</guid>

					<description><![CDATA[<p>W XXI wieku określenie „Państwo Kościelne” kojarzy się niemal wyłącznie z maleńkim Watykanem, zajmującym mniej niż pół kilometra kwadratowego, zamkniętym w enklawie na terenie Rzymu. Tymczasem był to rozległy byt polityczny, który trwał przez 1114 lat pod rządami papieży jako świeckich władców. Kraj ten został założony w VIII wieku, po zwyciężeniu Longobardów przez króla Franków, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/zuawi-papiescy-krzyzowcy-xix-wieku/">Żuawi papiescy – krzyżowcy XIX wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 13</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p><strong>W XXI wieku określenie „Państwo Kościelne” kojarzy się niemal wyłącznie z maleńkim Watykanem, zajmującym mniej niż pół kilometra kwadratowego, zamkniętym w enklawie na terenie Rzymu. Tymczasem był to rozległy byt polityczny, który trwał przez 1114 lat pod rządami papieży jako świeckich władców. Kraj ten został założony w VIII wieku, po zwyciężeniu Longobardów przez króla Franków, Pepina Krótkiego, który władcą uczynił papieża Stefana II (lub Stefan III, w zależności od przyjętej numeracji). Kres Państwa Kościelnego nadszedł w 1870 r., kiedy Rzym został zajęty po Zjednoczeniu Włoch, znanym pod nazwą Risorgimento. Mylnie przyjmuje się, że istniejący dziś Watykan stanowi jego okrojoną formę, podczas gdy faktycznie jest to zupełnie inny byt państwowy, złączony z wcześniejszym jedynie poprzez papieską zwierzchność. Jakie były okoliczności upadku bytu, który funkcjonował z przerwami przez ponad 1100 lat? W tym momencie na dziejową scenę wkracza armia papieskich żuawów, „ostatnich krzyżowców” – jak bywają określani, którzy odpowiedzieli na papieskie wezwanie, nie zważając na beznadziejność sprawy. Podjęli walkę, której nie można było wygrać, ale czy był to zmarnowany wysiłek?</strong></p>
<p>Na wstępnie warto poczynić uwagę, że w Polsce osławiona armia nie cieszy się znaczącym zainteresowaniem, zarówno w pracach naukowych, jak i w dziełach fikcyjnych. Prawdopodobnie najobszerniejszy w języku polskim tekst dotyczący tego zagadnienia stanowią 230-stronicowe wspomnienia Adama Morawskiego, jednego z 12 polskich żuawów, zatytułowane <em>Żuawi papiezcy w Rzymie i wojnie francuzkiej</em>, z 1872 r. (wznowione w roku 2022). Odmiennie sprawa wygląda w przypadku Włoch, Francji czy Stanów Zjednoczonych, gdzie powstało wiele opracowań, między innymi analizujących losy żuawów z podziałem na państwa, z których pochodzili. Warto wspomnieć książkę <em>The popes legion </em>z 2008 r., autorstwa Charlesa A. Coulombe – prawdopodobnie najsłynniejszego monarchisty ze Stanów Zjednoczonych. Do tradycji żuawów nawiązał także K. Tyszka-Drozdowicz w <em>Żuawach nicości </em>z 2019 r.</p>
<p>Nie dość, że w Polsce żuawi niemal popadli w zapomnienie, to jeszcze w zlaicyzowanych czasach ich fenomen pozostaje niezrozumiany. Działali w II połowie XIX w., w epoce przyspieszających zmian, a jednak swym postępowaniem nawiązywali do ideałów o znacznie wcześniejszym rodowodzie – do honoru, poczucia służby, oddania, szlachetności i bezinteresowności. Któż dziś stanąłby w obronie spraw papieskich, choć każdego dnia ulegają one atakom znacznie bardziej zajadłym niż w XIX wieku, mimo że nie wykorzystuje się już oręża? Właśnie dlatego warto pochylić się nad losami papieskich żuawów.</p>
<p><strong>Mit założycielski </strong></p>
<p>Określenie „żuawi” bierze się od arabskiego słowa „Zuawa”, nazwy jednego z plemion berberyjskich Kabylów, zamieszkujących góry pogranicza Algierii i Tunezji – wbrew możliwemu skojarzeniu jego etymologia nie ma nic wspólnego z fizjograficzną jednostką u ujścia Wisły. Lud ten, liczący dziś 5–6 milionów, żyje poza ojczyzną, w znacznym rozproszeniu, zwłaszcza we Francji, z którą Kabylowie podjęli współpracę jeszcze w XIX w. W 1830 r. w kraju Ludwika XIV utworzono trzy pierwsze bataliony żuawów, w skład których weszli głównie Kabylowie. Za czasów II Cesarstwa Francuskiego (1852–1870) cieszyli się już renomą jednostki elitarnej. Warto dodać, że od algierskiego plemienia zaczerpnięty został także strój żuawów, a zwłaszcza karmazynowe spodnie, choć dla stroju późniejszych żuawów papieskich główną inspirację stanowiło umundurowanie francuskiego korpusu lekkiej piechoty, stworzonego przez Ludwika Napoleona Bonapartego w 1852 r.</p>
<p>Właściwa historia żuawów papieskich zaczyna się 18 września 1860 r., podczas bitwy pod Castlefidardo, toczonej między Państwem Kościelnym a Królestwem Piemontu. Jeszcze w roku 1859 papież utracił około 2/3 terytorium państwa, jednak wciąż kontrolował obszar rozciągnięty w poprzek Półwyspu Apenińskiego, sytuując ziemie Piemontu między terytorium papieskim i austriackim. Tymczasem Garibaldi, stojąc na czele ochotniczej armii czerwonych koszul, podbił Neapol i planował ruszyć na północ, ku Rzymowi. W tym ostatnim stacjonowały wojska francuskie, skierowane przez Napoleona III do obrony Państwa Kościelnego. Łącznie terytoria papieskie dysponowały siłą 15 tysięcy ludzi, w tym 6 tysięcy austriackich weteranów.</p>
<p>Na czele armii stanął Louis Juchault de Lamoricière, emerytowany generał wojsk francuskich, doświadczony podczas podboju Algierii. Jego dowództwo wpisywało się w politykę papieża, który obwiniał Napoleona o straty terytorialne Państwa Kościelnego; de Lamorciere był bowiem znanym przeciwnikiem cesarza Francuzów. Nie będziemy wdawać się w szczegóły bitwy, istotny jest rezultat: piemonckie siły, mające niemal czterokrotną przewagę (39 tys. wobec 10 tys.), rozbiły armię papieską, właściwie pozbawiając Piusa potencjału bitewnego. Porażka spod Castelfidarno miała ogromne następstwa: ugodziła we francuski honor i poczucie narodowej dumy, zwłaszcza wśród tamtejszych ultramontanów. Urażona duma i heroiczny klimat sprzyjały oddaniu na rzecz sprawy bez zważania na trud i ryzyko, wywierając wpływ na młodych mężczyzn spragnionych bohaterstwa (Horaist, La Devotion).</p>
<p>Rozbicie armii de Lamorciere’a wymusiło poszukiwanie alternatywy w postaci werbunku nieżonatych katolików. Sam de Lamorciere został głównym organizatorem papieskich żuawów, których formowanie oparto na kompanii francusko-belgijskich tyralierów (z maja 1860 r.), wzmocnionych 1 stycznia 1861 r. oddziałami „Krzyżowców Cathelineau”, nazwanych tak na cześć bohatera powstania wandejskiego z czasów Rewolucji Francuskiej. Zebrani ochotnicy, tworzący łącznie 8-kampaniowy batalion, zyskali tego dnia miano papieskich żuawów za sprawą Ksawerego de Merode. Ten przedstawiciel jednego z najznamienitszych rodów Belgii wcześniej, wbrew radom rzymskich oficjeli, przekonał Piusa IX do pomysłu sformowania katolickich, ochotniczych oddziałów. Misja już w założeniu była niezwykle trudna, jednak w żaden sposób nie tłumiło to zapału osób zaangażowanych w jej realizację.</p>
<p><strong>Żuawi w praktyce </strong></p>
<p>Początkowe lata funkcjonowania papieskiej armii ochotniczej mijały dość spokojnie, a czas żuawów był przeznaczany głównie na szkolenia, patrole, partycypację w życiu religijnym i na eksplorację Rzymu. Zmiana nastąpiła w 1865 r., kiedy w Wiecznym Mieście wzrosły nastroje rewolucyjne i rozruchy, a wzgórza otaczające miasto zaczęły padać ofiarą ataków i napadów band rozbójniczych, zazwyczaj nasyłanych przez Garibaldiego. Teren Lacjum topograficznie przypomina Afganistan, z uwagi na liczne systemy jaskiń i zakamarki, czyniące walkę niezwykle trudną. Nie przeszkadzało to jednak młodym żuawom nabierać doświadczenia i hartu ducha podczas wspólnych operacji i szkoleń w trudnych warunkach. Stopniowo neutralizowali wykrywane zagrożenia, a zachętę stanowiło 500 ecu wypłacane za pojmanego bandytę (podwajane w przypadku dowódcy) oraz pomniejsze nagrody papieskie, w tym order zakonu jeździeckiego, choć należy podkreślić ich symboliczne znaczenie, jako że żuawi działali dla zbożnego celu, a nie dla korzyści materialnych.</p>
<p>W czerwcu 1867 r. żuawi przebywali w Albano, gdzie wybuchła epidemia cholery. Mieszkańcy miasta uciekali, pozostawiając na ulicach martwe, rozkładające się ciała. Żuawi zajmowali się ich wynoszeniem z domów i pochówkiem. Kard. Altieri zmarł podczas udzielana sakramentów ofiarom epidemii, ale jak odnotował Morawski, spośród żuawów zaledwie kilku poniosło śmierć w ten sposób. Polski żuaw w swoich wspomnieniach zawarł zarówno sporo opisów codzienności papieskiej armii, jak i potyczek z ochotnikami Garibaldiego, które określa mianem „żuawiego tańca” (s. 27). Dowiadujemy się także o tajnych komórkach słynnego rewolucjonisty, rozsianych na terytorium Rzymu. Rozbicie jednej z najważniejszych, ulokowanej w zakładzie sukienniczym Aianiego, stanowiło przykład skuteczności żuawów.</p>
<p>W Wiecznym Mieście trwała wojna podjazdowa, a potyczki często prowokowali garibaldczycy, którzy dopuszczali się ohydnych aktów profanacji w kościołach i innych obiektach kultu. Niewykluczone, że była to strategia samego Garibaldiego – wrogiego katolicyzmowi, wysoko postawionego wolnomularza, wokół którego bracia z loży próbowali zbudować świecką, „obywatelską religię” (szerszy kontekst: zob. <em>Płonące umysły </em>J. H. Billingtona). Dla oddanych katolickiej ortodoksji żuawów takie występki stanowiły silny punkt zapalny i ogromnie motywowały do walki, zwiększając przy tym morale. Z opisu Morawskiego wynika, że podczas jednej z potyczek 84 żuawów skłoniło do ucieczki w popłochu 1200 wojowników Garibaldiego. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, gdy Kościół jest nastawiony pacyfistycznie, dziwić może bezlitosne wymierzanie sprawiedliwości profanatorom.</p>
<p>Kluczowa dla papieskich żuawów bitwa została stoczona pod Mentaną w 1867 r. M. Suchanecki w tytule swojego opracowania określił ją mianem „bitwy o duchową przyszłość Europy”. Niewątpliwie bitwa ta obala mit o żuawach jako „papierowej armii”. Do walki stanęło około 3000 Francuzów z armii Napoleona III, który nadal wspierał niezależność papieża, oraz 3000 żuawów, a naprzeciw nich 6000 żołnierzy Garibaldiego. Wspomniani Francuzi należeli do tzw. Legionu Antibes – oficjalnie byli ochotnikami zwolnionymi ze służby. Żuawi tymczasem w ciągu 7 lat zwiększyli swój potencjał bitewny, przy znacznym wkładzie gen. Hermanna Kanzlera – papieskiego ministra wojny, odpowiedzialnego za reorganizację i rozbudowę papieskiej armii. Po miesiącu partyzanckich walk 3 listopada 1867 r. strona francusko-papieska odniosła zwycięstwo, któremu pomogła dezercja wielu zwolenników słynnego rewolucjonisty, niedostatecznie przeszkolonych i przygotowanych, a także wykorzystanie odtylcowych karabinów Chessepota, których debiut okazał się bardzo skuteczny (użyto także, choć na mniejszą skalę, równie nowatorskiej konstrukcji Remingtona).</p>
<p>Cezurę końcową oficjalnego funkcjonowania żuawów przyniósł rok 1870, w którym Francja wypowiedziała wojnę Prusom, a mediacje oferowane królowi Wilhelmowi I przez Piusa IX zostały odrzucone. Żuawi z Francji stanęli wówczas przed dylematem: pozostać u boku papieża, broniąc jego beznadziejnej sprawy, czy podjąć walkę za Francję w ojczyźnie? Na morale negatywnie wpłynęła klęska spod Sedanu i uwięzienie Napoleona III, a co gorsza, w szeregach papieskiej armii znaleźli się przedstawiciele dwóch zwaśnionych stron. 20 września przypuszczono decydujący atak na Rzym, na który Pius IX zareagował rozkazem natychmiastowego poddania miasta, wydanym przy bramie Porta Pia, a już następnego dnia armia żuawów została rozwiązana. Był to zarazem kres doczesnej władzy papieża – dzielni żuawi nie byli w stanie stawiać skutecznego oporu bez wsparcia francuskiego.</p>
<p><strong>Pochodzenie papieskich ochotników</strong></p>
<p>Początkowo większość ochotników stanowili Francuzi i Belgowie, w większości pochodzenia arystokratycznego, co nie stanowiło reguły w tej formacji. Najdokładniejsze dane dotyczące składu personalnego żuawów zostały podane przez rzymskiego korespondenta „New York Herald” i odnoszą się do sytuacji z maja 1868 r., gdzie wymienia się 1910 żołnierzy z Holandii, 1301 z Francji, 686 z Belgii, 157 pochodzenia włoskiego, 135 z Kanady, 101 z Irlandii, 87 pochodzenia niemieckiego, a także mniej licznych przedstawicieli innych nacji i narodów (w tym 12 Polaków), którzy łącznie składali się na armię liczącą 4592 mężczyzn. Do września 1870 r. największy przyrost odnotowali Kanadyjczycy, osiągając liczbę około 400 mężczyzn.</p>
<blockquote><p><strong>Ogółem między 1861 a 1870 rokiem około 7000 mężczyzn z całego świata oddało się pod rozkazy papieża. Liczba ta znacznie odbiega od wstępnych szacunków, które dochodziły do 40–50 tysięcy. Służba trwała od 6 miesięcy aż do 10 lat, a skład ilościowy zmieniał się w czasie. W 1869 r. znaczna część żuawów wróciła do rodzin, gdyż nie spodziewano się dalszych działań wojennych (Morawski, s. 21). Wśród żuawów pojawiło się wiele postaci słynnych, a także kontrowersyjnych – być może najciekawszy przypadek to pochodzący ze Stanów Zjednoczonych John H. Surrat, który przybył do Rzymu pod zmienionym nazwiskiem, uciekając od odpowiedzialności za zaangażowanie w spisek wymierzony w Abrahama Lincolna. Dzięki ucieczce uniknął powieszenia, a taki los spotkał pozostałych konspiratorów. Podczas papieskiej służby został rozpoznany i zaaresztowany.</strong></p></blockquote>
<p>W niektórych krajach starano się wykorzystać sytuację zaistniałą w Rzymie dla podkreślenia swego przywiązania do papieża i religii katolickiej. Taka sytuacja wystąpiła choćby w Stanach Zjednoczonych – Freeman’s Journal informował o zaangażowaniu wpływowych duchownych, możliwości szybkiego zebrania 500 ochotników i uzyskania stałego wsparcia finansowego. W tym przypadku deklaracje nie szły w parze z czynami. Istotnie, drobna pomoc została udzielona, ale choćby z uwagi na ludność kraju zaangażowanie Amerykanów należy uznać za znikome. Sytuacji nie uławiały uwarunkowania prawne – w Stanach Zjednoczonych niemal wykluczano służbę pod komendą zagranicznego władcy (nt. żuawów amerykańskich i kanadyjskich zob. prace Howarda R. Marraro).</p>
<p>Odmiennie sytuacja kształtowała się w Kanadzie, a zwłaszcza w jej francuskojęzycznej prowincji Quebec. Hasło „krucjaty XIX wieku”, głoszone z ambon, poruszyło katolików, a specjalnie powołany Komitet Centralny prowadził negocjacje z papieżem, ustalając warunki kanadyjskiego zaangażowania. Kobiety organizowały się w grupy szyjące mundury, a Napoleon Bourras, jeden z najsłynniejszych ówcześnie artystów, zaprojektował flagę kanadyjskich żuawów. Dążono do tego, by Kanada przodowała w działaniach podejmowanych w obronie Piusa IX i jego doczesnej domeny. Przez pewien czas liczba ochotników spowodowała chwilowe wstrzymanie rekrutacji. W lutym 1868 r. w Montrealu nastąpiła jedna z największych uroczystości religijnych w historii kraju, kiedy poświęcono sztandar i wręczono go pierwszemu oddziałowi żuawów wyjeżdżających do Rzymu. Katedra miała zgromadzić kilkanaście tysięcy osób. Kanadyjscy żuawi podróżowali do Europy przez Nowy York, przez co o ich poczynaniach obficie donosiła prasa po obydwu stronach granicy. „New York Times” w wydaniu z 22 lutego 1868 r. docenił zaangażowanie sąsiadów, wyrażając przy tym pesymistyczne przekonanie, że koniec doczesnej władzy papieża jest bliski. W marcu do Rzymu przybyło około 136 żuawów. Imponowali wyposażeniem i strojem, co tylko podjudzało ogarniętych rewolucyjną gorączką Rzymian (inf. o Kanadyjczykach i amerykanach od Marraro). W 1968 r. czasopismo „Macleans” zamieściło artykuł na temat żuawów, w którym zamieszczono wypowiedź majora Paula-Emila Laurenca, dowódcę Trzeciego Batalionu Papieskich Żuawów Quebecu – jednostki, która symbolicznie podtrzymuje spuściznę ochotniczej armii, zapewniając oprawę wydarzeniom społecznym i odbywając wspólne szkolenia. Laurenc oznajmił: „Oczywiście Watykan nie jest dziś zagrożony atakiem, ale utrzymujemy formę na wypadek, gdyby coś się stało” (artykuł z 1 stycznia 1968 r.). Podobne przejawy kultywowania dziedzictwa żuawów odnajdziemy też w innych państwach.</p>
<p>Na osobny akapit zasługuje przypadek Belgii, która dostarczyła papieżowi około 2000 żołnierzy, co zaniepokoiło zarówno duchownych, jak i świeckich. Obawiali się oni, że młodzież masowo rzuci się do walki, ulegając romantycznemu wręcz przeświadczeniu o potrzebie „ostatniej krucjaty” – analogię historyczną stanowi tu tzw. krucjata dziecięca z 1212 r., która zakończyła się całkowitą klęską. Wprawdzie rekrutacja nieletnich nie była popierana przez władze świeckie, ale wiadomo co najmniej o kilku szkołach średnich, które dostarczały rekrutów. Niższe seminarium w Roeselare utrzymywało korpus żuawów od 1869 aż do 1960 r. – jego członkowie, ubrani w odświętne stroje i uzbrojeni w drewniane karabiny, uświetniali szkolne wydarzenia, a także podtrzymywali historyczną pamięć. Nie był to przykład odosobniony, także w innych placówkach, zwłaszcza jezuickich (np. w Mons), w rozmaity sposób odnoszono się do tradycji żuawiej.</p>
<p><strong>Wątek polski</strong></p>
<p>Zgodnie ze stanem wiedzy autora obecność Polaków w szeregach armii papieskiej nie została dotychczas dokładnie zbadana. Na ogół były to postacie doświadczone w walkach powstańczych, często pochodzenia szlacheckiego bądź arystokratycznego. Najsłynniejszym polskim żuawem był niewątpliwie Adam Dąbrowa-Morawski, powstaniec z 1863 r., kawaler orderu Virtuti Militari, po służbie u papieża członek Białych Krzyżowców Sahary, zwalczających handel niewolnikami. 17 kwietnia 1937 r. „Światowid” poświęcił mu całostronicowy artykuł. Morawski za najlepszą rzecz w swoim życiu uważał doczekanie niepodległości Polski. Było mu dane osobiście zasalutować marszałkowi Piłsudskiemu i Rydzowi-Śmigłemu, a zmarł w swoim majątku w Marcinkowicach w 1941 r., w wieku 100 lat (zmarł jako ostatni żuaw, ale dłużej żył Ludwik hr. de Courten, zmarły w wieku niemal 102 lat).</p>
<p>Pamiętnik Morawskiego stanowi ciekawe źródło pokazujące życie codzienne żuawów, procedury, troski i rozrywki. Autor, werbując się w 1865 r., posiadał listy referencyjne od wpływowych osób, świadectwa od rodziców i miejscowego proboszcza, świadectwo od władz swojego kraju, a także wniósł 60 franków opłaty. Procedura trwała łącznie około dwóch miesięcy. W Rzymie pomagał mu kpt. Onufry Korzeniowski oraz gen. Józef Szymanowski – ten ostatni także służył Piusowi IX, od którego nie przyjął tytułu generała, chcąc dołączyć do armii w charakterze prostego żołnierza. Morawski wraz z generałem miał audiencję u papieża, który wywarł na nim piorunujące wrażenie. Zgodnie z jego zapiskami codzienna musztra poranna i popołudniowa zajmowała łącznie 7 godzin, a w ciągu doby pozostawało zaledwie kilka wolnych godzin. Odnotował niezwykle życzliwe przyjęcie przez żuawów, którzy pozdrawiali się okrzykiem: „Vive Pie IX!”.</p>
<p>Na kartach wspomnień pojawia się także bliżej nieznany hrabia Romer. Morawski wraz z towarzyszami broni założył oddział Towarzystwa św. Wincentego a Paolo, niosącego pomoc ubogiej ludności w miejscach stacjonowania żuawów. Pierwsze Bractwa Miłosierdzia pojawiły się we Francji w XVII wieku. Dochód ze sprzedaży wspomnień Morawskiego, zgodnie z informacją na stronie tytułowej, został przeznaczony na wsparcie tej organizacji. Na kartach wydawnictwa możemy także odnaleźć innych Polaków, choć z tekstu nie wynika jasno, czy byli oni żuławami, czy np. należeli do francuskich ochotników bądź osiedli w Rzymie już wcześniej. Autor wymienia Bronisława hr. Stablewskiego, poległego podczas bitwy, niewymienionego z imienia hrabiego Raczyńskiego, Ferdynanda Morawskiego (powstańca roku 1863), Władysława Kracewicza, Władysława de Dombrowicz Gawranowicza, a także kapitana Juliusza Bongersa, który miał walczyć w oddziale uzbrojonym w kosy. Niektóre źródła wspominają, że w momencie rozwiązania jednostki żuawów Polacy i Rosjanie (podani łącznie) stanowili 7 osób.</p>
<blockquote><p><strong>Morawski informuje także o staraniach niektórych Polaków w roku 1866, podejmowanych na rzecz stworzenia polskiego pułku żuawów, składającego się z Poznanian i mieszkańców Galicji. Planowano, by musztra odbywała się w języku polskim, a strój nawiązywał do tradycji polskiej: „mundur biały w guście czamarki, spodnie błękitne, szerokie, wpuszczane w buty, krakuski amarantowe z białym barankiem i piórkiem, płaszczyk z kapturkiem błękitny z podszewką amarantową” (s. 73). Na koncepcje przychylnie spojrzeli niewymienieni z nazwiska generałowie (prawdopodobnie jednym z nich był J. Szymanowski), ale na przeszkodzie stanęła okupacja francuska. Delegacja polska, która prosiła papieża o zgodę na utworzenie polskiego legionu w armii papieskiej, spotkała się z życzliwością, której jednakowoż Pius IX nie mógł wyrazić publicznie, z uwagi na konkordat z Rosją z 1847 r.</strong></p></blockquote>
<p>Jakie żuawi mają znaczenie dla Polski? Nie wiemy, jaka byłaby odpowiedź na apel papieża, gdyby sytuacja na ziemiach polskich była inna i sprzyjała zaangażowaniu w zewnętrzny konflikt. Wprawdzie tylko kilkunastu Polaków przybyło do Wiecznego Miasta, by stanąć w szeregach żuawów, jednak możemy pokusić się o dwie interpretacje ich motywacji w oparciu o zapiski Morawskiego. Jednym z okrzyków wznoszonych przez żuawów było hasło: „Niech żyje papież-król!”. Dla autora wspomnień biskup Rzymu, będący wówczas doczesnym władcą Państwa Kościelnego, mógł stanowić jakąś namiastkę własnego monarchy. Pius IX słynął zresztą z życzliwości dla Polaków i wspierania sprawy niepodległościowej, choć zazwyczaj nie mógł robić tego wprost. W 1877 powiedział: „Ci biedni Polacy nie mają teraz swojego monarchy. Dobrze więc, ja będę w Rzymie ich monarchą” (J.S. Pelcza, <em>Pius IX i Polska</em>). Drugi trop to porównanie Piemontczyków do Moskali, które Morawski poczynił na stronie 82, gdzie wyraził oburzenie z powodu opowiedzenia się niektórych dzienników polskich po stronie wrogów papieża. Zaznaczył, że ludność państwa papieskiego i najeźdźców różni wiele kwestii, a łączy wzajemna nienawiść. Przekonywał, że Polacy stanowią naród bardzo wojowniczy, ale nie posiadają zmysłu politycznego, a przez to uratować ich może jedynie wierność Kościołowi – w taki sposób Morawski uzasadniał swoją walkę w szeregach żuawów.</p>
<p><strong>Zakończenie</strong></p>
<p>Na żuawów niemal zawsze patrzono w sposób skrajny – zwolennicy sprawy papieskiej uważali ich za bohaterów czy wręcz krzyżowców, którzy odważnie bronili upadającego ładu. Przeciwnicy tymczasem starali się w nich dostrzegać młodocianych, spragnionych ważeń awanturników, goniących za przygodą i bohaterstwem. A jaka jest prawda? Faktem jest, że żuawi sukces w większych bitwach odnosili przy wsparciu francuskim, dopiero łącznie z ochotnikami z tego kraju stanowiąc wystarczający potencjał militarny. Trudno jednak ocenić wagę pomniejszych zadań i przysług na rzecz papieża i jego poddanych, choćby podczas wspomnianej wyżej epidemii. Ich wzniosłe, rycerskie pobudki zapewniają historii żuawów nutę romantyzmu, jednak nie może ona przysłaniać licznych zasług.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/monarchia-europejska-wczoraj-i-dzis/"><span style="color: #993300;"><span style="font-size: 12pt;">Monarchia europejska wczoraj i dziś</span></span></a></strong></p>
<p>Zagadnienie to doczekało się ponadto specyficznej literatury, w której żuawi stanowią przykład wzorcowej pobożności katolickiej. Szczególny przykład stanowi książka <em>Za dwóch ojców</em> Canona Servaasa Daemsa, wytwór fikcji, który został przełożony na kilka języków obcych. Jeden z jej bohaterów, młody chłopak modlący się o uzdrowienie matki, po jej powrocie do zdrowia dochodzi do przekonania, że wstępując do żuawów, będzie mógł uczynić znacznie więcej, niż tylko się modlić. Oddanie ludzi młodych to jeden z głównych motywów XIX-wiecznej literatury katolickiej. Podejmowała je choćby hrabina de Segur.</p>
<p>Po formalnym rozwiązaniu liczni żuawi wykorzystali zdobyte doświadczenie, angażując się między innymi w III wojnę karlistowską w Hiszpanii, a także w konflikt francusko-pruski po stronie Francji. Dziś nie odnajdziemy ich na polach bitew, ale nie oznacza to, że przestali istnieć. Ich dziedzictwo jest kultywowane nadal, a grupy rekonstrukcyjne przypominają o aktach bezinteresownego bohaterstwa. Stanowią wzór do naśladowania, nie tylko dla katolików, ale dla wszystkich ludzi, którzy idee stawiają ponad materialnymi korzyściami.</p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 1-2(7-8)/2022.</em></span></p>
<p><span style="font-size: 8pt;"><em>Grafika: Wikimedia Commons</em></span></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/zuawi-papiescy-krzyzowcy-xix-wieku/">Żuawi papiescy – krzyżowcy XIX wieku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wybrane aspekty systemu polityczno-prawnego I Rzeczpospolitej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/wybrane-aspekty-systemu-polityczno-prawnego-i-rzeczpospolitej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2022 17:33:58 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita obojga narodów]]></category>
		<category><![CDATA[ustrój]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5304</guid>

					<description><![CDATA[<p>W trzech wcześniejszych artykułach mojego autorstwa, napisanych w ramach „Projektu Sarmacja” oscylowałem wokół postaci Stanisława Augusta Poniatowskiego i schyłkowego okresu funkcjonowania Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Czas ten często bywa oceniany przez pryzmat tragicznych wydarzeń, które miały miejsce u jego kresu – konfederacji targowickiej, ucieczki króla, trzech rozbiorów kraju. Zapomina się przy tym o unikatowości istniejącego wówczas [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wybrane-aspekty-systemu-polityczno-prawnego-i-rzeczpospolitej/">Wybrane aspekty systemu polityczno-prawnego I Rzeczpospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 8</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;">W trzech wcześniejszych artykułach mojego autorstwa, napisanych w ramach „Projektu Sarmacja” oscylowałem wokół postaci Stanisława Augusta Poniatowskiego i schyłkowego okresu funkcjonowania Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Czas ten często bywa oceniany przez pryzmat tragicznych wydarzeń, które miały miejsce u jego kresu – konfederacji targowickiej, ucieczki króla, trzech rozbiorów kraju. Zapomina się przy tym o unikatowości istniejącego wówczas systemu polityczno-prawnego. Jak przekonuje prof. Jacek Bartyzel w <em><i>Polskiej doktrynie ustrojowej, </i></em>sukces polegał w tym przypadku na wypracowaniu doskonałej proporcji między ładem a wolnością, w oparciu o przekonanie, że autorytet monarchy ma podłoże moralne. Z jednej strony król czerpał swą władzę od Boga, z drugiej jednak czerpał ją także z woli (szlacheckiego) narodu, wspólnotowo realizującego boską wolę w warunkach doczesnych. Omawiany okres ma precyzyjną datę zakończenia, a jest to 1795 r., kiedy zaborcy zakończyli demontaż kraju trzecim rozbiorem. Trudno jednak jednoznacznie wskazać cezurę początkową – datę początkową I Rzeczpospolitej możemy wskazać zarówno w 1454 r. (wydanie przywilejów cerekwicko-nieszawskich przez Kazimierza IV Jagiellończyka), w 1505 r. (wydanie konstytucji <em><i>Nihil novil</i></em> ograniczającej władzę monarchy) lub w 1569 r., w wyniku której Korona Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie zostały połączone unią realną, tworząc Rzeczpospolitą Obojga Narodów. By lepiej zrozumieć epokę stanisławowską pochyliłem nad wybranymi elementami polityczno-prawnymi doby RON, starożytnymi inspiracjami i zakresem monarszej władzy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ustrojowe wzorce antyczne</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Spośród myślicieli stanowiących inspirację dla myśli politycznej doby I Rzeczpospolitej na czoło wysuwają się dwaj myśliciele starożytni, Arystoteles i Polibiusz. Ich koncepcje w wielu aspektach pokrywają się, jednak znajdziemy tu także wyraźne różnice. Pierwszy z nich wskazywał na trzy ustroje właściwe &#8211; monarchię, arystokrację i politeję oraz ich trzy zdegenerowane formy w postaci, kolejno, tyranii, oligarchii i demokracji. Wprawdzie myśliciel ze Stagiry za najlepsze rozwiązanie uznawał monarchię, czyli system jednowładczy (od gr. <em><i>monos</i></em> – jedyny/pojedynczy, <em><i>archo</i></em> – władam). Zasadnicza różnica między trzema właściwymi formami ustrojowymi polega na liczebności czynnika, który sprawuje władzę. W arystokracji udział w rządzeniu przypada nielicznym, zaś w politei (republice) wielu, którzy wyłaniają swoich reprezentantów w procesie wyborczym. Oczywiście system ten można było modyfikować w taki sposób by rezultat odpowiadał prawodawcom – wystarczył odpowiednio wysoki cenzus majątkowy, który wykluczał z udziału we władzy ludzi ubogich.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">Myśl Arystotelesa stanowiła punkt wyjścia dla późniejszego Polibiusza, który również dokonał podziału na trzy ustroje wzorcowe i ich zdegenerowane formy, jednak wyróżniało go inne podejście do kwestii ustrojowej. W jego przekonaniu ustrój ulega przekształceniu według schematu. Na początku władzę sprawuje monarcha, którego ambicje i zapędy z czasem skłaniają ku rządom tyrańskim, sprawowanym w sposób egoistyczny i bez troski o lud. Stanowi temu przeciwdziała arystokracja składająca się z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych obywateli. Ta jednak z czasem także porzuca swoje pierwotne ideały, które na początku odróżniały ją od tyranii i stacza się ku oligarchii – ustrojowi, w którym niewielka grupa kumuluje bogactwo w swoich rękach i monopolizuje wpływy. Wówczas spragniony władzy czynnik demokratyczny przejmuje ją tworząc politeję (republikę), a ta poprzez demokrację pogrąża się w anarchii i wreszcie upada. Naprawy podejmuje się monarcha, który odbudowuje królestwo, rozpoczynając kolejny cykl.</p>
<p style="text-align: justify;">Obaj myśliciele byli zgodni co do tego, że optymalne rozwiązanie stanowi ustrój mieszany, który łączy republikańską siłę z czynnikiem trwałości. Najlepsza była zatem politeja, biorąca swą nazwę od greckich miast-państw, oznaczająca ustrój, w którym obywatele sprawują władzę dla dobra ogółu. Stanowi ona połączenie demokracji z oligarchią i kładzie duży nacisk na klasę średnią, która dzięki swojemu umiarkowaniu stanowi gwarant zachowania systemu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rzeczpospolita</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Termin rzeczpospolita (od łac. <em><i>res publica</i></em>) został zaczerpnięty od Cycerona i przyjął się na gruncie polskim w XVI wieku. W Europie dominowała wówczas tendencja do wzmacniania władzy, a jednym z wiodących myślicieli był Niccolo Machiavelli, którzy odrzucał moralność na rzecz politycznego realizmu, dając ideologiczne podstawy dla monarchii absolutnej. Rzeczpospolita podążała wówczas inną ścieżką, a władza absolutna stanowiła jedno z największych zagrożeń dla rozmiłowanej w złotej wolności szlachty. Dlatego też rodzimi myśliciele sięgali do wzorców antycznych, a silną inspirację stanowił dla nich rzymianin Cyceron – słynny mówca i orędownik Republiki Rzymskiej Cezara, Oktawiana i Antoniusza. Wzywał do ustanowienia rządów prawa, przyjęcia postawy patriotycznej i krzewienia obywatelskich cnót, uczulając na zagrożenie absolutyzmem na wzór Juliusza Cezara. Podobnie jak Arystoteles, stawiał silny nacisk na cnotę, od której zależna była jakość ustroju niezależnie od jego formy. Uważano, że nawet najlepsze rozwiązanie ustrojowe może ulec zepsuciu i wypaczeniu przez obywateli.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Przykładanie dużej wagi do rządów prawa różnicowało Rzeczpospolitą Obojga Narodów od większości państw Europy Zachodniej – to prawo miało rolę nadrzędną i obejmowało swoim zasięgiem także samego monarchę. Owa nadrzędność dawała szerokie pole do popisu impulsywnym sarmatom, którzy bardzo przywiązali się do liberum veto, a także do prawa do nieposłuszeństwa wobec władcy, które często przyjmowało formę rokoszu (czyli konfederacji nie zaakceptowanej przez króla). Prawo traktowano jako świętość, a jego reformowanie jawiło się szlachcie jako zamach. W Rzeczpospolitej stanowiło on mieszankę prawa zwyczajowego i precedensowego, a charakterystycznym zjawiskiem był konsensualizm – kompromis znacznie ułatwiał kontrolę nad ogromnym i ludnym organizmem państwowym.</strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Rodzima refleksja prawo-ustrojowa wiele zawdzięcza spopularyzowaniu odbywania studiów na uniwersytetach włoskich, gdzie przybywający sarmaci mieli okazję poznać oryginalną myśl starożytną, spisaną w powszechnie wówczas używanym języku łacińskim. Jednym z czynników, który przesądzał o faworyzowaniu myślicieli antyku, był fakt, że w ich myśli kwestii religijnych nie sytuowano w centrum (Rzeczpospolita słynęła z poszanowania religijnego). Skłaniano się ku monarchii mieszanej, jednak rozwiązania odnalezione w księgach nie były kopiowane bezpośrednio, a zamiast tego podejmowano się ich adaptowania do realiów polsko-litewskich. Z jednej strony szukano możliwości ustrojowej naprawy, z drugiej jednak przywiązywano ogromną wagę do wolności, a skutecznych sposobów jej zabezpieczania doszukiwano się tylko w ustroju mieszanym.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ustrój I RP</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zaznajomieni z dorobkiem starożytnym polscy myśliciele skłonili się ku ustrojowi mieszanemu z komponentem monarchicznym, arystokratycznym i demokratycznym. Pierwszy z nich stanowił król – wyposażony w majestat i szerokie uprawnienia pierwszego prawodawcy, w odniesieniu do którego tworzono wszelkie uregulowania prawne. Miał on wyłączność w dziedzinie nadawania urzędów, przywilejów i wyróżnień, a także oddawania w dzierżawę dóbr, należących do domeny monarszej. Ówcześnie powszechną praktyką było także obsadzanie intratnych urzędów kościelnych przez władcę. Mechanizmy, którymi król dysponował, czyniły z niego postać kluczową dla systemu, a obywateli państwa, spragnionych zaszczytów i majątku, sytuowały w charakterze klientów. Władca był także zwierzchnikiem politycznej polityki państwa i choć ta oraz inne kompetencje w teorii dzielone były z Sejmem, praktycznie to król (jako jeden ze stanów sejmujących) odgrywał decydującą rolę, zatwierdzając efekt sejmowych wysiłków swoim podpisem. Słabością Sejmu była jego kadencyjność i przerwy między obradami, podczas gdy w otoczeniu władcy nieustannie znajdowali się urzędnicy i słudzy, tworząc rodzaj dodatkowej instytucji, kreujący politykę w sposób ciągły. Zwołanie sejmu bywało wysoce problematyczne, zwłaszcza gdy szlachta wracała do swoich majątków by doglądać prac polowych, a tymczasem dwór królewski cechowała znacznie większa sprawność.</p>
<p style="text-align: justify;">Czynnikiem arystokratycznym był Senat, w skład którego wchodzili najważniejsi urzędnicy i ministrowie oraz duchowieństwo katolickie. Organ ten w założeniach skupiał najważniejsze autorytety i był ciałem doradzającym królowi, dbając zarazem, by ten nie wykraczał poza nadane mu prawnie ramy. Faktycznie jednak część senatorów zasiadała w izbie z racji posiadania urzędu pochodzącego z monarszego nadania, więc królowie mieli znaczny wpływ na obsadzanie miejsc senackich. Pracę króla i Senatu dopełniała Izba Poselska, której posłowie uzyskiwali mandat na sejmikach powiatowych i byli związani instrukcjami. W tym, teoretycznie demokratycznym komponencie, występowało największe pole do nadużyć, przekupstwa i wywierania wpływów. Na osobną uwagę zasługuje samorząd terytorialny, który obok Hiszpanii z jej <em><i>fueros </i></em>miał jedną z najbardziej rozwiniętych struktur w ówczesnej Europie. Sejmik uczyły lokalnych obywateli życia politycznego i realizowały zadania takie jak naprawa dróg, pobierając na ten cel podatki.</p>
<p style="text-align: justify;">Ustrój ten w najpełniejszej formie funkcjonował w Rzeczpospolitej do początku XVII wieku, obejmując jeszcze panowanie Stefana Batorego. Działanie królów, czyli komponentu monarchicznego, harmonizowało się ze szlachtą na szczeblu arystokratycznym. Ukształtowana została złota wolność, której przeciwieństwo stanowiło <em><i>absolutum dominium</i></em> doprowadzony wręcz do poziomu absurdu – z czasem magnaci, będący niemal królami na swych ziemiach, zaczęli traktować każdą próbę wzmocnienia władzy i naprawy ustroju jako dążenie do absolutyzmu. W ten sposób stopniowo konsolidowała się anarchia potężni magnaci podporządkowali sobie pomniejszą szlachtę wykorzystując ją do realizacji własnych zamierzeń i utrwalenia swojej pozycji. Ustrojowe zwyrodnienie wynikało z zaburzenia zdrowych relacji między trzyma komponentami <em><i>regnum commixtum</i></em>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ograniczenia władzy monarszej</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Współcześnie na ogół przyjmuje się, że monarchowie elekcyjni, zwłaszcza w późniejszym okresie funkcjonowania I Rzeczpospolitej, posiadali niewielki zakres władzy w myśl zasady wyrażonej przez kanclerza Zamoyskiego – <em><i>rex regnat et non gubernat </i></em>(łac. król panuje, ale nie  rządzi). Jedną z pierwszych powinności nowo wybranego władcy było podpisanie Artykułów henrykowskich, nazwanych od imienia Henryka Walezego, pierwszego władcy zobligowanego do ich podpisania, które bywają określane mianem „konstytucji”. Spisano je na sejmie elekcyjnym w 1573 r., kiedy po śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego z dynastii Jagiellonów, szlachta stanęła przed koniecznością opracowania reguł, na których oparty zostanie wybór kolejnych monarchów. Ich treść nie podległa modyfikacjom i zawierała kluczowe kwestie związane ze sprawowaniem władzy oraz relacji między sejmem a królem. W momencie podpisania monarcha akceptował pozycję szlachty, de facto uzależniając się od niej. Najważniejsze artykuły odnosiły się do nietykalności szlachty,  zagwarantowania jej przywilejów, utrwalenia elekcyjności, sejmowej kontroli nad polityką wewnętrzną, zagraniczną i wojenną, zapewnienia wolności wyznania, a także zezwalały na zbrojne dochodzenie swoich praw (rokosz), kiedy król je naruszał oraz na zawiązywanie konfederacji szlacheckich dla osiągnięcia określonych celów. Wszystkie te elementy składały się na złotą wolność, która regularnie powracała w mowach sejmowych jeszcze w okresie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nie był to pierwszy w Europie przykład „kapitulacji” króla przed szlachtą (zob. np. angielską <em><i>Magna Charta Libertatum </i></em>z 1215 r.), ale krok ten znacząco utrudnił sprawne działanie kolejnych monarchów. Kluczowe znaczenie miało ugruntowanie roli Sejmu, który początkowo, zgodnie z Artykułami, był zwoływany co dwa lata i umożliwiał monarsze pozyskanie funduszy, z czasem jednak przekształcił się w forum dyskusji nad wszelkimi sprawami, nie wyłączając kwestii politycznych i prawnych.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/konfederacja-barska-przebieg-skutki-recepcja/"><span style="color: #9c2922;">Konfederacja barska – przebieg, skutki, recepcja</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Sejm stał się centralną instytucją życia Rzeczpospolitej, jednak wkrótce okazało się, że wyznaczony w Artykułach sześciotygodniowy okres obrad nie jest wystarczający na rozpatrywanie spraw, których poziom skomplikowania nieustannie wzrastał. Czas sejmowy ledwie wystarczał na wstępne zaprezentowanie nagromadzonych kwestii, a obowiązkiem stanów sejmujących było jeszcze wypracowanie wspólnego stanowiska, co dalece przekraczało możliwości praktyczne. Rozwiązania szukano w manipulowaniu datami i wydłużaniu obrad poprzez prolongatę, ale nadużywanie takich rozwiązań zakończyło się zakazem prolongowania wydanym w 1633 r. Ustalenia podjęte w dodatkowym okresie często były kwestionowane jako niezgodne z prawem. Nie pomogła praktyka odraczania obrad, nazywana także limitą, bowiem polityczni wrogowie wzajemnie oskarżali się o wykorzystanie tego czasu na przekupienie posłów i nakłonienie ich do podjęcia określonych decyzji. Obok Artykułów henrykowskich nowi władcy musieli podpisać <em><i>pacta conventa. </i></em>Ich treść ustalano podczas sejmu elekcyjnego i zawierała osobiste zobowiązania króla. Swoisty „program polityczny” obejmował kwestie polityczne, religijne, gospodarcze oraz kulturowe, odnosząc się do wojen, traktatów, spłat zobowiązań czy budowy umocnień granicznych.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Wbrew tendencji do klasyfikowania polskiego systemu politycznego doby I Rzeczpospolitej jako „monarchii” lub „republiki”, obydwie tradycje wspólnie tworzą historię polityczną. Wraz z arystokracją przez blisko trzy wieki stanowiły one harmonizujące się elementy systemu mieszanego, który doskonale sprawdzał się jako system dla dwóch połączonych unią narodów. W czasach najnowszych istnieje silna tendencja do faworyzowania komponentu republikańskiego i marginalizacji monarchicznego dziedzictwa Polski. Jest to trend, któremu należy przeciwdziałać, dążąc do odbudowy potęgi kraju, który największe triumfy świecił właśnie w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Także dziś ustrój mieszany stanowi interesującą inspirację, będącą także potencjalną receptą na zniesienie silnej polaryzacji społecznej, stworzonej przez sztuczne podziały partyjne – komponent arystokratyczny pozostaje silny, ale brak nam króla, który miarkował by jego zapędy.</p>
<p><sub><em><i>Grafika: domena publiczna</i></em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/wybrane-aspekty-systemu-polityczno-prawnego-i-rzeczpospolitej/">Wybrane aspekty systemu polityczno-prawnego I Rzeczpospolitej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Konfederacja barska – przebieg, skutki, recepcja</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/konfederacja-barska-przebieg-skutki-recepcja/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 24 Dec 2022 12:46:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[barska]]></category>
		<category><![CDATA[konfederacja]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5296</guid>

					<description><![CDATA[<p>Decyzją Sejmu rok 2018 został uznany w Polsce rokiem konfederacji barskiej. W argumentacji podanej w uchwale z czerwca 2017 r. Sejm wyraził nadzieję, że jego decyzje „przyczynią się do przywrócenia temu pierwszemu polskiemu powstaniu narodowemu w obronie wiary i wolności należnego miejsca w dziejach Narodu”. Polityka historyczna prowadzona przez kolejne polskie rządy zdążyła nas już [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/konfederacja-barska-przebieg-skutki-recepcja/">Konfederacja barska – przebieg, skutki, recepcja</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 14</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;">Decyzją Sejmu rok 2018 został uznany w Polsce rokiem konfederacji barskiej. W argumentacji podanej w uchwale z czerwca 2017 r. Sejm wyraził nadzieję, że jego decyzje „przyczynią się do przywrócenia temu pierwszemu polskiemu powstaniu narodowemu w obronie wiary i wolności należnego miejsca w dziejach Narodu”. Polityka historyczna prowadzona przez kolejne polskie rządy zdążyła nas już przyzwyczaić do kontrowersji i braku pogłębionej refleksji, co nie zmienia faktu, że decyzja Sejmu stanowi doskonały pretekst by przyjrzeć się losom konfederacji zawiązanej w Barze. Epoka I Rzeczpospolitej, a zwłaszcza jej schyłek, pozostaje bliżej nieznana, a także silnie zmitologizowana. Fakty przysłania mgła propagandy i ideologicznych interpretacji, podczas gdy echa tamtych wydarzeń wciąż rezonują na sytuację Polski. Dopiero w ostatnich latach losy konfederatów barskich znalazły swoich popularyzatorów. W czerwcu 2022 roku na wzgórzu klasztornym w Zagórzu zorganizowano inscenizację w miejscu, gdzie Barzanie stoczyli ostatnią bitwę 29 listopada 1772 r., a cztery lata wcześniej powstał Pomnik Nieznanego Konfederata Barskiego. W 2008 r. w szwajcarskim Rapperswilu odbyła się konferencja naukowa, podczas której badacze z 15 ośrodków naukowych podjęli temat omawianej konfederacji (działalność słynnego Muzeum Polskiego w Rapperswilu została wstrzymana w 2022 r. po tym, jak gmina zamek w którym znajdowała się jego siedziba).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kontekst historyczny</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W 1767 r. w granicach Rzeczpospolitej znalazło się około 20 tysięcy żołnierzy rosyjskich, którzy osłaniali zawiązanie dwóch konfederacji innowierczych – słuckiej dla protestantów i prawosławnych oraz toruńskiej dla protestantów. Miały one na celu uzyskanie praw dla innowierców, nazywanych wówczas dysydentami i były dziełem Nikołaja Repnina. Ten ostatni, człowiek wpływowy i utalentowany, znalazł się w Rzeczpospolitej po śmierci Augusta III by zadbać o następcę równie uległego wobec Rosji. Wraz z carycą Katarzyną II dążył do tego, by walkę o religijne równouprawnienie przedstawić w propagandzie jako walkę tolerancję – jedną z najcenniejszych cnót oświeceniowych elit intelektualnych, jednak te nie dały się nabrać, dostrzegając subtelną różnicę między równouprawnieniem, a tolerancją (słowo pochodzi od łac. <em><i>tolerare</i></em> – znosić, ścierpieć). Za dobry PR Rosji odpowiadali także najemni twórcy, zwłaszcza Wolter, który w swej wizji Rzeczpospolitej oponował Rousseau, obaj pozostawili ślad swoich przekonań w pismach, a także inni jak Diderot. Na rosyjskim dworze specjalny urzędnik zbierał wieści z Europy, które przekazywał monarchini, a także kreował narrację o kraju carów, która trafiała do opiniotwórczych wydawnictw w innych krajach.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">Sprawa praw innowierców miała w Rzeczpospolitej długą historię. Jeszcze w XVI wieku szlachcice nie będący katolikami cieszyli się pełnią praw publicznych, jednak z czasem je ograniczono, aż do całkowitego zawieszenia za panowania Augusta III Sasa. Kwestia dysydencka, tak bowiem określano innowierców, była oczkiem w głowie Katarzyny II od początku jej panowania, a nieprzywrócenie tych praw przez Poniatowskiego bardzo ją złościło. Pretensje monarchini niechętnie popierały sojusznicze Prusy, które potrzebowały demograficznego wzmocnienia i pragnęły by dysydenci osiedlali się na ich terytorium (zmiana prawodawstwa w Rzeczpospolitej miała to znacznie utrudnić).</p>
<p style="text-align: justify;">Obojętna na „podszczypywanie” polskiego katolicyzmu nie pozostała szlachta, która pod wodzą miernego intelektualnie opoja Karola „Panie Kochanku” Radziwiłła zawiązała ultrakatolicką konfederację radomską, której szeregi zasiliło około 70-80 tysięcy szlachciców. Dążenia jej członków były proste – pragnęli zabezpieczenia statusu katolicyzmu i zaniechaniu wyznaniowego równouprawnienia w Rzeczpospolitej. Pomocy oczekiwali… od Rosji, kierując się przekonaniem, że caryca niezadowolona z reformatorskich poczynań „Króla Stasia” (takiego określenia używano by podkreślić marionetkowość monarchy), wesprze ich w wysiłkach detronizacyjnych. Radomianie domagali się także zabezpieczenia złotej wolności, odwołania niechcianych reform i osłabienia wpływów familii Czartoryskich. Na początku nie wiedzieli, że są jedynie narzędziem w rękach sprytnego Repnina, a operacja miała na celu skłonienie Poniatowskiego do udzielenia poparcia sprawie zrównania prawnego katolików, protestantów i prawosławnych.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1767 r. zwołano w Warszawie otoczonej przez rosyjskie wojska sejm, który nazywany jest wymownie sejmem repninowskim. Uchwalono wówczas prawa kardynalne gwarantujące nienaruszalność ustroju wraz z wolną elekcją, liberum veto, nietykalnością szlachty i jej prawem do nieposłuszeństwa (co w praktyce oznacza gwarancję pozostania w stanie anarchii). Repnin wyeliminował ryzyko sejmowego niepowodzenia ustanawiając tzw. delegację – spośród posłów i senatorów wybrał grupę, której członków z pomocą przekupstwa, szantażu czy zwykłej przemocy, zmuszał do posłuszeństwa. Delegacja głosowała dokładnie tak, jak życzyła sobie tego strona rosyjska, a rola Sejmu była ograniczona do zatwierdzania i udzielania akceptacji. Repnin posunął się jeszcze dalej – zlecił uwięzienie i zesłał kluczowe postacie obozu katolickiego &#8211; bp. Załuskiego, bp. Sołtyka, wojewodę krakowskiego Wacława Rzewuskiego oraz jego syna Seweryna. Wówczas było dla wszystkich zupełnie jasnym, że wpływy rosyjskie w Rzeczpospolitej są potężne, a wręcz dominujące.</p>
<p style="text-align: justify;">Konfederaci radomscy byli rozczarowani obrotem spraw – Poniatowski, choć upokorzony, wciąż zasiadał na tronie, a akt wieczystej przyjaźni z Rosją uczynił z Rzeczpospolitej protektorat. Wobec tego w lutym 1768 roku, w Barze na Podolu (dzisiejsza Ukraina), zawiązano nową konfederację „na poprawę radomskiej”. Twór ten miał charakter antykrólewski, antyrosyjski i antydysydencki w odniesieniu do równouprawnienia innowierców. Konfederacja stanowiła faktycznie konglomerat 66 mniejszych sprzysiężeń zawiązanych na terenie zarówno Korony jak i Wielkiego Księstwa Litewskiego.  Jej organem naczelnym, ustanowionym w 1769 roku, był Rada Generalna Stanów Skonfederowanych Konfederacji Barskiej, nazywana w skrócie Generalnością. Utworzono ją licząc na wsparcie innych dworów na niwie dyplomatycznej, militarnej i finansowej – konfederaci żyli w przeświadczeniu, że ich sprawa cieszy się powszechnym poparciem. Liczono na Austrię (podobne nadzieje pokładał papież, jednak po Traktacie Westfalskim z 1648 r. miał ograniczone możliwości wywierania nacisku, Hiszpanię bądź Francję.</p>
<p style="text-align: justify;">Choć bez udzielenia oficjalnego poparcia (podobnie jak w przypadku Turcji) Ludwik XV Burbon przysłał do Rzeczpospolitej, w 1770 r., misję wojskową pod przewodnictwem płk. Charlesa Dumourieza. Spełniał on funkcję instruktora wojskowego i koordynatora, miał wesprzeć konfederatów w organizacji dalszej walki. To właśnie francuski pułkownik spowodował, że chaotyczne potyczki partyzanckie przyjęły bardziej zorganizowaną formę, przekładając się na pewne sukcesy militarne. Dumouriez planował połączenie sił z armią sułtana i wspólne pokonanie Rosji, jednak nie dysponował wystarczającymi środkami by zrealizować ten cel, a ponadto miał problem ze współpracą z dowódcami konfederacji. Wkrótce zrezygnował, ale Barzanie zdążyli, dzięki jego wskazówkom, docenić znaczenie twierdz, a wysiłkami jego następcy, barona de Viomenil, konfederaci zyskali regularną, 16-tysięczną armię.</p>
<p style="text-align: justify;">Formowanie grup zbrojnych rozpoczęło się już wkrótce po zawiązaniu konfederacji, jednak potyczki miały charakter chaotyczny i nieprzemyślany, a dowódcy działali impulsywnie i nie byli w stanie ukryć braku obycia z rzemiosłem wojennym. Historycy często zwracają uwagę na słabość przywództwa w konfederacji barskiej, podkreślając dla kontrastu rolę kobiet w tym przedsięwzięciu – np. księżną Jabłonowską, która potrafiła pojednać się z królem w kwestii reform społecznych i gospodarczych, wyciągając lekcję z poczynań konfederacji i stawiając kwestię niezależności ponad prywatnymi animozjami.</p>
<p style="text-align: justify;">Wieści o zawiązaniu konfederacji dotarły do Warszawy już w marcu 1768 r., gdzie Senat niezwłocznie uznał ją za bunt (inaczej mówiąc – rokosz), a także wezwał stronę rosyjską do zbrojnej interwencji. Początkowa reakcja Poniatowskiego ograniczała się do wysłania niewielkich oddziałów pod wodzą Franciszka Branickiego, które po kilku potyczkach zajęły Bar. Tymczasem główny ciężar walki z konfederatami spadł na Rosję dysponującą dobrze zaopatrzoną i uzbrojoną, regularną armią. Choć w ciągu kilku miesięcy konfederacja objęła niemal cały kraj, wliczając Małopolskę, Wielkopolskę, Litwę i Ukrainę, nawet przez chwilę Barzanie nie mieli szans na zwycięstwo, ale to nie odbierało im hartu ducha, a wsparcie Francji dawało nadzieje w postaci małych sukcesów (m.in. zajęcia Wawelu). Oczywiście Ludwik XV miał w udzieleniu wsparcia własny interes – inwestując w konflikt na schodzie pragnął zapewnić wytchnienie odległej Francji, wyniszczonej finansowo przez wojnę z Anglią o prymat w Kanadzie. Łącznie za broń, pod flagą konfederacji, chwyciło około 100 tysięcy szlachciców, co należy uznać za sukces – Barzanie, spośród polskich konfederacji, walczyli najdłużej i byli prawdopodobnie najbardziej liczni.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Desperacja konfederatów barskich</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W październiku 1770 r. w Preszowie na Słowacji konfederaci ogłosili akt detronizacji króla uznając przy tym, że od śmierci Augusta III w kraju trwa bezkrólewie, podczas gdy Poniatowskiego należy zdetronizować lub nawet uśmiercić jako uzurpatora i tyrana (zarzuty uzurpacji i tyranii są charakterystyczne dla różnych prób obalenia niechcianego władcy – wcześniej podczas Chwalebnej Rewolucji w Anglii, później podczas rewolucji francuskiej). W manifeście gravaminum potępiono także działalność familii Czartoryskich, która, choć nie zawsze zgadzała się z królem, w kluczowych sprawach na ogół mówiła jednym głosem. Optymalnym następcą trzeciego Sasa był jeden z jego synów, zwłaszcza Karol Krystian Wettyn, po którym oczekiwano kontynuowania dotychczasowego kursu – Rzeczpospolita de facto była wówczas zlepkiem magnackich państewek, podczas gdy król oddawał się sztuce w Dreźnie. Karol Krystian sympatyzował początkowo z konfederatami licząc prócz korony na wsparcie w odzyskaniu księstwa Kurlandii i Semigalii. W 1771 r. miał nawet objąć przywództwo nad Barzanami, jednak nic z tego nie wyszło. Innym kandydatem na tron był elektor saski bądź langraf Hesji.</p>
<p style="text-align: justify;">Zdesperowani konfederaci zdobyli się na krok, który oburzył opinię międzynarodową – w Warszawie ranili króla Poniatowskiego w głowę, obezwładnili i uprowadzili, a nawet oddano do niego strzał, jednak szczęśliwy traf sprawił, że kula chybiła celu. Inicjatorem porwania był zwierzchnik Generalności, Michał Pac, który upoważnił do tego Kazimierza Pułaskiego. Tego ostatniego po upadku konfederacji skazano zaocznie za królobójstwo i zbiegł do powstających Stanów Zjednoczonych, gdzie zrobił karierę wojskową pod komendą Waszyngtona, a także osiągnął stopień mistrzowski w loży wolnomularskiej. W Ameryce przyjęto go z otwartymi rękoma jako bohatera walki o wolność – ręczyli za niego Benjamin Franklin jak i markiz de la Fayette.  Do króla strzelił Jan Kuźma, który podczas transportu władcy zdradził konfederatów i zwrócił mu wolność.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zagrożenie bytu państwowego Rzeczpospolitej było pilnie monitorowane przez Stolicę Apostolską już w czasach Klemensa XIII, którego pontyfikat przypadł na lata 1758-1769. Niepokój budziły coraz śmielsze poczynania Rosji, wpływy protestanckich Prus, a także naciski na zrównanie w prawach innowierców. Gdy Repnin doprowadził do zawiązania konfederacji dysydenckich, papieska dyplomacja zdwoiła wysiłki na rzecz skłonienia europejskich dworów do pomocy Rzeczpospolitej. Głównie liczono na Francję, Hiszpanię oraz Austrię. Ta ostatnia czyniła niewielkie kroki, jednak bez znaczącego zaangażowania. Kiedy doszło do uwięzienia czterech posłów papież w grudniu 1767 r. zwołał nadzwyczajny konsystorz, podczas którego omawiał z kardynałami to zajście oraz inne kroki Rosji. Klemens XIII, choć zlękniony i żywo zainteresowany kwestią Polską (wbrew potocznym opiniom), mógł jedynie polegać na dyplomacji, zachęcać  i kierować uwagę na zagrożenia.</strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Można zapytać, dlaczego papież nie udzielił poparcia konfederatom, choć ci występowali w obronie wiary katolickiej. Klemens XIII, a następnie Klemens XIV wiedzieli, że wsparcie udzielone Barzanom nie ograniczy rozlewu krwi, a biskup Rzymu nie dysponował środkami, by udzielić walczącym większego wsparcia. Będąc dobrze poinformowanym zapewne miał świadomość, że konfederaci polegną w walce z silniejszym przeciwnikiem. Wobec tego Klemens XIV w brewe udzielił poparcia Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu (być może zgadzając się z jego realistycznym podejściem, omawianym w dwóch wcześniejszych tekstach). Pozostaje zagadką, czy samowolą była działalność nuncjusza apostolskiego Angelo Marii Duriniego, który otwarcie sprzyjał konfederatom, czym zapracował na niechęć Poniatowskiego i nienawiść Rosjan. Strona polska wraz z rosyjską doprowadziły do jego odwołania w 1772 r. (Katarzyna II posuwała się nawet do gróźb kierowanych w kierunku Rzymu). Należy dodać, że Durini był bardzo dobrze zorientowany w sytuacji Rzeczpospolitej, korzystając z informacji pozyskiwanych przez papieskich dyplomatów, zarówno na dworach Katarzyny i Poniatowskiego, jak i wśród Barzan.</p>
<p style="text-align: justify;">Zuchwałe porwanie okazało się decyzją katastrofalną w skutkach – sprawa konfederacka utraciła wówczas poparcie na obcych dworach, także na dworze papieskim i francuskim. Osoba królewska wciąż była otoczona swego rodzaju nimbem i nienaruszalnością, zaś porwanie stanowiło gwałt na powszechnie uznawanych zasadach. Ludwik XV nie podejrzewał, co ledwie 20 lat później spotka jego wnuka, Ludwika XVI osadzonego w 1792 r. w paryskim Temple, a w kolejnym roku zdekapitowanego po farsowym procesie jako „tyrana z urodzenia”. Konfederaci, choć w beznadziejnym położeniu, kontynuowali swą walkę jeszcze w 1772 r. W ciągu 4 lat 80-100 tysięcy Barzan stoczyło około 500 bitew i potyczek różnej rangi, a skala ich strat w ludziach jest trudna do oszacowania z uwagi na zsyłki na Syberię i przesiedlenia, których skala do dziś pozostaje tematem sporów – grupy weteranów Baru po latach odnajdywano także m.in. w Chinach. Powszechne były także przymusowe wcielenia do armii rosyjskiej.</p>
<p style="text-align: justify;">Warto nadmienić, że mówiąc językiem współczesnym, konfederacja barska przykładała spore znaczeni do PR. Konfederacja Barska miała rozwiniętą działalność, którą dziś określili byśmy mianem PR. Celem dodatkowej legitymizacji Michał Wielhorski, reprezentujący interesy barzan w Paryżu, wrócił się do Gabriela Bonnota de Mably z prośbą o napisanie projektu reform dla Rzeczpospolitej. Niezadowolony z jakości podobną prośbę wystosował do Jeana Jacquesa Rousseau, a jej rezultat, wydany ze znacznym opóźnieniem, znamy dziś jako <em><i>Uwagi o rządzie polskim. </i></em>Genewczyk, choć nigdy nie był w Rzeczpospolitej i miał raczej mgliste pojęcie o jej sytuacji, sobie tylko znanym sposobem potrafił wczuć się w rolę i nakreślić interesującą, obszerną analizę. Wychwalał żywotność Polaków, widział przyszłość Rzeczpospolitej w świetlanych barwach, wieszczył triumf nad Rosją przy dużym wkładzie Turcji, popierał zachowanie liberum veto. W pracę włożył wiele zapału wierząc, że jego wytyczne zostaną wprowadzone w czyn, rozsławiając i tak już bardzo popularnego (zwłaszcza po publikacji <em><i>Umowy społecznej</i></em>) Rousseau. Sytuację Rzeczpospolitej rozpatrywał głównie w oparciu o materiały dostarczone przez Wielhorskiego, dobranym zapewne nieprzypadkowo.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy konfederacja barska spowodowała I rozbiór?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy w 1768 r. Rosja interweniowała w Rzeczpospolitej Turcja wykorzystała tą okoliczność by wypowiedzieć carycy wojnę. Państwa te przez 6 lat toczyły walki o terytoria i wpływy na półwyspie bałkańskim – Rosjanom zależało zwłaszcza na uzyskaniu dostępu do Morza Czarnego. Rezultaty nie były jednak korzystane dla państwa carów, a jego apetyty terytorialne nie zostały zaspokojone. Wówczas pojawił się dogodny pretekst do zwiększenia wpływów na obszarze Rzeczpospolitej w postaci konfederacji barskiej, a gdy skala wystąpienia szlachty okazała się znacząca i zmusiła Rosję do walki na dwóch frontach, Prusy podjęły z Katarzyną II rozmowy o demontażu Rzeczpospolitej, który znamy jako I rozbiór Polski. Fryderyk II Hohenzollern pragnął głównie realizacji starego marzenia dynastii Hohenzollernów w postaci połączenia Brandenburgii z Prusami Królewskimi (wraz z Warmią).</p>
<p style="text-align: justify;">Do projektu rozbiorowego dołączono Austrię, której wojska podczas konfederacji zajęły niewielkie obszary na południu Rzeczpospolitej, w tym Spisz. Teren, który przypadł Marii Teresie stanowił rodzaj zapłaty za poprawienie relacji z Rosją. W oficjalnym uzasadnieniu rozbioru podanym przez Rosję jako przyczynę wskazywano anarchię, choć to oczywiście absurdalny powód, skoro zaborcy, z Katarzyną II na czele, uniemożliwiali Poniatowskiemu reformowanie kraju. Faktycznie rozbiór stanowił element planu, który nakreślono już wcześniej – po śmierci Augusta III gen. Czernyszew stojący na czele Kolegium Wojennego Imperium Rosyjskiego przedstawił carycy gotowy plan rozbiorowy, który został zrealizowany w 1772 r.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pierwsze powstanie, ostatni rokosz czy kontrrewolucja?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Konfederacja barska często bywa określana mianem pierwszego powstania narodowego, a opinię taką znajdziemy nawet w sejmowej uchwale z 2017 r., jednak czy taki pogląd ma podstawy? Jego zwolennicy na ogół zapominają o dwóch wcześniejszych wydarzeniach, którym bardziej należy się prymat w tej materii. W 1655 r. hetman wielki koronny Stanisław Potocki i hetman polny koronny Stanisław Lanckoroński zawiązali konfederację tyszowiecką celem nawiązania ponownej walki ze szwedzkim najeźdźcą i oddania armii pod rozkazy Jana Kazimierza Wazy. Punkt zapalny stanowiło oblężenie Jasnej Góry, znane z kart Potopu Sienkiewicza. Zwycięska konfederacja wyzwoliła kraj spod panowania Szwedów i Rosjan.</p>
<p style="text-align: justify;">W 1733 r. zawiązano inną konfederację, nazywaną czasami tarłowską, w odpowiedzi na próbę narzucenia Rzeczpospolitej króla Augusta III, podczas gdy zdecydowana większość szlachty popierała Stanisława Leszczyńskiego. Walki obejmowały znaczny obszar kraju i trwały kilkanaście miesięcy. Pijar Stanisław Konarski wprowadził wówczas na gruncie polskim pojęcie niepodległości,  zauważając, że państwo jest jej pozbawione, skoro korpusy obcej armii ingerują w przebieg elekcji. Nazwa bierze się od nazwiska przywódcy konfederacji. Walka o wolność i niezależność upodabnia dwie powyższe do konfederacji barskiej, a podobieństwo wykazują także konsekwencje w postaci wywiezienia najważniejszych konfederatów na syberyjskie zesłanie. Konfederaci roku 1733 wydali odezwę, w której opowiadali się przeciwko władzom rosyjskim uważanym za „obce”, wzywając Rosjan do walki ze wspólnym przeciwnikiem w postaci caratu. Taki pogląd przetrwał do czasów Baru – dynastię Romanowów przedstawiano jako niemiecką, biurokratyczną, obcą strukturę, która godzi w rosyjską tradycję (nota bene car Mikołaj II miał zaledwie domieszkę rosyjskiej krwi, a jego poprzednicy nie byli w tej materii znacznie lepsi).</p>
<p style="text-align: justify;">Jako jeden z pierwszych polski polityk, Marek Jurek, zinterpretował konfederację barską jako pierwszą polską kontrrewolucję (pogląd ten przytaczał później np. prof. Nowak). Na korzyść takiego poglądu działa fakt, że Barzanie opowiadali się przeciwko swoiście interpretowanym ideałom oświecenia z naciskiem na wmuszaną tolerancję, narzucaną przemocą przez obce mocarstwa. Przeciwdziałali także atakowi na tradycyjną, sarmacką tożsamość (szlachecki status quo ze złotą wolnością) i coś, co dziś nazwalibyśmy internacjonalizmem. Zagrożenie tym ostatnim wykazał w swojej pracy pisanej na zlecenie Rousseau, pisząc: „ Nie masz już dzisiaj Francuzów, Niemców, Hiszpanów, nawet Anglików; są tylko Europejczycy”.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozpatrywanie konfederacji barskiej w kategoriach kontrrewolucyjnych wymaga określenia, przeciw czemu ta kontrrewolucja występuje, a więc co jest w tym przypadku rewolucją. Rzeczpospolita pod rządami Poniatowskiego była krajem, w którym niezwłoczne reformy były konieczne, o czym monarcha doskonale wiedział wraz ze stronnictwem Czartoryskich. Przeciwnikiem zmian byli wielcy magnaci i ich szlacheccy klienci, którzy w zmianie systemu dostrzegali destrukcję swoich wpływów, czerpiących garściami z głęboko zakorzenionej anarchii. W ich przekonaniu „nowe świata polskiego tworzenie”, postulowane przez Poniatowskiego, było rewolucją i zamachem na status quo. Istotnie intencją monarchy była naprawa państwa, jego wzmocnienie i usprawnienie, ale w interpretacji szlachty król-reformator niszczył ład (a właściwie nieład), uświęcony długim trwaniem. Przyjmując taką perspektywę działania Barzan można określić mianem kontrrewolucji. Patrząc jednak z punktu widzenia króla, jego działalność nie miała wydźwięku rewolucyjnego, jako że rewolucja zawsze jest siłą niszczącą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Znaczenie konfederacji barskiej</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pojęcie niepodległości poznano w Rzeczpospolitej wcześniej, ale dopiero Bar stał się archetypem walki o wolność i zdefiniował polski patriotyzm. Zaktywizowanie znacznej liczby szlachty pozwoliło na odświeżenie republikanizmu, akcentującego jego aspekt partycypacyjny. Solidaryzm Barzan wynikał nie tylko z chęci obrony przywilejów stanowych, ale zwłaszcza z chęci obrony bytu państwowego. Idealnie pasował do tego mechanizm konfederacyjny – wspólne, obywatelskie wystąpienie dla obrony ojczyzny, jej religii i praw. Konfederacja barska miała być stanem tymczasowym i rozwiązaniem naprawczym, które straci moc po osiągnięciu celu w postaci dobra wspólnego. Swoją legitymizacje czerpała z poparcia na obszarze całego państwa. Wydawała uniwersały skierowane nie tylko do zwolenników, ale do ogółu obywateli Rzeczpospolitej. Jako że nie została zaakceptowana przez sejm, konfederacja barska nosiła znamiona rokoszu, ale jej idea nie sprowadzała się do obalenia króla, a do zachowania Rzeczpospolitej. Barzanie przyjęli na siebie obowiązek reprezentowania wspólnoty politycznej, byli ludźmi czynu, niejako w sposób naturalny przyjmując przywództwo także nad ludźmi, którzy nie byli zaangażowani w sprawę. Przeciwstawiono się szlacheckiej postawie rezygnacji i niezaangażowania, podjęto walkę w obronie organizmu państwowego zagrożonego zagładą. Konfederacja była sposobem radzenia sobie z kryzysem i lekcją polityczności – w tym aspekcie ciekawego kontekstu interpretacyjnego dostarcza działalność ugrupowania o nazwie Konfederacja, działającego obecnie w polskim Sejmie.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/stanislaw-august-poniatowski-w-roznych-epokach-z-roznych-perspektyw/"><span style="color: #9c2922;">Stanisław August Poniatowski – w różnych epokach, z różnych perspektyw</span></a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Działalność Barzan dała podłoże mitowi, który rozpropagowany przez romantyków, towarzyszy polskiej myśli politycznej do dnia dzisiejszego. W 1833 roku ukazała się <em><i>Pieśń Janusza </i></em>Wincentego Pola, w której autor uznał konfederację za pionierów polskiej walki o odebraną wolność, niejako definiując polski patriotyzm przez pryzmat zaangażowania w zbrojny opór. W jego dziele pojawia się wzorzec osobowy dumnego rycerza-konfederaty. W tym samym roku Adam Mickiewicz wygłosił prelekcję pt. <em><i>O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych tworzy zręby mitu barskiego, </i></em>w którym podobnie, określił konfederację mianem pierwszego polskiego powstania i wzór dla przyszłych zrywów. Konfederaci stają do walki przeciwko przestarzałej Europie absolutnych monarchii, a ich czyn ma tym większą wartość, że porażka i śmierć stanowi drogę do odrodzenia. Mickiewicz mówił: „pierwszy to raz królowie zadrżeli na widok źle uzbrojonych i źle dowodzonych garstek wojska i zatrwożyli się widząc, że ich systemat równowagi europejskiej i sankcji pragmatycznej jest zagrożony”. Działalność konfederatów barskich osadzał w kategoriach mesjanistycznych. Jej recepcję znajdziemy także w <em><i>Beniowskim </i></em>Słowackiego – dziele najczęściej cytowanym przez marszałka Piłsudskiego i stanowiącym dla niego bardzo ważną inspirację.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Konopczyński pisał, że „Konfederacja barska zaczynała działania pod znakiem wiary i złotej wolności, kończyła na szańcach niepodległości”. Jak w przypadku większości powstań i zrywów konfederaci odnieśli klęskę, jednak ich krew nie została przelana na marne i ukształtowała polskie poczucie niepodległości, będąc także motorem napędowym późniejszych walk o wolność. Inną rzeczą pozostaje, na ile późniejsi interpretatorzy wyciągnęli refleksje z historii, na kartach której Polacy jeszcze niejednokrotnie dopisywali heroiczne czyny nie poparte realistycznym rozeznaniem. Jednoznaczna ocena konfederacji barskiej pozostaje bardzo trudna czy wręcz niemożliwa – zresztą, sam Konopczyński będący autorem najważniejszej pracy na ten temat miał z nią problem, ale bez trudu możemy wskazać zasługi Barzan. Ich walka zakończyła się klęską na polu bitwy, ale odniosła triumf w polskiej świadomości. W toku walki między królem a konfederatami kształtowała się polska koncepcja oświecenia stanowiąca pomost między starym i nowym, mieszankę racjonalizmu i tradycji. Niezależnie o tego, czy decyzja sejmu o nadaniu konfederacji barskiej szczególnej rangi jest słuszna, warto pamiętać o tym epizodzie polskiej historii i uwzględniać go w rozważaniach nad przeszłością i przyszłością kraju.</p>
<p><sub><em><i>Grafika: domena publiczna</i></em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/konfederacja-barska-przebieg-skutki-recepcja/">Konfederacja barska – przebieg, skutki, recepcja</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Stanisław August Poniatowski – w różnych epokach, z różnych perspektyw</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/stanislaw-august-poniatowski-w-roznych-epokach-z-roznych-perspektyw/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 30 Nov 2022 16:16:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[król]]></category>
		<category><![CDATA[poniatowski]]></category>
		<category><![CDATA[rozbiory]]></category>
		<category><![CDATA[stanisław august]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5216</guid>

					<description><![CDATA[<p>W maju 1981 r. Warszawa gościła panel dyskusyjny zatytułowany Sąd nad Stanisławem Augustem, a zorganizowany przez Klub Forum Kultury Politycznej Zrzeszenia Dziennikarzy Polskich. Dla uczestników przewidziano dwie obszerne sale, a mimo to przybył tłum historyków, ludzi kultury, dziennikarzy i innych zainteresowanych przerósł najśmielsze oczekiwania organizatorów. Pomimo 183 lat, które upłynęły od śmierci monarchy, zainteresowanie tą [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/stanislaw-august-poniatowski-w-roznych-epokach-z-roznych-perspektyw/">Stanisław August Poniatowski – w różnych epokach, z różnych perspektyw</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 14</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;">W maju 1981 r. Warszawa gościła panel dyskusyjny zatytułowany <em><i>Sąd nad Stanisławem Augustem</i></em>, a zorganizowany przez Klub Forum Kultury Politycznej Zrzeszenia Dziennikarzy Polskich. Dla uczestników przewidziano dwie obszerne sale, a mimo to przybył tłum historyków, ludzi kultury, dziennikarzy i innych zainteresowanych przerósł najśmielsze oczekiwania organizatorów. Pomimo 183 lat, które upłynęły od śmierci monarchy, zainteresowanie tą postacią pozostało ogromne. Jak można było się spodziewać, większość osób, które zabrały głos, wypowiadała się bohaterze dyskusji w sposób nieprzychylny, bazując na utartych schematach z minionych epok, zadawnionych uprzedzeniach i krzywdzących analogiach historycznych, pielęgnujących czarną legendę Poniatowskiego, budowaną intensywnie od epoki romantyzmu. Marian Brandys uznał, że „nie był to sąd nad królem, ale pluton egzekucyjny”. W środkach nie przebierała także prasa, która podsumowując wysiłki dyskutantów i powołując się na autorytet akademicki przyznawała rację większości wrogiej królowi, zaś ludzi sceptycznie nastawionych do jego czarnego PR-u bądź umiarkowanych w osądach zarzucała brak rozsądku. Niewiele w tej materii zmieniło się przez kolejne 30 lat, czego dowód dostarczyła ankieta przeprowadzona przez portal Arcana w 2012 r. Spośród 1140 respondentów ponad 62% uznało króla za zdrajcę, podczas gdy zaledwie 2,5% określiło go jako wybitnego władcę, który przerósł swoją epokę (pozostali respondenci wybrali opcję „marny polityk” – niemal 22%, „dobry król, ale nie na te czasy” – 9% lub „inne/ nie wiem” – 4%).</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;">Świadectwo przetrwania czarnej legendy Stanisława Augusta Poniatowskiego dostarczają także artykuły publicystyczne i komentarze, lawinowo pojawiające się po każdej wypowiedzi dotyczącej króla w mediach społecznościowych i na forach. Współcześnie dysponujemy archiwaliami, które pozwalają w sposób rzetelny przedstawić omawianą postać – dlaczego więc jej postrzeganie opiera się wciąż na uprzedzeniach i zdezaktualizowanych tezach? Dlaczego ewentualne zalety sprowadza się na ogół do mecenatu kulturalnego, zaś wszystkie inne wysiłki umniejsza bądź pomija, przyklejając Poniatowskiemu etykietę zdrajcy, słabeusza i głupca, który „doprowadził do upadku państwa”? Czy głównym motorem jego działania była miłość do rosyjskiej carycy, a obowiązki wynikające z pełnionej funkcji zostały przez władcę Rzeczpospolitej zupełnie zlekceważone?</p>
<p style="text-align: justify;">Autor, pisząc niniejszy tekst, pragnie przybliżyć czytelnikom wyjątki z odbioru postawy króla w różnych epokach, a także sposób, w jaki król Poniatowski widział (bądź kreował) samego siebie. Oceny władcy na ogół odnoszą się jedynie do katastrofalnego schyłku jego panowania, jednak na tronie zasiadał przez długie 31 lat, podczas których nie ustawał w wysiłkach na rzecz zreformowania kraju pogrążonego w anarchii, a kiedy nabrał przeświadczenia o nieuchronności upadku, skupił wysiłki na działaniach na polu kultury i edukacji. Zdaniem niektórych stworzył wówczas depozyt, który pozwolił narodowi polskiemu przetrwać najcięższe chwile zaborów. Jego największą zbrodnią, w oczach przeciwników, było realistyczne podejście do sprawy kraju otoczonego wrogimi potęgami – lawirowanie, rokowania i dyplomatyczne wybiegi zamiast beznadziejnego rozlewu krwi. Tkwiąc między młotem i kowadłem robił to co w jego mocy, pozornie spiskując z Rosją, a faktycznie wybierając „mniejsze zło”. Stosunek do realizmu Poniatowskiego będzie powracać w kolejnych epokach, zyskując pochwałę bądź dezaprobatę i antagonizując osoby odnoszące się do tej postaci. Oto jak do „ostatniego króla Polski” odnoszono się w różnych momentach dziejowych.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W epoce stanisławowskiej</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Za życia Poniatowskiego swoje spostrzeżenia ujęło w formie pamiętnikarskiej przeszło 400 autorów, spośród których około 60 szerzej odniosło się do postaci monarchy. Źródła pisane tego okresu cechuje szereg wad – często powstawały po latach, zawierały świadome bądź nieświadome przekłamania, bazowały na niesprawdzonych informacjach i stereotypach, a wręcz stanowiły narzędzie propagandowe. Spośród motywów cieszących się zainteresowaniem diarystów można wynotować kilka, które pojawiały się stosunkowo często. Autorów intrygowało pochodzenie Poniatowskiego (dopiero jego ojciec dał podwaliny świetności rodu), rzekome pochodzenie żydowskie, kulisy elekcji („podarowanie” korony przez carycę Katarzynę), skala rosyjskich wpływów, stosunek do najważniejszych wydarzeń epoki (zwłaszcza zachowanie króla w roku 1792). Generalnie spokojne etapy panowania pomijano, a uwagę poświęcano różnego rodzaju kontrowersjom. Na wyróżnienie spośród pamiętnikarzy zasługuje ks. Jędrzej Kitowicz, który szczerze nienawidził króla, dostrzegając w nim marionetkę carycy i wykorzystywał każdy możliwy pretekst, by poddać go zajadłej krytyce.</p>
<p style="text-align: justify;">Przełomowe znacznie w tym okresie miało ukazanie w obiegu, w 1793 r., dzieła <em><i>O ustanowieniu i upadku konstytucji polskiej 3 maja</i></em>, napisanego przez I. S. Potockiego, F. Dmochowskiego i H. Kołłątaja. Andrzej Zahorski przypisuje mu rangę „pierwszej chyba w Polsce nowożytnej pracy z zakresu propagandy politycznej pisanej tak żywo i barwnie, z dużą siłą przekonywania, przy zastosowaniu barw czarnobiałych” (<em><i>Spór o Stanisława Augusta</i></em>). Na przeszło 500 stronach autorzy przekonywali, że podjęcie walki zbrojnej stanowi jedyne rozwiązanie dla narodu pragnącego niepodległości, a zwycięstwo jest możliwe, ale wymaga odsunięcia od władzy niegodziwej elity, czyli takiej, która spiskuje z wrogiem. Dla Kołłątaja i współautorów wygodnym zabiegiem było obarczenie króla i jego otoczenia winą za całe zło, podczas gdy szlachecki naród jawił się jako szlachetny i pełen cnót. Księga ta dała podstawę czarnej legendzie, która zbiera swoje żniwo do dnia dzisiejszego.</p>
<p style="text-align: justify;">Poniatowski, który już wcześniej zgodnie ze wyznawanym credo „chwytał za pióro” (zamiast miecza) by bronić swoich działań i decyzji, dostrzegł w pracy trzech autorów niespotykane wcześniej zagrożenie i nakreślił <em><i>Obronę Stanisława Augusta</i></em>, którą podpisał nazwiskiem Mikołaja Wolskiego, zaufanego dworzanina. Pracę napisano w taki sposób, by mogła bez przeszkód krążyć w zasięgu rosyjskiej cenzury, przez co motywy potencjalnie nieprzyjemne dla cara Pawła I, następcy Katarzyny II, zostały zamaskowane. W opinii Zahorskiego Rosjanie umyślnie wstrzymywali wydanie publikacji mając świadomość, że pod dyplomatycznymi wybiegami zawiera ona krytykę ich poczynań wobec Rzeczpospolitej. Na carskim dworze uważano, że Obrona stanowi świadectwo oporu Rzeczpospolitej, podczas gdy zaborcy pragnęli wytłumienia sentymentów wobec państwa wymazanego z map. <em><i>Obrona</i></em> została ostatecznie wydana w 1868 r., prawdopodobnie dzięki egzemplarzowi pracy, który żona Wolskiego zabrała ze sobą do Paryża. Pozostałe pisma i dokumenty Poniatowskiego pozostały pod kluczem rosyjskich władz, dostępne dla nielicznego grona, aż rewolucja roku 1905 zliberalizowała podejście do nich. W <em><i>Obronie</i></em> król przekonywał, że jego obowiązkiem było powstrzymywanie patriotycznych uniesień i respektowanie traktatów podpisanych z Rosją, a przede wszystkim nie drażnienie carycy. Sporo miejsca poświęcił Targowicy, argumentując swoje przyłączenie tym, że sytuacja wojskowa i ekonomiczna Rzeczpospolitej była rozpaczliwa, a jedynie podpisanie akcesu mogło powstrzymać podjęcie beznadziejnej, wykrwawiającej naród walki. Zahorski podsumowuje tezę główną królewskiego wywodu w sposób następujący: „król prowadził politykę słuszną i ostrożną, zgodną z polską racją stanu”, zaś konfederaci barscy, patrioci na Sejmie Wielkim i powstańcy kościuszkowscy kolejno sprowadzili na kraj rozbiory.</p>
<p style="text-align: justify;">Obraz króla opisany na kartach <em><i>Obrony</i></em> dopełniają osobiste pamiętniki Poniatowskiego, które zaczął on spisywać prawdopodobnie pod wpływem wydarzeń pierwszego rozbioru. Znajdziemy tu opisy, które rzucają nieco więcej światła na prywatne opinie króla na rozmaite tematy, ale nie ma tu wyznań szokujących – władca zachowywał takt i umiar, być może obawiając się konsekwencji wpadnięcia wspomnień w niepowołane ręce. Prawdopodobnie ich najciekawszy element stanowią przemyślenia Poniatowskiego o sobie samym. Doceniał swój wygląd i postawę, pisał o swoim starannym wychowaniu, dzięki któremu mógł ukrywać, choćby umysłowe, niedostatki. Wspominał o rzekomym lenistwie, które faktycznie trudno byłoby mu zarzucić. Podobnie jak w <em><i>Obronie </i></em>podkreślał, że kierunek jego życiu wyznaczała potrzeba reformy i naprawy kraju. Fragmenty <em><i>Pamiętników</i></em> opublikowano już w XIX wieku, a kiedy w XX wieku podjęto starania na rzecz ich opracowania i wydania na przeszkodzie stanęły wydarzenia wojenne, a następnie śmierć badaczy (w tym Konopczyńskiego), przez co w druku ukazała się zaledwie niewielka część. Przełom nastąpił dopiero w 2013 r., kiedy staraniem Łazienek Królewskich polski czytelnik otrzymał tom zatytułowany <em><i>Pamiętniki króla Stanisława Augusta. Antologia</i></em>, w którym ujęto większość zapisków, pomijając te o charakterze czysto dyplomatycznym bądź oficjalnym. Choć król kontynuował narrację zaledwie przez kilka lat po pierwszym rozbiorze, to co zostało spisane daje wgląd w jego umysłowość i świadectwo swego rodzaju „heroizmu” – realizowanego nie na polu bitwy, ale na arkuszach pergaminu zapisanych atramentem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Król-realista w dobie romantycznej</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Romantycy na ogół nie znosili Poniatowskiego, wytykając mu słabość charakteru, skłonność do kompromisu, egoizm i stawianie nacisku na dyplomację.  Jego realistyczne podejście nie pozwalało mu podjąć beznadziejnej walki zbrojnej ze znacznie silniejszym przeciwnikiem, a to ówcześni autorzy uznawali za zdradę sprawy narodowej. Król zapewne mógł zostać bohaterem romantyków, gdyby tylko w heroicznym akcie pozwolił się zabić w 1792 r., co najpewniej w żaden sposób nie poprawiłoby położenia Rzeczpospolitej. </strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Wierzył, że kumuluje siły, które w stosownym momencie, być może w obliczu osłabienia wrogich mocarstw w innych konfliktach, będzie można użyć do wyciągnięcia kraju ku niezależności. Wyczekiwał, analizował, szacował siły i obserwował poczynania wroga. Zrywy z 1830 i 1863 roku stanowiły całkowite odrzucenie jego spuścizny. Pamiętano doskonale utratę wolności pod jego rządami, ale milczano o zabiegach na rzecz jej odzyskania.</p>
<p style="text-align: justify;">W optyce romantyków figurowały głównie trzy wydarzenia: konfederacja barska jako pierwszy zryw niepodległościowy, konstytucja 3 maja pojmowana jako wielka próba uzdrowienia państwa oraz powstanie kościuszkowskie traktowane jako ogólnonarodowy zryw mający ocalić Rzeczpospolitą w krytycznym momencie (Zahorski, <em><i>Spór…)</i></em>. Poniatowskiego przedstawiano jako wroga trzech powyższych, a nawet odmawiano mu zasług na polu kultury, zarzucając mecenatowi zbyt światowy i elitarystyczny charakter. Warto mieć na uwadze, że ówcześni autorzy korzystali z ograniczonego zasobu materiałów, często mających charakter propagandowy i dających upust subiektywnym odczuciom, a w dodatku metody badawcze nie dojrzały jeszcze do nowoczesnej formy, pozostawiając wiele do życzenia w sferze weryfikacji i rzetelności. Wiele spośród kluczowych materiałów, takich jak dokumenty, archiwa czy monarsze zapiski, dotarło do szerszego grona odbiorców znacznie później.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Lelewel, Wielka Emigracja i polscy wieszcze</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jednym z głównych dzieł epoki romantycznej nt. Poniatowskiego była praca pt. <em><i>Panowanie króla polskiego Stanisława Augusta, </i></em>wydana w 1818 r. przez Joachima Lelewela – przez wielu nazywanego najwybitniejszym historykiem polskiego romantyzmu. Autor oparł swą pracę na rusztowaniu ideologicznym, za punkt wyjścia swojej krytyki przyjmując brak monarszego zaangażowania w walkę o wolność (czyli nieoddanie życia za Rzeczpospolitą). Przytaczał obszerne fragmenty książki <em><i>O ustanowieniu i upadku konstytucji 3 maja</i></em> i aprobował je, nie mają pojęcia o sile propagandowych przeinaczeń. Na zapatrywania Lelewela rzutowały także silnie przekonania republikańskie i zajadła wrogość do wszelkich postaci monarchii.</p>
<p style="text-align: justify;">Na przeciwnym biegunie sytuował się paryski Hotel Lambert czyli emigracyjny obóz dowodzony prze księcia Adama Czartoryskiego (nota bene przez zwolenników tytułowanego królem „de facto” Adamem I), a zwłaszcza jego frakcja monarchistyczna, uznająca konstytucyjną monarchię za najlepsze rozwiązanie dla odrodzonej Polski. W przeciwieństwie od konkurencyjnej frakcji republikańskiej, monarchiści na ogół przychylnie odnosili się do króla Poniatowskiego, doceniając jego wpływy reformatorskie i udział w pracach nad konstytucją 3 maja. Takie przekonania wyrażali choćby Karol Boromeusz Hoffman, Karol Sienkiewicz czy Teodor Morawski. W piśmie Towarzystwa Historyczno-Literackiego ukazała się <em><i>Obrona Stanisława Augusta, </i></em>która odegrała znaczącą rolę w procesie rehabilitacji władcy i szerzej – idei monarchicznej (Zahorski). W latach 50. twórczość Hoffmana stała się przedmiotem akademickiej polemiki między M. H. Serejskim a N. Assorodobaj, w toku której ta ostatnia zarzucała Hoffmanowi, że kreował historię Polski w taki sposób by sprzyjała ona monarchistycznej ideologii księcia Czartoryskiego i jego zwolenników. Król Poniatowski miał zatem stanowić oręż w walce między republikanami a monarchistami – warto odnotować, że książę Adam był synem ks. Adama Kazimierza Czartoryskiego, a ten z kolei był oponentem króla Stanisława Augusta.</p>
<p style="text-align: justify;">Sporo uwagi poświecił królowi Adam Mickiewicz, który odwołania do tej postaci umieścił między innymi w Panu Tadeuszu. Docenia wysiłki władcy na polu kultury, sztuki i polityki prowadzonej na wczesnym etapie rządów, ale to przyłączenie do Targowicy stanowi główny element jego interpretacji tej postaci. Obstawał twardo przy konfederatach barskich, którzy byli w jego odczuciu bohaterami walki o wolność Rzeczpospolitej. Poza utworami literackimi, sporo miejsca poświęcił Poniatowskiemu i epoce oświecenia podczas wykładów o literaturze słowiańskiej, wygłaszanych w Paryżu, w połowie XIX wieku. Przedstawił tam Augusta III jako dobrego władcę, doceniał działania Familii Czartoryskich, która miała dążyć do odbudowy potęgi Rzeczpospolitej, aż wreszcie dotarł do Poniatowskiego, który miał zbłądzić nie posłuchawszy rad najpotężniejszego wówczas stronnictwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Mickiewicz w swoich wywodach mieszał fakty i zmyślenia, poświęcił wiele uwagi wpływowi Katarzyny na króla, a wręcz czynił z romansu swego rodzaju drogowskaz postępowania monarchy. Jak zauważa Zahorski, Mickiewicz silnie ulegał propagandzie Czartoryskich, którzy uważali, że słaby król zaprzepaścił ich słusznie podejmowane wysiłki, i których półwieczne starania Poniatowski miał całkowicie zmarnować. Wypominał monarsze, że nie potrafił być królem, jakiego oczekiwał naród – najzuchwalszym ze wszystkich Polaków. „Zdobycie się na odwagę i szczerość powróciłoby mu w jednej chwili wszystko, co przez wiele lat niedołęstwa i pokątnych intryg utracił&#8221; – twierdził wieszcz.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pozytywizm i przełom wieków</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W II połowie XIX wieku, w okresie znanym pod nazwą pozytywizmu, nastawienie społeczeństwa do kwestii wolności uległo zmianie. Dotychczasowe wysiłki nie przyniosły rezultatów, a zamiast upragnionej niepodległości sprowadziły na Polaków śmierć i represje. Podniesiono więc hasło pracy organicznej, a wydoskonalone metody badawcze i postawienie nacisku na weryfikację przekazywanych informacji przyczyniły się do częściowego oczyszczenia króla Poniatowskiego. Historycy skoncentrowali się wokół dwóch szkół, krakowskiej i warszawskiej, a ich przedstawiciele z zapałem podjęli mrówcze wysiłki na rzecz wyciągnięcia epoki oświecenia z mroku uprzedzeń i przeinaczeń. Pierwszą z wymienionych szkół reprezentował Walerian Kalinka, do dnia dzisiejszego uważany za jednego z najwybitniejszych historyków polskich. Swe refleksje nad postacią Stanisława Augusta i jego epoki oparł on na obszernym i wiarygodnym materiale badawczym, nie stroniąc od archiwów, korespondencji i innych materiałów, zgromadzonych tak w zasobach polskich jak i austriackich, niemieckich czy watykańskich. Zahorski bardzo docenia Kalinkę, wyrażając przekonanie, że niemal wszystko, co wcześniej napisano o Poniatowskim, stanowi zaledwie „wstęp do badań nad epoką stanisławowską i to wstęp oparty na nikłej bazie źródłowej, jakże często bałamutny, wiodący na bezdroża, gdzie często brano legendy za fakty, a własne przekonanie wynikające z emocji za obiektywizm badawczy”.</p>
<p style="text-align: justify;">W <em><i>Sejmie czteroletnim</i></em> z 1880 Kalinka zawarł obszerną analizę omawianej postaci, w której przeciwstawiał interesy carycy Katarzyny, pragnącej zredukowania polskiej państwowości, interesom króla dążącego do jak najskuteczniejszego jej zabezpieczania. Historyk osobiście skłaniał się ku monarchii dziedzicznej, skutecznej na polu konsolidacji sił narodowych, przez co nie dziwi jego wrogie nastawienie do systemu elekcyjnego, w którym, jak podkreślał, silna jest samowola, prywata, zewnętrzne wpływy i anarchia. Ciekawe fragmenty Kalinka poświęcił roli kobiet w dobie stanisławowskiej. Uważał, że w owym czasie kobiety miały ogromną ambicję i w faktycznym rządzeniu zastępowały mężczyzn, jednak swoje decyzje opierały nie na podejściu realistycznym, ale na emocjach i ulotnych odczuciach. Historyk cenił za postawę monarchy w obliczu obcych mocarstw, a zwłaszcza jego zasługi na polu reorganizacji armii i wykorzystanie Rady Nieustającej na korzyść Rzeczpospolitej (kwestię tą autor niniejszego opracowania omówił szerzej w odrębnym tekście). Wreszcie Kalinka wyrażał przekonanie, że zepsucie relacji polsko-rosyjskich stanowiło zamierzony rezultat polityki pruskiej, której, co gorsza, uwierzyli naiwni obywatele Rzeczpospolitej. Doceniał zmysł polityczny króla, który doskonale rozumiał, że opcje są dwie, pozorne sprzyjanie Rosji albo upadek. Podsumowując, zdaniem Kalinki król Poniatowski postępował słusznie, starając się „przeczekać Katarzynę”, a przez to oceniał go jako ostatniego wielkiego, polskiego męża stanu.</p>
<p style="text-align: justify;">Na przełomie wieków, w okresie młodopolskim, odżyły nastroje charakterystyczne dla romantyzmu, a zarazem nastąpił regres w interpretowaniu postaci króla. Świat zmierzał ku I Wojnie Światowej, a trony państw zaborczych tkwiły w pogłębiającym się kryzysie. Potrzebna była mobilizacja i stawienie oporu, czyn, który zrzuci z Polski wrogie jarzmo. W tym czasie swoją pozycję budował Józef Piłsudski, który inspiracje ideowe czerpał od Mickiewicza i Słowackiego (epigona legendy konfederatów barskich), a swojego idola upatrywał w Napoleonie. Powróciło zamiłowanie do powstań, zrywów i konspiracji. Warto także zauważyć, że utworem  najczęściej cytowanym przez marszałka Piłsudskiego był <em><i>Beniowski</i></em> Słowackiego – działo o człowieku, który był osobistym wrogiem carycy Katarzyny (P. Rzewuski, <em><i>Filozofia Piłsudskiego</i></em>). Z uwielbieniem odnoszono się do Napoleona i Kościuszki, a królowi Poniatowskiemu, konsekwentnie, przywrócono romantyczną dezaprobatę. Szczególnym uprzedzeniem do rozbiorowego monarchy odznaczał się Stefan Żeromski żyjący w kulcie powstania styczniowego. Jego drogowskaz w ocenie Poniatowskiego stanowiły oszczercze <em><i>Pamiętniki </i></em>gen. Zajączka, w wiarygodność których wręcz fanatycznie wierzył, wynotowując obficie fragmenty, które uderzały w króla.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>20-lecie międzywojenne – król w cieniu marszałka</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Po zakończeniu I Wojny Światowej jednym z wiodących historyków był Władysław Konopczyński, który przychylnie odnosił się do postępowania króla, zwłaszcza w czasie obradowania sejmu rozbiorowego (1773-1775). Dostrzegał w Poniatowskim męża stanu, który „okazywał się nie tylko nie wspólnikiem zaborców, ale ich wrogiem i męczennikiem, integralności ziem polskich wytrwałym obrońcą” (<em><i>Konfederacja Barska</i></em>). Tymczasem władze bardzo negatywnie odnosiły się do panowania władcy, obwiniając go o zdrajcę sprawy walki o polską niepodległość za wszelką cenę. Na szczególną uwagę zasługuje sprawa ponownego pochówku władcy, który odbył się już po śmierci Piłsudskiego, w 1938 r. kiedy szczątki przenoszono z likwidowanego kościoła katolickiego w Petersburgu (ówczesnym Leningradzie) do Polski. Naturalnym miejscem docelowym dla króla byłby Wawel, ale zakłopotane władze były niezdecydowane. Prezydent Mościcki przekazał sprawę ówczesnemu premierowi i ministrowi spraw zagranicznych, gen. Felicjanowi Sławoj Składkowskiemu, który uznał, że Poniatowski nie zasługuje na pochówek w królewskiej nekropolii bowiem był złym monarchą. Nakazał potajemny pochówek w zakrystii kościoła w Wołczynie, gdzie król przyszedł na świat. Transport pozostałości szczątków złożonych w trumnie odbywał się koleją, w wagonie towarowym oznaczonym jako „bagaż zwykły”. Po trzech dniach postoju transport dotarł do miejsca docelowego, a przed kościołem czekał proboszcz i przedstawiciel władz w otoczeniu licznej policji, zarówno umundurowanej jak i tajnej. Szczegółowy protokół ze złożenia trumny w niszy ujawnia wręcz obsesyjną troskę o pozostawienie sprawy w tajemnicy. Zabezpieczenia wzmocniono, opieczętowano i sporządzono protokół, a proboszczowi zabroniono odprawiana nabożeństwa za duszę monarchy.</p>
<p style="text-align: justify;">Sprawa szybko przeciekła do opinii publicznej i po publikacji krótkiego komunikatu Polskiej Agencji Telegraficznej urosła do rangi politycznego skandalu. Dziennikarze rzucili się do roztrząsania jej najdrobniejszych aspektów, a w katedrze warszawskiej odprawiono nabożeństwo. Nie po raz pierwszy władca stał się orężem walki ideowej. Endecki autor opublikował w <em><i>Myśli Narodowej</i></em> (7 VIII 1938) płomienny artykuł, w którym podkreślał szacunek należy monarsze niezależnie od jego błędów i abdykacji bowiem „król to król”. Powoływał się na przekonania katolickie i prestiż państwa. Skąd tyle „hałasu” o szczątki monarchy zmarłego blisko półtorej wieku wcześniej? Zgodnie z interpretacją Zahorskiego było niedopuszczalnym, by zaledwie 3 lata po złożeniu na Wawelu szczątków marszałka Piłsudskiego, wodza odbudowanego państwa, złożono w pobliżu szczątki króla-targowiczanina. Skandal podsunął <em><i>Wiadomościom literackim</i></em> pomysł rozsyłania czytelnikom ankiet dot. Poniatowskiego, publikowanych w kolejnych wydaniach pisma. 72 odpowiedzi nadesłali przedstawiciele elity intelektualnej, którzy w 32 przypadkach domagali się pochówku na Wawelu, w 26 w warszawskiej katedrze bądź Łazienkach, a jedynie w 8 pragnęli pozostawienia szczątków w Wołczynie. Badanie to daje pewien wgląd w opinie ówczesnych elit i pokazuje czasowe odwrócenie od czarnej legendy króla w okresie II RP. Intelektualiści, jak S. Estreicher i J. Iwaszkiewicz, podkreślali, że przeszło 30-letni dorobek kulturalny monarchy pozwolił Polakom przetrwać lata zaborów. A. Bruckner przypisywał monarsze jak najlepszą wolę, której nie mógł realizować z uwagi na sytuację Rzeczpospolitej.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec warto jeszcze pochylić się nad zapatrywaniami Stanisława Cata-Mackiewicza, jednego z najsłynniejszych i najbardziej zaangażowanych polskich monarchistów doby II RP. W 1938 r. na kartach wileńskiego <em><i>Słowa </i></em>pisał, że „Wielkim był Stanisław August jako artysta, małym jako człowiek, zbrodniarzem jako polityk”, ale już kilkanaście lat później stawiał króla obok Piłsudskiego jako jednego z dwóch największych mężów stanu ostatnich 250 lat. Po latach żałował  napisania przedmowy do książki <em><i>Niemcewicz od przodu i tyłu</i></em> Zbyszewskiego z 1939 r., której autor nie szczędził monarsze dosadnych obelg. Cat doceniał realizm króla, który starał się wywiązywać ze swych powinności pomimo wciśnięcia Rzeczpospolitej między obce mocarstwa. Wypowiedział się także we wspomnianej ankiecie <em><i>Wiadomości literackich</i></em>, w której podkreślał, że współczesny polski rząd nie ma prawa detronizować żadnego monarchy i odbierać mu prawa do godnego pochówku. Uznawał to za brak pokory i skłonność do kreowania historii za pomocą ustaw. Pozostawał jednak niechętny wobec politycznego dorobku władcy.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/za-kulisami-rady-nieustajacej/"><span style="color: #9c2922;">Za kulisami Rady Nieustającej</span></a></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">W latach 50. Cat, pisząc biografię Poniatowskiego, zrewidował swój stosunek do postaci, która wraz z poszerzeniem wiedzy zaczęła jawić mu się jako bohater podejmujący beznadziejne starania o zachowanie bytu państwowego w obliczu upadku. Ubolewał przy tym nad skalą przeinaczeń i zakłamań na temat historii Rzeczpospolitej w XVIII wieku &#8211; odnalazł wiele fanatyzmu i uprzedzeń, a niewiele sprawiedliwości. Poniatowski w swym realizmie działania między Scyllą a Charybdą stał się prekursorem realistycznej linii, którą w XX wieku kontynuowali w stych pracach bracia Pruszyńscy. Poniatowski miał świadomość, że najgorszym scenariuszem dla Polski będzie sojusz rosyjsko-pruski, dlatego robił wszystko co w jego mocy, by do niego nie dopuścić. A że historia lubi się powtarzać, brak króla-realisty w XIX wieku wykorzystał Bismarck, w XX wieku – Stalin, a kto wie kiedy znów odczujemy brak takowego?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Postać króla Stanisława Augusta Poniatowskiego nadal budzi niesłabnące emocje i nic nie wskazuje na to, by stan ten miał ulec zmianie. Epoki się zmieniają, podobnie jak wiodące umysły, które nadają im kształt. Nie zmienia się za to mentalność polskiego narodu, który nie wyciągnąwszy lekcji z historii, nadal hołduje postawie romantycznej i idealistycznej, nie zważając na realistyczne uwarunkowania. Wbrew pozorom Poniatowski nie stracił także potencjału jako narzędzie w walce ideologicznej – epigoni rozwiązań republikańskich gorączkują się słysząc pozytywne oponie o monarchach, co być może stanowi przyczynę dla której nie doczekaliśmy się przeniknięcia obrazu władcy, opartego o aktualny stan wiedzy, do szerszego grona odbiorców. Stanisław August Poniatowski pozostaje naszym wyzwaniem na przyszłość. Nadejdzie czas ponownego odkrycia spuścizny „ostatniego króla Polski”.</p>
<p><sub><em><i>Grafika: domena publiczna</i></em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/stanislaw-august-poniatowski-w-roznych-epokach-z-roznych-perspektyw/">Stanisław August Poniatowski – w różnych epokach, z różnych perspektyw</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Za kulisami Rady Nieustającej</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/za-kulisami-rady-nieustajacej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Nov 2022 09:22:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[I Rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[poniatowski]]></category>
		<category><![CDATA[rada nieustająca]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczpospolita]]></category>
		<category><![CDATA[stanisław august]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl/?p=5126</guid>

					<description><![CDATA[<p>We wrześniu 1917 r. zaborcze rządy Niemiec i Austro-Węgier w zastępstwie króla powołały do życia Radę Regencyjną, pod władzą której Królestwo Polskie odzyskało w październiku 1918r. niepodległość. Choć ustanowiony przez państwa zaborcze organ ten oddał Polsce szereg przysług: opracował prawne podwaliny II RP, stworzył bądź zreorganizował niezbędne instytucje państwowe, stworzył zalążek służby zagranicznej i podwaliny [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/za-kulisami-rady-nieustajacej/">Za kulisami Rady Nieustającej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 11</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p style="text-align: justify;">We wrześniu 1917 r. zaborcze rządy Niemiec i Austro-Węgier w zastępstwie króla powołały do życia Radę Regencyjną, pod władzą której Królestwo Polskie odzyskało w październiku 1918r. niepodległość. Choć ustanowiony przez państwa zaborcze organ ten oddał Polsce szereg przysług: opracował prawne podwaliny II RP, stworzył bądź zreorganizował niezbędne instytucje państwowe, stworzył zalążek służby zagranicznej i podwaliny Wojska Polskiego, nieliczni dziś pamiętają, że niespełna półtora wieku wcześniej zaborca rosyjski, przy aprobacie sprzymierzeńców, stworzył inny organ centralnej władzy w Polsce, który w II połowie XVIII wieku stał się jednym z najważniejszych projektów politycznych doby stanisławowskiej. Choć był to twór sejmu rozbiorowego, stanowił próbę przezwyciężenia systemowych bolączek i wprowadzenia niezbędnych reform w zakresie władzy centralnej i administracji, wypowiadając walkę anarchii i anachronicznym przyzwyczajeniom magnatów o mentalności zakorzenionej w epoce sarmackiej. Rada funkcjonowała w latach 1775-1788, po czym  została rozwiązana przez Sejm Wielki, a następnie przywrócona w nieco zmienionej formie na lata 1793-1795. Czy zasługuje na miano „zdrady nieustającej” i „matki nieładu”? Czy reprezentowała interes Rzeczpospolitej czy państw zaborczych? Jaką rolę w tej grze odgrywał Stanisław August Poniatowski? W niniejszym tekście postaram się dostarczyć tropów, które ułatwią odpowiedź na nurtujące pytania.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>Stan badań</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Niejako stałym elementem prac i artykułów poświęconych Radzie Nieustającej i zagadnieniom pokrewnym towarzyszy potrzeba kompleksowego zbadania tego tematu i uporządkowania w formie monografii (jako jeden z ostatnich brak obszernego opracowania sygnalizował M. Głuszak). Można wymienić co najmniej kilka powodów stosunkowo niewielkiego zainteresowania losami pierwszego w historii Polski centralnego rządu pojmowanego w kategoriach nowożytnych. W powszechnej opinii Rada stanowiła dzieło i narzędzie carycy Katarzyny II, a jej znaczenie umniejsza Sejm Wielki, który zajmuje bardziej dogodne miejsce w powszechnej świadomości. XVIII i XIX-wieczna refleksja nad tym organem na ogół zawiera opinie negatywne (Kołłątaj, Staszic), a dopiero ks. Walerian Kalinka na kartach <em><i>Sejmu Czteroletniego </i></em>docenił jej dorobek, zaś za nim podążyli inni badacze nurtu umiarkowanego.</p>
<p style="text-align: justify;">Na początku XX wieku Władysław Konopczyński po przeprowadzeniu obszernej kwerendy archiwalnej napisał <em><i>Genezę i ustanowienie Rady Nieustającej</i></em>, w której badaniom poddał czynniki i procesy, które doprowadziły do ustanowienia organu władzy centralnej. Inną lukę, dotyczącą ostatniej kadencji z lat 1786-1788, wypełnił Aleksander Czaja, który wziął na warsztat skład, organizację i jej uprawnienia. Te dwie prace stanowią podstawę niniejszego artykułu, zaś XXI wiek uzupełnił piśmiennictwo poświęcone Radzie o szereg mniejszych prac, poświęconych wybranym aspektom jej funkcjonowania.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Między Poniatowskim, Radą Nieustającą i Katarzyną II</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Stanisław August Poniatowski, zasiadający na tronie w latach 1764-1795, na ogół sytuowany jest wśród najgorszych władców Polski. Choć jego działalność polityczna obfituje w ciekawe wątki, na potrzeby niniejszego artykułu najważniejsza jest kwestia jego stosunku do Rosji, a także do Rady Nieustającej. Z jego życiorysu warto wiedzieć, że odbył edukację typową dla rodzin magnackich, a podróż po Europie pozwoliła mu nabyć politycznej ogłady na europejskich dworach. W latach 50. nawiązał romans z późniejszą carycą Katarzyną, co nie pozostało bez wpływu na jego wybór na tron. Automatycznie nasuwa się myśl, że Rosja postawiła na kandydata, którym będzie można łatwo manipulować. Po jego bezproblemowym wyborze odbyła się koronacja, która nieprzypadkowo odbyła się w dniu św. Katarzyny.</p>
<p style="text-align: justify;">Poniatowski ochoczo przystąpił do reform, popieranych także przez ród Czartoryskich, dążąc do zniesienia liberum veto i wzmocnienia armii. Błędnie spodziewał się wsparcia ze strony rosyjskiego protektora, podczas gdy w tajemnicy Rosja układała się z Prusami i opowiadała się za utrzymaniem destruktywnego statusu quo. Wkrótce zapał króla spotkał się z odpowiedzią carycy, która wsparła wymierzone w urząd Poniatowskiego konfederacje. Po serii dalszych upokorzeń nastąpiła ich kumulacja w postaci I rozbioru, a układ Rosji i Prus wyszedł na światło dzienne. Poniatowski musiał się ugiąć – dla jednych to oznaka słabości, jednak władca prawdopodobnie kierował się obawą, że jego miejsce zajmie marionetka obojętna na losy Rzeczpospolitej.</p>
<p style="text-align: justify;">Caryca Katarzyna II przychyliła się do propozycji Nikity Panina popartej przez pozostałych zaborców i tak, na sejmie roku 1775, powstała Rada Nieustająca, która miała być inspirowana szwedzką Radą Państwa. Realizatorem wizji został dyplomata i ambasador w Rzeczpospolitej Otto Magnus von Stackelberg. Jak dowiadujemy się od Konopczyńskiego, dyplomata kreował wizerunek Rady Nieustającej jako rodzaj daru od carycy, co, patrząc z perspektywy historycznej, nie całkiem mijało się z prawdą. Kształt organu stanowił kompromis z wrogimi królowi magnatami, Poniatowskim, który utracił część prerogatyw, a także reprezentującym carycę Paninem, który zgodnie z rozkazem dążył do okrojenia władzy polskiego króla. Poniatowski nie tylko zaakceptował projekt Rady, ale szybko „przerobił go” na własną modłę, dostosowując do forsowanej później strategii.</p>
<p style="text-align: justify;">Plan Poniatowskiego był stosunkowo prosty. Król miał zamiar z pozoru zachowywać wierność wobec Rosji, jednocześnie małymi kroczkami przepychając w kraju zmiany służące jego wzmocnieniu. Nie chcąc drażnić Katarzyny wyczekiwał na dogodny moment by przeprowadzić znaczące reformy, a wreszcie uwolnić się spod wpływów Rosji. Od sejmu roku 1776 Poniatowski ściśle współpracował z Stackelbergiem, który w notach kierowanych do Rady Nieustającej domagał się realizacji różnych postulatów i  spraw. Król tymczasem czuwał nad tym, by minimalizować ewentualne skutki uboczne realizowania rosyjskich zamierzeń. Przykład stanowi przemarsz armii carycy przez terytorium Rzeczpospolitej i zobligowanie strony polskiej do zapewnienia zaopatrzenia. Poniatowski nie chciał narazić się Katarzynie, ale nie mógł także zbyt otwarcie sprzyjać jej sprawie by nie mobilizować opozycji do ataków na swój urząd i na Radę Nieustającą. Z informacji przytoczonych przez Czaję dowiadujemy się, że król podejmował zabiegi dyplomatyczne starając się skrócić pobyt wojsk rosyjskich, zmierzających na wojnę z Turcją.</p>
<p style="text-align: justify;">Trudność dla Poniatowskiego stanowiła nie tylko konieczność układania się ze stroną rosyjską, ale także wzrost znaczenia lokalnych magnatów, szukających oparcia w Prusach. Jego pozycja była coraz słabsza, a grono zwolenników kurczyło się. Nie pomogło przejęcie spod wpływu magnatów części średniej i drobnej szlachty, z których król planował niegdyś uczynić silne stronnictwo dworskie. Podczas jednej ze styczniowych sesji Sejmu w roku 1789, omawiając projekt zawiązania konfederacji, posłowie zadecydowali o pominięciu królewskiego postulatu dotyczącego sojuszu z Rosją, zgłoszonego już kilka dni wcześniej. Monarcha przechodził do coraz głębszej defensywy, a kiedy Rada Nieustająca chyliła się ku upadkowi, skonsultował ze Stackelbergiem zamiar jej modyfikacji. Poniatowski liczył, że nawet jeśli organ zostanie obalony, to podtrzymanie idei rządu centralnego może nastąpić poprzez Straż Narodową &#8211; nowy organ, który w innej formie popierały także niektóre kręgi opozycyjne.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Antyabsolutystyczna obsesja</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dążenie do wzmocnienia władzy i lęk przed jej despotyzacją stanowią motyw nieustannie powracający w historii Polski, a nawet dziś jego echa wybrzmiewają w dyskusjach politycznych. Troski te były także nieobce epoce stanisławowskiej, w której utrzymywała się pamięć o planach otoczenia króla Augusta II Mocnego. Dynastia Wettynów pragnęła umocnić swoją pozycję w Rzeczpospolitej, by dzięki niej wzmocnić pozycję w rodzimej Saksonii i Rzeszy. O wprowadzeniu w Polsce rządów absolutnych pisał wprost podkanclerz Jan Lipski, a najsłynniejszy projekt został ułożony w 1699 r. przez królewskiego doradcę, Jakuba Flemminga. Dyskutowano nad wzmocnieniem władzy, biorąc pod uwagę także zamach stanu, nad rozbudową armii i nad koniecznością ustanowienia kolegialnego organu władzy wykonawczej.</p>
<p style="text-align: justify;">Być może spuścizną po Wettynach była istna obsesja opozycjonistów na punkcie dążenia Poniatowskiego i Rady Nieustającej do rządów absolutnych, a nawet despotycznych. Nieustannie kręgi królewskie pomawiano o spiskowanie i konspirowanie na niekorzyść Rzeczpospolitej – istotnie wiele spraw załatwiano za zamkniętymi drzwiami, ale było to nie w smak magnatom, którzy w ten sposób tracili wpływ na ich przebieg. Opozycja często posługiwała się pamfletami takimi jak odręcznie spisane <em><i>Punkta Rady Nieustającej na sejm przyszły</i></em>, które w swojej książce omawia Czaja. Autor bądź autorzy zbudowali przekaz żerujący na republikańskich przesądach mieszczan i szlachty. Radzie Nieustającej zarzucano szykowanie przewrotu politycznego, zamiar zniesienia Senatu i zastąpienia go dworską komisją pod berłem króla. Działania Poniatowskiego interpretowano w taki sposób, jakby władca świadomie zmierzał do kolejnego rozbioru kraju.</p>
<p style="text-align: justify;">Istne kuriozum stanowi pogląd Andrzeja Maksymiliana Fredry, który uważał, że bezpieczeństwo Rzeczpospolitej jest uzależnione od braku ufortyfikowanych zamków i twierdz, które „polski Tacyt” utożsamiał z despotyzmem. Także rozbudowa armii, idąc za przykładem państw zaborczych, miała bezpośrednio prowadzić do wprowadzenia rządów absolutnych, a despotyzm miał także wynikać z samej natury funkcji ministerialnych. <em><i>Punkta </i></em>zarzucały ponadto Radzie chęć przekazania starostw i królewszczyzn w poczet prywatnego majątku monarchy, a kler straszono sekularyzacją dóbr, zastąpienie dotychczasowych przychodów państwową pensją i zastąpienie uprzywilejowanego katolicyzmu wolnością religijną. Ogólnie rzecz biorąc, opozycja uznawała za dobry każdy argument, który mógł zaszkodzić jej wrogom, niezależnie od jego pokrycia w faktach. Zarówno Rada Nieustająca jak i król byli poddawani demagogicznej demonizacji narastającej wraz z obawą magnatów o utratę intratnego statusu quo. Pamflety i paszkwile tego okresu przywodzą na myśl twórczość wymierzoną w Stuartów w XVII-wiecznej Anglii, gdzie każdy czyn interpretowano jako przejaw „papizmu”, a samemu monarsze dosłownie przyszywano ogon, dostrzegając w nim diabła, co z pewnością oddziaływało na wyobraźnię prostej ludności.</p>
<p style="text-align: justify;">Tropienie królewskich spisków nie przeszkadzało opozycjonistom w tworzeniu własnych. Na przełomie 1787 i 1788 roku zrodził się tzw. „Plan Puław”, zainicjowany przez A. J. Czartoryskiego i S. Piatollego, guwernera Elżbiety Lubomirskiej, a polegający na przejęciu władzy przy pomocy Prus i jej sojuszniczej Anglii. Dwunastu magnatów miało zawiązać tajną organizację z uprawnieniami dyktatorskimi, obalić Radę Nieustającą, sformować własną milicję, ogłosić zwolenników opcji królewskiej zdrajcami ojczyzny, a w końcu przejąć władzę poprzez przeprowadzoną na ogromną skalę akcję korumpowania sejmików.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zasługi Rady Nieustającej</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Choć Rada Nieustająca funkcjonowała w problematycznym otoczeniu, będąc centralnym organem państwa otoczonego przez zaborców i rozrywanego przez magnatów od środka, zdążyła wprowadzić szereg rozwiązań, które częściowo zniwelowały zapóźnienie w sferze państwowej.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozpoczęto formowanie nowożytnej kadry urzędniczej, która miała stać się nowym rodzajem elity. Kandydaci na stanowiska konsyliarskie musieli wykazać się doświadczeniem zdobytym w administracji lub służbie państwowej, a także oczekiwano od nich doświadczenia w jurysdykcji marszałkowskiej, wojskowej, asesorskiej, skarbowej bądź w jednym z trybunałów. Wymogiem było także uczestnictwo w realizacji zadań dyplomatycznych. Odpłatność urzędów państwowych osłabiła znaczenie korumpowania urzędników przez magnaterię. Uformowano nowoczesną, hierarchicznie zarządzaną kadrę nastawioną na realizację powierzonych zadań. Droga do kariery została uzależniona predyspozycji i doświadczenia, a pochodzenie zeszło na dalszy plan.</p>
<p style="text-align: justify;">Podjęto walkę z praktyką kupowania urzędów – decyzje o zatrudnieniu, przyznaniu awansu lub nagrody podejmowało plenum, a wyróżnianie odbywało się w oparciu o hierarchię. Kadra urzędnicza wspomagająca działalność Rady Nieustającej liczyła łącznie około 100 osób. Zaczęto także przykładać wagę do obecności członków Rady na obradach. Absencje skrupulatnie odnotowywano i karano potrąceniami. Specjalną rubrykę w protokołach miały spóźnienia, a opuszczenie obrad wymagało zgody plenum, co jednak nie zniechęcało członków do wyjeżdżania do wiejskich majątków, zwłaszcza w okresach wytężonych prac. Ze względu na absencje wiele sesji nie dochodziło do skutku.</p>
<p style="text-align: justify;">Rada starała się nie dopuścić by w jej łonie wyłaniały się frakcje oparte na czynniku rodowym. Jej członkowie uznawali prymat interesów państwa nad interesami partykularnymi. Członkowie organu mieli świadomość ogromnych wpływów magnatów tworzących sojusze dla realizacji własnych interesów, nie koniecznie zgodnych z interesami państwa – w XVIII wieku wysławiła się tzw. Familia, stronnictwo rodów Czartoryskich i Poniatowskich. Czartoryscy wzorowali się na rozwiązaniach angielskich, stanowili odpowiednik wigów i dążyli do stworzenia czegoś na wzór „gabinetu”.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong>Przed rządami Rady wiele miast znajdowało się w fatalnym stanie. Budynki wznoszono w przypadkowych miejscach i z nietrwałych materiałów, uliczne bruki często były pokryte grubą warstwą nieczystości, a podróżni narzekali na brak zajazdów, nazywanych wówczas domami publicznymi. Wielki nieład panował w miejskich przywilejach i innych dokumentach pospiesznie wrzucanych do skrzyń.</strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Rada Nieustająca rozpoczęła program naprawczy od kontroli finansowania miast, by następnie przejść do spraw architektonicznych i urbanistycznych. Powstrzymano budowlaną samowolę i oczyszczono reprezentacyjne okolice z nielegalnych budynków i drewnianych kramów, zwłaszcza jatek mięsnych wydzielających nieznośną woń. Dużą wagę przyłożono do estetyki centralnych placów i ulic, tam gdzie było to możliwe przywracano pierwotny wygląd ratuszy i układ urbanistyczny, a architektoniczne braki, zwłaszcza w dziedzinie budynków użyteczności publicznej, uzupełniano nowymi konstrukcjami. Na potrzeby remontów i budów na terenie miast wznoszono cegielnie i inne elementy zaplecza dla budowniczych. Właściciele pustostanów zostali zobligowani do ich zabudowy, a niezbędne rozbiórki odbywały się za odszkodowaniem. Poszerzano drogi, kryto dukty brukiem, a przy władzach miejskich tworzono urzędy architekta, geometry i specjalisty od instalacji wodnych. Wydatki poddawano ścisłej kontroli, niwelując nieprawidłowości i zwalczając nadużycia.</p>
<p style="text-align: justify;">Rada podejmowała swą działalność niemal we wszystkich sferach funkcjonowania państwa, tak w polityce wewnętrznej z wyłączeniem Komisji Edukacji Narodowej, jak i w polityce zewnętrznej. Stosowała nowe rozwiązania administracyjne, a wyodrębnione departamenty dały podwaliny późniejszych resortów. W praktyce wypracowano metody kierowania departamentami w współpracy między nimi. Rada przyczyniła się do znacznego poprawienia obiegu informacji i docenienia ich wagi w sprawnym i skutecznym podejmowaniu decyzji. Kształtowała się kultura opracowywania, przechowywania i wymiany dokumentów, a współpraca między różnymi agendami podnosiło znaczenie i skuteczność Rady. Stosunki feudalne stopniowo zastępowano rozwiązaniami o charakterze „kapitalistycznym” i przykładano dużą wagę do nienaruszalności swobodnie zawieranych umów.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rada Nieustająca w optyce przeciwników</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pochylając się nad zarzutami wysuwanymi przeciwko Radzie należy mieć świadomość, jak kształtował się podział ówczesnej „sceny politycznej”. Ogólnie rzecz biorąc po jednej stronie mamy króla Poniatowskiego i Radę Nieustającą, po drugiej zaś magnacką opozycję, mentalnie silnie zakorzenioną w sarmatyzmie i rozmiłowaną w wolności. Pierwszy obóz bazował na średniej i drobnej szlachcie, drugi korzystał ze wsparcia potężnych rodów. Stronnictwo Królewskie dążyło do przeprowadzenia reform i unowocześnienia państwa, a opozycja miała swój interes w utrzymaniu statusu quo wraz z rozwiązaniami systemowymi, które stanowiły źródło magnackich fortun. Większość argumentów opozycji odnosi się zatem nie tyle do rozwiązań szkodzących Rzeczpospolitej, ale do rozwiązań szkodzących interesom własnej grupy.</p>
<p style="text-align: justify;">Opozycja, bazując na republikańskich pryncypiach, sprzeciwiała się łączeniu różnych urzędów w jednym organie zwierzchnim, co zmniejszało możliwość kontroli i nadzorowania. Odwoływano się do znanej od starożytności koncepcji wielości „magistratur”, którą w epoce nowożytnej wyłożył Jean Jacques Rousseau na kratach <em><i>Umowy społecznej</i></em> i <em><i>Uwag nad rządem polskim</i></em>. W ostatniej z prac, napisanej w 1770 r., myśliciel wypowiadał się przychylnie o ustroju Rzeczpospolitej, a liberum veto nazwał „pięknym prawem”. Wprawdzie był w swojej epoce jednym z nielicznych gloryfikatorów rozwiązań prawnych nad Wisłą, a jego przewidywania szybko zostały brutalnie zweryfikowane, jednak nie dziwi fakt, że przekaz Genewczyka trafiał na podatny grunt u polskich magnatów. Na przeciwnym biegunie znajdowały się dzieła Monteskiusza stanowiące inspirację dla obozu królewskiego skorego do wzmocnienia monarszej władzy i stworzenia silnego rządu.</p>
<p style="text-align: justify;">Począwszy od 1776 r. aparat przymusu został znacznie udoskonalony, a Rada mogła wykorzystywać armię do realizacji swoich zamierzeń, egzekwowania nakazów i zakazów, co opozycji jawiło się jako nadużycie i zamach na uświęcone wolności. Niektóre aspekty działalności rządu centralnego uważano za niezgodne z dawnymi prawami Rzeczpospolitej. Dla przykładu, autor anonimowych <em><i>Respons ziemianina do przyjaciela w Warszawie</i></em> <em><i>bawiącego</i></em> uważał, że tłumaczenie ustaw stoi w sprzeczności ze statutem z 1511 r., który nakazuje „tłumaczyć prawa [tak], jak brzmią słowa”.</p>
<p style="text-align: justify;">Dawni historycy na ogół skłaniali się ku poglądowi, że niechęć do Rady wynikała z głęboko zakorzenionej anarchii, podsycanej przez pruskiego zaborcę, natomiast współcześni badacze skłaniają się raczej ku ogólnej niechęci magnaterii do wzrostu aktywności państwa i jego organów. W drugiej połowie XVIII wieku podróże stawały się coraz częstsze, a przepływ informacji był na tyle duży, że posłowie mieli szansę porównać sytuację obcych państw z sytuacją w Rzeczpospolitej. Oczy kierowano ku Francji, Anglii, a nawet ku nowopowstałym Stanom Zjednoczonym &#8211; na temat działalności Kongresu rozpisywała się zarówno prasa polska (np. <em><i>Gazeta Warszawska </i></em>oraz <em><i>Monitor)</i></em> jak i europejska.</p>
<p style="text-align: justify;">Opozycja często wytykała Radzie brak stanowczości i determinacji w zabezpieczeniu polskich praw w relacjach z sąsiadami. Wiele spraw dotyczyło naruszania granicy, nielegalnych przemarszów wojsk rosyjskich bądź austriackich, ścigania przestępców lub zbiegów, a także kwestii celnych (zwłaszcza w handlu z zaborem pruskim). Należy jednak pamiętać, że położenie Rzeczpospolitej czyniło relacje międzynarodowe materią problematyczną, a Rada, za pośrednictwem Departamentu Interesów Cudzoziemskich, starała się zadbać o prawa obywateli poza granicami kraju na tyle, na ile było to możliwe. Organ musiał jednak respektować, że część uprawnień pozostawała przy królu, sejmie bądź kanclerzu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zgodnie z wnioskami wysnutymi przez Aleksandra Czaję Radę Nieustającą należy uznać przede wszystkim za organ podległy królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, który z jego pomocą starał się reformować i umacniać Rzeczpospolitą. Sam król, pomimo popełnianych błędów i słabości, jawi się zaś jako zręczny polityk i dyplomata szukający możliwości działania w trudnym położeniu. Sojusz z Rosją, który Poniatowski wielokrotnie postulował, w jego opinii miał najpewniej podnieść znaczenie Rzeczpospolitej w relacjach z zaborcą, a z czasem także umożliwić wyrwanie się spod jego wpływów.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-family: georgia, palatino, serif;"><strong>CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-konstytucja-3-maja-mit-miedzy-tradycja-a-nowoczesnoscia/"><span style="color: #9c2922;">Konstytucja 3 maja – mit między tradycją a nowoczesnością</span> </a></strong></span></p>
<p style="text-align: justify;">Większość głosów krytycznych wysuwanych przez opozycję doby stanisławowskiej to głosy wychodzące od magnaterii bądź ludzi przez nią opłacanych. Najpotężniejsze rody słusznie przewidywały, że rozwój nowoczesnych instytucji, wzmocnienie władzy centralnej i wprowadzenie szeregu usprawnień administracyjnych prędzej czy później uderzy w ich historycznie zakorzeniony, acz przestarzały, sposób życia. Główna oś konfliktu w czasach Rady Nieustającej przebiegała pomiędzy anarchią, a porządkiem. Po stronie tego ostatniego stał król, a także Rada i to im należy przypisać więcej słuszności. Kończąc pozostaje wyrazić nadzieję, że Rada Nieustająca powróci do łask badaczy, a któryś z nich zdobędzie się na stworzenie monografii godnej tego tematu.</p>
<p><sub><em>Grafika: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:August_Poniatowski.jpg" data-rel="lightbox-image-0" data-rl_title="" data-rl_caption="" title="">Wikimedia Commons</a></em></sub></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/za-kulisami-rady-nieustajacej/">Za kulisami Rady Nieustającej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wybrane elementy zagadnienia własności w myśli Edmunda Burke’a i Józefa de Maistre’a</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-wybrane-elementy-zagadnienia-wlasnosci-w-mysli-edmunda-burkea-i-jozefa-de-maistrea/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Jun 2022 12:54:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Idea]]></category>
		<category><![CDATA[burke]]></category>
		<category><![CDATA[de maistre]]></category>
		<category><![CDATA[edmund]]></category>
		<category><![CDATA[joseph]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[prywatna]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[własność]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl//gozdzik-wybrane-elementy-zagadnienia-wlasnosci-w-mysli-edmunda-burkea-i-jozefa-de-maistrea/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Burke i de Maistre uznawani są za główne postacie dwóch nurtów myśli konserwatywnej. Irlandczyk, nazywany czasami „ojcem konserwatyzmu”, był piewcą opcji ewolucyjnej, akcentującej znaczenie stopniowych, przewidywalnych zmian i nieustannego kontrolowania ich rezultatów. Sabaudczyk, kojarzony bardziej z Francją, zaliczany jest natomiast do założycieli konserwatyzmu tradycjonalistycznego, koncentrującego się wokół ultramontanizmu, legitymizmu i tradycjonalizmu. Obaj zasłynęli jako krytycy [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-wybrane-elementy-zagadnienia-wlasnosci-w-mysli-edmunda-burkea-i-jozefa-de-maistrea/">Wybrane elementy zagadnienia własności w myśli Edmunda Burke’a i Józefa de Maistre’a</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY">Burke i de Maistre uznawani są za główne postacie dwóch nurtów myśli konserwatywnej. Irlandczyk, nazywany czasami „ojcem konserwatyzmu”, był piewcą opcji ewolucyjnej, akcentującej znaczenie stopniowych, przewidywalnych zmian i nieustannego kontrolowania ich rezultatów. Sabaudczyk, kojarzony bardziej z Francją, zaliczany jest natomiast do założycieli konserwatyzmu tradycjonalistycznego, koncentrującego się wokół ultramontanizmu, legitymizmu i tradycjonalizmu. Obaj zasłynęli jako krytycy rewolucji francuskiej i choć różnili się w interpretacjach, w myśli obydwu możemy dostrzec szereg podobieństw. Znamienne, że zarówno Burke jak i de Maistre, przykładając dużą wagę, czy wręcz nadając fundamentalne znaczenie własności, nie poświęcili tej materii obszernych prac, a fragmentaryczne spostrzeżenia na jej temat odnajdziemy na kartach rozmaitych pism, listów, notatek i mów. Nie świadczy to jednak o braku zainteresowania zagadnieniem własności. Możemy przypuszczać, że dla obydwu była to kwestia na tyle oczywista i fundamentalna, że preferowali przeznaczać stronice swoich pism na akcentowanie innych problemów, co do których istniało znacznie więcej wątpliwości. Dla obydwu także jeden z najsilniejszych impulsów do poruszania tematu własności stanowiła rewolucja francuska, która gwałtownie wywróciła dotychczasowy ład, godząc także w stan posiadania. Nim przejdziemy do omówienia wątków własnościowych w pismach słynnego Irlandczyka, nieodzowne będzie nakreślenie kontekstu historyczno–społecznego.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY"><strong>Epoka Edmunda Burke’a</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Przyszły myśliciel urodził się w Dublinie w 1729 roku, w czasie niezwykle trudnym dla katolickich Irlandczyków, uciskanych przez anglikańską mniejszość – wyspiarski kraj de facto stanowił wówczas angielską kolonię. Jego rodzina, wywodząca swe korzenie z normandzkiej szlachty, w przeszłości sympatyzowała ze sprawą jakobicką (tj. przywróceniem prawowitej linii królów z dynastii Stuartów, odsuniętą od panowania przez uzurpatorów z dynastii Hanowerskiej), co wzbogaciło ją doświadczeniami wywłaszczenia oraz wygnania. XVIII wiek, na tle wcześniejszej epoki Stuartów, cechowała stabilność jednak kraj znajdował się w sercu przyspieszających zmian. Rewolucja przemysłowa postępowała a „siły, tkwiące w technice maszynowej i kapitalistycznym przemyśle, narzucały swą ślepą wolę luźno zorganizowanemu, arystokratycznemu społeczeństwu, które nawet nie dostrzegało, że los jego jest przesądzony” (G. M. Travelyan, <em>Historia Anglii</em>). Tymczasem jeszcze u kresu XVIII wieku nawet ¾ ziem znajdowało się pod kontrolą nielicznej arystokracji tworzonej w znacznej mierze przez rody, które swą zamożność wywodziły często jeszcze z czasów podboju normandzkiego. Akumulacji majątku sprzyjała także zasada przekazywania całego majątku najstarszemu spadkobiercy, uniemożliwiająca rozdrobnienie.</p>
<p align="JUSTIFY">Burke, po przeprowadzce do Anglii, zrobił szybką karierę w partii wigów, która zakonserwowaną własność ziemską traktowała jako element swojej doktryny, tkwiąc w przekonaniu, że od jej zachowania zależy trwanie angielskich wartości konstytucyjnych. Pierwsze wypowiedzi Irlandczyka na temat własności odnajdziemy na kartach pisma „The Reformer”, które wydawał podczas studiów na Trinity College w Dublinie. Pochylał się w nim nad zagadnieniem bogactwa narodów, a także nad niedolą irlandzkich chłopów, którzy czerpią znikome zyski pomimo bardzo ciężkiej pracy.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Własność w poglądach Burke’a</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Irlandczyk w swoich pismach wskazywał na społeczne prawa naturalne, wśród których obok prawa do życia w zgodzie z odziedziczonymi zwyczajami, do sprawiedliwego traktowania, czerpania owoców z własnej pracy, do dziedziczenia majątku rodziców, do wolności religijnej i wychowywania potomstwa wymienia także prawo własności. To ostatnie stanowi stabilizator relacji w życiu społecznym, łącząc się z instynktami „pierwszej (pierwotnej) natury” ludzkiej, a także strzegąc jednostkę przed zakusami despotyzmu i nadużyciami władzy.</p>
<p align="JUSTIFY">Poszukując wątków dotyczących własności, w pismach Irlandczyka natrafiamy na pozorną sprzeczność. Z jednej bowiem strony myśliciel przywiązywał do niej ogromną wagę, umieszczając własność wśród fundamentów życia społecznego i najważniejszych czynników zabezpieczających wolność jednostki. Pomimo tego nie poświęcił zagadnieniu własności ani jednej, odrębnej pracy a wątki z nią związane znajdują się w znacznym rozproszeniu na kartach różnych prac. Z tego też powodu, w myśli słynnego konserwatysty kwestia własności nie została wyłożona w sposób spójny i uporządkowany. Zazwyczaj o własności wypowiadał się w sposób doraźny, w obliczu potrzeby sytuacji, co pasowało do roli w jakiej się widział – praktyka, a nie teoretyka bądź filozofa.</p>
<p align="JUSTIFY">Irlandczyk swoje nastawienie do kwestii własności opierał z jednej strony na tradycyjnej, gromadzonej przez pokolenia majętności, przekazywanej w ramach dziedziczenia. W arystokracji dostrzegał przymioty takie jak rozum i cnota, które wraz z posiadanymi przywilejami czyniło z niej klasę wręcz stworzoną do zarządzania mieniem, a przez to – do służenia całemu społeczeństwu. Burke zauważał także nierozerwalny związek przywilejów, prestiżu i bogactwa z odpowiedzialnością.</p>
<p align="JUSTIFY">Wraz z nową epoką nastąpiły jednak zmiany społeczne – konserwatysta był świadomy wzrastającego znaczenia burżuazji, która stopniowo zajmowała miejsce degenerującej się i podupadającej arystokracji. Nie pozostał obojętny na zmieniające się warunki – na kartach „Rozważań o rewolucji we Francji” odnajdziemy nostalgiczne spojrzenie w przeszłość, zwłaszcza ku średniowieczu, w którym Burke doceniał tradycje, wartości, nawyki i uprzedzenia odchodzące w zapomnienie. Widział jak na jego oczach świat wkracza w epokę ekonomistów i spekulantów, którzy w miejsce podstaw w postaci honoru i cnoty, umieścili własność i kapitał. Odwieczne majątki arystokratyczne ustępowały nowym fortunom, tworzonym przez klasę średnią.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Własność a zasada preskrypcji </strong></p>
<p align="JUSTIFY">Na kartach „Rozważań o rewolucji we Francji” konserwatysta wywodzi własność z zasady preskrypcji: „(…) jeśli podważy się zasadę preskrypcji, to żadna własność nie będzie bezpieczna, gdy stanie się na tyle duża, by pobudzić chciwość ubogiej władzy”. Poprzez preskrypcję Irlandczyk rozumiał zadawnienie – potwierdzenie zasadności danej normy lub instytucji poprzez długi czas jej funkcjonowania. Zasadę tą, zaczerpniętą od cywilistów wyspecjalizowanych w prawie rzeczowym, podkreślał broniąc własności księcia Bedford. Własność ta, niezależnie od okoliczności, w jakich w jej posiadanie weszli przodkowie księcia, za sprawą geniuszu brytyjskich rozwiązań prawnych „strzeżona jest świętymi zasadami preskrypcji, mimo że rewolucjoniści – profesorowie praw człowieka – traktują […] długotrwałe posiadanie jako nic więcej jak tylko nagromadzoną w czasie niesprawiedliwość” (z <em>Listu do szlachetnego pana</em>).</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>W rozumieniu Burke’a ta, wypływająca z praw natury, zasada, nazywana także pierwotną przyczyną wszelkiego posiadania, leży u podstaw wszelkiej własności, zapewniając najszerzej uznawany tytuł posiadania. Myśliciel uważał, że w zamierzchłych i zapomnianych czasach każdy skrawek ziemi został przez kogoś zajęty. Nie jesteśmy już w stanie dociec kto i w jakich okolicznościach uczynił dany skrawek swoją własnością ale możemy zbadać czy obecny posiadacz wykorzystuje go w dobrej wierze wystarczająco długo by dla zachowania sprawiedliwości należała mu się ochrona prawna. Bezpieczeństwo i stabilność posiadanego mienia jest zatem zależne od sposobu jego zarządzania i gospodarowania nim. Długotrwałe zarządzaniem mieniem „w dobrej wierze” tworzy do niego tytuły i prawa, które swą siłą przewyższają wcześniejsze roszczenia.</strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Co więcej, konserwatysta występował w obronie mienia, które zmieniło właściciela na skutek konfiskaty, jak miało to miejsce w przypadku gruntów klasztornych, zagarniętych przez króla Henryka VIII Tudora. Słynne wywłaszczenie nastąpiło raz, a kolejni właściciele przejmowali mienie na skutek dziedziczenia, zakupu bądź nadania, a więc w sposób zgodny z prawem, czyniąc to „w dobrej wierze”. Pomimo bezprawia pierwotnej przyczyny, za sprawą której monarcha pozyskał grunty, mając na uwadze dobro społeczeństwa, dawne roszczenia należy uznać za przedawnione a prawa obecnych posiadaczy zabezpieczyć. Dopiero własność zabezpieczona przed konfiskatą i grabieżą przyczynia się do społecznego rozwoju człowieka.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Własność a zadania państwa</strong></p>
<p align="JUSTIFY">W jednym z pism Burke stwierdza, że własność stanowi jeden z najważniejszych lub nawet najważniejszy cel istnienia państwa, a wszelkie rządy zostały ustanowione dla jej ochrony. Jest zarazem ważne by rządy nie wykraczały poza swoje kompetencje i nie nadużywały ich. Na reprezentantach narodu spoczywa obowiązek zarządzania mieniem, a grupą, która posiada naturalne ku temu predyspozycje jest wspomniana już arystokracja. Choć Irlandczyk bywał nieprzychylnie nastawiony do elit urodzenia, uważał, że kumulacja starych ziemskich fortun sprzyja dostarczaniu mężczyzn potrafiących sprawnie zarządzać majątkiem. Myśliciel ponadto dopuszczał możliwość społecznego awansu dla „świeżej krwi” – sam został posiadaczem ziemskim w drodze kupna 600-akrowej posiadłości w hrabstwie Buckinghamshire. Na potrzeby tej transakcji zaciągnął dług, którego nie zdołał spłacić do końca życia.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Burke silnie podkreślał związek własności i przywileju. W „Liście do posła sir Herculesa baroneta Lingrishe&#8217;a pisał: „Jeśli własność zostanie sztucznie oddzielona od przywileju, przywilej musi w jakiś sposób i w jakimś stopniu naturalnie pociągnąć do siebie własność”. W tej samej pracy autor wskazuje, że tam gdzie jest własność, tam zawsze będzie mniej kradzieży. Bogaci sami są w stanie zadbać o swą własność, podczas gdy ubodzy muszą organizować się w grupy by stanowić zabezpieczenie dla swych majętności.</strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Inna obserwacja dotyczy sposobu nabywania własności – ludzie dokonują tego w różny sposób, w zależności od wieku, pochodzenia, wykształcenia, wykonywanego zawodu czy miejsca zamieszkania. Konserwatysta przyrównuje ich do różnych gatunków zwierząt i docenia prawodawców sprzed rewolucji, którzy rozumiejąc to zróżnicowanie, rozdzielali poddanych według klas. Wszystkie klasy łącznie stanowiły jedną wspólnotę, którą rewolucjoniści zamienili następnie w jednorodną masę, otwierając drogę do despotyzmu.</p>
<p align="JUSTIFY">Rzeczą oczywistą dla Burke’a jest nierówność w dystrybucji własności, czego wyraz daje w dziele „O rewolucji…”. Zwraca uwagę, że szczególną ochroną musi być otaczana własność wielka, nieustannie zagrożona przez zachłanność i zawiść. Odpowiednio zabezpieczona, wytwarza ona „naturalny szaniec”, chroniąc mniejszą majętność. Opowiada się także przeciwko podziałowi dóbr i ich rozdrabnianiu: „Ta sama własność podzielona w toku naturalnego procesu między wielu nie ma tego samego oddziaływania. Wraz z podziałem słabnie jej siła obrony”. Rozbiór dużej własności, po którym każda jednostka otrzymuje jedynie mały skrawek, powoduje, że jednostka ta ma mniej niż chciałaby posiadać. „Grabież niewielu dałaby w rzeczywistości wielu niewyobrażalnie mały udział w łupach”.</p>
<p align="JUSTIFY">Własność jako najważniejsza z podstaw rządzenia powinna przekładać się na strukturę parlamentu. Istotnie na jej straży stoi Izba Lordów, która skupiając przedstawicieli dziedzicznych majątków, stanowi trzeci człon władzy ustawodawczej, a w razie potrzeby występuje jako „jedyny sędzia wszelkiej własności we wszystkich jej odmianach”. Organ ten skupia przedstawicieli rodzin, odznaczających się odwieczną zdolnością do zachowywania majątku, dzięki którym własność zyskuje znaczenie centralne: „To ona sprawia, że nasza słabość służy cnocie, to ona zaszczepia dobroczynność nawet skąpstwu” – czytamy w „O rewolucji…”. Przejdziemy teraz do omówienia postaci hr. de Maistre’a.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Idylliczna kraina sabaudzkiego myśliciela</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Józef hrabia de Maistre przyszedł na świat w 1754 r. w Chambery, stolicy Księstwa Sabaudii, wchodzącego w skład królestwa Piedmontu-Sardynii. Jego rodzinna kraina stanowiła otoczenie iście idylliczne, społeczeństwo było mocno ugruntowane w tradycji i religijnym duchu, w rodzinach władzę sprawował ojciec, a w państwie – miłościwy król. Rodzina Józefa należała do najwyższej arystokracji Sabaudii a on sam po odbyciu jezuickiej edukacji rozpoczął intelektualne wędrówki, zahaczając nawet o wolnomularstwo, których zwieńczenie nastąpiło w 1792 r., w obliczu wtargnięcia wojsk rewolucyjnej Francji na obszar Sabaudii.</p>
<p align="JUSTIFY">De Maistre uważał, że tradycja stanowi wyraz Bożej opatrzności a wielowiekowe trwanie instytucji potwierdza ich zgodność z prawem naturalnym. W jego przekonaniu trwanie wspólnot politycznych musi mieć oparcie w odpowiednich dla danej wspólnoty prawach naturalnych, które można „wykryć” dzięki obserwacji. W ten sposób swoje potwierdzenie znalazły: rodzina, monarchia, religia, władza czy własność. Stan ten wywróciła jednak rewolucja francuska, która zdaniem de Maistre stanowiła naturalną konsekwencje podążania przedrewolucyjnych elit za ideami oświeceniowymi, czym społeczeństwo zasłużyło na karę.</p>
<p align="JUSTIFY">Podczas rewolucji doszło do masowych wywłaszczeń dóbr arystokracji i duchowieństwa, do grabieży, zniszczeń i profanacji, a wielu przedstawicieli elit straciło życie bądź ratowało się ucieczką z kraju. Hrabia stanął wówczas przed dylematem – miał świadomość ogromu niesprawiedliwości i gwałtu zadanego niewinnym ludziom ale obawiał się zarazem, że powrót majętności do dawnych właścicieli może zaowocować kolejnym konfliktem. Znaczna część wywłaszczonych ziem i obiektów została już bowiem na nowo rozdysponowana, choć ich status pozostawał chwiejny i niepewny.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Porewolucyjne dylematy</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Początkowo Sabaudczyk pokładał ufność w monarsze, niejako unikając wydawania własnego osądu w tej materii. Jego podejście uległo jednak zmianie po powrocie do rodzinnej Sababudii w 1817 r., gdzie na własnej skórze odczuł niesprawiedliwość rewolucyjnych wywłaszczeń. Wcześniej jednak dotarł do Francji, gdzie spotkał się z królem Ludwikiem XVIII. De Maistre’a spotkało ogromne rozczarowanie – władca wprowadził Kartę Konstytucyjną, w której poczynił dalekie ustępstwa na rzecz ludzi i zasad rewolucji. Dotarło do niego, że zasada nienaruszalności własności, ujęta w dokumencie, zatwierdziła status dóbr, które nabyto z pogwałceniem prawa. Stwierdził, że „rewolucja francuska nie zostanie naprawdę zabita, póki nie nastąpi restytucja dóbr” (<em>Korespondencja dyplomatyczna</em>, 1860). Także Ludwik XVIII podjął swego gościa chłodno, nie zgadzając się z hrabią co do tego, że jedynym prawdziwym autorem konstytucji jest Bóg, który w swej mądrości wskazuje fundamentalne prawa każdego narodu.</p>
<p align="JUSTIFY">Dynastia Sabaudzka, jako prawowita w Sabaudii, przywrócona na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego, odzyskała jedynie część zagrabionych ziem, co nie satysfakcjonowało hrabiego. U kresu życia dręczyło go przeświadczenie o iluzoryczności kontrrewolucji, która faktycznie zakamuflowała postępujące wciąż idee rewolucyjne. Kontrrewolucja, w imię której hrabia walczył przez znaczną część życia, nie dokonała się.</p>
<p align="JUSTIFY">Choć de Maistre opowiadał się za wolnym rynkiem, czynił zastrzeżenie dla własności ziemskiej, która w jego mniemaniu nie powinna podlegać wolnemu obrotowi. Uważał, że stwarzało by to ryzyko zniszczenia wiejskich wspólnot i zachwiania wielowiekowymi relacjami między szlachtą a stanem chłopskim. Własności ziemskiej przypisywał „moralną” wyższość nad własnością przemysłową.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Własność a rewolucja</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Prawdopodobnie najdłuższy fragment tekstu de Maistre’a poświęcony zagadnieniu własności to podrozdział zatytułowany „O własności narodu”, pochodzący z „Rozważań o Francji”. W pracy tej, wydanej w 1796 r., autor pochylił się nad losem dóbr narodu, które podczas rewolucji zmieniły swojego właściciela. Arystokrata twierdzi, że wyjaśnienie ich obecnego statusu leży w interesie Francji, a zwłaszcza monarchistów, dążących do przywrócenia francuskiego królestwa. „Bezprawie, które panuje w przypadku tych dóbr, porusza najbardziej nieczułe serca” – pisał Sabaudczyk. Nie ma wątpliwości co do tego, że obecni właściciele nabyli zagarnięte dobra nielegalnie. W jego przekonaniu rewolucyjne ustawodawstwo w tej materii popierać mógłby jedynie ktoś, kto czerpał z niego materialne korzyści.</p>
<p align="JUSTIFY">De Maistre zauważa, że nowi właściciele boją się wykorzystywać pozyskane majętności w pełni. Po upadku rewolucyjnej wrzawy powstrzymują się z inwestowaniem a przez to budynki zaczną niszczeć, przyczyniając się do stopniowego upadku francuskich miast, zwłaszcza Paryża. Fatalny stan niejednokrotnie bywał przedstawiany rewolucyjnym władzom, które nie dość że nie uczyniły nic by poprawić ten stan rzeczy to jeszcze przyłożyły rękę do haniebnych praktyk. Hrabia uważał, że rewolucyjne przetasowania własnościowe obarczone są stałą i permanentną „wadą wrodzoną”, na którą jedynym lekarstwem może być przywrócenie monarchii, pozwalające wyjaśnić posiadaczom status ich ziem. Dodawał, że wraz z upływem czasu, pod nieobecność króla, los tych, którzy coś zyskali na rewolucji będzie coraz gorszy.</p>
<p align="JUSTIFY">W tekście „O nauce i uczonych” de Maistre przestrzega przed wysuwaniem na ważne stanowiska ludzi wywodzących się z klas niższych, pozbawionych majątku, mając na uwadze skłonność do pięcia się po szczeblach. Uważał, że jeżeli pozycja nie wynika ze szlachectwa i posiadanej własności ziemskiej to ryzyko wybuchu rewolucji gwałtowanie wzrasta. „Tylko właściciel jest naprawdę obywatelem”. Urzędy powinny spoczywać w rękach ludzi, których pozycja i materialny status są uregulowane na tyle, że nie będą oni odczuwać presji nieokiełznanego pięcia w górę.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Podsumowanie</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Edmund Burke i Józef hrabia de Maistre, choć należeli do dwóch różnych nurtów myśli konserwatywnej (wśród polskich zachowawców XIX-wieku znacznie większą estymą cieszył się ten pierwszy, utożsamiany z „prawdziwym konserwatyzmem”), zasłynęli jako krytycy rewolucji francuskiej. Niewątpliwie łączy ich miejsce, w jakim sytuowali własność. Dla obydwu stanowiła jeden z fundamentów społeczeństwa, bez którego nie jest możliwe jego zachowanie ani jego rozwój. W rewolucji francuskiej dostrzegali zamach na własność, jednak mieli świadomość, zwłaszcza de Maistre, że nie da się po prostu dokonać „zwrotu”, a społeczeństwo przedrewolucyjne nie może powrócić w niezmienionej formie.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>⇒ CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/monarchia-europejska-wczoraj-i-dzis/"><span style="color: #9c2922;">Monarchia europejska wczoraj i dziś</span> <span style="color: #000000;">⇐</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Myślicieli łączyło także pogorszenie sytuacji własności w ich rodzinnych stronach – w przypadku Burke’a był to ucisk katolickich posiadaczy w Irlandii (m. in. mogli oni użytkować grunty jedynie w ramach 30-letniej dzierżawy, drżąc o dalszy los), a w przypadku de Maistre’a pogwałcenie praw własnościowych Sabaudczyków, zaanektowanych przez francuskie wojska. Wątki własnościowe w ich dorobku, choć nieliczne, podkreślają znaczenie posiadania, które także współcześnie bywa zagrożone.</p>
<p lang="pl-PL" align="JUSTIFY"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 4(6)/2021.</em></p>
<p><em>[Grafika: Edmund Burke, Autor: Joshua Reynolds lic. CC]</em></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-wybrane-elementy-zagadnienia-wlasnosci-w-mysli-edmunda-burkea-i-jozefa-de-maistrea/">Wybrane elementy zagadnienia własności w myśli Edmunda Burke’a i Józefa de Maistre’a</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Architektura, monumentalizm, totalitaryzm</title>
		<link>https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-architektura-monumentalizm-totalitaryzm/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Goździk]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 07 Jun 2022 11:59:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[architektura]]></category>
		<category><![CDATA[faszyzm]]></category>
		<category><![CDATA[komunizm]]></category>
		<category><![CDATA[monumentalizm]]></category>
		<category><![CDATA[myśl]]></category>
		<category><![CDATA[socrealizm]]></category>
		<category><![CDATA[suwerenna]]></category>
		<category><![CDATA[totalitarna]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://myslsuwerenna.pl//gozdzik-architektura-monumentalizm-totalitaryzm/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wstęp Nie sposób ustalić kiedy ludzkość zaczęła wykorzystywać budowle do celów prestiżowych i wznosić konstrukcje, które swoim zastosowaniem wykraczały poza ochronę przed chłodem i niebezpieczeństwami. Z pewnością były to czasy bardzo odległe, skoro już około 10 tysięcy lat przed naszą erą wzniesiono zaawansowany technicznie kompleks Gobekli Tepe, którego ruiny możemy dziś podziwiać w południowo-wschodniej Turcji. [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-architektura-monumentalizm-totalitaryzm/">Architektura, monumentalizm, totalitaryzm</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<span class="span-reading-time rt-reading-time" style="display: block;"><span class="rt-label rt-prefix">&#128340; Artykuł przeczytasz w</span> <span class="rt-time"> 10</span> <span class="rt-label rt-postfix">min.</span></span><p align="JUSTIFY"><strong>Wstęp</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Nie sposób ustalić kiedy ludzkość zaczęła wykorzystywać budowle do celów prestiżowych i wznosić konstrukcje, które swoim zastosowaniem wykraczały poza ochronę przed chłodem i niebezpieczeństwami. Z pewnością były to czasy bardzo odległe, skoro już około 10 tysięcy lat przed naszą erą wzniesiono zaawansowany technicznie kompleks Gobekli Tepe, którego ruiny możemy dziś podziwiać w południowo-wschodniej Turcji. Kunszt i monumentalizm prezentował liczne obiekty świata starożytnego i choć większość spośród nich nie dotrwała do naszej epoki, badania archeologiczne i dawne opisy pozwalają na ich zwizualizowanie. Przykład stanowić może słynna latarnia morska na wyspie Faros, zaliczana do Siedmiu Cudów Świata Starożytnego. Prawdopodobnie był to największy obiekt wzniesiony w starożytności, wysoki na co najmniej 115 metrów, choć inne szacunki skłaniają się ku 150 metrom, za sprawą czego latarnia byłaby wyższa od piramidy Cheopsa. Już wtedy znaczenie architektury było przez władców doskonale rozumiane – monumentalne konstrukcje dalece wykraczały poza pojmowanie zwykłych śmiertelników, przydając elitom mityczną otoczkę i nadając im rangę półbogów.</p>
<blockquote>
<p align="JUSTIFY"><strong>Po epoce starożytności nastały wieki średnie, epoka katedr, które swą doskonałością obalają mit „ciemnego średniowiecza”. Stanowiły one być może największą rewolucję w dziejach ludzkości, wyznaczając na wieki kierunek podążania całej cywilizacji europejskiej. W XII wieku narodziła się architektura gotycka, której to pogardliwe wówczas miano nadano w odniesieniu do Gotów, którzy złupili Rzym. Wzorzec stanowiła paryska katedra Saint-Denis, która dała impuls do „katedralnego wyścigu”, w którym państwa, miasta i inne podmioty rywalizowały ze sobą, tworząc coraz większe i wspanialsze obiekty. </strong></p>
</blockquote>
<p align="JUSTIFY">Wznoszenie konstrukcji o rosnącym poziomie skomplikowania motywowało do wynajdowania coraz to nowych rozwiązań technicznych (np. dźwigu). Nieocenione było także znaczenie religijne budowli nowego typu. Wcześniej w architekturze sakralnej dominowały ciasne i ciemne wnętrza, w których ludzie toczyli się na niewielkiej przestrzeni. Katedra, za sprawą ogromnych często witraży, umożliwiła wpuszczenie do świątyń światła, które podkreślało boski majestat i sprzyjało religijnym uniesieniom. Dziś możemy jedynie domyślać się jakie mistyczne doznania generowały msze w rozświetlonych wnętrzach. Kamienne konstrukcje nowego typu stanowiły dowód boskiej potęgi ale także znaczenia lokalnych przedstawicieli duchowieństwa, którzy niejednokrotnie decydowali się na przedsięwzięcia iście szalone jak rozpoczęcie budowy katedry w angielskim Yorku, która finalnie trwała 252 lata, czy paryskiej Notre Dame, wznoszonej prze 180 lat.</p>
<p align="JUSTIFY">Podczas rewolucji francuskiej, jak dowiadujemy się z pracy zatytułowanej „Wandalizm rewolucji” autorstwa Francoisa Souchala, rewolucjoniści wojujący z sojuszem tronu i ołtarza zadali sobie ogromny trud niszcząc, bądź dewastując monumentalne obiekty sakralne i świeckie. Doskonale zdawali sobie sprawę z ich znaczenia bowiem świątynie, zamki i pałace były osadzone na gruncie chrześcijańskim, a ich symboliczna siła była znacząca. Nie bez znaczenia pozostawały także gromadzone przez wieki bogactwa. Autor opisuje martyrologium katedr, które w sposób ustawiczny pozbawiane były rzeźb, dekoracji i witraży, stanowiących niejednokrotnie wybitne osiągnięcia artystyczne. Architektoniczna zagłada, wymierzona podczas rewolucji francuskiej we wszelakie obiekty religijne oraz zamki i pałace arystokratyczne, stanowi przykład pierwszej w historii, zmasowanej operacji ideologicznej wymierzonej w architekturę, która niesie w sobie symbol władzy, potęgi, majestatu. Od czasów najdawniejszych władcy wznosili swoje siedziby w taki sposób, by wzbudzały podziw poddanych i wrogów. Oczywisty przykład stanowi tu Ludwik XIV, który zapragnął uczynić mały pałac myśliwski w Wersalu rezydencją godną „króla słońce” i nakazał przebudowę, która zaowocowała jednym z najważniejszych gmachów w historii architektury – pałacem, który szybko stał się symbolem francuskiego absolutyzmu.</p>
<div style="position: relative; height: 441.8px; overflow: hidden;"><iframe style="position: absolute; top: 0; left: 0; width: 100%; height: 100%;" src="https://zrzutka.pl/c44v63/widget/13" width="400" height="441.8" frameborder="0" scrolling="no"></iframe></div>
<p align="JUSTIFY"><strong>Totalitaryzm, a architektura </strong></p>
<p align="JUSTIFY">Stworzone we Włoszech pojęcie totalitaryzmu w znaczeniu ogólnym, jak przekonuje Jan Baszkiewicz we „Władzy”, cechuje monopartyjność, system wodzowski, monopoliczna doktryna, kontrola kanałów komunikacji społecznej, szczelny nadzór nad publicznym i prywatnym życiem obywateli oraz centralistyczna, biurokratyczna organizacja państwa. Norman Davies w rozprawie „Europa” wymienia także pseudonaukę, dążenie do realizacji utopijnych celów, militaryzm, nihilizm moralny ale także propagandę, cenzurę prewencyjną oraz monopol w dziedzinie sztuki wraz z estetyzacją władzy. Na potrzeby niniejszego wywodu szczególne znaczenie będą miały dwa ostatnie czynniki, odnoszące się także do architektury. Choć pojęcie totalitaryzmu w różnym stopniu odnieść można do większej ilości krajów, ograniczymy się do trzech reprezentatywnych przykładów, mieszczących się zwyczajowo w pojęciu „architektury totalitarnej”: włoskiego faszyzmu, rosyjskiego komunizmu oraz niemieckiego nazizmu. Poszczególne państwa w sposób różny zaadaptowały totalistyczne rozwiązania architektoniczne, choć możliwe jest wykazanie cech wspólnych, które znajdują zastosowania we wszystkich trzech przypadkach.</p>
<p align="JUSTIFY">Przede wszystkim w krajach totalitarnych głównym znaczeniem architektury było podkreślenie ideologicznej siły systemu. Nowa architektura w zamierzeniu miała współgrać z reżimem i podkreślać siłę wodza na podobnej zasadzie jak w przypadku Ludwika XIV i Wersalu. Wbrew pozorom, nie był to całkowicie nowy styl architektoniczny – wzorce czerpano bowiem z klasycyzmu, który z kolei czerpał z wzorcowych rozwiązań starożytnej Grecji i Rzymu. Totalizujące projekty wzorowano na antycznych wzorcach, dążąc do harmonijnej kompozycji, prostej formy, symetrii i zdobniczej oszczędności. Rzecz jasna, połączenie subtelnych wzorców z monumentalistycznymi potrzebami niejednokrotnie owocowało kontrowersyjnymi rezultatami. By zrozumieć istotę architektury totalitarnej musimy pamiętać, że na ogół nie stanowiła ona sztuki samej w sobie, nie dążyła do piękna i nie miała za sobą nieść przekazu historycznego. Stanowiła narzędzie wykorzystywane w propagandowej machinie, a narzędzia w swej istocie nie mają kunsztownej formy. Niewątpliwie jednak błędnym przekonaniem jest całkowite odarcie wytworów artystycznych (także architektonicznych) doby totalitarnej z walorów estetycznych. Pomimo narzucanych ograniczeń architekci niejednokrotnie byli wstanie wykorzystać w swoich projektach elementy wpisujące się w europejskie dziedzictwo kulturowe.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>ZSRR</strong></p>
<p align="JUSTIFY">W „Roku 1984” autorstwa George’a Orwella, angielskiego pisarza występującego przeciwko totalitaryzmowi, znajdziemy opis Ministerstwa Prawdy, którego gmach stanowił „ogromną, piramidalną strukturę, która taras za tarasem wznosiła się na trzysta metrów w powietrze”.</p>
<p align="JUSTIFY">Nim jednak przepowiednia Orwella się sprawdziła, na początku XX wieku, kiedy komunizm w ZSRR dopiero raczkował, dominującym kierunkiem artystycznym w tym kraju była awangarda. Istniało przekonanie, że nowe, komunistyczne ideały można przekazać wyłącznie za pomocą nowych środków wyrazu. Młodzi artyści, cieszący się rosnącym zainteresowaniem w krajach europejskich wierzyli, że zdystansowanie od kręgów burżuazyjnych umożliwi im godną egzystencję w warunkach nowego ustroju. Nie przewidzieli jednak, że kręgi partyjne stanowiły w znacznej części jednostki stojące na niskim poziomie intelektualnym, a przez to zamknięte na przekaz awangardowy, abstrakcyjny, wymagający pogłębionej refleksji. Stan ten utrzymał się krótko, bowiem już w 1934 r., decyzją Józefa Stalina wprowadzono tzw. realizm socjalistyczny, zwany powszechnie socrealizmem, który stopniowo adaptowano w krajach radzieckiej strefy wpływów. Socrealizmowi nadano miano „podstawowej i jedynej metody twórczości artystycznej” a jego efekty cechowała pełna zgodność z przekazem ideologicznym i propagandowym. Nowe warunki twórcze, opierane na ideach marksistowskich i leninowskich, czerpiące także z pracy Stalina „O polityce partii w dziedzinie literatury pięknej” wprowadzali teoretycy socrealizmu, którzy jak się wkrótce okazało, stworzyli styl pełen wewnętrznych sprzeczności i niejasności.</p>
<p align="JUSTIFY">Dla radzieckiej architektury typowe są monumentalne, symetryczne konstrukcje, które przytłaczają swą skalą. W pobliżu gmachów sytuowano ogromne place, stanowiące miejsce wieców i spotkań. Budowle przytłaczające swą formą w praktyce cechowała niewielka funkcjonalność i surowość, a materiały do budowy zużywano niegospodarnie, nie licząc się z kosztami, skupiając się na efekcie przytłoczenia. Przykład architektury socrealistycznej w Polsce stanowi dawny Pałac Stalina, noszący obecnie miano Pałacu Kultury i Nauki, który regularnie powraca w debacie publicznej. Zwolennicy ewentualnej rozbiórki uważają, że obiekt stanowi sowiecki relikt, zaburzający tkankę miasta, a w jego miejsce proponują utworzenie „prawdziwego centrum” Warszawy. W 2017 r., przy okazji hucznie obchodzonego 100-lecia polskiej niepodległości zapytano wiceszefa MON, Bartosza Kownackiego, czy armia podołałaby wyzwaniu wysadzenia obiektu, na co Kownacki odpowiedział, że nie ma co do tego wątpliwości, dodając, że byłoby to „fajnym prezentem na 100-lecie niepodległości”. Warto dodać, że architektura socrealistyczna w Polsce, zarówno w formie jak i w treści, została zarzucona po śmierci Józefa Stalina, choć z perspektywy czasu jej dokonania oceniane są stosunkowo pozytywnie na tle architektonicznego dorobku kolejnych dziesięcioleci.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Nazistowskie Niemcy</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Odmiennie niż w przypadku ZSRR, architektura nazistowska w Niemczech rozwijała się w krótkim okresie między 1933 a 1945 rokiem. Nadwornym architektem Adolfa Hitlera był zbrodniarz wojenny, Albert Speer, wywodzący się z kręgu tradycjonalistów o przekonaniach antymodernistycznych, projektujących w konwencji uproszczonego klasycyzmu, bądź neoklasycyzmu. Uznanie Fuhrera zyskał za sprawą swoich zapatrywań architektonicznych, w których budowle powinny być monumentalne i pełnić przede wszystkim funkcje propagandowo-reprezentacyjne, a ich wyrazista, obrazowa forma podkreślać miała stabilność i trwałość, wpisującą się w mit tysiącletniej rzeszy. Preferowany przez Speera styl czerpał inspirację z architektury prowincjonalnej, zwłaszcza wysokogórskiej (alpejskiej), był ujednolicony, a także utylitarny. Największym projektem, w jakim partycypował architekt Hitlera był plan Germanii (in. Welthauptstadt Germania – stolica świata Germania) – przebudowa Berlina zgodnie z wytycznymi nazistowskimi. Niektóre plany zrealizowano w latach 1937-1943, jednak stanowiły one jedynie ułamek pierwotnych zamierzeń. Nim III Rzesza poniosła klęskę, budowniczowie zdążyli wyburzyć wiele obiektów historycznych celem utworzenia przestrzeni dla nowych konstrukcji. Zwieńczenie przebudowy stanowić miała Grosse Halle, naszkicowana przez Hitlera hala, która miała pomieścić nawet 180 tysięcy osób. Jeśli wierzyć wspomnieniom Speera (który w wielu kwestiach kłamał, budując własny mit „dobrego socjalisty”), Hitler wpadł w gniew gdy dowiedział się, że w ZSRR powstaje Pałac Sowietów, który swym ogromem miał znacznie przewyższać projekt niemieckiego architekta. Sądzi się, że informacja o wspomnianej budowie, która miała wznosić się na niemal 500 metrów, przyczyniła się znacznie do decyzji o otwarciu frontu na wschodzie. Gdy Niemcy zbliżali się do Moskwy, fuhrer miał powiedzieć: „Teraz to będzie koniec ich budowy raz na zawsze”.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>⇒ CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-konstytucja-3-maja-mit-miedzy-tradycja-a-nowoczesnoscia/"><span style="color: #9c2922;">Goździk: Konstytucja 3 maja – mit między tradycją a nowoczesnością</span> <span style="color: #000000;">⇐</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Hitler pragnął, by zmodernizowana stolica jego państwa przywodziła na myśl starożytny Egipt, Babilonię i Rzym. Spośród ukończonych projektów Speera wymienić można Stadion Olimpijski, przygotowany na Olimpiadę w 1936 r., który zgodnie zamierzeniem przyczynił się do podniesienia międzynarodowego prestiżu nazistowskich władz, a także gmach Nowej Kancelarii Rzeszy, stanowiący oficjalną siedzibę Fuhrera w Berlinie. O znaczeniu architektury w reżimie nazistowskim świadczy potęga organizacji Todt, stworzonej głównie na potrzeby budowy obiektów wojskowych. Należały do niej zarówno firmy państwowe jak i przedsiębiorstwa państwowe, a po śmierci założyciela w 1942 r. kierownictwo objął Albert Speer. Organizacja odpowiadała między innymi za wzniesienie kwatery Hitlera, a także kompleksu eksperymentalnego na potrzeby testów rakiet V1 i V2. Szacuje się, że pracowało dla niej około 340 tysięcy osób, a także ponad milion jeńców wojennych i więźniów. Kiedy przegrana wojna przerwała, nadzorowane przez Todt, prace nad kompleksem Riese w Górach Sowich, ogromną ilość pozostałych materiałów budowlanych przeznaczono na potrzeby odbudowy Warszawy. Jednym z najważniejszych świadectw znaczenia architektury w totalitarnej machnie Hitlera są, wydane w 1969 r., pamiętniki Speera, z których dowiadujemy się, że monumentalne budowle były niemal obsesją wodza III Rzeszy. Zbrodniarz postrzegał gmachy jako niezwykle skuteczną broń służącą olśniewaniu tłumów i ich zastraszaniu, symbol potęgi i dominacji. Ogromne budowle miały ponadto stanowić odpowiedź na utożsamiane z kapitalizmem drapacze chmur. Pierwsze szkice Hitlera powstawały w latach 20.; wielokrotnie miał on narzekać, że nie został architektem, a w „Mein Kampf” ubolewał nad niewystarczającym monumentalizmem budowli istniejących w Rzeszy. Gdy poznał możliwości Speera, od razu uczynił go jedną z najbardziej zaufanych osób i wspólnie oddawali się rozważaniom nad sztuką generowania władzy poprzez budowle – pragnęli stworzenia przestrzeni, która manipuluje jej użytkownikami i wywiera na nich nacisk, przytłacza i wyrabia przeświadczenie o niezniszczalności Rzeszy.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Faszystowskie Włochy</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Adolf Hitler nie był odosobniony w słabości do architektury i w pojmowaniu jej znaczenia. Także Benito Mussolini przejawiał skłonności w tym kierunku, wyrażając przekonanie, że architektura jest „największą ze wszystkich sztuk” (wywiad udzielony w 1932 r., cytowany przez E. Ludwiga). Duce, podobnie jak wódz III Rzeszy, żywo interesował się projektami urbanistycznymi i przedsięwzięciami budowlanymi na terenie Włoch. W swej siedzibie często podejmował architektów oraz projektantów, którym powierzał ważne przedsięwzięcia, dzieląc się przy okazji własnymi przemyśleniami i nakładając poprawki. Mussolini także zdawał sobie sprawę z siły architektury jako budulca wielkości i autorytetu władzy. Paolo Nicoloso, jedna z czołowych postaci systemu faszystowskiego, zauważył, że wódz „komunikował się z masami poprzez architekturę”. Inspirację dla niego stanowili przede wszystkim dwaj autorzy. Od Machiavellego, którego bardzo cenił, zapożyczył przekonanie o tym, że Włosi mają niewielką zdolność do heroizmu, poświecenia i dyscypliny. Jego ambicją było „nawrócenie” zunifikowanego narodu oraz jego ponowne ukształtowanie. Tu z pomocą przyszła mu lektura słynnej „Psychologii tłumu” Le Bona, z której Duce wyciągnął wniosek, że na tłum skutecznie można oddziaływać wyłącznie poprzez obrazy i obrazowe przedstawienia. Budowle stanowiły odtąd „natychmiastowy środek edukacji”, niosąc ideowy przekaz. Gmachy publiczne miały stać się „pałacami Państwa”, których forma podkreśla siłę państwa i systemu władzy. Podobnie jak w ZSRR, także we Włoszech zadbano o elementy dodatkowe w postaci plakatów, dekoracji czy pomników niosących w sobie przekaz perswazyjny. Każdy element miejskiej przestrzeni miał „przemawiać” do mas, tworzyć iluzję spójności i kompletności.</p>
<p align="JUSTIFY">Mussolini lubował się w skomplikowanych spektaklach, których scenę stanowiło miasto i jego ulice. Budował wokół siebie mit, który oddziaływał na obywateli poprzez jego wszędobylski wizerunek, umieszczany na plakatach, fasadach budynków czy świetlnych iluminacjach. Jeszcze w latach 20. rozpoczęto budowę „nowego państwa”, modyfikując przestrzeń miejską i wznosząc nowe, „faszystowskie” budowle oraz place, a także liczne obiekty zgromadzeń przeznaczone na organizację paramilitarnych, quasireligijnych wieców. W znacznym stopniu poddano modyfikacji zabudowę Mediolanu i Rzymu, a dla podkreślenia propagandowego wydźwięku wznoszono nowe, wzorcowe, sterylne miasta. Nowe ośrodki miejskie sytuowano na obszarach, na których podejmowano projekty rolnicze na znaczą skalę, a nieodłącznym elementem zabudowy była siedziba partii faszystowskiej z balkonem na potrzebny przemów, a także spory plac wiecowy. Plany miast opracowywano w oparciu o plany obozów rzymskich. Projekty realizowano w taki sposób by wyeksponować najważniejsze budowle. Na ogół styl był modernistyczny, choć nigdy nie został on podniesiony do rangi stylu państwowego, a w kraju funkcjonowały konkurencyjne nurty (np. tradycjonalistyczny). Mussolini lawirował między tradycją i nowoczesnością w ramach strategii przedstawiania państwa jako syntezy tych dwu podejść, a przez to nie wskazywał jedynej słusznej drogi. Architektonicznym „oczkiem w głowie” wodza był modernistyczny Pałac Kultury Włoskiej, znany także jako Kwadratowe Koloseum, wzniesiony z myślą o Wystawie Światowej w 1942 roku. Obiekt w swej formie łączy kubiczną bryłę z motywami antycznymi, w postaci okalających budynek figur. Na uwagę zasługują także poczty oraz dworce kolejowe, które w zacofanych Włoszech powstawały w ramach modernizacji państwa, stanowiąc niejako wizytówkę faszystowskiego rozwoju.</p>
<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><strong>⇒ CZYTAJ RÓWNIEŻ: <a href="https://myslsuwerenna.pl/monarchia-europejska-wczoraj-i-dzis/"><span style="color: #9c2922;">Monarchia europejska wczoraj i dziś</span> <span style="color: #000000;">⇐</span></a></strong></p>
<p align="JUSTIFY">Co ciekawe, zdaniem części architektów, system włoskiego faszyzmu był jedynym spośród systemów totalitarnych, w którym sztuka (a zwłaszcza architektura) rozwijała się. Przed wybuchem II wojny światowej Rzym zwiedzał Jerzy Waldorff, który wydał później książkę „Sztuka pod dyktaturą”, walczącą z niekorzystnym wizerunkiem faszystów. Autor przekonywał, że Włochy Mussoliniego stanowiły wymarzony kierunek ówczesnych architektów. Klasycyzm wymieszany z modernizmem dobrze przyjął się w międzywojennej Polsce, przez co wykazać można pewne architektoniczne zbieżności.</p>
<p align="JUSTIFY"><strong>Zakończenie</strong></p>
<p align="JUSTIFY">Po stuleciach monumentalnych konstrukcji wkroczyliśmy w epokę architektonicznej stagnacji. Jeżeli we współczesnych budowlach mamy doszukiwać się podłoża ideologicznego to będzie to najpewniej „ideologia postępu”. Tradycyjne budownictwo jest w odwrocie, a jego miejsce zajęły konstrukcje modernistyczne i high-tech, często bardzo abstrakcyjne w swej formie i zaburzające otaczającą je przestrzeń. Patrząc wstecz możemy dojść do smutnej konkluzji, że architektura doby totalitaryzmów (zwłaszcza we Włoszech) stanowiła ostatni jak dotąd uporządkowany styl, mieszczący się w zakresie tradycyjnie pojmowanej estetyki. Co ciekawe, większość współczesnych rządów rezyduje w pałacach i obiektach historycznych, stanowiących pamiątkę po minionych epokach. Dzisiejsi, przeważnie demokratycznie wybrani „władcy” są jednak zbyt słabi i wybierani na zbyt krótki okres by uświetniać go olśniewającymi obiektami, jak niegdyś Ludwik XIV.</p>
<p lang="pl-PL" align="JUSTIFY"><em>Artykuł został pierwotnie opublikowany w kwartalniku “Myśl Suwerenna. Przegląd Spraw Publicznych” nr 3(5)/2021.</em></p>
<p><em>[Grafika: Nowy kampus uniwersytecki La Sapienzy w Rzymie (1938r.), lic. CC]</em></p>
<p>Artykuł <a href="https://myslsuwerenna.pl/gozdzik-architektura-monumentalizm-totalitaryzm/">Architektura, monumentalizm, totalitaryzm</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myslsuwerenna.pl">Myśl Suwerenna</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
